Gość: zalamana
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
17.05.04, 13:13
Jestemy malzenstwem od dwoch lat, mamy roczna coreczke. Dotychczas nasze
zycie ukladala sie bardzo pomyslnie. Pobralismy sie z wielkiej milosci i
namietnosci, bylismy obydwoje przekonani, ze to co nas laczy jest bardzo
szczegolne i wyjatkowe. Ostatnio cos sie zaczelo psuc, coraz czesciej sie
klocimy. Mam poczucie ze mezowi nie zalezy na naszym szczesciu. Miesiac temu
w jego telefonie znalazlam smsy od jakiejs kobiety. Powiedzial, ze to od
dziewczyny, ktora poznal na GG, nic go z nia nie laczy i nie spotkal sie z
nia. Rozmawial z nia tylko dla rozrywki. Bardzo sie tym zdenerwowalam, bo
moim zdaniem nie istnieje taka zwykla przyjazn miedzy kobieta a mezczyzna.
Wybaczylam mu jednak, a on obiecal, ze nie bedzie z nia wiecej rozmawial. Po
dwoch tygodniach przypadkiem zobaczylam jej numer na liscie wybieranych w
jego komorce. Rozpetala sie pieklo, wywalilam go z domu. Jednak po namowach
rodziny znow postanowilam dac mu szanse. Po tym wszystkim mialam okazje
rozmawiac z ta dziewczyna przez GG, ona rowniez powiedziala, ze nigdy sie nie
spotkali, ze traktuja ta znajomosc po kolezensku. Ze nie laczy ich nic
powaznego. Ja poczulam sie jednak dotknieta, ze mnie oszukal, ze rozmawial z
nia, mimo ze wiedzial, ze sprawi mi to przykrosc. Po tym wszystkim sytuacja
jest naprawde nieciekawa. Ja nie moge o tym zapomniec i caly czas w rozmowie
z mezem nawiazuje do tej sprawy, zarzucam mu, ze ma dalej z nia kontakt. On
sie na mnie denerwuje - w efekcie wciaz sie klocimy. Ja z jednej strony sobie
mysle, ze moze robie awanture o nic i moze on nie ma juz z nia kontaktu, z
drugiej strony cos w srodku mi podpowiada, ze oni wciaz ze soba rozmawiaja i
ze w gruncie rzeczy im na sobie zalezy. Maz zrobil sie dla mnie niemily i
taki oschly - nie wiem, czy dlatego, ze ja caly czas rozgrzebuje ta sprawe,
czy dlatego ze nic juz do mnie czuje. Wciaz mu mowie, ze jesli mnie nie kocha
i chce byc z nia, to niech sie zbierze na odwage, bo po co ma meczyc sie
przez cale zycie. Szczerze mowiac po takich wydarzeniach oczekuje od niego,
ze bedzie sie staral jakos zalagodzic moj zal. On mi mowi tylko,ze mnie
bardzo kocha i nie chce juz rozmawiac na ten temat. Bardzo mi zalezy na
ratowaniu naszego malzenstwa, ale kompletnie nie wiem, jak to robic. Kazde
moje zachowanie powoduje pogorszenie sytuacji - w sumie nie dziwie sie jemu,
ze ma dosc, kiedy co wieczor urzadzam scene ze lzami i powtarzam w kolko to
samo. Kiedy chce sie zachowywac normalnie boje sie, ze jestem dla niego mila
i dobra,a on na to nie zasluguje i wydaje mi sie, ze w jego oczach tez
trace, bo on wie, ze nie musi sie starac o moje uczucie, bo i tak bede go
zawsze kochac mimo wszystko. Nie chce tez przestac z nim rozmawiac, bo wiem,
ze to spowoduje tylko zobojetnienie wobec siebie nawzajem - takim sposobem na
pewno nie uratuje naszego malzenstwa, a poza tym ja nie umiem sie nie
odzywac. Wymyslilam sobie, ze zaczne mu dawac jakies powody do zazdrosci,
zeby poczul sie zagrozony i sam zapragnal ratowac nasze malzenstwo, ale boje,
sie, ze to spowoduje, ze on stwierdzi, ze skoro ja mam cos na sumieniu, to on
tez moze wszystko zrobic. Nie chce sie rozstawac z mezem, dlatego, ze po
pierwsze mam nadzieje, ze nic takiego powaznego sie nie stalo,ze mnie nie
zdradzil (choc nie jestem pewna w 100%)a po drugie - wiem, ze w zyciu bywaja
rozne sytuacje i wiem, ze czasem w kazdym zwiazku nastepuje takie oslabienie
uczuc, jakis kryzys, ktory, jesli sie chce, mozna pokonac. Usprawiedliwiam
meza w ten sposob, ze po prostu pogubil sie w nowej sytuacji. Dotychczas
bylisny niezalezni i mielismy duzo czasu dla siebie na jakies spontaniczne
sytuacje. Teraz mamy dziecko (z ktorego oboje bardzo sie cieszymy i bardzo
kochamy)ale to powoduje, ze przez wiekszosc czasu siedzimy w domu. Sytuacja
finansowa tez sie troche pogorszyla - bo ja nie pracuje. A poza tym on pewnie
nie umie tak do konca pogodzic sie z tym, ze zona, do tej pory niezalezna i
energiczna kobieta wiekszosc swego czasu poswieca na prozaiczne czynnosci
domowe. Ja swoja droga sama czuje ze bardzo uzaleznilam sie od meza i "swiata
poza nim nie widze" i moze go ta swoja miloscia troche dusze. Naprawde sama
nie wiem jak sie zachowywac i co zrobic. Moze ktos mial sile przeczytac te
moje przydlugawe wypociny i cos mi doradzi????