Wykluczenie z rodziny

26.02.11, 21:39
Ostatnio czujemy się oboje z mężem odstawieni na boczny tor przez jego brata i bratową. Mieszkamy ulicę od siebie, a widujemy się i kontaktujemy sporadycznie. Jesteśmy oboje dość rodzinni, mamy dobre relacje z rodzicami, dalszą rodziną - odwiedzamy się, często rozmawiamy, wiemy na bieżąco, co się u kogo dzieje. Natomiast szwagier ze szwagierką pod pozorem zapracowania i bycia zajętymi permanentnie nas unikają, kompletnie się nie interesują - po prostu wykluczyli nas ze swojego życia. Zastanawiamy się, dlaczego - bo przecież nigdy im niczego złego nie zrobiliśmy i staraliśmy się podtrzymywać kontakty. Czasem gdzieś razem wyszliśmy, raz razem wyjechaliśmy na weekend, wpadaliśmy do nich i zazwyczaj było fajnie - stąd nie wiem, z czego wynika ich dziwne zachowanie.

Gdy zamieszkaliśmy w naszym mieszkaniu, szwagier pomagał nam sporo - złożył nam meble, podłączył kuchenkę elektryczną (mąż jest niepełnosprawny i sam nie jest w stanie majsterkować czy grzebać w elektryce) i generalnie poproszony o pomoc nigdy nie odmawiał. Ale sam z siebie nigdy nie wykazał zainteresowania młodszym bratem. Ja ze strony szwagierki nie otrzymałam żadnej oferty pomocy - a gdy zamieszkaliśmy razem, oboje wyrwani spod klosza nadopiekuńczych mam, nie było nam łatwo i tylko teściowa nam pomagała na początku. Zdarzało nam się słyszeć od nich kąśliwe uwagi, jak to nie będą nas więcej podwozić samochodem albo dlaczego nie mamy żywej dwumetrowej jodły, bo oni swoją kupili w Obi i przywieźli autem. A my jeszcze nie mieliśmy swojego samochodu i ciężko by nam było dźwigać skądś wielką choinkę, a sami nie wpadli na pomysł, żeby nam pomóc. Że już nie wspomnę o jawnym pominięciu nas w zaproszeniu na urodziny bratanka - bo rzekomo troszczyli się o męża, który wg nich źle czuje się w tłumie. W styczniu wyciągnęli nas na łyżwy - zgodziliśmy się, bo pomyśleliśmy, że to dobra okazja na rodzinne wyjście - ale upadłam i paskudnie rozbiłam sobie kolano. Skończyło się na szpitalu i tygodniowym unieruchomieniu. Szwagierka stwierdziła jedynie, że jest jej przykro i że mam się trzymać, zaś szwagier nie wykazał najmniejszego zainteresowania - naturalnie nawet nie spytali, czy nam czegoś nie potrzeba. Teść woził mnie po lekarzach, a teściowa specjalnie przyjechała spoza W-wy z zakupami dla nas, bo mąż bał się wyjść sam na śnieg i ślizgawicę.

Z jednej strony mam ochotę olać ich, kompletnie ignorować, nie próbować nic na siłę i odpuścić sobie - ale z drugiej strony to jest starszy brat męża, mieszkamy tak blisko siebie i chcielibyśmy mieć z nimi dobre relacje. Bo mamy rodzinę, a tak jakbyśmy jej nie mieli. Równie dobrze mogliby mieszkać w Cieszynie, a nie ulicę dalej.

Jest mi żal z powodu dzieci - bo mają dwoje udanych dzieciaków, szczególnie mała cieszy się, gdy mnie widzi, składa wyznania, jak kocha ciocię, przytula się itp - dlatego żałuję, że tak rzadko możemy widywać dzieci, na ogól przy okazji niedzielnego obiadu u teściowej. Podejrzewam, że izolują dzieci od nas - np. nie chcieli, żebyśmy się nimi zajęli na czas ich nieobecności (wolą angażować opiekunkę lub rodziców szwagierki) lub zawieżli do teściowej. Gdy są urodziny czy imieniny dzieciaków, na ogół cała rodzina jest poinformowana, co dzieci chciałyby dostać w prezencie i mają ustalone, co kto kupuje, a nam się mówi np. "kupcie jakiś film na dvd". Teraz na szczęście dzieci są starsze i mają komórki, więc sami możemy wybadać, co ewentualnie chciałyby dostać, ale wcześniej był z tym spory kłopot.

Teraz szwagier urządza nowe mieszkanie i debatuje z familią o planach urządzenia, zakupach, wykańczaniu wnętrza, podsyła zdjęcia, wspólnie oglądają katalogi itp - naturalnie my w tym nie uczestniczymy i szczegóły poznajemy od teściowej.

No i tak się to zapętliło - oni unikają nas, my unikamy ich i z każdym dniem oddalamy się od siebie.

Nie wiem, jak to naprawić. A może w ogóle dać sobie z nimi spokój?
    • cynta Re: Wykluczenie z rodziny 26.02.11, 21:44
      Zdecyduj sie : czujesz sie wykluczona czy oczekujesz pomocy? Wyglada na to ze chcesz byc "in" aby wam pomagali. Ogolnie to dorosli ludzie zyja wlasnym zyciem nie tej "poprzedniej" rodziny, nie wyklucza to kontaktow czysto towarzyskich ale co kto i jak robi nie powinno nikogo obchodzic.
      • hazzard Re: Wykluczenie z rodziny 26.02.11, 22:05
        Jedno nie wyklucza drugiego. Czuję się wykluczona, ale czasem oczekiwałam pomocy.
        • cynta Re: Wykluczenie z rodziny 26.02.11, 22:09
          Niczego nie oczekuj, nikt nie ma obowiazku pomagac Ci. Jezeli potrzebujesz pomocy po prostu popros o nia. Jezeli chcesz brac udziel w urzadzaniu mieszkania szwagra powiedz mu to, zamiast "spodziewac sie" ze was w to wciagnie i cierpiec bo tego nie robi.

          hazzard napisała:

          > Jedno nie wyklucza drugiego. Czuję się wykluczona, ale czasem oczekiwałam pomoc
          > y.
        • niewolnik_slow Re: Wykluczenie z rodziny 11.03.11, 19:39
          Witam, jestem z tych wykluczających, o ile można tak powiedzieć, kiedy wyklucza się większość.
          Nie chcę spotykać się z rodziną, bo:
          - wykorzystują moją sytuację zawodową, np. (podam zawody nieprawdziwe) w czasie spotkań rodzinnych każdy opowiadał mi o swoich dolegliwościach i chciał, abym najlepiej natychmiast wypisała receptę, a w marcu przeżywałam oblężenie, kiedy z całej rodziny wpływały do mnie PITy do wypełnienia "za darmo, po znajomości"
          - w ogóle nie interesują mnie tematy ich rozmów, po prostu mam inne zainteresowania
          - naprawdę nie mamy nic ze sobą wspólnego, inne poglądy, inne podejście do życia, więc bez sensu ta znajomość
          - rodzina wywiera presję, szczególnie, kiedy jest w większości

          Utrzymuję kontakty z rodzicami, bratem i tymi krewnymi, z którymi mam o czym rozmawiać i nie wykorzystują mnie "bo to rodzina".
      • renkaforever Re: Wykluczenie z rodziny ? 27.02.11, 06:04
        Mysle, ze szwagier uwaza was za ludzi potrzebujacych pomocy i nie chce was zbytnio obciazac rodzinnymi obowiazkami, jakby zostawial wybor wam. Mysle, ze jest to logiczne. To od ciebie zalezy, czy chcesz uczestniczyc w sprawach rodzinnych i jak czesto. Mysle, ze jest to zdrowe podejscie. W rodzinie sa slabsi i mocniejsi i ja uwazam, ze mocniejsi sa po to zeby wspierac tych slabszych, ale stosujac jakas hierarchie prawda? Ich dzieci sa wazniejsze niz ty i twoj maz w tej "kolejce". Tu w ogole nie ma zadnego wykluczenia, po prostu z powodu nadmiaru obowiazkow musza wybierac co najwazniejsze . Teraz maja wiele spraw i mysle, ze beda mieli ich jeszcze wiecej, bo dzieci rosna. To, ze nie obarczaja was opieka nad ich dziecmi to blogoslawienstwo dla ciebie i znak, ze powinnas sie bardziej zajac swoim mezem. Opiekuj sie nim. Pracuj nad nim, przeciez to niepelnosprawny, napewno masz wiele do zrobienia.
    • best.yjka Re: Wykluczenie z rodziny 26.02.11, 22:09
      hazzard napisała:

      > z czego wynika ich dziwne zachowanie.
      >
      > szwagier pomagał nam sporo - poproszony o pomoc nigdy nie odmawiał. Ale sam z siebie nigdy nie wykazał zainteresowania. Ja ze strony szwagierki nie otrzymałam żadnej oferty pomocy

      - A od kiedy wszyscy mają wam obowiązek pomagać? I w dodatku jeszcze się tego domyśleć.

      Zdarzało nam się słyszeć od nich kąśliwe uwagi, jak to nie będą nas więcej podwozić samochodem

      - Widocznie fucha szofera znudziła się bratu.


      > Nie wiem, jak to naprawić.

      - Na początek przestać wymagać od innych ciągłej pomocy i usamodzielnić się. Potem dla odmiany zacząć pomagać rodzinie męża.


