ninakurt
21.06.11, 15:47
Mam 33 lata i od wielu lat bardzo trudne relacje ze swoją matką (60lat), która z jednej strony jest apodyktycznym rodzicem. Uważa mnie za małą dziewczynkę, która musi być podporządkowana mamie, grzebie w moim rzeczach, ostro krytykuje, etc. Jest bardzo zazdrosna o moich przyjaciół, nie szanuje ich, wmawia mi, że „piorą mi mózg”, bo poświęcam im większą uwagę niż jej. Z drugiej strony jest to osoba bardzo samotna, mocno doświadczona przez los, nie potrafiąca zaufać ludziom, a co za tym idzie nie mająca przyjaciół i bliskich osób, którym mogłaby się zwierzyć, czy zwyczajnie poczuć, że nie jest sama.
Ostatnio w histerii stwierdziła, że chce się odciąć od wszystkiego i od wszystkich, że nie chce mieć ze mną kontaktu, że chce zacząć wszystko od nowa i jeszcze bardziej zamknąć się na ludzi. Coraz częściej płacze, coraz rzadziej wychodzi z domu.
Ja powinnam być jedną z tych osób, które by jej pomagały, wspierały ją, niestety, nie potrafię się do niej zbliżyć i otworzyć na tyle, żeby poczuła, że nie jest sama, i że zależy mi na jej szczęściu. Jest to wynikiem rozłąki jaka nastąpiła między nami dawno temu (wyjechała zagranicę gdy miałam 11 lat).
To rodzi u mnie poczucie winy, rozchwianie emocjonalne. Mam do niej ogromny żal, że mnie zostawiła, ale mimo wszystko nie jest mi obojętna. Strasznie mi jej szkoda i chciałabym, żeby w końcu ułożyła sobie stabilne, szczęśliwe życie.
Jak z nią rozmawiać, jak ona powinna rozmawiać ze mną? Jak otworzyć się na siebie i budować dialog, który naprawiłby relacje między nami? Niestety, moja matka nie jest osobą, która podjęłaby się terapii. Uważa, że to strata czasu i nie jest jej potrzebna pomoc psychologiczna, bo sama sobie poradzi ze swoimi problemami.
Dodam tylko, że jestem jedynaczką, nigdy nie poznałam swojego ojca (o jego istnieniu dowiedziałam się w wieku 14 lat od prababki, wcześniej wierzyłam, że on nie żyje, bo taka była wersja matki). Po jej wyjeździe zagranicę utrzymywałyśmy kontakt telefoniczny i widziałyśmy się kilka razy do roku, przeważnie podczas świąt (choć nie zawsze) lub kiedy jeździłam do niej na wakacje. Osoby, które miały się mną opiekować, uczyniły moje życie koszmarem i ona o tym wiedziała. Niestety, reagowała tylko wtedy, gdy przyjeżdżała na chwilę do kraju. Szybko stałam się niezależna, samodzielna i samowystarczalna, nie mogłam liczyć na wsparcie rodziny. W wieku 16 lat mieszkałam już zupełnie sama i przestałam odczuwać, że mam matkę. Dla mnie była już tylko wirtualnym rodzicem; próbowała mnie wychować i sterować moim życiem używając do tego celu słuchawki telefonu i kasy. Kiedy jej się to nie udawało, robiła mi awantury, i winiła mnie i moich znajomych za taki stan rzeczy.
Obecnie nie mam partnera i nie mam potrzeby zakładania własnej rodziny. Moją rodziną są moi bliscy przyjaciele. Nie czuję się samotna. Ale jest matka, z którą łączy mnie toksyczna więź, i która tak naprawdę ma tylko mnie. Chciałabym mimo wszystko jakoś jej pomóc, pocieszyć ją, przytulić, uspokoić, bo ta sytuacja wykończy nas obie.