nie wiem o co chodzi

25.05.11, 11:13
Hej, tak chce podzielic sie pewna historia, niezbyt milo sie skonczyla i zastanawiam sie czy jeszcze cos zrobic czy po prostu zapomniec.
Chodzi o kolezanke, obie jestesmy emigrantkami z roznych krajow, mamy dzieci w jednej klasie (5 latki). Przeprowadzilam sie w srodku roku i nie znalazadnych mam w szkole. Dosc szybko poznalam 2 matki, ale zwrocilam tez uwage na te kolezanke, z ktora mam teraz klopot.
Zauwazylam, ze ona z nikim sie nie zadaje, nikogo nie zna a wydawala mi sie sympatyczna. Zagadalam, okazalo sie, ze jestesmy z tej samej czesci Europy. Rzeczywiscie jest rtorche niesmiala glownie z powodu slabego angielskiego (ktory nie jest wcale taki zly, ale ona ma z tym maly problem). Polubilismy sie, nasze dzieci natomiast lubia sie bardzo. Odwiedzalam ja w domu (mieszka blisko szkoly), pare razy wzajemnie sobie pomagalaymy, z calymi rodzinami umawialismy sie czasen na jakis sport.

Pare tyg. temu rano powiedziala mi ze moj syn bije jej syna w glowe (widziala to w klasie rano). Oczywiscie obiecalam ze wyjasnie cala sprawe. Cala sytuacja miala miec m-ce rano w klasie, przy nauczycielach. Zapytalam syna o co chodzi. Wyjasnil, ze to taka gra w klepanie sie po glowie, ze lubi tego kolege i nie chcial mu zrobic nic zlego. Orzyjelam wyjasnienie i zakazalam vbawic sie w tego typu gry.

Wszystko to zrelacjonowalam kolezance i poprosilam o to by zapytala swpjego synka o jego wersje wydarzen (wczesniej mi powiedziala, ze on w ogole nie chce jej mowic co sie dzieje w szkole). Wyjasnienie moje zostalo przyjete, ale chlodno. W nast. dniach okazalao sie, ze ona mnie unika. Po paru dniach postanowilam zapytac o co chodzi. Spytalam, czy cos jest nie tak, czy jest jakis problem miedzy nami, bo zauwazylam, ze ze mna nie rozmawia. Dowiedzialam sie, ze wszystko ok, tylko kolezanka jest "zmeczona". Oczywiscie nie jest ok, n nawet gorzej, bo kolezanka unika mnie chyba jeszcze bardziej. Nie odpisala tez na mejla ze zdjeciami, ktorego w miedzyczasie wyslalam. zawsze jak ja widze (codziennie w szkole) mowie "czesc", bo to raczej wynika z kultury osobistej niz z relacji, ona prawie nie reaguje.

To naprawde dla mnie glupia sytuacja, bo nie wiem, co sie stalo. Nawet jesli zrobilam cos nie tak, to nie mam szansy tego wyjasnic. Moj maz zaproponowal, ze porozmawia z jej mezem (b. rozsadny czlowiek), ale nie wiem czy to ma sens. Z nikim sie nie klocilam, zawsze staralam sie byc mila, otwarta, przyjazna, a teraz to wyglada tak, jakby 2 dziewczynki z podstawowki sie na siebie obrazily.

Co myslicie? Zostawic to czy probowac jeszcze wyjasniac? Dodam, ze chlopcy bardzo sie lubia, nadal razem bawia sie w szkole. A i my cieszylismy sie, ze mamy nowych fajnych znajomych. Ech...
    • koala_tralalala Re: nie wiem o co chodzi 25.05.11, 11:39
      Mozesz jeszcze raz podjac probe wyjasnienia. Jak sie nie uda, to wtedy odpusc - trudno, glowa muru nie przebijesz.
      • kratka.1 Re: nie wiem o co chodzi 25.05.11, 14:03
        Jeżeli bardzo zależy Ci na tej znajomości to spróbuj jeszcze raz zapytać o co chodzi. Jeżeli nie to odpuść sobie. Mężów do tego nie mieszałabym.
    • oliwe Re: nie wiem o co chodzi 25.05.11, 14:27
      Miałam bardzo podobne doświadczenie. Wiadomo okoliczności inne ale generalnie uwielbiałyśmy się obustronnie, to się wiedziało czuło i w ogóle, lubili się mężowie i dzieci również. Przeżyłyśmy wiele drobnych nieporozumień, przy odrobinie tolerancji i zrozumienia udawało się to naprawić aż do pewnego faktu, który nie był ani mniejszej ani większej wagi niż poprzednie a jednak zepsuł wszystko. Nic wielkiego a jednak. Myślę, że obie strony miały w tej sytuacji jakiś żal. Ja postanowiłam swój żal opisać bo chciałam to zrobić bez poddawania się emocjom, które mogłyby towarzyszyć rozmowie bezpośredniej, nie chciałam by konflikt narósł. Napisałam szczerze i obiektywnie jak to widzę ja, że czekam na jej wersję i postaram się zrozumieć. Nie otrzymałam odpowiedzi i stosunki się urwały pomimo, że jesteśmy sąsiadami w dodatku uwikłanymi w różne tematy. Nie jestem typem, który by sie narzucał więc nigdy więcej kontaktu nie spróbowałam. Każdy i my i nasi mężowi doprowadzili to rozwikłania wszelkich zależności, dodam, że odbyło się to bez słowa i teraz już ta przyjaźń jest wspomnieniem i psuje mi humor gdy przypadkiem ich niechcący zobaczę. Kosztowało mnie to wiele emocji od poczucia straty, przez złość, wściekłość i zawód. Ale cóż czasem tak bywa, może te drobne nieporozumienia uczyniły na przyjaźni jakąś skazę, która by się tylko pogłębiała. Pocieszam się tym, że prędzej czy później to było nieuniknione, na to wskazują ich wcześniejsze przyjaźnie zawsze zakończone definitywnie. Zawsze jak pytałam albo unikali odpowiedzi albo nie umieli powiedzieć dlaczego.

      Chyba nie warto Ci walczyć, jeśli jest jakaś szczególnie czuła na jakimś punkcie prędzej czy później znów nadepniesz jej na odcisk, takich fobii nie da się obgadać i usunąć. Ale myślę, że jednak warto nie kończyć definitywnie. Rozluźnić stosunki i cieszyć się ich inną jakością. Jeśli to dla Ciebie nie za trudne bo pewnie szarpią Tobą emocje również, postaraj się być miła i grzecznie kłaniaj pomimo braku reakcji. Może jej przejdzie ale potem zachowaj dystans, żeby nie myślała, że to ona kontroluje waszą przyjaźń. Bo wtedy co rusz będzie się tak zachowywać. Tam gdzie jest duma i niechęć do porozumienia nic nie wskórasz, możesz się tylko płaszczyć i żebrać o przyjaźń a to już nie jest przyjaźń.
      • middlesex Re: nie wiem o co chodzi 26.05.11, 14:33
        Dzieki za Wasze wypowiedzi.
        Chyba macie racje, sprobuje jeszcze raz z nia porozmawiac. Na razie wyjezdzam, ale po powrocie od razu do niej podejde.
        Myslalam o napisaniu mejla, ale pewnie nie dostalabym odpowiedzi.
        Mam wrazenie, ze ona tak jakos sie zaciela. Moze rzeczywiscie to jaks bardziej ogolna sprawa, w takim sensie, ze ona czuje sie raczej nie najlepiej w obcym kraju (nie pracuje, zajmuje sie dziecmi), troche sie nudzi. Dlatego ciekawa jestem, co ja takiego zrobilam, ze odciela sie od jednej z nielicznych kolezanek.
        No nic, napisze jak mi poszlo.
        • witch_l Zachowanie dzieci mowi wiecej niz 26.05.11, 22:15
          dorosli moga to czasami zrozumiec. Do tego moga tez dojsc jakies tam uprzedzenia, typowe jakie bywaja pomiedzy emigrantami. Moze ta mala sprawa otworzyla cos o czym wiedziec nie mozesz jakas wieksza sprawe jaka ona ma w sobie i jaka ukrywa? Prawd moze byc wiele raczej bym nie liczyla na to, aby ktos mial sie przed toba otwierac i opowiadac wszystko, ze szczegolami....
          • middlesex probowalam wyjasnic 14.06.11, 12:16
            wreszcie dzis byla okazja by podejsc i porozmawiac, krotko bo krotko, ale jednak sie czegos dowiedzialam (przez caly czas kolezanka mnie unikala, a dzieci bawia sie razem codziennie w szkole)
            okazalo sie, ze jej reakcja jest zwiazana z moim sposobem zalatwienia sprawy chlopcow, tzn. tak do konca nie potrafila mi wytlumaczyc CO powinnam zrobic zamiast tego, co zrobilam (nie upieram sie, ze moje dzialanie bylo doskonale czy cos), dowiedzialam sie, ze ona bardzo kocha swoje dzieci i dlatego byla (jest?) na mnie taka zla

            jasno z tego wynika, ze mamy zupelnie inne podejscie do wychowania dzieci, jej przypomina podejscie mojej mamy (nadopiekuncza, nadwrazliwa na punkcie dzieci), ja zas robie inaczej niz moi rodzice (wlasnie dlatego, ze do tej pory odczuwam skutki chowania pod kloszem)

            oczywiscie szanuje jej podejscie, ale probowalam wytlumaczyc, ze ten incydent z moim synem to poczatek roznego rodzaju sytuacji, z ktorymi kazde dziecko sie predzej czy pozniej spotka, ze trzeba je rozwiazywac i isc dalej, mowic co nas uwiera, od razu wyjasniac itd. , ze to nie powod by od razu zrywac znajomosc

            na moje pytanie czy nadal mozemy byc kolezankami, odpowiedziala, ze nie wie, ze musi pomyslec, ze moze powoli zacznie mi mowic/odpowiadac czesc...

            mysle, ze prawdopodobnie nie jestesmy w stanie sie dogadac, za bardzo sie roznimy, predzej czy pozniej znow nadepne jej na odcisk i bedzie to samo, ja mam inne podejscie, jestem otwarta, elastyczna, ciagle rewiduje poglady na rozne sprawy, tak chce wychowac dzieci, ona troche sie zamyka, jej starszy syn jest izolowany w klasie, dzieci dla niej beda pewnie jedyna sprawa w zyciu (pomimo wyszego specjalistycznego wyksztalcenia ona nie pracueje, zajmuje sie domem), szczerze mowiac dla mnie taka znajomosc nie jest problemem, lubie roznych ludzi, tez moge czegos sie od nich nauczyc, ale przypuszczam, ze w tym przypadku nasza znajomosc moze sie nie udac, po prostu

            ciesze sie, ze chcociaz sprobowalam to wyjasnic, zobaczymy co bedzie dalej

            pozdrawiam!
    • paco_lopez Re: nie wiem o co chodzi 14.06.11, 12:27
      no coż na bez rybiu i rak ryba. pewnie jakby to nie było na emigracji, to byście w ogóle sie niezauważyły. tak na ostro tłumacząć, to nie ma sobie co zawracać głowy jakomś gupiom cipom.
Pełna wersja