ja nie dac "wejść sobie na głowe"?

18.04.11, 19:57
Mam wrazenie, ze mam bardzo uległy charakter, na wszystko sie zgadzam i daje soba dyrygowac. Nie cierpie tego i chciałabym to zmienić. Mam pewna kolezankę, ktora trzyma sie ze mną i jeszcze jedna taka uległą kolezanka i nami po prostu rzadzi, podporzadkowuje, ma taki totalitarny charaketer. Lubie ją ale dluzej z nia przebywając chce uciekac, mam złosc ze sie tak daje popdporzadlkowac, ze wysysa ze mnie jakas energie. Nie wiem czy kiedykolwiek z was czuł cos podobnego. Lubie tę osobe ale przebywajac z nią dłuzej ogromnie sie meczę. Co wy w takich sytuacjach robicie?
    • ecco_mi Re: ja nie dac "wejść sobie na głowe"? 18.04.11, 21:10
      Też mam ten problem. Staram się z tym walczyć, ale chyba nie jestem najlepszym przykładem, choć doskonale wiem, o czym piszesz.

      Jeśli jednak już mogę napisać, jak to robię:
      - staram się najpierw ustalić granice, sama dla siebie, tzn. na co mogę się zgodzić, bo czemu właściwie nie, co jest dla mnie OK, a drugiej - na co zgadzając się wyządzam sama sobie szkodę i dyskomfort, co jest dla mnie zbyt dużym poświęceniem
      - staram się wybrazić sobie, co się stanie, jak powiem "nie", czy jest to dla mnie do przyjęcia
      - a poźniej to już należy zabrać się do działania, mówić otwarcie co się myśli, na co ma się ochotę lub nie - to jest najtrudniejszy oczywiście etap.

      Dlaczego właściwie jesteś uległa, czego się boisz?
      • renkaforever Re: jak nie dac "wejść sobie na głowe"? 19.04.11, 05:01
        Ja mam zawsze swoje zdanie. I szanuje siebie za to. Kiedy ktos chce mnie przekonac do swojej opinii, to wysluchuje i zastanawiam sie, czy ona naprawde nie jest lepsza. Przyznanie racji zalezy od sytuacji, bo jesli moje "interesy" sa naruszone, to jaki zysk z tego jest ? Zaden dla mnie. Uklon i uprzejmosc dla kolezanki , mozna to nazwac inwestycja na pozniej, ale rzadko bywa, aby ktos sie rewanzowal za przyslugi. Raczej wykorzystuja, ile wlezie i w razie co, biora nogi za pas:)
        Ta niepewnosc i potem zal do siebie to znak, ze ty podejmujesz decyzje nie tak pochopnie, nie od razu, musisz sie zastanowic dluzej. I dobrze. Zastanow sie i potem nie zaluj tego, co zrobilas. Podjelas decyzje najlepsza, na jaka cie bylo stac wtedy, w tym momencie.
        • voxave Re: jak nie dac "wejść sobie na głowe"? 20.04.11, 15:05
          Tak bywa w każdej najmniejszej grupie spolecznej,ze osoby przyjmuja pewne postawy --jest przywódca.wesolek,milczek itd.sa osby które wola aby nimi rzadzic bo im sie nie chce i sa takie które lubia zarzadzac--od ciebie zależy co wybierasz --zawsze masz prawo powidzieć nie
    • coelka Re: ja nie dac "wejść sobie na głowe"? 21.04.11, 00:32
      Ustał sobie granice, ja mam zdanie na podstawowe tematy wyrobione, ale tez czesto jak ktos cos chce to daje sie naciagac , ulegam ale jak widze, ze za duzo to mowie nie podoba mnie sie to i nie chce.Nie jest to proste , raczej trudne, tak samo jak czasem trzeba spuscic z tonu róznie bywa w zyciu. jak czujesz sie wykorzystany czy ze nie masz na cos wplywu to powiedz głosnno to i tamto. Ja zdanie mam ale nie ma sily przebicia, nigdy ie miałam i zdaje sobie z tego sprawy to jest cięzki wiem ze sa takie osoby jak ja. póxnie luddzie przychodza i mowia miałas racje to czemu mnie wtedy nie słuchałes?słuchałas a bo ...no własnie. Ta wada charakteru rzutuje ale czasem trzeba krzyknac i powiedziec cos głosno . Kazdy ma inny charakter.
    • oliwe Re: ja nie dac "wejść sobie na głowe"? 21.04.11, 09:07
      Powiedzieć "nie" a powiedzieć tak żeby zrozumiano to jako "nie" to różne sprawy. Ja nie mam problemu z mówieniem "nie" - generalnie przeważnie jestem na "nie" ;) Ale niektórzy ludzie mają irytujące przekonanie, że jak mówisz"nie" to myślisz "tak", że lepiej wiedzą co będzie dla Ciebie dobre lub co ci się może podobać albo nie. Są ludzie dla których słowo "nie" nie znaczy nie a jest swoistą zachętą wręcz prowokacją do próby zmiany Twojego stanowiska. I tu możliwe są dwie wersje albo twardo się upierać, mając poczucie, że zachowuję się dziecinnie, nie odpowiadając na argumenty albo rozpoczyna się niekończąca walka na zbijane argumenty, co prowadzi do porażki przekonywanego bo w ten sposób to można udowodnić nawet to, że na wczasach na biegunie najbardziej się przyda kostium kąpielowy. To swego rodzaju arogancja i bezczelność a jak wiadomo na dwie rzeczy nie ma lekarstwa na śmierć i na bezczelność. Trzeba niesłychanej konsekwencji żeby ludzie zrozumieli, że namówienie Cię do czegoś co jest kompletnie wbrew Tobie czy Twojej naturze nikogo nie uszczęśliwi. Mój mąż po 10 latach wreszcie zrozumiał, że zawsze będzie miał nieudany wyjazd, kiedy pomimo mojego usilnego oporu namówi mnie na niego w dniu wyjazdu. Kiedy jestem nieprzygotowana to raz, że nie czuję się dobrze a dwa, że podświadomie psuję nastrój żeby mu udowodnić, że nie miał racji, przekonując że spontanicznie znaczy fajnie. Osobiście nie potrafiłabym namawiać do niczego kogoś argumentując i przekonując, że zapewniam, że będzie super skoro tego nie wiem, nie potrafię przewidzieć większości okoliczności. Można się umówić, że owszem może być ok lub wcale nie i że warto podjąć ryzyko, jeśli każdy podejmuje to ryzyko z własnej woli, pokonuje sie trudności i cieszy sytuacją bo jak się ponosi część odpowiedzialności to jest inaczej. W przeciwnym razie ktoś namówiony oczekuje przejęcia tej odpowiedzialności tylko, że Ci co głupio i uparcie namawiają potem szybko Cię zostawiają z problemem zawsze twierdząc, że albo tego się nie dało przewidzieć więc nie ich wina czy problem lub nawet, że z jakiegoś powodu to ty jesteś winna, tak na wszelki wypadek zrzucają w ten sposób odpowiedzialność na Ciebie. wrrrr. Nie cierpię takich zachowań ale to moja codzienność. Nie wiem skąd u ludzi przekonanie, że to co dla nich dobre musi być dobre dla Ciebie i nie zmącone doświadczeniami wprost przeciwnymi wciąż Cię uszczęśliwiają na siłę. To chyba domena, egoistów i egocentryków bo tak naprawdę to w dupie mają Ciebie tylko myślą o sobie a z jakiegoś powodu jesteś im potrzebna, szkoda, że nie mają się odwagi przyznać, że tak jest tylko robią Ci wodę z mózgu, żeby Ci udowodnić, że to dla Ciebie. Zawsze mnie zastanawia czy tacy manipulanci robią to świadomie czy naprawdę w to wierzą?
    • solaris_38 Re: ja nie dac "wejść sobie na głowe"? 21.04.11, 22:03
      z każdym człowiekiem trzeba indywidualnie dojść do obustronnie KORZYSTNEGO
      poziomu bliskości,
      ilości spędzanego czasu
      intensywności

      co za dużo to niezdrowo
      lecz to nie orzechy złe lecz ich nadmiar

      eksperymentuj

      :)

      powodzenia

Pełna wersja