Gość: iwa
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
19.04.04, 15:10
hej,
jestem nauczycielką, wzglednie młodą, ale z tradycyjnymi metodami na temat
wychowania. Chciałabym poznać waszą opinię na sprawę, który opiszę.
Otóż, od pewnego czasu jeździ po Polsce za "spektaklem" Ronald Mc'Donald. Nie
wiem dokładnie, co jest celem przedstawienia (mówi, że wspólna zabawa). Moim
zdaniem jest to reklama firmy znanej z niezdrowej żywności. I tu juz jest
pierwsze moje "ale". Tłumaczę dzieciom, jak maja zdrowo sie odżywiać, jakie
to ma znaczenie dla ich przyszłego życia, a tu nagle wpada klaun i rozdaje
prezenty. Robi to w sposób zabawny - przyznaję- ucieka sie do pomocy "czarów"
wyciągając z worka różne gadżety, ale (kolejne)wszystko trąci mi
socjotechniką.
Poza tym godnym potępienia jest jeden z elementów przedstawienia. Otóż klaun
wybiera sobie dziecko, które podobno sprawiło, że zniknęły mu z książeczki
różne obrazki. Dziecko zostaje zaszczute przez Ronalda. Wszyscy zwracają się
do niego (na przedstawieniu w którym ja uczestniczyłam było około trzystu
dzieci) i grożąc mu palcem wołają "oj,oj,oj". Klaun uważa to za sympatyczny
sposób zwrócenia uwagi na niegrzeczne zachowanie (typu wymiana z kolegą kilku
zdań na temat przedstawienia).
Zdarzyło sie też, że Roni na obiekt wytykania palcami wybrał panią
nauczycielkę, która "ośmieliła się" odezwać do koleżanki. Popełniła straszny
grzech - nie umiała sie bawić i czarować, pod dyktando klauna.
Ludzie - gdzie my jesteśmy? Czy wyrabianie u dzieci braku szacunku do
nauczycieli (a tak odebrałam ten fragment "przedstawienia) pod dyktando
klauna jest normalne.
Czy wy też uważacie, że była to tylko zabawa, że nie znam się na żartach,
itd.?
PS. "Dzieci" w Toruniu też zakładały kubeł nauczycielowi dla żartów.
Pozdrawiam wszystkich, którzy dobrną do konca mojej wypowiedzi, szczególnie
tych, którzy zechcą odpowiedzieć.
Licze też na opinie psychologów.