      • kol.3 Re: Wykluczenie z rodziny 27.02.11, 12:03
        Podpisuję się. Cały czas piszesz że Wam pomagają. A Wy im pomagacie?
        • lia.13 Re: Wykluczenie z rodziny 11.03.11, 23:36
          dokładnie tak. na dodatek pisze, że sama potrzebuje od nich pomocy do opieki nad mężem bo sobie nie radzi, i dziwi się, że jak wyjeżdżali to załatwili dla dzieci opiekunkę czy wywieźli do własnych rodziców. No jak mieli opieką nad dziećmi obarczyć kobietę, która nie dość, że sama ma problemy, nie radzi sobie z opieką nad dziećmi o jeszcze (przepraszam za tą kąśliwą uwagę ale nie mogę się powstrzymać), na dodatek nie potrafi się bezpiecznie wywalić na łyżwach ;)
    • calineczka_777 Ten dramatyczny fragment z choinka jest super 26.02.11, 23:00
      hazzard napisała:

      > Ostatnio czujemy się oboje z mężem odstawieni na boczny tor przez jego brata i
      > bratową. Mieszkamy ulicę od siebie, a widujemy się i kontaktujemy sporadycznie
      > . Jesteśmy oboje dość rodzinni, mamy dobre relacje z rodzicami, dalszą rodziną
      > - odwiedzamy się, często rozmawiamy, wiemy na bieżąco, co się u kogo dzieje. Na
      > tomiast szwagier ze szwagierką pod pozorem zapracowania i bycia zajętymi perman
      > entnie nas unikają, kompletnie się nie interesują - po prostu wykluczyli nas ze
      > swojego życia. (...)

      A nie wpadlas na pomysl, ze szwagier ze szwagierka sa RZECZYWISCIE zajeci??? Maja prace, 2 dzieci, urzadzaja mieszkanie. Poza wami maja tez zapewne innych znajomych czy czlonkow rodziny. Swiat nie krazy tylko wokol ciebie!

      > Gdy zamieszkaliśmy w naszym mieszkaniu, szwagier pomagał nam sporo - złożył nam
      > meble, podłączył kuchenkę elektryczną (mąż jest niepełnosprawny i sam nie jest
      > w stanie majsterkować czy grzebać w elektryce) i generalnie poproszony o pomoc
      > nigdy nie odmawiał. Ale sam z siebie nigdy nie wykazał zainteresowania młodszy
      > m bratem. Ja ze strony szwagierki nie otrzymałam żadnej oferty pomocy - a gdy z
      > amieszkaliśmy razem, oboje wyrwani spod klosza nadopiekuńczych mam, nie było na
      > m łatwo i tylko teściowa nam pomagała na początku. Zdarzało nam się słyszeć od
      > nich kąśliwe uwagi, jak to nie będą nas więcej podwozić samochodem albo dlaczeg
      > o nie mamy żywej dwumetrowej jodły, bo oni swoją kupili w Obi i przywieźli aute
      > m. A my jeszcze nie mieliśmy swojego samochodu i ciężko by nam było dźwigać ską
      > dś wielką choinkę, a sami nie wpadli na pomysł, żeby nam pomóc.
      (...) Szwagierka stwierdziła jedynie, że jest je
      > j przykro i że mam się trzymać, zaś szwagier nie wykazał najmniejszego zaintere
      > sowania - naturalnie nawet nie spytali, czy nam czegoś nie potrzeba. Teść woził
      > mnie po lekarzach, a teściowa specjalnie przyjechała spoza W-wy z zakupami dla
      > nas, bo mąż bał się wyjść sam na śnieg i ślizgawicę. (...)

      Slowo "pomagac" zostalo tu tak wiele razy wymienione, ze zaczynam miec watpliwosci co do tego czy ty jestes w stanie zyc samodzielnie? Ile ty masz lat?????

      Podejrzewam, że izolują dzieci od nas - np. nie
      > chcieli, żebyśmy się nimi zajęli na czas ich nieobecności (wolą angażować opie
      > kunkę lub rodziców szwagierki) lub zawieżli do teściowej.(...) Teraz na szczęście dzieci są starsze i mają komórki, więc
      > sami możemy wybadać, co ewentualnie chciałyby dostać, ale wcześniej był z tym s
      > pory kłopot.

      Szczerze powieziawszy to wyglada mi na obsesje: dzieci nie musza z wami spedzac calego czasu, wystarczy ze rozmawiaja z toba przez komorke,kiedy to mozesz je "wybadac":-) Rodzice zazwyczaj powierzaja dzieci pod opieke osobom odpowiedzialnym, samodzielnym a nie takim jak ty, ktorzy nie sa w stanie dowiezc choinki, bo nie maja samochodu itp.:-) Wg szagierki i szwagra nie jestes osoba odpowiednia do opieki nad dzieckiem podczas ich nieobecnosci. Pewnie sie boja, ze nie dasz sobie rady, skoro to ty wlasnie wiecznie potrzebujesz pomocy. Wg mnie ty sie takze nie nadajesz - ja bym cie z dzieckiem nie zostawila, jestes na to za malo samodzielna.
      >
      > Teraz szwagier urządza nowe mieszkanie i debatuje z familią o planach urządzeni
      > a, zakupach, wykańczaniu wnętrza, podsyła zdjęcia, wspólnie oglądają katalogi i
      > tp - naturalnie my w tym nie uczestniczymy i szczegóły poznajemy od teściowej. (...)
      > Nie wiem, jak to naprawić. A może w ogóle dać sobie z nimi spokój?

      1) Daj sobie spokoj, przestan zatruwac innym zycie.
      2) Dorosnij.
      P.S. Zawsze bylam przeciwna sytuacji kiedy mentalne dzieci zakladaja rodzine.
      3) Ten dramatyczny fragment z choinka jest super. Bardzo sie usmialam a i maz moj mial zabawe. Dziekujemy za te chwile radosci:-)
      • hazzard Re: Ten dramatyczny fragment z choinka jest super 28.02.11, 12:25
        łatwo się śmiać z innych i czuć się mocną, gdy ma się zdrowego i sprawnego partnera, prawda?
        Nie życzę Ci, byś znalazła się w takiej sytuacji - z niesprawnym partnerem, bez samochodu. Zobaczymy, czy wtedy będziesz taka mocna i nie poprosisz o pomoc brata/szwagra/wujka czy kogokolwiek z rodziny, żeby coś Ci zamontował w mieszkaniu lub podwiózł Ciebie i męża lub pomógł w kupnie i przywiezieniu czegoś ciężkiego.

        Sama dorośnij, zamiast mądrzyć się przed monitorem komputera.

        Bo zwrócenie się o pomoc do kogoś z rodziny nie jest ani niczym dziwnym ani żadną ujmą na honorze ani tym bardziej przestępstwem. Chodzi tu o pomoc okazjonalną, a nie o uwieszenie się na rodzinie i żebranie o pomoc przy byle głupocie - wtedy faktycznie mogliby mieć nas dość i mieć powód do unikania.

        Nie czujemy się winni ani ja ani mąż, że jego brat złożył nam meble, coś zamontował w mieszkaniu, pojechał z nami do sklepu po odkurzacz czy kilka razy porzucił do teściów (tym bardziej, że nie wiózł nas specjalnie, ale sam też jechał do rodziców). Nigdy nie byliśmy na nich uwieszeni, grosza od nich nie pożyczyliśmy i nie jesteśmy od nich uzależnieni.
        • calineczka_777 Re: Ten dramatyczny fragment z choinka jest super 28.02.11, 17:18
          hazzard napisała:

          > łatwo się śmiać z innych i czuć się mocną, gdy ma się zdrowego i sprawnego part
          > nera, prawda? (...)
          > Bo zwrócenie się o pomoc do kogoś z rodziny nie jest ani niczym dziwnym ani żad
          > ną ujmą na honorze ani tym bardziej przestępstwem. Chodzi tu o pomoc okazjonaln
          > ą, a nie o uwieszenie się na rodzinie i żebranie o pomoc przy byle głupocie - w
          > tedy faktycznie mogliby mieć nas dość i mieć powód do unikania.
          >
          > Nie czujemy się winni ani ja ani mąż, że jego brat złożył nam meble, coś zamont
          > ował w mieszkaniu, pojechał z nami do sklepu po odkurzacz czy kilka razy porzuc
          > ił do teściów (
          tym bardziej, że nie wiózł nas specjalnie, ale sam też jechał do
          > rodziców). Nigdy nie byliśmy na nich uwieszeni, grosza od nich nie pożyczyliśm
          > y i nie jesteśmy od nich uzależnieni.

          Dorosnij kobieto! Wychodzac za maz za niepelnosprawnego to powinnas wiedziec co robisz! Poza tym TY jestes pelnosprawna (przynajmniej fizycznie jestes sprawna, bo jesli chodzi o psychike to nie jestem pewna). Mam wrazenie, ze spodobala ci sie rola takiej skrzywdzonej przez los. Moim zdaniem szwagier nie pomagal ci okazjonalnie, tylko byl darmowym sluzacym, ktory w koncu ci wymowil,bo sie chlopina wkurzyl twoja egoistyczna postawa. Moim zdaniem jestes kobieta-bluszczem, ktora uwiesila sie tego biednego szwagra, ktory ma ci pomagac, bo ty, biedna sierotka Marysia, masz niepelnosprawnego meza. Napisalas, ze "nie czujemy sie winni", ze ktos wam w czyms pomogl. Na jakim swiecie ty zyjesz? Nikt nie ma obowiazku ci pomagac, tym bardziej, ze ty jestes pelnosprawna i to ty jako zona powinnas pomoc mezowi! Gdybys miala inne nastawienie do szwagra to szwagier by was inaczej potraktowal. Zamiast skarzyc sie na szwagra na forum to lepiej zebys mu w koncu podziekowala za wielokrotna pomoc; wg mnie powinnas przynajmniej pokryc mu koszty tej pomocy (koszty benzyny, straconego czasu, ktory spedzil z taka egoistka jak ty a nie z wlasnymi dziecmi) Ale oczywiscie ty o tym nie pomyslalas, bo przeciez ty "nie czujesz sie winna", ze ci ktos pomaga. Jesli chodzi o niepelnosprawnych to znam wielu, ktorzy zyja samodzielnie: sama znam czlowieka sparalizowanego od pasa w dol po wypadku, ktory nie moze chodzic ale pracuje (mimo przyznanej renty) jako lektor angielskiego, w miedzyczasie skonczyl studia, ma odpowiednio przystosowany samochod i nawet byl tym samochodem za granica. On nie marudzi jak ty, tylko DOROSL i wzial zycie w swoje rece.
          P.S. Jesli chodzi o transport choinki to sama widzialam wielokrotnie jak osoby, w tym kobiety 1,60m wzrostu, nie majace samochodu transportowaly to drzewko - na to jest wiele sposobom -jesli mnie poprosisz to zdradze ci kilka z moich spostrzezen.
        • nett1980 Re: Ten dramatyczny fragment z choinka jest super 11.03.11, 18:50
          Moj maz ma dwa auta, ale przed swietami nie mial czasu na choinki, wiec sama wyszukalam taka 2,5m jodle, sama ja przywloklam na drugie pietro. Za bardzo sie zaslaniasz choroba meza, za duzo od innych oczekujesz. Zawsze bralas chyba od innych, myslisz, ze tak moze byc dalej? Acha, jestem dosc wysoka, ale waze ok 55 kg, jodla nie byla zbyt gesta, jak sie chce to wszystko mozna.
          A przyszlo Ci do glowy, ze mozecie byc niezbyt atrakcyjni towarzysko?
          • forencka Re: Ten dramatyczny fragment z choinka jest super 12.03.11, 00:25
            Ok, ale to akurat słaby argument, że sama zawlokłaś drzewo do domu.
        • sowanka Re: Ten dramatyczny fragment z choinka jest super 11.03.11, 23:39
          alez ona ma racje. Wykorzystujesz męza, by z siebie robić ofiare. to sie nazywa wyuczona bezradnosc. akurat ja "popyszczec" sobie moge i poczuc sie tzw mocna, bo jestem wpodobnej sytuacji ;) Jest ci po prostu wygodniej jak ktos skacze wokol ciebie i nie ma obowiazku sie domyslac, czy ty przypadkiem nie potrzebujesz pomocy. wymagasz opieki nad soba, ale wziecie odpowiedzialnosci za siebie cie przeraza. Wg mnie "oslabiasz siebie" robisz z siebie ofiare, by miec... kontakt z kimkolwiek, bo tak zwracasz na siebie uwage, bo inaczej co... bylaby pustka? sama mowilas, ze wyrwalas sie od nadopiekunczej matki i teraz jest trudno.

          ps. tak sama wozilam choinke. co prawda pokusilam sie na mniejsza- mierzylam sily na zamiary i zaiozlam choinke samodzielnie do domu tramwajem i nawet dotargałam ja do domu. a lekka nie byla, bo w doniczce.
    • noushka Re: Wykluczenie z rodziny 26.02.11, 23:49
      Serio? Ja mysle, ze was po prostu unikaja, bo maja dosc pomagania wam. Dorosnijcie oboje:/
    • clarissa3 Re: Wykluczenie z rodziny 27.02.11, 00:10
      No to Ci wyjasnili!;(
      Bo widzisz, to sie nazywa 'indywidualizm' - kazdy sobie rzepke skrobie, inaczej, i zazdrosnym okiem na drugiego ciagle patrzy czekajac na okazje by mu podstawic noge. Gotowy 'pomoc' jedynie wtedy kiedy wie ze cos zyska - najlepiej duzo i natychmiast. Jak z powyzszych wypowiedzi wyczytalas, calkiem sa dumni z siebie - z tego ze sa przecietniakami. A ta co sie tak 'z mezem usmiala' zrozumie o czym mowisz dopiero jak jej ten maz w szkode pojdzie albo zniknie na amen.
      Ciesz sie tymi ktorych masz, jedyna rada. I szukaj nowych - nadprzecietnych. Tamci poszli sobie za trendem kapitalizmu. Nie zrozumia co Ci robia.
    • drewpora Re: Wykluczenie z rodziny 27.02.11, 08:44
      Hazzard masz problemy z bratową od dawna. Ty jej po prostu nie lubisz i zazdrościsz jej sama nie wiesz czego.

      forum.gazeta.pl/forum/w,16,103201373,103201373,Bratowa_problem.html?wv.x=1
      Nie było dobrze przed ślubem, trochę po ślubie było ok, bo wam pomagali. Chciałabyś ciągle być w centrum zainteresowania całej rodziny? Zacznijcie nareszcie żyć swoim życiem.
      forum.gazeta.pl/forum/w,210,100237838,100237838,czy_dobrze_zrobilam_obiad_u_przyszlej_tesciowej.html
      nie jesteś dla bratowej rodziną, ona dla ciebie też. Daj tym ludziom pożyć, bez ciągłych pretensji i oczekiwań z twojej strony. Nawet im się nie dziwię, że was unikają.


      • best.yjka To jak z tym szwagrem w końcu jest 01.03.11, 18:12


        Z obecnego wątku:
        Ostatnio czujemy się oboje z mężem odstawieni na boczny tor przez jego brata i bratową.
        Z jednej strony mam ochotę olać ich, kompletnie ignorować, nie próbować nic na siłę i odpuścić sobie - ale z drugiej strony to jest starszy brat męża

        Z innego wątku na forum psychologia - jak sobie radzić z przemądrzałym człowiekiem?
        Jest to starszy brat mojego narzeczonego - inteligentny, wykształcony facet (pisał doktorat w j.ang), zna biegle 2 języki obce, pracuje na kierowniczym stanowisku, a przy okazji jest dobrym mężem i ojcem - ale strasznie denerwuje mnie, kiedy zaczyna się mądrzyć. Jest to typ z gatunku tych, co to wszystko potrafią, wszystko wiedzą najlepiej etc.
        Wręcz zaczęliśmy ich unikać z obawy, by nie przyszli i nie skrytykowali np. naszego nowego okapu nie za 2500zł, a tylko za ok. 400zł

        forum.gazeta.pl/forum/w,210,90194333,90194333,jak_sobie_radzic_z_przemadrzalym_czlowiekiem_.html
    • nople Re: Wykluczenie z rodziny 27.02.11, 09:58
      Przecież oni naprawdę mogą być zapracowani, tym bardziej, że mają dzieci. Jesteście dorosłymi ludźmi,oczekiwanie pomocy z każdej strony jest brakiem dojrzałości. Miałaś problem z nogą? Do lekarza taksówką da się dojechać. Brak jedzenia w domu? W większych miastach można zamówić zakupy przez internet. Każdą sprawę mozna załatwić jeśli się chce/pomyśli. Szwagier i jego rodzina mają swoje sprawy i problemy, którymi nie musza się z Wami dzielić. Swoje życie. Wy zajmijcie się swoim i sposobem pokonywania przeszkód/niedogodności, bo teściowie nie będą żyli wiecznie
      • renkaforever Re: wspolczuje ci 28.02.11, 05:19
        Te wpisy powyzej rozdraznily mnie :( Przeciez tu macie do czynienia z osoba niepelnosprawna. Inwalida. Jak mozna stawiac znak rownosci miedzy ludzmi, jak w ogole mozna ludzi porownywac? Przeciez kazdy czlowiek to indywidualna historia, mozliwosci , talenty, kazdy ma inny potencjal. Ludzie maja mniej wiecej te same potrzeby podstawowe, ale przeciez mozliwosci kazdy ma inne.
        Kazac sie inwalidzie usamodzielniac i odczepic od rodziny to jakas diabelska rada. Jezeli radzisz komus, pomysl jaki skutek z takiej rady bylby dla ciebie, gdybys byla inwalida z ograniczona mozliwoscia poruszania sie lub wykonania drobnych napraw czy instalacji domowych. Skazana jestes na pomoc innych i wierz mi nikt tego naprawde nie chce, takiej zaleznosci w prostych, wydawaloby sie sprawach. Niestety zaleznosc jest i slabi zaleza od mocnych i jak tego jeszcze nie rozumiesz to zrozumiesz we wlasciwym czasie. Dlatego jak czujesz sie mocna, pomoz tym, ktorym gorzej idzie. Zrobisz cos dla wspolnego dobra.
        • mozambique Re: wspolczuje ci 28.02.11, 11:43
          zaraz - niepelnosprawny jest mąz autorki
          ona sama jest sprawna
          natomiast ona sama stweirdza ze wyszła spod klosza nadopiekunczej mamusi
          tez wydaje mi sie ze przyzwyczaila sie ze wszyscy ( tesiowa spozamisat ) jej i jej rodzine maja obowiazek pomagac , tachac zakupy, wozic , zawozić itp

          kuriozum zas juz jest fakt obruszenia sie na brak opieki po stluczneiu nogi !!! no ludzie - autorka jest dorosłą kobietą czy jest jakąs siksą ? skoro nie umiesz jedzcic na łyzwach to nei pchaj sie na lodowisko , kobieto - dorosnij !!!!
          • hazzard Re: wspolczuje ci 28.02.11, 12:38
            wiesz co, wcale nie oczekiwałam opieki po urazie nogi. Ale chociaż mogli się zapytać, jak się czuję i czy mi czegoś nie potrzeba, tym bardziej, że to oni namówili mnie na te łyżwy. Nie mam pretensji, bo przecież sama się zgodziłam iść, ale przez tydzień uziemienia w domu nie odebrałam ani 1 telefonu czy sms-a z zapytaniem o samopoczucie itp.

