Gość: Ewa
IP: *.ale-czat.com.pl
16.08.01, 12:52
Moja "wielka miłość" okazał sie być pospolitą świnią, bo zostawił mnie w
momencie kiedy najbardziej go potrzebowałam. Wyjechałam za granicę i choć
wcześniej obiecywał że nic między nami się nie zmieni, to w tydzień po moim
wyjeżdzie przez telefon powiedział, że, cytuję: "bardzo dużo o tym myślał, i ta
sytuacja dla niego będzie za trudna, nie będzie mnie widywał przez 3 miesiące"
itp. Ryczałam przez tydzień, a najgorsze było to, że nie miałam komu się
wypłakać. Wróciłam do Polski i jak głupia biegałam po mieście, w nadziei że go
spotkam, on padnie na kolana i będzie błagał o przebaczenie. Oczywiście nie
zrobił tego, ale nadal jest najsłodszym facetem jakiego znam i tęsknie za nim
straszliwie, choć minął już rok. W ciągu tego roku widziałam go 3 razy, trochę
rozmawialiśmy, ale ja nadal chcę mieć z nim kontakt, jakikolwiek. Wydaje mi się
że to był TEN mężczyzna, i teraz nie widze szansy na pokochanie innego.
Próbowałam związać sie z innym, ale chyba tylko po to, żeby o tamtym zapomnieć,
a to z reguły nie funkcjonuje. Ciągle myślę o tamtym i wydaje mi się że nadal
sporo do niego czuje, choć tak fatalnie mnie potraktował, jak tchórz, bojący
sie powiedzieć że to koniec prosto w twarz. Czy może faceci
rzeczywiście "odkochują" sie z dnia na dzień????