groch27
07.03.11, 23:08
Witajcie.
Pół roku temu wróciłam z macierzyńskiego do pracy, na nowe stanowisko i do bardzo zredukowanej kady koleżanek na posobnych stanowiskach. Moje praca polega na prowadzeniu zajęć terapetycznych w osobnej,samodzielnej pracowni.Kolezanki natomiast w cztery prowadzą,cały dzień praktycznie przybywają w świetlicy szkoły i tam pracują.
Jednak do czego zmierzam, gdy wróciłam do pracy,pełna energii,stęskniona za uczestnikami,pracą i nowymi znajomościami.
Po paru tygodniah zaobserwowałam, że dziewczyny są niby dla mnie miłe ale to wszystko jest pwierzchowne.Nie zaproaszały mnie na swoje spotkania po pracy,nie częstowały ciastem zrobionym wieczorem w domu itd.Zaczełam czuć się żle, mimo to próbowałam, zagadywałam, rozpoczynałam tematy ale bez dłu zszego zainteresowania ze str dzieczyn. Miesiąc temu poddłam się, przestałam schodzić do świetlicy chyba,że porzyczyć no bibułę,albo skorzystać z dostęu do netu.
Tydzień temu miałam ścięcie z jedną z dzieczyn, ktora zarzuciła mi niefachowośc w pracy, moim zdaniem nie miała racji,zapytałam się ,,czy masz zły dzień ,czy poprostu uwziełaś sie mnie''? i wyszłam ze świetlicy.
Od tamtej pory relacje czysto zawodowe.Męczy mnie ta sytuacja, do tej pory kochałam swoją pracę, zanim odeszałm na macieżyński, a wczesniej na roczny urlop bezpłatny, to ta praca,uczestnicy byli moim skarbem.
Nie wiem gdzie tkwi problem, we mnie?znajoma podpowidziała mi, że dziewczyny są zazdrosne o to jak mi się powiodło prywatnie, ale aż nie chce mi się w to wierzyć.
Poradzcie proszę co robic.
Dziekuje