agresja doroslego dziecka

11.03.11, 13:39
.... kiedy ma miejsce... kiedy dziecko krzyczy, wyzywa, demoluje fragmenty domu, zyczy smierci itp... wyciagamy dlon CALY czas, bez wzgledu na wszystko?, "zapominamy" to zdarzenie i kontynuujemy bycie milym i rodzicielskim? czy jednak jest taka granice po przekroczeni ktorej kontakty zawieszamy do rozwiazania? do przeprosin? do wytlumaczenia?

Powod? rodzic nie postepuje tak jakby sobie dziecko zyczylo, ma inne zdanie we wspolnych dla reszty dzieci sprawach, "operuje" inna filozofia....

Ciekawam waszej opinii....
    • sabinac-0 Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 14:00
      Wzajemny szacunek obowiazuje i jesli mlody czlowiek przegnie, musi to jakos odczuc.
      Tyle ze rodzice tez musza szanowac dzieci, i to od dziecinstwa. Jesli potomek od zarania slyszal "ty glupku", "ty gowniarzu", "jestes zakala rodziny", "nic z ciebie nie bedzie" itp. lub byl wychowywany za pomoca pasa to trudno, by nagle stal sie uosobieniem taktu i powsciagliwosci.

      Wszystko zalezy od powodu sporu - jesli zstepny mial racje tylko przesadzil z ekspresja, chyba wystarczy, by przeprosil za niewlasciwa forme.
    • adriana_ada Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 14:09
      Nalezaloby sie zastanowic gdzie tkwi przyczyna tej agresji, jak dlugo ma miejsce tego typu zachowanie, trudno jest doradzic przez internet, jak nie widzialo sie ani rodzicow, ani dziecka. Moze przydaloby sie przeprowadzic odpowiednia rozmowe, co do oczekiwan, co do zainteresowan, skad tego typu zachowanie. Pewne zlorzeczenie jest czyms, czego nei nalezy traktowac powaznie, to jest rozladowanie emocji (fakt, ze sposob jest nieprzyzwoity).
      Moze porozmawiac z dzieckiem, zachecic do wizyty u specjalisty (psycholog, psychiatra), generalnie poszukac profesjonalnej pomocy.
      • cynta Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 14:26
        Dziecko to nigdy nie nalezalo do lagodnych, zawsze bylo dosc "intense" , no i ma od kogo dziedziczyc, mamusia tez taka byla w mlodosci... (tyle ze bez demolki i wyzwisk)

        Dziecko to wystepujac w imieniu pozostalych 2 okazuje w ten sposob glebokie niezadowolenie ze zmian zyciowych: rozwod rodzicow 3 lata temu, nowy partner matki. zmiany w zachowaniu matki (wyprostowala sie zyciowo, obrala inna filozofie, juz sie nie spina, nie denerwuje... jest inna). Niestety dziecko to chcialoby bardzo aby matka byla taka i zachowywala sie tak jak to dziecko sobie zyczy, np: uczestniczyla w wydarzeniach rodzinnych bez partnera, wykonywala pewne swiadczenia na rzecz dzieci. Tlumaczenie ze nikt nie ma prawa wplywac na zachowania innych ludzi i zmuszac ich do takich a nie innych akcji nie pomagaja w/g tego dziecka tylko jej sposob myslenia jest sluszny, matka ma postepowac tak jak ona to wymyslila a jezeli nie to... i tutaj mamy juz niecenzuralne..... Rozmowy inne niz o TV, ewentualnie polityce zamieniaj asie wlasnie w takie pieklo ..... Dodam ze dziecko mieszka poza domem, studiuje daleko i odwiedza 2-3 razy na rok, siostry oczywiscie, przeciez nie matke...
        • anbale Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 14:38
          Hmm, wybacz, ale juz któryś z kolei raz czytam o tym Twoim problemie z dzieckiem czy też dziećmi...Najwyraźniej kręcisz się bezradnie w kółko...
          Jest jedna rada- jeśli jakaś strategia nie działa, trzeba ją zmienić na inną. Uderza mnie troche, że jakąs dorosłą babę nazywasz "dzieckiem" tylko dlatego, że to Twoja córka. Otóz to nie jest dziecko- ale chyba ani ona ani Ty nie potraficie wypasc z roli. Ona spazmuje, tupie nogą i rzuca zabawkami, Ty się kajasz i uspokajasz "dziecko"...
        • adriana_ada Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 14:40
          Popatrz w takim razie na to z innej strony, dziecko studiuje, mieszka poza domem, odwiedza dom 2-3 razy do roku. Nie masz wiec kontaktu z agresja na codzien, a skoro radzi sobie na studiach poza domem swiadczy o tym, ze nie jest wcale zle.
          Czy to dorosle dziecko ma partnera/partnerke? Jezeli tak, to grzecznie porozmawiaj o tym, ze Ty nie wybieralas partnera zyciowego dziecku, w zwiazku z czym dziecko tez nie powinno ingerowac w Twoje wybory, jezeli czujesz sie szczesliwa.
          Ja mam podobna sytuacje, dziecko studiuje poza domem, nie mam kontektu na codzien i tez nie wiem, jakby moje dziecko zareagowalo gdybym byla z kims innym, niz jego ojciec.
          Sama pochodze z rodziny, gdzie rodzice rozwiedli sie i nie powiem, ze latwo bylo mi zaakceptowac kolejne ich wybory . To jednak przyszlo z czasem.
          Zycze wytrwalosci i powodzenia.
        • mona.blue Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 14:41
          Pomoc mądrego psychologa jak najbardziej.
          Tak mi też przyszło do głowy, że ograniczyłabym finansowanie córki - albo zachowuje szacunek i korzysta z pomocy albo niech zacznie się sama utrzymywać, chociaż w pewnym stopniu, jeżeli nie szanuje matki.
          No i kwestia ustalenia wspólnych oczekiwań.
          • renkaforever Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 14:50
            Ja mysle, ze to objawy jakiejs choroby . Jak mozna cos dobrego zrobic agresja? NIC. To nadmiar stresu sie tak uwalnia u niektorych, u innych moze sie objawic zawalem albo wysokim cisnieniem.
            • cynta Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 14:57
              Tak, co rusz pisze o moich dzieciach... Wczesniej to byly klopoty z inna corka, to sie zupelnie uspokoilo... teraz ta.... Ja jej nie finansuje, jest prawie zupelnie niezalezna (telefon, ubezpieczenie zdrowotne jest ode mnie i to tyle chyba...) . Co do partnera to fakt ze go nie ma i jakos nie moze miec, ona te wymuszania jej woli stosuje na wszystkich, rowniez na potencjalnych, kazdy wieje gdzie moze.... I przyznam ze ten ostatni epizod to faktycznie wygladal jak napad jakiej choroby, gdyby miala bron tyo chyba zaczelaby strzelac .... To jest chyba przypadek: "Kocham Cie ale nie mozemy byc razem..."
              • adriana_ada Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 15:10
                Dzis nie ma partnera, jutro moze go miec, to nie jest tak, ze nikt z nia nie wytrzyma. Dawniej moj tato zartowal sobie ze mnie, ze postawi skrzynke wodki temu, ktory mnie zechce, a pozniej komentowal, ze dostanie zwrot z dwiema skrzynkami:)
                Nie jest jednak az tak zle, Twoja corka tez napewno na swojego w odpowiednim momencie trafi:)
                • cynta Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 15:30
                  bardzo bym chciala ... moze wtedy zrozumie co to znaczy "kochac" .. pod kazda postacia...
              • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 16:31
                Może byc tak, że jest chora. Może być tak, że jej postrzeganie świata jest w istotnym stopniu nierealistyczne, choć jest zdrowa. Może byc i tak, że choć stac ja na realizm w ocenie świata zewnętrznego, to jej wyobrażenie, co inni myslą o niej jest nieadekwatne. Nie wiadomo.
                Rozumiem Twoją gorycz. Co można spróbować robić?
                Taka osobę, jakby zapytać czego ona własciwie chce, jaki cel chce osiągnać, to często nie jest w stanie precyzyjnie odpowiedzieć do czego dąży. Głównie dlatego, że jest wew władaniu emocji i chwilowe, zmiany stanów, będące przystosowaniem do ról w komunikacji bierze za cele. Taka osoba właściwie nie ma postaw, tylko jej działanie jest zawsze w reakcji, w kontekście relacji do kogoś innego.
                Możesz podjąc próbę zastosowanie modelu skutecznego wyjścia z trójkąta dramatycznego. Dośc podstawowy schemat, ale ...moim zdaniem prawdziwy w 75% tematów.
                Jak, zapewne wiesz, komunikacja w trójkącie dramatycznym przebiega z pozycji roli, a nie wartosci i przesłania komunikatu. osoby uczestniczące (same, naprzemiennie, równoczesnie...różnie) na przemian przyjmują role Przesladowcy, Ofiary lub Zbawiciela.
                Przy czym raz są np. Prześladowcą po to, by za moment lub wobec kogoś innego być Ofiarą. Albo Zbawicielem. Jak wyprowadzać kogoś z trójkąta dramatycznego?
                Przede wszystkim - nie wchodząc w żadną z ról, mimo tego, ze ta osoba tego oczekuje i do tego kieruje przebieg komunikacji. Jezeli szukasz trwałych rozwiązań, to działaj perspektywicznie.
                Przy agresji pierwszy krok, to nie dać się zepchnąć do roli Agresora (Przesladowcy).
                Np. Osoba o której wspominasz mówi "Bo Ty zawsze wszystko popsujesz, czego się tkniesz palcem!".
                Jest Przesladowcą. Jeśli jesteś kontr-Przesladowca, to w ten, czy inny sposób odpowiesz "Tak, a Ty się popatrz debilko na swoje zycie. W kawałkach!".
                Jesli jesteś Ofiarą, to odpowiesz "Całe zycie mam pod górkę, jeszcze Ty mi dołóż, nic tylko się zabić". Wreszcie, jesli jesteś Zbawicielem, to powiesz "Daj spokój, niech będzie tak, jak chcesz. Najwazniejsze żebyśmy byli razem".
                Ten ostatni komunikat jest najgorszy - bo, niestety - najbardziej zblizony do tego, co czuje matka wobec dziecka! Dlatego napisałem, ze rozumiem Twoja gorycz. Tak trudno nam odciąć naszą pepowinę od naszych własnych dzieci! :)
                Podmiotowośc i neutralne wsparcie, czasem wskazówka.
                To są kluczowe trzy rzeczy, które trzeba dać osobie uwikłanej w role trójkąta.
                Jak przywrócić podmiotowość? Potwierdzić autonomię, decyzyjnosc, siłe sprawczą woli, uzmysłowić istnienie celu, struktury dojścia do celu.
                Neutralnosć wsparcia polega na deklaracji mozliwosci pomocy, ale nie zrobienia za kogoś albo kwestionowania zdolnosci tej osoby do zrobienia tego.
                Wskazówka - chyba najtrudniejsza rzecz. Tu trzeba rozumieć sytuację, rozumieć osobę i wyrazić się asertywnie. I jeszcze do rzeczy. Skomplikowane.:)
                Konkretnie....jest takie dobre, uniwersalne ropoczęcie "W czym mogę Ci pomóc?", "Jak mogłabym Ci pomóc", "Jaki rodzaj mojej pomocy będzie miał dla Ciebie wartość?", itd...
                Dajesz wyraźny sygnał, ze to ta osoba musi sama zaproponować rozwiązanie dylematu, który ją frustruje, dajesz sygnał, ze może liczyć na twoja pomoc, ale nie narzucanie się. Wyrazasz wiarę w podmiotowośc i skutecznosc tej osoby, wyrażasz brak swojego żalu, jesli ta osoba pomoc odrzuci i wybierze swoje własne rozwiazanie.
                Jesli wybrane rozwiązanie jest dla Ciebie przykre, to poczytaj świetne kawałki Mony.Blue o sensie wybaczenia, o tym, że ono uwalnia od leków i wyzwala duszę.
                Uważaj na swojego Wybawiciela, szczególnie podszytego Narcyzem! Oto, ja, jak Pan i Władca powiadam zrób to i to, a odzyskasz zbawienie! Nie tak! Jesli masz watpliwości, to kieruj się szacunkiem i godnoscią w tym dobrym, wewnętrznie spójnym znaczeniu tych słów.
                W skrócie: uchyl się od ciosu, wyraź życzliwą neutralność, udziel wskazówki nakierowanej na godnosc.
                :)
                • cynta Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 18:28
                  Dzieki serdeczne! Dajesz mi duzo do myslenia... czy jest moze jakas lektura ktora by mi to wszystko rozwinela bardziej?
                  Dodatkowy problem lezy chyba tez w tym ze corka studiuje prawo, na bardzo dobrym US uniwersytecie. Zauwazylam ze od czasu jak tam jej pozycja znacznie wzrosla, zuwazono ja itp. jej sposob organizowania calego swiata wedlug niej stal sie jeszcze bardziej zdeterminowany. Jakby byla pewniejsza ze tak jak ona mysli jest w porzadku i TYLKo tak jest dobrze. Zreszta ona przyznaje w neutralnych rozmowach ze BARDZO trudno jest jej przyznac ze ktos inny ma racje, nie ona, raczej zawsze ona ma racje i dlaczego inni tego nie widza??? Nagina wszystkich do swojej woli, wszyscy klada uszy po sobie i "przezywaja" jakos... a ja mocna w ramie mojej Milosci i w nowe podejscie do zycia sie nie daje ...
                  • marina2 Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 19:26
                    idziemy do psychiatry i egzorcysty
                    • cynta Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 21:06
                      masz racje, to wygladalo jak opetanie ... a mozna na odleglosc? bo ona nie pojdzie no chyba zeby zbluzgac egzorcyste jako ze "w takie rzeczy" nie wierzy....

                      marina2 napisała:

                      > idziemy do psychiatry i egzorcysty
                      • marina2 Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 21:19
                        można
                  • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 19:48
                    Pamela Butler, Marshall Rosenberg, Oldham & Morris.
                    To własciwie chodzi o zmianę swojego nastawienia, niekoniecznie o przeczytanie dużej ilości książek. Tych autorów powyżej kupisz tez w US. Gdzie mieszkasz (z grubsza)?
                    • cynta Re: agresja doroslego dziecka 11.03.11, 21:05
                      Poszukam ... nie duzej ilosci ale chociaz taka ktora pozwoli lepiej ja zrozumiec .. Nastawienie juz zmienilam i stad ten problem, dawniej wrzeszczalybysmy na siebie razem, prawdopodobnie doszloby do rekoczynow a na koniec bym zrobila tak jak ona chce bo olala bym siebie ... ale teraz juz nie olewam, nawet sie lubie i juz nie pozwole ...