            Inni ludzie też mają swoje życie, sprawy, problemy, pracę, ale jednak znaleźli chwilę czasu na rozmowę czy na odwiedziny. Dla mnie naturalny jest odruch pomocy - niejednej osobie pomogłam w życiu. Nawet z wyśmianą powyżej sytuacją zakupu choinki - gdy nie zmotoryzowana znajoma przed Świętami powiedziała, że chciałaby kupić choinkę, to od razu zaproponowałam pomoc i razem pojechałyśmy na zakupy, potem podwiozłam ją pod dom - to było naturalne i oczywiste.

            Ale ogólnie w wątku nie chodzi mi o to, że szwagier ze szwagierką pomagają nam czy nie, ale chodzi o obojętność wobec nas, ignorowanie, pomijanie w różnych sytuacjach. I nie tylko my to widzimy, ale też teściowie czy znajomi, którzy mieli okazję przyjrzeć się naszym relacjom.
            • sowanka ty sie czujesz samotna! 11.03.11, 23:44
              ot i caly problem. a ta pretensja- hehe dobre, no ich wina, zes noge skrecila. nie nie mieli obowiazku dopytywac sie jak ci jest. masz zal, ale chyba nieadekwatny. ty po prostu czujesz sie samotna. a choroba męza, twoja jest niezlą wymówka.
            • lia.13 Re: wspolczuje ci 11.03.11, 23:48
              hazzard napisała:
              Nawet z wyśmianą powyżej sytuacją zakupu > choinki - gdy nie zmotoryzowana znajoma przed Świętami powiedziała, że chciała> by kupić choinkę, to od razu zaproponowałam pomoc i razem pojechałyśmy na zakupy, potem podwiozłam ją pod dom - to było naturalne i oczywiste.

              zaraz, zaraz - a czym ją podwiozłaś? bo z powyższych wątków wynikało, że wy niezmotoryzowani jesteście. To koleżance zawiozłaś choinkę a sobie nie mogłaś przywieść? czegoś tutaj nie rozumiem :)
              • hazzard Re: wspolczuje ci 13.03.11, 22:56
                bo wtedy nie mieliśmy auta, ale rok później zrobiłam prawko i kupiliśmy samochód, stąd skończyły się problemy z dowozem czegokolwiek do domu.
        • hazzard Re: wspolczuje ci 28.02.11, 12:13
          Też zauważyłam, że wetknęłam kij w mrowisko;( Bo wydawać by się mogło, że nie ma nic złego w pomocy ze strony rodziny w razie potrzeby czy konieczności - ale jak widać, to nie takie oczywiste! Gdyby mąż był w pełni sprawny, to zapewne potrafiłby majsterkować, wiercić dziury w ścianie czy grzebać przy samochodzie. A tymczasem jest jak jest i na początku wspólnego zamieszkania razem potrzebowaliśmy pomocy choćby w przywierceniu suszarki w łazience do sufitu lub złożeniu kilku sztuk mebli. Jasne, mogliśmy do każdej czynności wzywać fachowców, ale skoro był pod ręką brat, który ma smykałkę do technicznych rzeczy i w zasadzie wszystko potrafi (zna się na elektryce, na hydraulice, majsterkuje itp.), to chyba nie było nic dziwnego w tym, że młodszy i niepełnosprawny brat prosił o pomoc starszego brata.

          Potem, gdy stanęliśmy na nogi, także finansowo, sami sobie radziliśmy i teraz w żaden sposób nie absorbujemy szwagra. Kupiliśmy samochód i uniezależniliśmy się od podwózek.

          Ktoś wytknął, że szwagier pewnie miał dość fuchy szofera. Owa fucha to raptem kilka podwózek na rok czy półtora, zwykle do teściów poza Wawę. Bo gdy jechaliśmy sami, była to cała wyprawa - najpierw autobusem do tramwaju, tramwajem do pętli na Okęcie, stamtąd podmiejskim autobusem do Janek i dopiero stamtąd ktoś po nas wyjeżdżał samochodem. Może dla zdrowej osoby to betka, ale gdy ktoś ma kłopoty z poruszaniem się, to takie odwiedziny u rodziny przekształcają się w całą wyprawę! A samochodem dojeżdżamy na miejsce w 25 minut.

          Ktoś obśmiał kwestię nieszczęsnej choinki. Ciekawe, czy ta osoba śmiałaby się wraz z mężem, gdyby była w naszej sytuacji i rodzinka wyszydzałaby, że dlaczego nie kupili żywej dwumetrowej jodły, bo rodzina takową kupiła. Teraz, gdy jest samochód, nie mam z tym najmniejszego problemu. Łatwo się wyśmiewać z kogoś nie znając sytuacji. Łatwo czuć się mocną, gdy ma się zdrowego męża.
          • mozambique Re: wspolczuje ci 28.02.11, 15:34
            o ile dobrze pamietam ostatnei pzrechwalanie sie choinka ( kto ma wieksza ladniejsza a kto ma na niej wiecje cukierków) zaliczylam w 7 klasie podsatwówki
          • best.yjka Ile pomogła wam twoja rodzina? 28.02.11, 18:56
            Bo nawet małej wzmianki nie znalazłam o powyższym.
            • hazzard Re: Ile pomogła wam twoja rodzina? 28.02.11, 19:33
              Moja rodzina składa się z mamy i brata, którzy nie zaakceptowali mojego związku i nie utrzymujemy żadnych kontaktów od 2,5 roku. Ten brak akceptacji wyrażał się w awanturach, grożeniu nam obojgu pobiciem, poderżnięciem gardła, zepchnięciem męża ze schodów itp. oraz nagraniami na pocztę głosową z wyzwiskami i groźbami. Wyszłam z domu tak jak stałam i już tam więcej nie wróciłam. Potem ataki telefoniczne jeszcze trwały, nie tylko adresowane do mnie, ale też do męża, teściowej i niestety do szwagra. Skończyło się na zmianie numerów komórek i kontakt całkiem się urwał.

              Zatem odpowiedź na Twoje pytanie brzmi: rodzina z mojej strony w niczym nam nie pomogła. Mało tego, całymi latami to ja pomagałam rodzinie finansowo, m.in. spłaciłam za nich długi komornicze (ok,. 30tys zł) i do dziś spłacam długi mieszkaniowe (do tej pory ok 15tys zł).
              • calineczka_777 Re: Ile pomogła wam twoja rodzina? 28.02.11, 23:03
                hazzard napisała:

                > Moja rodzina składa się z mamy i brata, którzy nie zaakceptowali mojego związk
                > u i nie utrzymujemy żadnych kontaktów od 2,5 roku. Ten brak akceptacji wyrażał
                > się w awanturach, grożeniu nam obojgu pobiciem, poderżnięciem gardła, zepchnięc
                > iem męża ze schodów itp. oraz nagraniami na pocztę głosową z wyzwiskami i groźb
                > ami. Wyszłam z domu tak jak stałam i już tam więcej nie wróciłam. Potem ataki t
                > elefoniczne jeszcze trwały, nie tylko adresowane do mnie, ale też do męża, teśc
                > iowej i niestety do szwagra. Skończyło się na zmianie numerów komórek i kontakt
                > całkiem się urwał.
                >
                > Zatem odpowiedź na Twoje pytanie brzmi: rodzina z mojej strony w niczym nam nie
                > pomogła. Mało tego, całymi latami to ja pomagałam rodzinie finansowo, m.in. s
                > płaciłam za nich długi komornicze (ok,. 30tys zł) i do dziś spłacam długi miesz
                > kaniowe (do tej pory ok 15tys zł).

                Oj, to niewesolo:-( Wspolczuje. Moze dlatego wydajesz mi sie taka poddenerwowana, bo w sumie nie masz oparcia w swojej mamie i braci`? :-( Tak sobie pomyslalam, ze skoro twoja rodzina wygrazala rodzinie twojego meza - m.in. tez temu nieszczesnemu szwagrowi - to moze on tez m.in. dlatego nie chce z wami blizszego kontaktu, bo sie po prostu boi tej agresji? Wyjasnilas te sytuacje ze szwagrem? Powiedzialas mu np. ze nie pochwalasz zachowania swojej co by nie bylo rodziny? Moze taka szczera rozmowa tez cos wyjasni?
                • hazzard Re: Ile pomogła wam twoja rodzina? 01.03.11, 12:04
                  Oczywiście, że rozmawiałam ze szwagrem, przeprosiłam go za nieprzyjemny telefon od mojej mamy. Było mi straszliwie głupio, bo jego komórka jest telefonem służbowym sprzężonym z telefonem w firmie, a raz mama nagrała się na pocztę głosową i nie było to miłe nagranie;( Na szczęście zadzwoniła do niego 2-3 razy i dała sobie spokój - liczyła bowiem, że szwagier zacznie nas namawiać na zerwanie.

                  Nie miał do mnie pretensji ani żalu,a przynajmniej tak twierdził. Ale domyślam się, że dobrego zdania o mojej kochanej rodzince nie miał ;(

                  Może faktycznie oceniają mnie przez pryzmat mojej pokręconej rodziny i stąd ten dystans.
                  • basiastel Re: Ile pomogła wam twoja rodzina? 16.11.11, 15:26
                    Rodzina, to często dżungla. Pozycję i szacunek trzeba sobie wywalczyć, czasem jest to nieosiągalne. Współczuję, że nie masz oparcia we własnej. No, niestety, obcy ludzie rzadko potraktują nowego członka rodziny jak własnego. Skup się na męzu i dzieciach i ciesz się, że Wasza rodzina jest normalna, nie zawsze tak jest.
              • mozambique Re: Ile pomogła wam twoja rodzina? 01.03.11, 10:09
                "a gdy zamieszkaliśmy razem, oboje wyrwani spod klosza nadopiekuńczych mam"

                kłóci mi sie nieco z :

                "w awanturach, grożeniu nam obojgu pobiciem, poderżnięciem gardła, zepchnięc
                > iem męża ze schodów itp"

                jakos nie bardzo widze mamusie-kwoke trzesaca sie nad ukochana córuchną która w dzien slubu grozi jej poderzneiciem gardła

                wam to nie zgrzyta ?
                • hazzard Re: Ile pomogła wam twoja rodzina? 01.03.11, 11:57
                  Moja mama po śmierci taty umyśliła sobie, że zatrzyma mnie przy sobie. Wyobrażała sobie, że będę jej towarzyszką życia na starość, że będę z nią spędzała czas, chodziła na spacery itp. Dla chłopaka ani tym bardziej męża nie było tu miejsca. Nawet krytykowała moje wyjścia ze znajomymi - na zasadzie, że zostawiam ją samą, że przecież w pracy mam kontakt z ludźmi, a ona siedzi sama w domu itp. W czasach szkolnych nie wolno mi było chodzić do koleżanek - jeśli już, to koleżanki mogły przychodzić do mnie, nigdy na odwrót. Nie byłam posyłana na kolonie czy obóz, bo przecież niebezpieczna podróż, mogłabym się zatruć, koledzy mogli dokuczać i milion różnych przeszkód.

                  Stąd moje stwierdzenie, że miałam nadopiekuńczą mamę. I dopóki byłam podporządkowana rodzinie, to wszystko było ok. Ale doszłam do wniosku, że lata lecą i nie chcę całe życie być sama, tudzież nie ułożyć sobie życia tylko dlatego, by zostać towarzyszką życia mamy.

                  Spotkałam przyszłego męża i wtedy się zaczęło. Najpierw rozmowy umoralniające nt. niebezpieczeństwa związku z niepełnosprawnym, potem szantaż emocjonalny, awantury, czytanie sms-ów w komórce, wykradzenie numerów tel do rodziny ówczesnego chłopaka, nastawienie brata na mnie, groźby od obojga typu: masz zakończyć tą znajomość, bo inaczej zapłacę kolegom, żeby pobili twojego faceta i będziesz go miała na sumieniu.
                  • friendii Re: Ile pomogła wam twoja rodzina? 01.03.11, 15:52
                    I tak, jak twoja mama miała w stosunku do ciebie absolutnie nieuzasadnione roszczenia, tak dziś ty masz roszczenia w stosunku do krewnych męża. Mama uważała, że z faktu pokrewieństwa wynikają twoje nadmierne zobowiązania. Ty myślisz według tego samego schematu. Z tego, że brat męża lubi majsterkowanie nie musi wcale wynikać to, że lubi on majsterkować w waszym domu - nie przyszło ci to do głowy? Naprawdę uważasz, że bieganie do was i przykręcanie wam szafek to to o czym marzy po dniu pracy, wśród obowiązków wobec własnej rodziny? Od takich rzeczy są fachowcy, których się wzywa i się im płaci za fatygę.
                    Powielasz schemat myślenia twojej mamy, że krewni mają wobec ciebie zobowiązania. A historia, że ktoś opowiadał jaką ma okazałą jodłę - no wybacz, ale miej w życiu tylko takie problemy, że czyjaś choinka jest większa od twojej, życzę ci serdecznie.

                    PS Mnie osobiście wyjątkowo drażni typ kobiet, który nieustannie oczekuje od innych przysług, np. podwożenia, przynoszenia, dokręcania. Te osoby niby się rewanżują, ale zwykle oferują ci coś, na czym ci wcale nie zależy, np. upieką ciasto - OK, ale można się bez tego ciasta świetnie obejść. Natomiast one mają ciągle - wybacz - upierdliwe potrzeby, których wypełnianie angażuje twój czas, siły, męczy - może tak to wygląda ze strony rodziny brata.
                    • lia.13 Re: Ile pomogła wam twoja rodzina? 11.03.11, 23:57
                      dodam jeszcze, że ja mam 152 cm wzrostu, 46 kg wagi i swoje szafki kuchenne, tudzież regały na książki skręcałam samodzielnie. Tylko do wywiercenia dziur i zawieszenia szafek zorganizowałam sobie kogoś do pomocy. trwało to godzinkę, później kawa i ciacho w ramach rewanżu i gitara gra.
                • best.yjka Re: Ile pomogła wam twoja rodzina? 01.03.11, 16:14
                  Nie tylko to.
                  Drama Queen i tyle.
                  • hazzard Re: Ile pomogła wam twoja rodzina? 01.03.11, 18:03
                    mogę Ci wysłać nagrania z mojej poczty głosowej, które udało mi się zachować - przekonasz się wtedy, że to żadne dramatyzowanie.
                    • best.yjka Re: Ile pomogła wam twoja rodzina? 01.03.11, 18:28
                      Nie ma po co.

                      A ile on tych ojców miał?

                      1. Forum: Kobieta
                      Wątek: Czynsz-jak rozdzielic oplaty? - 20.11.09
                      U mnie jest zameldowany ojciec mojego faceta,

                      forum.gazeta.pl/forum/w,16,103017638,103261593,Re_Czynsz_jak_rozdzielic_oplaty_.html
                      2.
                      Forum: Slub i wesele - 21.05.10
                      Watek: My mielismy podobna sytuacje z rodzina N. - Otóz od wielu lat jego 2 wujków i ciotka mieszkaja na stale w Kanadzie i USA (podobnie jak ojciec).

                      forum.gazeta.pl/forum/w,619,111697943,111807590,Re_problem_z_jednym_zaproszeniem_.html
                      3. Forum: Slub i wesele.
                      Tesciowie maja dom pod W-wa, wiec gdyby N nie mial mieszkania, to moze bysmy tam zamieszkali

                      forum.gazeta.pl/forum/w,619,100971620,107844546,Re_macie_gdzie_mieszkac_po_slubie_.html
                      4. Z wątku obecnego.
                      Tesc wozil mnie po lekarzach, a tesciowa specjalnie przyjechala spoza W-wy z zakupami dla
                      nas, bo maz bal sie wyjsc sam na snieg i slizgawice.
                      • hazzard Re: Ile pomogła wam twoja rodzina? 01.03.11, 20:40
                        Jeżeli już, to "ilu" ojców,a nie ile.
                        A co to, śledztwo jakieś prowadzisz? Ojciec, czyli pierwszy mąż mamy męża mieszka w Kanadzie, a od lat mama jest w związku partnerskim (czyli bez papierka), stąd używam dla uproszczenia pojęcia "teściowie" zamiast "teściowa i jej facet". Paniała?
                        • best.yjka Re: Ile pomogła wam twoja rodzina? 01.03.11, 23:26
                          Ojca ma się jednego. biologicznego. Istnieje w języku polskim słowo ojczym. :)

                          Śledztwa nie prowadzę. Widzę nieścisłości w twoich wypowiedziach. Więc doszukuję reszty w archiwum.

                          > Jeżeli już, to "ilu" ojców,a nie ile.
                          Nie każdy może być humanistą. Niektórzy preferują logikę.
          • giulianov Re: wspolczuje ci 11.03.11, 22:54
            wiesz czlowiek nie musi byc w pelni sprawny fizycznie zeby nie umiec, nie chciec sie nauczyc i nie miec sprzetu zeby np wiercic dziury w scianach wiec zawsze mozna placic innym ludziom zeby to za niego robili zamiast wyslugiwac sie rodzina! bardzo duzo rzeczy mozna kupic - dostawe zakupow do domu zarowno spozywczych jak i ciezkich sprzetow domowych.

            ja osobiscie nie lubie rodziny i nie uwazam zebym miala obowiazek lubic ludzi z ktorymi nie laczy mnie nic oprocz kiepskich wspomnien i jakze przecenianych wiezow krwi. to ze ludzie sa spokrewnieni nie oznacza ze musza sie lubic = po kija utrzymywac bliskie kontakty z ludzmi ktorych sie nie lubi?
        • ta_ruda Re: wspolczuje ci 12.03.11, 09:42
          zaraz, zaraz... to po co sie ten niepelnosprawny zenil? jesli chcial doroslego zycia to teraz musi to zycie sam udzwignac. czy jest pelno czy nie sprawny.
          jesli jest niepelnosprawny i caly czas potrzbuje opieki i pomocy to nie powinnien byl zakladac rodziny jesli nie jest w stanie sie to rodzina zajac.


          renkaforever napisała:

          > Te wpisy powyzej rozdraznily mnie :( Przeciez tu macie do czynienia z osoba ni
          > epelnosprawna. Inwalida. Jak mozna stawiac znak rownosci miedzy ludzmi, jak w o
          > gole mozna ludzi porownywac? Przeciez kazdy czlowiek to indywidualna historia,
          > mozliwosci , talenty, kazdy ma inny potencjal. Ludzie maja mniej wiecej te same
          > potrzeby podstawowe, ale przeciez mozliwosci kazdy ma inne.
          > Kazac sie inwalidzie usamodzielniac i odczepic od rodziny to jakas diabelska r
          > ada. Jezeli radzisz komus, pomysl jaki skutek z takiej rady bylby dla ciebie,
          > gdybys byla inwalida z ograniczona mozliwoscia poruszania sie lub wykonania dro
          > bnych napraw czy instalacji domowych. Skazana jestes na pomoc innych i wierz mi
          > nikt tego naprawde nie chce, takiej zaleznosci w prostych, wydawaloby sie spra
          > wach. Niestety zaleznosc jest i slabi zaleza od mocnych i jak tego jeszcze nie
          > rozumiesz to zrozumiesz we wlasciwym czasie. Dlatego jak czujesz sie mocna, pom
          > oz tym, ktorym gorzej idzie. Zrobisz cos dla wspolnego dobra.
    • anbale Re: Wykluczenie z rodziny 28.02.11, 15:39
      A może są oni z gatunku ludzi bardzo wyczulonych na rewanż? Robiąc to i owo dla was, być
      może oczekiwali również czegoś z waszej strony, jakiegoś miłego gestu typu elegancki obiad niedzielny itp- a nie doczekawszy się tego, nabrali urazy. Znam osoby dla których obrazą śmiertelną jest fakt, że komuś się zapomniało powiedzieć "dziekuję"...
      Pewnie po prostu nieświadomie zawiedliście jakieś ich oczekiwania i zaczeli Was unikąć jako wiecznych roszczeniowców
      • calineczka_777 Re: Wykluczenie z rodziny 28.02.11, 17:33
        anbale napisała:

        > A może są oni z gatunku ludzi bardzo wyczulonych na rewanż? Robiąc to i owo dla
        > was, być
        > może oczekiwali również czegoś z waszej strony, jakiegoś miłego gestu typu eleg
        > ancki obiad niedzielny itp- a nie doczekawszy się tego, nabrali urazy. Znam oso
        > by dla których obrazą śmiertelną jest fakt, że komuś się zapomniało powiedzieć
        > "dziekuję"...
        > Pewnie po prostu nieświadomie zawiedliście jakieś ich oczekiwania i zaczeli Was
        > unikąć jako wiecznych roszczeniowców

        Tez mi sie tak wydaje, ze wg szwagra jestescie "roszczeniowcami". Ona uwaza, ze pomoc jej sie nalezy, bo ma niepelnosprawnego meza. Gdyby "hazzard" umiala sie zachowywac mniej egoistycznie to by nie byla tak podsumowana przez rodzine. Czasami wystarczy powiedziec z usmiechem "dziekuje". Przynajniej zapytac sie czy oddac pieniazki za benzyne. Wg mnie przy takiej stalej pomocy ze strony szwagra to nalezy sie zrewanzowac - hazzard jest sprawna, wiec przeciez moglaby zrobic jakies ciasto i podarowac je jako prezent za pomoc. Albo kupic od czasu do czasu drobny prezent (ksiazke, CD albo cos zwiazane z hobby szwagra). To by na pewno poprawilo atmosfere. Zreszta "hazzard" wydaje sie silnie skonfliktowana z rodzina.Wiec moze zrodlem odciecia sie szawgra i szwagierki nie jest to, ze nie chca pomogac ale wroga postawa "hazzard" jak wynika z tych postow?:
        forum.gazeta.pl/forum/w,210,100237838,100237838,czy_dobrze_zrobilam_obiad_u_przyszlej_tesciowej.html
        forum.gazeta.pl/forum/w,16,103201373,103201373,Bratowa_problem.html?wv.x=1
        • renkaforever Re: oczekiwanie rewanzu 28.02.11, 18:12
          To prawda, chyba zdecydowana wiekszosc ludzi jakos tak sobie mysli, ze jak pomoze to jakies podziekowanie, jakis rewanz sie nalezy, chociaz psychologowie radza: jak pomagasz to nie oczekuj wdziecznosci. Jednak uswiadomienie sobie, ze jak pomogli to milo byloby im jakos sie zrewanzowac i przemyslenie jak -jest to duza sprawa. Moze w tym jest sek. Co prawda chcialabys im dzieci popilnowac, nie chca.. Wiec moze nalezaloby jakos delikatnie zapytac, wybadac, co by chcieli? Bo wy ich kochacie i chcecie byc blisko , chcecie byc czescia rodziny, moze troche slabsza, ale dzielna i wciaz majaca cos dobrego do zaofiarowania.
    • milamala Re: Wykluczenie z rodziny 01.03.11, 13:09
      Powiem krotko, takiej rodzinki jak Wy to tez chyba nie chcialabym miec za blisko. Z calego tekstu wiem, ze rodzina brata meza Wam pomagala jak mogla. Poproszona nie odmawiala nigdy pomocy. oraz popelnila katastrofalne "przewinienie"bo sama nie zapytala czy jeszcze moze wiecej wam pomoc. No horror.
      A Wy cokolwiek kiedykolwiek zrobiliscie dla tej rodziny czy tylko zywo czerpaliscie korzysci z jej pomocy?
      Ja bym sie od Was raczej z daleka trzymala. Nie dosc , ze Wam pomagali, to jeszcze wieczne pretensje zamiast wdziecznosci.
    • koala_tralalala Re: Wykluczenie z rodziny 01.03.11, 16:43
      Hazzard, nawet w Twoim poscie bardzo widac, ze oczekujesz pomocy od rodziny. Niestety, ludzie rzadko maja ochote komukolwiek bezinteresownie pomagac, takze w rodzinie. Twoja postawa sprawia, ze oni was unikaja. Maja do tego pelne prawo, bo moga przeciez wybrac z kim chca byc w blizszych relacjach.
      • hazzard Re: Wykluczenie z rodziny 01.03.11, 18:18
        Może i racja. Celowo napisałam na forum, żeby ludzie w miarę obiektywnie przyjrzeli się sytuacji i doszłam do wniosku, że szwagier i szwagierka mogli się na początku zniechęcić ze względu na ataki mojej mamy, a potem postanowili nas unikać, żebyśmy od nich przypadkiem czegoś nie chcieli. Doszłam też do wniosku, że nic na siłę i że teraz trudno będzie poprawić nasze relacje, skoro mogą być do nas aż tak uprzedzeni. To są ludzie, którzy nie okazują uczuć publicznie i trudno się z nimi rozmawia na poważne tematy. Trzeba się cieszyć, że te relacje są w miarę poprawne (nie ma między nami zatargów, kłótni itp) i nie próbować nic zmieniać na siłę. Spotkamy się czasem u teściowej w niedzielę, czasem oni nas odwiedzą, czasem my ich, może wyjedziemy gdzieś wspólnie na weekend - i to musi wystarczyć.

        A co do pomocy, to nie zamierzam już od nikogo niczego oczekiwać ani prosić o cokolwiek. I muszę uczulić małżonka, żeby też o żadną pomoc nikogo nie prosił, a zwłaszcza w kręgu rodzinnym. Niech każdy sobie rzepkę skrobie.
        • calineczka_777 Re: Wykluczenie z rodziny 01.03.11, 18:23
          hazzard napisała:

          > Może i racja. Celowo napisałam na forum, żeby ludzie w miarę obiektywnie przyjr
          > zeli się sytuacji i doszłam do wniosku, że szwagier i szwagierka mogli się na p
          > oczątku zniechęcić ze względu na ataki mojej mamy, a potem postanowili nas unik
          > ać, żebyśmy od nich przypadkiem czegoś nie chcieli. Doszłam też do wniosku, że
          > nic na siłę i że teraz trudno będzie poprawić nasze relacje, skoro mogą być do
          > nas aż tak uprzedzeni. To są ludzie, którzy nie okazują uczuć publicznie i trud
          > no się z nimi rozmawia na poważne tematy. Trzeba się cieszyć, że te relacje są
          > w miarę poprawne (nie ma między nami zatargów, kłótni itp) i nie próbować nic z
          > mieniać na siłę. Spotkamy się czasem u teściowej w niedzielę, czasem oni nas od
          > wiedzą, czasem my ich, może wyjedziemy gdzieś wspólnie na weekend - i to musi w
          > ystarczyć.
          >
          > A co do pomocy, to nie zamierzam już od nikogo niczego oczekiwać ani prosić o c
          > okolwiek. I muszę uczulić małżonka, żeby też o żadną pomoc nikogo nie prosił, a
          > zwłaszcza w kręgu rodzinnym. Niech każdy sobie rzepkę skrobie.

          Daj im troche odetchnac. Moze oni potrzebuja tez wiecej czasu dla siebie. Jak beda widzieli, ze dajesz sobie sama rade, ze jestes samodzielna to moze te stosunki uloza sie na nowo.
          • renkaforever Re: kazdy sobie rzepke skrobie 02.03.11, 07:39
            Rodzina jest najwazniejsza na swiecie. Co jest wazniejsze? NIC.
            • koala_tralalala Re: kazdy sobie rzepke skrobie 02.03.11, 18:15
              Wiesz, to zalezy od perspektywy. Jesli sie wychowalas w fajnej rodzinie, z ktora masz bliskie kontakty, to jasne ze masz taka opinie :)))

              Zupelnie inaczej bedzie to wygladalo z punktu widzienia np. Amerykanina, ktory w wieku 18 lat wyprowadzil sie z domu, wyjechal 2000km. Podobnie bedzie z osobami, ktorych rodzice sie rozwiedli, zalozyli nowe rodziny maja dzieci z najrozniejszych konfiguracji i nie sa w najelpszych relacjach z bylymi malozonkami. A to tylko dwa przyklady.
              • e.i.t.h.e.l Re: kazdy sobie rzepke skrobie 12.03.11, 00:49
                I to zależy też od tego kogo włączamy do kategorii rodzina. Dla jednego to będzie żona/mąż i własne dzieci, a dla innego jeszcze rodzeństwo i ich małżonkowie i dzieci, rodzice, teściowie, jakieś ciotki.
            • basiastel Re: kazdy sobie rzepke skrobie 16.11.11, 15:52
              renkaforever napisała:

              > Rodzina jest najwazniejsza na swiecie. Co jest wazniejsze? NIC.
              Też mam takie idealistyczne wyobrażenie. ale jak chorujac ( bedąc w ciąży ), nie mogłam się doprosić o lekarstwo z apteki, ani liczyć na talerz zupy, to to potem boli przez całe życie.
        • mozambique Re: Wykluczenie z rodziny 02.03.11, 10:43
          "A co do pomocy, to nie zamierzam już od nikogo niczego oczekiwać ani prosić o cokolwiek. I muszę uczulić małżonka, żeby też o żadną pomoc nikogo nie prosił, a zwłaszcza w kręgu rodzinnym. Niech każdy sobie rzepkę skrobie. "

          a jzu wydawalo sie ze zaczelas myslec i wyciagac wnioski
          a jednak nie = teraz jestes obrazona ze ktos ma jzu dosyc waszego "chciejstwa"

          a ze brat ? i cóż ze brat ? brat to darmowy szofer, tragarz , elektryk, mechanik, tachacz choinek i obslugiwacz waszej rodziny do konca zycia ??
          jako ze brat tp zapewne pzrez cale dziecinstwo i "mlodosc" MUSIAŁ pomagac niepelnosprrawnemu bratu , tego od niego oczekwiano w domu
          teraz jest samodzielny, ma swoja rodzien, prace, zajecia i wydatki i po porstu chce odetchnac od WAS , ( a chyba glownei od CIEBIE)
          i zapewne uwaza ze skoro twój maz jest na tyle samodzielny aby zalozyc swoja rodzine, nawet wbrew nienawidzącym was tesciom, wbrem groźbom i prośbom , to jest tez gotowy pelnic w niej role mezyzzny

          kobieto zrozum wreszcie - zameczasz szwagrostwo sobą i swoimi problemami , daj im odetchnac
          • hamerykanka Re: Wykluczenie z rodziny 11.03.11, 18:47
            Niestety mam takie samo wrazenie. Autorka postu sama nie skreci mebli, nie wywierci edziury w scianie, bo od tego sa mezczyzni. W jej przypadku-szwagier. A przeciez meble przychodz z instrukcja i ich skladanie jest dziecinnie proste! W moim domu to ja jestem od spraw technicznych-maz sie nie miesza. Mam tez takie znajome, ktore uwazaja ze nalezy im pomagac. OK, podwiozlam raz, bo snieg, drugi raz bo meble, trzeci raz bo cos tam, i za dziesiatym razem mialam dosc, bo w koncu przejelam role szofera! Podejrzewam ze szwagier czul sie tak samo!
            Dlaczego kobieto nie wymagasz wiecej od siebie, a nie od innych? Splacasz rodzinne dlugi-przestan, za to kup samochod i przestan zebrac. Zdecydowalas sie na zalozenie rodziny, wiec przestan zachowywac sie jak dziecko i wez odpowiedzialnosc za siebie i swoje zycie.
          • jorn Re: Wykluczenie z rodziny 11.03.11, 19:02
            Ciekawy układ. Z opisów autorki wątku wynika, że:
            1. Rodzina męża pomagała jej zawsze, kiedy Hazzard lub jej mąż o pomoc prosili.
            2. Nie narzucali się z pomocą nieproszeni.
            3. Hazzard się obraziła, że musi ich prosić, więc prosić przestała.
            4. Hazzard się wypłakuję, że jej nie pomagają.

            Gdybym ja miał taką płaczliwą babę w rodzinie, też bym się starał od niej trzymać z daleka.

            Pozdrawiam
        • sowanka Re: Wykluczenie z rodziny 11.03.11, 23:45
          no i się obraziła ;)
    • carmela_soprano Re: Wykluczenie z rodziny 11.03.11, 18:40
      Z twoich postów można wywnioskować, że:
      1) bratową uważasz za zimną i wyniosłą chwalipiętę
      2) szwagra za przemądrzałego
      2a) obojga razem za osoby wyżej sytuowane, które (rozmawiając normalnie o swoich planach) drażnią cię ostentacją (która, wydaje się, jest wyłącznie w twojej głowie, bo masz kompleks niższości)
      3) o tym wszystkim piszesz na forum zostawiając taką dawkę szczegółów, że identyfikacja was jest banalna

      więc może czytali?
      a jeśli nie, to:

      4) (w innym wątku) informujesz teściową, że nie przyjdziesz na obiad, bo będzie tam szwagier z żoną

      i to wszystko pomimo że

      5) pomogli ci raz, drugi, trzeci, czwarty

      Pomimo tego wszystkiego co wyżej - ty:

      6) oczekujesz dalszej pomocy, zainteresowania?

      Oni was spisali na straty. Jest jasne, że was nie lubią. Uznali za męczących trujdupów, którym nie warto pomagać, bo nie dość że nie podziękują, to jeszcze tyłek przed obcymi obrobią. Skoro nie masz skrupułów o tym opowiadać tutaj, pewnie opowiedziałaś jeszcze komuś. Wystarczy, że do nich dotarło, jak 90% plotek.
      • roterro Re: Wykluczenie z rodziny 11.03.11, 20:12
        zgadzam sie z przedmowcami. Unikaja was, bo maja ku temu dobre powody.
        Tyle razy piszesz w swoim poscie o pomaganiu wam, ze widac ze jest to dla ciebie cos dominujacego, i o ile w twojej sytuacji jakos mozna by to zrozumiec to podejrzewam, za przedmowcami, ze mozesz zachowywac sie roszczeniowo, co jest okropne do zniesienia dla innych.
        I zdaje sie ze to co mowia do ciebie inni nie za bardzo do ciebie dociera. Z takim osobami, odpornymi na opinie innych po prostu ciezko wytrzymac. Zawsze tylko "ja" "ja" "ja".
        Ilez mozna tego sluchac?
        Przeczytaj jeszcze raz carmele-soprano. Wszystko jest tam wyjasnione. tylko ze ty w to nie uwierzysz.
        • roterro Re: Wykluczenie z rodziny 11.03.11, 20:22
          I jeszcze pytanie:
          jesli rodzina ci pomaga, uwazasz ze to zupelnie normalne i ze nie trzeba nawet dziekowac ( a wrecz moze narzekac, bo nie idealnie pomogli)
          czy tez uwazasz ze nikt nie ma takiego OBOWIAZKU, i kiedy ktos ci pomaga DOCENIASZ to, dajesz temu wyraz, dziekujesz i po twoich oczach widac, ze rozumiesz ze ktos robi cos dla ciebie i przez to cos ci DAJE - czego nie musi wcale robic.
          kurcze, tyle dla was robili, nie czuc u ciebie zadnej wdziecznosci, tylko narzekania, pretensje. Czego ty jeszcze od nich chcesz kobieto?
          To ty ich nie znosisz najwyrazniej.
        • roterro Re: Wykluczenie z rodziny 11.03.11, 20:26
          I jeszcze pytanie:
          jesli rodzina ci pomaga, uwazasz ze to zupelnie normalne i ze nie trzeba nawet dziekowac ( a wrecz moze narzekac, bo nie idealnie pomogli)
          czy tez uwazasz ze nikt nie ma takiego OBOWIAZKU, i kiedy ktos ci pomaga DOCENIASZ to, dajesz temu wyraz, dziekujesz i po twoich oczach widac, ze rozumiesz ze ktos robi cos dla ciebie i przez to cos ci DAJE - czego nie musi wcale robic.
          kurcze, tyle dla was robili, nie czuc u ciebie zadnej wdziecznosci, tylko narzekania, pretensje. Czego ty jeszcze od nich chcesz kobieto?
          To ty ich nie znosisz najwyrazniej.
    • chloe30 Re: Wykluczenie z rodziny 11.03.11, 20:20
      ja pitole, "dwumetrową żywą jodłę" przeżywasz i przywołujesz w kązdym wątku już ponad dwa lata, normalna jesteś?
      Zazdrościsz im, aż ci się ta zazdrośc uszami wylewa, ze względu na fakt bycia żona inwalidy (też przywoływane zawsze i wciąz) chciałabyś być gwiazdą wokół której wszyscy skaczą

      ja mam zdrowego mężą, a większość tego z czym masz problem umiałabym zrobić i robiłam kiedy byłam sama
      • aqua48 Re: Wykluczenie z rodziny 11.03.11, 22:08
        Mąż bał się wyjść z domu po zakupy ze względu na ślizgawicę i teściowa musiała je przywozić z daleka, a na LODOWISKO owszem chętnie wyskoczył? Coś mi tu nie pasuje.
        Poza tym mam wrażenie, że wychodząc za niepełnosprawnego myślałaś, że w zestawie dostajesz również szwagra do obsługi. A szwagier się zepsuł....
        • lia.13 Re: Wykluczenie z rodziny 12.03.11, 00:09
          swoją drogą to ciekawa jestem na jaką niepełnosprawność cierpi mąż hazzard.
        • hazzard Re: Wykluczenie z rodziny 13.03.11, 22:58
          ano wyskoczył, jako widz - co w tym dziwnego???
    • de_m0nika Re: Wykluczenie z rodziny 11.03.11, 23:37
      Ile razy ty domyśliłaś się, że oni potrzebują pomocy lub przysługi?

      Bo wiesz, to działa w dwie strony- oni, jak wynika z twojego opisu, i tak okazali wam już sporo życzliwości... Może czas się im odwdzięczyć, a nie strzelać focha i obrabiać im tyłki...

