Samoocena u dziecka niepelnosprawnego...

17.01.11, 21:12
Witam wszystkich, to moj pierwszy post na tym forum, pierwszy bo jakos sie wczesniej nie odwazylam...

Poltora roku temu urodzilam synka z rzadka wrodzona wada dloni, tzw. dlonia rozszczepiona. Brak mu dwoch paluszkow, pozostale sa krotsze niz normalnie i cala dlon jest nieco mniejsza niz ta "zdrowa". Wbrew pozorom wada ta nie wiaze sie z jakims specjalnie wielkim uposledzeniem funkcjonalnosci dloni, bo takie dzieci ucza sie poslugiwac tym co maja. Rozumie sie, ze synek nie bedzie pianista ani chirurgiem, ale nie niepelnosprawnosc fizyczna jest tutaj problemem, bo dotyczy nas w stopniu bardzo niewielkim. Problemem jest kwestia innosci, odmiennosci, "dziwnosci", nielatwa do zaakceptowania nawet dla najblizszych takiego czlowieka przeciez...Sama musialam przejsc przez okres odrzucenia faktu, ze moje dziecko nie jest takie jak wszyscy inni, bo niestety rady w stylu, ze jedni maja rude wlosy, inni krzywe zeby, a jeszcze inni zeza niekoniecznie w takim przypadku pomagaja. Ten etap mam juz jednak chyba za soba, jedyne co we mnie jeszcze tkwi to zal do Losu, Boga, Przypadku czy kto tam tym wszytskim zawiaduje, ze 1proc. szansy na taka wade u dziecka, ktory zachodzac w ciaze ma kazda kobieta, dla mnie nie pozostal tylko statystyka.