                      TX.

                      to.niemozliwe napisał:

                      > Pamela Butler, Marshall Rosenberg, Oldham & Morris.
                      > To własciwie chodzi o zmianę swojego nastawienia, niekoniecznie o przeczytanie
                      > dużej ilości książek. Tych autorów powyżej kupisz tez w US. Gdzie mieszkasz (z
                      > grubsza)?
                      • mona.blue Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 20:10
                        Ewa Woydyłło "My rodzice dorosłych dzieci".
                  • mona.blue Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 15:14
                    Cynta, jestem ciekawa, czy w Twoim małżeństwie nie było przemocy wobec Ciebie i/albo wobec córek. Gdzieś musiała zaczerpnąć wzorów przemocowego postępowania, tego, że agresja na krótką metę skutkuje.
                    To co piszesz o studiach też wydaje mi się niepokojące, może przewróciły jej w głowie ze względu na prestiż, i prawa asertywności, ale źle pojęte, jako żądania spełniania jej woli.
                    Albo jest ograniczana w swoich prawach do wolności, samostanowienia - to też skutkuje agresją.
                    Albo ma osobowość borderline - wtedy jak najszybciej powinna poddać się terapii.
                    Ale tak na odległość trudno wyrokować.
                  • adriana_ada Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 15:21
                    Ja odnsze wrazenie, ze truja Ci dookola, jaka to Twoja corka jest zla. Moze to zazdrosc, nic wiecej, dziewczyna wybrala sobie dobry, przyszlosciowy zawod, radzi sobie i to powinno cieszyc Cie najbardziej. Histeryczne zachowanie minie i nie ma co popadac w obled.
    • leda16 Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 13:33
      Ja sobie nie wyobrażam, żeby dorosłe, prawidłowo wychowane dziecko o normalnej osobowości tak się w domu zachowywało. Bo to są czyny przestępcze lub wynikające z choroby psychicznej. Jeśli bandzior - do pierdla, a chory - do szpitala.
      • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 14:59
        Żeby zamknąć kogoś w więzieniu, zwykle jest proces, rozprawa, dwie instancje, itd....
        Żeby zamknac w szpitalu nie wystarczy powiedzieć, ze on mnie lży, to zamknijcie. A nawet wydaje mi sie, ze Dopóki taki człowiek nic nikomu nie zrobi, to nie ma go jak zamnkąc w szpitalu, chyba, ze sam się zgłosi.
        Co proponujesz, jeśli nie da sie zamnkać w pierdlu albo w szpitalu psychicznym?
        • leda16 Re: agresja doroslego dziecka 14.03.11, 14:47
          to.niemozliwe napisał:

          > Żeby zamknąć kogoś w więzieniu, zwykle jest proces, rozprawa, dwie instancje, i
          > td....


          Oczywiście. I jest nadzieja, że już sama niebieska karta założona gó...arzowi na policji za znęcanie się nad rodzicami ostudzi jego agresywne zapędy. Bo to, co opisujesz - wandalizm, awantury, wyzwiska, groźby,w zupełności wyczerpuje znamiona czynu przestępczego z kilku paragrafów kk. Jeśli nie, pierwszy wyrok jest w zawieszeniu a później recydywa. Ale skoro rodzice wolą takie zachowanie tolerować, to innej rady nie ma.


          > Żeby zamknac w szpitalu nie wystarczy powiedzieć, ze on mnie lży, to zamknijcie


          Z reguły już sąd wzywa biegłych psychiatrów i psychologa do oceny stanu psychicznego podejrzanego. Jeśli chory - przymusowa detencja, czyli sądowe zlecenie zamknięcia delikwenta w szpitalu


          > . A nawet wydaje mi sie, ze Dopóki taki człowiek nic nikomu nie zrobi, to nie m
          > a go jak zamnkąc w szpitalu, chyba, ze sam się zgłosi.


          Mylisz się - już sama awantura a na pewno demolka mieszkania wystarczy. Wzywa się policję a ta pogotowie psychiatryczne. Lekarz dyżurny z izby przyjęć decyduje, czy przyjąć czy nie.Jeśli juz tam orzekną, że nie ma podstaw do leczenia - sąd.


          > Co proponujesz, jeśli nie da sie zamnkać w pierdlu albo w szpitalu psychicznym?


          Niestety, tertium non datur. Kto uważa, że jest jakaś inna możliwość pozostaje w błędzie.
          • sabinac-0 Re: agresja doroslego dziecka 14.03.11, 17:42
            Jak na razie autorka sprecyzowala, ze owa tytulowa "agresja" polega na sprzeczkach z mama na temat rodzinnego obiadu i ze, jak dotad, niczyje zdrowie ani zycie nie bylo zagrozone a dobytek jest caly.

            Zatem ani sedzia, ani psychiatra nie maja tam nic do roboty.
      • adriana_ada Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 15:19
        leda16 napisała:

        > Ja sobie nie wyobrażam, żeby dorosłe, prawidłowo wychowane dziecko o normalnej
        > osobowości tak się w domu zachowywało. Bo to są czyny przestępcze lub wynikając
        > e z choroby psychicznej. Jeśli bandzior - do pierdla, a chory - do szpitala.

        Tylko jak maja sie Twoje slowa do problemu autorki?
        Poza tym to brzmi tak jak z zargonu wieziennego, tak jakos niekobieco ...
      • sabinac-0 Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 17:12
        leda16 napisała:

        > Jeśli bandzior - do pierdla, a chory - do szpitala.

        Zapomnialas o dybach, plagach, lochu i gilotynie. :D
        • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 17:46
          Dyby i plagi, to wiadomo, ze się nalezą. Jak psu zupa ;D.
          A po gilotynie, to każdemu rozum wraca na miejsce...:D
    • velwod dziecko.. 12.03.11, 15:18
      To trudny temat. Bardzo zawlily i nie na trzy linijki. dziecko sie zbuntowalo i pokazuje agresje, bo zle sie czuje. Czemu nie szukasz dla dziecka pomocy psychologa. To jest jedyna rada.

      I dla siebie tez, bo ciutke odbiegasz od normy, niestety. Z przykroscia to stwierdzam.
      • ewax100 Re: dziecko.. 12.03.11, 17:02
        Czy to "dziecko" ma poczucie winy,wstydu?chce przeprosić? czy nie.
        Widać że nie panuje nad swoimi emocjami jest agresywne,obraża.A jak zachowuje się do innych?Czy zwykle okazywało uczucia?życzliwośc?empatię?Czy chce rozmawiać o problemie czy nie?
        Tak- to bardzo trudny temat.Ktos pyta dlaczego nie szukasz pomocy,psychologa? hm... a czy to takie proste ? doroslego dziecka na siłę nie da się zaciągnąć a zwykle ktos taki nie czuje się winny.Ciekawe czy to dziecko zdaje sobie sprawę własnie z tego że żle się zachowało że kogoś skrzywdziło,że nie okazuje tym zachowaniem szacunku.
      • sabinac-0 Re: dziecko.. 12.03.11, 17:11
        Niesmialo zauwazam, ze wg autora owo "dziecko" jest dorosle i nie da sie "poszukac mu" psychologa ani dac do buzi syropku na grzecznosc.

        Jesli dorosly czlowiek zle sie czuje u rodzicow, nie ma co sie buntowac i "pokazywac", moze za to wyprowadzic sie na swoje.
        • to.niemozliwe Re: dziecko.. 12.03.11, 17:54
          Przecież wiesz, ze to nie o to chodzi, ze moze sie wyprowadzić, tylko o ułozenie sobie takich relacji, zeby córka nie czuła się dominowana, bo reaguje agresja, a matka nie lekała się samotnosci na skutek odrzucenia przes córkę. Można być 2000 km dalej, a czuć sie blisko. Albo 2 m obok i być daleko, nie?
          • sabinac-0 Re: dziecko.. 12.03.11, 18:19
            to.niemozliwe napisał:

            > Można być 2000 km dalej, a czuć sie blisko. Albo 2 m obok i być daleko, nie?

            To fakt znany od dawna, ze uczucia rodzinne rosna wraz z odlegloscia. :)
            • to.niemozliwe Re: dziecko.. 12.03.11, 18:27
              Ja to się czasami zastanawiam, czy ta agresja w istocie nie warunkuje myslenia separacyjnego o rodzicu. Tzn. córka jest tak sielnie związana z matka, ze dopiero, jak wyzwoli w sobie agresję jest w stanie komunikować jej autonomicznie. Że bez agresji nie umie? Jak myslisz?
              • sabinac-0 Re: dziecko.. 12.03.11, 19:30
                to.niemozliwe napisał:

                > separacyjnego o rodzicu. Tzn. córka jest tak sielnie związana z matka, ze dopie
                > ro, jak wyzwoli w sobie agresję jest w stanie komunikować jej autonomicznie. Że
                > bez agresji nie umie? Jak myslisz?

                Trudno odmowic racji, cos w tym jest.

                Stosunki matek z corkami maja swoj typowy przebieg - najpierw papuzki-nierozlaczki, potem tiutiu na przemian z tajfunem, potem - oddalenie sie i ustawienie nowych, doroslych kontaktow.
                Byc moze sytuacja, gdy owo oddalenie nie nastepuje w pore i dorosla corka jest wciaz pod duszacymi juz nieco skrzydelkami, nie pozwala na zdrowy dystans i przyjazn, utrwalajac konflikt na reszte zycia.
                • to.niemozliwe Re: dziecko.. 12.03.11, 20:33
                  Ja mam taka swoją hipoteze, ze ten konflikt jest dziecku potrzebny do samookreslenia sie w tym, co może, a czego już nie. I, ze jak sie wcześniej tej granicy nie postawi, to sie potem to przekłada na przyszle relacje i zdolnosci komunikacyjne, już dorosłego człowieka. Niby banał. Tylko, zeby pamiętac, że to "pyszczenie" ma głębszy sens. Dziecko na rodzicach trenuje sens i miarę konfrontacji w relacji społecznej, w bezpiecznych dla siebie warunkach. W gruncie rzeczy bezpiecznych.
                  Czy kobiety przechodzą inicjację? Nie chodzi o seks, tylko od kiedy jest się kobietą, a nie dziewczątkiem w sensie psychicznym. Czy cos takiego istnieje? Może powinno?
                  Może powinien być symboliczny rytuał inicjacji, wejścia w krąg kobiet? Dopuszczenia do tajemnic i dania przywilejów i praw. W tym kontekcie pojawia się pytanie o mentorki. I kolejna sprawa - jak dac młodej dziewczynie dostep do kobiet, które ją "przejmą" od matki i nauczą jej tego, czego matka nie umie lub nie potrafi sama nauczyc, mimo wiedzy.
                  • sabinac-0 Re: dziecko.. 13.03.11, 13:45
                    to.niemozliwe napisał:

                    > Ja mam taka swoją hipoteze, ze ten konflikt jest dziecku potrzebny do samookres
                    > lenia sie w tym, co może, a czego już nie.

                    Mysle, ze masz duzo racji.

                    > Może powinien być symboliczny rytuał inicjacji, wejścia w krąg kobiet? Dopuszcz
                    > enia do tajemnic i dania przywilejów i praw.

                    Od wiekow istnialy rozne meskie inicjacje - od postrzyzyn poprzez samotna wyprawe w puszcze po orle pioro, po wizyte w burdelu.

                    U kobiet taki rytual sie nie wytworzyl - automatycznie uznano, ze dziewcze staje sie kobieta w momencie zamazpojscia i pierwszej ciazy. Nie istnialy "mentorki" - ot, dziewczynka opuszczala matke i szla do nowej rodziny, gdzie czekal ja maz, ktory bral i wymagal i malo zazwyczaj zyczliwa tesciowa.

                    Przez wieki zycie doroslej kobiety cechowala samotnosc i brak wsparcia, do dzis niektore kobiety utozsamiaja dojrzalosc z osamotnieniem np. zrywajac kontakty z przyjaciolkami jako "dziecinne" w momencie wejscia w powazny zwiazek z mezczyzna.
                    • to.niemozliwe Re: dziecko.. 13.03.11, 20:54
                      > Przez wieki zycie doroslej kobiety cechowala samotnosc i brak wsparcia, do dzis
                      > niektore kobiety utozsamiaja dojrzalosc z osamotnieniem np. zrywajac kontakty
                      > z przyjaciolkami jako "dziecinne" w momencie wejscia w powazny zwiazek z mezczy
                      > zna.

                      Czyli poważny błąd, takie zerwanie ze swoim "stadem". Mimo wszystko mysle, ze jest wam lepiej, w sensie komunikacyjnym jestescie bardziej otwarte i skłonne do dzielenia się emocjami. To widać na FK lub FM (zdecydowana większosc kobiet, 90% komunikatów słuzy utrzymaniu tozsamosci z grupą).
                      • sabinac-0 Re: dziecko.. 13.03.11, 21:37
                        to.niemozliwe napisał:

                        >
                        > Czyli poważny błąd, takie zerwanie ze swoim "stadem".

                        Owo zerwanie wpaja sie jako "powinnosc" od pokolen.

                        > Mimo wszystko mysle, ze j
                        > est wam lepiej, w sensie komunikacyjnym jestescie bardziej otwarte i skłonne do
                        > dzielenia się emocjami.

                        Dzielenie sie emocjami, to objaw slabosci, odslaniajac sie wystawiamy sie na cios.
                        Silni ludzie nie zdradzaja emocji - moga mowic wprost, co im sie nie podoba.
                        Nie potrzebuja tez "daru komunikacji", poniewaz gdy czegos chca, moga tego po prostu zazadac.
                        Chlopczyk mowi "ja chce" - i dostaje.

                        Ludzie slabi i dyskryminowani, nie tylko kobiety - rowniez niewolnicy, wiezniowie, uchodzcy, azylanci, nedzarze itp., by cokolwiek uzyskac, musza sie lasic, przymilac, podobac, wzbudzac litosc (lzami lub okazywaniem emocji), intrygowac, manipulowac (to jest ten "dar komunikacji":P), wyczuwac nastroj silniejszych (tzw. "intuicja").

                        Dziewczynka mowi "ja chce" i slyszy "jak czegos chcesz, badz grzeczna, powiedz ladnie "prosze", dygnij nozka, daj caluska..."
                        • to.niemozliwe Re: dziecko.. 16.03.11, 21:36
                          > Dzielenie sie emocjami, to objaw slabosci, odslaniajac sie wystawiamy sie na ci
                          > os.
                          > Silni ludzie nie zdradzaja emocji - moga mowic wprost, co im sie nie podoba.
                          > Nie potrzebuja tez "daru komunikacji", poniewaz gdy czegos chca, moga tego po p
                          > rostu zazadac.
                          > Chlopczyk mowi "ja chce" - i dostaje.
                          >
                          > Ludzie slabi i dyskryminowani, nie tylko kobiety - rowniez niewolnicy, wiezniow
                          > ie, uchodzcy, azylanci, nedzarze itp., by cokolwiek uzyskac, musza sie lasic, p
                          > rzymilac, podobac, wzbudzac litosc (lzami lub okazywaniem emocji), intrygowac,
                          > manipulowac (to jest ten "dar komunikacji":P), wyczuwac nastroj silniejszych (t
                          > zw. "intuicja").

                          A teraz odłózmy na bok punkt widzenia osoby o skłonnościach dominująco-wojowniczych ;)

                          Dzielenie się emocjami, to objaw dojrzałości, ujawniając swoje wnętrze dostrajamy się do emocji innych. Ludzie zablokowani i podejrzliwi nie zdradzają emocji - deklamują, czego nie chcą. Nie znają daru komunikacji, poniewaz, gdy czegoś chcą, to dostaja jedynie od tych, którzy się ich lękaja. Bez wzbudzenia lęku i zmuszenia innych nie dostaną nic.

