mona.blue 02.01.11, 16:17 W zalewie ogólnego biadolenia może dla odmiany napisalibyście coś pozytywnego o pozostawaniu w małżeństwie? Jakie są plusy, radości? Minusy też mogą być ;) Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
voxave Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 16:32 jest fajnie bo;masz osobe do której przytulisz sie na życzenie----zaufanego człowieka ktoremu opowiesz ja ci zle i jak cie ciemiężą w pracy---obron i cie jak ktoś chce dac ci w michę----nie martwisz sie ze nie masz z kim iść na imprę----przyniesie kase na utrzymanie domu--odkurzy mieszkanie ---naprawi wszystko w domu--zrobi zakupy--poprowadzi samochód jak cos wypijesz---i najważniejsze znakomity seks ile razy zechcesz--czy może być coś lepszego Odpowiedz Link Zgłoś
milamala Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 16:34 milość, poczucie bezpieczeństwa, spokój, wsparcie Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 23:48 milamala napisała: > milość, poczucie bezpieczeństwa, spokój, wsparcie to można mieć też bez małżeństwa Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 20:40 voxave napisała: > jest fajnie bo;masz osobe do której przytulisz sie na życzenie----zaufanego czł > owieka ktoremu opowiesz ja ci zle i jak cie ciemiężą w pracy---obron i cie jak > ktoś chce dac ci w michę----nie martwisz sie ze nie masz z kim iść na imprę---- > przyniesie kase na utrzymanie domu--odkurzy mieszkanie ---naprawi wszystko w do > mu--zrobi zakupy--poprowadzi samochód jak cos wypijesz---i najważniejsze znakom > ity seks ile razy zechcesz--czy może być coś lepszego fajnie brzmi, napawa optymizmem :) Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 03.01.11, 12:01 voxave napisała: > mona ja tak mam 40 lat to tylko pozazdrościć :) Odpowiedz Link Zgłoś
voxave Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 03.01.11, 13:08 nie ma czego,było burzliwie ale jakoś płyniemy Odpowiedz Link Zgłoś
zebra12 Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 16:50 Spokój i małżeństwo, hehe, dobre sobie. Miłośc to rzecz względna. Moim zdaniem nie istnieje. A jeśli istnieje, jak niektórzy twierdzą, to czy pojawia się w momencie sakramentalnego tak? A bez ślubu jej nie ma? Poczucie bezpieczeństwa? To zależy od partnera, bo czasem jest tylko życie w strachu... Duzym minusem jest niestety trudne wysupłanie się z małżeństwa, które kosztuje wiele nerwów, czasu i pieniędzy. Na koniec, żeby było poztywnie: ponoć są udane małżeństwa - słyszałam o takich. Nie wiem ile w tym prawdy, bo spotykałam się z takimi, które brudy pod dywan zamiatają i robią dobrą mine do złej gry. Ale to nie dla mnie. Właśnie dlatego, że cenię spokój! Odpowiedz Link Zgłoś
milamala Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 17:13 Mnie małżeństwo dało spokój, specyficzny rodzaj spokoju, bo nei powiem, żeby przed poznaniem mojego męża była jakaś szczególnie niespokojna. Dostała taki spokój wynikający z poczucia , że jest ktoś właściwy na właściwym miejscu, takie poczucie dobrze uporządkowanego świata. Nie powiedziałam, że miłość bez małżeństwa nie istnieje. Zanim zostaliśmy małzeństwem, oczywistym jest, że najpierw nim nie byliśmy. A miłość była. Ja nie pisałam o każdym małzeństwie tylko od dobrym. Choć czasem myśle sobie , że dobre małzeństwo czyt. włąściwy partner to swoista loteria. Ale chyba jednak w nią łątwiej wygrać niz w zwykłe lotto - skoro i mnie sie udało. Odpowiedz Link Zgłoś
sabinac-0 Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 17:28 Dobre malzenstwo jest niczym gra zespolowa. Kazdy gra na wlasna reke, ale wygrywa sie razem. :) Odpowiedz Link Zgłoś