      • hazzard Re: Wykluczenie z rodziny 14.03.11, 11:37
        Ależ ja bym im chętnie pomagała! Tylko że gdy kontakty są sporadyczne, a nie bieżące, to skąd mam wiedzieć, kiedy i czego im potrzeba? Poza tym gdy się widujemy, to na ogół nic nie mówią, że przydałaby się pomoc np. przy dzieciach. Kilka razy zajmowaliśmy się dzieciakami, dzieci chętnie do nas przychodzą i mamy dobry kontakt, więc dla nas to żaden kłopot. Gdy szwagierka powiedziała, że idą do teatru, to od razu zaproponowałam, że mogę zająć się dziećmi (akurat się rozchorowałam, więc nic z tego nie wyszło) ale ogólnie wiedzą, że w razie potrzeby możemy posiedzieć z dzieciakami.
    • forencka Re: Wykluczenie z rodziny 12.03.11, 00:23
      Z jakiegoś powodu mają was w dupiu i już. Jako starsza siostra mogę powiedzieć z jakiego - z powodu programowego olewania młodszego rodzeństwa. Po prostu. Dajcie im spokój i nie biadolić więcej!
    • lifeisaparadox Re: Wykluczenie z rodziny 12.03.11, 03:38
      Ja myślę że zaabsorbowałaś dużo z zachowań swojej toksycznej mamy i stąd Twoje problemy w relacjach z rodziną i bliskimi.
      • renkaforever Re: rodzina jest od tego zeby pomagac 12.03.11, 06:51
        To sa jej, rodziny obowiazki. Pomoc w imie wspolnego dobra. Jak sie tego nie rozumie to sie nie jest dojrzalym do bycia w rodzinie i powinno sie byc traktowanym jako dziecko, ktore nalezy wychowac. Uwazam, ze hazzard ma pelne prawo oczekiwac pomocy, kiedy jej potrzebuje. Ona sama ofiarowala pomoc wiele razy, ale jej nie potrzebowano, wiec poczula sie jakby niepotrzebna. To nie sa dobre relacje i nalezy rozmawiac przy wspolnym stole wobec calej rodziny i nalezy byc asertywnym, nie zranic nikogo, bo wierze ze wszyscy maja dobre intencje.
        • pppopularna Re: rodzina jest od tego zeby pomagac 12.03.11, 08:15
          oczekiwać może, ale czy ktoś będzie chciał na to oczekiwanie odpowiedzieć?! nie ma nic gorszego niż osoby, którym wiecznie trzeba we wszystkim pomagać i które uważają że mają prawo dysponować czasem innych - a tak jest w przypadku autorki wątku. nic dziwnego, że rodzina ich unika i nikt nie kwapi się podtrzymywać zażyłych stosunków towarzyskich, bo wszyscy się obawiają, że znów będą czegoś chcieli i znów trzeba będzie poświęcić czas, którego ma się niewiele dla własnej rodziny, na przykręcanie szafek albo jeżdżenie po cudzą choinkę. nikt nie lubi być wykorzystywany a wiekszość ludzi jest dziś zajęta własną pracą i rodziną aby z usmiechem na ustach angażować się na każde zawołanie w życie innych.
    • netbigzbig Re: Wykluczenie z rodziny 12.03.11, 08:09
      Wiesz w czym tkwi Twój problem? W tym, że zachowujesz się jakbys była pępkiem świata i od kazdego oczekujesz zainteresowania swoja osobą. A może inni oczekują wykazania zainteresowania i pomocy z Twojej strony. Do kazdego masz jakiś żal, każdemu cos wyliczasz, wiesz co, ja tez ograniczyłabym kontakty z Toba! Nie gniewaj się, ale po tych żalach, które tu wylałaś, tak tylko mozna Cie odebrać!!!!
    • annataylor Re: Wykluczenie z rodziny 12.03.11, 09:36
      nie rozumiem skąd u Ciebie taka ciekawość tym, co robią inni. Szwagier ma swoje życie i może nie chce, abyś uczestniczyła w jego życiu.
      Bez urazy, ale uważam, że trzeba uszanować zachowanie szwagra.
      Nie bądź nachalna i wścibska - po co ci informacja, jak urządza dom?
    • kryzolia Re: Wykluczenie z rodziny 12.03.11, 22:17
      A ja mysle, że brat z bratową zwyczajnie nie mają czasu.
      Masz jakiąs wizję wspólnoty rodzinnej, a tu nie układa sie wg tego jak TY to widzisz.
      Ja bym na Twoim miejscu tak bardzo sie nie przejmowała, w końcu sa też inni ludzie wokól was, jacys znajomi itd.
      W takim przypadku rób co do ciebie należy, nie zapomninaj o nich, ale tez nie wymagaj abyście się kochali.
      Mam znajomą, ktora ilekroć ja cos potrzebuję, mam jakis problem o którym mówię, natychmiast rzuca się z pomocą, a ja tej pomocy akurat od niej nie chcę. Czuję się wtedy pod presją tej jej pomocy.
      • renkaforever Re: ja od niej wlasnie pomocy nie potrzebuje 13.03.11, 12:54
        Ludzie sa ludzmi i nic nie zmienisz, dopoki sami tego nie zechca. Odmawiaja udzielanej pomocy w w imie niewiadomoczego.. Odsuwaja innych na jakas dla nich bezpieczna odleglosc, byleby sie nie znalazl zbyt blisko," bo za duzo bedzie o mnie wiedzial i moze bedzie chcial pozyczyc pieniadze" albo jeszcze co wiecej..? NO... tak juz jest, ze ludzie sobie wyznaczaja granice prywatnosci i zapraszaja w nie tylko tych, ktorych chca. Trzebaby sie czyms szczegolnym zasluzyc , aby dostapic zaszczytu ogladania mieszkania szwagra:)) lub zaopiekowaniu sie jego dziecmi po szkole hahahhaa. Ludzie dajcie sobie luzu! Kochajcie sie, do jasnej cholery! :)
        • ewax100 Re: ja od niej wlasnie pomocy nie potrzebuje 13.03.11, 13:58
          Nie podoba mi sie taki atak na autorkę wątku<zastanawiam sie dlaczego tak się dzieje i to nie tylko w tym wątku.Jeśli ktoś opisuje tu cześć swojego życia to znaczy ze ma problem i oczekuje pomocy jakiegoś dobrego slowa a nie takiego ataku czy wywlekania z archiwum starych wątków.
          Rozumiem Twoje oczekiwania bo nie tak powinny wyglądać dobre relacje rodzinne coś musi być-może potrzebna jest szczera rozmowa?A moze też historia lubi się powtarzać-może kiedyś Twoja mama czuła się wykluczona? jak Ty teraz ?skoro nie utrzymujecie kontaktów.
          Życie jest takie krotkie niewarto żyć w konfliktach.Kochać się i szanować a nie unikać:)
    • kimonabike Re: Wykluczenie z rodziny 13.03.11, 16:07
      Mnie się wydaje, że czujesz się samotna. Zostałaś odtrącona przez własną rodzinę (urodzenia). Te negatywne uczucia przeniosłaś na rodzinę męża, która akurat się stara jak może. Mimo że najwyraźniej za bardzo się różnicie, by ta więź stała się cieplejsza i bardziej naturalna. Niczyja wina. Spróbuj bardziej otworzyć się na innych, poszukać przyjaciół poza rodziną.
      • hazzard Re: Wykluczenie z rodziny 14.03.11, 11:23
        Postanowiłam iść do psychologa, bo sama widzę, że jest coś ze mną nie tak w relacjach rodzinnych. Bez wątpienia "kłaniają się" problemy rodzinne z mojej strony (mama ciągle skłócona z babcią i bratem, ciche dni lub awantury, mama obrażona na całą rodzinę ze strony nieżyjącego taty, ale też na swoją dalszą rodzinę, potem awantury ze strony mamy i brata, gdy postanowiłam związać się z obecnym mężem itp) Z perspektywy czasu widzę, że nie miałam skąd wynieść dobrych wzorców i zapewne dlatego nie potrafię obecnie funkcjonować w rodzinie męża.

        Nie mam problemu z dogadywaniem się z teściami, mam dobry kontakt z biologicznym tatą męża mieszkającym na stałe za granicą. Z teściową mogłybyśmy przysłowiowe konie kraść. Natomiast w relacjach ze szwagrostwem nigdy nie było łatwo, lekko i przyjemnie. Szwagierka wyznała mi tuż przed moim ślubem, że nie miała do mnie zaufania (obawiała się zapewne, że zawrócę głowę niepełnosprawnemu człowiekowi i go porzucę). Myślę, że nasze aktualne relacje wynikają też z tego, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać. O ile teściowa zawsze załatwia jakieś nieporozumienia od ręki, o tyle my zamykamy się w sobie i udajemy, że nic się nie stało, podczas gdy w międzyczasie nawarstwiły się już "kwasy".

        Faktycznie widzę, że z jednej strony oczekuję zainteresowania i niesienia pomocy z ich strony, ale jednocześnie odczuwam wobec nich irracjonalną niechęć. Dlatego postanowiłam zwrócić się do psychologa, bo cała ta sytuacja nie ma sensu. Oni, pomijając kwestię mojego pochodzenia czy wiedzy o długach, mogą uważać mnie za niezrównoważoną histeryczkę, która nie powie wprost, czego chce, tylko się obraża. Mamy wzajemnie o sobie jakieś wyobrażenie, które niekoniecznie pokrywa się z rzeczywistością. Mi osobiście coraz trudniej jest sobie z tym radzić i mam nadzieję, że fachowa pomoc pozwoli mi się uporać z problemem.
        • kimonabike Re: Wykluczenie z rodziny 14.03.11, 15:44
          :) No to wychodzisz na prostą. Gratuluję i trzymam kciuki.
Pełna wersja