                          Ludzie w trudnym połozeniu lub o niskiej pozycji w hierarchii społecznej, nie tylko kobiety, takze niewolnicy, więźniowie, uchodźcy polityczni, azylanci i nędzarze, itp...nie mając środków przymusu bezposredniego, wykształcili znakomite środki komunikacji opartej na emocjach, dostrojeniu, antycypowaniu stanów psychicznych u innych, intuicji, które umozliwiaja im realizowanie swoich celów, a czasem skuteczne funkcjonowanie nie mając w sobie pierwiastka dominacji lub nie stosując przemocy.
                          • sabinac-0 Re: dziecko.. 16.03.11, 22:30
                            to.niemozliwe napisał:

                            > Dzielenie się emocjami, to objaw dojrzałości, ujawniając swoje wnętrze dostraj
                            > amy się do emocji innych.

                            O dojrzalosci mozna mowic dopiero wtedy, gdy zaczynamy kumac, przed kim mozemy sie ujawniac.

                            > Ludzie w trudnym połozeniu lub o niskiej pozycji w hierarchii społecznej, (...)
                            > wykształcili znakomite
                            > środki komunikacji (...), które umozliwiaja im realizowanie swoich celów, a
                            > czasem skuteczne funkcjonowanie nie mając w sobie pierwiastka dominacji lub nie
                            > stosując przemocy.

                            Wszystko slicznie, tylko czemu po takiej sluzalczej "komunikacji" d...a tak boli a poczucie wlasnej wartosci siega podlogi? ;/

                            Jeszcze jeden szczegol: nie utozsamialabym sily z przemoca.
    • cynta Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 17:33
      Postaram sie odpowiedziec na wiekszosc kwestiii poruszonych wyzej :
      "Dziecko" ma 24 lata, tak daje sobie doskonale rade z zyciem samodzielnym, raczej bez mojego wplywu, sama studia wybrala, sama sie z duzym wysilkiem na nie dostala, oplaca z pozyczek, teraz ma swietne staze w miedzunarodowych firmach itp....

      Ja sama odbiegam od normy, owszem , nawet bardzo i .... bardzo to lubie.... oryginalnosc u mnie bardzo w cenie jest...

      Tak, ogladala przemoc rodzinna, w wykonaniu tatusia na mamusi ale okazuje sie ze rozwodowi jestem winna ja a do drugiej szansy na szczescie nie mam prawa. Swoja droga ja bylam bardzo trudnym dzieckiem, w podobnym sensie, napewno jest tutaj jakis komponent genetyczny ...

      Tez sie zastanawiam czy nie mam tutaj do czynienia z jakims rodzajem choroby... Ona kiedys w normalnej rozmowie mowila ze jak wybucha takim gniewem to pozniej inni jej mowia jak bardzo zle to wygladalo, ona pamieta ze akcja miala miejsce ale w jej ocenie nie bylo w niej nic nadzwyczajnego, ot zdenerwowala sie.
      Bylo widac na poczatku ze sie probuje kontrolowac, podnosila glos i starala sie znizac ale potem jakby wszystko sie urwalo.... tsunami sie rozszalala... moze to to Slonce i Ksiezyc???

      Ona nie przeprosi, nie mysle aby uwazala ze cos zle zrobila i nie pojdzie do specjalisty bo tez nie uwaza ze cos jest zle... Wogole nie mozna z nia rozmawiac na taki temat bo znow ryzykuje sie podobna reakcje a jej siostruy i ojciec boja sie jej....
      • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 17:51
        Jak przeczytasz te książki, to daj córce, powiedz, że sa dobre i miliony ludzi z tej wiedzy korzysta na codzień, wiec nie ma powodu, zeby ona nie mogła.
        • ewax100 Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 19:07
          "Ja to się czasami zastanawiam, czy ta agresja w istocie nie warunkuje myslenia separacyjnego o rodzicu. Tzn. córka jest tak sielnie związana z matka, ze dopiero, jak wyzwoli w sobie agresję jest w stanie komunikować jej autonomicznie. Że bez agresji nie umie? Jak myslisz?"
          cos w tym jest... im bardziej związana tym większa agresja...ale dlaczego?
          • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 20:48
            A co to ma za znaczenie dlaczego tak się stało? Geny, biologia, rodzice, rówiesnicy...? Who cares?
            Czasem nie ma sensu spekulowac dlaczego, tylko popatrzec, czy taka prawidłowosc jest.
            Gdyby już pospekulowac, to przyszlo by mi do glowy psychiczne "kastrowanie" dzieci przez rodziców. Rodzic nie jest partnerem dla dziecka do rozmowy, bo zawsze ma wiecej argumentów i lepsze, choc nie zawsze fair. Dlatego czasem dla dziecka jedyny sposób, zeby w stresie być usłyszanym to krzyczeć...
            • sabinac-0 Re: agresja doroslego dziecka 13.03.11, 14:43
              to.niemozliwe napisał:

              > Dlatego czasem dla dzieck
              > a jedyny sposób, zeby w stresie być usłyszanym to krzyczeć...

              Jest jeszcze jeden aspekt: plec.

              W przypadku syna krzyk jest uznany za normalny przejaw dojrzewania i forsowania wlasnego zdania. Chlopaka uznaje sie za "agresywnego" dopiero wtedy, gdy pobije rodzicow (bo nawet pobicie rodzenstwa wielu rodzicow uwaza za "zwykle przepychanki") lub spowoduje bardzo powazne zniszczenia.
              Z corkami jest inaczej - wciaz pokutuje wizerunek dziewczyny jako istoty grzecznej, cichej i potulnej, wiec jesli dorastajaca pannica zaczyna krzyczec lub trzasnie czyms o podloge, zostaje od razu uznana za agresywna, a czesto rowniez za "chora psychicznie" i ciagana po lekarzach.
      • sabinac-0 Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 19:19
        cynta napisała:

        > Tak, ogladala przemoc rodzinna, w wykonaniu tatusia na mamusi ale okazuje sie z
        > e rozwodowi jestem winna ja a do drugiej szansy na szczescie nie mam prawa.

        Standart. :P

        > Tez sie zastanawiam czy nie mam tutaj do czynienia z jakims rodzajem choroby...
        > Ona kiedys w normalnej rozmowie mowila ze jak wybucha takim gniewem to pozniej
        > inni jej mowia jak bardzo zle to wygladalo, ona pamieta ze akcja miala miejsce
        > ale w jej ocenie nie bylo w niej nic nadzwyczajnego, ot zdenerwowala sie.
        > Bylo widac na poczatku ze sie probuje kontrolowac, podnosila glos i starala sie
        > znizac ale potem jakby wszystko sie urwalo.... tsunami sie rozszalala...

        Tez standard - od luznej uwagi polgebkiem w pare minut do monologow godnych Hekabe, rozdzierajacych szlochow i latajacych bibelotow a potem obraza na caly swiat, ze ten glupi glob nie chce sie krecic wokol niej.
        Wyglada to na zwykly mlodzienczy narcyzm + histrionizm. :P
        Czasem mija z wiekiem, czasem nie - w tym drugim przypadku przygotuj sie na powtorke z rozrywki w wykonaniu wnusiow.
        Jak dotad zadna choroba z tego nie wyziera.
        Corka, z tego co piszesz, niezle sobie radzi, podczas gdy charakterystyczny dla chorych psychicznie jest brak osiagniec, nawet przy wysokiej inteligencji.
        Niestety, brak choroby psychicznej nie oznacza automatycznie sielanki.

        >. Wogole nie mozna z nia rozmawiac
        > na taki temat bo znow ryzykuje sie podobna reakcje a jej siostruy i ojciec boja
        > sie jej....

        Byc moze o to jej chodzi - by grozba kolejnej sceny rodem z Sofoklesa trzymac rodzinke w szachu.

        Jesli moge cos doradzic: "histrionik" znaczy aktor. Aktor do prezentacji swej sztuki potrzebuje jednego - publicznosci.
        Rodzina wpadajac w ta sama gre - klocac sie, przekonujac, "pochylajac z troska", straszac specjalistami/szpitalem/kaftanem bezpieczenstwa, wywlekajac prawdziwe i urojone "winy" i "traumy", obrazajac sie, ponuro obwieszczajac "jestes chora", "przez ciebie umrze: ojciec na serce, matka z rozpaczy, dziadek ze zgryzoty "itd itp - sluza aktorce jednoczesnie za chorus i publike.

        Jesli rodzina nie podejmie gry, aktorka, widzac ze numer pt. "psychodrama" nie dziala, predzej czy pozniej da sobie siana z ta forma ekspresji.

        Wiem, co zapytasz - jak nie podjac gry i przezyc?
        Sa dwie metody:
        1. Metoda zdartej plyty - normalnie poleca sie ja lekarzom w kontaktach z roszczeniowymi pacjentami, ale w rodzinie tez dziala.
        Polega na tym, by nie dac aktorce zboczyc z tematu - jesli np. wini Cie o rozwod, odpowiadasz niezmiennie np. "nie moglam dluzej zniesc zycia z nim". Jesli zaczyna cos w stylu "przez twoje widzimisie cierpialam bo kolezanki mnie wytykaly", odpowiadasz to samo. Jak trzeba, jeszcze raz to samo. I jeszcze raz. Az zrozumie, ze wiesz, co robisz, nie masz zamiaru roztrzasac tej sprawy ani dac sie wpuscic w spirale poczucia winy i krzywdy.

        2. Przerwanie komunikacji - gdy widzisz, ze sytuacja zaczyna wymykac sie spod kontroli i za chwile bedzie fortissimo, oznajmiasz raz a dobrze "nie bede rozmawiac w taki sposob" - i wycofujesz sie z placu boju, nie podejmujac dyskusji az aktorka sie nie uspokoi a ewentualne pobojowisko nie zostaje uprzatniete.
        Wazne jest, by nie wracac pozniej do tych wydarzen - nie oznajmiac ponuro "porozmawiajmy o twoim zachowaniu", nie sugerowac chorob i lekarzy. Ewentualne przeprosiny przyjac chlodno i spokojnie, unikajac karpikow, niedzwiadkow i lzawych scen pojednania.

        Jeszcze jedno - pisze "aktorka" dla zobrazowania zachowania, ale nie znaczy to, ze te cale sceny sa z jej strony symulacja - nawet jesli czesciowo sa one obliczone na efekt, to corka naprawde traci panowanie nad soba. I na pewno jej potem wstyd i wolalaby byc bardziej opanowana - jednak duma nie pozwala sie jej do tego przyznac.

        Przerwanie "psychodramy" pomoze jej w tym sensie, ze pozwoli jej zdac sobie sprawe, ze to JEJ zachowanie jest problemem a nie jakies rodzinne zaszlosci, co pozwoli jej poszukac pomocy.
        Jesli uzna, ze z pomoca psychologa latwiej nauczy sie kontrolowac emocje, sama poszuka terapeuty.
        • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 21:05
          Bardzo dobre wskazówki wobec zachowań histrionicznych. Z tym, ze wydaje mi sie, ze poniewaz Cynta wspomina, ze córka osiąga autentyczne sukcesy na trudnych studiach, to prawdopodobnie nie jest to ten rys osobowości, bo wobec innych nie ma oznak dramatyczności. Natomiast sa oznaki znacznej pewnosci siebie i władczości. Mysle, ze problem jest w komunikacji w rodzinie, szczególnie z matką i prawdopodobnie polega na komunikacji na poziomie ról trójkąta dramatycznego na tle walki i władzę nad druga osoba i nadmiarowej pewnosci siebie. Cynta wspominała o swoich przejsciach, córka jest chyba tez perfekcjonistką i jest surowa wobec siebie. Być moze nawet wyrażając agresje wobec matki, która szuka porozumienia w istocie projektuje własne obawy przed dostrzeżeniem swej niedoskonałosci.
          To by tłumaczyło tym większą agresję im bardziej matka dązy do porozumienia.
          • cynta Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 21:26
            Super te wasze analizy! naprawde czytam z zapartym tchem i ... w sumie sie zgadzam, tzn. za malo sie znam na psychologi zeby sie nie zgadzac. Ten ostatni incydent byl dla mnie dosc inny od poprzednich: po raz pierwszy nie bylam z rownowagi wyprowadzona ja, poprzednio konczylo to sie ostra pyskowka po obu stronach, tym razem ona wrzeszczala (demolowala drzwi wejsciowe, poplula sie, obsmarkala i wogole) a ja bylam coraz spokojniejsza... jakby chlod wokol mnie powstal i to mi nie dawalo sie zdenerwowac.
            Dodam jeszcze ze faktycznie macie racje co do sukcesow : jak na 24 lata to duzo osiagnela: swietnie skonczone pierwsze studia, dostanie sie na obecna uczelnie (#9 w US w jej dziedzinie), 4 jezyki, studia w Hiszpanii, podroz dookola swiata itp... jest sie czym chwalic i z czego uczyc...

            Natomist mnie interesuje Wasza wersja na: "co ja mam teraz zrobic?"

            1. Druga corka z koleji konczy studia w maju. Mial byc wspolny obiad : 4 siostry, tata, i mama z partnerem.... niestety ta koncowka jest dla nich nie do przegryzienia ... i co teraz zrobic? Nie isc na obiad niech ida same bez mamy z partnerem?, isc kiedy indziej bez reszty? Jak to ugryzc? (dodam ze ta najstarsza w swojej furii bardzo brzydko wyrazala sie o partnerze)

            2. Czwarta siostra jest mala, ma 8 lat. Reszta ja czesto zabiera na rozne zajecia, wyjazdy itp. Czy mam na to bez zadnych objekcji pozwolic? Troche sie obawiam ze ja tam indoktrynuja... a ona akurat nie ma zadnego problemu z niczym...
            • sabinac-0 Re: agresja doroslego dziecka 13.03.11, 14:34
              cynta napisała:

              > 1. Druga corka z koleji konczy studia w maju. Mial byc wspolny obiad : 4 siostr
              > y, tata, i mama z partnerem.... niestety ta koncowka jest dla nich nie do przeg
              > ryzienia ... i co teraz zrobic?

              Sama sie pograzasz.
              Wlasnym zachowaniem dajesz corkom do zrozumienia, ze czujesz sie winna iz smialas pomyslec o wlasnym szczesciu.
              Nie dosc ze "dla corek" jestes gotowa zniesc towarzystwo bylego na rodzinnych spedach, to jeszcze sie zastanawiasz, czy nie zrobisz corkom straaaasznej krzywdy przychodzac w towarzystwie mezczyzny, ktorego kochasz.

              A dziewczyny sa inteligentne i wladcze, wiec graja na Twoim poczuciu winy bys tanczyla jak one zagraja.

              Panny dasaja sie, ze widok Twego faceta jest im przykry, ale zadna z nich sie nie zastanawia, czy Tobie sprawia przyjemnosc widok bylego.
              Co gorsza, Ty sama zdajesz sie nad tym nie zastanawiac.

              Jesli Ty sama uznasz wlasne, a nie tylko cudze, prawo do zycia po swojemu, sama bedziesz wiedziala, jak rozwiazac obiadowy wezel gordyjski.

              > 2. Czwarta siostra jest mala, ma 8 lat. Reszta ja czesto zabiera na rozne zajec
              > ia, wyjazdy itp. Czy mam na to bez zadnych objekcji pozwolic? Troche sie obawia
              > m ze ja tam indoktrynuja...

              Przemawia za tym lek przed wypuszczeniem steru z rak.
              Mam wrazenie, ze panicznie boisz sie dezaprobaty ze strony corek - ze drecza Cie wyrzuty sumienia ze jestes "zla matka", bo wpojono Ci ideal Matki Poswietliwej, znoszaca "dla dobra dzieci" wszelkie razy i kopniaki.

              Matczyna mieszanka poswiecenia i wladczosci, samobiczowania i samouwielbienia, poczucia winy i poczucia krzywdy, jest gorsza niz dynamit.

              Powstaje tzw. "triada matczyna" - narcyzm (pragnienie bycia w centrum uwagi), histrionizm (sklonnosc do teatralnych zachowan) i kompulsywnosc (dazenie do kontrolowania otoczenia), ktora nie dosc ze doprowadza do scen godnych greckiej tragedii, to jeszcze udziela sie corkom - a potem ich corkom i ich wnuczkom.

              Zrozum, i tak nie zdolasz kontrolowac mysli i uczuc najmlodszej corki, chocbys ja odciela od wszelkich "indoktrynacji" (czyt. kontaktow z ludzmi) i wsadzila pod szklany klosz.

              Jesli nawet ja "przekabaca" - czy to cos zmieni w Twoim zyciu?
              • cynta Re: agresja doroslego dziecka 13.03.11, 19:22
                Jest duzo racji w tym co piszesz... Dla uscislenia: ja sie nie zastanawiam : zostalo mi powiedziane ze 1 obiad ze wszystkimi nie wchodzi w gre i one kombinuja jakies inne obiady w innych konfiguracjach.... to wlasnie moje dociekanie dlaczego nie moze byc 1 obiad wywolalo furie bedaca obiektem tego watku...
                Ja nie mam problemu z obecnoscia exa, mnie sie duzo lepiej uklada niz jemu wiec..... moj partner i ex znaja sie i rozmawiaja, tak chcial jeden i drugi dla dobra malej.... Tylko starsze corki powoduja problemy...
                • sabinac-0 Re: agresja doroslego dziecka 13.03.11, 19:47
                  cynta napisała:

                  > one kombinuja
                  > jakies inne obiady w innych konfiguracjach....

                  Nie masz obowiazku organizowac dziesieciu przyjec tylko dlatego, ze sie dziewczynom wymysli dziesiec konfiguracji.

                  Mam wrazenie, ze desperacko usilujesz wszystkich pogodzic.

                  > Tylko starsze corki powoduja problemy...

                  One sa dorosle. Tak jak Ty nie masz prawa ingerowac w ich zycie, tak one nie maja prawa ingerowac w Twoje.
            • kimonabike Re: agresja doroslego dziecka 13.03.11, 16:26
              Druga corka z koleji konczy studia w maju. Mial byc wspolny obiad : 4 siostr
              > y, tata, i mama z partnerem.... niestety ta koncowka jest dla nich nie do przeg
              > ryzienia ... i co teraz zrobic?

              Porozmawiać z córką, która będzie bohaterką dnia. Ona decyduje o liście gości. Dostosować się do jej życzenia. Prawdopodobnie będziesz miała wybór: sama lub wcale. Ale zawsze to jakiś wybór. Albo robisz to dla niej albo skupiasz się na "postawieniu na swoim". Myślę że Ty i córki jesteście do siebie bardzo podobne. W końcu dorastając wzorowały się na Tobie. Jeśli chcesz cokolwiek zmienić traktuj je tak, jak sama chciałabyś być traktowana. Szanuj ich zdanie, nawet jeśli jest inne od Twojego.
              • cynta Re: agresja doroslego dziecka 13.03.11, 19:26
                Chcialabym bardzo uszanowac ich zdanie ale ono nie moze byc rozkazem dla mnie jak mam postepowac. Masz racje po prostu nas na obiedzie nie bedzie... trudno, bedziemy na ceremonii, pogratulujemy, damy kwiaty itp.... nawet mamy cos do zalatwienia w okolicy wiec jest ok....
      • velwod Brak kontroli impulsow... 12.03.11, 21:09
        kiedy dziecko krzyczy, wyzywa, demoluje fragmenty domu, zyczy smierci itp...
        ___
        Ma ta specyfike, ze gdy nie jest poddany 'leczeniu' to ma zwyczaj poglebiac sie az stanie sie rzecz tragiczna. Wlasnie taka silna zlosc, doprowadza do wielu przestepstw.
        Czesto wystepuje u osob z bordeline. Samo bez pomocy raczej nie mija.
        Jezeli corka nie chce sie podjac terapii, czy leczyc to zaburzenie, to Ty szukaj pomocy aby moc nauczyc sie reagowac na nia czy nawet dojsc do sedna sprawy skad to sie wzielo, pod wplywem jakich czynnikow, co masz zrobic aby jej pomoc. jest pomoc tzw. aktywna i bierna.
        Bardzo ciekawa jest tzw. pomoc bierna.
        Jest zawsze czas aby bledy wychowawcze naprawic lecz trzeba dzialac cos robic, a nie czekac.
    • gadagad Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 21:25
      Panowanie nad tobą, jest jakąś matrycą wyniesioną z dzieciństwa. Zmienić to możesz swoim zachowaniem.Rozwiodłaś się z mężem, ale nie z systemem.Ty też się tego systemu trzymasz, bo jego ramach chcesz siebie wygrać, a to się nie udaje. Przemebluj siebie. Inaczej reaguj, znajdź inne argumenty. Musisz mieć poczucie winy, że można po tobie tak jeździć. Córka nie boji się, że swoim zachowaniem ciebie straci.
      • cynta Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 21:31
        Ja juz sie zmieniam, jestem w trakcie ... niestety to wlasnie te zmiany doprowadzaja ja do szalu. Np. Kiedy mowie: "nie jestem odpowiedzialna za Twoje uczucia, to Ty je generujesz i wybierasz jak chcesz czuc" Ona wrzeszczy: "pie.... caly ten twoj buddyjski crap, nie pie.... glupot, psychopatka, idz sie leczyc itp.."
        Ona nie boi sie ze mnie straci, caly czas mi grozi ze ja strace je ... (nie zaprosimy cie na Swieta, nie zobaczysz wnukow ,,, itp...)
        • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 22:30
          "Nie jestem odpowiedzialna za Twoje uczucia"....niewlasciwy komunikat. Umywasz rece, dystansujesz sie. To rodzaj subtelnej formy agresji. Mowisz jej "to ty masz z soba problem, nie ja".
          • cynta Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 23:17
            A nie jest tak? Nie mam wlywu na to co ona czuje, nikt nie ma wplywu na uczucia innych ludzi, uczucia rodza sie w nas... w kazdym razie ja tak uwazam. Wiec jak ona mowi "nie kochasz mnie" ja mowie "kocham" i jezeli chcesz to czuc to musisz Ty zmienic Twoje myslenie a nie ja moje postepowanie... Nie chce zdystansowac sie od niej, tylko od jej wymuszania na mnie czegos, w tym przypadku zachowan "potwierdzajacych" milosc ..

            to.niemozliwe napisał:

            > "Nie jestem odpowiedzialna za Twoje uczucia"....niewlasciwy komunikat. Umywasz
            > rece, dystansujesz sie. To rodzaj subtelnej formy agresji. Mowisz jej "to ty ma
            > sz z soba problem, nie ja".
            • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 23:29
              Acha, rozumiem. Twoja sytuacja jest i typowa i "zakleszczona". Przespie sie z tym, bo interesuje sie komunikacja i jej znaczeniem.
              Ale chyba trzeba by szukac rozwiazania typu "gruba kreska", "reset"...:-)
        • gadagad Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 22:54
          Spróbuj jej mówić tylko o sobie.Jej nie komentuj i nie oceniaj. Mów co ty czujesz, jak odbierasz, jak zareagujesz na jej zachowanie. No i co jest twoją potrzebą, z której nie zrezygnujesz - dlatego, że tak chcesz. A jeśli ona twoich potrzeb nie akceptuje, to może ci być tylko przykro.Ale jesteś otwarta na kontakt, bez agresji.
        • mona.blue Re: agresja doroslego dziecka 12.03.11, 23:36
          cynta napisała:

          > Ja juz sie zmieniam, jestem w trakcie ... niestety to wlasnie te zmiany doprowa
          > dzaja ja do szalu. Np. Kiedy mowie: "nie jestem odpowiedzialna za Twoje uczucia
          > , to Ty je generujesz i wybierasz jak chcesz czuc" Ona wrzeszczy: "pie.... caly
          > ten twoj buddyjski crap, nie pie.... glupot, psychopatka, idz sie leczyc itp..
          > "
          > Ona nie boi sie ze mnie straci, caly czas mi grozi ze ja strace je ... (nie zap
          > rosimy cie na Swieta, nie zobaczysz wnukow ,,, itp...)

          Komunikat ty jest zawsze odbierany jako atak. W komunikacji zaleca się stosowanie komunikatu ja - co ja czuję, uważam itd.

          Dalej piszesz o tym, że ona próbuje wymusić zmianę Twojego zachowania, na którą nie chcesz się zgodzić, a jednocześnie komunikujesz jej - ty musisz zmienić swoje myślenie - nie możesz jej tego narzucić, tak jak ona nie może narzucić tobie. Może poczytaj coś o nieofensywnej komunikacji.
          • renkaforever Re: agresja doroslego dziecka 13.03.11, 13:36
            Kiedys , bedac na wakacjach mialam moze 10 lat bylam swiadkiem takiej klotni matki z dorosla corka, zyczyly sobie smierci i najbardziej wyszukanych tortur, obrazaly siebie w tak wyrafinowany sposob, ze nie sposob tego powtorzyc. Ale wtedy czulam strach, mimo, ze moglam po prostu oddalic sie i nie sluchac . Sluchalam jak zauroczona, pol wsi tego sluchalo i ludzie sie smieli. Ja przerazona i zamarla w miejscu, stalam z rozdziawiona geba i sparalizowana strachem. To byly proste, wiejskie baby, kobiety nie wyksztalcone, zadna z nich nie umiala pisac, podpisywaly sie krzyzykiem. I chyba poplynely te geny do Hameryki, panie:)) I tera co piaty hamerykanin jest w depresji albo bipolar.
            • iluzja3 Re: agresja doroslego dziecka 13.03.11, 16:09
              "a ja bylam coraz spokojniejsza... jakby CHLOD wokol mnie powstal i to mi nie dawalo sie zdenerwowac."
              ciekawe co to za chlod?
          • cynta Re: agresja doroslego dziecka 13.03.11, 19:29
            ok. dobra rada, dzieki, postaram sie zastosowac, choc juz niejeden raz uslyszalam ze ciagle mowie "ja" ze ciagle chodzi mi o mnie, ze to egoizm.. itp....

            Nie chce jej narzucic mojego sposobu myslenia, chce tylko powiedziec ze moj jest inny i dlatego nie mozemy sie porozumiec, ale ona nie dopuszcza innych "prawd" jest tylko jedna: jej
            • ewax100 Re: agresja doroslego dziecka 13.03.11, 20:36
              Myslę ,że są granice ,których przekroczyć niewolno nikomu.Niestety-sa osoby,które tego nie rozumieją i nie dośc że same nie przeproszą to nawet nie przyjmą wyciągnietej ręki do zgody.
              Taki brak panowania nad swoimi emocjami,brak poczucia winy czy jakiegoś wstydu chyba jednak o czymś świadczy.Zwykle jesli ktoś w przypływie emocji obrazi to po czasie przychodzą jakies refleksje że coś jest jednak nie tak ale chyba nie każdy tak ma...
              Do cynty- otrzymałaś maila?
              Myślę że normalni ludzie moga mieć odmienne zdania co wcale nie musi oznaczać narzucania czegoś.No ale niektórzy tak mają że jesli masz odmienne zdanie to jesteś wrogiem i porozumienia brak.
            • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 13.03.11, 21:00
              Powiedz mi, właściwie, to jaki cel chcesz osiągnąć, co chcesz osiągnąc w sprawie , którą opisujesz? Tak naprawdę - jaki chcesz osiągnąc efekt? Bo zaleznie od tego sposób postepowania jest inny.
              • cynta Re: agresja doroslego dziecka 14.03.11, 01:18
                Hummm... Chcialabym aby moje corki zrozumialy ze mam prawo byc szczesliwa i ulozyc sobie zycie tak jak ja uwazam to za wlasciwe i z kim... Chcialabym aby zaakceptowaly mojego partnera (na poziomie podstawowym, nie musza mu sie rzucac na szyje) i zechcialy uczestniczyc w rzadkich w koncu formach zajec rodzinnych typu swieta, urodziny, obiady niedzielne itp...

                One sie teraz zachowuja tak jakby to on byl problemem, przed tem bylo cacy a teraz jest beeee bo on jest... A to totalna nieprawda! przedtem przyczepialy sie do mnie o niewystarczajace dofinansowanie, o brak ukladow (ale jak najstarsza poznala Balcerowicza w swojej letniej pracy to nawet nie wiedziala kto to jest!!) o nadmierne zainteresowanie (najstarsza wykluczyla, druga grozila wykluczeniem z Facebooka) ....
                Dzieki za pomoc!
                • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 14.03.11, 20:35
                  Ok, czyli z tego, co rozumiem, to chcialabys wiecej szacunku, akceptacji wyborow, wiecej zainteresowania i zyczliwosci.
                  A co one z tego maja miec? Jaka z tego maja miec korzysc?
                  • cynta Re: agresja doroslego dziecka 15.03.11, 08:44
                    to.niemozliwe napisał:

                    > Ok, czyli z tego, co rozumiem, to chcialabys wiecej szacunku, akceptacji wyboro
                    > w,
                    TAK

                    wiecej zainteresowania i zyczliwosci.
                    Niekoniecznie, ale moze byc, taki bonusik

                    > A co one z tego maja miec? Jaka z tego maja miec korzysc?
                    Nie jestem pewna co masz na mysli? Jaka korzysc? materialna?
                    Wszyscy skorzystalibysmy a sympatycznej komunikacji, normalnie to my mamy ogromna ilosc tematow do poruszania, kazda z nas z innej beczki (jedna na prawie, druga idzie na medycyne, trzecia na francuskim, ja tez w medycznych klimatach robie) , interesujemy sie roznymi sprawami, dowcip tryska i wogole mogloby byc bardzo fajnie ... Czy to korzysc?
                    A w warunkach nieakceptacji nie da sie pogadac, trzeba patrzec zeby czegos nie powiedziec co wywola burze ...
                    Inne plusy? nie wiem... co by potrzebowaly.... jesli moge z partnerem je odwiedzac to robi sie fajnie, mozna pozwiedzac okolice, zjesc cos dobrego, .. pobyc milo razem

                    Z takich glebszycgh plusow to bardzo bym chciala aby poobserwowaly sobie moj nowy zwiazek i nauczyly sie czegos dla siebie ... aby choc sprobowaly znalezc prawdziwa milosc w sobie i w innych.... aby ich dorosle zycie "w parze" bylo czym wiecej niz typowo amerykanska kohabitacja na poziomie 1 ....

                    O to Ci chodzilo?
                    • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 15.03.11, 09:30
                      Prawie o to. A Ty ile czasu się uczyłaś czegoś dla siebie? Ile lat?
                      • ewax100 Re: agresja doroslego dziecka 15.03.11, 13:08
                        Czy jesli Cynta oczekuje więcej życzliwości,zainteresowania,szacunku od córki -to musi z tego wynikać dla drugiej strony jakaś korzyść? Czy w życiu jestesmy dla kogoś życzliwi i okazujemy innym szacunek dla korzyści? a gdzie tu miejsce na serce ,na zwykłe odruchy ludzkie?tymbardziej do matki?
                        Zainteresowanie czy życzliwośc okazujemy zupełnie obcym ludziom często więc dlaczego nie matce?
                        • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 15.03.11, 13:17
                          Ewa, usiłuję zachęcić Cyntę do spojrzenia na problem z punktu widzenia córek. One mają jakis obraz matki, partnera, sytuacji... Tak, ludzie zwykle godzą sie na zmiany widząc korzyści dla siebie, albo widząć wizję siebie w korzystnej, lepszej sytuacji. To jest warunek konieczny. Dla córek Cynty nie jest korzyscią wystarczająca, ze matka doprowadzi do tolerowania obecnosci partnera przez córki. One nic z tego nie będą miały, zadnej wewnętrznej nagrody, motywacji.
                          Ewa, masz na tyle empatii, zeby wyjść z kokonu własnych problemów i spojrzec na sytuację oczami drugiej strony?
                        • adriana_ada Re: agresja doroslego dziecka 15.03.11, 13:21
                          ewax100 napisała:

                          > Zainteresowanie czy życzliwośc okazujemy zupełnie obcym ludziom często więc dla
                          > czego nie matce?

                          To.niemozliwe zachecil Cie do spojrzenia na to oczami innej osoby, o okazanie empatii. Ale pomysl Ewa, co tam matka i co tam szacunek. Wezmy na przyklad kraje, gdzie mezczyzna moze byc posiadaczem kilku zon, jezeli stac go na to, zeby je kupic. Matka kopnie w kalendarz, czy znudzi sie malzonkowi, ktory ja gdzies tam ukamieniuje, a potomstwem zajma sie pozostale. Tez nikt nie zaprzeczy, ze taka jest brutalna prawda.
                      • cynta Re: agresja doroslego dziecka 15.03.11, 14:09
                        :) dluuuuuuuuuuuuugo! az do po rozwodzie..... choc moja matke zrozumialam nieco wczesniej... Chcesz powiedziec ze jak im obiecam comiesieczne pensje to beda bardziej otwarte na rozwiazanie tego problemu? Niestety nie obiecam bo mnie na to nie stac .... :(
                        • ewax100 Re: agresja doroslego dziecka 15.03.11, 17:50
                          "masz na tyle empatii, zeby wyjść z kokonu własnych problemów i spojrzeć na sytuację oczami drugiej strony? "
                          hmm.:) tak mam ale jakoś trudno mi uwierzyć aby ktoś mógł tak spojrzeć:) choć jest to możliwe.. ale osobiście cenię ludzi którzy są życzliwi tak bezinteresownie a nie dla zysku jakiegoś..
                        • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 15.03.11, 21:13
                          Nie, nie w tym rzecz. Nie wiem, dlaczego wciąż uważasz, ze "coś komus dac", to dac kasę, albo jakiś inny gift.
                          Ponieważ taka trudna rozmowa sprowadza sie do zaproponowania nowego, otwartego i uczciwego "kontraktu", nowego rozdania w stosunkach, nowych reguł, to musi temu towarzyszysz pewne zamknięcie starych spraw i otwarcie nowych. Często bywa tym czymś dramatyczne wydarzenie, smierć, choroba, cięzki niedostatek, tj, takie wydarzenie, ktore sprowadza istniejące relacje do poziomu wręcz egzystencjalnego. Wtedy, kiedy zastanawiamy się nad kimś i myslimy o nim "dobrze, ze w ogóle ktoś taki jest koło mnie".
                          Czy Ty rozumiesz, ze one własciwie, to największy żal mają do Ciebie o to jaka bylaś i że az tak długo szukałas swojego miejsca? Że to trwało całe ich życie?
                          Szczerze, to nie wiem, czy dasz rade, bo do tego potrzebny jest ktos z boku, mentor, ktos, kto tym dziewczynom da troche do myslenia. Ty, ze wzgledu na zaangazowanie słabo sie do tego nadajese, ale...zawsze mozna spróbowac.
                          Musiałabys sie przygotowac do arcytrudnej rozmowy, ktora moze miec burzliwy i niewygodny dla Ciebie przebieg, i własnie dlatego mając na względzie jej znaczenie i cel - wymagac będzie od Ciebie ogromnych obszarów cierpliwosci i milosci.
                          Pisałem o języku słonia - mozna tez mowic o jezyku zyrafy, zwierzęcia o największym sercu na świcie (ponoć) :).
                          Nastaw sie na język żyrafy, który jest silny swoja dobrocią i madroscia i wyzbywa sie nienawisci, szyderstwa, wykazywania racji, ale jedynie i aż - proponuje uczciwe i oparte na zaufaniu relacje.
                          Kluczem jest przyznanie sie przez Ciebie wobec córek, ze zawiniłas wobec nich i siebie, ze aż tak dlugo trwało szukanie tego wewnętrznego spokoju, który teraz masz. To jest ewidentnie Twój błąd i Twoja wina, za który one niezasłużenie cierpiały.
                          I własnie dlatego, ze nie chcesz juz więcej powtarzazać tych błędów, które popelniłaś, mając na względzie to, że jest mozliwe porozumiewanie się w oparciu o zaufanie, szczerość, miłość, swiadomosc tego, ze Ty ich bardzo potrzebujesz, i że one potrzebują Ciebie, ze nie musicie sie ranic - zaproponuj otwarcie nowego sposobu komunikowania, do którego nauczenia się będziecie dążyły. Że ta nauka bedzie trudna i długotrwała, ze nie da się w jednej chwili wymazać tych złych nawyków, ale ze wierzysz, ze przyszłośc, jaka się przed Wami jawi, o ile wprowadzicie w czyn te proste, uczciwe zasady - jest realna szansa, ze ta przyszlosc będzie o niebo lepszej jakości niż dotychczas.
                          I dlatego daj im w prezencie książki z prosbą o uważne przeczytanie i przemyslenie, jak mozna je zastosować do waszych relacji, tak, byscie wszystkie odczuły zmianę na lepsze.
                          Powiedz, ze nie masz w zamiam zadnych pretensji i oczekiwań, ze wierzysz, ze są mądrymi osobami i zrozumieja, ze bardzo Ci zalezy, bo je kochasz. I ze jeszcze raz prosisz o wybaczenie, ze tak pozno zrozumiałaś tak ważne rzeczy.

                          O, tak, moim zdaniem powinna wygladac twoja rozmowa. Tylko Ty i córki, bez Twojego partnera, bez świadków. Poczestuj je najpierw czyms, co lubia, zadbaj o atmosferę, zrób kawe, herbatę, kup ciasto, kup im po drobnym upominku, pokaż, ze je kochasz.
                          Z tym, ze nie mozesz formułowac zadnych oczekiwań, zadnych prósb o uczestnictwo w kolacji z partnerem, o jego akceptacje.
                          Daj im czas na przemyslenie, na wyrobienie sobie zdania i na przyswojenie mentalne nowej, mozliwej sytuacji, ze mozna cos zmienić.
                          Akceptacja dla twojego mężczyzny przyjdzie wraz z akceptacja prze nie Ciebie. A to sie buduje na zaufaniu i wartosciach.
                          Nie wiem, czy Ci to trafia do przekonania, bo to jest pod prąd twoich dotychczasowych doswiadczeń...:)
                          Proponuję Ci
                          • cynta Re: agresja doroslego dziecka 15.03.11, 22:24
                            Dzieki.. Pierwsze wnioski, miedzy jednym zwierzatkiem eksperymentalnym a drugim:
                            1. Jakbym nie wiedziala ze moj facet nie ma czasu to bym uznala ze zostal moderatorem tego forum ;)
                            2. Ide rozumiem, szczegoly mniej, a mianowicie:
                            3. Mam je przeprosic ze wczesniej nie stalam sie taka jaka jestem teraz? ale to wlasnie jest ich glowny zarzut: brakuje im tej starej poprzedniej mamusi, wkutej na maxa, wrzeszczacej o byle co i lekko wstawionej w calym wolnym czasie.... o to im chodzi ze nie jestem taka jak kiedys.... Ujely to krotko stwierdzeniem: "You are not such a ...bitch any more" i to byl zarzut!!!

                            jak mozesz to mi to wytlumacz....

                            A co do materialnych giftow to wlasnie one ujmuja to w ten sposob: milosc to dawanie czegos konkretnego, udowadnianie ze kochasz to lozenie, a jak uzywam MOICH pieniedzy inaczej niz one aprobuja to znaczy ze ich nie kocham i nie zalezy mi na nich...
                          • sabinac-0 Re: agresja doroslego dziecka 16.03.11, 13:39
                            to.niemozliwe napisał:

                            > Ponieważ taka trudna rozmowa (...)
                            > Musiałabys sie przygotowac do arcytrudnej rozmowy, (...)
                            > Nastaw sie na język (...)
                            > Kluczem jest przyznanie sie przez Ciebie (...) Twój błąd i Twoja wina,
                            > - zaproponuj otwarcie nowego
                            > sposobu komunikowania, (...)

                            Widze, ze wciaz tkwia w nas cukierkowe sceny finalne z familijnych filmikow, gdzie jedna burzliwa psychodrama, zakonczona nieodmienne zbiorowym obejmowaniem sie i niesmiertelnym dialogiem "I love you mum...I love you to baby" w magiczny sposob rozwiazuje wszelkie rodzinne problemy, chocby nie wiem ile lat i pokolen one trwaly.
                            Scena ta jest o tyle sugestywna, co falszywa.

                            Mysle, ze takich "kluczowych", "przelomowych", "arcytrudnych" rozmow, zaczynajacych sie od aktow ekspijacji, poprzez prezentacje zalow, pretensji i oczekiwan wobec drugiej strony, konczacych sie bombastycznymi deklaracjami o wprowadzeniu "nowego ladu", lzami, karpikami, niedzwiadkami itp., autorka watku i jej corki przerobily juz na peczki.

                            Dlaczego efekt owych psychodram jest mizerny lub zgola zaden?
                            Ano dlatego, ze dopoki bedziemy sie nastawiac na to, by druga strona sie dla nas zmienila, nie zyskamy nic oprocz mozliwosci wykrzyczenia swoich zalow, upuszczenia pary i chwilowego spokoju - do nastepnej klotni.

                            W tym przypadku warto zacytowac popularna piosenke:
                            "Siempre supe que es mejor, cuando hay que hablar de dos
                            Empezar por uno mismo"
                            (zawsze wiedzialam, ze gdy sprawa tyczy dwojga, najlepiej zaczac od siebie).

                            Zamiast kolejnej "przelomowej rozmowy o nowej komunikacji" lepiej po prostu samej, jednostronnie na poczatek, zmienic sposob kontaktu z corkami.

                            Zamiast dawac im ksiazki z sugestia "przeczytaj i popraw sie", ktory to gest jest w rzeczywistosci zawoalowanym przytykiem, przeczytac te ksiazki samej.
                            • cynta Re: agresja doroslego dziecka 16.03.11, 14:27
                              Ku takiej opcji sie sklaniam rowniez ze wzgledu na okolicznosci: nie wiadsomo kiedy sie znow spotkamy wszystkie razem. A sytuacja sie byc moze zaogni gdyz moj partner, chwilowo nieobecny wlasnie wraca wiec.... coz! zobaczymy
                              A moge konkretne tytuly poprosic? Pojde, kupie... latwiej bedzie...
                              Dzieki



                              PS. Nie wiesz czasem gdzie porzadnego jamnika kupic, dlugowlosego, na Pd. Stanow :)))))
                              • sabinac-0 Re: agresja doroslego dziecka 16.03.11, 16:17
                                cynta napisała:

                                > A moge konkretne tytuly poprosic? Pojde, kupie... latwiej bedzie...
                                > Dzieki
                                >
                                Polecam bardzo dobra ksiazke o zaleznosci emocjonalnej: Lucia Extebarria "Ja juz nie cierpie z milosci" - quazi poradnik o szkodliwosci mitu poswiecenia i "wielkiej milosci po grob".
                                Quazi, poniewaz autorka nie jest psychologiem, lecz powiesciopisarka. Jej najlepsza chyba pozycja jest "Milosc, ciekawosc, Prozac i watpliwosci", wspomnialam o niej w watku "co czytac".

                                Polecam tez znana pozycje "Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci" i "Jak mowic, by dzieci nas sluchaly, jak sluchac, by dzieci do nas mowily", pisane przez dwie psycholozki, nie pamietam ich nazwisk.

                                > PS. Nie wiesz czasem gdzie porzadnego jamnika kupic, dlugowlosego, na Pd. Stano
                                > w :)))))

                                Niestety nie wiem. :/
                                • cynta Re: agresja doroslego dziecka 16.03.11, 16:56
                                  Dzieki, chyba dam rade znalezc tytuly po angielsku...
                                • mona.blue Re: agresja doroslego dziecka 16.03.11, 17:03
                                  Autorki to Adele Faber i Elaine Mazlish, nie są one psycholożkami, tylko matkami, które uczestniczyły w grupie dla rodziców, opartej o program wychowania bez przemocy. Ze względu na wiek córek polecałabym raczej Jak mówić do nastolatków, żeby nas słuchały. Jak słuchać żeby z nami rozmawiały, nie sugerując się słowem nastolatków - jest to książka o przyjaznej i skutecznej komunikacji. I chyba już pisałam o książce Ewy Woydyłło My rodzice dorosłych dzieci i inne jej książki, które mogą stanowić bazę do samorozwoju.
                                  • sabinac-0 Re: agresja doroslego dziecka 16.03.11, 17:14
                                    mona.blue napisała:

                                    > Autorki to Adele Faber i Elaine Mazlish,

                                    Dzieki, nie pamietalam. :)
                            • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 16.03.11, 21:27
                              > Widze, ze wciaz tkwia w nas cukierkowe sceny finalne z familijnych filmikow, gd
                              > zie jedna burzliwa psychodrama, zakonczona nieodmienne zbiorowym obejmowaniem s
                              > ie i niesmiertelnym dialogiem "I love you mum...I love you to baby" w magiczny
                              > sposob rozwiazuje wszelkie rodzinne problemy, chocby nie wiem ile lat i pokolen
                              > one trwaly.
                              > Scena ta jest o tyle sugestywna, co falszywa.

                              Zgadzam sie, ze kierowanie się scenariuszami filmowymi do niczego nie prowadzi, dlatego nie opisałem tego, co powyzej kwestionujesz. Moja propozycja jest prosta. Sens przekazu jest "dałam ciała, ale już mam dość, pomóżcie mi w tym". To jest sens, tego, co przedstawiłem. Przy czym komunikacja powinna być dostrojona do odbiorcy. Sama kilka postów powyżej twierdziłaś, ze córka ma cechy histrioniczne, to przypomnij sobie, jak nauczają, jak z taką osoba rozmawiać....;)
                              I najwazniesze, gdzie w moim schemacie jest happy end i rzucanie sie sobie w ramiona? jest kontrakt na fair zasadach o jasno sprecyzowanym, wspólnym celu. Tak się buduje przyszłosc. Do zbiorowego obejmowania się, to jeszcze droga daleka!

                              > Mysle, ze takich "kluczowych", "przelomowych", "arcytrudnych" rozmow, zaczynaja
                              > cych sie od aktow ekspijacji, poprzez prezentacje zalow, pretensji i oczekiwan
                              > wobec drugiej strony, konczacych sie bombastycznymi deklaracjami o wprowadzeniu
                              > "nowego ladu", lzami, karpikami, niedzwiadkami itp., autorka watku i jej corki
                              > przerobily juz na peczki.
                              Może kłotni to wiele, ale zeby któras byla przełomowa, to nie powiem. Najwyrazniej córki nie wierzą w szczerosc intencji matki, a matka nie potrafi uchylić się od ciosów wymierzanych agresywnymi słowami.

                              > Ano dlatego, ze dopoki bedziemy sie nastawiac na to, by druga strona sie dla na
                              > s zmienila, nie zyskamy nic oprocz mozliwosci wykrzyczenia swoich zalow, upuszc
                              > zenia pary i chwilowego spokoju - do nastepnej klotni.

                              Zgoda, dlatego w takich sytuacjach inicjuje sie kontrakt, juz wyraziłem niepewnosc, czy Cynta bedzie do zainicjowania zdolna, jako osoba uwikłana. To dodatkowa, zasadnicza trudnosc.

                              > Zamiast dawac im ksiazki z sugestia "przeczytaj i popraw sie", ktory to gest je
                              > st w rzeczywistosci zawoalowanym przytykiem, przeczytac te ksiazki samej.
                              Gdzie Ty to przeczytałaś, sorry, ze to pisze, ale czytaj uważniej, bo masz zwyczaj polemizować ze słowami, które nie padły!
                              Juz Ci kiedyś pisałem...

                              "Przyznam chetnie, mysl Twa bystra,
                              Lecz rzecz nader oczywista, Ze ja slowo czasem wiedzie,
                              I ten dystans mnie zdumiewa.
                              Wszak bez nasion nie ma drzewa."

                              Przecież wrecz wyraznie podkreslam, by Cynta wystrzegała sie jakichkolwiek form wywyzszania sie lub pouczania (co zresztą, chyba jest jej przez córki zarzucane "

                              > Zamiast kolejnej "przelomowej rozmowy o nowej komunikacji" lepiej po prostu sam
                              > ej, jednostronnie na poczatek, zmienic sposob kontaktu z corkami.
                              Na jaki? Brac razy na klate? Udawac, ze to deszcz po twarzy spływa?
                              Jezeli ktoś jest agresywny, a adresat agresji nie stawia rzeczowo i asertywnie granic, to wzmaga agresję. Dlatego, zmienienie się i oczekiwanie, ze druga osoba to zauważy jest naiwnoscią. Jezeli agresja jest przejawem walki, to po co jest ona toczona? Żeby wygrac lub przegrać. To jest myslenie walczącej osoby. I co robi, jak widzi, ze przeciwnik sie wycofuje? Wali jeszcze mocniej, bo triumf blisko. Tu juz gra "gadzi mózg", - "Wal, aż zdechnie". Czysty instynk. Nie, tu trzeba aktywnie wychodzić z oferta zmiany reguł gry.
                              Jezeli pwien układ ma naturalne atraktory w których funkcjonuje stabilnie, to skuteczne i trwałe wytrącenie z układu polega na zmianie uwarunkowań stabilnosci, a nie ciągnięciu spręzyny do siebie, bo i tak ona odbije w druga stronę, i to z siłą tym większą im bardziej była naciągnięta.

                              Sabina, dziekuję Ci za krytyczny post.
                              -
                              Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
                              • sabinac-0 Re: agresja doroslego dziecka 16.03.11, 22:44
                                to.niemozliwe napisał:

                                > Sens przekazu jest "dałam ciała, ale już mam dość, pomóżcie mi w tym". To j
                                > est sens, tego, co przedstawiłem. Przy czym komunikacja powinna być dostrojona
                                > do odbiorcy. Sama kilka postów powyżej twierdziłaś, ze córka ma cechy histrioni
                                > czne, to przypomnij sobie, jak nauczają, jak z taką osoba rozmawiać....;)

                                Przede wszystkim, rozmawiac malo i konkretnie, unikajac jak wampir czosnku podnioslych deklaracji w stylu "ja juz nie moge" i rownie podnioslych apeli "poooomoz mi".

                                Nic, co mogloby posluzyc za scenariusz rezyserom oper mydlanych. :D

                                > jest kontrakt na fair zasadach o jasno sprecyzowanym, wspólnym celu.

                                Ciekawe na jakiej zasadzie zalozyles, ze druga strona tez ma zamiar taki uklad podjac.
                                Zbytek optymizmu, obawiam sie, rownie realistyczny jak filmowy happy end. :)

                                Na razie kazda strona usiluje za pomoca szantazu emocjonalnego wymusic na przeciwniku, by poddal sie jej woli.

                                > Najwyraz
                                > niej córki nie wierzą w szczerosc intencji matki, a matka nie potrafi uchylić s
                                > ię od ciosów wymierzanych agresywnymi słowami.
                                >
                                Sadzisz, ze jedna rozmowa wystarczy do przelamania wieloletnich uprzedzen?
                                ;/

                                "I love you, mum...I love to baby"...muzyczka, napisy, chusteczka...

                                > Gdzie Ty to przeczytałaś,
                                >
                                Przeczytaj Twoja wlasna wypowiedz, a znajdziesz.

                                > Na jaki? Brac razy na klate? Udawac, ze to deszcz po twarzy spływa?

                                O pewnych technikach juz napisalam samej zainteresowanej, podalam tez tytuly ksiazek, gdzie mozna znalezc wiecej chwytow. Mysle, ze na razie starczy.
                                • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 17.03.11, 05:14
                                  Czy zalozylem, ze druga strona chce uklad podjac?
                                  Dobre pytanie. Nie wiem, czy chce. Ale istota kontraktu jest tez taka, ze jesli dajesz uczciwa propozycje, dobrze uzasadniona, sformuowana jasnym jezykiem, a ktos to odrzuca, to paradoksalnie, ale twoja pozycja w konflikcie rosnie. Bo gralas fair.
                                  Na razie Cynta miota sie w bezsilnosci, bo druga strona nie potrzebuje kontraktu. I uwazam, ze jesli nie bedzie ze strony corek pozytywnej reakcji na uczciwa propozycje, to przyjdzie pora na wiecej "kija"...ograniczenie kontaktow, mniej szczodrze pieniadze, itd.
                                  Jesli odczytalas moja propozycje dla Cynty rozmowy, jako jakas uleglosc, czy ukorzenie jej, to sie mylisz. To jest rowniez sposob na zbudowanie wlasnej sily wobec agresorek. A tej, chyba troche Cyncie teraz brakuje.

                                  Nie sadze, zeby corka byla histrioniczna, tak, ze opera mydlana nie grozi. Cynta pisze o ponizaniu i wrzaskach, raczej chodzi o wladze, tlo jest sadystyczne.
                                  "Muzyczka, napisy, husteczka" - bzdura, nic takiego nie napisalem! :-)
                                  • sabinac-0 Re: agresja doroslego dziecka 17.03.11, 13:46
                                    to.niemozliwe napisał:

                                    > istota kontraktu jest tez taka, ze jesl
                                    > i dajesz uczciwa propozycje, dobrze uzasadniona, sformuowana jasnym jezykiem, a
                                    > ktos to odrzuca, to paradoksalnie, ale twoja pozycja w konflikcie rosnie. Bo g
                                    > ralas fair.

                                    Tyle ze w konfliktach rodzinnych wygrywa sie nie wtedy, gdy swoje jest na wierzchu, tylko gdy rodzinie jest dobrze razem.

                                    > Nie sadze, zeby corka byla histrioniczna, tak, ze opera mydlana nie grozi. Cynt
                                    > a pisze o ponizaniu i wrzaskach, raczej chodzi o wladze, tlo jest sadystyczne.

                                    A czym jest histrionizm jak nie proba przejecia wladzy i sadystycznym forsowaniem wlasnej wizji swiata poprzez wlazenie ludziom na sumienie?

                                    Caly widz polega na tym, ze jesli corki maja histrioniczne zapedy, na 100% ma takowe rowniez sama autorka - takie zachowania (a wlasciwie taki sposob sprawowania wladzy) przechodzi z pokolenia na pokolenie.

                                    Jestem nieomal pewna (jesli mozna byc czegokolwiek pewna na necie), ze rodzinna opera mydlana ma tam juz kilkaset odcinkow, jesli nie kilka tysiecy. :)

                                    Jednym z problemow histrionika jest to, ze traktuje on telenowele swego zycia i wlasna w niej role smiertelnie powaznie.
                                    Jesli autorka bedzie w stanie zdobyc sie na odrobine dystansu do siebie i autoironii, bedzie mogla wyjsc ze swej serialowej roli - z niewatpliwa korzyscia zarowno dla siebie, jak i dla corek.
                          • cynta Re: agresja doroslego dziecka 17.03.11, 00:07
                            to.niemozliwe napisał:

                            > Nie, nie w tym rzecz. Nie wiem, dlaczego wciąż uważasz, ze "coś komus dac", to
                            > dac kasę, albo jakiś inny gift.

                            To nie ja tak uwazam, to moje dzieci....

                            > Czy Ty rozumiesz, ze one własciwie, to największy żal mają do Ciebie o to jaka
                            > bylaś i że az tak długo szukałas swojego miejsca? Że to trwało całe ich życie?

                            Albo ja nie rozumiem albo Ty nie zrozumiales: ona maja najwieksze pretensje do mnie o to ze nie jestem taka jak kiedys: wsciekla, wrzeszczaca, nieszczesliwa, wstawiona itp. Taka mam byc, taka byla ich mama ....

                            > Szczerze, to nie wiem, czy dasz rade, bo do tego potrzebny jest ktos z boku, m
                            > entor, ktos, kto tym dziewczynom da troche do myslenia.

                            probowal moj partner ale sie nie dalo ...


                            > Kluczem jest przyznanie sie przez Ciebie wobec córek, ze zawiniłas wobec nich i
                            > siebie, ze aż tak dlugo trwało szukanie tego wewnętrznego spokoju, który teraz
                            > masz. To jest ewidentnie Twój błąd i Twoja wina, za który one niezasłużenie ci
                            > erpiały.

                            Okazuje sie ze nie cierpialy, bylo bardzo fajnie, wrzaski, kopniaki, jak tatus dusil mamusie tez bylo fajnie.... to po co dzwionily na 911?

                            > I własnie dlatego, ze nie chcesz juz więcej powtarzazać tych błędów, które pope
                            > lniłaś, mając na względzie to, że jest mozliwe porozumiewanie się w oparciu o z
                            > aufanie, szczerość, miłość, swiadomosc tego, ze Ty ich bardzo potrzebujesz, i ż
                            > e one potrzebują Ciebie, ze nie musicie sie ranic - zaproponuj otwarcie nowego
                            > sposobu komunikowania, do którego nauczenia się będziecie dążyły. Że ta nauka b
                            > edzie trudna i długotrwała, ze nie da się w jednej chwili wymazać tych złych na
                            > wyków, ale ze wierzysz, ze przyszłośc, jaka się przed Wami jawi, o ile wprowadz
                            > icie w czyn te proste, uczciwe zasady - jest realna szansa, ze ta przyszlosc bę
                            > dzie o niebo lepszej jakości niż dotychczas.

                            One nie chca nowego sposobu komunikowania, one chca zeby bylo tak jak mowi najstarsza ze ma byc, a jak nie to bujamy sie, wrzask, wyzwiska i "nie zobaczysz wnukow" (juz jej powiedzialam ze na tych po niej specjalnie mi nie zalezy, zwyzywaja czlowieka zanim beda umialy chodzic :)

                            > I dlatego daj im w prezencie książki z prosbą o uważne przeczytanie i przemysle
                            > nie, jak mozna je zastosować do waszych relacji, tak, byscie wszystkie odczuły
                            > zmianę na lepsze.

                            Ta sa materialne prezenty, jestes pewien??

                            . I ze jeszcz
                            > e raz prosisz o wybaczenie, ze tak pozno zrozumiałaś tak ważne rzeczy.

                            To mialaby byc jakas manipulacja tak? bo ja tak nie uwazam, nie kajam sie, nie chce ich przepraszac ze zostalam tak dlugo z ich ojcem bo myslalam ze to dla nich dobrze.... Zreszta one nie maja pretensji o rozwod tylko o to ze jest inaczej a zwlaszcza ze jest ktos inny.... mialam byc sama do konca mych dni, przeciez tak mowilam.....
                            >
                            > Z tym, ze nie mozesz formułowac zadnych oczekiwań, zadnych prósb o uczestnictw
                            > o w kolacji z partnerem, o jego akceptacje.

                            Ja chce jego akceptacji JEZELI one cos chca ode mnie, bo jak nie to ja nie mam problemu z ich nieakceptacja.... ale mam z dawaniem i otrzymywaniem za to kopniakow

                            > Daj im czas na przemyslenie, na wyrobienie sobie zdania i na przyswojenie ment
                            > alne nowej, mozliwej sytuacji, ze mozna cos zmienić.
                            > Akceptacja dla twojego mężczyzny przyjdzie wraz z akceptacja prze nie Ciebie.
                            > A to sie buduje na zaufaniu i wartosciach.

                            One niczego nie przemysla, byly takie rozmowy wielokrotnie, zawsze na koncu jest krzyk i wyzwiska, nie z mojej strony..... nie rozumieja, nie kupuja tego konceptu jak to ujely....

                            > Nie wiem, czy Ci to trafia do przekonania, bo to jest pod prąd twoich dotychcza
                            > sowych doswiadczeń...:)

                            ... i przekonan ;) nie robie nic zlego, nie bede ich przepraszac za to co uwazalam ze dobre, nie chce ich manipulowac bo uwazam to za niskie.... Natomiast musze znalezc rozwiazanie na ta agresje, jezeli sie jeszcze raz okaze .... zadzwonic na policje?
                            > Proponuję Ci

                            Wiem, dzieki
                            • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 17.03.11, 04:41
                              Ok, rozumiem. Napisz na forum pozniej, co ostatecznie zrobilas i jakie przynioslo efekty.
                              Pozdrawiam :-)
                              • cynta Re: agresja doroslego dziecka 17.03.11, 06:44
                                Hummmm, wnioskujac z tego jak przystajesz na pomysly innych moznaby pomyslec zes material na Mezczyzne... mam nadzieje ze ktoras to docenila.. :))))
                                Z myslenia nad tymi wszystkimi obcjami wyszlo mi na razie ze bede postepowac w mysl zasady: Po czynach ich poznacie. I nie razem, tylko kazda z osobna. Czyli zindywidualizowane dzialania sympatyzujace, z chwilowym wylaczeniem najstarszej (w tej chwili nie wiemy kiedy sie spotkamy, bo wychodzi na to ze na absolutorium drugiej nasze drogi sie nie skrzyzuja lub bardzo chwilowo, typu niedzwiadek bez karpika). Zobaczymy czy i jak pewne definitywne zawirowania zyciowe mamusi i jej partnera wplyna na postawe reszty, ale nie chce zapeszac dyskusja na ten temat. Czy ja juz wspomnialam ze na absolutorium kupuje auto w prezencie?? moze jeszcze nie...
                                Dziekuje wszystkim bb. serdecznie za budujaca dyskusje ... Czy mi sie tylko tak wydaje czy nikt w tym watku nikogo nie zwyzywal???? :))))))
                                • to.niemozliwe Re: agresja doroslego dziecka 18.03.11, 05:10
                                  To nie do konca przystawanie na pomysly. Nie mam monopopu na slusznosc, jak ktos przedstawia sensowne argument, to je uznaje.
                                  Poza tym spieranie sie o to "co bedzie, jak ktos zrobi cos wobec kogos innego, kogo opis jest ogolny", bywa jalowe. Po prostu dopisuj do watku dalszy przebieg sytuacji i bedzie widac, czy jest postep, czy nie.
                                  Co do kupowania samochodu, to blad. Nie mozesz sobie pozwolic, zeby dziecko od ciebie chcialo tylko dwoch rzeczy: kasy i zebys sie od niej odwalila.
                                  Bo w przyszlosci uslyszysz, ze jak nie ma kasy, to sp....dalaj.
                                  Moim zdaniem, troche krecisz sama bat na siebie.
    • witch_l Panna 24 -letnia... 17.03.11, 11:31
      Dla mnie w nadchodzacym drugim malzenstwie najfajniejsze jest takie pozornie sprzeczne poczucie wlasnej wartosci wynikajace z docenienia mojej samodzielnosci, rowniez finansowej, wiedzy, ambicji, planow zyciowych i osiagniec zestawione z gleboko atawistyczna satysfakcja z bycia wybrana przez mezczyzne, sposrod wszystkich na swiecie kobiet wybral mnie, czysto samicza satysfakcja z posiascia partnera....

      I jeszcze fajne jest to co po angielsku nazywa sie togetherness czyli chyba bycie razem tak? ale to faktycznie mozna miec bez zwiazku formalnego.

      A prawdziwe dobre zwiazki poznaje sie po tym jak istnieja (czy?) i funkcjonuja bez dzieci ..

      .......
      Taaak, poczytałam troche wokoł ciebie. I powiem ci,ze twój obraz rzeczywistości jaki ty odbierasz, jest bardzo INFANTYLNY. To tak jakgdybyś żyła w bańce mydlanej. I bała się spotkania z tym swiatem jaki jest na zewnątrz.

      Piszesz gdzieś, że jesteś oryginlna i lubisz to, gdzie indziej w innej dyskusji, pozostawiasz swoje dzieci bez konkretnej pomocy finansowej, gdzie na to aby zrobić studia muszą same ciezko zapracować, o ile dobrze gdzieś tam wyczytałam. Gdzie indziej piszesz na swój temat,że jesteś matką 4 dzieci. Rozwiedzioną i po ciezkich przejściach, nagle spotykasz nową miłość, nowego mężczyznę. Tobie się oczywiscie zyje teraz lepiej niż ex. w innym wątku piszesz, że o jakości związku decyduje życie bez dzieci.

      W kazdym jednym prawie poście przebija jeden obraz: Sfrustrowana 24 letnia egocentryczna pannica! Ale nie, jak się domyślam, kobieta dobrze po 40 +, a może nawet i więcej.

      Bo gdyby wziąc wszystko od początku to dorosła kobieta, która zdecydowała sie na tak ogromną rodzinę, jak 4 dzieci, powinna była być na tyle dorosła, aby zdawać sobie sprawę z tego,ze jej własna sytuacja bedzie się zmieniać z każdym dzieckiem, bo dziecku należy dać, należy mu też zabezpieczyć przyszłosć, poprzez łozenie na jego studia i wykształcenie. Czasu na miłostki i romantyczne chwile bedzie matka miała mało, a może wcale. Jeszcze mniej. czasu na to aby zająć się swoimi zainteresowaniami, czy rozwijać poprzez pracę.

      Tymaczesem, ty uważasz siebie za oryginalna, ale w zadnym jednym poście nie przebija oryginalność jedynie rozpasione Ego. Szukajace pocieszenia,ze wszystko z nią jest ok.
      Z twoją córką nie jest ok, więc i z tobą być nie może.


      Nie znam twojej córki, ale takie zachowanie jej wcale mnie nie dziwi. Wygląda na człowieka, który jest bezsilny, który dobija się o uwagę, o bezinteresowną miłość, w końcu o jakąś dorosłą, dojrzałą matkę. A nie o matkę przeżywającą kolejną młodość, będącą z bagażem 4 dzieci na karku! Jej agresja to rozpacz! To wołanie o pomoc. Trzeba być głuchym i ślepym na emocje ludzkie aby tego nie zauważać.



      Gdzieś tam piszesz,że chcą cię takiej rozwydrzonej i krzyczącej...No bez bajdurzenia. Zadne dziecko nie chce takiej matki. A jeżeli chce to podświadomie wraca do momentu, gdy wydarzyło się coś bardzo ważnego. Coś wtedy starciło. Tu leży temat do rozmów. Moze powinnaś przeprosić? No ale to chyba zbyt duzo dla ciebie.

      Gdzie indziej piszesz,że kochasz swoje dziecko, ale ona MA ZMIENIC SWÓJ TOK MYŚLENIA, ABY DOJŚĆ DO TWOICH UCZUĆ. Miałaś na myśli pewnie postępowanie.
      Tego typu formułką już manipulujesz swoim dzieckiem na swoją korzyść nie doszukując sie głębszej przyczyny, dlaczego to dziecko ma zmienic swój tok myślenia, a nie ty OTWORZYĆ SWOJE WĄSKIE HORYZONTY! Popatrzeć dalej niż horyzont sięga.
      Czyli jednym słowem wyjść z tej swojej różowej bańki mydlanej, i zobaczyć swiat taki jakim jest. Zadne dziecko, które dobrze sie czuje samo ze sobą nigdy tak sie nie zachowa.

      Problem polega na tym,że toksyczni rodzice, maja to do siebie że NARCYSTYCZNIE zaburzeni, do tego stopnia, ze nie są w stanie zrozumieć uczuć dziecka.
      Twój narcyzm aż razi w oczy z każdym postem, którego się by nie czytało.
      Strasznie musi twoje putse ego cierpieć, gdy ona tak krzyczy, wyzywa i życzy ci smerci.
      Przecież całe twoje Ego, ba ty sama jesteś uzleżniona od tego swiata z zewnątrz. A tu taki ambaras. Okazuje się, że nie jesteś dobrą matką, skoro ona tak krzyczy. Nie jesteś dobrą matką, to jak wyglądą to twoje zycie seksualne? Przecież w twoich oczach jesteś pod kazdym względem fair. Dalej idąc w głebiny podświadomosci, nie jesteś dobra w 'klocki lego', to kolejny facet, się znudzi...Czym go wtedy przy sobie przytrzymasz, Ty, która tak dużą wartość stawiasz przy nowym związku, facecie, niż przy własnych rodzonych dzieciach, itp. CO MASZ WTEDY? Ja myślę, że w twoim całym poscie nie chodzi o córkę, a twoj własny los i całą twoją egzystencję i twój sposób wartościowania.

      Przecież gdzieś tam wiesz doskonale,ze ona wykrzykując swoje agresje, ma duzo racji na twój temat.

      W moich oczach zachowuje się tak bardzo zaniedbane emocjonalnie dziewczyna. Która jakdyby walczy o tą swoją matkę, swoimi prostymi, nieskomplikowanymi metodami.
      I tak bedzie walczyć do końca dni.
      Tu nie od kurczaka, a od kury trzeba zacząć i dlatego radzę ci wizytę u psychologa, który zajmuje się zachowaniem typ: 'behavioral psychology'.
      • sabinac-0 Re: Panna 24 -letnia... 17.03.11, 14:16
        Masz sporo racji, ale mam pare uwag:
        1. W calym wywodzie rozwodzisz sie nad "biednym, zaniedbanym uczuciowo dzieciatkiem", nie biorac pod uwage, iz owo "dzieciatko" jest juz dorosle, mieszka samo i byc moze spotkalo juz swoja "wielka milosc", wobec matki wciaz jednak zachowuje sie jak rozkrzyczane piskle, majace tylko wielki, rozdziawiony dziob i nienasycony apetyt.
        2. Oskarzasz autorke o jej rozwod, traktujac ja jak rozkapryszona krolewne, ktorej "nudza sie kolejni faceci". Autorka nadmienila jednak, ze byla ofiara przemocy i ze z mysla o tych wlasnie "biednych dzieciach" tak dlugo znosila poniewierke.
        Teraz byc moze wyciagniesz z rekawa argument "to poco tyle sie dala ponizac" - to jest esencja bycia kobieta w tym zakichanym spoleczenstwie, ze cokolwiek sie nie zrobi, wyjdzie sie na winna zla wszelkiego niczym mityczna Ewa czy Pandora. :)
        3. Oskarzasz o wszystkie problemy i niedostatki uczuciowe corek wylacznie matke, zapominajac tradycyjnie (bo to jest swego rodzaju tradycja) o ich ojcu. A przeciez za owo miotanie sie, egocentryzm i "niedopieszczenie" dziewczyn ojciec rowniez odpowiada. W koncu ogladanie, jak tatus bije czy dusi mamusie, dla rozwoju psychicznego dziecka dobroczynne raczej nie jest.
        4. Traktujesz zwiazanie sie autorki z mezczyzna jako szczyt egoizmu i straszliwa krzywde wyrzadzona "dzieciom" (w cudzyslowiu, bo to przeciez juz sa dorosli) - jednak nie pomyslalas, ze lepiej dla tych wlasnie dzieci jest miec matke, ktora ma na starosc towarzystwo, a nie samotna, zgryzliwa staruche zadajaca nieustannej uwagi i wypominajaca na kazdym kroku jak to sie dla nich poswiecila i zostala sama.
      • cynta Re: Panna 24 -letnia... 17.03.11, 15:17
        WOW! Ty tak wszystkich analizujesz z ich poprzednich postow czy tylko mnie??? No tak.... napisalam ze jeszcze nikt nikomu w tym watku nie nawrzucal i zaraz sie znalazl ktos bliski tej sytuacji ...
        Przeczytaj sobie post otwierajacy ten watek: chodzilo tam o agresje doroslego dziecka ... i li tylko o to... Twoja ekstrapolacja jest troche za daleko posunieta.

        Kazdy wyciaga inne wnioski ze swego zycia. Ja zapakowalam plecaki moich dzieci najlepiej jak umialam, maja wiele z tego co inni jeszcze zdobywaja lub nigdy nie beda mieli.. Ale zycia mojego im nie poswiece... one odchodza na swoje, szukaja par, szukaja ich miejsca na ziemi, ja obralam moje 8 tys km od mojej matki i obie zycjemy, teraz nawet lepiej niz kiedys... nikt juz nie ma pretensji. Jesli Ty postepujesz inaczej to swietnie, choc prawde mowiac mam wrazenie ze gdzies tam mi po prostu zazdroscisz. Twoja reakcja jest dosc typowa dla kobiet ktore wybraly zostanie w niedobrym zwiazku i teraz zaluja i cierpia...

        PS. Zapomnialas napisac cos o mojej corce ktora ma cukrzyce.... nie dotarlas do tamtych postow? ;))))
        • witch_l Banal... 17.03.11, 17:25
          /.../choc prawde mowiac mam wrazenie ze gdzies tam mi po prostu zazdroscisz./../
          Matki Polki Polega na tym,ze kazda krytyke przyjmuje tak bardzo ad persona...
          A ten kto krytykuje ma oczywiscie ukryty zamiary i jego celem jest zazdrosc!
          I wlasnie na tym polega to paskudne ograniczenie horyzontow. Pomysl, cynto, ze ja zyje tysiace km dalej od ciebie i jestem dosc zadowolona ze swojego zycia, co mi nie przeszkadza w dokladnym spojrzeniu na ludzi, zwlaszcza gdy ich czytam.

          Jezeli mam jakies ´uczucia´, wzgledne w tym poscie, to raczej dla twojej corki, ktora sie buntuje, przeciwko ciemnogrodowi emocjonalnemu.

          A zyj sobie tam jak chcesz, ale juz dosc duzo widac narozrabialas w zyciu swojego dziecka skoro ma takie stany agresywne, ze niszczy wszystko wokol ciebie zyczac ci smierci. To sie z niczego nie bierze.
          Wiesz kazdego innego to by takie zachowanie na tyle zaskoczylo ze zaczalby myslec. Ty z kolei: uwage, czas, umiejetnosc koontynulowania relacji rodzinnych, dobra komunikacje nazywasz...POSWIECENIEM. Ja nie nazwlabym tego poswieceniem ale swietym obowiazkiem.
          I brak relacji z dzieckiem, czy nieudana relacja raczej traktowalbym jako najwieksza przegrana w zyciu.

          Bo dzieci w zyciu cynto sa wazniejsze i wchodza na pierwszym miejscu przed partnerem. Szczegolnie wtedy, gdy ow partner to kolejny 'wynalazek' matki.

          Tak sobie mysle,ze przy owym nowym faciecie stracilas zupelnie glowe i rozum. No bo jak wytlumaczyc,ze przekladasz jego wartosc nad twoje dzieci. Przypuszczam po prostu zes zwariowala w momencie, gdy jakis bezwartosciowy gosc, zainteresowal sie toba, kobieta z 4 dzieci. Wiesz Cynto, zycie to nie bajka i znalezc faceta dla siebie majac w bagaziu tak pokazna liczbe dzieci nie jest latwo. Mezczyzni nie lubia cudzych dzieci. Wiec co sprawilo, ze akurat ten polubil twoje? No coz, przypuszczam ze ma jakies inne felery i stad ten kompromis, mozliwe ze twoje dzieci widza wiecej ale ty jeszcze prawdy nie dopuszczasz do stanu swojej swiadomosci.

          Twoje reakcje unikania rzeczywistosci sa typowe dla ludzi, ktorzy mieli albo otarli sie o alkoholizm. Zwlaszcza wtedy, gdy jedno z rodzicow bylo alkoholikiem. Sposob na niewidzenie rzeczywistosci taka jaka ona jest, sposobem na przetrwanie.

          Powiem ci jak matka matce, bo tez jestem matka. mezczyzni sa i czasami np. wczesniej umieraja, odchodza itp. A dzieci i ta relacja jaka z nimi stworzysz to jest czasami twoj jedyny sukces zyciowy jaki masz wszystko inne to sa zabawy dosroslych dzieci.

          Piszesz do tego ze corka chora, Moj Boze, tym bardziej zycze ci wiecej rozumu i abys jej nie stracila a zaczela dbac o nia.
          • cynta Re: Banal... 17.03.11, 18:25
            witch_l napisała:

            > Wiesz kazdego innego to by takie zachowanie na tyle zaskoczylo ze zaczalby mys
            > lec. Ty z kolei: uwage, czas, umiejetnosc koontynulowania relacji rodzinnych, d
            > obra komunikacje nazywasz...POSWIECENIEM. Ja nie nazwlabym tego poswieceniem a
            > le swietym obowiazkiem.

            A mnie nie bo jestem oryginalna, zapomnialas o tym? Ja juz swoj obowiazek w stosunku do doroslych dzieci spelnilam, teraz sobie ogladam co one z tym zrobia i w zaden sposob nie zalezy to ode mnie....

            > Bo dzieci w zyciu cynto sa wazniejsze i wchodza na pierwszym miejscu przed part
            > nerem.

            NIEPRAWDA!!!!
            Tak mysli wiekszosc kobiet wiedzionych isntynktem rozrodczym. Jesli nie stawiasz twojego mezczyzny na pierwszym miejscu stracisz go predzej czy pozniej, w rozny spsob.... Dzieci odchodza, po plus minus 20 - 30 latach a co z reszta zycia???

            Szczegolnie wtedy, gdy ow partner to kolejny 'wynalazek' matki.

            Co to ma znaczyc??? Ze nie mam prawa po wielu latach fatalnego zycia emocjonalnego do wlasnego, personalnego szczescia???
            >
            > Tak sobie mysle,ze przy owym nowym faciecie stracilas zupelnie glowe i rozum. N
            > o bo jak wytlumaczyc,ze przekladasz jego wartosc nad twoje dzieci.

            Patrz wyzej, to on mnie bedzie za reke trzymal jakby co, nie moje dzieci......

            Przypuszczam
            > po prostu zes zwariowala w momencie, gdy jakis bezwartosciowy gosc, zainteres
            > owal sie toba, kobieta z 4 dzieci.

            Myslisz ze jak ktos sie iteresuje kobieta z 4 dzieci to musi byc bezwartosciowy?? Wiesz kochanenka... ja wygladam lepiej niz moje corki,.. :DDD

            Wiesz Cynto, zycie to nie bajka i znalezc fa
            > ceta dla siebie majac w bagaziu tak pokazna liczbe dzieci nie jest latwo. Mezcz
            > yzni nie lubia cudzych dzieci. Wiec co sprawilo, ze akurat ten polubil twoje?

            Wiem! i dlatego jestem tak bardzo wdzieczna losowi za czlowieka ktorego postawil na mojej drodze... A co z doswiadczenia piszesz? Tobie sie nie udalo... sorry jestem....
            Jak zauwazylas moje corki jest trudno lubic, one sa bardzo niemile dla mojego partnera....
            N
            > o coz, przypuszczam ze ma jakies inne felery i stad ten kompromis, mozliwe ze t
            > woje dzieci widza wiecej ale ty jeszcze prawdy nie dopuszczasz do stanu swojej
            > swiadomosci.

            Nie ma ABSOLUTNIE zadnych felerow, jest najcudowniejszym czlowiekiem na Ziemi a moje corki zazdroszcza ze nie moga sobie takiego znalezc... I to nie jest zaslepienie, to swiadoma MILOSC, slyszalas kiedys o czyms takim? wiesz co to znaczy kochac i byc kochana?... cos mi sie wydaje ze nigdy nie wiedzialas bo zajmowalas sie dziecmi... i co sama jestes?
            >
            > Twoje reakcje unikania rzeczywistosci sa typowe dla ludzi, ktorzy mieli albo ot
            > arli sie o alkoholizm.

            Nie unikam rzeczywistosci, taka jak ja przezylam to ty nawet nie wiesz ze istnieje... Nikt nie byl alkoholikiem ... ja tez nie
            Zwlaszcza wtedy, gdy jedno z rodzicow bylo alkoholikiem.
            Zadne nie bylo, rodzicow tez mam/mialam oryginalnych jak widzisz...

            > Powiem ci jak matka matce, bo tez jestem matka. mezczyzni sa i czasami np. wcze
            > sniej umieraja, odchodza itp. A dzieci i ta relacja jaka z nimi stworzysz to je
            > st czasami twoj jedyny sukces zyciowy jaki masz wszystko inne to sa zabawy dosr
            > oslych dzieci.
            Moim sukcesem zyciowym jestem JA. To co osiagnelam, to jakie warunki zycia stworzylam moim dzieciom, jakie z tego wynikaja dla nich perspektywy. Moje zycie jeszcze sie nie konczy, mnostwo przede mna, nowych doswiadczen, nowych projektow i budowli i jeszcze wiecej osiagne bo teraz nie jestem juz sama ze wszystkim.... Bardzo mi przykro ze Twoim jedynym sukcesem zyciowym sa dzieci.... to smutne...

            >
            > Piszesz do tego ze corka chora, Moj Boze, tym bardziej zycze ci wiecej rozumu i
            > abys jej nie stracila a zaczela dbac o nia.

            To nie ta corka chora, inna.... A zaczela o siebie dbac jak ja sie od niej odsunelam i przestalam dbac, jak jej zrobilam miejsce na SWOJE zycie, na wlasna odpowiedzialnosc za nie, teraz dopiero rozumie ze wszystko w jej rekach i nikt za nia niczego nie zrobi.....

            Proponuje wzleciec troszke ponad czubek wlasnej glowy, naprawde istnieja szersze spojrzenia, dalsze widokregi, moze podskocz na poczatek? da sie?
            • witch_l Feedback... 17.03.11, 19:30
              Z wieloma wykrzyknikami świadczy żeś ogromnie impulsywna i dość trudno tobie o umiejętność kontroli nad swoimi emocjami.
              Zauważ cynto, że mowa jest tu o tobie i twojej córce. Ja o sobie pisać nie będę, bo nie o mnie ten wątek.

              "Tak mysli wiekszosc kobiet wiedzionych isntynktem rozrodczym. :"

              Za instynkt rozrodczy dostanie ci się troszkę po łbie, wszak właśnie ty rozmnożyłaś sie jak babka drożdżowa - wydając 4 dzieci, światu na pożarcie. I gdzie tu rozsądek, z postu wynika żeś osoba chorobliwe egoistyczna, do tego agresywna i właśnie takim ludziom pownno było się odmawiać macierzyństwa. Bo niczego nie nauczą dzieci, a jeszcze mniej dadzą z siebie, bo wszystko co dają musi być wliczone w ich własny budżet i czy im się opłaca.
              Pewnie nie wiesz co to znaczy miłość bezinteresowna.
              Dzieci, to cynto, nie pluszowa kanapa, która sie po x latach wyrzuca w domu bo zagradza i przeszkadza.
              Dzieci wydałaś na świat, aby z tymi dziećmi, pozniej dorosłymi ludzmi tworzyć wspolnote i rodzinę! To tylko zwierze wraz z dojrzałością potomstwa zapomina, że je miało i się od nich oddala, parajac się z nowym samcem.
              Matką jesteś na całe życie na dobre i na złe dni. Nie odwraca się od swojego dziecka, gdy jest mu żle, nawet od dorosłego, to członek twojej rodziny.

              Ale jak wiadomo, tobą przemawia nie tylko agresja ale i ogromny egoizm.
              Jak znam życie to i ten facet bedzie z czasem taki sam jak twoj poprzedni, po prostu ty swoim zachowaniem do tego doprowadzisz, albo się znudzi tobą. A z dziecmi bedziesz miała to na co sobie zasłużyłaś.

              Acha i jeszcze jedno! W tobie nie ma żadnej oryginalnosci. Aby być oryginalnym trzeba byc kretywnym, a do tego potrzebna jest inteligencja, której masz wyraźny deficyt.
              • cynta Re: Feedback... 17.03.11, 19:37
                gdybys ty miala tyle inteligencji co ja to bys wiedziala o czym ja tu pisze......

                Nikt dzieci nie wyrzuca, same odchodza na swoje, taka kolej rzeczy , tak powinno byc.... tylko nie musi to sie wiazac z agresja i o tym byl ten watek...
                • witch_l Re: Feedback... 17.03.11, 20:48
                  Problem cynta jest tego typu, ze ty sama nie wiesz o czym piszesz.
                  Np. Gdzies tam piszesz, ze najwiekszym sukcesem zyciowym dla ciebie nie sa dzieci, a ty sama...To taki juz przebrzmialy slogan z poprzedniego wieku. Bo w koncu o jakim sukcesie cynto piszesz i kto mialby ten sukces potwierdzic, np, twoje agresywne dziecko, ktore w rozpaczy i zlosci zyczy ci smierci? To juz raczej najmniejszy dowod na jakikolwiek sukces.

                  Gdzie indziej pisalas o tym, ze corka studiuje i pracuje, bo ty jej nie wspomagasz jako rodzic, finansowo. Piszac o tym z wielka duma ZAMIAST ZE WSTYDEM! W sumie traci to wymigiwaniem sie ze swoch rodzicielskich obowiazkow. Obowiazkiem rodzicow jest lozyc na studia dzieci, do momentu az stana sie samodzielne. Bo jak rozumiem na podroze do kochanka i na utrzymywanie faceta, ktory do ciebie przyjezdza i do ktorego ty wyjezdzalas to mialas forse, a na wywiazanie sie z obowiazku wobec dziecka nie masz!
                  Wstyd i hanba...

                  Szkoda ze nie chcesz zobaczyc prawdy na swoj temat ze stowrzylas pieklo na ziemi swoim dzieciom, sprowadzajac pod dach faceta, ktorego one nie akceptuja i nie chca.

                  Jednym slowem ten twoj sukces zyciowy jakim ty sama jestes dla siebie, jest bardzo marny. Tak marny jak dysfunkcyjna jest rodzina, ktora stworzylas. wiec to raczej nie powod do dumy a DO ROZPACZY!
                  • sabinac-0 Re: Feedback... 17.03.11, 23:28
                    witch_l napisała:

                    > Obowiazkiem r
                    > odzicow jest lozyc na studia dzieci, do momentu az stana sie samodzielne. (...)
                    > Bo ja
                    > k rozumiem na podroze do kochanka (...) to mialas forse,
                    >
                    Ciekawe, czemu nie pytasz, na co wydawal swoje zarobki ojciec owego "dziecka"?
                    On, jak sie zdaje, nie dosc ze zone tlukl, to po rozwodzie od wszystkiego sie wymigal, z zadna sztuka progenitury nie mieszka, ich studiami tez nie za bardzo sie zdaje przejmowac a tym bardziej lozyc.
                    Ze szuka nowej "drugiej polowy" tez jakos cie glowa nie boli.
                    Jakos nie wypominasz mu, ze "dzieciom od ust odejmuje, by kochanice utrzymywac". :D
                    • cynta Re: Feedback... 17.03.11, 23:49
                      :))) Sabina, moj ex nalezy do takich co lubia jazde na barana, przez zycie.... no i jak sie omknala frajerka to teraz ma problem, nie stac go na nic z tego co wspomnialas.... ;)
          • to.niemozliwe Język hieny :( 17.03.11, 20:15
            Bardzo dobrze, że taki post się pojawił. To jest właśnie sztandarowy, wzorcowy przykład języka nienawiści, ukrytych aluzji i manipulacji w celu poniżenia adresata. Język hieny.

            Taki język hieny (nie będę sie tu pochylał nad jej przesłankami wewnętrznymi) ma cechy charakterystyczne warte podkreślenia.

            1. Nie ma w nim komunikatu

            2. Nie ma w nim nic konstruktywnego dla adresata

            3. Posługuje się wyrażaniem własnych emocji
            > /.../choc prawde mowiac mam wrazenie ze gdzies tam mi po prostu zazdroscisz./.

            > Jezeli mam jakies ´uczucia´, wzgledne w tym poscie, to raczej dla twojej corki,
            > ktora sie buntuje, przeciwko ciemnogrodowi emocjonalnemu.

            4. Przypisuje adresatowi cechy, których on nie objawia
            > A ten kto krytykuje ma oczywiscie ukryty zamiary i jego celem jest zazdrosc!
            > I wlasnie na tym polega to paskudne ograniczenie horyzontow

            5. Wartościuje wg. schematu "ja - dobra, ty - zła"
            > ja zyje tysiace km dalej od ciebie i jestem dosc zadowolona ze swojego zycia,

            6. Pozoruje obiektywnosc
            > co mi nie przeszkadza w dokladnym spojrzeniu na ludzi

            7. Oskarża
            > A zyj sobie tam jak chcesz, ale juz dosc duzo widac narozrabialas w zyciu

            > Tak sobie mysle,ze przy owym nowym faciecie stracilas zupelnie glowe i rozum

            > po prostu zes zwariowala

            8. Fałszywe tezy "podpiera" banalnymi i oczywistymi "argumentami"
            > Bo dzieci w zyciu cynto sa wazniejsze i wchodza na pierwszym miejscu

            9. Poniża
            > Twoje reakcje unikania rzeczywistosci sa typowe dla ludzi, ktorzy mieli albo ot
            > arli sie o alkoholizm. Zwlaszcza wtedy, gdy jedno z rodzicow bylo alkoholikiem.

            10. Pozoruje dobre intencje
            > Powiem ci jak matka matce, bo tez jestem matka

            11. Daje "pseudo-radę", w istocie zmaskowany, zręczny przykryte zgrabną formułka syczenie gada
            > Piszesz do tego ze corka chora, Moj Boze, tym bardziej zycze ci wiecej rozumu i
            > abys jej nie stracila a zaczela dbac o nia.
            ----------------------
            Dzięki Witch za świetny przykład! ;P
    • mona.blue Re: agresja doroslego dziecka 17.03.11, 16:32
      Tak ogólnie to wydaje mi się, że bardzo wiele mozna zdziałać mądrą miłością, akceptacją, przebaczeniem i poświęcaniem czasu drugiej osobie. I trzeba przy tym stawiać rozsądne wymagania, stanowczo, ale bez krzyków.

      I też nie wydaje mi się prawdopodobne, żeby chciały mieć znów taką wrzeszczącą matkę - nikt nie chce takiej, to jest trauma dla młodych ludzi.

      Moim zdaniem one oczekuja więcej miłości i zainteresowania z Twojej strony.

      Jeżeli chodzi o partnera, to czytałam, że początkowo najlepiej spotykać się z nim i z córkami na neutralnym gruncie - ani u ciebie, ani u nich - wtedy jest łatwiej go zaakceptować, no i żeby on nie wchodził od rau w rolę ojca, czegoś wymagającego os nich.
      • cynta Re: agresja doroslego dziecka 17.03.11, 17:09
        mona.blue napisała:


        > Moim zdaniem one oczekuja więcej miłości i zainteresowania z Twojej strony.

        Nie ma czegos takiego jak wiecej lub mniej milosci. Ona jest albo nie. a ja moje dzieci kocham. Chyba chodzilo Ci o wiecej okazywania milosci np. przez zainteresowanie, tak? No i tutaj wchodzimy w tereny grzeskie: moje corki uwazaja ze okazywanie milosci to milosc, i to okazywanie w bardzo konkretny sposob, jak nie tak, to to nie jest milosc. A ja BARDZO nie lubie jak mnie sie zmusza do czegokolwiek, od dziecka tak mam. bede wiec robic to co mi moja milosc do dzieci dyktuje za sluszne a wszystkim innym NIC do tego...
        >
        > Jeżeli chodzi o partnera, to czytałam, że początkowo najlepiej spotykać się z n
        > im i z córkami na neutralnym gruncie - ani u ciebie, ani u nich - wtedy jest ła
        > twiej go zaakceptować, no i żeby on nie wchodził od rau w rolę ojca, czegoś wym
        > agającego os nich.

        W naszym przypadku nie jest to mozliwe poniewaz U mnie i U niego odzielone jest oceanem, albo jestesmy u niego albo u mnie choc teraz to juz wszystko jest wspolne ... i tu i tam jest u NAS
    • cynta zamykam watek, mozna? 17.03.11, 19:37
Inne wątki na temat:
Pełna wersja