voxave Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 17:49 moje małżeństwo było i jest burzliwe---piekło i pioruny--nie bede dalej mówić---ale jesteśmy jedynymi ludzmi na których możemy nawzajem polegać w złym czasie Odpowiedz Link Zgłoś
kalllka Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 17:50 uhym najpierw siatkowka, pozniej- koszykowka; ew faul w noznej i za drzwi ze schodow na ryj. amen Odpowiedz Link Zgłoś
voxave Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 18:03 i jak teraz bedziesz przerabiać kamasutrę jak wyrzuciłaś kochasia Odpowiedz Link Zgłoś
kalllka Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 22:51 no coz, widze, ze voxpopoli do mnie. otoz, kamasutry sie nie przerabia nawet jesli i jakkolwiek tlumaczysz sanskryt. Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 23:50 sabinac-0 napisała: > Dobre malzenstwo jest niczym gra zespolowa. Kazdy gra na wlasna reke, ale wygry > wa sie razem. :) No chyba nie powinni grać na własną rękę? Tylko jakoś zgodnie? Odpowiedz Link Zgłoś
sabinac-0 Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 03.01.11, 13:09 mona.blue napisała: > No chyba nie powinni grać na własną rękę? Tylko jakoś zgodnie? Niekoniecznie - jak ludzie maja wytrzymac ze soba i nie dostac otrzasu, musza sobie zagwarantowac odrobine samotnosci i cos tylko swojego. Ta "gra indywidualna" pracuje na wspolne konto. Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 03.01.11, 13:48 sabinac-0 napisała: > mona.blue napisała: > > > No chyba nie powinni grać na własną rękę? Tylko jakoś zgodnie? > > Niekoniecznie - jak ludzie maja wytrzymac ze soba i nie dostac otrzasu, musza s > obie zagwarantowac odrobine samotnosci i cos tylko swojego. Ta "gra indywidualn > a" pracuje na wspolne konto. to mi się podoba, też lubię "brać czas dla siebie" Odpowiedz Link Zgłoś
yag-nik Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 18:18 Abonament na seks? Nie? To już nie wiem... Odpowiedz Link Zgłoś
sabinac-0 Re: dzieci 03.01.11, 13:10 W dobrym malzenstwie dzieci sa tylko sympatycznym produktem ubocznym. Odpowiedz Link Zgłoś
adellante12 Re: dzieci 10.01.11, 12:42 nie ma innych pozytywów. W takim razie współczuje im dzieciństwa a wam małżeństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 19:07 to zależy od kilku czynników : a) jeśli dobrze sie bawią na sylwka przy braku obiektywnych ograniczeń b) jeśli nie wydziwiają i nie psioczą wzajemnie na swoje pasje i upodobania c) jeśli żadne nie upija się w sztok i nie kopci w chałupie to powinno dawać rade i generować plusy. Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 23:52 paco_lopez napisał: > to zależy od kilku czynników : > a) jeśli dobrze sie bawią na sylwka przy braku obiektywnych ograniczeń > b) jeśli nie wydziwiają i nie psioczą wzajemnie na swoje pasje i upodobania > c) jeśli żadne nie upija się w sztok i nie kopci w chałupie > > to powinno dawać rade i generować plusy. minimalistyczne masz wymagania, Paco :) Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 03.01.11, 10:32 hahaha a niektórzy nawet tego nie potrafią. Odpowiedz Link Zgłoś
sabinac-0 Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 03.01.11, 13:11 mona.blue napisała: > minimalistyczne masz wymagania, Paco :) A coz wiecej trzeba? Odpowiedz Link Zgłoś
hipnozaur Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 03.01.11, 14:15 Poco ma taki reduktor, który go trzyma przy gruncie i w rzeczywistości. I to jest dobre,. Kto wie może samochodem terenowym jezdzi, albo i autobusem i tramwajem. Jak coś zaczyna być za bardzo skomplikowane to się upraszcza i idzie z dzieckiem na sanki. :) Odpowiedz Link Zgłoś
neotehuana Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 22:12 U mnie same plusy, ale to zapewne wyjatek i uwazamy sie za szczesciarzy. Kochamy sie tak mocno, jesli nie bardziej niz przed slubem. Jesli ludzie dobrze sie dobiora-to wspolne zycie im sluzy. Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 02.01.11, 23:53 neotehuana napisała: > U mnie same plusy, ale to zapewne wyjatek i uwazamy sie za szczesciarzy. Kocham > y sie tak mocno, jesli nie bardziej niz przed slubem. Jesli ludzie dobrze sie d > obiora-to wspolne zycie im sluzy. A co masz na myśli mówiąc, że dobrze się dobiorą? Odpowiedz Link Zgłoś
neotehuana Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 04.01.11, 00:12 Jestesmy jak dwa kawalki z ukladanki-bardzo rozni, ale idealnie do siebie pasujemy. Obojgu nam zalezy na tym by kochac i byc kochanym. Odpowiedz Link Zgłoś
jeriomina Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 03.01.11, 10:45 Oprócz tego wszystkiego, co tu wymieniono, my z mężem zawsze wymieniamy: nie musimy już umawiać się z różnymi osobami, testować, sprawdzać, starać się, stroić się, zakochiwać się, myśleć czy jest wzajemność, zastanawiać się, czy to ten/ta itd. Bo już mamy siebie po słowie:) Staramy się już tylko dla siebie, w naszym małżeństwie:) Odpowiedz Link Zgłoś
hipnozaur Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 03.01.11, 14:17 Dobre, dobre. To fakt, że po iluś tam podchodach randkach i nadziejach coś gaśnie i dobrze jest wcześniej zarezerwować sobie miejsce przy boku xy i się z tego umieć cieszyć. Odpowiedz Link Zgłoś
ass-am Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 03.01.11, 15:57 ''Staramy się tylko dla siebie w naszym małzenstwie''. To jest piękne i takie mam wspomnienia ze swojego malzenstwa. Teraz zostaly mi tylko wspomnienia. Odpowiedz Link Zgłoś
adellante12 Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 10.01.11, 12:56 Plusy? Mnóstwo. - nikt nie nazywa cię konkubentem/konkubiną , które to okreslenie dla pokolenia troche starszego niż dzisiejsza 20-kilkuletnia smarkateria, nieodzownie kojarzy się z meliniarstwem i patologią - wspólne wychowywanie potomstwa noszacego te same nazwiska co reszta domowników - nikt sie nie zastanawia dlaczego kazdy w domu inaczej się nazywa... - wzajemne poczucie stabilizacji i pewności - mozliwośc stworzenia normalnej rodziny i wskazania wzorca dla dzieci - wspólne z żoną/mężem stworzenie rodziny nadaje sens zyciu. Tak naprawdę dopiero gdy ma się własne dzieciaki zauważasz ze wszystko co było wcześniej było nic nie znaczącym epizodem w zyciu. - masz mozliwość dzielenia własnych pasji z zona z dziećmi... - nikt sie nie zastanawia czy twój partner/ka jest tylko przelotną znajomościa z drugim zyciem - czujesz sie osoba wazną potrzebną , spełnioną. Minusy? hmmm, ja nie widzę ale może: - nie jest sie trendy - bo nie zyjesz w wolnym zwiazku, najlepiej homoseksualnym z kimś odmiennym kulturowo.. - maja cię za staroswieckiego - taki relikt przeszłosci co to normalnie slubował ze "w doli i niedoli w zdrowiu i w chorobie...." łatwiej byłoby wymienić na inny model... - nie mozna robić już w domu imprez z kilogramami dragów i gołymi panienkami na stole... Odpowiedz Link Zgłoś
adellante12 I jeszcze jedno 10.01.11, 12:59 Wasze dzieci maja normalny akt urodzenia gdzie jest wskazany ojciec i matka. Nie muszą mieć dokumentu "uznania dziecka za własne" Ja zdecydowanie wolę mieć ojca niz papier w którym ktoś mnie uznaje za własne dziecko Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: I jeszcze jedno 10.01.11, 15:58 Tylko co z tą przysięgą do końca życia? A jak życie w małżeństwie stanie się nie do zniesienia? Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: I jeszcze jedno 13.01.11, 23:36 mona.blue napisała: > Tylko co z tą przysięgą do końca życia? A jak życie w małżeństwie stanie się ni > e do zniesienia? Właśnie kupiłam ksiązkę Tomasza Halika i wyczytałam w niej odpowiedź na moją watpliwość. Samemu jest prawie niemozliwe dochować takiej przysięgi, ale z Bogiem jest mozliwe, dzięki Jego łasce. Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 10.01.11, 13:57 Dzięki, to bardzo mi pomaga co napisałeś. Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 10.01.11, 13:57 mona.blue napisała: > Dzięki, to bardzo mi pomaga co napisałeś. To było do Adollante. Odpowiedz Link Zgłoś
gh83 Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 10.01.11, 15:30 No proszę, dzięki takim wpisom nie trzeba sięgać do encyklopedii, by zdefiniować termin "kompleksy". Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 10.01.11, 13:56 Chyba wiem, czego się boję. Wczoraj czytałam Stephana Coveya o strategiach współżycia ludzi między sobą. Najlepszą jest strategia wygrana - wygrana, w której potrzeby obu stron są zaspakajane, obie strony są zadowolone z relacji i wspólnych ustaleń. Ja całe życie żyłam w strategii przegrana - wygrana, zarówno w dzieciństwie, jak i w małżeństwie, gdzie moje potrzeby były pomijane, a ja musiałam dostosowywać się do innych i spełniać ich potrzeby, co powodowało bezustanną frustrację i poczucie nieszczęścia. Odpowiedz Link Zgłoś
cynta Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 10.01.11, 17:29 Dla mnie w nadchodzacym drugim malzenstwie najfajniejsze jest takie pozornie sprzeczne poczucie wlasnej wartosci wynikajace z docenienia mojej samodzielnosci, rowniez finansowej, wiedzy, ambicji, planow zyciowych i osiagniec zestawione z gleboko atawistyczna satysfakcja z bycia wybrana przez mezczyzne, sposrod wszystkich na swiecie kobiet wybral mnie, czysto samicza satysfakcja z posiascia partnera.... I jeszcze fajne jest to co po angielsku nazywa sie togetherness czyli chyba bycie razem tak? ale to faktycznie mozna miec bez zwiazku formalnego. A prawdziwe dobre zwiazki poznaje sie po tym jak istnieja (czy?) i funkcjonuja bez dzieci .. Odpowiedz Link Zgłoś
sdfsfdsf Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 10.01.11, 19:01 nie mam pojecia bo jestem singlem bo rodzina jest podstawowa komorka spoleczna? he he no i pewnie ktos musi dzieci wychowac Odpowiedz Link Zgłoś
sdfsfdsf Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 11.01.11, 00:04 w zasadzie chyba wiem potrzebuje kogos od czasu do czasu zeby kopnal mnie w tylek bo staje sie zbyt leniwy kobiety sa idealnie do tego stworzone Odpowiedz Link Zgłoś
anek80 Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 11.01.11, 16:00 A mi małżeństwo służy i mojemu małżonowi też - bo wprost mi o tym mówi i widzę, że czuje się szczęśliwy i spełniony. Jest dużo lepiej niż przed ślubem, choć przed ślubem było bdb. Recepta: dużo miłości (zamiast egoizmu), cierpliwości i zrozumienia (nie warto czepiać się drobiazgów). Pozytywy - jest ich dużo: miłość i wsparcie na co dzień, poczucie bezpieczeństwa itp... Mówicie, że można to mieć bez ślubu. Oczywiście, tylko jest jednak subtelna różnica, którą trudno jest wytłumaczyć. Mój mąż bardziej stara się być dobrym partnerem, niż przed ślubem, ja zresztą też. Czasem kiedy się kłócimy to mi tłumaczy, że nie ma sensu brnąć dalej w kłótnię, bo skoro jesteśmy na siebie "skazani" do końca życia, to w końcu będziemy musieli dojść do porozumienia - nie ma sensu uprzykrzać sobie życia. Może w tym tkwi paradoksalnie tajemnica powodzenia? - w zaangażowaniu na 100%, nie zostawianie sobie furtki w postaci możliwości łatwego i szybkiego odejścia. Dziwi mnie liczba negatywnych wpisów. Aż tak źle w waszych związkach małżeńskich? A może nie chce wam się po prostu starać dla tej drugiej osoby? Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 11.01.11, 17:06 Anek, fajne jest Twoje i Twojego męża podejście do małżeństwa :) Dobrze, że szczęśliwe małżeństwa też istnieją, są zachętą i wzorem dla innych. Ciekawe tylko, czy jest ich procentowo duzo czy mało? Odpowiedz Link Zgłoś
cynta Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 12.01.11, 01:29 Moim zdaniem dobranie sie na poczatku jest tajemnica dobrego malzenstwa. Wydaje mi sie ze ludzie, zwlaszcza mlodzi nie wiedza czego tak naprawde powinni szukac w partnerze na zycie, starsi juz z doswiadczenia wiedza co nie dziala... ;) Wzgledy rodzinn/obyczajowe, zewnetrzne oznaki "pasowania" do siebie, material na matke/ojca itp. bierzemy bardziej pod uwage (lub tylko) nie siegajac glebiej w poznanie tego drugiego czlowieka, w odkrycie wiezi, cech ktore nam odpowiadaja, duszy z ktora chcemy byc cale zycie ... Zwiazki niesformalizowane maja to do siebie ze ludzie w nich bedacy ciagle szukaja, nie zakonczyli tego procesu, podswiadomie ciagle sa dostepni dla innych a to powoduje inwestycje energi poza zwiazkiem, po prostu mniej sie o niego wtedy dba ... IMHO oczywiscie Odpowiedz Link Zgłoś
to.niemozliwe Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 12.01.11, 08:56 Małżeństwo, to zinstytucjonalizowana i sformalizowana organizacja, nazwana i zamocowane w systemie prawnym. Jej sensem jest stworzenie ograniczeń w zakresie swobody osobistej w celu zapewnienia ochrony słabszych stron w rodzinie (współmałzonka/ki lub dzieci). Świadomość konsekwencji prawnych rozpadu działa nieco stabilizująco na trwałość związków. Plus prawo rodzinne i spadkowe, które w zarysie nakazuje takie dzielenie majątkiem, żeby zapewnić podstawy egzystencji obojgu małzonkom i dzieciom. Niektórzy tu wymieniają inne korzyści, jak np. poczucie bezpieczeństwa, ale one wynikają z bycia w związku w ogóle, albo z doświadczania intymności. Są ludzie, którzy naprawdę potrzebują tej instytucjonalizacji, bo małżeństwo jako organizacja obrosło stereotypami ról w które ludzie zawierający związek wchodzą - np. troskliwy ojciec, dbająca matka (te pozytywne). Po prostu, wchodząć w małżeństwo zaczynasz robić tak, jak inni z twojego środowiska, którzy w małżeństwie są. I ta strukturalizacja ma swoje pozytywne strony. Odpowiedz Link Zgłoś
sdfsfdsf Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 12.01.11, 10:21 w zasadzie sie zgadzam chociaz sens jest ukryty za taka platanina "strukturalnych restrukturyzacji" ze trudno dojsc do senda chyba ze lubisz Odpowiedz Link Zgłoś
to.niemozliwe Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 12.01.11, 10:32 Też bym chciał czasem w jednym słowie zamknąć owo sedno, ale nie zawsze umiem...:) Odpowiedz Link Zgłoś
sdfsfdsf Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 12.01.11, 10:49 no worries;) ja zawsze krytykuje taka natura Odpowiedz Link Zgłoś
to.niemozliwe Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 12.01.11, 10:56 Wiem, dobrze, że Ty też wiesz :). Odpowiedz Link Zgłoś
