stosunki ze współpracownikami: coś ze mną nie tak?

08.04.11, 17:22
Pół roku temu odeszłam z pracy, w której przez półtora roku byłam ofiarą mobbingu. Niezbyt drastycznego, ale ponieważ jestem typem, który boi się własnego cienia, wykańczał mnie psychicznie. Chodziło o współpracownice, ale nawet przełożeni byli przez nie nastawieni przeciw mnie. W skrócie powiem, że koleżanki w tej firmie były dobrymi specjalistkami w tym co robiły, ale charakterki twarde i wredne miały. Acha, ja byłam najmłodsza i najmniej doświadczona.
Odeszłam do nowej firmy. Sytuacja się odwróciła. Teraz to ja jestem bardziej doświadczona i starsza niż moi współpracownicy. Ale tutaj też nie jestem lubiana. Zaczęło się od tego, że pomimo iż jestem starsza, bardziej doświadczona, to zaczęli wydawać mi polecenia i wykorzystywać do wykonywania pracy, która należy do ich obowiązków. Jednocześnie jestem przez nich towarzysko ignorowana.
Ja jestem takim typem, że łatwo daje się wykorzystywać. Ale kiedy po jakiś dwóch, trzech tygodniach zauważyłam, że w tym czasie nic nie robią, wkurzyłam się. Zaczęłam mówić "nie" i przestałam im pomagać, ignoruję te polecenia, które mi dają itp. Staram się, aby pomoc, którą otrzymują ode mnie, była przez nich szanowana, a nie traktowana jak coś, co im się należy. Poobrażali się, nie rozmawiają ze mną, wychodzą z kuchni, kiedy ja wchodzę itp.
Nie wiem, co jest ze mną nie tak. Ja jestem bardzo spokojna, najbardziej na świecie unikam konfliktów - to są chyba moje cechy pozytywne. Z drugiej - jestem odludkiem, trudno się aklimatyzuję w nowym towarzystwie, jestem raczej zamyślonym, choć nie jakimś bardzo depresyjnym typem - to moje wady. Ale to chyba nie powód, żeby nie potrafić się dogadać w pracy. Jest mi przykro, bo zawsze uważałam się za osobę łatwą w obsłudze, niekonfliktową. Ale teraz coraz bardziej budzi się we mnie jakiś duch walki. Nie chcę być ofiarą.
Dodam jeszcze, że nasza firma jest duża i te złe kontakty dotyczą tylko grupy, z którą współpracuję bezpośredni. Z osobami, z którymi nie współpracuję, mam dobre kontakty.
Piszę to nie po to, aby robić z siebie ofiarę tu na forum, zaznaczam z góry. Chcę zapytać, jak inni, czytając mój post, widzą takie osoby jak ja. Co jest ze mną nie tak? Sytuację przedstawiłam szczerze, nie wybielając się, choć ciężko tak w skrócie opisać swój charakter.
A, proszę o nie trollowanie w wątku...
    • lifeisaparadox Re: stosunki ze współpracownikami: coś ze mną nie 08.04.11, 18:02
      To jest chyba tak że za dużo rozdrabniasz się i zwykłą współpracę odbierasz jako próby ustalania hierarchii i wykorzystywania.

      Mam taką koleżankę w pracy, nie wiem, chyba zaczęła brać jakieś lekarstwa bo się zmieniła i
      jest bardziej ok.
      W każdym bądź razie normalnie w pracy potrzebowałem coś żeby było zrobione, tak samo mój kolega i nie dało się jej nic powiedzieć, bo albo odkładała coś "na później" że niby taki foch że tego nie zrobi jak się jej daje, albo zgłaszała jakieś głupie sprzeciwy. Faktycznie lepiej było ją ignorować, jak czegoś potrzebowaliśmy to musieliśmy to zrobić sami bez jej pomocy i było to uciążliwe. Miała ksywkę "księżniczka" i ogólnie dziwna była bo nikt jej źle nie życzył a broniła się nie wiadomo przed czym. Nawet było tak że chciałem żeby mnie podwiozła, bo kończyliśmy pracę jakoś razem to mnie zwymyślała że chcę ją wykorzystywać do darmowych przewózek. Pojechałem jej do słuchu żeby się leczyła na głowę bo jest głupia jak but i potrzebuje jakiejś terapii. No i wtedy się zmieniła (chyba sobie przypomniała o jakiś tabletkach bo zmiana była nagła).
      • ecco_mi Re: stosunki ze współpracownikami: coś ze mną nie 08.04.11, 18:45
        > To jest chyba tak że za dużo rozdrabniasz się i zwykłą współpracę odbierasz jak
        > o próby ustalania hierarchii i wykorzystywania.

        Kiedyś czytałam, że u ludzi, jak u ptaków, występuje walka o pierwszeństwo dziobania. Pomyśłałam, że u mnie w pracy właśnie ustala się hierarchia, że może przesadzam, i że to jest normalne docieranie się.
        Z twoją koleżanką mam to wspólnego, że właśnie widzę wokół siebie próby wykorzystywania i ogólnie negatywne do siebie podejście wszędzie wietrzę. Ale w przeciwieństwie do niej nie robię fochów, jeśli chodzi o pracę. Ja mam bardzo poważne podejście do obowiązków i nie wyobrażam sobie, że obowiązki cierpią, bo ja mam jakiś problem ze sobą. Z drugiej strony często przez to staję się jeleniem, bo nigdy nie widzę problemów, wszystkim pomagam i nie gderam przy tym. I to jest wykorzystywane przez różnych cwaniakow, a później trudno się wycofać...

        > Pojechałem jej do słuchu żeby się leczyła na głowę bo jest
        > głupia jak but i potrzebuje jakiejś terapii.

        Czemu od razu tak ostro?
        • ecco_mi Re: stosunki ze współpracownikami: coś ze mną nie 08.04.11, 18:54
          Pomyślałam jeszcze, że w sumie dobrze byłoby, gdyby tak ktoś ochrzanił mnie i wyjaśnił w ten sposób, o co mu chodzi. Bo na razie fochy to mają oni, jak mówię "nie"...
          • lifeisaparadox Re: stosunki ze współpracownikami: coś ze mną nie 08.04.11, 20:10
            Ja się nauczyłem że ludzie którzy mają problemy, mają nieustanne projekcje, albo nazywa się to trochę tak jak prawo karmy.

            Sama powiedz czy nie jesteś trochę cwaniarą w środku, albo chciała byś nią być. Może lubisz być czasem trochę złośliwa, jak Cię najdą "pozytywne wibracje", taka trochę kpiąca czy coś w tym stylu. Lub przesadnie sprawiedliwa, eliminująca wyzysk w świecie ludzi.

            Prawda jest taka, że osoba czysta, współpracująca, ma inny punkt spojrzenia na cwaniaków i czuje się od nich mądrzejsza, odpowiedzialna, robi swoje i ma gdzieś to że ktoś jest jakimś pokręconym człowiekiem. Owszem jeśli jest szarą myszką to być może dostaje "czarną robotę" ale też to jest tak, że ma w ten sposób przywilej bycia osobą odpowiedzialną - zależnie od odbiorców, gdy są normalni, to uszanują. Jasne, że są ludzie którzy potrafią potraktować kogoś takiego ostentacyjnie "z buta" ale to są właśnie takie osoby które nie będą budzić respektu i same padną ofiarą swojego zachowania prędzej czy później. Życie nie rozpieszcza, a sami padamy ofiarami podobieństw własnego rozumowania i funkcjonowania, a ktoś taki będzie miał kolegów tego typu i padnie ofiarą wielu fobii że sam jest źle traktowany gdy opadnie pozytywny klimat.
            Dlatego jest to "osobowość nieprawidłowa" i jeśli masz jej elementy, bo bierzesz np. przykład z takich osób i chcesz być podobna, nie być gorsza, to faktycznie masz problem.

            Nie jestem psychologiem, nie jestem psychiatrą, ale zdaje się masz pewien problem ze zwalczaniem ognia ogniem, co sprawia, że gdy próbujesz się przed czymś bronić, to stajesz się sama agresorem. Bo "odpowiadasz na nadużycia", próbujesz sama rządzić popychając innych, bo sama nie chcesz być popychana. Jest to naprawdę toksyczny nawyk, sorry, ale gdybyś była zupełnie nieświadoma nadużyć, omijały by Cię one szerokim łukiem. Były poza Twoją możliwością postrzegania i miała byś święty spokój z takimi sprawami.
            Myślę że nawyk postrzegania wszędzie nadużyć może sprawiać że człowiek staje się ich źródłem. Po prostu "oddajesz" coś, czego nie rozumieją osoby które wcale Cię nie nadużywają. Być może nawet nigdy nie padasz ofiarą nadużyć, tylko sama czujesz się nadużywana i źle traktowana i tylko reagujesz w ten sposób. Wtedy odpowiadasz złymi intencjami, albo nie do końca jasnym komunikatem o co chodzi. Stąd brak akceptacji w środowisku.

            Psychiatrzy mówią że człowiek poprzez chemiczne właściwości, czuje przymus widzenia np. nadużyć, złych intencji. Jeśli jest to o tak małym nasileniu, ale sprawia problemy przystosowawcze, to można mówić o czymś w rodzaju osobowości np. schizoidalnej (izolowanie się, poczucie zubożenia, nadużywania itp.) jest to taka koncepcja. Niestety lekarstwa które tak mocno zmieniają myślenie są bardzo trudno dostępne (czyt. zaufany psychiatra).

            Jakby to ująć jeszcze inaczej. Człowiek łączy się z ludźmi którzy rozumują podobnie, jeśli masz rodziców którzy wszędzie węszą nadużycia, wyzysk, niesprawiedliwość, albo koleżanki tego typu czy po prostu lubisz tak poruszać sprawy w ten sposób, to wzmacniają się schematy rozumowania tego rodzaju i powstaje wewnętrzne przekonanie o niechybnej możliwości podzielenia takiego losu. Nazywa się to w psychologii modelowaniem czyjegoś rozumowania. Chemią można to nagle zmienić, terapią udaje się to w dłuższym okresie czasu i raczej jest to cięższa praca bo polega na mozolnym zmienianiu nawyków w myśleniu.

            Jest jedna zasadnicza prawda - cały świat i jego postać to tylko i wyłącznie nasze osobiste każdego z osobna rozumienie.
    • witch_l Coz ja mysle... 08.04.11, 21:25
      Przykro,ze mialas pecha w poprzedniej firmie i teraz masz trafiajajac na takich wrednych ludzi. Niestety tak to wyglada, ze z wieloma osobami nie idzie pracowac. Trzeba ich nauczyc nie przekraczania pewnych granic.
      To co teraz robisz jest bardzo dobre, bo ustawia pewne granice i tych granic uczy innych.
      Naprawde nie przejmuj sie lecz postepuj tak jak robisz to teraz. Pomimo,ze bedziesz miala wielu wrogow, nie daj sie szarym gaskom zadziobac....Racja jest po twojej stronie...

      Nie wiem czy ksiazka jest przetlumaczona na polski ale polecam poczytac o toksycznych relacjach, Ingelilil Roos. Pracowala jako terapeuta, poza tym sprawy mobbingu nalezy zglaszac przelozonym. Mysle,ze tu tez poiwnnas byla pomyslec aby sprawe z tymi ludzmi posunac dalej, do twojego szefa jezeli taki jest...
      Ja swoja wspolprace z ludzmi opisuje w punktach na moim blogu, co wolno czego nie wolno i co MUSZA zaakcpetowac. Nie podoba im sie to, ale coz nie ma innego wyjscia...Bo tam ja jestem szefem...:=)
      • a.waniliowa Re: Coz ja mysle... 08.04.11, 22:01
        Ja mam taką zasadę, że praca to praca ( miejsce, gdzie zarabiam pieniądze), a przyjaciół i bliskie osoby mam poza pracą.
        Może źle zrozumiałam, ale mam takie wrażenie, że za bardzo zależy Ci na miłej i przyjaznej atmosferze w pracy. Jesteś bezkonfliktowa, pomagasz innym, a w zamian oczekujesz, że będziesz lubiana i doceniana. Niestety to trochę zbyt idealistyczne. W pracy jest zbiorowisko przypadkowych ludzi, sama ich sobie nie wybrałaś, po prostu na nich trafiłaś. Dlatego nie przejmuj się tak bardzo nimi, nie uzależniaj swojego samopoczucia od ich sympatii czy akceptacji. Bądź uprzejma, ale na dystans.
        A może nie umiesz wspołpracować, bo nie lubisz pracować w grupie. Może wolisz samodzielność. Ludzie są różni, jedni lubią prace zespołowe, inni się w nich męczą.
      • ecco_mi Re: Coz ja mysle... 09.04.11, 07:55
        W sumie to oni nie są wredni, tylko dziecinni. Dla nich współżycie w grupie ma tak wyglądąć, że są podziały. Na tych cool, którzy przychodzą do pracy, aby dobrze się bawić i tych nie cool, którzy mają za nich pracować i się ich słuchać.
        Ja zaobserwowałam, że oni podobnie traktują inne osoby: albo ktoś jest "mega zajebistym przyjacielem" i można cały dzień z nim gadać, albo ktoś jest obiektem drwin i nie można z nim kawy wypić, ale należy ostentacyjnie, ze śmiechem wyjść z kuchni np.
        Ja chyba z racji na mój zdecydowanie spokojny i nieimprezowy charakter wpisałam się jak ulał w tą drugą rolę. Co nie znaczy, że zamierzam się jej poddać i dać się wykorzystywać. Choćby dlatego, że z racji na moją zdecydowanie większą wiedzę merytoryczną i doświadczenie mam prawo do większego respektu.
        Problem w tym, że ja w domu rodzinnym doświadczałam często szantażu emocjonalnego. Ja do teraz każdą sytuację konfliktową odbieram, jako własną nieumiejętność współżycia w grupie. Mój ojciec bał się konfliktów i często, tak profilaktycznie chyba, nazywał mnie awanturnicą i sam robił mi ciągle z tego powodu wyrzuty i awantury. A ja byłam naprawdę spokojną nastolatką. To było jego ulubione określenie mnie. Pomimo 4 letniej psychoterapii, którą przeszłam, dalej nie jestem w stanie pozbyć się wrażenia, że odpowiadam za każdy syf w moich relacjach z otoczeniem. W poprzedniej pracy dziesiątki godzin spędzałam na rozmyślaniu, co zrobiłam nie tak. Wytłumaczyłam sobie, że ok, mobbing może zdarzyć się każdemu. Ale jeśli znów mam problem, to zachodzi pytanie: co jest ze mną...
        • ecco_mi Re: Coz ja mysle... 09.04.11, 08:04
          Dodam tylko, że większość już sobie odpuściła i widzę większy respekt, nic już ode mnie nie chcą i zmienili ton, jakim do mnie mówią. Została jeszcze jedna osoba, po wczorajszej reprymendzie, jaką ode mnie dostała, mam nadzieję, że też odpuści.
          Od razu boje się jednak, że sprawa dojdzie do przełożonej i że kot zostanie odwrócony ogonem i wyjdzie na to, że robię konflikty. I że nie będę potrafila się wybronić, że mnie zwolnią itp... Zawsze w takich sytuacjach moja wyobraźnia pracuje..
          Jak u was na konflikty reagują przełożeni? Ja z perspektywy widzę, że zazwyczaj olewają, bo mają większe problemy. Ale i tak mam stres, ze będę musiała udowadniać, że nie jestem wielbłądem...
          • lifeisaparadox Re: Coz ja mysle... 09.04.11, 21:19
            Najlepiej to załatw sobie jakieś tabletki na uspokojenie w ciągu dnia i przestań tworzyć.
          • witch_l Re: Coz ja mysle... 09.04.11, 22:17
            Roznie bywalo, z przelozonymi. Kiedys pracowalam w pewnej szkole, gdzie zrobili ankiete, w ktorej mozna bylo sie wyzalic na wspolpracownikow. Dopisac swoje itp. Ja pomimo,ze mialam duzo zalu do pewnej kolezanki, ze tak ja nazwe, nie napisalam nic. Natomiast na mnie napisano 1000 roznych paskudnych spraw...I tak oto stalam sie kozlem ofiarnym...:=)
            Wtedy nic nie zrobilam, ale zmienilam miejsce pracy.
            Na ogol najlepsza metoda to jest wykonac swoja prace bez zastrzezen i miec dowody na to, oprocz tego wiele spraw mozesz dzis spokojnie nagrac na telefon komorkowy abys miala dowod gdyby cos sie stalo, albo robic kopie wykonanych prac itp..
            Tu w niektorych zakladach sa specjalne szkolenia antymobbingowe, poza tym masz swoje zwiazki zawodowe, gdzie zadzwon szybko i popros o porade. Pamietaj NIGDY NIE PRACUJ ZA INNYCH! Wpadniesz wtedy w najwieksze skit jaki mozna wpasc u takich ludzi...
            Aby kogos za klotnie wywalic dzis z pracy trzeba miec tez i inne argumenty. Tutaj za wywalenie z pracy bez konkretnej przyczyny ludzie dostaja ogromne odszkodowania...
            Dzis bym ta dawna szkole podala tez o odszkodowanie...:=)
            Trzeba sie klocic i stawiac swoje granice, z niektorymi ludzmi inaczej sie nie da, wiec i ty sie nie przejmuj...Mow swoje tylko NA BARDZO SPOKOJNIE I BEZ EMOCJI...:=)
            • renkaforever Re: Coz ja mysle... 10.04.11, 01:20
              Ja mysle, ze w pracy oprocz kompetencji trzeba miec tez akceptowalna ogolnie osobowosc.
              W biurze siedza ludzie, a nie roboty bez emocji. Atmosfera "jak w high school" to zwykla kontynuacja mobbingu na duza skale, bo w gre wchodza pieniadze, ktore kazdemu sa potrzebne do zycia. Nie tylko niektorym , tym najsilniejszym emocjonalnie, albo tym, ktorzy wszystko maja w d...bo maja uklady. Trzeba otwarcie o tym mowic i szukac rozwiazan.
              Jak sobie pomysle, ze to tyle nerwow kosztuje pracowac , to natychmiast zaczynam sie litowac nad soba i jestem wdzieczna za to, ze jakos przepracowalam te marne trzydziesci pare lat.
              • to.niemozliwe Re: Coz ja mysle... 10.04.11, 01:51
                Dlaczego litować?
                • renkaforever Re: Coz ja mysle... 10.04.11, 07:32
                  Litowac sie zaczynam nad soba, ze dobrze, ze juz mam za soba to cale piekielko zwiazane z zarabianiem pieniedzy. Ilu ludzi spotkalam, ile charakterkow, ile pracy wykonalam, ile pieniedzy zarobilam..wooo matko Good bye, people I do not want to see you again :)

                  Teraz moge sobie przynajmniej popisac, ale jak bede musiala znowu wrocic do tych "pracownikow" i "pracodawcow" to UCHRON MNIE BOZE i prosze, tym razem powaznie , juz wystarczy.
    • koala_tralalala Re: stosunki ze współpracownikami: coś ze mną nie 12.04.11, 19:13
      Czy przypadkiem nie jestes inna niz grupa(y) w ktorych sie znalazlas? Roznisz sie ubraniem, pogladami, wygladem, zachowaniem (wszystkim tymi elementami lub jedynym z nich)? Ludzie nie lubia innych od siebie. Takie osoby zazwyczaj, niemal z automatu sa wyrzucane poza grupe.

      Jeszcze gorzej jesli jestes lepiej wyksztalcona lub duzo bardziej kompetentna. To podstawowa cecha ofiar mobbingu, gdy znajda sie na stosunkowo niskim stanowsku i sa wrazliwe (gruboskorni zwykle sa silniejsi emocjonalnie i potrwafia przewalczyc pierwsze przejawy mobbingu, zanim rozwina sie do pelnej formy, zostawiajacej trwale slady w psychice).

      Druga sprawa, ktora widze: chyba bardzo potrzebujesz akceptacji i dobrych relacji z ludzmi. Moze troche za bardzo...
      • koala_tralalala Re: stosunki ze współpracownikami: coś ze mną nie 12.04.11, 19:15
        PS. Do wyksztalconej i kompetentnej dodaj jeszcze: madrzejsza, bardziej obyta i demonstrujaca to. Bardzo niewielki odsetek ludzi lubi towarzystwo lepszych od siebie, natychmiast tworza sie grupki demonstruajace swoja niechec.
        • ecco_mi Re: stosunki ze współpracownikami: coś ze mną nie 12.04.11, 20:31
          Tutaj nie powiem, żebym była lepsza od kogokolwiek. Zdaje sobie sprawę, że w pewnych sferach na pewno tak jest. Są jednak także sfery, w których moi nazwijmy to "przeciwnicy" są lepsi. W ogóle nie jestem przekonana, że są ludzie lepsi lub gorsi tak po prostu. Każdy ma własne mocne i słabe strony...
      • ecco_mi Re: stosunki ze współpracownikami: coś ze mną nie 12.04.11, 20:27
        Na pewno jestem inna, niż osoby z którymi pracuję. Na minus mogę zaliczyć fakt, że zdecydowanie jestem mniej nastawiona na zabawę, relacje towarzyskie itp. W porównaniu z osobami z którymi pracuję uznałabym się za drętwego osobnika. Z drugiej ja chyba zbyt, jak na warunki panujące w grupie, serio traktuję pracę, własny rozwój itp. OK, nie pasuję do grupy, czy to jednak powód, aby być całkowicie odsuniętą na boczny tor?
        Szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego nie można w normalny, neutralny sposób się różnić???
        Co do kompetencji. Rzeczywiście chyba obecnie jestem ta "bardziej zaawansowana" Wcześniej jednak było odwrotnie i też źle... Więc pomyślałam, że to nie ten trop.

        Co do relacji. Nigdy nie dążyłam i nie dążę do bycia w grupie. Z drugiej sam fakt odrzucenia jest tym, czego bardzo się boję.
Pełna wersja