super_molly
21.02.11, 16:08
Żeby nie opisywać całego swojego życia napiszę w skrócie:
Mój ojciec porzucił moją mamę dla innej kobiety, rozwiedli się gdy miałam 9 lat, z tego okresu pamiętam tylko awantury. Obydwoje próbowali ułożyć sobie życie. Mój ojciec próbował jeszcze dwa razy, nie udało się, jego ostatnia żona porzuciła go 3 lata temu nie wytrzymując z nim psychicznie. Nigdy nie miałam z nim dobrych kontaktów, jest to dosyć specyficzny człowiek, bardzo zamknięty w sobie, małomówny i do tego bywa złośliwy.
Mieszkałam z nim 4 lata, wyprowadziłam się, minęło ponad 10 lat.
Po porażce z ostatnią żoną mój ojciec zaczął bardzo zabiegać o dobre stosunki ze mną, co jest zrozumiałe bo jest to osoba pod siedemdziesiątkę, dosyć poważnie chory i nie ma rodziny (żadnej) poza tym jestem jedynym jego dzieckiem.
Jakoś tam leci, regularnie przyjeżdżam, pomagam mu, prozaiczne rzeczy.
Jakieś pół roku temu wyszedł z propozycją abyśmy wspólnie zamieszkali, niestety obydwoje wiemy że to nie jest realne, mamy zupełnie różne charaktery i często dochodzi do spięć.
Poza tym ja nie wyobrażam sobie po 10 latach mieszkać znowu z którymś z rodziców, to jest dla mnie niewykonalne. Są dni kiedy ja w lewo a on w prawo, ja jestem upartą osobą.
Stwierdził że ma wielkie trudności z utrzymaniem domu tak dużego (mieszka tam sam) ze swojej emerytury. Ma on jeszcze dom po rodzicach który wymaga gruntownego remontu, mógłby się tam przenieść gdyby miał środki. Umówiliśmy się że wezmę kredyt na ten cel (100 tys), on wyremontuje/dobuduje a swój dom odda mi.
Spięliśmy się w sprawach formalnych.
On twierdzi że dom może przepisać na mnie dopiero w momencie kiedy skończy remont i się wyprowadzi a ja bym chciała aby to załatwił w momencie przelania pieniędzy z mojego konta.
Nie ufa mi.
Między słowami odczytuję ten jego przekaz jako obawę że on na mnie coś przepisze a ja go np wyrzucę przed zakończeniem prac w jego przyszłym domu a ja się obawiam że dam mu pieniądze a on mi powie "tere fere kuku". Nie wyrzuciłabym go, jaki jest taki jest... ale to mój ojciec natomiast on często traktując mnie w ten sposób pokazuje mi że jestem dla niego obcą osobą... prawie.
Z drugiej strony ja się nie zgodzę mieć "bałagan" w kwestiach formalnych, przelewam pieniądze to muszę mieć dom na siebie, nie ma dwóch zdań.
Stanęliśmy przy murze i walimy głową w ścianę. I co dalej nie wiem?