Jednak dzien w dzien zadaje sobie pytanie o psychologiczna i spoleczna strone calej tej sprawy i o to jak moglabym synkowi pomoc. Czytalam kiedys artykul napisany przez dziewczyne bez dloni, w ktorym autorka dowcipnie stwierdza ze nie doradzalaby decydowac sie na tego typu uposledzenie osobom o niskim poczuciu wlasnej wartosci. Ano wlasnie. Wiem tez (takze i z lektury tego forum), ze na to ostatnie rodzice maja wplyw ogromny. Co wiecej, jako osoba przez cale zycie borykajaca sie z niska samoocena, nad ktora to bardzo ciezko pracowala moja mama powtarzajac mi bezustannie mantry o mojej przecietnosci, tepocie i braku jakiejkolwiek interesujacej cechy, doskonale zdaje sobie sprawe z tego, czego dziecku robic nie nalezy. Pytanie jednak czy to wystarczy? Czy wystarczy mu codziennie uswiadamiac, ze jest najwspanialszy na swiecie? A co ze Swiatem, wlasnie? Ze Swiatem, ktory nie raz mu uswiadomi, ze jest gorszy, brzydszy, inny? Jak go na to przygotowac, jak go nauczyc czy przekonac ze jest naczej? Boje sie, boje sie czy potrafie, czy bede wiedziala jak...
    • to.niemozliwe Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 17.01.11, 21:36
      Nie Alicjo, nie mozna mu mowic, ze jest najwspanialszy na swiecie, bo nie jest. Choc bez watpienia jest najukochanszy dla Ciebie.
      Trzeba mu mowic ze jest normalny i fajny, tylko urodzil sie z inna raczka na skutek choroby.
      Nie badz naopiekuncza i nadmiernie troskliwa, bo nauczysz go albo czerpac korzysci z tej odmiennodci, albo poczucia winy.
      Wyrob sobie pewien rodzaj ofensywnego w tresci (nie lekliwie-wdtydliwego) komunikatu, ktorym musisz rozdawac karty w grze spilecznej. W skrocie wyglada to tak: wprowadzasz go w grupe dzieci i mowisz "To jest (imie), jego raczka kiedys byla chora i tak wyglada, ale juz go nie boli - czy moze sie z wami pobawic w (nazwa zabawy)."
      Co to daje, taki komunikat?
      Uprzedzasz pytania o to co z raczka,
      Wyjasniasz, ze to choroba (nikt nie winien)
      Ze juz nie boli (neurony lustrzane - ulga "nie boli")
      Proponujesz zabawe
      Pytasz o akceptacje (nie jestes ofensywna i nie jestes ofiara).
      Dzieci go zaakceptuja, im szybciej tak zaczniesz mowic, tym lepiej.
      On sam z czasem wpoi sobie ten styl i przekaz. Nie bedzie sie krepowal, a wrecz bedzie dawal sygnal "wygladam troche inaczej, ale jestem rownie fajny co Ty i nie jest to dla mnie problem".
      • alice.munro Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 17.01.11, 22:02
        Dziekuje za odpowiedz, zwlaszcza ze w duzej czesci potwierdza ona moje wlasne intuicje w tym temacie. Napotykam tu jednak na kolejny problem, ktorym jest ojciec dziecka, a moj maz. On uwaza, ze nie ma powodu do robienia z dloni synka centralnego punktu wydarzen i ze nalezy poddac sie ich biegowi. Czyli ze zaczac wyjasniac lub rozmawiac wtedy, kiedy ktos zapyta. Faktem jest, ze synek wielokrotnie bawil sie z dziecmi, takze takimi juz bardziej niz on sam zorientowanymi w ludzkiej anatomii i czesto jego wada pozostawala bez komentarza, bo po prostu dzieciaki nie zauwazyly. Mielismy jednak tez kilka sytuacji z doroslymi, kiedy to zdziwione spojrzenia mowily sama za siebie. Spojrzenia, bo ludzie, przez poczucie taktu, lub moze ze strachu, udwali ze nie widza, zas moj maz nie uznal za konieczne poruszenie tego tematu. W rezultacie konczylo sie na wiszacej w powietrzu konsternacji i wielokrotnych sprzeczkach, podczas ktorych dowiadywalam sie od meza ze on nie ma potrzeby o tym dyskutowac bo, w przeciwienstwie do mnie, nie ma z tym problemu. No i jak tu z takim gadac...?
        • to.niemozliwe Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 17.01.11, 22:13
          Moze i Twoj maz nie ma z tym problemu, ale inni ludzie maja.
          Widok osoby niepelnosprawnej budzi wspolczucie, a takze....poczucie winy ( u niektorych). Dominanta emocji jest tak silna, ze niektorzy maja pustke w glowie. Dlatego trzeba rzecz nazwac po imieniu, bo w miejce tej pustki szaleja emocje.
          Twoj maz ma uproszczony poglad na ten temat.
        • mona.blue Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 17.01.11, 22:15
          Ja mam niepełnosprawną córkę, wolę zawsze w dwóch zdaniach wyjaśnić, żeby nie było konsternacji.

          Polecam przedszkola i szkoły integracyjne, bo dzieci jednak potrafią być bardzo okrutne i odrzucać "innych". Tam dzieci są uczone (przynajmniej w tych dobrych) jak akceptowac odmienność i pomagać słabszym.
    • pluszowyslon Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 11:43
      Witaj.

      Nie wiem, czy to to samo schorzenie ale gdy byłem w liceum miałem kumpla którego dłonie wyglądały podobnie. Dłoń była niewiele szersza od ręki i w każdej miał dwa kikuty.

      Nie zauważyłem u niego obniżonej samooceny. Miał sporą wiedzę historyczną i był klasowym ekspertem od historii. Pisał dwiema rękami, złożonymi tak, by utrzymać długopis. Poza tym nie zauważyłem, żeby miał jakieś kłopoty z samoobsługą, nikt mu nie musiał pomagać bo radził sobie całkiem nieźle.

      > Czy wystarczy mu codziennie uswiadamiac, ze jest najwspanialszy na swiecie?

