ringo0
22.02.11, 06:58
Witam! bardzo proszę o radę, bo zgłupiałam i nie wiem, jakl się zachować. Sytuacja wygląda tak, że moja koleżanka z krótkim stażem małżeńskim stanęła w obliczu swojego rozwodu (nie ze swojej winy). To bardzo wrażliwa osoba, ale do tej pory przynajmniej uwalniała emocje, opowiadała o tym, co czuje, płakałą, gdy było jej przykro, krzyczałą, gdy była zła. To moja najserdeczniejsza przyjaciółka, więc byłam jedyną adresatką tych emocji. Zwróciłam się z prośbą o pomoc do psychologa, bo widziaąłm, że koleżanka sobie nie radzi. Byłyśmy 2 razy razem na psychoterapii. Ona chciała iść ze mną, żeby było jej raxniej.
W ciągu minionego weekendu "coś" sie stało.Niby między nami sie nie wydarzyło nic szczególnego (zresztą widziałyśmy się 20 minut w ciagu całego weekendu).
W niedzielę wieczorem była wściekła na cały świat, oświadczyła, że może będzie lepiej, jak weźmie sprawy w swoje ręce. Nie chce mówić o tym, co czuje, kumuluje emocje, chce sama chodzić do psychologa... Znam ją i potwornie sie boję o konsekwencje tych decyzji. Jest bardzo słaba psychicznie. Nie wiem, dlaczego tak sie zachowuje, wiem, że jesli skumuluje w sobie emocje, to nie wytrzyma....
Błagam, podpowiedzcie mi, jak postępować. Czy próbować z nią rozmawiać? być "z boku" i czekać na sygnał, aż znów będzie chciałą opowiadać o tym, co czuje, czy posłuchac jej i zostawić sama sobie? Proszę, pmóżcie. wiem, ze poza mną nikt nie wie o całej sytuacji.Nie wydarowałabym sobie, gdyby coś jej sie stało.