marylka_pl
17.03.11, 21:39
No to tak. Miałam lat 24 urodziłam syna. Rozstałam się jednak z ojcem dziecka kiedy byłam jeszcze w ciąży. W ciąży pracowałam, bo wiedziałam że nie będę mogła liczyć na pomoc ojca,. udało się. Sama zarobiłam na wyprawke dla dziecka i kilka miesięcy życia z nim.
Zamieszkamłam z rodzicami. Kiedy zaszłam w ciążę postanowiłam rzucić palenie i definitywnie zrezygnowac z picia.
Kiedy urodził się synek,po jakiś 3 miesiącach nawiązałam kontakt z ojcem dziecka, jakoś dogadaliśmy się, zaczął pomagać(wypłaca wysokie alimenty...), obecnie mamy jakie takie relacje, kłócimy się czasami.
Syn skończył rok. Wszstko było dobrze do tej pory. Tak co trzy miesiące średnio bez problemu mogłam wyjśc ze znajomymi do klubu porozmawiać, na kilka godzin(nie zdarzyło mi się wrócić po 12), mama nie miała nic przeciwko. Były mi te wyjścia potrzebne, ponieważ marzę o tym aby kogoś poznać. Kiedy zaczęło się coś w moim życiu dziać, zjawiło się kilku mężczyzn, mama zmieniła stosunek do mnie. nagle zaczęła mnie traktować jakbym było nieco niedorozwinięta... posunęła się do stwierdzenia że lepiej by było gdybym nie miła więcej dzieci, że nie powinnam ich już mieć. Wspomniałam że chciałabym mieć "chłopaka
", "narzeczonego", na co ona że mam myśleć o dziecku a nie o facetach.
Teraz, ja ocieram się o jakieś załamanie nerwowe. Nie rozumiem jej zmiany, nie robię nic złego. poprostu chciałabym aby moj syn miał ojca a ja zwyczajnie faceta.
Nie, nie jestem dziwką. Napisałam że poznałam kilku mężczyzn, kolegów którzy byli mną zainteresowani, ale z jakiś tam powodów, po kilku spotkaniach rezygnowałam z zaangażowania się. Nie robiłam z domu burdelu(odwiedził mnie kolega-przyszeł na kawe, przyniósł kwiaty, mojemu synkowi misia ot co). Wciąż chce mi się płakać. Boli mnie podejście mamy do mnie. tracę wiarę w siebie.