      To IMHO przegięcie w drugą stronę. Ważne, żeby mimo swojego kalectwa (nie wiem czy to dobre słowo) jest normalnym dzieciakiem takim jak inne. Koniec.
      • alice.munro Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 14:16
        pluszowyslon napisał:

        . Dłoń była niewiele szersza od ręki i w każdej miał
        > dwa kikuty.

        Raczej nie, bo moj synek ma 3 palce i normalna druga dlon.

        >
        > To IMHO przegięcie w drugą stronę. Ważne, żeby mimo swojego kalectwa (nie wiem
        > czy to dobre słowo)

        Malo poprawne politycznie ;)
    • adriana_ada Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 12:58
      Po pierwsze wychowywac dziecko w swiadomosci, ze jest takim samym dzieckiem jak wszystkie inne, pozniej oczywiscie zastanowic sie, w jaki sposob odpowiadac na pytania, ktore pojawia sie na 100%.
      Rowniez mozna pomyslec o chirurgii, porozgladac sie po instytutach transplantologii, porozmawiac z psychologiem.
      • alice.munro Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 14:12
        adriana_ada napisała:

        > Po pierwsze wychowywac dziecko w swiadomosci, ze jest takim samym dzieckiem jak
        > wszystkie inne, pozniej oczywiscie zastanowic sie, w jaki sposob odpowiadac na
        > pytania, ktore pojawia sie na 100%.

        Tyle to akurat sama wiem. Problem w tym JAK to zrobic...

        > Rowniez mozna pomyslec o chirurgii, porozgladac sie po instytutach transplantologii

        Niestety wspolczesna mecydyna jest wobec takich przypadkow bezsilna. Transplantacja od niezyjacego dawcy nie wchodzi w gre w przypadku osoby z wada wrodzona, tego sie po prostu nie robi (nie wiem w ogole czy nawet w orzypadku amputacji mozna przeszczepiac same palce). Mozna jedynie przeszczepic wlasne palce u stop dziecka, ale robi sie to tylko w przypadku kiedy dlon nie jest funkcjonalna. A poza tym to palcow nie da sie dosztukowac, dorobic, dokupic...
        • adriana_ada Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 19.01.11, 12:28
          Kto tak naprawde wie...

          wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,79448,3265367.html
    • mona.blue Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 13:30
      Moja córka ma trochę zaniżoną samoocenę, ale nie przesadnie. Myslę, że wiąże sie to bardziej z jej problemami w nauce i porównywaniem się z bardzo zdolna siostrą. No i niestety też, nie da się ukryć, z pewnym odrzuceniem jej przez rówiesników, którego doznawała przez te wszystkie lata w szkole, szczególnie podstawowej, która nie był integracyjna.
      • alice.munro Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 14:26
        mona.blue napisała:

        > Moja córka ma trochę zaniżoną samoocenę, ale nie przesadnie.

        Ja mysle, ze dziewczynce moze byc nieco trudniej zaakceptowac fakt, ze wyglada inaczej niz inni.

        No i niestety też, nie da się ukryć, z pewnym odrzuceniem jej przez rówies
        > ników, którego doznawała przez te wszystkie lata w szkole, szczególnie podstawo
        > wej, która nie był integracyjna.

        Ja mieszkam w kraju o duzo dluzszej niz w Polsce tradycji integrowania niepelnosprawnych w spoleczenstwie. Tutaj w zasadzie kazde przedszkole czy szkola ma ambicje byc "integracyjne". Zreszta w ogole idea takich placowek, o ktorych piszesz, wywoluje nieco mieszane uczucia, bo jakkolwiek rozumiem ze sa potrzebne, to okazuje sie ze problem pojawia sie zaraz poza ich murami. A dziecko kiedys stanie sie nastolatkiem, bedzie chcialo np. bywac na imprezach i co? Tez je wysylac tylko na " integracyjne"? A praca? Szukanie partnera zyciowego? Predzej czy pozniej i tak trzeba sie bedzie zmierzyc z zyciem w nie zawsze przeciez "integracyjnym" spoleczenstwie.
        • mona.blue Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 15:08
          alice.munro napisała:

          > Ja mysle, ze dziewczynce moze byc nieco trudniej zaakceptowac fakt, ze wyglada
          > inaczej niz inni.

          U niej akurat na "pierwszy rzut oka" niepełnosprawności nie widać.
          >
          > No i niestety też, nie da się ukryć, z pewnym odrzuceniem jej przez rówies
          > > ników, którego doznawała przez te wszystkie lata w szkole, szczególnie po
          > dstawo
          > > wej, która nie był integracyjna.
          >
          > Ja mieszkam w kraju o duzo dluzszej niz w Polsce tradycji integrowania niepelno
          > sprawnych w spoleczenstwie. Tutaj w zasadzie kazde przedszkole czy szkola ma am
          > bicje byc "integracyjne". Zreszta w ogole idea takich placowek, o ktorych pisze
          > sz, wywoluje nieco mieszane uczucia, bo jakkolwiek rozumiem ze sa potrzebne, to
          > okazuje sie ze problem pojawia sie zaraz poza ich murami. A dziecko kiedys sta
          > nie sie nastolatkiem, bedzie chcialo np. bywac na imprezach i co? Tez je wysyla
          > c tylko na " integracyjne"? A praca? Szukanie partnera zyciowego? Predzej czy p
          > ozniej i tak trzeba sie bedzie zmierzyc z zyciem w nie zawsze przeciez "integra
          > cyjnym" spoleczenstwie.

          Jeżeli tak, to macie duże szczęście, wiem, że w niektórych krajach wygląda to zupełnie inaczej.
          W Polsce niestety nadal panuje stereotypowe podejście, że niepełnosprawny to ktoś gorszy, a w ogóle to nie wiadomo jak reagować na jego problemy, pozostaje litość albo odwracanie głowy.
          • mona.blue Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 15:11
            Dlatego szkoły integracyjne w naszym społeczeństwie są cenne, dają dzieciom dobry start.

            Poźniej już nawet młodzież, nie mówiąc o dorosłych są mądrzejsi, przynajmniej wielu z nich akceptuje czy toleruje ludzi niepełnosprawnych.

            Ale zaręczam ci, że dzieci w szkole publicznej potrafią być niesamowicie okrutne.
            • pluszowyslon Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 16:55
              Jestem osobą niepełnosprawną. Chodziłem do publicznej podstawówki a potem publicznego liceum. O ile w podstawówce pod koniec (klasa 7-8) zdarzały się docinki ze strony części klasy (paru chłopaków) o tyle po przejściu do publicznego liceum takiego zjawiska nie doświadczyłem.

              Jednak docinki zawsze mogą się zdarzyć (choćby na podwórku) i nie tyle trzeba starać się ich unikać co się na nie uodpornić i nauczyć się tym nie przejmować. Bo szkoła może być integracyjna, podwórko niekoniecznie.
              • alice.munro Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 18:53

                Mysle, ze sporo zalezy od srodowiska, miejsca w ktorym sie czlowiek wychowuje. Wiadomo, ze inaczej sie funcjonuje jako osoba niepelnosprawna w podwarszawskim Wilanowie, a inaczej w dzielnicy Brodno. Znam pare osob w Polsce majacych dzieci z podobnymi do naszego problemami i wiekszosc z nich znakomicie sie zintegrowala w normalnych przedszkolach i szkolach. Jasne, ze wymaga to zaangazowania rodzicow i wychowawcow, ale tak w zasadzie powinno byc, bo tylka taka droga dojsc mozemy do "integracyjnego" podworka czy placu zabaw. Ale podejrzewam, ze pierwszym krokiem moga byc wlasnie placowki integracyjne, mimo ze zachodzi w ich przypadku prawdopodobienstwo, iz dziecko niepelnosprawne bedzie wyrastalo troche pod kloszem.
    • pluszowyslon Jeśli chodzi o samoocenę: nie wyręczać! 18.01.11, 15:02
      A przynajmniej nie tam gdzie nie jest to absolutnie konieczne. Możliwe, że dziecko będzie robiło to i owo dłużej, ale ważne żeby robiło samodzielnie. Niepotrzebne wyręczanie prowadzi do konkluzji "ja nie potrafię", "jestem beznadziejny". Więc moja rada jest taka, żeby dążyć do jak największej samodzielności dziecka.
    • lifeisaparadox Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 17:14
      Moim zdaniem to przede wszystkim przestań mieć hopla na punkcie jego dłoni i samooceny, bo dziecko faktycznie zacznie mieć problemy z tym wszystkim widząc takie zaangażowanie.
      • alice.munro Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 18:46
        lifeisaparadox napisał:

        > Moim zdaniem to przede wszystkim przestań mieć hopla na punkcie jego dłoni i sa
        > mooceny

        Wybacz, ale na jakiej podstawie diagnozujesz u mnie "hopla"? Bo zalozylam watek na forum i sie zastanawiam jak dziecku pomoc, lub, co wazniejsze, nie zaszkodzic? Coz, moze moglam sie spodziewac, ze jak na kazdym forum, a na tym - tym bardziej, znajdzie sie ekspert od cudzego zdrowia psychicznego, ech...
        • lifeisaparadox Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 19.01.11, 00:26
          alice.munro napisała:
          > Coz, moze moglam sie spodziewac, ze jak na kazdym forum, a na tym - tym bar
          > dziej, znajdzie sie ekspert od cudzego zdrowia psychicznego, ech...

          Miała już Pani na innych forach odpowiedzi które sprawiały wrażenie oceny Pani zdrowia psychicznego?

          Napisała też Pani - "Mielismy jednak tez kilka sytuacji z doroslymi, kiedy to zdziwione spojrzenia mowily sama za siebie. Spojrzenia, bo ludzie, przez poczucie taktu, lub moze ze strachu, udwali ze nie widza, zas moj maz nie uznal za konieczne poruszenie tego tematu."

          Wyciąganie daleko idących wniosków ze "spojrzeń, znaków" które daje ktoś z otoczenia, zwane potocznie urojeniami ksobnymi, wskazują na to że przeżywa Pani mocny stres ciągnący się od bardzo dawna.

          Jeśli chce Pani uniknąć obsesji na punkcie niepełnosprawności swojego dziecka, będącej kompensacją Pani własnych wewnętrznych nieprawidłowości, proszę pomyśleć o osobistej terapii u dobrego specjalisty.
          • alice.munro Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 19.01.11, 07:46
            lifeisaparadox napisał:

            >
            > Miała już Pani na innych forach odpowiedzi które sprawiały wrażenie oceny Pani
            > zdrowia psychicznego?

            Szanowny Pan jak widze, niewiele czyta Wiadomosci, Kraj lub Spoleczenstwo, bo mu sie wydaje ze kazda uwaga na temat stosunkow panujacych na forach internetowych od razu musi sie wiazac z osobistymi doswiadczeniami jej autora. Dziwne, no ale moze to jakies urojenia ksobne.

            > Wyciąganie daleko idących wniosków ze "spojrzeń, znaków" które daje ktoś z otoc
            > zenia, zwane potocznie urojeniami ksobnymi, wskazują na to że przeżywa Pani moc
            > ny stres ciągnący się od bardzo dawna.


            Tjaaaa, wniosek ze ktos widzacy male dziecko z trzema palcami zamiast pieciu (co zdarza sie raz na 50 tys. urodzen, czyli wiekszosc populacji nigdy w zyciu sie z kims takim nie zetknelo i nie zetknie osobiscie) odczuwa zdziwienie, konsternacje lub nie wie jak sie zachowac to sa rzeczywiscie bardzo daleko posuniete konkluzje i obsesja wymagajaca wrecz pogotowia psychiatrycznego. Uprzejmie dziekuje za te jakze trafna diagnoze, bezcenne! Szkoda jednak, ze najwyrazniej Ci umyka coz Takiego moze oznaczac twoj protekcjonalny ton i nutka pogardy w stosunku do rozmowcy u Ciebie samego, ale przyslowie o belce w swoim i drzazdze w cudzym oku z pewnoscia znasz. Lacze uklony.
            • lifeisaparadox Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 19.01.11, 18:13
              "Masz hopla".
              Uderz w stół, a nożyce się odezwą.
    • mona.blue Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 17:47
      I nie powtarzaj mu ciągle, jak tu juz pisano, że jest kimś wspaniałym i wyjątkowym, bo wyrośnie na nieprzystosowanego do społeczeństwa narcyza.

      Co do samooceny to zależy ona też od umiejętności, talentów, które posiada i będzie rozwijał, od inteligencji.
    • koala_tralalala Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 20:00
      Alice, masz maila w gazetowej skrzynce.
    • milamala Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 18.01.11, 22:18
      Znałam dziewczynę bez jednej dłoni. Piękna, uzdolniona plastycznie (malowała drugą lewą dłonią), przepięknie śpiewała, pisała wiersze. Aż nie do wiary , że w jednym człowieku zgromadziło sie tyle talentów. Ludzie lgneli do niej, każdy chciał z nią rozmawiać, bywać w jej artystycznym towarzystwie. Jej włąsna matka miała chopla na jej punkcie. Adorowała ją, milion razy dziennie powtarzała jej jak ukochaną jest jej córeczka (choć "córeczka" miała już 18 lat jak ją poznałam).
      Była jedną z najzdrowszych psychicznie ludzi jakich znałam. Bez cienia poczucia innosci. Najsmieszniejsze jest to, że ludzie, którzy jej nie znali próbowali jej "pomóc". Ato protezy, a to propozycje uczestnictwa w grupach wsparcia. Ją to autentycznie śmieszyło.
      Wyszła za mąż z ogromnej miłości, urodziła chyba 4 dzieci i dzis żyje tak samo szczęśliwie jak 20 lat temu kiedy ją poznałam. Nigdy brak dłoni nie był dla niej przeszkodą.
      Skąd wziało się u niej ten autentyczne poczucie wartości? Nie wiem, może to jeden z jej licznych talentów? U całkowicie zdrowych niewiele znam takich "kochających siebie" przykładów.
      Kochaj swojego synka, uwielbiaj, nie próbuj mu na siłę "pomagać", niech przy Tobie zna prawdę i wie, że jest normalny jak inni.
    • by_dafne Wyolbrzymiasz problemy... 19.01.11, 12:21
      Sama musialam przejsc przez okres odrzucenia faktu, ze moje dziecko nie jest takie jak wszyscy inni, bo niestety rady w stylu
      ...
      Tak jak mamuska perfekcjonistka. Ze co ma taka czy inna dlon? Dobrze ze ma.
      A ktos kto mu z tego tytulu bedzie dokuczal jest jakims durnym burakiem.

      Najwazniejsze abys ty z tego nie robila cyrku, to i dziecko nie bedzie...
      naprawde nie masz innych problemow?

      Nie bedzie pianista. A po cholere komu taki zawod. Chirurgiem nie bedzie? A tego to nie wiadomo. Zwlaszcza, ze obecna technika nie wymaga tyle zdrowych rak co wiedzy i umiejetnosci obslugi apartow technicznych. Nie wiem, czy wiesz ale wchodza tzw. operacje na odleglosc....przez Internet. :=) W specjalnych 'chirurgicznych programach'....:=)
      • alice.munro Re: Wyolbrzymiasz problemy... 19.01.11, 12:41
        by_dafne napisała:

        > Sama musialam przejsc przez okres odrzucenia faktu, ze moje dziecko nie jest ta
        > kie jak wszyscy inni, bo niestety rady w stylu
        > ...
        > Tak jak mamuska perfekcjonistka.


        Nie, tak jak KAZDY rodzic, ktoremu urodzi sie dziecko niepelnosprawne. Istnieje nawet pojecie okresu "zaloby po zdrowym dziecku", na ktore sie oczekiwalo (kilkakrotne usg w ciazy nie wykazalonu nas zadnych nieprwidlowosci). Dziwi mnie, ze ludzie zainteresowani psychologia najwyrazniej nie maja tego swiadomosci.

        >Ze co ma taka czy inna dlon? Dobrze ze ma.

        Jasne, zawsze mogl sie przeciez urodzic bez glowy. Sorry, ale to bagatelizowanie problemow, o ktorych sie nie ma pojecia. Wielokrotnie slyszlam o tym od rodzicow dzieci uposledzonych - boli calkiem podobnie jak burackie wyszydzanie.
        • by_dafne Re: Wyolbrzymiasz problemy... 19.01.11, 14:30
          Zareczam ci ze bylyby matki ktore kochalyby swoje dziecko nawet te bez glowy, rak i nog.Mam dzieci i wiem jak waznym czynnikiem jest ich zdrowie. Ale...ty zycia za swoje dziecko nie przezyjesz. To jest jego zycie a ty w tym jego zyciu masz byc podpora a nie dodatkowym balastem czy utrapieniem. Tak jak bedziesz go traktowac teraz tak i on bedzie siebie sam traktowal. Jezeli tej zaleznosci pojac nie umiesz to raczej wspolczuje twojemu dziecku.
    • mona.blue Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 19.01.11, 12:27
      Ja tez mam wśród znajomych nastolatkę, która ma zniekształcone palce u dłoni.
      Jest wesołą, inteligentną, pewna siebie dziewczyną.
      • mona.blue Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 19.01.11, 12:29
        I wydaje mi się, że to w dużej mierze zasługa jej rodziców, mają bardzo zdrowe podejście do życia i wychowania dzieci, mają ich kilkoro.
        • alice.munro Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 19.01.11, 13:28
          mona.blue napisała:

          > I wydaje mi się, że to w dużej mierze zasługa jej rodziców

          Na pewno. Ale istnieja przeciez jeszcze czynniki srodowiskowe i osobnicze, na ktore rodzice nie maja wplywu.
          • lifeisaparadox Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 19.01.11, 18:14
            alice.munro napisała:

            > Na pewno. Ale istnieja przeciez jeszcze czynniki srodowiskowe i osobnicze, na k
            > tore rodzice nie maja wplywu.

            Cała nadzieja dla tego Pani syna, w tych właśnie czynnikach.
          • pluszowyslon Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 19.01.11, 20:47
            Nie ochronisz syna przed ludźmi - w każdym społeczeństwie znajdą się nietolerancyjne jednostki - jeśli nie w szkole, to w tramwaju itp.
            Grunt to się nimi nie przejmować - a do tego potrzebna jest pewność siebie. Utwierdzaj syna w przekonaniu, że jest takim samym człowiekiem jak inni, że może sobie poradzić, a nie będzie się przejmował opiniami ludzi nietolerancyjnością.
            I jeszcze jedno: im bardziej po kimś widać, że ranią go docinki innych tym bardziej będzie się na docinki narażał.
    • realista_nr1 Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 19.01.11, 13:04
      Radze ci duza ostroznosc i przeprowadzenie dalszych badan genetycznych.
      Skoro ma jedna wade genetyczna, moze miec tez inne, o ktorych jeszcze nie wiecie.
      • alice.munro Re: Samoocena u dziecka niepelnosprawnego... 19.01.11, 13:26
        realista_nr1 napisał:


        > Skoro ma jedna wade genetyczna

        To nie jest wada genetyczna, a powstajaca w wyniku zaburzenia przeplywu krwi embrionalnej. Dziecko ma kariotyp prawidlowy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja