mkrak1973
22.07.11, 06:45
Witam. Może tutaj znajdę osoby które podpowiedzą mi co zrobić z moim problemem rodzinnym.
Bohaterowie to:
Ja - 38 letni facet, żonaty, bez problemów finansowych, prowadzący "normalne życie"
Brat - 34 lata, osoba która uciekła przez problemami (tym i innymi osobistymi) do Anglii.
Rodzice - dwie dorosłe osób które całe życie nienawidziły się. Piekło nastąpiło kilka lat temu, do tamtej pory zachowywali pozory w miarę normalnej rodziny. Nigdy nie było problemów z alkoholem (oboje pili bardzo rzadko). Najnormalniej w świecie, dwie osoby które nigdy nie powinny założyć rodziny.
Mój problem z matką był od zawsze. Z zawodu nauczycielka, ma tendencje do narzucania mi oraz całemu światu swojego jedynego punktu widzenia. Do momentu wybuchu piekiełka jakoś radziłem sobie z nimi obojgiem. Nie mieszkam z nimi on kilkunastu lat, bywałem raz na jakiś czas w ramach normalnych kontaktów z rodzicami.
Dramat się zaczął w momencie, jak u rodziców coś pękło. Oboje mieszkali i mieszkają cały czas pod jednym dachem (mieszkanie 100 m2). Matka bez przerwy i ciągle oskarża ojca o znęcanie się nad sobą, bicie itp. Ja w to średnio wierzę, ojciec nigdy nie był osobą agresywną w stosunku do nikogo. Oczywiście od kilku lat odbywa się cały cyrk z wzywaniem policji, rozbijaniem szyb w drzwiach, wyważaniem zamków, oskarżeniami itp. Punk widzenia matki jest taki, że to ona jest jedyną pokrzywdzoną osobą, a ojciec powinien wyprowadzić się z ich wspólnego mieszkania (tylko gdzie?). Do pewnego momentu, moje relacje z ojcem były dużo lepsze niż z matką. W pewnym momencie jednak, oboje zaczęli używać mnie do walki przeciw sobie. Matka wydzwaniała że ojciec ją maltretuje i wykańcza psychicznie, a ojciec że matka i nie wie co zrobić. Wówczas postanowiłem odciąć się od tego. Praktycznie przestałem utrzymywać kontakty z nimi - solidarnie z obojgiem.
Co się tam naprawdę dzieje - nie wiem.
Brat zabrał dupę w troki i wyjechał do anglii (do wczoraj on był leniwy, nieodpowiedzialny - matka pomagała mu z własnej kasy płacić alimenty) i pojawiał się w domu raz na parę miesięcy na święta. Od wczoraj jest cudownym synem, który rozumie matkę i nawet jej raz buty kupił!. (dla ścisłości - od 5 lat matka dzwoni z mojego telefonu za który ja płącę, potrzebowała parę tys. - dostała ode mnie itp. wczoraj stwierdziła że nie potrzebuje pieniędzy tylko syna). A ojcu to nawet swój pokój dałem (bo jak się wyprowadziłem z domu to ojciec tam się zainstalował)
Matka zaś doszła do wniosku że nie raczę ją odpowiednią dawką miłości (całkiem zresztą słusznie) która jej się ode mnie należy. Pojawiają się telefony w których domaga się żebym wyznał jej co takiego strasznego na nią opowiedział mi ojciec (w ciągu ostatnich 2 lat widziałem go i rozmawiałem z nim 2 razy - na własnym ślubie i pogrzebie dziadka). Utrzymuje, że pomagam ojcu, rzekomo spotykam się z nim potajemnie (do czego jak się dowiedziałem od niej mam prawo i mi tego nie żałuje bo to mój ojciec- oczywiście jest to bzdura), rzekomo rozmawiam z nim często przez telefon i doradzam mu w różnych sprawach, a jej nie i ją odcinam, więc ojciec musiał mi coś strasznego powiedzieć na nią. Wczoraj przez pół godziny darła mi się do telefonu (wcześniej wysłała mi sms-a z groźbą że jeśli nie zadzwonię to przyjdzie do żony do pracy, do mnie lub do nas do domu) jaki to ojciec ją całe życie zdradzał, pił, maltretował psychicznie, ja już w maleńkości byłem cudowny i jak chodził od domu do domu święty obraz to ją brałem za rękę i przed tym obrazem mówiłem że ją obronie. I nie mam prawa jej zostawiać, i ona mi na to nie pozwoli, bo całe życie sobie odmawiała wszystkiego żeby mnie wychować, i całe życie się męczyła z potworem w domu (ojcem) żebym miał ojca i matkę, i żeby swojej matce nie przyprawiać bólu bo już jeden syn miał problemy z żoną. I cały jej trud życiowy to tylko dla mnie, a ja jestem taki podły że ją zostawiam. I natychmiast musi się ze mną spotkać, i ja MUSZĘ się z nią spotkać, bo matkę ma się jedną, i jej się nie wybiera, i ona mnie kocha, i ja mam obowiązek ją kochać i wspierać, i ona tak tego nie zostawi.
Boję się nachodzenia w pracy żony, w swojej firmie, u sąsiadów.
Co ja mam z tym wszystkim zrobić? Ja chcę tylko spokojnie żyć