hazzard
26.02.11, 21:39
Ostatnio czujemy się oboje z mężem odstawieni na boczny tor przez jego brata i bratową. Mieszkamy ulicę od siebie, a widujemy się i kontaktujemy sporadycznie. Jesteśmy oboje dość rodzinni, mamy dobre relacje z rodzicami, dalszą rodziną - odwiedzamy się, często rozmawiamy, wiemy na bieżąco, co się u kogo dzieje. Natomiast szwagier ze szwagierką pod pozorem zapracowania i bycia zajętymi permanentnie nas unikają, kompletnie się nie interesują - po prostu wykluczyli nas ze swojego życia. Zastanawiamy się, dlaczego - bo przecież nigdy im niczego złego nie zrobiliśmy i staraliśmy się podtrzymywać kontakty. Czasem gdzieś razem wyszliśmy, raz razem wyjechaliśmy na weekend, wpadaliśmy do nich i zazwyczaj było fajnie - stąd nie wiem, z czego wynika ich dziwne zachowanie.
Gdy zamieszkaliśmy w naszym mieszkaniu, szwagier pomagał nam sporo - złożył nam meble, podłączył kuchenkę elektryczną (mąż jest niepełnosprawny i sam nie jest w stanie majsterkować czy grzebać w elektryce) i generalnie poproszony o pomoc nigdy nie odmawiał. Ale sam z siebie nigdy nie wykazał zainteresowania młodszym bratem. Ja ze strony szwagierki nie otrzymałam żadnej oferty pomocy - a gdy zamieszkaliśmy razem, oboje wyrwani spod klosza nadopiekuńczych mam, nie było nam łatwo i tylko teściowa nam pomagała na początku. Zdarzało nam się słyszeć od nich kąśliwe uwagi, jak to nie będą nas więcej podwozić samochodem albo dlaczego nie mamy żywej dwumetrowej jodły, bo oni swoją kupili w Obi i przywieźli autem. A my jeszcze nie mieliśmy swojego samochodu i ciężko by nam było dźwigać skądś wielką choinkę, a sami nie wpadli na pomysł, żeby nam pomóc. Że już nie wspomnę o jawnym pominięciu nas w zaproszeniu na urodziny bratanka - bo rzekomo troszczyli się o męża, który wg nich źle czuje się w tłumie. W styczniu wyciągnęli nas na łyżwy - zgodziliśmy się, bo pomyśleliśmy, że to dobra okazja na rodzinne wyjście - ale upadłam i paskudnie rozbiłam sobie kolano. Skończyło się na szpitalu i tygodniowym unieruchomieniu. Szwagierka stwierdziła jedynie, że jest jej przykro i że mam się trzymać, zaś szwagier nie wykazał najmniejszego zainteresowania - naturalnie nawet nie spytali, czy nam czegoś nie potrzeba. Teść woził mnie po lekarzach, a teściowa specjalnie przyjechała spoza W-wy z zakupami dla nas, bo mąż bał się wyjść sam na śnieg i ślizgawicę.
Z jednej strony mam ochotę olać ich, kompletnie ignorować, nie próbować nic na siłę i odpuścić sobie - ale z drugiej strony to jest starszy brat męża, mieszkamy tak blisko siebie i chcielibyśmy mieć z nimi dobre relacje. Bo mamy rodzinę, a tak jakbyśmy jej nie mieli. Równie dobrze mogliby mieszkać w Cieszynie, a nie ulicę dalej.
Jest mi żal z powodu dzieci - bo mają dwoje udanych dzieciaków, szczególnie mała cieszy się, gdy mnie widzi, składa wyznania, jak kocha ciocię, przytula się itp - dlatego żałuję, że tak rzadko możemy widywać dzieci, na ogól przy okazji niedzielnego obiadu u teściowej. Podejrzewam, że izolują dzieci od nas - np. nie chcieli, żebyśmy się nimi zajęli na czas ich nieobecności (wolą angażować opiekunkę lub rodziców szwagierki) lub zawieżli do teściowej. Gdy są urodziny czy imieniny dzieciaków, na ogół cała rodzina jest poinformowana, co dzieci chciałyby dostać w prezencie i mają ustalone, co kto kupuje, a nam się mówi np. "kupcie jakiś film na dvd". Teraz na szczęście dzieci są starsze i mają komórki, więc sami możemy wybadać, co ewentualnie chciałyby dostać, ale wcześniej był z tym spory kłopot.
Teraz szwagier urządza nowe mieszkanie i debatuje z familią o planach urządzenia, zakupach, wykańczaniu wnętrza, podsyła zdjęcia, wspólnie oglądają katalogi itp - naturalnie my w tym nie uczestniczymy i szczegóły poznajemy od teściowej.
No i tak się to zapętliło - oni unikają nas, my unikamy ich i z każdym dniem oddalamy się od siebie.
Nie wiem, jak to naprawić. A może w ogóle dać sobie z nimi spokój?