problem z matką

22.07.11, 06:45
Witam. Może tutaj znajdę osoby które podpowiedzą mi co zrobić z moim problemem rodzinnym.
Bohaterowie to:
Ja - 38 letni facet, żonaty, bez problemów finansowych, prowadzący "normalne życie"
Brat - 34 lata, osoba która uciekła przez problemami (tym i innymi osobistymi) do Anglii.
Rodzice - dwie dorosłe osób które całe życie nienawidziły się. Piekło nastąpiło kilka lat temu, do tamtej pory zachowywali pozory w miarę normalnej rodziny. Nigdy nie było problemów z alkoholem (oboje pili bardzo rzadko). Najnormalniej w świecie, dwie osoby które nigdy nie powinny założyć rodziny.
Mój problem z matką był od zawsze. Z zawodu nauczycielka, ma tendencje do narzucania mi oraz całemu światu swojego jedynego punktu widzenia. Do momentu wybuchu piekiełka jakoś radziłem sobie z nimi obojgiem. Nie mieszkam z nimi on kilkunastu lat, bywałem raz na jakiś czas w ramach normalnych kontaktów z rodzicami.

Dramat się zaczął w momencie, jak u rodziców coś pękło. Oboje mieszkali i mieszkają cały czas pod jednym dachem (mieszkanie 100 m2). Matka bez przerwy i ciągle oskarża ojca o znęcanie się nad sobą, bicie itp. Ja w to średnio wierzę, ojciec nigdy nie był osobą agresywną w stosunku do nikogo. Oczywiście od kilku lat odbywa się cały cyrk z wzywaniem policji, rozbijaniem szyb w drzwiach, wyważaniem zamków, oskarżeniami itp. Punk widzenia matki jest taki, że to ona jest jedyną pokrzywdzoną osobą, a ojciec powinien wyprowadzić się z ich wspólnego mieszkania (tylko gdzie?). Do pewnego momentu, moje relacje z ojcem były dużo lepsze niż z matką. W pewnym momencie jednak, oboje zaczęli używać mnie do walki przeciw sobie. Matka wydzwaniała że ojciec ją maltretuje i wykańcza psychicznie, a ojciec że matka i nie wie co zrobić. Wówczas postanowiłem odciąć się od tego. Praktycznie przestałem utrzymywać kontakty z nimi - solidarnie z obojgiem.
Co się tam naprawdę dzieje - nie wiem.
Brat zabrał dupę w troki i wyjechał do anglii (do wczoraj on był leniwy, nieodpowiedzialny - matka pomagała mu z własnej kasy płacić alimenty) i pojawiał się w domu raz na parę miesięcy na święta. Od wczoraj jest cudownym synem, który rozumie matkę i nawet jej raz buty kupił!. (dla ścisłości - od 5 lat matka dzwoni z mojego telefonu za który ja płącę, potrzebowała parę tys. - dostała ode mnie itp. wczoraj stwierdziła że nie potrzebuje pieniędzy tylko syna). A ojcu to nawet swój pokój dałem (bo jak się wyprowadziłem z domu to ojciec tam się zainstalował)
Matka zaś doszła do wniosku że nie raczę ją odpowiednią dawką miłości (całkiem zresztą słusznie) która jej się ode mnie należy. Pojawiają się telefony w których domaga się żebym wyznał jej co takiego strasznego na nią opowiedział mi ojciec (w ciągu ostatnich 2 lat widziałem go i rozmawiałem z nim 2 razy - na własnym ślubie i pogrzebie dziadka). Utrzymuje, że pomagam ojcu, rzekomo spotykam się z nim potajemnie (do czego jak się dowiedziałem od niej mam prawo i mi tego nie żałuje bo to mój ojciec- oczywiście jest to bzdura), rzekomo rozmawiam z nim często przez telefon i doradzam mu w różnych sprawach, a jej nie i ją odcinam, więc ojciec musiał mi coś strasznego powiedzieć na nią. Wczoraj przez pół godziny darła mi się do telefonu (wcześniej wysłała mi sms-a z groźbą że jeśli nie zadzwonię to przyjdzie do żony do pracy, do mnie lub do nas do domu) jaki to ojciec ją całe życie zdradzał, pił, maltretował psychicznie, ja już w maleńkości byłem cudowny i jak chodził od domu do domu święty obraz to ją brałem za rękę i przed tym obrazem mówiłem że ją obronie. I nie mam prawa jej zostawiać, i ona mi na to nie pozwoli, bo całe życie sobie odmawiała wszystkiego żeby mnie wychować, i całe życie się męczyła z potworem w domu (ojcem) żebym miał ojca i matkę, i żeby swojej matce nie przyprawiać bólu bo już jeden syn miał problemy z żoną. I cały jej trud życiowy to tylko dla mnie, a ja jestem taki podły że ją zostawiam. I natychmiast musi się ze mną spotkać, i ja MUSZĘ się z nią spotkać, bo matkę ma się jedną, i jej się nie wybiera, i ona mnie kocha, i ja mam obowiązek ją kochać i wspierać, i ona tak tego nie zostawi.

Boję się nachodzenia w pracy żony, w swojej firmie, u sąsiadów.

Co ja mam z tym wszystkim zrobić? Ja chcę tylko spokojnie żyć
    • nextvivi Re: problem z matką 22.07.11, 07:26
      Proponuję się z mamą spotkać i porozmawiać na spokojnie, wysłuchać jej i powiedzieć, że ją bardzo kochasz ale nie chcesz się wtrącać w ich sprawy między nią a ojcem.
      Mamę ma się jedną. Być może nie radzi sobie w swoim małżeństwie, ale napewno kocha Ciebie i brata.
      • mkrak1973 Re: problem z matką 22.07.11, 07:47
        taka rozmowa nic nie da. Moim obowiazkiem jest kochać ją (a tak nie jest), i nienawidzić ojca. Zresztą może o ile ojca toleruje, to moje uczucia do matki kierują się w stronę bardziej niż niechęci. Nie kocham matki, i to się nie zmieni. pracowała na to ciężko całe życie.
        • nextvivi Re: problem z matką 23.07.11, 07:26
          Słyszałam, że jak ktoś nie kocha swojej matki to poźniej nie kocha swojej żony, bo nienawidzi kobiet. A jaki jest Twój stosunek do żony?
          Jeśli żone kochasz i Twoja matka i żona się lubią, to może powinniście czasem mamę gdzieś zabrać, na spokojny spacer, lody, na obiad, jakiś wyjazd, zakupy?
    • to.niemozliwe Re: problem z matką 22.07.11, 07:31
      Co na to Twoja zona?
      • mkrak1973 Re: problem z matką 22.07.11, 07:45
        z jednej strony nie rozumie jak można nie odzywać się do matki, z drugiej strony rozumie że każdy jej telefon powoduje u mnie drgawki i nerwicę.

        to.niemozliwe napisał:

        > Co na to Twoja zona?
        • to.niemozliwe Re: problem z matką 22.07.11, 08:29
          Moim zdaniem, jesteś ofiarą stalkingu. Specyficznego, rodzicielskiego. Mysmy juz tu pisali o problemie separacji rodziców od dziecka (tak rodzica od dziecka, nie odwrotnie!).
          Wydaje mi sie, że Twoja matka cierpi na pewnego rodzaju zaburzenia o charakterze paranoicznym, jeśli do tego realizuje swój wewnętrzny, dramatyczny scenariusz, to sensem jej życia jest rozgrywanie relacjio z innymi w trójkącie dramatycznym. Przyjmuje rolę Ofiary, oczekując od Ciebie roli Wybawiciela stosując szantaż emocjonalny.
          To jest trudne, ale w życiu każdego faceta przychodzi ten moment mentalnej separacji, szczególnie trudne, że mamy kulturowy przymus szacunku i opieki nad rodzicami, także nad kobietami. Ale w sytuacji, kiedy Twoje życie i Twojej rodziny (żona, dzieci) bardzo cierpi, a Ty sam masz z tego powodu wręcz nerwice (mówiąc potocznie), to czas iść w kierunku racjonalizacji sytuacji. Prawdopodobnie niewiele możesz zrobić, poza powolnym przyzwyczajaniem się do ograniczonego rozumienia sytuacji przez Twoją matkę.
          Proponuję Ci podjęcie kilku spotkań z psychologiem, żeby być przygotowanym na to, co Cię czeka, a także na temat planu działania - jak przebudować Twoją postawę wobec rodziców na bardziej asertywną. Prawdopodbnie oparciem będzie dla Ciebie żona, więc dziel się z nią wątpliwościami.
          Jeszcze raz wrócę do punktu wyjscia, który dać Ci może pewną bazę, oparcie w rozważaniach - otóż, jedną z głównych ról, które teraz pełnisz, to rola głowy rodziny (lub partnera). I ona daje Ci prawo do chronienia swojej rodziny, a pośrednio siebie przed toksycznymi atakami. Nie będzie łatwo, ale trzeba będzie chyba oddzielać uczucia od prześladowania.
          Bierz też pod uwagę, że Twoi rodzice nadinterpretowują sytuacje i zdarzenia, a także ich reakcje, jako osób uwikłanych w konflikty są nieproporcjonalne.
          Osobiście proponowałbym Ci pewien plan, polegający na jedno-, dwu- miesiecznym podbudowaniu poczucia wartości, zmiany nastawienia i skupienia sie na własnych celach, a nastepnie - przecięcia, silnym akcentem charakteru dotychczasowej relacji z rodzicami, np. poprzez zdecydowaną postawe i jasny komunikat, że "Ty nie pozwolisz sobie na to, zeby ich - nieodpowiedzialne i agresywne zachowanie rzutowało na jakość życia i poczucie bezpieczenstwa Twojej rodziny. I albo będą się hamować, albo Ty ograniczysz kontakty.
          I potem to juz trzeba byc tylko konsekwentnym. Tylko, ze bez wsparcia psychologa i zdefiniowania własnych emocji oraz przeżycia ich w sposób kontrolowany nie będziesz do tego zdolny, lub poniesiesz porażkę.
          Pozdrawiam.
          • mkrak1973 Re: problem z matką 22.07.11, 08:42
            Dziękuję za podpowiedź.
            Jednakże, problem jest troszkę inny.
            Problemem nie jest moja reakcja (może być i nerwowa), lecz problemem jest reakcja matki na odcięcie. Ja sobie radzę, najwyżej nie wyśpię się parę godzin jak dzisiaj, chcę tylko żeby mnie zostawiła w spokoju i pozwoliła normalnie żyć. Każda (podkreślam to słowo) rozmowa z nią od kilku lat jaka miała miejsce to nieustanne wyżalanie się na swój los (spowodowany przez ojca). Wczoraj wręcz bredziła przez telefon tworząc wyimaginowane sytuacje. Teraz oczekuje że te spotkania (ostatnio bardzo rzadkie) muszą być częstsze, oraz że moim obowiązkiem jest jej pomagać i opiekować się nią (w podtekście - niech ojciec widzi - w końcu mieszka tam - że pomagam jej, a nie jemu). Dodam tylko, że jest osobą niezwykle samotną. Przez kłótliwość straciła praktycznie wszystkie koleżanki poza jedną.
            • mojko-2 problem z matką 22.07.11, 11:06
              Nie zrozumiałeś tego co napisał (a) "to niemożliwe" . Przeczytaj to jeszcze kilka razy ,a potem zastosuj się do rady.
              Nie można zmienić innego człowieka, w tym przypadku twojej matki. Jedyne co możesz zrobić to zmienić swój stosunek do tego co ona robi. To trudny, bolesny i długotrwały proces ale jeśli podejmiesz wysiłek przyniesie efekty .
              Chodzi o to, żebyś nie reagował brakiem snu na rozmowę z matką (tak w wielkim skrócie) tylko spokojnie przeszedł nad tym co ona mówi do porządku dziennego .
              powodzenia
              • lorusza Re: problem z matką 22.07.11, 11:21
                dokladnie tak, nie zmienisz jej, mozesz tylko zmienic siebie. niestety matki wymagajace ciaglej wdziecznosci za to co dziecku daly to toksyczne kobiety, ktore obarczaja dzieci dlugiem nie do splacenia. posluchaj co ci inni podpowiadaja, moze to nie jest niemozliwe do wykonania :) powodzenia
            • jubale Matka... 22.07.11, 12:54
              Nie napisales ile ma lat twoja matka. Ale z tego co piszesz to wyglada na to ze od zawsze byla osoba toksyczna. Widac gdzies jej dominacja starcila swoj grunt pod nogami i dlatego przerasta w agresje, ktora kieruje na otoczenie...

              Napewno faktem jest,ze rodzice nie powinni byli ze soba zyc. Jezeli mozesz pomoc to pomoz ojcu. Moze zorganizuj mu jakies mieszkanie do czasu decyzji sadu na temat podzialu majatku...Pomiedzy rodzicami. Byloby to dobre szczegolnie dla ojca.

              Dla ciebie to kompletna izolacja od osoby tak toksycznej. Uprzedz ludzi w pracy,ze masz klopoty z matka, ktora stracila kontrole nad soba.

              Popros o pomoc fachowa z Sadu Rodzinnego. Osoba- zadna, czy to matka, czy to ktokolwiek nie MA ZADNEGO, ALE TO ZADNEGO PRAWA, zachowywac sie tak jak ona to robi!
              Zachowanie swiadczy o jakim serio zaburzeniu, moze matka jest w tzw. przejciowym okresie i ma depresje, moze jest starsza i wchodzi w demencje stracza...Wszystko to powinien ustalic specjalista. A zwiazku z tym tez i uprzedzic was o tym jak macie sie zachowac wobec osoby chorej. W koncu to bliski krewny i choc krwi napsul co niemiara, nie da sie jak kopke gnoju wywalic na smiecie. Chocby nie jeden tak zrobil ze swoja matka...

              Tu nie wiele mozna ci pomoc, w realu musisz szukac pomocy od osob trzecich, ktore stykaja
              sie z takimi przypadkami na codzien...
              Powodzenia!

              • ag_a1 Re: Matka... 23.07.11, 20:49
                Nie nastawiaj go przeciwko matce. On ma się uporać z problemem a nie wojować z rodzicielką. To do niczego dobrego nie doprowadzi.
          • leda16 Re: problem z matką 02.08.11, 23:38
            to.niemozliwe napisał:

            Mysmy ju
            > z tu pisali o problemie separacji rodziców od dziecka (tak rodzica od dziecka,
            > nie odwrotnie!).


            Ale co masz konkretnie na myśli - zerwanie więzi rodzinnych, wypięcie się na potrzebujących wsparcia uczuciowego rodziców czy jeszcze coś coś równie plugawie psychopatycznego?


            > Wydaje mi sie, że Twoja matka cierpi na pewnego rodzaju zaburzenia o charakterz
            > e paranoicznym,


            No, następny ignorant się znalazł próbujący innym stawiać diagnozy psychiatryczne. Szkoda, że nie sobie.Synuś wykazuje atrofię uczuciowości wyzszej ale Ty psychotropami naszprycowałbyś oczywiście mamusię za to, że ma czelność domagać się wsparcia emocjonalnego od własnego dziecka.



            Przyjmuje rolę Ofiary, oczekując od Ciebie roli Wybawiciela stosując szanta
            > ż emocjonalny.


            A może Ona rzeczywiście jest ofiarą wrednego męża i psychopatycznego syna? Skąd wiesz, że nie? Dlatego, że autor wątku tak twierdzi? Przecież to nader stronnicza opinia.


            > To jest trudne, ale w życiu każdego faceta przychodzi ten moment mentalnej sepa
            > racji, szczególnie trudne, że mamy kulturowy przymus szacunku i opieki nad rodz
            > icami, także nad kobietami.


            O dzieciach zapomniałeś? Ale człowiek posiadający minimum zdolności do uczuć wyższych potrafi oddać Bogu co boskie a cesarzowi co cesarskie. Ten chłoptaś nie potrafi i wini za to...Boga, nie siebie!

            Ale w sytuacji, kiedy Twoje życie i Twojej rodziny
            > (żona, dzieci) bardzo cierpi, a Ty sam masz z tego powodu wręcz nerwice


            Z tego powodu jeszcze nikt nie zachorował na nerwicę :))).



            > Proponuję Ci podjęcie kilku spotkań z psychologiem, żeby być przygotowanym na t
            > o, co Cię czeka, a także na temat planu działania - jak przebudować Twoją posta
            > wę wobec rodziców na bardziej asertywną.


            Oooo, to może być jeszcze bardziej "asertywna" postawa?! No tak, można ukatrupić sprawiającą problemy mamuśkę zapewniając sobie tym sposobem wieloletni spokój w...pierdlu! :))).


            Prawdopodbnie oparciem będzie dla Cieb
            > ie żona, więc dziel się z nią wątpliwościami.



            Przecież nawet żona jest zszokowana Jego oziębłością, wręcz bestialstwem (tak!) wobec matki.



            > Osobiście proponowałbym Ci pewien plan, polegający na jedno-, dwu- miesiecznym
            > podbudowaniu poczucia wartości,


            Owszem, u matki. Bo swoje poczucie wartości egoistyczny bezduszny chłoptaś ma rozdęte do monstrualnych rozmiarów a nos za blisko dupy, przeto zdolny jest tylko do wąchania swoich smrodków zamiast empatii wobec matki.

            zjasny komunikat, że "Ty nie
            > pozwolisz sobie na to, zeby ich - nieodpowiedzialne i agresywne zachowanie rzu
            > towało na jakość życia i poczucie bezpieczenstwa Twojej rodziny.

            Zapewne ojciec i matka to w Twoim rozumieniu już nie rodzina? Przestali być rodziną odkąd chłoptaś przeszedł na własne utrzymanie. A teść i teściowa to rodzina tego żałosnego psychopaciaka czy odkąd ozżenił się z ich córką też już nie?
            • to.niemozliwe Re: problem z matką 03.08.11, 04:39
              Leda, czy Ty masz jakis problem z wlasnymi dziecmi? Sa dorosle i maja dosc tego, zeby nimi sterowac recznie? Bo ilekroc jest watek o relacji rodzic-dziecko, to zawsze przypisujesz dziecku niewdziecznosc, cechy psychopatyczne lub zlosliwosc wobec rodzica. Poza tym piszesz dosc skladnie, wiec zakladam, ze jakas tam wiedze i znajomosc spraw masz, ale ewidentnie, sa tematy, ktore Cie blokuja.
              Gdyby syn byl psychopatyczny, co mu przypisujesz, to w ogole tego watku by nie bylo.
              Wdziecznosc wobec rodzicow , ze poczeli i wychowali? Owszem, nalezy sie, najlepiej powiazana z szacunkiem i miloscia, ale nie podporzadkowaniem czy ulegloscia.
              Dzieckiem sie nie jest po to, zeby zaspokoic neurotyczne nierownowagi matki lub jej wladczo-sadystyczne zapedy.
              Autor watku ma swoja rodzine i to naturalna kolej rzeczy, ze troszczy sie o nich, bo stanowia istotny wymiar jego sensu zycia, wartosc.
              • leda16 Re: problem z matką 03.08.11, 07:55
                to.niemozliwe napisał:

                > Leda, czy Ty masz jakis problem z wlasnymi dziecmi? Sa dorosle i maja dosc tego
                > , zeby nimi sterowac recznie?


                A na jakiej podstawie uważasz że moje poglądy są generowane przez osobiste relacje z moimi dziećmi? Nie przyszło Ci na myśl, że staraliśmy się tak właśnie wychować aby na starość nie być ofiarami ich bezduszności i egoizmu, co zresztą w pełni się nam udało? Żeby dorosły syn nie umiał jak właśnie człowiek dorosły i psychicznie dojrzały rozmawiać z własną matką, łagodzić jej stresy i frustracje związane z syndromem pustego gniazda tylko nabzdyczać się jak indor w amoku i eskalować swoją niechęć do tej, którą powinien kochać!


                Bo ilekroc jest watek o relacji rodzic-dziecko, t
                > o zawsze przypisujesz dziecku niewdziecznosc, cechy psychopatyczne lub zlosliwo
                > sc wobec rodzica.



                Bo prawie zawsze u podstaw założenia takiego wątku leżą te właśnie emocje + niedorozwój uczuć wyższych.


                Poza tym piszesz dosc skladnie, wiec zakladam, ze jakas tam w
                > iedze i znajomosc spraw masz, ale ewidentnie, sa tematy, ktore Cie blokuja.


                To znów tylko Twoja ignorancka "diagnoza" mająca na celu obronę własnych, na wskroś emocjonalnych i subiektywnych postaw, w których nie ma cienia wartości moralnych. Wzorem autora wątku uważasz, że to właśnie Ty powinieneś - gdy rodzice się zestarzeją - być pępkiem świata a oni zachowywać się tak, jak Tobie najwygodniej.


                > Gdyby syn byl psychopatyczny, co mu przypisujesz, to w ogole tego watku by nie
                > bylo.


                Właśnie ludzie osobowościowo zaburzeni nie potrafią porozumieć się ze swoimi rodzicami i w pierwszym rzędzie są skłonni ich obciążać winą za własne deficyty uczuciowe.


                > Wdziecznosc wobec rodzicow , ze poczeli i wychowali? Owszem, nalezy sie, najlep
                > iej powiazana z szacunkiem i miloscia, ale nie podporzadkowaniem czy ulegloscia


                Czyżbyś nie znał zawsze towarzyszącego słowu "miłość" słowa "altruizm,", "empatia", "wrażliwość na uczuciowe potrzeby bliskich", "kompromizm"?

                > .
                > Dzieckiem sie nie jest po to, zeby zaspokoic neurotyczne nierownowagi matki lub
                > jej wladczo-sadystyczne zapedy.


                Tylko, żeby wydawać takie sądy o czyimś zachowaniu trzeba najpierw wysłuchać relacji obu stron zamiast generować niedowarzone, szczeniackie sądy, które każą Ci wołanie o pomoc traktować jako sadystyczną władczość. Co ta matka ma zrobić, żeby syn zrozumiał, że go potrzebuje - targnąć się na życie?


                > Autor watku ma swoja rodzine i to naturalna kolej rzeczy, ze troszczy sie o nic
                > h, bo stanowia istotny wymiar jego sensu zycia, wartosc.


                A troszczyć się o swoich rodziców to już nie naturalna kolej rzeczy, tak? Zresztą nie wiesz, czy On rzeczywiście ma "swoją rodzinę" bo pisze tylko o żonie a nic o dzieciach. Więc póki żona nie urodzi, o rodzinie nie ma mowy. Podejrzewam też, że żona - młoda, zdrowa, zadowolona ze swojego życia dorosła kobieta. znakomicie potrafi zatroszczyć się sama o siebie w przeciwieństwie do starych, schorowanych, steranych życiem rodziców. Uważam też, że troskę o rodzinę generacyjną i tą przez siebie założoną normalny człowiek może znakomicie z sobą godzić, czego nie potrafi zaburzony osobowościowo i upośledzony uczuciowo egoista.
                • jubale Ledo piszesz na temat... 03.08.11, 11:49
                  jakby temat patologii byl ci az nadto dobrze znany.
                  W tekscie autora watku nie ma nic, co by wskazywalo na patologie. Wrecz odwrotnie. Cudem wielkim jest, ze nie reprezntuje soba cech typowych dla wykolejenia moralnego.
                  Bo w koncu za patologie dzieci, odpowiada nikt inny jak tylko ich rodzice.

                  Pomimo dewiacji jakie matka soba reprezentuje i jej ciezkiego zaburzenia, czlowiek ten jakos nie przejawia patologii i wyzywanie go od psychopatow itp., jest czysta fantazja i niechecia wobec inaczej myslacej osoby niz ty.

                  <i frustracje
                  > związane z syndromem pustego gniazda tylko nabzdyczać się jak indor w amoku i
                  > eskalować swoją niechęć do tej, którą powinien kochać!


                  A skad wiesz,ze kobieta ta przezywa syndrom pustego gniazda? czy wyrzucajac meza z domu, przestanie to gniazdo byc puste? A syndrom, ktory ty sama wynalazlas, wyssysając z palca kłamliwe diagnozy, zniknie? Masz jakies wzgledna widze w temacie, aby stawiac takie teorie?

                  I gdzie jest jakies prawo, obowiazek kochania?! O zgrozo! Jak mozna w ogole sadzic takie bąki...! Mozliwe ze ty zyjesz w swiecie mechanicznych laleczek, gdzie zaprogramowany synus, kocha matke, bo musi. Jak maszyna, bo po co maszynie wlasna wola, autonomia psychiczna, jeżeli za sterkami siedzi wieki tworca maszynki... Matka Wielka.

                  To co piszesz ledo, jest nie tyle glupie, smieszne i bezduszne... Co strasznie zacofane i inafantylne. Ale jeżeli do tego zyjesz jeszcze w duchu tego konceptu, ktory tak tutaj choldujesz, to już jest tragiczne!
                  • leda16 Re: Ledo piszesz na temat... 03.08.11, 21:19
                    jubale napisała:


                    > W tekscie autora watku nie ma nic, co by wskazywalo na patologie.


                    Moim zdaniem niedorozwój uczuć wyższych czyli miłości, wdzięczności wobec rodziców( zwierzęta jej nie odczuwają) współczucia, przywiązania, altruizmu, zdolności do okazywania wsparcia emocjonalnego, umiejętności porozumienia się z najbliższymi, wybaczania, tolerancji wobec cudzych wad, itd. to patologia więzi uczuciowych i widoczna jest ona w jego podejściu do rodziców. W końcu zrobił to samo co brat, tylko w inny sposób - wypiął się na rodziców i ich problemy. Zaś oziębłości uczuciowej dowodzi choćby ten cytat "... od 5 lat matka dzwoni z mojego telefonu za który ja płącę, potrzebowała parę tys. - dostała ode mnie itp. wczoraj stwierdziła że nie potrzebuje pieniędzy tylko syna). A ojcu to nawet swój pokój dałem (bo jak się wyprowadziłem z domu to ojciec tam się zainstalował) Chłoptaś nawet się nie zastanowi ile lat on dzwonił z telefonu rodziców, za który oni płacili, ile tys. władowali w jego wychowanie itd. Pewnie myśli, że to był ich obowiązek. Ale to działa w obie strony. Teraz obowiązki ma on. A już dowodem ciężkiego infantylizmu jest stwierdzenie, że "dał ojcu swój pokój" po wyprowadzce z domu, którego dorobił się ojciec :))). Ciężkiej patologii dowodzi traktowanie zapowiedzi wizyty matki jako...groźby, bo normalni ludzie raczej cieszą się z odwiedzin rodziców, spędzają wspólnie Święta, utrzymują z sobą częste kontakty itp. Ten przez kilkanaście lat po wyprowadzce z domu z ojcem rozmawiał tylko...2x


                    > Bo w koncu za patologie dzieci, odpowiada nikt inny jak tylko ich rodzice.


                    Tak? To przeczytaj sobie badania nad rodzinami wielodzietnymi, gdzie pod jednym dachem wyrósł ksiądz i seryjny morderca. Szczególnie wnikliwego materiału na ten temat dostarcza psychologia sądowa. Może wówczas z większym dystansem popatrzysz na obiegowe acz na wskroś fałszywe stereotypy.
                    >
                    > Pomimo dewiacji jakie matka soba reprezentuje i jej ciezkiego zaburzenia,


                    A skąd wiesz, że ona jest zaburzona, znasz ją, rozmawiałaś, widziałaś przejawy tych zaburzeń czy też opierasz się wyłącznie na tendencyjnych relacjach oziębłego uczuciowo egoisty, pragnącego przedstawić się w roli pokrzywdzonego? Nie znasz jej, nie wiesz co ma na ten temat do powiedzenia ale wyrok już wydałaś.



                    wyzywanie go od psychopatow itp., jest
                    > czysta fantazja


                    Nie jest. Może to zrozumiesz gdy przeczytasz sobie o kryteriach diagnostycznych osobowości nieprawidłowej, choćby w Wikipedii.



                    i niechecia wobec inaczej myslacej osoby niz ty.


                    To on potrafi myśleć? Niesamowite :))).

                    >
                    > A skad wiesz,ze kobieta ta przezywa syndrom pustego gniazda?


                    Z relacji autora wątku.


                    A syndrom, ktory ty sama wynalazlas,


                    Nie ja wynalazłam, ale jego znajomość należy do podstawowych kanonów wiedzy psychologa. W tym przypadku dodałabym jeszcze do tego syndromu wieloletni deficyt potrzeb uczuciowych należnych od syna


                    Masz jakies wzgledna widze w te
                    > macie, aby stawiac takie teorie?


                    Ulży Ci jeśli napiszę, że dosyć dużą, czy też do reszty wkurzy?


                    > I gdzie jest jakies prawo, obowiazek kochania?!


                    Co do praw istnieje lex alimentaire - prawo zmuszające do "karmienia" głodnych członków rodziny. Pokarm można dawać w pieniądzu i w naturze. Mówi Ci coś pojęcie głodu uczuciowego? Cierpią z jego powodu nie tylko dzieci z Domów Dziecka ale też rodzice porzuceni przez swoje dorosłe dzieci. Co do obowiązku pierwszy raz widzę jak ktoś (śmiesznie i nieudolnie) usiłuje sprowadzić uczucie miłości do obowiązku :)


                    Mozliwe ze ty zyjesz w swiecie mechanicznych laleczek, gdzi
                    > e zaprogramowany synus, kocha matke, bo musi. Jak maszyna, bo po co maszynie wl
                    > asna wola, autonomia psychiczna,


                    Uczucia wyższe człowiek rzeczywiście ma zaprogramowane w genach, identycznie jak intelekt. Jeśli program jest niepełny bądź wadliwy, rodzi się człowiek z upośledzoną zdolnością do uczuć bądź do myślenia. Deficyty genetyczne odkryto w psychopatach i w imbecylach. Właściwie psychopatia to taki imbecylizm uczuciowy.


                    > To co piszesz ledo, jest nie tyle glupie, smieszne i bezduszne... Co strasznie
                    > zacofane i inafantylne.



                    Wolno Ci tak twierdzić, jednakże bardziej elegancko byłoby podać jakieś przynajmniej zbliżone do wiedzy psychologicznej argumenty ;)


                    Ale jeżeli do tego zyjesz jeszcze w duchu tego konceptu
                    > , ktory tak tutaj choldujesz, to już jest tragiczne!


                    Tak, żyję w duchu tych wartości moralnych jak i miliony dorosłych dzieci kochających swoich rodziców i umiejących im te uczucia okazać, cierpiących, gdy ci ukochani rodzice odejdą na zawsze.
                    • to.niemozliwe Re: Ledo piszesz na temat... 03.08.11, 21:47
                      Piszesz w ogole nie na temat, cos ci tam dzwoni, tylko nie wiesz w ktorym uchu :-D.
                      Autor watku wyraznie pisze, co sie dzieje i widac z opisu, ze matka ma problem, bo chcialby rzadzic po swojemu, a syn juz jest dorosly i musi dbac o swoja rodzine. Jaka atrofia uczuc wyzszych? Jubale ma
                      racje, ze mamuska ma syndrom pustego gniazda, w dodatku jest tak uzalezniona od kontaktu z synem, jak jakis stalker.
                      Co bys mu zaproponowala?
                      • leda16 Re: Ledo piszesz na temat... 04.08.11, 07:59
                        to.niemozliwe napisał:


                        > Autor watku wyraznie pisze, co sie dzieje


                        w jego mózgownicy. Co dzieje się obiektywnie, tego nie wiemy.

                        i widac z opisu, ze matka ma problem,


                        Tak, ma problem niedostatku uczuciowego ze strony najbliższych, a nie problem władzy.


                        > syn juz jest dorosly i musi dbac o swoja rod
                        > zine.



                        Rozumiem, że w Twoim przekonaniu rodzice z chwila ożenku przestają być rodziną. Dbać o nich nie należy. Odwiedziny któregoś z nich stanowią zamach na integralność małżeństwa syna. A już broń Boże wziąć taką matkę do siebie po wylewie. Pozostaje dom starców i łuki histeryczne, żeby za niego nie płacić. Na szczęście państwo polskie zwala ten obowiązek w pierwszej kolejności na dorosłe dzieci a nie na podatników :).

                        Jubale ma
                        > racje, ze mamuska ma syndrom pustego gniazda,


                        Gdybyś czytał uważniej wypowiedzi Jubale wiedziałbyś, że uważa, iż "syndrom pustego gniazda" jest wymyślony przeze mnie. Dobrze też by było, żebyś nie powtarzał po raz drugi tego, co napisałeś wcześniej.
                    • jubale Wdzieczność wobec rodziców... 03.08.11, 22:25
                      Ale za co, że dali życie? A on o to prosił?
                      I mylisz się, kompletnie, twierdząc,ze dając dzieciom - względny standart zyciowy nie był to ich obowiązek. Łaski żadnej nie robili i do ich obowiązków należało zarowno zapewnić dzieciom bezpieczny dom i rozwój, pod każdym jednym kątem. Takie właśnie obowiązki rodziców względem dzieci są uznawane w wielu cywilizowanych krajach.
                      I wielu innych krajach Europy nikt nie miałby tolerancji dla bezprawnego zakłócania spokoju w życiu syna, niszczenia mu kariery, sklocania z ojcem itp.

                      Rodzice są dorośli i to jest ich własny problem jak chcą dalej życie sobie ułożyć, dorosłym dzieciom nic do tego.

                      Polska jest jedynym krajem w Europie, gdzie dzieci obciąza się prawem i obowiązkami finansowymi względem rodziców, w trudnych sytuacjach. W innych krajach maja socjal.

                      Oczywiscie ty zapewne uznasz takie zachowanie za złe i niemoralne, wiedz jednak że rodzinne układy są tu, bardzo szczere i pozytywne. Nie ma żadnych sztuczności ani zakłamania oraz wymuszania na dzieciach aby poczuwaly sie do robienia czegos wbrew swojej woli.
    • shachar Re: problem z matką 23.07.11, 21:18
      dlaczego Twój ojciec nie zwiąże się z kimś normalnym?
      Nie twierdzę,że bycie matką jest łatwe, ale to był jej wybór.
      Przestań się bać, w razie czego, gdy wparuje do pracy, powiedz że jest chora psychicznie, bo taka jest prawda.
      • 0ffka Re: problem z matką 24.07.11, 12:42
        Szkoda że rodzice autora wątku nie rozejdą się i nie podziela normalnie majątku na dwa mieszkania, etc... Ojciec mogły poznać milą, spokojną, starszą panią i związać się na starość z kimś normalny. Mama zaś powinna poszukać zainteresowania, nowych znajomych i czas poświęcać na zajęcia ceramiki, wykłady o psychologii, podróże, spotkania na działkach swoich przyjaciółek i ewentualnie spotykać się od czasu do czasu z wnukami o ile zajdzie taka potrzeba np opieka nad dziećmi, gdy syn z małżonka wyjedzie na wakacje bez potomstwa!
        Znajdźcie starszej pani jakieś zajęcia i towarzystwo, gdzie będzie mogla rozładować swoje dzikie instynkta tj obgadywanie innych np przyjaciółek nowych ;)
    • motowojtek Re: problem z matką 01.08.11, 16:52
      Te stare nauczycielki to jakaś masakra,gdy tracą ofiary /uczniów i ich rodziców / swojej codziennej agresji z powodu emerytury to przerzucają się na znajomych a potem najbliższą rodzinę. Miałem podobnie ale wypadek komunikacyjny rozwiązał problem zanim do końca zdążyliśmy się znienawidzić. Moja rada zachowaj zimną krew i nie stawaj po żadnej ze stron,matka i ojciec są dorośli i muszą sami rozwiązać swój problem.Pozdrawiam
      • ir1.easy Re: problem z matką 04.08.11, 01:11
        Nie wiem czy ta da rada pomoże. Ja odcięłam się od mojej matki zastępczej radykalnie gdy zbyt mocno próbowała ingerować w moje zycie. Emocjonalnie. Na szczęście fizycznego zagrożenia raczej nie stanowiła, po pierwszych takich próbach - ucięłam takie możliwości. Nie mam z nią obecnie żadnych kontaktów, choć żałuję, że inaczej się nie ułożyło. Co do matki rodzicielki sytuacja jest podobna, choć kontakty sporadyczne mamy. W tym drugim przypadku wchodzą w grę także moi bracia. I oni także ograniczają kontakty. Rodzicielka była i jest mniej inwazyjna od zastępczej, więc spędza święta rodzinne i ogólne z nami, ma też wsparcie finansowe i logistyczne, ale nie jest dopuszczalna do pewnych sfer naszego życia. Nie ma, ponieważ by je zburzyła. To były bardzo bolesne decyzje, właściwie bolesny proces, ale konieczny, bo toksyczni protoplaści mogą zatruć życie jak nikt. I nie ma to nic wspólnego, jak pisze leda z szacunkiem, miłością , powinnościami należnymi rodzicom, dziadkom itd - można te wszystkie uczucia wobec nich mieć a jednocześnie nie godzić się na to by oni niszczyli nasze życie. Życie, które nam dali - fakt. Ten fakt nie daje im jednak prawa do odbierania nam tego życia ani jakości tego danego zycia. Zgodzę się, że naszym obowiązkiem jest zwrotne opiekowanie się nimi, ale nie jest naszym obowiązkiem uleganie ich szantażowi.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja