Dodaj do ulubionych

Co poradzić na samotność?

IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 17:47
Zapewne takich wątków było tu już wiele, ale tym niemniej poproszę o radę...

Moja sytuacja jest taka: mam 25 lat i nigdy nie byłem z kobietą. W żaden
sposób - nie "chodziłem" z nikim w liceum, nie znalazłem sobie dziewczyny na
studiach... Rzadko spotykałem kobietę, która by mnie pociągała na tyle, by
próbować się zaangażować - a kiedy już taka się znalazła, to nie potrafiłem
nic "zdziałać", by ją sobą zainteresować. Nie potrafiłem podejść, nawiązać
znajomości - a jeśli nawet się to udawało, to nie potrafiłem wykroczyć poza
kontakty czysto koleżeńskie. Jedyny sposób, by zakomunikować kobiecie swoje
uczucia, jaki znam - to jej o nich powiedzieć. I kilkakrotnie to uczyniłem -
ale za każdym razem słyszałem odpowiedź, że jestem fajnym kumplem, ale nic
więcej z tego być nie może... Nie rozumiem, czemu?

Czy ktoś z Was może mi coś poradzić? Jak sprawić, by kobiety zaczęły patrzeć
na mnie nieco przychylniej?

A po drugie - jak w ogóle mam teraz jakąś kobietę poznać? Mam niewielu
znajomych - a oni też nie mają zbyt szerokich kontaktów towarzyskich. Stąd
nie mam co liczyć na poznanie jakiejś dziewczyny na imprezie, czy na wspólnym
wyjściu do kina, czy czymś w tym stylu. Wiekszość kobiet, jakie spotykałem,
spotykałem na studiach - a te już wkrótce najprawdopodobniej skończę. Gdzie
więc mam nawiązać nowe znajomości? Jedyne, co przychodzi do głowy, to
Internet - ale próbowałem już tego i nic z tego nie wychodzi...

Jeśli możecie, poradźcie coś - bo ja już tracę nadzieję, że kiedykolwiek z
kimś będę...
Obserwuj wątek
    • Gość: archiwum Re: Co poradzić na samotność? IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 18:48

      Gość portalu: kruczydlo napisał(a):

      > Ja też swoją samotnośc oswoiłam. Od trzech lat mieszkam sama i mam wrażenie,
      że
      >
      > nie umiałabym się juz przestawić na dzielenie z kimkolwiek swojej
      przestrzeni.
      > Sprzątam, kiedy sama uznam to za potrzebne, a nie z uwagi na kogokolwiek;
      > kolację jadam kiedy chcę, paraduję w ręczniku po mieszkaniu, słucham czego
      chcę
      >
      > nie pytając nikogo o zgodę ani opinię... Tak tak, to są uroki samotności. Ale
      > Jest też coś, co ostatnio coraz bardziej mi przeszkadza: niemożność dzielenia
      > się. Poczułam to abrdzo dotkliwie w dniu odniesienia bardzo poważnego
      sukcesu.
      > Nie miałam komu o tym opowiedzieć! Nie miałam nikogo, kto wypiłby ze mną z
      tej
      > okazji lampkę wina i cieszyłby się razem ze mną. Radość i euforia w pustych
      > czterech ścianach szybko zamieniły się w odrętwienie i zniechęcenie. Cóż..
      > Pozdrawiam
      > k.


    • Gość: archiwum Re: Co poradzić na samotność? IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 18:51
      + odpowiedz na list

      --------------------------------------------------------------------------------
      > ktoś powiedział mi kiedyś: tylko ryzykując, że pójdziesz za daleko, możesz
      się
      > rpzekonać, jak daleko jesteś w stanie dojść.

      Do odwaznych swiat nalezy, prawda? Czytalam Twoj watek, zagladam chyba do
      wszystkich, w ktorych pojawia sie slowo "samotnosc". Czasem mysle sobie, no
      prosze, jest nas wiecej, mowiaz, ze to zmora naszych czasow...
      Fakt, mozna byc samotnym, bedac z kims. Ja poniekad oswoilam swoja samotnosc w
      domu. Jest mi samej wygodnie, wszystko jest poustawiane tak, jak ja chce, to
      moja przestrzen, panuje nad nia. Gorzej jest, gdy wychodze z domu. Bo nie
      sposob nie zauwazac ludzi w parach. Zazdroszcze im. Mlodzi sa tacy ladni w
      swoim zakochaniu. Ja tego nie znam. To znaczy znam, ale tylko z widzenia.
      Pozdrawiam


    • Gość: archiwum Re: Co poradzić na samotność? IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 18:55

      angrzel napisała:

      > Witam wszystkich,
      > troche czasu zajelo mi przeczytanie wszystkich postow, ale dokladnie je
      > czytalam. To co napisaliscie jest o mnie. Ewa, ja to samo moge powiedziec, a
      > mam juz 32 lata. I jakos nadal sama.... Wiem, dlugo bylam bardzo zablokowana -

      > niesmiala, balam sie bliskosci, ale kilka lat nad tym pracowalam, bo bardzo
      > chcialam cos z tym zrobic, przelamac te leki..... i czuje, ze w duzym stopniu
      > udalo mi sie, chociaz mam czesto jakis dystans do ludzi, zwlaszcza nowo
      > poznanych, ale nie.... z cala szczeroscia moge powiedziec, ze nie boje sie
      ich.
      >
      > Faceci..... wiem, ze podobam sie facetom, jak ja nie bylam gotowa, powiedzmy,
      > to duzo bylo fajnych kolegow. Zreszta studia itp., sa okazja to poznawania
      > wielu osob, czestych imprez, chociazby andrzejki. Wtedy bylam odludkiem (na
      co
      > nalozylo sie duzo problemow). Istniala wtedy tylko dla mnie nauka. Ja wiem,
      ze
      > cos za cos - zrobilam wymarzony doktorat - co takze odizolowalo mnie troche
      od
      > towarzystwa, bo odkladalam kontakty, czasem imprezy z powodu.... "oj, bo ja
      > musze..... egzamin, artykul, poster na zjazd itp." Tak towarzysko jestem
      > pogodna i slysze, ze sympatyczna, ale..... czasem nie mam po prostu ochoty na
      > towarzystwo. Do konca studiow moje milosci byly tylko platoniczne. Potem byl
      > facet - chyba moja milosc zycia - skonczylo sie na romansie, bo .... ujrzalam
      > jak bardzo jest niedojrzaly i chyba dzieki niemu dostrzeglam to w sobie...
      Moze
      >
      > bardzie chodzilo o lek przed bliskoscia.... A potem, gdzies rok temu, po
      > doktoracie, odkrylam internet.... Wiele spotkan, mimo fajnych rozmow e-
      > mailowych bylo rozczarowaniem. Ale byl jeden - naprawde zakochalam sie w
      > nim....ale, trwalo to chyba cztery miesiace... spotkania, wspolny wyjazd w
      > gory.... Nie wyszlo, bo.... mielismy inne oczekiwania - tak chyba to moge
      > okreslic. I wychodzi na to, ze jestem singlem, ale stan ten juz wlasnie od
      roku
      >
      > zaczyna mi nie wystarczac. Chcialabym miec kogos bliskiego, a chyba nie mam
      juz
      >
      > sily poznawac kogos. I ja to wszystko wiem - otwartosc, trzeba czasem samemu
      > wyjsc.... i naprawde staram sie wychodzic.... tylko...., nawet na jakiejs
      > imprezie generalnie wszyscy sa sparowani.... Jak pojedynczy to mlodsi i jak
      > uslysza ile mam lat to.... znika zainteresowanie (wygladam ladnych pare lat
      > mlodziej). To co mowiliscie o uczuciach chyba wszystko moge o sobie
      > powiedziec... I co? Gdzie mam poznac kogos? Zostaje mi chyba tylko internet :
      (
      > Ostatnio na silowni jakis facet przygladal mi sie. Byl zwyczajny, moze nie
      > oszalamiajaco przystojny, ale mily z wygladu. Wiedzialam co ten wzrok wyraza
      i
      > bez leku odpowiadalam wzrokiem. Tylko jak sie ubralam i wyszlam z szatni.....
      i
      >
      > spotkalam go przy drzwiach (wydaje mi sie, ze chcial mnie zaczepic i celowo
      > pilnowal mnie kiedy wychodze) to..... przeszlam nie patrzac na niego. A
      > przeciez moglam zagadac np. czy sie zmeczyl albo cos tak, ale... nie przyszlo
      > mi nic do glowy, moze troche sie speszylam i jakos tak nie pomyslalam, aby
      moze
      >
      > sie usmiechnac.... Nie iwem, nie podobal mi sie bardzo, ale przeciez moglam
      > nawiazac z nim kontakt.... Takich sytuacji zdarza mi sie czy zdarzalo mnostwo
      > (czesciej chyba zdarzalo), ale ja wlasnie reaguje w taki jak napisalam
      sposob.
      > Wczesniej towarzyszyl temu lek, teraz juz nie, ale jakos tak sie dzieje....
      > Moze jak on by cos zagadnal..... I czy ja mam siebie z tego powodu zabic,
      > zmienic sie... Jak? Tyle lat sie zmienialam, juz nie mam sily. Czy nie moge
      byc
      >
      > po prostu soba? Moge, tylko chyba mam styl bycia "zasiedzialego" singla. Znam
      > na pamiec: byc otwarta, polubic swoja samotnosc, polubic siebie, nie szukac
      na
      > sile itp. Nie jest mi zle samej, nie "ssie" mnie z samotnosci, jestem raczej
      > towarzyska, usmiechnieta do ludzi, ale np. dzis, jutro, pojutrze mam czas dla
      > siebie. Tylko i wylacznie. Moge zadzwonic i pogadac z kolezanka. Zaprosic ja
      do
      >
      > siebie, namowic aby gdzies wyjsc, posprzatac w domu, zrobic wielkie pranie.
      Ale
      >
      > to nie to do konca. Mam czekac? To latwe, aby wejsc chociaz na jakas strone
      > internetowa, ale.... ja juz to znam. Moze ktos podobnie sie tu czuje.....
      > Marudze dzis chyba troche :))) Ale, jesli za duzo, to wybaczcie, wokolo ktos
      > gdzies idzie na andrzejki, a mnie jakos smutno. Nic to, wygadalam sie.
      > Ewus, pozdrawiam Cie serdecznie i wszystkich tutejszych watkowiczow :)



      • Gość: Ika Re: Co poradzić na samotność? IP: 213.77.41.* 27.05.04, 14:19
        Czesc Angrzel!

        To nieprawdopodobne, ale Twoj list jest o mnie! Gdy go czytalam, wiedzialam, co
        bedzie dalej. Mam tyle let co Ty i dokladnie ten sam problem. Tak jak Ty
        borykam sie z pewnymi blokadami, zahamowaniami. Wyglada na to, ze Ty masz to
        juz za soba, ja ciagle nad tym pracuje. Niestety moja samotnosc, pojedynczosc
        bardzo mi dokucza i nie jest mi latwo przejsc nad nia do porzadku dziennego.
        Brak mi cierpliwosci, a niestety praca nad zmiana myslenia, swoich zachowan to
        proces, wymaga czasu. A mnie tak brakuje cierpliwosci... Poza tym, gdy pomysle,
        jak bardzo w pewnych kwestiach jestem "do tylu", a zaraz potem, ze mam juz tyle
        lat i nadal nic sie nie zmienia, to nie jest mi wesolo. Bylam zawsze dosc
        zdystansowana wobec mezczyzn. Pewne przekonania i sposoby zachowan niestety
        wynioslam z domu. Dlugo nie zdawalam sobie sprawy z takich moich zachowan.
        Teraz wiele mechanizmow juz sobie uswiadamiam. Jestem juz bardziej otwarta
        wobec mezczyzn, ale w wielu sytuacjach sposob zachowania mam taki jak Ty (mam
        tu na mysli sytuacje z facetem z basenu). I tez nie wiem, dlaczego tak umykam.
        To jest chyba asekuracja. Mysle, ze gdzies w glebi boimy sie spelnienia naszych
        pragnien, wypelnienia samotnosci i taki sposob zachowania ma nas przed tym
        chronic. Teraz faktycznie mozliwosci nawiazania kontaktow sa duzo bardziej
        ograniczone, niz wczesniej. Nie wiem, co o tym wszystkim myslec. Nie chce
        jednak tracic nadziei, ze nam sie uda. Bez tej nadziei to w ogole bylby jakis
        koszmar. Pozdrawiam Cie serdecznie! Nie rezygnuj! Z jakiego miasta jestes?
        Jesli masz ochote, napisz do mnie. Ika
    • Gość: archiwum Re: Co poradzić na samotność? IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 18:57

      Gość portalu: elwira napisał(a):