anek80 Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 12.01.11, 13:27 Małżeństwo to związek zinstytucjonalizowany, ale już forma wcale nie przesądza o treści - to od małżonków zależy, jakie ono będzie. Nieprawda, że wchodząc w małzeństwo naśladuje się inne małżeństwa i w ten sposób to działa - oczywiscie w pewnym stopniu tak, ale to banał i niczego nie wyjaśnia - raczej powiela się pewne schematy rodzinne - albo - mając świadomość ich niedoróbek, stara się je przełamać. Te schematy (rodzinne, kulturowe) działają zresztą w KAŻDYM związku, również niesformalizowanym. Poza tym calkowicie pomijasz aspekty psychologiczne i emocjonalne (forum notabene jest o psychologii), równie ważne. Wg mnie małżeństwo samo w sobie nie jest ani dobre ani złe, dlatego nie warto go ani demonizować ani idealizować z drugiej strony. Jest natomiast ścieżką trudniejszą niż nie bycie w małżeństwie - i nie chodzi wyłącznie o aspekty prawne itp, ale psychologiczne związku i w tym sensie może być szansą na prawdziwy rozwój małżonków w wymiarze duchowym. Ale to wymaga dojrzałości obojga partnerów i przezwyciężenia egocentrycznej perspektywy. Dla mnie to jest właśnie jeden z pozytywów małżeństwa. Ta perspektywa egocentryczna jest wg mnie silniejsza w związkach nieformalnych, gdzie bardziej liczy się "ja", "moje" niż "my". Oczywiście piszę o pewnej obserwowanej średniej, pomijam wyjątki. Znam przykład świetnego związku, w którym ślub nastąpił po 15 latach. Koleżanka opowiadała, że po ślubie jej facet zaczął się jeszcze bardziej o nią troszczyć (co wydawało się jej samej i nam wszystkim niemożliwe - byli świetną parą), na przykład odruchowo zaczął ją osłaniać na drodze, czego nigdy wcześniej nie robił bo - cytuję - "to przecież moja żona". Czyli "moja dziewczyna" to jednak nie to samo i nie chodzi wyłącznie o semantyką. I to jest właśnie ta różnica, którą bardzo trudno opisać i wytłumaczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
to.niemozliwe Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 12.01.11, 13:55 > cytuję - "to przecież moja żona". Własnie takie sytuacje miałem na myśli pisząc, że status małżeński skłania czasem do zachowań uznawanych za typowe w danej społecznosci. Tzn. on mysli "robię tak, bo to moja żona", choć pozornie nic psychologicznie w zwiazku nic sie nie zmienilo w perspektywie 15 lat. Po prostu utozsamiamy się z cechami penionej roli - i tu jest zmiana w wymiarze psychologicznym. Oprócz instytucjonalnej, oczywiście. Odpowiedz Link Zgłoś
anek80 Re: Coś pozytywnego o małżeństwie 12.01.11, 16:47 Przykład który podałam pokazuje, że w instytucji małżeństwa mogą być zakodowane pewne pozytywne dla związku elementy, takie jak większa troska i poczucie odpowiedzialności za drugą osobę, co może mieć pozytywne przełożenie na trwałość i jakość związku. Tak, do pewnego stopnia utożsamiamy się z pełnioną rolą, ale Ty zakładasz jakiś całkowity automatyzm tego, z czym ja się nie zgadzam, ponieważ: 1. rola społeczna nigdy nie jest zdefiniowana w 100%, stąd 2. każdy musi niejako zdefiniować siebie samego w pełnionej (nowej) roli, co może oznaczać chęć odejścia od znanych schematów. Mi na przykład nie odpowiadało wiele rzeczy, które zauważyłam w małżeństwie swoich rodziców i świadomie staram się ich nie powielać we własnym. Poza tym, sądzisz, że nie będąc w małżeństwie a w związku niesformalizowanym, nie odgrywasz żadnej roli społecznej? Ja myślę, że ciągle działa mnóstwo schematów, szczególnie gdy mieszka się razem. Ja na przykład zawsze jestem zdumiona, jak szybko młode kobiety (nie-żony) wchodzą w tradycyjną rolę "opiekunki faceta i domu", zupełnie bezrefleksyjnie. Wg mnie w znacznej części związków nieformalnych może działać też podświadomy schemat, że jest to związek nie na zawsze oraz że jesteśmy ze sobą na dobre, a nie dobre i na złe - czyli nastawiam się głównie na przyjemność własną i kiedy pojawiają się trudności, to zwijam zabawki i idę szukać kogoś innego. Odpowiedz Link Zgłoś