janusz_b
27.02.02, 17:00
Przed chwila wyszedl ode mnie 12-letni chlopak, syn sasiadki ktoremu od czasu
do czasu (z jego wyboru) zastepuje ojca jak ma problemy do rozwiazania czy
pytania..
Jego ojciec, a moj przyjaciel 3 lata temu zginal w wyprawie w Himalaje.
To byla jego zyciowa pasja, jego hobby, dla tego pracowal i o tym marzyl.
Wielokrotnie rozmawialismy o tym i o niebezpieczenstwach z tym zwiazanych,
jego zona to akceptowala (byc moze wydawalo jej sie, ze musi lub powinna)
No i stalo sie, zginal, pozostawil mloda zone i 9 -letniego chlopaka.
Drodzy forumowicze, co sadzicie o tym?.
Czy mezczyzna ma prawo dla swoich marzen narazac siebie na takie ryzyko?
Jak daleko mamy prawo sie posunac w naszym egoizmie, gdzie jest granica?
Z drugiej strony czy nie bedziemy sobie i bliskim wypominac, zesmy tego nie
zrobili? Czy inaczej doszlo by do odkryc geograficznych i lotow w kosmos?
Sam zegluje po morzach i temat nie jest mi obcy..
Co o tym sadzicie?
PS. Chlopak ojca nie zapomnial, jest z niego bardzo dumny ale tak rozpaczliwie
lgnie do mezczyzn, ze serce sie kraje
pozdrawiam
Janusz