      > Nie bede pisała ze bedzie lepiej a ty niebawem staniesz sie szczesliwa
      mezatka.
      >
      > To tak jakbym oszukiwala siebie. Od paru lat zastanawiam sie czy pogodzic sie
      z
      >
      > samotnoscia czy tez buntowac. Czy usmiechac patrzac na innych czy tez zamknac
      w
      >
      > domu i plakac. Sama nie wiem. Wczoraj bylam na imrezie na ktorej było 12 par
      i
      > ja sama.... Coraz czesciej mam problem zeby sie z kims umowic do kina, na
      kawe
      > czy chociazby na babska wodke. Moje kolezanki zajete sa rodzinami albo swoimi
      > facetami a koledzy juz dawno spedzaja weekendy ze swoimi kobietami. Jestem
      > osoba wyjatkow towarzyska. Bez ludzi czuje sie jak bez wody. Dlatego coraz
      > brdziej dokucza mi ten stan rzeczy. Coraz czesciej chce mi sie wyc kiedy
      > kolejny weekend spedzam przed Tv bo ilez mozna samemu spacerowac. Niektorzy
      > twierdzą ze tylko pusci ludzie cierpia na samotnosc. Ze jest tyle mozliwosci
      > spedzenia czasu w pojedynke... Smiesza mnie te opinie. Njapewniej wypowiadane
      > przez sparowane osoby. Drugi czlowiek, mezczyzna jest dla mnie jak woda, bez
      > niego nie potrafie zyc... Wpadam w stany totalnych depresji, nie moge sie na
      > niczym skupic, jes mi po prostu zle. I nie wiem co zrobic. Tak jak Ty, by
      > wyjsc z tego beznadziejnego stanu. Czasami sobie mysle ze takie jest moje
      > przeznaczneie. Ze juz zawsze bede sama, skazana na zycie w pojedynke. I
      > najpewniej tak bedzie. Jedyne co moge robic to miec nadzieje ze niebawem, za
      > chwilke cos sie zmieni... To zalosne tak naprawde. Moim zdaniem droga Ewo
      > bardzo dobrze sie trzymasz. Dzielnie znosisz swoja samotnosc a to juz polowa
      > sukcesu:-) Mam wrazenie ze pogodzilas sie z nia. To dobrze. Ja nie potrafie
      > motajac sie jak ryba w sieci. Tupie noga zbednie tracac energie i czas. Tak
      > widocznie musialo byc. Pozdrawiam cie serdecznie i zycze powodzenia. sciski:-)






      --------------------------------------------------------------------------------
      • Gość: Vox Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 19:14
        Hmmm... Niewątpliwie pocieszające dla mnie jest to, że nie jestem jedynym,
        który ma problem z samotnością. Ale chciałem podkreślić jedno: nie jestem
        jeszcze gotowy, by tę samotność zaakceptować. Może za parę lat - ale obecnie
        jeszcze nie. Wierzę, że wciąż jeszcze nie wszystko stracone - i dlatego proszę
        o rady, jak spróbować coś na samotność poradzić, a nie, jak z nią żyć.

        Poddać się zawsze mam czas - na razie chcę jeszcze trochę powalczyć :)
        • Gość: Kruk Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 19:47
          cóż... walczyć? Poszerzając grono znajomych. Polecam jazdę konną, to baardzo
          zfeminizowana dziedzina ;-)
          Ale poważnie.. moim zdaniem jeśli rzeczywiście chcesz walczyć, musisz wyjść
          poza swoich znajomych i spróbować jakoś poszerzyć swój widnokrąg.
          A jak Ty zareagowałbyś na opisaną gdzieś wyżej historię z siłownią? Zagadałbyś?
          Może po prostu musisz czekać na okazje, jakie przynosi los, niekiedy pomagając
          mu.. je stwarzać ;-)
          A na koniec głupiutkie pytanie... A nie wierzysz przypadkiem w przeznaczenie?
          pozdrawiam i życzę powodzenia w Twojej walce
          kruczydlo
          • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 20:11
            > Ale poważnie.. moim zdaniem jeśli rzeczywiście chcesz walczyć, musisz wyjść
            > poza swoich znajomych i spróbować jakoś poszerzyć swój widnokrąg.

            Ale właśnie nie wiem, jak? Naprawdę przydałyby mi się jakieś konkretne
            pomysły... Nie widzę możliwości, jak miałbym nowych ludzi poznać. Przecież na
            ulicy zaczepiać nie będę...

            > A jak Ty zareagowałbyś na opisaną gdzieś wyżej historię z siłownią?
            > Zagadałbyś?

            Tzn. jeśli zobaczyłbym, że w siłowni przygląda mi się jakaś kobieta? Hm, pewnie
            spróbowałbym - choć nie wiem, czy by mi się udało. Ale jeśli by mi się nie
            udało, to byłbym na siebie zły za zmarnowaną okazję - więc uważam, że trzeba z
            takich sytuacji korzystać.

            > Może po prostu musisz czekać na okazje, jakie przynosi los, niekiedy
            > pomagając mu.. je stwarzać ;-)

            Zdecydowanie wolę losowi pomagać - bo okazji na razie nie przyniósł mi
            żadnych...

            > A na koniec głupiutkie pytanie... A nie wierzysz przypadkiem w przeznaczenie?

            Absolutnie nie - dlatego nie trafia do mnie racjonalizacja "Jestem samotny, bo
            tak miało być".
            • kwieto Re: Och, proszę :( 16.05.04, 20:19
              > Ale właśnie nie wiem, jak? Naprawdę przydałyby mi się jakieś konkretne
              > pomysły... Nie widzę możliwości, jak miałbym nowych ludzi poznać. Przecież na
              > ulicy zaczepiać nie będę...

              Dlaczego nie?

              Poza tym - jest tyle miejsc: szkola/uczelnia/biblioteka/dyskoteka/praca/kino/teatr/koncert/...
              • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:08
                > Dlaczego nie?

                No, chyba nie da za dobrych rezultatów, jeśli zacznę zagadywać zupełnie obce
                dziewczyny na ulicy? Popukają się w czoło i nic poza tym.

                > Poza tym - jest tyle miejsc:
                > szkola/uczelnia

                No właśnie studia już skończyłem... Dodam zresztą, że studiowałem na bardzo
                sfeminizowanym wydziale - i przez 5 lat studiów żadna dziewczyna nie zwróciła
                na mnie uwagi...

                > biblioteka

                Ależ to jest ten sam problem, co z ulicą. Czy naprawdę jakakolwiek dziewczyna
                pozytywnie zareaguje, jak np. w czeluściach BUWu zaczepi ją obcy facet?

                > dyskoteka

                Do dyskotek nie chodzę - nie mam pieniędzy, nie umiem tańczyć... I naprawdę nie
                zdobyłbym się na to, by zagadać do obcej dziewczyny. Nie mówiąc o tym, że
                naprawdę nie należę do "klubowego" typu ludzi - i dziewczynom w takich
                miejscach po prostu bym się nie podobał. Nie jestem trendy :(

                > praca

                Akurat w moim zawodzie mam małe szanse spotkać ludzi w moim wieku w pracy...

                > kino/teatr

                To są raczej pomysły na to, gdzie udać się, gdy kogoś już się zna... Przecież
                obecnie do kina raczej mało kto chodzi sam, do teatru tym bardziej. Raczej nie
                ma co liczyć, że pójdę do kina i spotkam tam jakąś samotną dziewczynę...

                > koncert

                Na koncerty nie chodzę, bo mnie po prostu nie stać...
                • joanna_1 Re: Och, proszę :( 16.05.04, 21:36
                  Gość portalu: Vox napisał(a):

                  > > Dlaczego nie?
                  >
                  > No, chyba nie da za dobrych rezultatów, jeśli zacznę zagadywać zupełnie obce
                  > dziewczyny na ulicy? Popukają się w czoło i nic poza tym.

                  Zacznij od sąsiadek :)

                  >
                  > No właśnie studia już skończyłem... Dodam zresztą, że studiowałem na bardzo
                  > sfeminizowanym wydziale - i przez 5 lat studiów żadna dziewczyna nie zwróciła
                  > na mnie uwagi...

                  Czy ty aby z nosem w ksiązkach cały czas nie siedziałeś? ;)

                  >
                  > Ależ to jest ten sam problem, co z ulicą. Czy naprawdę jakakolwiek dziewczyna
                  > pozytywnie zareaguje, jak np. w czeluściach BUWu zaczepi ją obcy facet?

                  Jeśli zrobisz to ze smakiem, to na pewno nie ugryzie, ooodwagiiii!

                  >
                  > Do dyskotek nie chodzę - nie mam pieniędzy, nie umiem tańczyć...

                  sa róznie kursy tańca, jak się zakręcisz koło jakiejś uczelni, ( chodzi mi tu o
                  zajęcia w-fu) to będziesz miał taki kurs za friko


                  >
                  > Akurat w moim zawodzie mam małe szanse spotkać ludzi w moim wieku w pracy...
                  >
                  > > kino/teatr
                  >
                  > To są raczej pomysły na to, gdzie udać się, gdy kogoś już się zna... Przecież
                  > obecnie do kina raczej mało kto chodzi sam, do teatru tym bardziej. Raczej
                  nie
                  > ma co liczyć, że pójdę do kina i spotkam tam jakąś samotną dziewczynę...

                  ojoj, zmien nastawienie, do teatrów, kin chodzi _sporo_ kobiet jedynie w
                  towarzystwie swych koleżanek, w antrakcie mozna czas spędzić na rozmowie a nie
                  podpieraniu ściany
                  • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 22:04
                    > Zacznij od sąsiadek :)

                    Możesz nie wierzyć, ale w moim bloku nie ma sąsiadek w moim wieku...

                    > Czy ty aby z nosem w ksiązkach cały czas nie siedziałeś? ;)

                    Nie. Naprawdę udzielałem się towarzysko.

                    > Jeśli zrobisz to ze smakiem, to na pewno nie ugryzie, ooodwagiiii!

                    Ba. Co to znaczy "ze smakiem"?

                    > sa róznie kursy tańca, jak się zakręcisz koło jakiejś uczelni, ( chodzi mi tu
                    > o zajęcia w-fu) to będziesz miał taki kurs za friko

                    Ale właśnie kończę studia - po prostu mnie już na żaden taki kurs nie przyjmą...

                    > ojoj, zmien nastawienie, do teatrów, kin chodzi _sporo_ kobiet jedynie w
                    > towarzystwie swych koleżanek, w antrakcie mozna czas spędzić na rozmowie a
                    > nie podpieraniu ściany

                    Ale na to naprawdę nie miałbym odwagi...
                    • joanna_1 Re: Och, proszę :( 16.05.04, 23:28
                      > Zacznij od sąsiadek :)

                      >>Możesz nie wierzyć, ale w moim bloku nie ma sąsiadek w moim wieku...

                      A w bloku obok? :) Dobra, zostawmy te sasiadki w spokoju. Chodzi mi generalnie
                      o to , że Ty chyba musisz sie nauczyć bycia otwartym na jakiekolwiek
                      konwersacje. Pogadac można nawet z kasjerką w sklepie, z niunia na spacerze z
                      pieskiem, kotem, szczurkiem. Obserwujesz świat i się nim dzielisz,
                      gdziekolwiek. Nawet nie przypuszczałbyś ile znajomości z przelotnego zagadania
                      przerodziło sie w cos więcej. Moja pierwsza miłość sledziła mnie w drodze
                      powrotnej ze szkoły na przystanek autobusowy :-) i tam dopiero poraz pierwszy
                      wydała swoje głoski w eter w moim kierunku mówiąc Magiczne: "Cześć, chciałbym
                      cię poznać"

                      >>Ba. Co to znaczy "ze smakiem"?

                      z taktem , nie namolnie, z wyczuciem, z ciekawym tematem, ze zwykłym tematem
                      rozwijając go....itp.; z umiejętnością słuchania;

                      >>Ale właśnie kończę studia - po prostu mnie już na żaden taki kurs nie
                      przyjmą...

                      Wiesz, te podstawowe kroki znać zawsze warto, choćby pamiętać je do własnego
                      wesela...
                      Zalezy w jakiej byłes komitywie z prowadzacymi zajęcia na uczelni. Bywa, że
                      korzystając z ich dobrej woli bedziesz uczestniczył w zajęciach będąc nie
                      zapisanym na kurs, a jako osoba dodatkowa.

                      >>Ale na to naprawdę nie miałbym odwagi...
                      No widzisz, a zdarzają sie tacy, którzy po spektaklu podchodza do dziewczyny,
                      wręczając jej liścik do ręki z prośba o spotkanie. I dziewczyna , która lubi
                      sztukę, teatr, raczej nie odwinie prawym sierpowym, przy tak delikatnym
                      kontakcie.
                      • kwieto Re: Och, proszę :( 16.05.04, 23:37
                        > Chodzi mi generalnie
                        > o to , że Ty chyba musisz sie nauczyć bycia otwartym na jakiekolwiek
                        > konwersacje

                        Nalogowiec potrafi flirtowac z wlasna babcia :"P
                      • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 01:04
                        > Pogadac można nawet z kasjerką w sklepie, z niunia na spacerze z
                        > pieskiem, kotem, szczurkiem.

                        Ale o czym???

                        > Moja pierwsza miłość sledziła mnie w drodze
                        > powrotnej ze szkoły na przystanek autobusowy :-) i tam dopiero poraz pierwszy
                        > wydała swoje głoski w eter w moim kierunku mówiąc Magiczne: "Cześć, chciałbym
                        > cię poznać"

                        Hm. Prawdę mówiąc, jakby mnie ktoś tak śledził, to wezwałbym policję...

                        > Zalezy w jakiej byłes komitywie z prowadzacymi zajęcia na uczelni. Bywa, że
                        > korzystając z ich dobrej woli bedziesz uczestniczył w zajęciach będąc nie
                        > zapisanym na kurs, a jako osoba dodatkowa.

                        Nie jestem w komitywie z nikim prowadzącym tego typu zajęcia...

                        > No widzisz, a zdarzają sie tacy, którzy po spektaklu podchodza do dziewczyny,
                        > wręczając jej liścik do ręki z prośba o spotkanie. I dziewczyna , która lubi
                        > sztukę, teatr, raczej nie odwinie prawym sierpowym, przy tak delikatnym
                        > kontakcie.

                        Jaki delikatny kontakt? Przecież to jest narzucanie się...
                • kwieto Re: Och, proszę :( 16.05.04, 22:34
                  > No, chyba nie da za dobrych rezultatów, jeśli zacznę zagadywać zupełnie obce
                  > dziewczyny na ulicy? Popukają się w czoło i nic poza tym.

                  Ja tam zawarlem w ten sposob pare fajnych znajomosci, ale skoro mowisz ze beda sie pukac w
                  czolo....

                  > Ależ to jest ten sam problem, co z ulicą. Czy naprawdę jakakolwiek dziewczyna
                  > pozytywnie zareaguje, jak np. w czeluściach BUWu zaczepi ją obcy facet?

                  Jak wyzej

                  > Do dyskotek nie chodzę - nie mam pieniędzy, nie umiem tańczyć...

                  Jak wyzej + informacja ze dziewczyny zwykle lubia tanczyc, wiec masz dwa wyjscia - szukac
                  nietanczacych albo sie nauczyc.

                  > I naprawdę nie
                  > zdobyłbym się na to, by zagadać do obcej dziewczyny. Nie mówiąc o tym, że
                  > naprawdę nie należę do "klubowego" typu ludzi - i dziewczynom w takich
                  > miejscach po prostu bym się nie podobał. Nie jestem trendy :(

                  A do jakiego typu nalezysz?

                  > Akurat w moim zawodzie mam małe szanse spotkać ludzi w moim wieku w pracy...

                  To nawet lepiej, flirt w pracy jest ryzykowny

                  > To są raczej pomysły na to, gdzie udać się, gdy kogoś już się zna...

                  Dlaczego?
                  > Przecież
                  > obecnie do kina raczej mało kto chodzi sam, do teatru tym bardziej.

                  I co z tego?

                  > Raczej nie
                  > ma co liczyć, że pójdę do kina i spotkam tam jakąś samotną dziewczynę...

                  Owszem, ale prawdopodobienstwo jest i tak wyzsze niz wtedy gdy bedziesz siedzial w domu i
                  biadolil


                  Generalnie widze ze wymyslasz tysiac usprawiedliwien ze nie jestes w stanie sobie nikogo znalezc.
                  Dziwisz sie jeszcze ze nie znajdujesz?
                  • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 22:47
                    > Ja tam zawarlem w ten sposob pare fajnych znajomosci, ale skoro mowisz ze be
                    > da sie pukac w czolo....

                    Naprawdę??? Ale czy możesz w takim razie opisać, jak dokładnie to zrobiłeś? Dla
                    mnie to naprawdę niewyobrażalne...

                    I o to samo proszę co do poznawania w bibliotece...

                    > A do jakiego typu nalezysz?

                    Introwertyków zajmujących się rozważaniami na niestworzone tematy, próbami
                    literackimi i czytaniem wszystkiego, co wpadnie im w ręce? (oraz rysunkiem i
                    projektowaniem mody od czasu do czasu)

                    > I co z tego?

                    To z tego, że jeśli kobieta będzie w kinie, to pewnie albo ze swoim facetem,
                    albo z koleżankami... A do grupy kilku kobiet już na pewno bałbym się podejść.

                    > Owszem, ale prawdopodobienstwo jest i tak wyzsze niz wtedy gdy bedziesz sie
                    > dzial w domu i biadolil

                    Gwoli ścisłości, ja naprawdę co jakiś czas chodzę do kina...

                    > Generalnie widze ze wymyslasz tysiac usprawiedliwien ze nie jestes w stanie s
                    > obie nikogo znalezc.

                    To nie są usprawiedliwienia, to są fakty...
                    • kwieto Re: Och, proszę :( 16.05.04, 22:58
                      > Naprawdę??? Ale czy możesz w takim razie opisać, jak dokładnie to zrobiłeś? Dla
                      > mnie to naprawdę niewyobrażalne...

                      Boze, widzisz i nie grzmisz!
                      Zagadnalem!!!!!

                      > Introwertyków zajmujących się rozważaniami na niestworzone tematy, próbami
                      > literackimi i czytaniem wszystkiego, co wpadnie im w ręce? (oraz rysunkiem i
                      > projektowaniem mody od czasu do czasu)

                      Deklarujesz sie jako towarzyski introwertyk (znaczy znajomych masz i bywasz), wiec...
                      Poza tym, introwertyk a mruk (tudziez czlowiek ktory wstydzi sie podejsc do dziewczyny i zagadnac) to
                      dwie kompletnie rozne sprawy.
                      Informacja pomocnicza - kazdy sie troszke boi zanim podejdzie i zagadnie szalowa blondynke (tudziez
                      brunetke czy ruda). Po prostu niektorzy sa w stanie przelamac swe obawy.

                      > To z tego, że jeśli kobieta będzie w kinie, to pewnie albo ze swoim facetem,
                      > albo z koleżankami... A do grupy kilku kobiet już na pewno bałbym się podejść.

                      Czemu?
                      Poza tym, za duzo tych "na pewno". Na pewno to ja powinienem zaraz isc spac, co nie oznacza ze to
                      zrobie.

                      > Gwoli ścisłości, ja naprawdę co jakiś czas chodzę do kina...

                      Zrozum, nie o to chodzi. Wyobrazam sobie Ciebie troche jako czlowieka, ktory jak juz wyjdzie z domu,
                      to przemyka sie pod sciana usilujac przejsc niezauwazonym przez nikogo. Taki obraz siebie kreujesz,
                      moim zdaniem sam sobie odbierasz szanse spotkania kogokolwiek.
                      Moda na "matki polki" juz mija, z takim podejsciem masz coraz mniejsze szanse na to ze ktos sie Toba
                      zainteresuje


                      > To nie są usprawiedliwienia, to są fakty...

                      No to masz chyba prosta odpowiedz na swoje tytulowe pytanie - zrob cos, aby te fakty sie pozmienialy.
                      Proste?
                      • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:10
                        > Boze, widzisz i nie grzmisz!
                        > Zagadnalem!!!!!

                        Ale jak???

                        Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że można nie mieć za dobrych kompetencji
                        społecznych - i nie wiedzieć, co w takiej sytuacji powiedzieć?

                        > Deklarujesz sie jako towarzyski introwertyk (znaczy znajomych masz i bywasz),
                        > wiec...

                        Tak, tylko że ostatnio moi znajomi to albo mężczyźni, albo kobiety, które nie
                        są mną zainteresowane - i nie mające koleżanek, z którymi mogłyby mnie
                        poznać... Wcześniej zaś, jak mówiłem - bywałem, spotykałem kobiety, żadnej nie
                        przypadłem do gustu...

                        > Poza tym, introwertyk a mruk (tudziez czlowiek ktory wstydzi sie podejsc do
                        > dziewczyny i zagadnac) to dwie kompletnie rozne sprawy.

                        Mrukiem nie jestem. Jak się ośmielę, to jestem wręcz gadułą... Problem mam
                        jedynie z tym pierwszym odezwaniem się - kiedy nie znam zupełnie dziewczyny i
                        nie wiem, jak podejść i zagadać.

                        A introwertykiem jestem w tym sensie, że np. nie chodzę do dyskotek, bo mnie to
                        po prostu męczy... Za głośno, za dużo ludzi. Wolę kameralne spotkania...

                        > Czemu?

                        Bo mam lęki społeczne, odwołując się do terminologii fachowej.

                        > Poza tym, za duzo tych "na pewno". Na pewno to ja powinienem zaraz isc spac, c
                        > o nie oznacza ze to zrobie.

                        Tak, ale ja po prostu wiem, jak się czuję w takich sytuacjach - i co bym nie
                        robił, nie umiem tego zmienić.

                        > Zrozum, nie o to chodzi. Wyobrazam sobie Ciebie troche jako czlowieka, ktory
                        > jak juz wyjdzie z domu, to przemyka sie pod sciana usilujac przejsc
                        > niezauwazonym przez nikogo.

                        To jest błędny obraz - tak się nie zachowuję. Z tego, co wiem, kobiety
                        odbierają mnie pozytywnie - po prostu wszystkie widzą we mnie kumpla, nie
                        potencjalnego partnera.

                        > Moda na "matki polki" juz mija, z takim podejsciem masz coraz mniejsze szanse
                        > na to ze ktos sie Toba zainteresuje.

                        Jakie "matki Polki"? Akurat jestem feministą... Na tym też polega część
                        problemu - bo jestem bardziej feministyczny od wielu kobiet, jakie spotykam.

                        > No to masz chyba prosta odpowiedz na swoje tytulowe pytanie - zrob cos, aby
                        > te fakty sie pozmienialy.
                        > Proste?

                        Nie - nie tak prosto zmienić swoją psychikę.
                        • kwieto Re: Och, proszę :( 16.05.04, 23:27
                          > Ale jak???
                          > Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że można nie mieć za dobrych kompetencji
                          > społecznych - i nie wiedzieć, co w takiej sytuacji powiedzieć?

                          Kawa na lawe:
                          Jedziesz tramwajem, widzisz dziewczyne czytajaca ksiazke jednego z Twoich ulubionych pisarzy.
                          Pytasz sie jak jej sie podoba, na przyklad...
                          Albo - widzisz jak jakas dziewczyna blaka sie po ulicy usilujac cos znalezc. Oferujesz swoja pomoc...
                          Albo - odwrotna sytuacja, zagadujesz kogos o to jak trafic gdzies tam, potem oferujesz sie ze sie
                          chetnie odwdzieczysz za informacje - moze ciacho w jakiejs kafejce...
                          I tak dalej i tak dalej, trzeba po prostu reagowac na to co sie dzieje dookola.
                          Jak sobie zrobisz plan strategiczny to nigdy Ci nic nie wyjdzie.

                          > Tak, tylko że ostatnio moi znajomi to albo mężczyźni, albo kobiety, które nie
                          > są mną zainteresowane - i nie mające koleżanek, z którymi mogłyby mnie
                          > poznać... Wcześniej zaś, jak mówiłem - bywałem, spotykałem kobiety, żadnej nie
                          > przypadłem do gustu...

                          Zmien srodowisko.

                          > Bo mam lęki społeczne, odwołując się do terminologii fachowej.

                          To zajmij sie ich leczeniem

                          > Tak, ale ja po prostu wiem, jak się czuję w takich sytuacjach - i co bym nie
                          > robił, nie umiem tego zmienić.

                          Probowales?

                          > To jest błędny obraz - tak się nie zachowuję. Z tego, co wiem, kobiety
                          > odbierają mnie pozytywnie - po prostu wszystkie widzą we mnie kumpla, nie
                          > potencjalnego partnera.

                          Widac na potencjalnego partnera sie ich zdaniem nie nadajesz. Pytales ktorejs kiedys dlaczego "nie"?

                          > Jakie "matki Polki"? Akurat jestem feministą... Na tym też polega część
                          > problemu - bo jestem bardziej feministyczny od wielu kobiet, jakie spotykam.

                          Feministyczny czy ulegly?

                          > Nie - nie tak prosto zmienić swoją psychikę.

                          Jaka psychike???
                          Tu nie trzeba zmieniac psychiki. Wiesz, jesli ktos jest "straznikiem granicznym na przejsciu miedzy
                          korea polnocna a poludniowa" to raczej male szanse ze kogos pozna.
                          A psychiki nie trzeba tu zmienic, wystarczy zmienic "zawod".
                          Masz liste rzeczy ktore uwazasz ze sa przeszkoda w poznaniu kogos. Popracuj nad nimi.
                          • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:41
                            > Kawa na lawe:
                            > Jedziesz tramwajem, widzisz dziewczyne czytajaca ksiazke jednego z Twoich ulub
                            > ionych pisarzy.
                            > Pytasz sie jak jej sie podoba, na przyklad...
                            > Albo - widzisz jak jakas dziewczyna blaka sie po ulicy usilujac cos znalezc.
                            > Oferujesz swoja pomoc...
                            > Albo - odwrotna sytuacja, zagadujesz kogos o to jak trafic gdzies tam, pote
                            > m oferujesz sie ze sie
                            > chetnie odwdzieczysz za informacje - moze ciacho w jakiejs kafejce...
                            > I tak dalej i tak dalej, trzeba po prostu reagowac na to co sie dzieje dookola

                            Ok, zapamiętam - choć to nie takie proste, wcielić to w życie...

                            > Zmien srodowisko.

                            Właśnie o to chodzi, że nie wiem jak!

                            > To zajmij sie ich leczeniem

                            Leczę, nie pomaga.

                            > > Tak, ale ja po prostu wiem, jak się czuję w takich sytuacjach - i co bym
                            > > nie robił, nie umiem tego zmienić.
                            >
                            > Probowales?

                            Tak.

                            > Widac na potencjalnego partnera sie ich zdaniem nie nadajesz. Pytales ktorejs
                            > kiedys dlaczego "nie"?

                            Podobno jestem "aseksualny", cokolwiek by to nie znaczyło.

                            > Feministyczny czy ulegly?

                            Uległy może nie, ale płeć psychologiczna skłania mi się ku kobiecości...

                            > Jaka psychike???
                            > Tu nie trzeba zmieniac psychiki.

                            Trzeba - te obawy przez rozmawianiem z obcymi wynikają m.in. właśnie z mojej
                            psychiki...
                            • kwieto Re: Och, proszę :( 16.05.04, 23:48
                              > Ok, zapamiętam - choć to nie takie proste, wcielić to w życie...

                              To nie wcielaj..
                              Zrozum, trzymanie sie jakiegos schematu to najgorsze co mozesz zrobic.
                              Recepty na podryw nie uzyskasz nigdy i nigdzie.

                              > Właśnie o to chodzi, że nie wiem jak!

                              Zwyczajnie, zacznij bywac w innych miejscach, robic inne rzeczy itd.

                              > Leczę, nie pomaga.

                              Zmien lekarza

                              > Tak.

                              Jak konsekwentnie? Czy czegos sie przy tym nauczyles?

                              > Podobno jestem "aseksualny", cokolwiek by to nie znaczyło.

                              "Bezplciowy" najprawdopodobniej. Czyli ktos kto jest moze i mily i sympatyczny, ale niezbyt
                              pociagajacy, nie tyle fizycznie co nijaki osobowosciowo - bez pasji, bez charakteru, itp.
                              Na ile temu odpowiadasz - nie wiem. Pomysl.

                              > Uległy może nie, ale płeć psychologiczna skłania mi się ku kobiecości...

                              I jak to sie objawia?


                              > Trzeba - te obawy przez rozmawianiem z obcymi wynikają m.in. właśnie z mojej
                              > psychiki...

                              Zahamowania to nie psychika, a raczej cos co ja blokuje.
                              • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 00:57
                                > To nie wcielaj..
                                > Zrozum, trzymanie sie jakiegos schematu to najgorsze co mozesz zrobic.
                                > Recepty na podryw nie uzyskasz nigdy i nigdzie.

                                Chodziło mi o zapamiętanie ogólnej idei...

                                A pewną formę "recepty na podryw" muszę mieć, bo samo mi to nie przyjdzie...
                                Jeśli miałbym odwoływać się do tego, co dla mnie naturalne, to nigdy żadnej
                                dziewczyny nie poderwę. Tak mnie wychowano, że dla mnie naturalny odruch to
                                nierozmawianie z obcymi...

                                > Zwyczajnie, zacznij bywac w innych miejscach, robic inne rzeczy itd.

                                Ale ja nie mam żadnego pomysłu, co to miałyby być za miejsca, rzeczy itd.

                                > Jak konsekwentnie? Czy czegos sie przy tym nauczyles?

                                Bardzo konsekwentnie, przez ostatnie kilka lat. Nauczyłem się przy tym, że
                                absolutnie nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa do obcej kobiety, jeśli
                                nie mam do tego dobrego pretekstu itd. Jeśli zaś kobiet jest więcej, w ogóle
                                nie dam rady z nimi rozmawiać.

                                > I jak to sie objawia?

                                M.in. emocjonalnością, wrażliwością, brakiem chęci do rywalizowania z innymi.
                                Niechęcią do fizycznych konfrontacji, strachliwością. "Kobiecymi"
                                zainteresowaniami...

                                > Zahamowania to nie psychika, a raczej cos co ja blokuje.

                                Tu już wchodzimy w semantykę... :)
                                • kwieto Re: Och, proszę :( 17.05.04, 06:03
                                  > A pewną formę "recepty na podryw" muszę mieć, bo samo mi to nie przyjdzie...
                                  > Jeśli miałbym odwoływać się do tego, co dla mnie naturalne, to nigdy żadnej
                                  > dziewczyny nie poderwę. Tak mnie wychowano, że dla mnie naturalny odruch to
                                  > nierozmawianie z obcymi...

                                  No to masz dwa wyjscia - albo zaczniesz sie przelamywac, albo "nigdy zadnej dziewczyny nie
                                  poderwiesz".
                                  Swoja droga, mnie na przyklad mierzi specjalne poszukiwanie sposobow i metod podrywania. Bo to
                                  zwyczajnie nie wychodzi, najciekawsze znajomosci poznaje sie "przy okazji". Tylko trzeba ciut tych
                                  "okazji" stworzyc.

                                  > Ale ja nie mam żadnego pomysłu, co to miałyby być za miejsca, rzeczy itd.

                                  Myslisz ze ktos inny bedzie go mial za Ciebie?

                                  > Bardzo konsekwentnie, przez ostatnie kilka lat. Nauczyłem się przy tym, że
                                  > absolutnie nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa do obcej kobiety, jeśli
                                  > nie mam do tego dobrego pretekstu itd. Jeśli zaś kobiet jest więcej, w ogóle
                                  > nie dam rady z nimi rozmawiać.

                                  I co zaczales robic, zeby rozwiazac ten problem?

                                  > M.in. emocjonalnością, wrażliwością,

                                  A nie, przypadkiem, przewrazliwieniem?

                                  > brakiem chęci do rywalizowania z innymi.

                                  Z jakich powodow? Bo nie warto, czy bo "zawsze przegram"?

                                  > Niechęcią do fizycznych konfrontacji, strachliwością.

                                  Czy to jest taka kobieca cecha? nie powiedzialbym.

                                  > "Kobiecymi" zainteresowaniami...

                                  tzn?

                                  > Tu już wchodzimy w semantykę... :)

                                  Nie, bo kompleksy da sie wyleczyc, a "psychike" jako taka zmienic troche trudniej.
                        • Gość: agatka Re: Vox, moj drogi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.04, 17:11
                          Wiesz Vox troszkę mi żal Ciebie, ale tylko troszke, bo bardziej szlag mnie
                          trefia:). Po co żalisz sie na swoj los, jesli niczego nie próbujesz zmienić.
                          Albo zacznij dzialać albo pogódź się z sytuacją- innego wyjscia nie ma.
                          Oczekujesz od ludzi rad, ale z żadnej nie potrafisz skorzystać. Cały czas
                          powtarzasz ze nie wiesz jak zagadac/poznac dziewczyne, a jak ktos daje Ci
                          konkretne rady to z miejsca je odzrucasz. Po co zalozyles w takim razie ten
                          wątek? Niestety albo zbierzesz sie w sobie albo zawsze bedziesz ogladal sie za
                          szczesliwymi parami. Liczysz na jakis zloty srodek, ale takiego nie ma- nikt z
                          forumowiczow nie zesle Ci z nieba ciekawej dziewczyny, która jeszcze pewnie
                          musialaby sie niezle nagimnastykowac zeby rozpoczac znajomosc- bo Ty chyba
                          nawet majac ją "na tacy", nie potrafilbys po nią "sięgnąć". Przepraszam za
                          wszelkie kąśliwe uwagi , ale drazni mnie troche takie zachowanie- z takim
                          podejsciem niczego w zyciu nie zdzialasz-niestety.

                          Pozdrawiam serdecznie.

                          Ps moze moj wpis jest nie na miejscu bo przeczytalam posty tylko do tego
                          momentu ale na dluższą "lekture" nie mam czasu.
                      • Gość: Ania Re: Och, proszę :( IP: *.aine.pl 17.05.04, 21:24
                        Informacja pomocnicza - kazdy sie troszke boi zanim podejdzie i zagadnie
                        szalowa blondynke (tudziez
                        brunetke czy ruda). Po prostu niektorzy sa w stanie przelamac swe obawy

                        A co zrobić jak się nie jest szałową blondynką/brunetką/rudą... i nikt cię nie
                        zagaduje?
                            • kwieto Re: Och, proszę :( 17.05.04, 22:05
                              Ja tam lubie :")
                              Kiedys zostalem poderwany w baaardzo fajny sposob, nie powiem, moze i sie czulem w ktoryms
                              momencie troszke nie na miejscu, ale generalnie calos odbieram bardzo na plus
                                • kwieto Re: Och, proszę :( 17.05.04, 23:28
                                  Hmmm, generalnie sprowadzalo sie to do tego ze to ja zostalem zaproszony na randke gdzie to mi
                                  zorganizowano czas i mna sie zajmowano a nie odwrotnie.
                                  Fajna odmiana :")
                                        • kwieto Re: Och, proszę :( 18.05.04, 21:24
                                          > Czyli nie zostałeś tak do końca przez nią poderwany, bo wcześniej sam zróciłeś
                                          > na nią uwagę. Po prostu ... ona zrobiła ten pierwszy krok.

                                          Niezupelnie. Bo z Twojej wypowiedzi wynika ze ona zrobila ten krok w odpowiedzi na moje
                                          zainteresowanie, a to nie jest do konca prawda.
                                          Dosc czesto zdarza mi sie spotkac kogos, kim chetnie bym sie zainteresowal. Poki nie zrobie
                                          pierwszego kroku, to owa interesujaca mnie dziewczyna nawet nie ma o moim zainteresowaniu pojecia.
                                          Ergo - do momentu pierwszego kroku jakiekolwiek zainteresowanie (lub jego brak) nie ma znaczenia.
                                          A skoro ona zrobila pierwszy krok to znaczy ze miala na to ochote niezaleznie od tego czy ja sie nia
                                          interesowalem czy nie

                                          > Czy gdyby tego nie zrobiła to Ty byś zaczął działać?

                                          Nie wiem. Zalezy od sytuacji.
                • Gość: Ania Re: Och, proszę :( IP: 195.150.115.* 17.05.04, 21:20
                  > > kino/teatr
                  >
                  > To są raczej pomysły na to, gdzie udać się, gdy kogoś już się zna... Przecież
                  > obecnie do kina raczej mało kto chodzi sam, do teatru tym bardziej. Raczej
                  nie
                  > ma co liczyć, że pójdę do kina i spotkam tam jakąś samotną dziewczynę...


                  JA zawsze chodze sama do kina, bo tez jestem samotna. I nigdy nie jestem jedyną
                  samotną kobietą na sali. Zawsze jest nas więcej. Z tym, że uwazam że kino
                  raczej też nie nadaje się na miejsce do poznania kogoś.
    • Gość: archiwum Re: Co poradzić na samotność? IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 19:43

      Gość portalu: 007wc napisał(a):

      > Mogę zrozumieć Twój żal,nie potrafie jednak zrozumieć Twojej bezczynności.
      > Jesteś kobietą jak piszesz do rzeczy więc zastanów się w czym tkwi problem.
      > Są tysiące możliwości aby taki stan zmienić.Wydaje mi się że Ty sama niewiele
      > robisz aby życie stało się ciekawsze. Książka choćby najciekawsza nie jest
      > przeszkodą aby wyjść z domu poznać nowych ludzi i rozwinąć skrzydła.
      > Stworzyłaś sobie kawałek wirtualnego świata z wyimaginowanym facetem i bardzo
      > systematycznie rozwijasz pewne wizje z nim związane.Tylko po jaką cholerę.
      > Wiec że samotność jest straszna, ale samotność we dwoje jeszcze gorsza.Taką
      mas
      > z
      > w tej chwili sytuację.Przestań liczyć na jego emeile tylko zacznij działać.
      > Mając 31 lat można zbudować wspaniały związek z drugą osobą i korzystać z
      życia
      > .
      > Wyjedz w interesujące miejsce niech to będzie Krynica,Kudowa,Jarosławiec gdzie
      > ludzie spotykają się przy piwku,rozmawiają o duperelach,spontanicznie tańczą i
      > rozmawiając ze sobą poznają się wzajemnie.Nastawiłaś się na luksus że ktoś
      zjaw
      > i
      > się i dostarczy Ci tę drugą osobę.Tak nie można podchodzić do sprawy.
      > Zacznij być odważniejsz, prowokująca,pokaż kobietę w jej pełnym blasku, wtedy
      > przekonasz się że polezą za Tobą jak barany. Jeżeli połączysz swój wygląd i
      > śmiałość dodasz do tego mądrość i wiedzę sama będziesz zaskoczona. Czy nie
      jest
      > przypadkiem tak że blokujesz do siebie dostęp.Musisz wiedzieć że facet też
      > potrzebuje zielonego światła.Nie wszystko od razu musi kończyć się seksem.To
      > przychodzi samo i decydujesz o tym właśnie Ty.
      > Nikt za Ciebie nie znajdzie cudownej rady na Twój problem { ludzie jaki
      problem
      > }
      > rozwiązanie jest tylko w Twoich rękach.Gdyby ludzie myśleli tak jak Ty to
      jakie
      > ś
      > 70% byłoby osobami samotnymi ponieważ dopiero od jakiegoś czasu zmienia się
      > bezpośredniość polaków. My nadal potrzebujemy kilku spotkań aby mówić sobie
      na
      > ty.Zapominamy że mamy imiona.Patrzymy na wiek,i inne tego rodzaju pierdoły.
      > Dodatkowo będąc samotnymi zaczynamy szukać rówieśników no może niewiele
      > starszych, nic bardziej mylnego. Doceń facetów którzy mają 40 i trochę więcej.
      > To właśnie wśód nich można znaleść ludzi bardzo doświadczonych,poważnych
      którzy
      >
      > przez swoje życie bardzo dużo się nauczyli i potrafią wyciągnąć z tego
      właściwe
      >
      > wnioski. Nie patrz krytycznie na rozwiedzionego bo to może właśnie być ten
      > który jest twoją drugą połową, gwarantem Twojgo dalszego spokojnego życia.
      > Szczerze powiedziawszy Twoje narzekanie mnie irytuje ponieważ uważam że w ten
      > sposób próbujesz znaleść swatkę która szczęśliwie wyda Cię za mąż.
      > Imię pełne masz grzechu więc nie będzie Ci znowu tak trudno działać tylko
      > wreszcie zdecyduj się na to.
      > Bardzo serdecznie życzę Ci otwartośći w realizacji tego co podpowiadają Ci
      > wszyscy w tym wątku. Najpierw odwagi potem szczęśćia.
      >
      > pozdrawiam



    • Gość: archiwum Re: Co poradzić na samotność? IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 19:46

      >
      > Podsumowujac krotko Twoje posty i odpowiedzi na nie powiem Ci jedno .
      >
      > Stoisz przed wyborem : albo bedziesz sama , samotna zamknieta na wszystkie
      nowe
      >
      > znajomosci , osadzajaca nie dajaca szans albo sie zaczniesz powoli zmieniac i
      > redukowac pewne zachowania, ktore nie pomagaja a wrecz sa gwarancja na
      samotnos
      > c.
      > Wybor nalezy do Ciebie.
      >
      > Martyna
    • Gość: archiwum Re: Co poradzić na samotność? IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 19:49

      kwieto napisał(a):

      > :")))
      >
      > Wiesz, bo mam wrazenie, ze ludzie ktorzy rozpaczliwie szukaja "kogos do
      > kochania" licza na to, ze ich zycie sie wtedy zmieni. Zabarwi kolorami,
      > zapachnie jak nigdy...
      >
      > A to jest zwykla bzdura!
      > Bo jesli sami nie potrafia sie cieszyc wlasnym zyciem, to ani partner im w
      tym
      > nie pomoze, ani tego za nich nie zrobi.
      >
      > Owszem, bedzie moment euforii, "och, kocham i jestem kochana/y". Ale ta
      euforia
      >
      > nie trwa wiecznie, miesiac, dwa, pol roku... I co potem?
      > Dalej jest bez sensu i beznadziejnie, bo wyjsc z wlasnej beznadziejnosci
      trzeba
      >
      > samodzielnie i zadne podporki w postaci partnera/meza nie pomoga.
      >
      > Najpierw trzeba zrobic sobie samemu remont, zmienic podejscie do swiata,
      > nauczyc cieszyc sie zyciem, a dopiero potem mozna myslec o partnerze.



      • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:29
        > oprocz tego, ze Ty mozesz kogos poznac
        > to jeszcze ktos moze Ciebie poznac :)
        >
        > bierzesz to pod uwage? ;)

        No ale przecież też muszę do tego stworzyć jakąś okazję...

        Poza tym, w naszym kraju kobiety raczej oczekują od mężczyzny inicjatywy...
        Raczej się nie zdarza, by to kobieta podrywała faceta. Przynajmniej ja się z
        tym nie spotkałem.
        • cossa Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 21:33
          zyj swoim zyciem
          badz wsrod ludzi
          albo Ty cos stworzysz i poznasz kogos
          albo ktos inny cos stworzy i pozna Ciebie
          wazne bys byl obok
          i dal szanse poznania SIEBIE

          i roznie to bywa z tymi kobietami
          i inicjatywami kto, po co i dlaczego
          jest mnostwo kobiet, ktore same wybieraja
          i przejmuja inicjatywe

          moze masz na twarzy napisane
          "szukam"
          to odstrasza
          (przynajmniej mnie)

          badz soba
          to wszystko

          i jesli znalezienie kobiety
          jest jedynym celem Twojego zycia
          to moze warto rozejrzec sie jeszcze za czyms innym? ;))

          pozdr.cieplo.cossa



          Gość portalu: Vox napisał(a):

          > No ale przecież też muszę do tego stworzyć jakąś okazję...
          >
          > Poza tym, w naszym kraju kobiety raczej oczekują od mężczyzny inicjatywy...
          > Raczej się nie zdarza, by to kobieta podrywała faceta. Przynajmniej ja się z
          > tym nie spotkałem.
          • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:50
            > zyj swoim zyciem
            > badz wsrod ludzi
            > albo Ty cos stworzysz i poznasz kogos
            > albo ktos inny cos stworzy i pozna Ciebie
            > wazne bys byl obok
            > i dal szanse poznania SIEBIE

            Wierz mi, to NIE TAKIE PROSTE. Ja w czasie studiów naprawdę starałem się
            poznawać tak wielu ludzi, jak tylko możliwe. Dawałem innym szansę poznania
            mnie, nie byłem bynajmniej żadnym odludkiem. Miałem naprawdę masę koleżanek -
            żadna jednak nie zobaczyła we mnie potencjalnego partnera.

            > i roznie to bywa z tymi kobietami
            > i inicjatywami kto, po co i dlaczego
            > jest mnostwo kobiet, ktore same wybieraja
            > i przejmuja inicjatywe

            W takim razie mam pecha, bo nie spotkałem żadnej :(

            > moze masz na twarzy napisane
            > "szukam"
            > to odstrasza
            > (przynajmniej mnie)

            Staram się nie mieć... Ale jeśli mam, to nie potrafię na to nic poradzić.
            Naprawdę nie jest to proste, jeśli się jest 25-letnim facetem z kompletnie
            sfrustrowanymi potrzebami emocjonalnymi...

            > badz soba
            > to wszystko

            Jestem sobą, naprawdę! Efektów żadnych to nie przynosi. Mam wręcz wrażenie, że
            część kobiet właśnie to, co dla mnei oznacza bycie sobą, wręcz odstrasza...

            > i jesli znalezienie kobiety
            > jest jedynym celem Twojego zycia
            > to moze warto rozejrzec sie jeszcze za czyms innym? ;))

            Dlaczego zakładasz, że nie mam innego celu w życiu? Zaręczam, że mam...
            • joasia-ja Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 21:56
              ojej, jestes poprostu zbyt pesymistycznie nastawiony do wszystkiego i byc moze
              to odstrasza...daj sobie wiecej luzu, moze za batdzo jestes spiety, za bardzo
              analizujesz swoje i innych zachowania.. wyluzuj i poprostu poplyn sobie a sam
              dla siebie znajdziessz porcik, restz asama przyjdzie, jedno jest konsekwencja
              drugiego
              otworz sie na ludzi i nie siedz w domu i nie zakladaj scenaruszy - nie uda sie,
              nie bedzie, nie znam - chyba sie tylko blokujesz w ten sposob...
            • caorle Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 22:00
              Tera spróbuj napisać tak:
              Umiem...
              Potrafię...
              Lubię...
              Kocham...
              Znam...
              Wiem...
              panimajesz?
              I nic więcej nie musisz już robić.
              To z "nie" to widocznie nie jest twój sposób na panienki. Nie leży ci...:-)
                    • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 22:42
                      Czlowieku, gdybys byl nowo przeze mnie poznawana dziewczyna, to po tych wynurzeniach (nie tancze,
                      nie chodze do kina bo nie mam z kim, do teatru tez nie bo tam sie chodzi razem, i tak dalej i tak dalej)
                      ucieklbym od Ciebie z krzykiem.
                      Nie dlatego ze jestes przerazajacy, tylko dlatego ze budujesz wokol siebie niesamowicie silna aure
                      beznadziejnosci. Malo kto ma zaciecie by w takie cos sie pakowac.

                      Zacznij zyc, dla siebie, robic to co lubisz a nie to co uwazasz ze wypada. Nie ma nic gorszego niz
                      czlowiek zyjacy wedlug schematow (ktorych zaserwowales tu cala fure).
                      • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 22:53
                        > Czlowieku, gdybys byl nowo przeze mnie poznawana dziewczyna, to po tych
                        > wynurzeniach (nie tancze,
                        > nie chodze do kina bo nie mam z kim, do teatru tez nie bo tam sie chodzi
                        > razem,i tak dalej i tak dalej)ucieklbym od Ciebie z krzykiem.

                        Ej, ty mnie chyba żle zrozumiałeś. Czy ja mówię, że nie chodzę do kina?
                        Oczywiście, że chodzę, bardzo lubię. Chodzi mi jedynie o to, że wg mnie szanse
                        na poznanie kogoś w kinie są mizerne... To samo tyczy się teatru (choć tutaj
                        bywam rzadziej - po prostu za drogie to jest).

                        > Nie dlatego ze jestes przerazajacy, tylko dlatego ze budujesz wokol siebie nie
                        > samowicie silna aure
                        > beznadziejnosci.

                        Jeju, ale przecież ja nie mówię każdej napotkanej kobiecie o takich sprawach.
                        Bynajmniej! Mam swoje zainteresowania i bardzo chętnie o nich rozmawiam...

                        > Zacznij zyc, dla siebie, robic to co lubisz a nie to co uwazasz ze wypada.
                        > Nie ma nic gorszego niz
                        > czlowiek zyjacy wedlug schematow (ktorych zaserwowales tu cala fure).

                        Sorry, ale to już jest jakaś Twoja nadinterpretacja. Nie znasz mnie i wcale nie
                        wiesz, czy "żyję według schematów". Akurat wydaje mi się, że bliżej mi do bycia
                        strasznym dziwakiem, niż konformistą...
                        • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 23:05
                          > Ej, ty mnie chyba żle zrozumiałeś. Czy ja mówię, że nie chodzę do kina?
                          > Oczywiście, że chodzę, bardzo lubię. Chodzi mi jedynie o to, że wg mnie szanse
                          > na poznanie kogoś w kinie są mizerne... To samo tyczy się teatru (choć tutaj
                          > bywam rzadziej - po prostu za drogie to jest).

                          Widzisz, problem nie tyle w bywaniu w jakichs miejscach, ile w dostrzeganiu, lub (dla zaawansowanych)
                          stwarzaniu okazji. Tak naprawde to interesujacych ludzi mozna spotkac gdziekolwiek.
                          Kiedys rozmawialem z kims na temat ilosci dziewczyn ktore widuje, a ktore uznaje za interesujace. I
                          wyszlo mi, ze tylko dojezdzajac do pracy (srednio pol godziny w jedna strone) dziennie widuje kolo
                          dwoch takich ciekawych dziewczyn. Wystarczy tylko podejsc i zagadac. Zakladajac ze do polowy nie
                          dojdziesz, od 3/4 pozostalych dostaniesz kosza na starcie, to zostaje Ci okolo dziesieciu
                          potencjalnych randek miesiecznie...
                          A czasem wrecz widac, ze dana osoba daje Ci szanse i tylko od Ciebie zalezy czy skorzystasz z niej czy
                          nie.

                          > Jeju, ale przecież ja nie mówię każdej napotkanej kobiecie o takich sprawach.
                          > Bynajmniej! Mam swoje zainteresowania i bardzo chętnie o nich rozmawiam...

                          Nie musisz mowic, to wylazi pomiedzy slowami. Wierz mi.
                          Problem tych co maja wypisane na czole "szukam" - to naprawde jest bardzo widoczne.

                          > Sorry, ale to już jest jakaś Twoja nadinterpretacja. Nie znasz mnie i wcale nie
                          > wiesz, czy "żyję według schematów". Akurat wydaje mi się, że bliżej mi do bycia
                          > strasznym dziwakiem, niż konformistą...

                          To nie ma nic do rzeczy.
                          Chodzi o te wszystkie "nie da sie", "nie potrafie", "nie umiem", "to nie w moim stylu" i tak dalej.
                          • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:21
                            > Kiedys rozmawialem z kims na temat ilosci dziewczyn ktore widuje, a ktore
                            > uznaje za interesujace. I
                            > wyszlo mi, ze tylko dojezdzajac do pracy (srednio pol godziny w jedna strone)
                            > dziennie widuje kolo
                            > dwoch takich ciekawych dziewczyn. Wystarczy tylko podejsc i zagadac.

                            OK, to wyjaśnij mi, co w takiej sytuacji można powiedzieć? Bo ja naprawdę nie
                            wiem...

                            > To nie ma nic do rzeczy.
                            > Chodzi o te wszystkie "nie da sie", "nie potrafie", "nie umiem", "to nie w
                            > moim stylu" i tak dalej.

                            Jeśli coś takiego piszę, to dlatego, że to jest prawda... Przykładowo, jeśli
                            mówię, że w moim przypadku odpada np. zapisanie się na karate, to nie dlatego,
                            że sobie to wmówiłem, ale dlatego, że znam moje mozliwości fizyczne, próbowałem
                            tego - i wiem, że skończy się to kontuzją...
                            • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 23:30
                              > OK, to wyjaśnij mi, co w takiej sytuacji można powiedzieć? Bo ja naprawdę nie
                              > wiem...

                              W najprostrzym przypadku - zapytac czy ma ochote sie spotkac, po prostu.
                              Zalezy od sytuacji, jesli oczekujesz listy "zagadniec" to ich nie dostaniesz, bo takiej listy nie ma.

                              > Jeśli coś takiego piszę, to dlatego, że to jest prawda... Przykładowo, jeśli
                              > mówię, że w moim przypadku odpada np. zapisanie się na karate, to nie dlatego,
                              > że sobie to wmówiłem, ale dlatego, że znam moje mozliwości fizyczne, próbowałem
                              > tego - i wiem, że skończy się to kontuzją...

                              Czy karate to jedyny sposob ciekawego spedzania czasu wg Ciebie?

                              Wiesz, ja lubie chodzic po gorach. W gorskich schroniskach mozna spotkac mnostwo ciekawych
                              dziewczyn.
                              Albo lubie spacerowac po parku, tam tez mozna spotkac wiele ciekawych osob.

                              I tak dalej, i tak dalej....
                              • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:35
                                > Czy karate to jedyny sposob ciekawego spedzania czasu wg Ciebie?

                                To był przykład :)

                                > Wiesz, ja lubie chodzic po gorach. W gorskich schroniskach mozna spotkac
                                > mnostwo ciekawych dziewczyn.

                                Chodzę po górach i nigdy na trasie nikogo nie poznałem...

                                > Albo lubie spacerowac po parku, tam tez mozna spotkac wiele ciekawych osob.

                                W parkach, w których bywałem, widywałem same staruszki i zakochane pary...
                                • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 23:42
                                  > Chodzę po górach i nigdy na trasie nikogo nie poznałem...

                                  Ooo, jak Ty to robisz? Chodzisz po Himalajach, czy jak?

                                  > W parkach, w których bywałem, widywałem same staruszki i zakochane pary...

                                  Bywaj w innych.


                                  Cy Ty naprawde nie rozumiesz, ze miejsce jest najmniej istotne?
                                    • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 06:10
                                      > Nie, po Tatrach...

                                      Robisz to po nocach?

                                      > Istotnie - bo nawet jakbym spotkał samotną dziewczynę w parku, nie podszedłbym
                                      > do niej. Uważam, że jest to narzucanie się...

                                      Innymi slowy narzekasz ze jestes samotny, ale podstawowa mozliwosc przelamania tej samotnosci
                                      (wyjscie do ludzi) odrzucasz, bo to "narzucanie sie".
                                      Masz pomysl jak wyjsc z tego impasu?
                                      Zdecyduj, na czym bardziej Ci zalezy.

                                      A szczerze mowiac, to jestem zdania ze aby byc szczesliwym z kims, trzeba tez potrafic byc
                                      szczesliwym samemu. I tutaj IMO jest Twoj glowny problem. Nie chce byc zlym wrozem, ale mam
                                      dziwne wrazenie, ze nawet jak kogos poznasz, kto sie Toba zainteresuje to po jakims czasie problem
                                      "bycia samotnym" powroci. Niezaleznie od tego czy z kims wtedy bedziesz czy nie.

                                      IMO pierwsze co powinienes zrobic to nie tyle szukac sobie drugiej polowki, co zrobic gruntowny
                                      remanent wlasnej osoby.
                                      • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:17
                                        > A szczerze mowiac, to jestem zdania ze aby byc szczesliwym z kims, trzeba tez
                                        > potrafic byc
                                        > szczesliwym samemu. I tutaj IMO jest Twoj glowny problem. Nie chce byc zlym
                                        > wrozem, ale mam
                                        > dziwne wrazenie, ze nawet jak kogos poznasz, kto sie Toba zainteresuje to po
                                        > jakims czasie problem
                                        > "bycia samotnym" powroci. Niezaleznie od tego czy z kims wtedy bedziesz czy
                                        > nie.

                                        Hmmm, nie zgadzam się. To naprawdę nie jest tak, że jestem "ogólnie"
                                        nieszczęśliwy i wymyśliłem sobie, że jak znajdę sobie dziewczynę, to mi się
                                        poprawi. Absolutnie nie! Po prostu mam potrzebę, by być z kimś - niezależną od
                                        innych moich problemów.

                                        Mam wrażenie, że mówisz do mnie z perspektywy osoby, która nie miała problemów
                                        z nieśmiałością, samotnością itd. Wierz mi - po 25 latach samotność naprawdę
                                        potrafi być cholernie dokuczliwa.

                                        Metaforycznie mówiąc: to, co piszesz, brzmi nieco, jakby syty mówił
                                        głodującemu, że tak naprawdę nie głód jest jego problemem, tylko brak
                                        samoakceptacji...
                                        • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:08
                                          > Hmmm, nie zgadzam się. To naprawdę nie jest tak, że jestem "ogólnie"
                                          > nieszczęśliwy i wymyśliłem sobie, że jak znajdę sobie dziewczynę, to mi się
                                          > poprawi. Absolutnie nie! Po prostu mam potrzebę, by być z kimś - niezależną od
                                          > innych moich problemów.

                                          OK, z czego wynika ta potrzeba?

                                          > Mam wrażenie, że mówisz do mnie z perspektywy osoby, która nie miała problemów
                                          > z nieśmiałością, samotnością itd. Wierz mi - po 25 latach samotność naprawdę
                                          > potrafi być cholernie dokuczliwa.

                                          Mialem, i to dokladnie takie same :"P
                                          Dlatego teraz mowie to co mowie.

                                          > Metaforycznie mówiąc: to, co piszesz, brzmi nieco, jakby syty mówił
                                          > głodującemu, że tak naprawdę nie głód jest jego problemem, tylko brak
                                          > samoakceptacji...

                                          Widzisz, tutaj jest troche tak jak z Alicja w krainie czarow. Im bardziej biegniesz, tym bardziej stoisz w
                                          miejscu.
                                          • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:18
                                            > OK, z czego wynika ta potrzeba?

                                            Nie mam pojęcia - ale nie wydaje mi się, by to było istotne. Jak dalej
                                            pójdziemy w tym kierunku, to powiesz, że w ogóle nie warto z nikim być, bo to
                                            wszystko socjobiologia i samolubne geny...

                                            > Mialem, i to dokladnie takie same :"P

                                            A ja prawdę mówiąc nie odnoszę takiego wrażenia. Po tym, jak piszesz, jak to
                                            zagadywałeś kobiety na ulicy, w bibliotekach itd. nie wyglądasz mi na osobę,
                                            która dwie dekady cierpiała na fobie społeczne...
                                            • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:26
                                              > Nie mam pojęcia - ale nie wydaje mi się, by to było istotne. Jak dalej
                                              > pójdziemy w tym kierunku, to powiesz, że w ogóle nie warto z nikim być, bo to
                                              > wszystko socjobiologia i samolubne geny..

                                              Widzisz, ja odrozniam potrzebe od ochoty.

                                              > A ja prawdę mówiąc nie odnoszę takiego wrażenia. Po tym, jak piszesz, jak to
                                              > zagadywałeś kobiety na ulicy, w bibliotekach itd. nie wyglądasz mi na osobę,
                                              > która dwie dekady cierpiała na fobie społeczne...

                                              To wbrew pozoru w duzym stopniu kwestia wyboru.
                                              Glownie dotyczacego siebie samego
                                                  • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:39
                                                    > A dlaczego tak bardzo chcesz pływać?
                                                    > Przecież to chęć kontaktu z wodą, rozkoszowanie się wodą, czucie wody,
                                                    > wszędzie woda...
                                                    >
                                                    > A ty się jej boisz. To dlaczego jeszcze raz pytam chcesz pływać?

                                                    Bo może np. w dzieciństwie mało się nie utopiłem i mi została "skaza" na
                                                    psychice? I teraz, mimo, że wiem, że się utrzymam na wodzie, to nawet zbliżyć
                                                    się do niej nie mogę, bo mnie ogarnia panika?
                                                  • caorle Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:44
                                                    Ale chcesz pływać bo podobało ci się to? Mimo "zachłyśnięcia się wodą"?

                                                    Jeżeli kochasz pływać to nie ma przeszkód żebyś to robił.
                                                    Patrz na Adasia Małysza. On kocha skakać. Miał grożny upadek ale nie przerwał
                                                    skoków. Bo je kocha.
                                                    A Ty? Chcesz pływać czy nie?
                                                  • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:50
                                                    > Ale chcesz pływać bo podobało ci się to? Mimo "zachłyśnięcia się wodą"?
                                                    >
                                                    > Jeżeli kochasz pływać to nie ma przeszkód żebyś to robił.
                                                    > Patrz na Adasia Małysza. On kocha skakać. Miał grożny upadek ale nie przerwał
                                                    > skoków. Bo je kocha.
                                                    > A Ty? Chcesz pływać czy nie?

                                                    Jej, czy Ty naprawdę jesteś tak prostolinijna, że nie rozumiesz, że można
                                                    czegoś chcieć, a jednocześnie nie mieć odwagi tego zrobić? Proszę, poczytaj
                                                    sobie o fobiach - zobaczysz, że nie wszystko jest takie proste, że można kochać
                                                    pływać, a z powodu problemów psychicznych nie być w stanie tego robić.
                                                  • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:52
                                                    > Jej, czy Ty naprawdę jesteś tak prostolinijna, że nie rozumiesz, że można
                                                    > czegoś chcieć, a jednocześnie nie mieć odwagi tego zrobić? Proszę, poczytaj
                                                    > sobie o fobiach - zobaczysz, że nie wszystko jest takie proste, że można kochać
                                                    > pływać, a z powodu problemów psychicznych nie być w stanie tego robić.

                                                    Ucieczka.
                                                  • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:57
                                                    > Ucieczka.

                                                    Och, szczerze Ci powiem, że zaczynasz mnie irytować. Nie znasz mnie, nie wiesz,
                                                    co przeżyłem w życiu, w jakiej rodzinie się wychowywałem... Nie wiesz, przez co
                                                    musiałem w życiu przechodzić. Mimo to tak autoratywnie sobie stwierdzasz, że
                                                    moje problemy to "ucieczka". Dzięki, naprawdę...

                                                    Wybacz, ale otworzyłem ten wątek, by prosić o radę, a nie słuchać komentarzy
                                                    ludzi, którym wydaje się, że wszystko w życiu jest proste...
                                                  • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 23:06
                                                    > Och, szczerze Ci powiem, że zaczynasz mnie irytować. Nie znasz mnie, nie wiesz,
                                                    > co przeżyłem w życiu, w jakiej rodzinie się wychowywałem... Nie wiesz, przez co
                                                    > musiałem w życiu przechodzić.

                                                    A wiesz kim ja jestem, co przezylem, gdzie sie wychowalem, i przez co przechodzilem?
                                                    Chcesz sie licytowac na to kto ma gorzej?
                                                    Spoko, tylko jak to sie ma do Twojego problemu?


                                                    > Mimo to tak autoratywnie sobie stwierdzasz, że moje problemy to "ucieczka". Dzięki, naprawdę...

                                                    Sa ludzie ktorzy maja gorzej od Ciebie (niezaleznie od tego przez co przechodziles itp.) i sobie radza.
                                                    Z Twoich ust padlo tyle "nie" ze mozna sie naprawde podlamac.
                                                    I zero pomyslow co mozna by z tymi "nie zrobic", za to kolejne "nie" na propozycje innych.
                                                    Czy jestes pewny ze chcesz cokolwiek zmienic w swym zyciu?
                                                    Jak, skoro na wszystko masz odpowiedz "nie"?
                                                  • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 23:19
                                                    > A wiesz kim ja jestem, co przezylem, gdzie sie wychowalem, i przez co
                                                    > przechodzilem?
                                                    > Chcesz sie licytowac na to kto ma gorzej?

                                                    Nie chcę się licytować. Po prostu uważam, że mój problem lekceważysz. Ja, nie
                                                    znając Ciebie, nigdy bym się nie zdobył na wypowiadanie kategorycznych sądów
                                                    nt. Twoich problemów. To byłoby zwyczajnie nierozsądne.

                                                    > Sa ludzie ktorzy maja gorzej od Ciebie (niezaleznie od tego przez co
                                                    > przechodziles itp.) i sobie radza.

                                                    Sorry, ale to nie ma nic do rzeczy. Znam ludzi, którzy nie radzą sobie z
                                                    rzeczami, które dla mnie są prościzną - ale nie stoję im nad głową i
                                                    udowadniam, że tak naprawdę to ich problemy są proste, łatwe itd.
                                                  • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 23:24
                                                    > Nie chcę się licytować. Po prostu uważam, że mój problem lekceważysz. Ja, nie
                                                    > znając Ciebie, nigdy bym się nie zdobył na wypowiadanie kategorycznych sądów
                                                    > nt. Twoich problemów. To byłoby zwyczajnie nierozsądne.

                                                    Ja mowie co mysle. Ty mozesz albo sie nad tym zastanowic, albo to odrzucic.
                                                    Nie uwazam ze mam monopol na prawde o Tobie, bynajmniej.

                                                    > Sorry, ale to nie ma nic do rzeczy. Znam ludzi, którzy nie radzą sobie z
                                                    > rzeczami, które dla mnie są prościzną - ale nie stoję im nad głową i
                                                    > udowadniam, że tak naprawdę to ich problemy są proste, łatwe itd.

                                                    Wiec zapewne jest tak i z Twoimi problemami. Probowales spojrzec na nie z innej perspektywy?
                                                  • caorle Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:55
                                                    Akurat prostolinijność w tej sprawie jest jak najbardziej na miejscu.
                                                    Tak jak prostolinijna musi być kobieta w 9 miesiącu ciąży. Ona nie ma innego
                                                    wyjścia. Musi urodzić. Czy ma fobię czy nie - nikogo to nie interesuje.Nikt za
                                                    nią tego nie zrobi.
                                                    Może dlatego że nie jesteś prostolinijny nikogo nie potrafisz pokochać,
                                                    zaonteresować swoją osobą. Może ty jesteś po prostu bez serca. Robot jakiś?
                                                    Fobia to twoja wymówka?
                                                  • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 23:00
                                                    > Może dlatego że nie jesteś prostolinijny nikogo nie potrafisz pokochać,
                                                    > zaonteresować swoją osobą. Może ty jesteś po prostu bez serca. Robot jakiś?
                                                    > Fobia to twoja wymówka?

                                                    O nie, mam tego dość. Czy ja gdziekolwiek napisałem, że nikogo nigdy nie
                                                    kochałem? Kobieto, z miłości do jednej kobiety bliski byłem samobójstwa!

                                                    Robot? Dzięki...
                    • Gość: zlota rybka SPADAJ VOX IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 22:46
                      Mialam spelnic Twe zyczenie i podsunac Ci jakas panienke, ale nie bede swinia i
                      panienki w ten kanal nie wpuszcze. Jestes nierefrmowalnym nudziarzem, wiec
                      jedyne wyjscie to pozostac samotnikiem. Nie znam kobity, ktora wytrzymala by z
                      takim palantem jak Ty. Starokawalerstwo masz widac zapisane w gwiazdach,
                      koniec, kropka i nie zawracaj ludziom gitary.
    • Gość: Marion Re: Co poradzić na samotność? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.04, 23:01
      Dlaczego masz niewielu znajomych? Nie lubisz ludzi?

      A uprawiasz jakies sporty?

      Ja to nie za bardzo wierze w zaczepianie ludzi na ulicy. Do tego trzeba miec
      predyspozycje, a w naszej kulturze tez nie ma takiego obyczaju, weic rozumiem
      Twoje opory akurat. Najlepiej chyba poznawac ludzi w malych grupach, ktore
      spotykaja sie regularnie typu kurs jezykowy czy jakikolwiek inny czy wlasnie
      jakis sport.
      • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:15
        > Dlaczego masz niewielu znajomych? Nie lubisz ludzi?

        Bardzo lubię :) Po prostu tak wyszło - większość znajomości ze studiów okazała
        się nietrwała... a Ci znajomi, z którymi kontakt się utrzymał, mają podobne
        problemy do moich.

        > A uprawiasz jakies sporty?

        Nie - nie mam do tego predyspozycji.

        > Najlepiej chyba poznawac ludzi w malych grupach, ktore
        > spotykaja sie regularnie typu kurs jezykowy czy jakikolwiek inny czy wlasnie
        > jakis sport.

        Za to wszystko trzeba płacić... Aktualnie jestem bezrobotny i nie mogę sobie na
        to pozwolić.

        Poza tym, sport odpada - zaś kursu językowego nie potrzebuję. Naprawdę nie stać
        mnie, żeby chodzić na cos takiego wyłącznie po to, by kogoś poznać.

        Ale jeśli masz inne pomysły na inne tego typu aktywności, to poproszę - bo to
        nie jest zły pomysł na przyszłość...
        • Gość: Marion Re: Co poradzić na samotność? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.04, 23:27
          To akurat prawda, ze aktywnosc spoleczna przewaznie kosztuje. Chociaz, jak sie
          dobrze rozejrzec? Kiedys moja znajoma zapisala sie na kurs litewskiego, ktory
          byl za darmo i twierdzila, ze wlasnie fajni ludzie tam przyszli. Ambasada to
          organizowala czy jakies towarzystwo kulturalne. Tak z ciekawoscie poszla, nie z
          wielkiej milosci do tego jezyka.

          Jestes bezrobotny, ale przeciez mozesz dorobic. Niedlugo koniec roku, nic tylko
          douczac licealistow, prawda?

          > > A uprawiasz jakies sporty?
          >
          > Nie - nie mam do tego predyspozycji.

          Ale ja nie mowie, ze wyczynowo. Tak tylko, zeby byc sprawnym i zdrowym. Basen
          czy cos. Do rekreacji, to kazdy ma predyspozycje. Tak zeby regularnie spotykac
          ludzi.

          Myslales o kursie tanca? Tzn.jak juz zarobisz?
          Bo tam przychodzi pelno dziewczyn i sa zawsze niedobory chlopakow. Nawet jak
          nikogo interesujacego nie spotkasz, przynajmniej nauczysz sie tanczyc.
          • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 00:49
            > Jestes bezrobotny, ale przeciez mozesz dorobic. Niedlugo koniec roku, nic
            > tylko douczac licealistow, prawda?

            Prawdę mówiąc, nie za bardzo mam czego... Z fizyki czy matematyki jestem
            kiepski, a historii czy polskiego sami sie nauczą.

            > Ale ja nie mowie, ze wyczynowo. Tak tylko, zeby byc sprawnym i zdrowym. Basen
            > czy cos. Do rekreacji, to kazdy ma predyspozycje. Tak zeby regularnie
            > spotykac ludzi.

            Owszem, chodziłem na siłownię na studiach... Ale to był tylko dodatkowy stres -
            zbyt wielu facetów o lepszej kondycji ode mnie, spoglądających na mnie
            krytycznie...

            > Myslales o kursie tanca? Tzn.jak juz zarobisz?
            > Bo tam przychodzi pelno dziewczyn i sa zawsze niedobory chlopakow. Nawet jak
            > nikogo interesujacego nie spotkasz, przynajmniej nauczysz sie tanczyc.

            Kurs tańca ma ten problem, co siłownia - zbyt wielu ludzi, którzy mogliby mnie
            potencjalnie wyśmiać za błędy... Ja wiem, że to brzmi dziwnie, ale dla mnie
            strach przed skompromitowaniem się w miejscu publicznym to poważny problem.
    • kwieto Drobna uwaga 16.05.04, 23:17
      > Rzadko spotykałem kobietę, która by mnie pociągała na tyle, by
      > próbować się zaangażować - a kiedy już taka się znalazła, to nie potrafiłem
      > nic "zdziałać", by ją sobą zainteresować.

      Probowales kiedys flirtowac "po nic"?
            • kwieto Re: Drobna uwaga 16.05.04, 23:41
              > Bo takie mam zasady etyczne. Przykro mi, ale tego zmieniać nie zamierzam.

              To znaczy jakie?
              Nie rozumiem co nieetycznego w milej, niezobowiazujacej rozmowie z kims.
              • kwieto Dopisek, w kwestii etyki. 16.05.04, 23:53
                > > Bo takie mam zasady etyczne. Przykro mi, ale tego zmieniać nie zamierzam.

                Komentarz od mojej lepszej polowki:
                "Doprawdy, flirtowanie z kims wylacznie w jasno okreslonym celu, z nastawieniem na "zysk" jest
                baaaardzo etyczne w swojej bezinteresownosci, nie ma co..."
                • jmx do Voxa :-) 17.05.04, 02:52

                  1. Uśmiechnij się! :-))))))))
                  to aż "widać" z tego jak się czyta co piszesz, że siedzisz smętny, przygarbiony
                  nad komputerem z ustami w podkówkę.

                  2. Masz bardzo interesujące hobby - projektowanie mody, rysunek, na pewno masz
                  jeszcze inne zainteresowania; więc skup się na swoich mocnych stronach,
                  pozytywach bo myślenie o własnej nieudaczności naprawdę może paraliżować i to
                  nie tylko Ciebie ale i ludzi z którymi się stykasz.

                  3. Ludzie w miejscach publicznych i jakichkolwiek naprawdę nie są
                  skoncentrowani na tym by wyszukiwać Twoje słabe strony i/lub się z nich
                  naśmiewać. Generalnie dla siebie jesteśmy najważniejsi ale nie dla otoczenia.
                  W przeważającej większości nikt nie zwraca na drugiego uwagi i jest zajęty
                  swoimi sprawami i myślami.

                  4. Rzeczywiście trudno się poznaje zupełnie nowych ludzi, najczęsciej jest tak,
                  że jesteśmy przedstawiani komuś albo nam kogoś przedstawiają; pisałeś, że znasz
                  kilka osób, któte mają podobne problemy do Twojego - są także same. No więc
                  chodźcie gdzieś całą paczką, w środowisku znanych ludzi będziesz się czuł
                  pewniej a i poznać kogoś może będzie łatwiej.

                  5. Co do różnych kursów - są kosztowne i nie warto na nie chodzić TYLKO po to
                  by kogoś poznać. Poznanie kogoś ma być skutkiem ubocznym; wiedzy nigdy dość,
                  szczególnie znajomości języków, może dzięki ich znajomości znajdziesz
                  lepszą/ciekawszą pracę i w niej kogoś poznasz? Nigdy nie wiadomo co się może w
                  życiu przydać ani co wydarzyć.

                  6. Pisałeś, że się leczysz - to dobrze, świadomość własnego wnętrza ułatwia
                  życie poza tym u lekarza też można kogoś poznać ;-). Nie wiem jak to leczenie
                  wygląda ale może przydałaby Ci się jakaś terapia grupowa, trening
                  interpersonalny, choćby po to by się oswoić z ludźmi, nauczyć mówić do obcych
                  ludzi. Twój lekarz mógłby Ci coś doradzić, spróbuj się zapytać.

                  Na razie tyle co mi przyszło do głowy, pozdrawiam :-)
                  • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:33
                    > 1. Uśmiechnij się! :-))))))))
                    > to aż "widać" z tego jak się czyta co piszesz, że siedzisz smętny,
                    > przygarbiony nad komputerem z ustami w podkówkę.

                    Ależ ja naprawdę wcale taki "smętny" nie jestem... Wiem, że jestem odbierany
                    raczej jako osoba ciepła, choć nieco tajemnicza - nie jak jakiś ponurak.

                    > 2. Masz bardzo interesujące hobby - projektowanie mody, rysunek, na pewno
                    > masz
                    > jeszcze inne zainteresowania; więc skup się na swoich mocnych stronach,
                    > pozytywach bo myślenie o własnej nieudaczności naprawdę może paraliżować i to
                    > nie tylko Ciebie ale i ludzi z którymi się stykasz.

                    OK, postaram się.

                    > 3. Ludzie w miejscach publicznych i jakichkolwiek naprawdę nie są
                    > skoncentrowani na tym by wyszukiwać Twoje słabe strony i/lub się z nich
                    > naśmiewać. Generalnie dla siebie jesteśmy najważniejsi ale nie dla otoczenia.
                    > W przeważającej większości nikt nie zwraca na drugiego uwagi i jest zajęty
                    > swoimi sprawami i myślami.

                    No tak, ale kiedy dochodzi już do konwersacji, to na człowieka jednak zwraca
                    się uwagę - i wtedy rózne moje słabe strony mogą być zauważone.

                    > 4. Rzeczywiście trudno się poznaje zupełnie nowych ludzi, najczęsciej jest
                    > tak,że jesteśmy przedstawiani komuś albo nam kogoś przedstawiają; pisałeś, że
                    > znasz kilka osób, któte mają podobne problemy do Twojego - są także same. No
                    > więc
                    > chodźcie gdzieś całą paczką, w środowisku znanych ludzi będziesz się czuł
                    > pewniej a i poznać kogoś może będzie łatwiej.

                    Raczej nie będzie... Moi znajomi są jeszcze bardziej nieśmiali ode mnie - w
                    grupie raczej się wzajemnie hamujemy, niż ośmielamy.

                    > 6. Pisałeś, że się leczysz - to dobrze, świadomość własnego wnętrza ułatwia
                    > życie poza tym u lekarza też można kogoś poznać ;-). Nie wiem jak to leczenie
                    > wygląda ale może przydałaby Ci się jakaś terapia grupowa, trening
                    > interpersonalny, choćby po to by się oswoić z ludźmi, nauczyć mówić do obcych
                    > ludzi. Twój lekarz mógłby Ci coś doradzić, spróbuj się zapytać.

                    Chodzę na terapię indywidualną - co do grupowej, to miałem kiedyś taką
                    minigrupę, ale bardziej mi zaszkodziła, niż pomogła...
                    • kwieto Re: do Voxa :-) 17.05.04, 22:11
                      > No tak, ale kiedy dochodzi już do konwersacji, to na człowieka jednak zwraca
                      > się uwagę - i wtedy rózne moje słabe strony mogą być zauważone.

                      I co wtedy?
                      Jak znajdziesz czlowieka ktory nie ma slabych stron to daj mi jego adres.
                      Obiecuje ze bede do niego pielgrzymowal corocznie.
                      • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:24
                        > I co wtedy?
                        > Jak znajdziesz czlowieka ktory nie ma slabych stron to daj mi jego adres.
                        > Obiecuje ze bede do niego pielgrzymowal corocznie.

                        Nie o to chodzi - po prostu boję się kompromitacji, złośliwych uwag... W
                        przeszłości mnie to spotykało i nie chcę tego przeżyć powtórnie.
                        • kwieto Re: do Voxa :-) 17.05.04, 22:29
                          > Nie o to chodzi - po prostu boję się kompromitacji, złośliwych uwag... W
                          > przeszłości mnie to spotykało i nie chcę tego przeżyć powtórnie.

                          Myslisz ze wszyscy tylko czyhaja na to by robic uwagi pod Twoim adresem?

                          Moze troche mniej skupiania sie na sobie samym?
                          • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:32
                            > Myslisz ze wszyscy tylko czyhaja na to by robic uwagi pod Twoim adresem?
                            >
                            > Moze troche mniej skupiania sie na sobie samym?

                            Nie mówię, że czyhają... Tym niemniej w pewnych sytuacjach wręcz czuję na sobie
                            ludzkie nieprzyjazne spojrzenia. To jest nie do zniesienia - i dlatego w takich
                            sytuacjach nie mogę zapanować nad nieśmiałością...
                            • kwieto Re: do Voxa :-) 17.05.04, 22:37
                              > Nie mówię, że czyhają... Tym niemniej w pewnych sytuacjach wręcz czuję na sobie
                              > ludzkie nieprzyjazne spojrzenia. To jest nie do zniesienia - i dlatego w takich
                              > sytuacjach nie mogę zapanować nad nieśmiałością...

                              Uhmmm, nie maja co robic tylko slac nieprzyjemne spojrzenia.
                              Brutalna prawda dla Twego egocentryzmu - 99,9% ludzi po prostu nie interesujesz i wisi im jak sie
                              zachowujesz i co robisz. To siedzi wylacznie w Twojej glowie
                              • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:42
                                > Uhmmm, nie maja co robic tylko slac nieprzyjemne spojrzenia.
                                > Brutalna prawda dla Twego egocentryzmu - 99,9% ludzi po prostu nie
                                > interesujesz
                                > i wisi im jak sie
                                > zachowujesz i co robisz. To siedzi wylacznie w Twojej glowie

                                Jeju, przecież wiem! Co nie zmienia faktu, że nie umiem tego w sobie przełamać -
                                mimo, iż wiem, że to mi się tylko zdaje, i tak się boję itd.

                                To naprawdę nie jest racjonalna obawa - i rozumowo jej nie usunę. Dlatego
                                właśnie jest taka ograniczająca. To jest fobia w klinicznym rozumieniu tego
                                słowa - i żeby z nią się uporać, nie wystarczy, że będę sobie powtarzał, że nie
                                ma się czego bać.
                                • kwieto Re: do Voxa :-) 17.05.04, 22:56
                                  > To naprawdę nie jest racjonalna obawa - i rozumowo jej nie usunę. Dlatego
                                  > właśnie jest taka ograniczająca. To jest fobia w klinicznym rozumieniu tego
                                  > słowa - i żeby z nią się uporać, nie wystarczy, że będę sobie powtarzał, że nie
                                  > ma się czego bać.

                                  Jesli nie bedziesz probowal jej oswajac, to tez sie z nia nie uporasz.
                                  Poza tym - IMO im bardziej czlowiek naukowo mowi o swoim problemie (np. "fobia spoleczna") tym
                                  bardziej ten problem wydumany. Znowu z autopsji.

                                  Wg mnie za bardzo skupiasz sie na sobie samym i zbyt serio siebie traktujesz.
                                  Probowales kiedys cieszyc sie zyciem?
                                  • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 23:03
                                    > Jesli nie bedziesz probowal jej oswajac, to tez sie z nia nie uporasz.
                                    > Poza tym - IMO im bardziej czlowiek naukowo mowi o swoim problemie
                                    > (np. "fobia
                                    > spoleczna") tym
                                    > bardziej ten problem wydumany. Znowu z autopsji.

                                    Akurat mówię "naukowo", bo jestem psychologiem z wykształcenia - i odruchowo
                                    pewne rzeczy tak określam... To, że wiem, jak się mój problem nazywa fachowo,
                                    nie oznacza, że jest on wydumany.

                                    > Wg mnie za bardzo skupiasz sie na sobie samym i zbyt serio siebie traktujesz.
                                    > Probowales kiedys cieszyc sie zyciem?

                                    Ależ umiem cieszyć się życiem. Proszę, zostaw wreszcie tę hipotezę, że jestem
                                    człowiekiem, który ma jakieś ogólne problemy z otwartością na świat, ludzi itd.
                                    Próbujesz mnie na siłę dopasować do jakiegoś schematu.
                                    • kwieto Re: do Voxa :-) 17.05.04, 23:12
                                      > Akurat mówię "naukowo", bo jestem psychologiem z wykształcenia - i odruchowo
                                      > pewne rzeczy tak określam... To, że wiem, jak się mój problem nazywa fachowo,
                                      > nie oznacza, że jest on wydumany.

                                      W pewnym sensie tak, bo nie masz do niego dystansu.

                                      > Ależ umiem cieszyć się życiem. Proszę, zostaw wreszcie tę hipotezę, że jestem
                                      > człowiekiem, który ma jakieś ogólne problemy z otwartością na świat, ludzi itd.
                                      > Próbujesz mnie na siłę dopasować do jakiegoś schematu.

                                      Takim sie prezentujesz.
                                      Jesli nie masz problemow z otwartoscia, na swiat, ludzi itd, to po co zalozyles ten watek?
                                        • kwieto Re: do Voxa :-) 17.05.04, 23:31
                                          > Bo mam problem z jedną konkretną sprawą, tj. znalezieniem dziewczyny. To chyba
                                          > jasne?

                                          Znalezienie dziewczyny wymaga:
                                          - otwartosci na swiat
                                          - otwartosci na ludzi.

                                          Czy potrafisz niezobowiazujaco pogadac ze sprzedawczynia w sklepie?
                                          Usmiechnac sie do przechodzacego staruszka z psem?
                                          Jak czesto to robisz?
                                          • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 23:39
                                            > Znalezienie dziewczyny wymaga:
                                            > - otwartosci na swiat
                                            > - otwartosci na ludzi.

                                            Strasznie upraszczasz. Znalezienie dziewczyny wymaga i innych rzeczy - nawet
                                            tak podstawowych, jak posiadanie pewnych konkretnych umiejętności, opanowanych
                                            pewnych zachowań... Poza tym, powtarzam: ja nie mam specjalnego problemu z
                                            zapoznawaniem ludzi, utrzymywaniem kontaktów itd. Problem zaczyna się we mnie w
                                            konkretnym konteście - gdy próbuję poznać kobietę, która mi się podoba.

                                            > Czy potrafisz niezobowiazujaco pogadac ze sprzedawczynia w sklepie?
                                            > Usmiechnac sie do przechodzacego staruszka z psem?

                                            Może Cię to zdziwi, ale tak.
                                            • kwieto Re: do Voxa :-) 17.05.04, 23:48
                                              > Strasznie upraszczasz. Znalezienie dziewczyny wymaga i innych rzeczy - nawet
                                              > tak podstawowych, jak posiadanie pewnych konkretnych umiejętności, opanowanych
                                              > pewnych zachowań...

                                              Jakich niby?
                                              Wiesz, wyjscie z domu wymaga posiadania pewnych konkretnych umiejetnosci, opanowanych
                                              pewnych zachowan...

                                              Daj sobie samemu szanse, co?

                                              > Problem zaczyna się we mnie w
                                              > konkretnym konteście - gdy próbuję poznać kobietę, która mi się podoba.

                                              Uhmm, a co sie wtedy dzieje?


                                              > Może Cię to zdziwi, ale tak.

                                              Wiec czemu nie udaje sie tak z dziewczynami ktore Cie interesuja?
                                              • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 00:08
                                                > Jakich niby?

                                                NO chociażby umiejętności składnego mówienia, a nie nieśmiałego dukania ("Eeee,
                                                tego.. To może pójdziemy, tego, do kina..?").

                                                > Uhmm, a co sie wtedy dzieje?

                                                Bo w momencie, gdy kobieta mi się podoba, automatycznie zaczynam się wobec niej
                                                robić bardzo nieśmiały, boję się do niej odezwać itd. To też działa w drugą
                                                stronę - gdy taka kobieta da mi kosza, od razu zaczyna mi się z nią znakomicie
                                                rozmawiać.

                                                Tak to jakoś jest - z kobietami, na których akceptacji mi nie zależy, jestem w
                                                stanie rozmawiać bez problemów. Z kobietami, które mi się podobają - jest mi
                                                bardzo trudno.
                                                • kwieto Re: do Voxa :-) 18.05.04, 07:40
                                                  > NO chociażby umiejętności składnego mówienia, a nie nieśmiałego dukania ("Eeee,
                                                  > tego.. To może pójdziemy, tego, do kina..?").

                                                  Niech sie dziewczyny wypowiedza, ale IMO niesmiale dukanie, do pewnego stopnia jest fajne.
                                                  Poza tym znowu wracamy do problemu "treningu" - jesli nie bedziesz probowal, to zawsze bedziesz
                                                  niesmialo dukal.

                                                  > Bo w momencie, gdy kobieta mi się podoba, automatycznie zaczynam się wobec niej
                                                  > robić bardzo nieśmiały, boję się do niej odezwać itd. To też działa w drugą
                                                  > stronę - gdy taka kobieta da mi kosza, od razu zaczyna mi się z nią znakomicie
                                                  > rozmawiać.
                                                  > Tak to jakoś jest - z kobietami, na których akceptacji mi nie zależy, jestem w
                                                  > stanie rozmawiać bez problemów. Z kobietami, które mi się podobają - jest mi
                                                  > bardzo trudno.

                                                  Bo Ci za bardzo zalezy (problem "musze" a "chce")
                                                  To moze wiecej dystansu? Tyle jest kobiet, interesujacych dziewczyn, kazda na swoj sposob. Jak ktoras
                                                  sie Toba nie zainteresuje, to przeciez nie tragedia
                                                  • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 15:02
                                                    > Bo Ci za bardzo zalezy (problem "musze" a "chce")
                                                    > To moze wiecej dystansu? Tyle jest kobiet, interesujacych dziewczyn, kazda na
                                                    > swoj sposob. Jak ktoras
                                                    > sie Toba nie zainteresuje, to przeciez nie tragedia

                                                    OK, dzięki - wezmę to pod uwagę.

                                                    Choć dodam, że wcale nie tak dużo kobiet mnie jest w stanie zainteresować -
                                                    dlatego jeśli już taka się przytrafia, to mi jednak zależy...
                                                  • kwieto Re: do Voxa :-) 18.05.04, 21:26
                                                    > Choć dodam, że wcale nie tak dużo kobiet mnie jest w stanie zainteresować -

                                                    Dlaczego?
                                                    I co sprawia ze interesujesz sie dana dziewczyna?
                                                    Innymi slowy - czy zainteresujesz sie dziewczyna ktora Cie mija na ulicy, czy jest to raczej
                                                    niewykonalne (pomijajac niesmialosc) - jesli tak, to dlaczego?
                                                  • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 22:07
                                                    > Dlaczego?
                                                    > I co sprawia ze interesujesz sie dana dziewczyna?
                                                    > Innymi slowy - czy zainteresujesz sie dziewczyna ktora Cie mija na ulicy, czy
                                                    > jest to raczej
                                                    > niewykonalne (pomijajac niesmialosc) - jesli tak, to dlaczego?

                                                    Dobre pytania. Wydaje mi się, że trudno by mi było zainteresować się
                                                    dziewczyną, którą bym spotkał na ulicy - musiałaby baaardzo intrygująco
                                                    wyglądać, żebym nabrał ochotę ją poznać. Jeśli zwracałem uwagę na kobiety, to
                                                    było w to nieco mniej publicznych miejcach: uczelnia, pub... Na ulicy jest dla
                                                    mnie za wiele "zgiełku", bym skupiał swoją uwagę na kobietach.

                                                    W kobietach, które mi się podobają, generalnie zawsze jest coś nietypowego.
                                                    Zwykle jest to taka specyficzna mieszanka specyficznego ubioru, wyglądu, z
                                                    oryginalnym sposobem zachowania... Ważny jest dla mnie też sposób mówienia i
                                                    głos (lubię kobiety o niskich głosach). No i też nie obejdzie się bez ciekawej,
                                                    niebanalnej osobowości i wysokiego IQ - nie umiałbym być z kobietą, która
                                                    byłaby głupsza ode mnie. Właśnie to osobowość pociąga mnie w kobietach
                                                    najbardziej - stąd też kobiety, które spotykam przelotnie, mają małą szansę
                                                    mnie zainteresować. Po prostu kiedy mija mnie kobieta na ulicy, to jej
                                                    osobowości nie "widzę" - a to ona jest dla mnie podstawą, by mnie kobieta
                                                    zainteresowała.
                                                  • caorle Re: do Voxa :-) 18.05.04, 22:12
                                                    Prawdziwy facet patrzy tylko na to czy kobieta ma włosy blond i na tym koniec.
                                                    Reszta jest nieistotna. Jaki Ty jesteś wysublimowany........
                                                    Artist.
                                                  • kwieto Re: do Voxa :-) 18.05.04, 22:27
                                                    > Właśnie to osobowość pociąga mnie w kobietach
                                                    > najbardziej - stąd też kobiety, które spotykam przelotnie, mają małą szansę
                                                    > mnie zainteresować. Po prostu kiedy mija mnie kobieta na ulicy, to jej
                                                    > osobowości nie "widzę" - a to ona jest dla mnie podstawą, by mnie kobieta
                                                    > zainteresowała.

                                                    A myslales kiedys o tym, ze w ten sposob zamykasz sobie jakakolwiek szanse poznania osobowosci
                                                    dziewczyn ktore mijasz?
                                                    A co jesli ich osobowosci sa o stokroc ciekawsze od tych ktore znasz?
                                                  • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 22:38
                                                    > A myslales kiedys o tym, ze w ten sposob zamykasz sobie jakakolwiek szanse
                                                    > poznania osobowosci dziewczyn ktore mijasz?
                                                    > A co jesli ich osobowosci sa o stokroc ciekawsze od tych ktore znasz?

                                                    No tak, ale na ulicy mija mnie setki kobiet... Teoretycznie każda może mieć
                                                    niezwykłą osobowość - ale skoro tego nie widać, to co? Mam losowo zaczepiać
                                                    kobiety na ulicy?
                                                  • kwieto Re: do Voxa :-) 19.05.04, 06:59
                                                    > No tak, ale na ulicy mija mnie setki kobiet... Teoretycznie każda może mieć
                                                    > niezwykłą osobowość - ale skoro tego nie widać, to co? Mam losowo zaczepiać
                                                    > kobiety na ulicy?

                                                    I serio, NIGDY nie minales takiej, do ktorej chcialbys podejsc?