czy mezczyzni maja prawo...

27.02.02, 17:00
Przed chwila wyszedl ode mnie 12-letni chlopak, syn sasiadki ktoremu od czasu
do czasu (z jego wyboru) zastepuje ojca jak ma problemy do rozwiazania czy
pytania..
Jego ojciec, a moj przyjaciel 3 lata temu zginal w wyprawie w Himalaje.
To byla jego zyciowa pasja, jego hobby, dla tego pracowal i o tym marzyl.
Wielokrotnie rozmawialismy o tym i o niebezpieczenstwach z tym zwiazanych,
jego zona to akceptowala (byc moze wydawalo jej sie, ze musi lub powinna)
No i stalo sie, zginal, pozostawil mloda zone i 9 -letniego chlopaka.
Drodzy forumowicze, co sadzicie o tym?.
Czy mezczyzna ma prawo dla swoich marzen narazac siebie na takie ryzyko?
Jak daleko mamy prawo sie posunac w naszym egoizmie, gdzie jest granica?
Z drugiej strony czy nie bedziemy sobie i bliskim wypominac, zesmy tego nie
zrobili? Czy inaczej doszlo by do odkryc geograficznych i lotow w kosmos?
Sam zegluje po morzach i temat nie jest mi obcy..
Co o tym sadzicie?
PS. Chlopak ojca nie zapomnial, jest z niego bardzo dumny ale tak rozpaczliwie
lgnie do mezczyzn, ze serce sie kraje
pozdrawiam
Janusz
    • roseanne Re: czy mezczyzni maja prawo... 27.02.02, 17:09
      nie potrafie odpowiedziec. To tak i Bogu swieczke i Diablu ogarek.

      Chce Ci tylko powiedziec, ze wspaniale, ze ten chlopak znalazl Ciebie.
      W swoim dziecinstwie tez mialam taka mentorke i ciagle jestem Jej wdzieczna.


      pozdrawiam, tak bardzo cieplo
      roseanne
      • janusz_b Re: czy mezczyzni maja prawo... 27.02.02, 17:37
        nie musial daleko szukac, mieszkamy naprzeciwko i znalismy sie juz wczesniej
        janusz
        • Gość: roseanne Re: czy mezczyzni maja prawo... IP: *.sympatico.ca 27.02.02, 18:45
          ale to nie chodzi o "poszukiwania", ta moja osoba to byl ktos z rodziny.
          Chodzi o to, ze Jestes i Ci sie chce.

          roseanne
          • janusz_b do Roseanne 27.02.02, 19:48
            Gość portalu: roseanne napisał(a):

            > ale to nie chodzi o "poszukiwania", ta moja osoba to byl ktos z rodziny.
            > Chodzi o to, ze Jestes i Ci sie chce.
            >
            > Hallo Roseanne,
            Mnie nie chodzilo o chwalenie sie jaki to ja jestem wspanialy
            zrozumialem oczywiscie, ale nie chcialem, aby sie zrobilo ckliwie wiec chcialem
            sie wywinac watpliwym dowcipem.
            No coz jego ojciec byl moim przyjacielem, chlopak jest isteligentny i rozgarniety
            zapowiada sie, ze wyrosnie na wartosciowego czlowieka...
            Tylko ja bywam miesiacami poza domem

            Dziekuje za mile slowa :-))
            pozdrawiam
            Janusz

    • Gość: Pastwa Re: czy mezczyzni maja prawo... IP: 172.17.15.* 27.02.02, 18:08
      Samo spełnianie się jest egoizmem, ale zdrowym, mimo że czasami nie pozbawionym
      ryzyka. Tak naprawdę to wiele zależy od tej osoby,która się wiąże z
      owym "ryzykantem", zdaje sobie sprawę przecież, że coś za coś.
    • Gość: Martyna Re: czy mezczyzni maja prawo... IP: *.proxy.aol.com 27.02.02, 19:03


      Zastanawialam sie nad Twoim pytaniem i rzeczywiscie trudna o odpowiedz.Z
      jednej strony jako osoba, ktora stracila ojca bardzo wczesnie ( mialam 10 lat)
      wiem jak ciezko zyje sie bez ojca z drugiej nie potrafie zabrac nikomu prawa do
      tego aby podazac za marzeniami , robic to co sie kocha.
      Byly ojciec chlopca prawdopodobnie wierzyl, ze przezyje nie myslal o smierci.
      Jesli zabierzemy mu to prawo to musimy zabrac je rowniez zolnierzom idacym na
      wojne, strazakom, policjantom i wszystkim innym, ktorzy narazaja wlasne zycie.

      Ja sama gleboko wierze, ze obojetnie co robimy w zyciu czy ryzykujemy czy tez
      jestesmy bardzo ostrozni to i tak Bog decduje o czasie naszej smierci.
      Nasze zachowanie nie ma tutaj wiele do zdzialania . Pewnie slyszales o
      beznadziejnych przypadkach raka, ktore zostaly wyleczone i o ludziach, ktorzy
      przewrociwszy sie na prostej drodze tracili zycie.
      Nie rozwazaj , nie pytaj zaakceptuj - nic juz nie zmienisz. A to co robisz dla
      tego chlopca naprawde jest piekne niwiele jest dzis takich ludzi jak Ty.
      Pozdrawiam
      • hal9000 Re: czy mezczyzni maja prawo... 28.02.02, 08:49
        Gość portalu: Martyna napisał(a):

        > Ja sama gleboko wierze, ze obojetnie co robimy w zyciu czy ryzykujemy czy tez
        > jestesmy bardzo ostrozni to i tak Bog decduje o czasie naszej smierci.
        > Nasze zachowanie nie ma tutaj wiele do zdzialania.

        Szanowna Fatalistko,

        Proponuje eksperyment w celu rozstrzygnięcia tej hipotezy.
        Wejdź na jakich porządnie wysoki budynek i skocz w dół.
        O wyniku tego eksperymentu dowiemy się na pewno z gazet.
        (Niezależnie od jego wyniku :)

        A teraz pytanie: czy gdyby eksperyment wypadł dla Ciebie
        niepomyślnie to Bóg byłby za to odpowiedzialny?

        Ja sądzę, że Bóg zostawił nam wolną wolę i coś od niej zależy.

        Pozdrawiam.
    • mary_ann Re: czy mezczyzni maja prawo... 27.02.02, 20:26
      Moim zdaniem, jesli ryzykuje sie zyciem (wyłączmy na razie strażakow itp, bo
      oni nie ryzykuja dla hobby, tylko dla zycia innych, co troche zmienia postać
      rzeczy), to chcąc nie chcąc mówi się bliskim "jesteście dla mnie mniej ważni,
      niż moja pasja". bo tak jest, skoro jestem w stanie rzucić na szalę swoje
      życie, a więc automatycznie i moja obecność przy bliskich. Ryzykowanie zycia
      jest dla mnie w ogóle szczeniactwem, ale to skrajnie kobiecy punkt widzenia -
      kogos, kto wie, ile zycie kosztuje ( w szerokim sensie, nie chodzi mi li tylko
      o martyrologiczne wizje ciąży i porodu).
      Reasumując: zycie może narażać chłopiec (by nie rzec- gowniarz), mężczyzna nie
      opuszcza tych, ktorych kocha.
      • Gość: Kulka Re: czy mezczyzni maja prawo... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.02.02, 21:07
        ...widocznie kochał bardziej siebie i swoją pasję od tego którego powołał do
        zycia...smutne ale prawdopodobne...i niestety częste u męzczyzn,chociaz nie
        jest to domeną jednej płci.
    • ta_mar_ta A jednak miekkie serce ??? ;) 27.02.02, 20:36
      janusz_b napisał(a):

      > PS. Chlopak ojca nie zapomnial, jest z niego bardzo dumny ale tak rozpaczliwie
      > lgnie do mezczyzn, ze serce sie kraje

      Hej Janusz,
      ogromnie ucieszył mnie Twój post, aczkolwiek opisana sytuacja trudna i smutna.
      Cieszę się , bo w watku "wrażliwość" napisałeś, że dla obcych masz serce jak głaz
      a tu ... wyszło szydło ?

      Czułam,że tylko grasz "twardego faceta" z amputowaną wrażliwością.
      A może to cecha "ludzi morza" ( to granie)?

      Ahoj Ta_

      P.S. Temat wątku muszę przemyśleć, trudny !


      • janusz_b wydalo sie 27.02.02, 20:49
        no i mnie zlapalas Ta_
        oj nieladnie, nieladnie..
        Nie da sie ukryc, ze to napisalem, prawda jest rowniez to co napisalem dalej
        w dalszym watku dla wyjasnienia z cala ta Azja itp.
        Ale w tym przypadku to nie jest sprawa miekkiego serca, bo ja nic dla niego
        nie robie z litosci, nawet mu daje w kosc na rejsach wg. "zasady co nas nie
        ubije to nas wzmocni" i wcale sie nie poswiecam bo chlopak jest madry
        i sam sie od niego duzo ucze (nauczyl mnie jezdzic na rolkach ..)
        pozdrawiam
        janusz
        • Gość: stella Re: wydalo sie IP: *.dhcp2.washington.edu 27.02.02, 21:58
          Witaj, Janusz
          PO pierwsze - to wyrazy uznania.
          Po drugie - nie wiem czy ktogolwiek z wypowiadajacych sie na ten temat,
          zwlaszcza krytycznie, ma cos wspolnego z gorami. Ja mam. Jest to moja zyciowa
          pasja. I jestem kobieta. Biore pod uwage, ze kiedys z gor moge nie wrocic.
          Wspinam sie w roznych gorach, na roznych kontynentach i nie potrafie bez tego
          zyc, bo po prostu nie bede wtedy soba. W gorach zyje sie naprawde, intensywnie,
          poznaje sie ludzi wprost, niczego nie mozna symulowac. Nie wierze, zeby
          wyrzeczenie sie pasji, jaka jest w tym przypadku alpinizm, wplynelo dobrze na
          zycie rodzinne. To tak jakby kogos pozbawic wlasnej skory i zamienic na cudza.
          TO nie dziala. Nie wiem czy to jest egoizm. Moze po prostu inna konstrukcja
          psychiczna. Wiem, ze jesli nie jest sie soba, to nie jest prawdziwe zycie. A
          ryzyko? Ryzykujemy rowniez wychodzac rano z domu do pracy, prowadzac niezbyt
          zdrowy tryb zycia itp. TO nie jest tak oczywiste i bezposrednie,
          Sama stracilam ojca jak jeszcze bylam dzieckiem, wiec sprawa jest mi znana.
          Pewnie dlatego wszyscy mezczyzni jacy pojawiaja sie w moim zyciu sa ode mnie
          znaczenie starsi. Czegos mi brakowalo i nadal brakuje. Rozumiem wiec dzieciaka.
          Ale - nie mozna zyc udajac kogos innego. TO autodestrukcja.
          pozdrawiam wszystkich
          • janusz_b Re: wydalo sie 27.02.02, 22:13
            halo stella, ja Cie rozumiem...
            Gdybym wczesnie poznal gory to tez na pewno bym sie drapal gdzie mnie nie
            swedzi, a ze poznalem morze to je pokochalem i zegluje.
            Nie pisze jak ja sobie radze z tym dylematem, moje hobby nie jest takie
            niebezpieczne (niezaleznie co opowiadaja stare wilki morskie) po prostu
            bylem ciekawy reakcji na forum bo jak widze mozna tu sporo skorzystac.
            ale Ci mimo wszystko troche zazdroszcze, jak widze zdjecia z Himalajow
            czy chocby Alp..
            caluski :-))
            Janusz
    • Gość: fnoll Re: czy mezczyzni maja prawo... IP: *.bydgoska.krakow.pl 27.02.02, 22:28
      coz, czlowiek naraza swoje zycie i zdrowie nie tylko realizujac ryzykowne
      marzenia - bo co powiesz o ojcu ktory idzie do pracy w odlewni aluminium,
      gdzie warunki sa takie, ze poparzen nie zalicza sie do wypadkow przy pracy a
      toksyczne opary niszcza twoje zdrowie w tempie ekspresowym? albo o kims, kto
      wybiera taka prace, ze ciagle nie ma go w domu?

      na takie ewentualnosci zwykle godzimy sie bez szemrania, uwazajac, ze sa
      spowodowane koniecznoscia wyzsza i nie mamy na nie wplywu

      natomiast wyprawy w himalaje uwazamy za "zbedne ryzyko", do ktorego podjecia
      wcale nie jestesmy zmuszeni, wiec odpowiedzialnosc za jego podjecie spoczywa
      na nas

      osobiscie uwazam, ze jestemy tak samo odpowiedzialni za himalaje jak i za
      podjecie pracy w tejze odlewni aluminium (faktycznie istniejacej we wroclawiu)

      twoj przyjaciel zginal w gorach - a ktos inny zgorzknial czy stracil zdrowie
      pracujac w miejscu, ktore mu szkodzilo... w obu przypadkach bedzie brakowac
      ojca

      tu nasuwa mi sie taka metafora: wychodzenie w gory jest niebezpieczne, ale
      wielokrotnie pozostawanie w dolinach jest rownie niebezpieczne, tylko ze wtedy
      zwalamy wine na "okolicznosci", choc tak naprawde nasza decyzja bylo
      pozostanie w zatrutej dolinie

      ja jestem za tym, zeby wychodzic w swe gory starajac sie wrocic z nich zywym :)

      pzdr

      fnoll
      • Gość: Martyna Re: czy mezczyzni maja prawo... IP: *.proxy.aol.com 28.02.02, 19:00
        Gość portalu: fnoll napisał(a):

        > coz, czlowiek naraza swoje zycie i zdrowie nie tylko realizujac ryzykowne
        > marzenia - bo co powiesz o ojcu ktory idzie do pracy w odlewni aluminium,
        > gdzie warunki sa takie, ze poparzen nie zalicza sie do wypadkow przy pracy a
        > toksyczne opary niszcza twoje zdrowie w tempie ekspresowym? albo o kims, kto
        > wybiera taka prace, ze ciagle nie ma go w domu?
        >
        > na takie ewentualnosci zwykle godzimy sie bez szemrania, uwazajac, ze sa
        > spowodowane koniecznoscia wyzsza i nie mamy na nie wplywu
        >
        > natomiast wyprawy w himalaje uwazamy za "zbedne ryzyko", do ktorego podjecia
        > wcale nie jestesmy zmuszeni, wiec odpowiedzialnosc za jego podjecie spoczywa
        > na nas
        >
        > osobiscie uwazam, ze jestemy tak samo odpowiedzialni za himalaje jak i za
        > podjecie pracy w tejze odlewni aluminium (faktycznie istniejacej we wroclawiu)
        >
        > twoj przyjaciel zginal w gorach - a ktos inny zgorzknial czy stracil zdrowie
        > pracujac w miejscu, ktore mu szkodzilo... w obu przypadkach bedzie brakowac
        > ojca
        >
        > tu nasuwa mi sie taka metafora: wychodzenie w gory jest niebezpieczne, ale
        > wielokrotnie pozostawanie w dolinach jest rownie niebezpieczne, tylko ze wtedy
        > zwalamy wine na "okolicznosci", choc tak naprawde nasza decyzja bylo
        > pozostanie w zatrutej dolinie
        >
        > ja jestem za tym, zeby wychodzic w swe gory starajac sie wrocic z nich zywym :)
        >
        > pzdr
        >
        > fnoll

        Albo na przyklad gdy pali jak smok a do tego ma wade serca. 85 procent szans nz
        zawal ale wszyscy uznaja to za normalny bieg rzeczy.
    • Gość: monik Re: czy mezczyzni maja prawo... IP: 194.181.153.* 28.02.02, 08:39
      nie tylo mezczyznie, po prostu ludzie maja prawo marzyc i realizowac swoje
      marzenia.
      nie mam wlasnej rodziny, za tydzien jade do Nepalu, nie wspinac sie, chodzic.
      niby nie jest to bardzo ryzykowne, przgotowywalam sie kondycyjnie, ale wysokosc
      jest wysokoscia. z nia sie jeszcze nie mierzylam. wiem, ze moja mama bedzie
      miala 5 tygodni "wyjetych z zyciorysu" bo bedzie sie o mnie bala. jedyne, co
      moge zrobic to obiecac jej, ze bede na siebie uwazac. i to wszystko. nie
      zrezygnuje, nawet dla mezczyzny swojego zycia, rodziny nie umialabym
      zrezygnowac z siebie. moze jest to egoistyczne tlumaczenie, ale mam wrazenie,
      ze kiedy ja jestem szczesliwa, to inni (majacy ze mna doczynienia) tez sa
      szczesliwi. chocmoze jest to pewnym naduzyciem.
      to co robil Twoj Przyjaciel - spelnianie sie w zyciu, czerpanie z niego - tak
      trzeba zyc. jego syn mial niesamowitego Ojca, teraz ma wspanialego przyjaciela
      i ten bilans wychodzi mu na plus. mimo wszystko. tak mysle.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja