Trudne relacje matka - córka.

21.06.11, 15:47
Mam 33 lata i od wielu lat bardzo trudne relacje ze swoją matką (60lat), która z jednej strony jest apodyktycznym rodzicem. Uważa mnie za małą dziewczynkę, która musi być podporządkowana mamie, grzebie w moim rzeczach, ostro krytykuje, etc. Jest bardzo zazdrosna o moich przyjaciół, nie szanuje ich, wmawia mi, że „piorą mi mózg”, bo poświęcam im większą uwagę niż jej. Z drugiej strony jest to osoba bardzo samotna, mocno doświadczona przez los, nie potrafiąca zaufać ludziom, a co za tym idzie nie mająca przyjaciół i bliskich osób, którym mogłaby się zwierzyć, czy zwyczajnie poczuć, że nie jest sama.
Ostatnio w histerii stwierdziła, że chce się odciąć od wszystkiego i od wszystkich, że nie chce mieć ze mną kontaktu, że chce zacząć wszystko od nowa i jeszcze bardziej zamknąć się na ludzi. Coraz częściej płacze, coraz rzadziej wychodzi z domu.
Ja powinnam być jedną z tych osób, które by jej pomagały, wspierały ją, niestety, nie potrafię się do niej zbliżyć i otworzyć na tyle, żeby poczuła, że nie jest sama, i że zależy mi na jej szczęściu. Jest to wynikiem rozłąki jaka nastąpiła między nami dawno temu (wyjechała zagranicę gdy miałam 11 lat).
To rodzi u mnie poczucie winy, rozchwianie emocjonalne. Mam do niej ogromny żal, że mnie zostawiła, ale mimo wszystko nie jest mi obojętna. Strasznie mi jej szkoda i chciałabym, żeby w końcu ułożyła sobie stabilne, szczęśliwe życie.

Jak z nią rozmawiać, jak ona powinna rozmawiać ze mną? Jak otworzyć się na siebie i budować dialog, który naprawiłby relacje między nami? Niestety, moja matka nie jest osobą, która podjęłaby się terapii. Uważa, że to strata czasu i nie jest jej potrzebna pomoc psychologiczna, bo sama sobie poradzi ze swoimi problemami.

Dodam tylko, że jestem jedynaczką, nigdy nie poznałam swojego ojca (o jego istnieniu dowiedziałam się w wieku 14 lat od prababki, wcześniej wierzyłam, że on nie żyje, bo taka była wersja matki). Po jej wyjeździe zagranicę utrzymywałyśmy kontakt telefoniczny i widziałyśmy się kilka razy do roku, przeważnie podczas świąt (choć nie zawsze) lub kiedy jeździłam do niej na wakacje. Osoby, które miały się mną opiekować, uczyniły moje życie koszmarem i ona o tym wiedziała. Niestety, reagowała tylko wtedy, gdy przyjeżdżała na chwilę do kraju. Szybko stałam się niezależna, samodzielna i samowystarczalna, nie mogłam liczyć na wsparcie rodziny. W wieku 16 lat mieszkałam już zupełnie sama i przestałam odczuwać, że mam matkę. Dla mnie była już tylko wirtualnym rodzicem; próbowała mnie wychować i sterować moim życiem używając do tego celu słuchawki telefonu i kasy. Kiedy jej się to nie udawało, robiła mi awantury, i winiła mnie i moich znajomych za taki stan rzeczy.

Obecnie nie mam partnera i nie mam potrzeby zakładania własnej rodziny. Moją rodziną są moi bliscy przyjaciele. Nie czuję się samotna. Ale jest matka, z którą łączy mnie toksyczna więź, i która tak naprawdę ma tylko mnie. Chciałabym mimo wszystko jakoś jej pomóc, pocieszyć ją, przytulić, uspokoić, bo ta sytuacja wykończy nas obie.
    • to.niemozliwe Re: Trudne relacje matka - córka. 21.06.11, 17:35
      A co Ci radza bliscy przyjaciele? Oni najlepiej znaja Twoja sytuacje.
    • jubale Niestety ale... 21.06.11, 18:16
      Najpierw powinnas moim zdaniem zrozumiec co toba kieruje w strone toksycznej i emocjonalnie niedojrzalej kobiety, ktora cie urodzila....

      Moim zdaniem masz poczucie winy, ze masz ciagle ogromny zal i zlosc za to, ze cie tak ZLEKCEWAZYLA, ze cie porzucila, zostawila na pastwe zlych i nieudanych relacji. TWOJ ZAL I ZLOSC JEST SLUSZNA I RACJONALNA....
      Poniewaz to matka, a matke zawsze na swoj sposob wiekszosc ludzi kocha, wiec masz ciagle wyrzuty sumienia, ktore przybieraja forme troski o nia. Ty w swoim wyzszym Ego, ktore steruje sumieniem jestes ta lepsza osoba nie taka jak twoja matka...wiec ty nie mozesz postapic podobnie jak ona, wobec ciebie postapila, czyli olac ja i sie odsunac...Bo w koncu to zrobila...
      Duzo jest takich kobiet, ktore nagle maja jakies tam zawirowania emocjonalne i porzucaja dom, dzieci i jada w sina dal, szukac szczescia, ktorego nie moga o dziwo nigdzie znalezc.

      Znam tutajw poblizu, taka kobiete, ciagle szuka kontaktu ze mna i dziwi ja ze jej unikam....Tez porzucila swoje dzieci w Polsce i dzis dziwi sie ze relacje sa nieudane. Rzucila swoj dom, rodzine dzieci dla - faceta, brzydkiego starego ale z ...willa, kilku pokojowa, gdzie ona chodzi od kata w kat i sprzata, gotuje jemu...i jego dzieciarni...Ktora nazywa swoja rodzina. Ot i szczescie za piety zlapane...


      Kazdy jeden terapeuta powie ci jedno: Nie uda ci sie zmienic relacji z osoba toksyczna. Ciebie to wykonczy, a i ona szuka kogos do wykonczenia bo samej jej ciezko ze soba.

      W tym wypadku w tobie lezy przyszlosc i ty muisz cenic i dbac o to zycie jakie masz. Wyciagnij wnisoki z jej zycia, z twojego zycia i zyj swoim - dalej. Unikajac toksycznych ludzi, dla wlasnego zdrowia...


      Pozdrawiam...
      • clarissa3 Re: Niestety ale... 21.06.11, 20:55
        glupio gadasz, jubale. Jakby rzucanie ludzi bylo takie proste to by tyle tragedii na swiecie nie bylo - kazdy by mowil: ' toksyczny to go rzuce' i juz.

        A czy to przypadkiem tak nie bylo ze zaszla w ciaze, urodzila, facet poszedl w sina dal a ja, twoja matke, pognali w swiat zeby na ciebie zarobila?

        33 lata temu byl rok 1978! Troszke to inaczej wygladalo wszystko niz teraz. Komuna, male zarobki, zagranica ziema obiecana - moze jadac myslala ze cie tam sciagnie? A nie wyszlo. Rozmawialas chociaz o tym wszystkim z nia? O jej motywach? O tym co jej wowczas po glowie chodzilo? O tym jaka byla JEJ rzeczywistosc? Probowalas sie postawic w jej sytuacji? Czy w ogole rozmawiasz z nia?
        • jubale Podaj mnie na gestapo clarysa... 21.06.11, 21:39
          glupio gadasz, jubale. Jakby rzucanie ludzi bylo takie proste to by tyle tragedii na swiecie nie bylo - kazdy by mowil: ' toksyczny to go rzuce' i juz.

          ---
          Bo reagujesz jak narwana!
          Przeciez umiesz na tyle czytac,ze wyczuwasz tragedie sytuacji w jakiej znalazla sie autorka.
          Tu nie tylko matka ja opusciala na cale lata, w jednym z najbardziej trudnych momentow dla dziecka bo ok. 11 roku zycia to jeszcze zostawila ja ludziom, ktorzy jak sama pisze byli dla niej straszni, do tego lekcewazyla skargi dziecka.

          Problem jest o wiele powazniejszy niz ty probujesz go zbagatelizowac wypisujac dyrdymaly jak ta stara ciota z PRL-u!
        • ninakurt Re: Niestety ale... 22.06.11, 08:12
          Tak clarissa3, oczywiście że był to wyjazd zarobkowy. Miał trwać 3 m-ce, przeciągnął się do dnia dzisiejszego, ale matka w dalszym ciągu nie ma stabilnego życia.

          Mój ojciec zostawił matkę, gdy była w 8 m-cu ciąży.. Wpadka miała miejsce w małym miasteczku, na wschodzie Polski, gdzie ludzie do dziś lubią wytykać palcami tych, którzy żyją „nie po bożemu”. Od początku była skazana na siebie, i pomoc obcych ludzi, bo rodzice mieszkający po drugiej stronie Polski, musieli albo pić, albo bić, albo się truć. Niestety, matka też jest ofiarą swoich rodziców. Mimo to, 11 pierwszych lat mojego życia były sielanką. Miałam piękne dzieciństwo i cudowną matkę, dopóki ta nie podjęła decyzji o wyjeździe.

          Powiem tak, im jestem starsza tym trudniej jest mi zrozumieć nie tylko moją matkę, ale w ogóle matki, czy rodziców, którzy zostawiają swoje dzieci i wyjeżdżają do pracy za granicę. Problem eurosierot jest coraz bardziej widoczny w naszym kraju, dorośli jadą zarobić kasę, żeby zapewnić lepszy byt sobie i swoim dzieciom. Ale czy faktycznie jest to jedyna droga do wyjścia z kiepskiej sytuacji materialnej? Ok, rozumiem, nie miała wyjścia, musiała wyjechać, ale dlaczego potraktowała mnie jak przedmiot? Przez wiele lat czułam się tak jakbym była jedną z tych walizek matki, których ona nie mogła wziąć ze sobą, i których nie mogła się też pozbyć, więc oddawała w przechowanie innym, by co jakiś czas przerzucano nas z kąta w kąt, często w mało delikatny sposób.
          • dingdong Re: Niestety ale... 22.06.11, 08:35
            to ja ci to wytumacze na powaznie...Ta kobieta (twoja matka) do tej pory nie wie co ja trafilo. Bo mialo byc inaczej. Padla ofiara mitu (wyjade, zarobie i problemy mina) i sytuacji owych czasow i niestety do tej pory w nim trwa. Bo jest potwornie trudno, zarobic na emigracji tyle, zeby utrzymac dwa domy. A to, ze nie zabrala ciebie ze soba, potwierdza to, ze zarabiala za malo, zeby siebie i ciebie utrzymac na emigracji. A ja wiem co pisze bo przez ostatnie 35 lat, widzialem i widze tragedie polskich dzieciatych emigrantek. I nie wyjda z tej beznadziei, bo ciagle wierza ze bedzie lepiej...a nie bedzie, bo nie maja najmniejszych szans (zdecydowana wiekszosc ale sa wyjatki) zeby sie przebic i zarabiac wiecej...A targedia jest to, ze nie sa szczere z najblizszymi, bo wstyd im...i boja sie ze zostana uznane za...tutaj domysl sie jak mozna upodlic czlowieka.
            Postaraj sie to zrozumiec i bedzie ci latwiej...
          • clarissa3 Re: Niestety ale... 22.06.11, 11:49
            wiesz, to taka troche rozmowa o wyzszosci jajka nad kura lub odwrotnie... Ewidentnie stracilyscie obie, lub nigdy jej nie posiadlyscie, umiejetnosc porozumiewania sie.

            To trudna sytuacja. Mysle ze zaglebienie sie w sprawy otoczenia, warunkow zycia w PL w ogole, pomogloby ci ja zrozumiec. A tymczasem moze przemysl czy rozmowy w obecnosci osob trzecich by nie pomogly? Znajdz jakiegos terapeute od malzenstw/rodzin/ par i pogadaj co sie da zrobic. Czas goni a wy mozecie potem bardzo zalowac ze sie nie postaralyscie bardziej...
            • jubale Re: Niestety ale... 22.06.11, 13:25
              Ty tez masz cos z toksyny clarysa....Zaczynasz autorke watka podpuszczac pod jeszcze wieksze wyrzuty sumienia, ktrych nie musi po prostu posiadac...
              /.../Znajdz jakiegos terapeute od malzens
              > tw/rodzin/ par i pogadaj co sie da zrobic. Czas goni a wy mozecie potem bardzo
              > zalowac ze sie nie postaralyscie bardziej.../.../

              Dlaczego to od niej ma to wyjsc? Dlaczego to ona ma byc matka swojej matki? Dlaczego to ona ma zrozumiec swoja mamusie i jej problemy w PRL-u? Dlaczego to na niej nalezy wylac wiadro pomyj, do jasnej cholery, bo nie rozumiem takiej zasciankowej mentalnosci. Ktora kopie dziecko. Dziecku nic nie walno, ale za to dziecko musi byc jak dorosle doskonale, i
              wszystkim tym czym matka jej nie byla i nie jest....


              I co to za tlumaczenie o PRLu, ze niby bylo ciezkie zycie? Ja tez zylam w PRL, ja takiego zycia ciezkiego nie pamietam. Bez przesady, bylo dosc sporo kobiet samotnych z dziecmi ale jezeli byly zreczne i zaradne to dawaly sobie DOSKONALE rade bez faceta... Znam mnostwo takich osob, ktore by nigdy w zyciu nie zostawily swojego dziecka na pastwe losu i pod opieka zlych ludzi....
              To nic nie tlumaczy, do nczego taki tok myslenia nie prowadzi, a jedynie, ze mloda dziewczyna jeszcze bardziej na swoje bary bedzie brala odpowiedzilanosc za glupote i brak wyobrazni swojej matki, niszczac sobie niepotrzebnie i nerwy i zdrowie

              Matka na codzien pokazuje jej jak bardzo ma ja w D, jak nie szanuje jej granic, wpuszcza ja w poczucie winy..itp. Zareczam ci ze wiekszosc ludzi w bardziej otrzaskanym swiecie zostwiloby kontakt z kims takim.

              Znam tu kobiety, ktore zostawily swoje dzieci i mowia dzis:- A co to sa dzieci, wyrosna i nawet kartki na swieta nie wysla, ja sie tam dla dziecka poswiecac nie bede....!

              I co robia za granica? Szukaja tego czego brakowalo im w Polsce. Najczesciej chlopa aby utrzymal i wyzywil. Dlatego czesto nie sprowadzaja swoich dzieci, aby sobie nie robic nimi klopotu.


              Taka jest prawda clarysko, naiwna....
              • clarissa3 Re: Niestety ale... 22.06.11, 14:06
                alez ty wsciekla baba jestes jubale... I przmadrzala.
                • jubale Re: Niestety ale... 22.06.11, 15:09
                  clarissa3 napisała:

                  > alez ty wsciekla baba jestes jubale... I przmadrzala.
                  ---
                  To nie ja to ty, to mowisz i to twoja projekcja na mnie.

                  W rzeczywsitosci jestem po prostu...energiczna. Zastanow sie nad tym co napisalam, bo wpuszczanie ludzi w poczucie winy, to wlasnie cecha osob bardzo toksycznych....
    • agmi11 Re: Trudne relacje matka - córka. 21.06.11, 21:15
      W pierwszej kolejności powinnaś zadbać o siebie. Jeśli mama nie chce iść na terapię to idź na nią sama, dla własnego dobra.

      Piszesz o poczuciu winy, zagmatwanej relacji z matką, o niełatwym życiu. Zapewne życie Cię nie rozpieszczało. Czy jesteś gotowa na zmiany? Spójrz na swoje mocne strony i wykorzystaj je do wprowadzenia pozytywnych zmian w swoim życiu.

    • azoorek Re: Trudne relacje matka - córka. 21.06.11, 22:12
      Tak myśleż, że masz dobre podejście do sytuacji. To, ze wyjechałaś pozwoliło Ci nabrać dystansu do matki. I troche sie teraz zamotałaś, bo czujesz sie troche odpowiedzalna za matkę. To samolubna, egoistyczna osoba. Mysle, ze trzeba odłozyć motywy działania na bok, bo nikt nie ma prawa wtracać sie w życie bliskiej osoby w ten sposób w jaki ona to robi. Jesteś dorosłą osbą, samodzielną, rozsądną i jak widze znasz swoją wartość. Bądź obok matki, ale nie spodziewaj się wdzięczności, bo ona tego nie potrafi. Jest chorą emocjonalnie osobą na poziomie kilkulatka, która próbuje manipulować innymi. Taka była i taka będzie. I kropka. Masz swoje życie, z którego jesteś zadowolona. To jest Twoje życie, a nie Twojej matki. Ty masz z niego byc zadowolona. A twoja matka, moze z zazdrości, czy z zaborczości próbuje Ci to odebrać- te słowa od odcieciu sie od ciebie, to jest klasyczna emocjonalna manipulacja mająca na celu wzbudzenia poczucia winy. I chyba jej sie to udało. Nie pomożesz jej, bo żeby się zmienić, trzeba wiedzieć co jest nie tak w zyciu.
      To jest bardzo trudne odciąć się emocjonalnie od rodzica. Wiem, bo sama przez to przechodziłam. Miałam ogromny żal do matki, że jest taką egocentryczna osobą, ale potem zrozumiałam, że tak naprawdę lata mi to koło pukla, bo teraz na nic mi jej miłość i zrozumienie nie jest potrzebne, bo mam własne życie. Zresztą na h..j mi jej wsparcie, skoro sama nie potrafi sobie w zyciu pomóc. Teraz nie wchodzę w zadne dyskusje dotyczące mojego zycia, rozmawiam o błahych rzeczach, mało co sie kontaktuję, bo te kontakty to nie była rozmowa tylko monolog z jej strony. Też tak Ci radzę, bo zaczynasz emocjonalnie wchodzić w jej poletko. A każdy swoje powinien obrabiać.
      • ninakurt Re: Trudne relacje matka - córka. 22.06.11, 09:26
        azoorek napisała:

        [...] Miałam ogromny żal do matki, że jest taką egocentryczna osobą,
        > ale potem zrozumiałam, że tak naprawdę lata mi to koło pukla, bo teraz na nic
        > mi jej miłość i zrozumienie nie jest potrzebne, bo mam własne życie. Zresztą na
        > h..j mi jej wsparcie, skoro sama nie potrafi sobie w zyciu pomóc. Teraz nie wc
        > hodzę w zadne dyskusje dotyczące mojego zycia, rozmawiam o błahych rzeczach, ma
        > ło co sie kontaktuję, bo te kontakty to nie była rozmowa tylko monolog z jej st
        > rony. Też tak Ci radzę, bo zaczynasz emocjonalnie wchodzić w jej poletko. A każ
        > dy swoje powinien obrabiać.


        Azoorek, tak też było i ze mną. Ona zawsze albo pierwsza dzwoniła, albo kazała mi dzwonić do siebie, głosząc swoje litanie, wydając dyrektywy, na które mogłam tylko lakonicznie odpowiadać i przytakiwać. Nie dzieliłam się z nią moim życiem, nie zwierzałam. Bardzo mało o mnie wie. Byłam też w jakimś sensie wyłączona z jej życia, starałam się dbać przede wszystkim o siebie. Wszystko było do zniesienia, kiedy była daleko.

        Obecnie, sytuacja wygląda nieco inaczej, bo ta sama wirtualna matka nagle mieszka ze mną od 6 m-cy pod jednym dachem (pisałam, że ma w dalszym ciągu nieułożone życie), ma ludzki kształt, zapach, posiada niezmierzoną ilość łez, i widzę w niej po raz pierwszy słabą, bezbronną kobietę, która potrzebuje wsparcia i odnowy psychiczno-emocjonalnej. Po raz pierwszy jestem z nią tak blisko fizycznie, doświadczam jej bólu, i jest czas na trudne rozmowy, po których, nie odzywamy się do siebie przez wiele dni. Jestem w dalszym ciągu narażona na manipulację z jej strony i mocno odczuwam jej negatywny stosunek do moich przyjaciół, znajomych, właściwie do kogokolwiek, kto znajduje się w moim zasięgu. Robi i zachowuje się dokładnie tak samo jak zawsze, tylko jest tuż obok.

        Podobno wyjeżdża za m-c do tego swojego kraju mlekiem i miodem płynącym i jak pisałam wcześniej, chce zniknąć na zawsze z mojego życia, odciąć się od wszystkiego i wszystkich....
        Po raz pierwszy pomyślałam, że może jest to jedyna okazja, żeby jej jakoś pomóc, żeby ktoś lub coś jej pomogło....



        • anbale Re: Trudne relacje matka - córka. 22.06.11, 10:02
          Mam wrażenie, że chciałabyś być "matką swojej matki", a to raczej się nigdy nie udaje, bo wtedy matka musiałaby przyjąć rolę podporządkowanego dziecka...Odpowiedzialność za jakość relacji leży po stronie rodzica, on je kształuje, dziecko się przystosowuje i zakodowuje- więc to niestety ona zawaliła sprawę, i zawala dalej pojawiając się jedynie z roszczeniami, histeriami i pretensjami...To, że jej życie nie należy do udanych- to naprawdę nie Twoj problem, ludzie w Twoim wieku są już dawno odpępnieni i zajęci własnym życiem, więc naprawdę trudno wymagać żebyś teraz dla kaprysu nieszczęśliwej matki robiła jakiś regres.
          Naprawdę, nie jesteśmy odpowiedzialni za złe wybory życiowe naszych rodziców, nie musimy za nie pokutować w nieskończoność- oczywiście nie wyklucza to wsparcia i poprawnych relacji, ale naprawdę nie zajmuj się jej "psychoterapią", to nie Twoja rola, to nie rola córki...
          • pelna_moralnego_niepokoju Re: Trudne relacje matka - córka. 25.06.11, 13:35
            Anbale dobrze gada. Jakie matka zbudowała relacje takie macie. Próba jej zmiany wiąże się z narastającymi wyrzutami sumienia bo musisz się przesterować, wczuć, zrozumieć a to je pogłębia, czy pięcioletnim czy 40-letnim jesteś tylko jej dzieckiem. Już ukształtowanym, trochę przez nią, trochę przez warunki w jakich żyło i trochę przez siebie samą. Rodzicem się jest a nie bywa, kto nim nie był nie nadrobi straconego czasu, nie ma co się grzebać w przeszłości. Ważne by uwolnić się od wrytych w serce żali i zaakceptować tyle ile się da. Jesteśmy im winni tylko tyle ile otrzymaliśmy. Wydaje Ci się, że poprawiając jej komfort psychiczny poczuje się lepiej i tym samym mniej będzie uprzykrzać ci życie. Ale to tak nie działa, nikt nie podaje nikomu dobrych relacji na tacy, trzeba nad nimi pracować by nie czuć się samotnym i niepotrzebnym, jeśli tak ktoś czuje to zapewne tak jest.

            Chciałabyś zapewne wypłakać z nią żale, rozgrzebać przeszłość, teraźniejszość i przyszłość ale takie jednostki ze słów, które padną w trakcie upletą nowy sznur na Twoją szyję, żeby na nim zawisnąć. Nie ma sensu.

            Podziel swój tydzień na różne aspekty swojego życia, wyznacz i czas dla matki, kiedy Tobie jest wygodnie i konsekwentnie go przestrzegaj, przyzwyczai się do tego, nie poczuje odrzucona i zaakceptuje Twoją niezależność. A ty bez skrupułów przeciwstawiaj się gdy będzie włazić z butami w Twój czas przeznaczony dla przyjaciół czy Ci go wypominać. To wypróbowana metoda polecam.

    • patronka.slonka Re: Trudne relacje matka - córka. 28.06.11, 12:15
      Na początek powtarzaj sobie codziennie jak mantrę, że to rodzice budują życie dziecka. Nie na odwrót. Wiec nie jesteś niczemu winna, nie masz wobec niej żadnych obowiązków, nic nie musisz. To ona zdecydowała o wyjeździe. Ona. Ona zostawiła Cię na pastwę losu. Ona. To ona sie o Ciebie nie troszczyła. Ona. To ona nie zapewniła Ci zaspokojenia podstawowych potrzeb: miłości i poczucia bezpieczeństwa.
      Ale nie da się ukryć, że pod tym płaszczem żalu, złości, czasem nienawiści, czujesz niespełnioną, ogromną potrzebę miłości OD matki. Bo malo jej w życiu zaznałaś. Ale jesteś już na tyle dorosła, masz kochających Cię przyjaciół, że czekanie na coś co może nigdy nie przyjśc to strata czasu. Musisz to w sobie przetrawić, nie masz wpływu na zachowanie matki. Odpępnij sie od niej, tak naprawdę przecież jej w Twoim życiu nie ma. Nie interesujesz jej Ty, dla niej najważniejsza jest ona sama. Chora, smutna, samotna osoba na własne życzenie. Miała skarb - Ciebie, zostawiła go na łasce ludzi, sama goniąc za ułudą. To był jej wybór, niech teraz cierpi. To nie Twoje życie.
      Czekasz zapewne na taki moment, że usiądziecie, rozgryziecie razem "co, po co i dlaczego" dziąło się w przeszłości, obgadacie, popłaczecie, pogodzicie się z tym i będzie lepiej. Obawiam się, że nie masz na co liczyć, Twoja matka jest za słabą jednostką, jedyne co potrafi to zganiać winę na kogoś, zamiast spojrzeć w lustro.
      I zgadzam się całkowicie z jubale, nawet w czasach ciężkiego PRL`u dało się żyć. Moja matka miała propozycje wyjazdu do pracy, obietnice zarobków, sprowadzenia nas. Nie skorzystała - wolała zostać z nami. Moje relacje z nią też sa trudne, ale jej nierozłączność z nami uważam za ogromny plus.
      Skorzystaj z pomocy psychologa/terapeuty, żeby zrozumieć, przetrawić i pożegnać ten żal, nieukojone cierpienie braku matki. Jak to obgadasz, zrozumiesz, to i łatwiej pożegnasz.
      A matka - niech żyje własnym życiem.
Pełna wersja