clarissa3
25.05.11, 00:02
Sluchajcie - i wytlumaczcie mi to raz a dobrze, prosze.
Znam faceta, juz 8 lat, ktory w zaden sposob nie okazuje uczuc - no moze czasem jakas taka niewygode, co wyglada dosc zabawnie, jakby kierunki mu sie mylily; krok w jedna strone dwa w druga jakby czegos szukal. Inne to reagowanie wybuchem jak 'wejde na odcisk' z tym ze tak wlasciwie nie wiadomo co tym odciskiem jest. Poza tym pelne opanowanie, spokoj, swoboda, wielka pewnosc siebie - bardzo powsciagliwy w slowach; nigdy ale to nigdy nie wyrazajacy swoich osobistych opinii - rozmowa to wlasciwie same pytania z jego strony lub potakiwania, pomruki. Naprowadza rozmowe pytaniami tak ze pojawia sie dosc brzydki obraz albo jakas wada sie uwidacznia, druga strona medalu. Nigdy nic nie jest piekne, mile ani wesole - jak o podrozy to glownie o cenach, standardach, serwisie. Jak o ludziach too tytulach, pozycjach.
Facet byl dosc wysoko w hierarchi korporacyjnej przez wiekszosc zycia i czytalam ze jak sie ma taka robote wymagajaca silnej kontoli emocji to te emocje zanikaja. Marks tez pisal o alienacji na skutek totalnego zaangazowanie w prace. Pasuje mi to do tego faceta ale...
Cieagle czegos nie moge zalapac - i ciagle mi sie zdaje ze on udaje, chyba, bo draze i przestac nie moge. Wciaga mnie to i dziure wierce az sie doigrywam. Na koniec dostaje takiego kopa ze mnie to boli. Dzis znowu poszlam po bandzie a teraz mi glupio, poza tym ze cierpie; On mnie olal a ja smutna. Pomozcie mi sie w to nie angazowac, prosze! Meczy mnie to - dlaczego??? Jakbym na sile chciala jego akceptacji - bo faktycznie chyba raz w zyciu mi powiedzial ze mnie lubi. Sporo robil dla mnie gdy go poprosilam ladnie. Zawsze najpierw podlewarowac trzeba, nauczylam sie. Ale po jakims czasie zachciewa mi sie wiecej.. i tak w kolko macieju... Do diabla! Rozumiecie cos z tego?