Widzieliście?

IP: 156.17.253.* 10.05.04, 14:44
Widzieliście kiedyś szare liście na drzewach?

Albo popiół na dnie umywalki?

Można go rozczesywać palcami, ile się chce. Póki nie ucieknie.


    • kvinna _ 10.05.04, 14:47

      Uśmiecham się, dobra?
      Bez odbioru.
    • procesor Re: Widzieliście? 10.05.04, 22:31
      Gość portalu: iwan napisał(a):
      > Widzieliście kiedyś szare liście na drzewach?

      Taaa.. ale wolę zielone lub te październikowe kolorowe.

      > Albo popiół na dnie umywalki?

      Tyz. NIc a nic mnie nie cieszył.

      > Można go rozczesywać palcami, ile się chce. Póki nie ucieknie.

      Mam inne ulubione zajęcia. :)

      A ty masz tak zawsze?? ;P
      • Gość: iwan Re: Widzieliście? IP: 156.17.253.* 11.05.04, 14:18
        procesor napisała:

        > A ty masz tak zawsze?? ;P
        >

        Czasami tylko. Wczoraj tak, dzisiaj nie:)
    • jmx .... 10.05.04, 22:34

      popiół na dnie umywalki jest wilgotny. Nie da się rozczesywać...
    • misiuupysiu Re: Widzieliście? 11.05.04, 00:21
      Gość portalu: iwan napisał(a):

      > Widzieliście kiedyś szare liście na drzewach?
      >
      > Albo popiół na dnie umywalki?
      >
      > Można go rozczesywać palcami, ile się chce. Póki nie ucieknie

      a białych myszek ostatnio nie widujesz???
      • Gość: iwan Bo Ty to i owszem ? :) IP: 156.17.253.* 11.05.04, 10:26
        I chciałbyś porozmawiać? :))
        • Gość: jez Re: Bo Ty to i owszem ? :) IP: *.dial.proxad.net 11.05.04, 12:48
          Moze ktos zamknie drzwi w tych Tworkach,
          bo tu juz robi sie ciasno.
          • kvinna Re: Bo Ty to i owszem ? :) 11.05.04, 13:07
            Posuń się :)
            • Gość: iwan Jeszcze o białych myszkach :) IP: 156.17.253.* 11.05.04, 14:16
              Marek Bieńczyk MYSZKI I LUDZIE

              "Widziałem białe myszki pijące wino. Nie, nie, panie doktorze, widziałem je
              naprawdę. Wychylały łebki spod beczki, rozglądały się czujnie i podbiegały do
              małego, specjalnie dla nich zbudowanego rusztowania z tycich deseczek. Myk-myk
              sadziły po dwa stopnie, na podeście chłeptały z miseczki zostawione dla nich
              amontillado. Zawracały, kryły się pod beczkami, gdzie dworowały sobie z kota
              albo ucinały drzemkę, po czym, gdy łaknienie wracało, pędziły na podest zażyć
              ponownie ambrozji. Bez dwóch słów, myszki były alkoholiczkami (może nawet
              widziały w delirce białych ludzi) i zażartowałem głupio, że nauczono je pić
              tak, jak konkwistadorzy uczyli pić Indian, by tym łatwiej ich zniewolić.
              Co to się działo, co się działo! Hiszpańscy gospodarze, właściciele winiarni z
              myszkami, oburzyli się okrutnie, choć byłem gościem, i zaczęli krzyczeć tak
              strasznie, jakby 500 lat milczenia uwolniło się z ich gardeł. Że co ja wiem o
              Konkwiście, by rozstrzygać, kto kłamie, a kto ma rację, kto jest ofiarą, a kto
              katem. Pytania były coraz bardziej natarczywe i filozoficzne. Skąd się bierze
              zło, jaki jest człowiek ze swej natury, jak zwą się najwyższe wartości, jaka
              jest prawda dziejowa, co było przed zaraniem i co nastąpi po kresie nocy?
              Gospodarze przesłuchiwali, ja wiłem się jak piskorz, podczas gdy myszki na mych
              oczach waliły kolejkę za kolejką i miały już z pewnością odpowiedź na każde
              pytanie.
              Wreszcie skończyliśmy debatę; poruszone tematy uczciliśmy kieliszkiem
              amontillado i rozstaliśmy się w kruchej komitywie. Wracałem do hotelu zadumany,
              rozważając wciąż dzieje ludzkie oraz los białych myszek, aż w niespokojnym śnie
              tamtej nocy zlały się w jedno kłębowisko przyjemności i udręki.
              Może amontillado z natury rzeczy musi być tak ostateczne i doprowadzać do
              najdalszych granic? Czy pamiętacie opowiadanie E.A. Poego "Beczka amontillado"?
              Montresor, narrator tej historii, przyjaźni się z wybitnym znawcą win
              Fortunatem. Jednak ten zaszedł mu za skórę i Montresor postanawia w odwecie
              wysłać go na drugi świat. Aby zwabić przyjaciela do piwnicy, w której chce go
              żywcem zamurować, oznajmia, że otrzymał oto antał wyśmienitego amontillado.
              Fortunato nie dowierza i zrazu opiera się przed wizytą, tym bardziej że jest
              chory i wilgotne podziemie nie posłuży jego zdrowiu, jednak myśl o wybitnym
              trunku bierze górę. W piwnicznych otchłaniach Montresor krępuje Fortunata
              łańcuchem i sięga po kielnię i wapno: "- Amontillado! - wybełkotał mój
              przyjaciel, nie ochłonąwszy jeszcze z osłupienia. - Aha - odparłem - tak, to
              amontillado".
              Umrzeć za amontillado, pokłócić się o nie w perspektywie uniwersalnej - trzeba
              przyznać, że dziwne to wino warte jest krwi. To obecnie jedno z najmniej
              docenionych win świata. Koloru bursztynowego, mocne (około 17-18 procent), w
              wypadku najlepszych zdecydowanie wytrawne, jest godną najwyższej uwagi odmianą
              sherry. Idealnie pasuje do wszelkich trudnych przystawek, które z innymi winami
              się nie żenią. Ze względu na intensywność nie da się tego wypić dużo, podobnie
              jak nie da się rozmawiać bez przerwy o prawdzie, celu istnienia i sekrecie
              śmierci. Ale parę razy do roku pić amontillado trzeba, by wyrwać się z
              doczesności i stawiać duszę przed sądem ostatecznym".

              • kvinna To ten smutny pan od wina? 11.05.04, 14:31
                Melancholijny.

                Tekst ładny; wolisz piwo czy wino?
                Ja wolę półsłodkie, wchodzi jak kompocik.
                A później wszystko wiruje jak w tańcu Derwiszów (głupie porównanie, też uważam,
                że mi się nie udało ;)
                • Gość: iwan Ten sam, Kvinno :) IP: 156.17.253.* 13.05.04, 13:10
                  Specjalista ds. Melancholii i Wina. Pisarz, eseista. Świetny stylista.

                  Co do wina - założyłem nowy wątek. Dla Ciebie :) No, po części dla Ciebie :)
                  • kvinna O, miło :) 13.05.04, 14:59
                    Ale ja niedużo w temacie. Mnie można zaprosić na wino bez winy :), a ja mogę
                    napisać co lubię do wina.

                    Wstydzę się.
                    Muszę uważniej czytać etykietki.

                    p.s. A w Muranowie to ciastka za 4 zeta są pyszne. Takie w celafonie
                    (celofanie?), z rodzynkami...
      • Gość: no name Re: Widzieliście? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.04, 16:03
        że co pan(i) widzi? węże? węze i?,, i? mrówki? mrówki tak? a dużo pan(i) pije?
        ah nie? bo co? ręce sie trzęsa i połowa sie wylewa???? tak myślałam wszystko
        jasne;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja