Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas?

19.05.04, 12:36
Facet, który mi się podoba (ja jemu też do niedawna) przestał się odzywać.
Chyba zauważył, że mi zależy...Ostatnia randka była wspaniała. Myślałam, że
nie będzie ostatnia...Niestety była. Później raz się odezwałam. On nie miał
czasu. Wszyscy tak mówią jak chcą skończyć znajomość, prawda? Napisałam
maila. Nie odpisał. I jak to zrozumieć? Seksu nie było, żadnych podtekstów. O
co tym mężczyznom chodzi? Może tylko o zabawę? Napiszcie, co myślicie,
please. Z góry dziękuje. Limette23
PS. zaznaczam, że facet jest po długim kilkuletnim związku(nieudanym)
    • jesien0 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 19.05.04, 12:40
      Opisz tę ostatnią randkę.
    • kwieto Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 19.05.04, 12:40
      Za malo danych
      • Gość: limette23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.crowley.pl 19.05.04, 12:49
        randka- oglądanie wspólnie filmów, miłe rozmowy (w ubraniu, żeby nie było :)),
        randka- u niego w domu, ale gdy zaczęło robić się gorąco poszłam do domu.
        Wspólna wymiana opinii, rozmowy od intelektualnych po abstrakcyjne. Myslałam,
        że będzie wszystko ok. A tu zonk :(
        • jesien0 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 19.05.04, 12:51
          Chyba już sama sobie odpowiedziałaś?

          > randka- u niego w domu, ale gdy zaczęło robić się gorąco poszłam do domu.

          Facet poczuł się urażony.
          • Gość: thais Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.proxy.lucent.com 19.05.04, 13:26
            Jemu chodziło wyłącznie o seks, skreśl go. Chce coś na Tobie wymusić.
            Albo już o Tobie zapomniał.
            Sorry za niepozostawianie złudzeń.
            • j_ar Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 19.05.04, 13:28
              zaraz tam tylko o seks, o seks tez, w koncu co w tym zlego? ale moze i o cos
              wiecej?
            • limette23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 20.05.04, 13:10
              wiesz, czy to oznacza ze ma problemy emocjonalne? sam nie wie co chce?
        • iwan_w Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 19.05.04, 12:55
          A może w jego przekonaniu nie były to "randki"?
          • limette23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 20.05.04, 13:08

            wiesz, seksu nie chciał i to jest najciekawsze, bylo gorąco, bardzo ale do
            pewnej granicy posunęlismy sie oboje i to wszystko...Gdzie sens gdzie logika????
            Fanta
            • Gość: tolerancyjna Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.proxy.lucent.com 20.05.04, 13:28
              Przeczytaj wątek "czy arogancja może wypływać z impotencji", może facet ma
              problemy z seksem ? Może jego związek się rozpadł z powodu seksu ?
              • limette23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 20.05.04, 20:48
                z tego co czułam, to chyba w u niego z seksem wszystko ok ;)
        • kwieto Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 19.05.04, 12:58
          No tak, ale dalej malo wiadomo. Jak on odebral randke? czy byla dla niego
          interesujaca? czy sie nudzil? czy bardziej liczyl na dziewczyne do lozka czy
          myslal o czyms wiecej? No i to co mowi Iwan, moze dla niego to nie byla randka,
          a z tego powdou ze "zrobilo sie goraco" jest mu zwyczajnie glupio?
          • Gość: thais Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.proxy.lucent.com 19.05.04, 13:31
            > a z tego powdou ze "zrobilo sie goraco" jest mu zwyczajnie glupio?

            Wątpię.
            • iwan_w Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 19.05.04, 13:32
              Wątpisz, ale nie wiesz.
            • kwieto Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 19.05.04, 13:48
              > Wątpię.

              Jakies podstawy?
              • Gość: thais Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.proxy.lucent.com 19.05.04, 14:29
                > Jakies podstawy?

                Facet był po nieudanym związku, jeszcze nie odreagował.

                Dużo czytałam na ten temat. Mężczyźni po nieudanym związku zaczynają traktować
                dziewczyny instrumentalnie, przedmiotowo.

                Musi minąć sporo czasu aż zechce pokochać po raz drugi.
                • kwieto Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 19.05.04, 14:48
                  > Dużo czytałam na ten temat. Mężczyźni po nieudanym związku zaczynają
                  > traktować dziewczyny instrumentalnie, przedmiotowo.

                  Wszyscy bez wyjatku?

                  > Musi minąć sporo czasu aż zechce pokochać po raz drugi.

                  A kobieta nie?
                  Poza tym, co to znaczy "sporo czasu"? Dla jednego miesiac, dla drugiego 2 dni,
                  dla trzeciego 5 lat.

                  Swoja droga - myslisz ze to sie da tak w rubryczke, jak minelo 3 tygodnie to
                  musimy jeszce dwa dni poczekac ze zwiazkami, bo jeszcze nie odreagowal?
                  Nie mowiac o tym ze nie wiemy kiedy on zakonczyl ten nieudany zwiazek -
                  tydzien, miesiac, rok?
                  • Gość: thais Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.proxy.lucent.com 20.05.04, 09:59
                    kwieto napisał:

                    > > Dużo czytałam na ten temat. Mężczyźni po nieudanym związku zaczynają
                    > > traktować dziewczyny instrumentalnie, przedmiotowo.
                    >
                    > Wszyscy bez wyjatku?

                    Tego nie wiem. Wyjątki tylko potwierdzają regułę :):)

                    > A kobieta nie?

                    Może czasami... ale w inny sposób. Zazwyczaj nie przez łóżko.

                    > Swoja droga - myslisz ze to sie da tak w rubryczke, jak minelo 3 tygodnie to
                    > musimy jeszce dwa dni poczekac ze zwiazkami, bo jeszcze nie odreagowal?
                    > Nie mowiac o tym ze nie wiemy kiedy on zakonczyl ten nieudany zwiazek -
                    > tydzien, miesiac, rok?
                    >

                    Swoją drogą dlaczego go tak bronisz ? myślisz że to fair tak unikać odpowiedzi,
                    spławiać, że się nie ma czasu, nie odpisywać na maila. Skoro było sympatycznie
                    na ostatniej randce, to czy nie mozna tego sympatycznie ciągnąc, po kumplowsku ?

                    Ja po takim zachowaniu wiedziałabym jedno - facetowi chodziło o seks, nie
                    wyszło - już się nie liczę jako człowiek.
                    • kwieto Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 20.05.04, 10:13
                      > Tego nie wiem. Wyjątki tylko potwierdzają regułę :):)

                      Nie ma czegos takiego jak "wyjatek potwierdzajacy regule". Chyba ze jest to
                      quasi-wyjatek.

                      > Może czasami... ale w inny sposób. Zazwyczaj nie przez łóżko.

                      "czasami", "zazwyczaj" - znowu pojecia ktore znacza i wszystko i nic, i nie
                      wiadomo kogo wlassciwie sie tycza. ja chce konkret :")

                      > Swoją drogą dlaczego go tak bronisz ?

                      "A u was to murzynow bija" :"P

                      > myślisz że to fair tak unikać odpowiedzi, spławiać, że się nie ma czasu, nie
                      > odpisywać na maila. Skoro było sympatycznie na ostatniej randce, to czy nie
                      > mozna tego sympatycznie ciągnąc, po kumplowsku?

                      Ekhem, to ze bylo sympatycznie powiedziala autorka watku. Jego zdania na ten
                      temat nie znamy.
                      A skoro go nie znamy, to ciezko go jakkolwiek ocenic.
                      I zakladanie a priori ze chodzilo mu wylacznie o seks jest troche krzywdzace,
                      nie uwazasz?

                      Moze chodzilo, a moze nie. Nie wiesz.

                      > Ja po takim zachowaniu wiedziałabym jedno - facetowi chodziło o seks, nie
                      > wyszło - już się nie liczę jako człowiek.

                      Az tak duza uwage przywiazujesz do zachowania mezczyzn w stosunku do Ciebie?
                      I znowu - nie wiemy dlaczego sie nie odzywa. Moze jemu sie autorka nie
                      spodobala i nie chce jej robic nadziei?
                      IMO gdyby mu chodzilo o seks to wlasnie by sie odezwal. Bo skoro juz
                      teraz "bylo goraco" to jesli jest w miare rozgarniety zorientuje sie ze ma
                      spore szanse na seks na nastepnej randce.
                      Podrywanie kolejnej dziewczyny byloby bardziej pracochlonne, zwyczajnie
                    • iwan_w Z czegoś więcej w przyjaźń? 20.05.04, 10:57
                      Gość portalu: thais napisał(a):

                      >
                      > Swoją drogą dlaczego go tak bronisz ? myślisz że to fair tak unikać
                      odpowiedzi,
                      >
                      > spławiać, że się nie ma czasu, nie odpisywać na maila. Skoro było
                      sympatycznie
                      > na ostatniej randce, to czy nie mozna tego sympatycznie ciągnąc, po
                      kumplowsku
                      > ?


                      Kurczę, a ja właśnie nie wiem, czy można sympatycznie ciągnąć, kiedy z obu
                      stron było oczekiwanie na coś więcej niż przyjaźń, a po kilku spotkaniach
                      przetrwało ono tylko w niej albo w nim.

                      Osoba niezaangażowana może nie mieć w ogóle ochoty na kontynuację znajomości,
                      bo szukała nie kumpla/kumpelki, ale partnera. Kiedy nie wyszło, odwraca się i
                      szuka dalej. Tak właśnie chyba bywa.

                      Albo: widzi zaangażowanie drugiej strony i unika kontaktu, by nie robić jej
                      tzw. nadziei, nie narażać na przykrość rozczarowań. Cóż, osoba zaangażowana
                      emocjonalnie ma ograniczoną zdolność rozpoznania i oceny zachowań tej drugiej,
                      trzeźwej i w dowodach zwykłej sympatii doszukuje się czegoś więcej.
                      Albo sądzi, że coś więcej przyjdzie z czasem. A nie przyjdzie.

                      Taka relacja może być męcząca.

                      Czy można zachować przyjaźń, gdy była szansa na coś więcej, ale została
                      odrzucona przez jedną ze stron? Czy to nie będzie swoisty masochizm dla osoby
                      zaangażowanej emocjonalnie, a ciężar dla drugiej?
                      • jmx i tak i nie 22.05.04, 02:03
                        iwan_w napisał:

                        > Czy można zachować przyjaźń, gdy była szansa na coś więcej, ale została
                        > odrzucona przez jedną ze stron? Czy to nie będzie swoisty masochizm dla osoby
                        > zaangażowanej emocjonalnie, a ciężar dla drugiej?

                        Uuuu...

                        To zależy od płci zaangażowanych. Dla mężczyzny propozycja "zostańmy
                        przyjacółmi" gdy on liczył na miłość jest jak policzek i traktuje ją jak
                        ochłap. Dla kobiety nie, ona chce być przy tym mężczyźnie i nawet w takiej
                        znajomości może znajdować satysfakcje. Do czasu, bo napięcie na ogół wzrasta i
                        bycie blisko ale nie do końca staje się na tyle bolesne i frustrujące, że dla
                        własnego dobra odchodzi.

                        Ale generalnie, w takim przypadku, o dalszym losie znajomości decyduje ta
                        bardziej zaangażowana. Wie na czym stoi (jeśli nie wie to należy ją uświadomić)
                        i podejmuje decyzje mogę liczyć tylko na to więc się godzę z tym i zostaję albo
                        nie i do widzenia. A jesli osoba niezaangażowana czuje, ze dla niej to zbyt
                        duże obciążenie (taka jednostronna "miłość") to niestety, ale musi powiedzieć
                        papa i zniknąć. Zmuszanie się do czegkolwiek w tak delikatnej materii na
                        pierwszy rzut oka wygląda bardzo szlachetnie (poświęcam się dla dobra...) ale
                        jest fałszywe i latwo się zorientować, ze ktoś kumpluje się nie z ochoty a z
                        litości. I takie odczucie wcale nie jest przyjemne, raczej poniżające tę drugą
                        stronę.
                        • iwan_w Re: i tak i nie 25.05.04, 14:33
                          jmx napisała:

                          > To zależy od płci zaangażowanych. Dla mężczyzny propozycja "zostańmy
                          > przyjacółmi" gdy on liczył na miłość jest jak policzek i traktuje ją jak
                          > ochłap. Dla kobiety nie, ona chce być przy tym mężczyźnie i nawet w takiej
                          > znajomości może znajdować satysfakcje.

                          Hmmm. Wniosek stąd taki, że mężczyzna zachowuje się ambicjonalnie i jego
                          urażona miłość własna nie pozwala mu na kontynuację znajomości na płaszczyźnie
                          przyjacielskiej albo kumpelskiej. A ona tak się nie zachowuje, ambicje schodzą
                          na plan dalszy, ważny jest sam kontakt.

                          Hmm. Nie, nie zgadzam się; to nieco stereotypowe:)
                          Osobiście, znam niejedną pannę o wielkich ambicjach, podlegającą grze urażonej
                          ambicji w relacjach z facetami...
                          Może nawet silniejszej niż facet - z chęcią odegrania się za doznane
                          upokorzenie (chociaż to nieodpowiednie słowo - mówimy o czystych relacjach,
                          pozbawionych jakiejkolwiek gry, oszustwa, nieszczerości. Po prostu - zaiskrzyło
                          tylko po jednej stronie, a po drugiej - niestety, ale nie).

                          Ale wyobraźmy sobie taką sytuację: obu stronom zależy na zachowaniu znajomości
                          na płaszczyźnie przyjacielskiej, bo, z określonych względów, uznają ją za
                          bardzo wartościową. Osobie bardziej zaangażowanej zależy nie tylko na bliskości
                          drugiej osoby dlatego, że będzie to stanowić namiastkę tego, czego oczekiwała
                          (a więc "czegoś więcej") i, być może, pozwoli rokować pewne nadzieje (chociażby
                          w sposób nieuświadomiony) na przyszłość, ale też ze względu na przyjaźń
                          właśnie.
                          Bo, naprawdę, żal byłoby ją zmarnować.

                          Więc? Maksymalnie szczera rozmowa (właściwie tylko upewnienie się co do stanu
                          myśli i emocji każdej ze stron) i, jeżeli zgoda będzie obopólna, próba
                          kontynuacji przyjaźni? Z jednoczesnym pozostawieniem każdej ze stron całkowitej
                          swobody decyzji co do jej przerwania w razie, gdyby w którymś momencie stała
                          się nazbyt męcząca/przykra/bolesna?

                          Czy nie warto próbować, bo i tak relacja skazana jest z góry na klęskę
                          (nadzieje co do przerodzenia się przyjaźni w coś więcej są mrzonkami) i nie ma
                          sensu nakręcać spirali przykrości?


                          Czy spróbować...?

                          Zresztą, to decyzja subiektywna...


                          P.s.
                          Nocny z Ciebie Marek...:)))

                          • boska23 Re: i tak i nie 25.05.04, 16:57
                            to bardzo interesujace co piszecie... Piszcie dalej moze coś mi pomozecie
                            tym... bo sama jakoś nie daje rady. brak mi stanowczości i zdecydowania.
                            Potrzebuje kogos kto mi pomoze kto mi to wyjaśni. Może ktos by ze mna o tym
                            pogadał mój nr gg 4590856
                          • jesien0 Re: i tak i nie 25.05.04, 17:21
                            > Więc? Maksymalnie szczera rozmowa (właściwie tylko upewnienie się co do stanu
                            > myśli i emocji każdej ze stron) i, jeżeli zgoda będzie obopólna, próba
                            > kontynuacji przyjaźni? Z jednoczesnym pozostawieniem każdej ze stron
                            całkowitej
                            >
                            > swobody decyzji co do jej przerwania w razie, gdyby w którymś momencie stała
                            > się nazbyt męcząca/przykra/bolesna?
                            >
                            > Czy nie warto próbować, bo i tak relacja skazana jest z góry na klęskę
                            > (nadzieje co do przerodzenia się przyjaźni w coś więcej są mrzonkami) i nie
                            ma
                            > sensu nakręcać spirali przykrości?
                            >
                            >
                            > Czy spróbować...?
                            >

                            Próbowałam rozmawiać, nie dało się rozmawiać, tak jakby nigdy żadna przyjaźń
                            nas nie łączyła.... Okropne doświadczenie....
                          • jmx Re: i tak i nie 26.05.04, 03:19
                            iwan_w napisał:

                            > Hmmm. Wniosek stąd taki, że mężczyzna zachowuje się ambicjonalnie i jego
                            > urażona miłość własna nie pozwala mu na kontynuację znajomości na
                            płaszczyźnie
                            > przyjacielskiej albo kumpelskiej. A ona tak się nie zachowuje, ambicje
                            schodzą
                            > na plan dalszy, ważny jest sam kontakt.
                            >
                            > Hmm. Nie, nie zgadzam się; to nieco stereotypowe:)

                            W Twoim ujęciu tak, ja myślałam o tym w nieco inny sposób - wszystko albo nic.
                            To tak jakby ktoś chcąc Ferrari zadowolił się maluchem, to i to jeździ ale
                            różnica zauważalna ;-). Poza tym to nawet nie chodziło o kwestię ambicji (choć
                            też może być jak piszesz) ale o jakieś rozczarowanie - tak bardzo się chciało z
                            tą, konkretną osobą coś wspóltworzyć na takiej a nie innej płaszczyźnie i nic z
                            tego, że... Że nie potrafi i/lub nie chce się już przedefiniować stosunków.

                            Ale zgadzam się z tym, że wyjątki się zdarzają, z tym, że nie nazwałabym mojego
                            ujęcia stereotypowym a generalizacją. Akurat mężczyźni z którymi miałam okazję
                            rozmawiać na takie tematy mieli właśnie takie zdanie.


                            > Może nawet silniejszej niż facet - z chęcią odegrania się za doznane
                            > upokorzenie [...]

                            Cóż, jeśli kobieta daje wyraźne jednoznaczne sygnały, ze zależy jej na
                            męźczyźnie i chce czegoś więcej a facet mówi "nie, dziękuję" to... trudno potem
                            przejść do zwykłej, kumpelskiej relacji. Być może wiązę się to z tym, że w
                            naszej kulturze to mężczyzna jest zdobywcą a nie kobieta.

                            Czy warto spróbować porozmawiać? Zawsze warto. Ale musisz mieć świadomośc dwóch
                            rzeczy - po takiej rozmowie nigdy już nie będzie tak samo jak przed, będzie
                            inaczej i być może nie tak jakbyście chcieli, żeby było. A po drugie - można
                            się umawiać w nieskończoność, obgadywać problem, pozostawiać sobie możliwośc
                            odejścia a i tak skończy się na tym, że jedna strona (ta zaangażowana) myśli,
                            że może jest szansa na coś więcej, bo lepiej się poznacie, może się odwidzi,
                            nagle zaskoczy itp. Cóż, taka możliwośc też istnieje i nie należy jej
                            wykluczać, stopniowa bliskość psychiczna może zaowocować i taki obrotem sprawy.

                            Ale ja tam jestem zwolenniczką rozmowy. Choćby z tego powodu, że jak odnoszę
                            wrażenie, Tobie jest niewygodnie bez więc należy podjąć ten trud. A co
                            będzie - czas pokaże. Trzeba być uczciwym wobec siebie i własnych pragnień - to
                            też do Boskiej23. Gdy to jest to kontakty z innymi też ulegają
                            jakiemuś "wyprostowaniu". Wiemy czego chcemy i nie mamy wrażenia, że inni nami
                            manipulują i włażą na głowę albo robią co chcą bez naszego "udziału". Sami
                            wiemy czego chcemy, inni też wiedzą czego się mogą po nas spodziewać i nie ma
                            problemu. To znaczy mogą być ale mniejsze ;-)


                            PS. A jakoś tak... schodzi ;-)
                            • iwan_w Re: i tak i nie 26.05.04, 17:25
                              jmx napisała:

                              >
                              >
                              > > Może nawet silniejszej niż facet - z chęcią odegrania się za doznane
                              > > upokorzenie [...]
                              >
                              > Cóż, jeśli kobieta daje wyraźne jednoznaczne sygnały, ze zależy jej na
                              > męźczyźnie i chce czegoś więcej a facet mówi "nie, dziękuję" to... trudno
                              potem
                              >
                              > przejść do zwykłej, kumpelskiej relacji. Być może wiązę się to z tym, że w
                              > naszej kulturze to mężczyzna jest zdobywcą a nie kobieta.

                              Więc w sytuacji, kiedy następuje zmiana ról, kiedy kobieta staje
                              się "zdobywcą", jej upokorzenie jest silniejsze? Właśnie dlatego, że wystąpiła
                              niejako przed szereg, a jej starania i tak nic nie przyniosły? Czy to nie
                              potwierdza tego, że to sprawa ambicji właśnie? Urażonej miłości własnej? A nie
                              tylko zawiedzionych nadziei?



                              >
                              > Czy warto spróbować porozmawiać? Zawsze warto. Ale musisz mieć świadomośc
                              dwóch
                              >
                              > rzeczy - po takiej rozmowie nigdy już nie będzie tak samo jak przed, będzie
                              > inaczej i być może nie tak jakbyście chcieli, żeby było. A po drugie - można
                              > się umawiać w nieskończoność, obgadywać problem, pozostawiać sobie możliwośc
                              > odejścia a i tak skończy się na tym, że jedna strona (ta zaangażowana) myśli,
                              > że może jest szansa na coś więcej, bo lepiej się poznacie, może się odwidzi,
                              > nagle zaskoczy itp. Cóż, taka możliwośc też istnieje i nie należy jej
                              > wykluczać, stopniowa bliskość psychiczna może zaowocować i taki obrotem
                              sprawy.
                              >
                              > Ale ja tam jestem zwolenniczką rozmowy.


                              Chciałbym porozmawiać, ale jednocześnie obawiam się tego. Obawiam się, że po
                              rozmowie kontakt stanie się jeszcze bardziej uciążliwy/przykry. I że nie
                              przetrwa, nie będzie żadnej przyjaźni, koleżeństwa. Sądzę wprawdzie, że ona
                              jest świadoma tak swojego, jak i mojego położenia, i wynikających stąd
                              konsekwencji, ale tak sobie myślę, że wypowiedzenie tego na głos - bolesna
                              rozmowa w cztery oczy (tak, to chyba o to włąśnie chodzi) - przekreśli
                              możliwość dalszego kontaktu.
                              Takie wywołanie "uśpionych upiorów", wystawienie emocji na "widok publiczny"...
                              Tak, zdaję sobie sprawę z ryzyka i, póki co, waham się.

                              Pomyślę jeszcze:)

                              Hmmm. A może mylę się co do tego, że orientujemy się nawzajem w stanie swoich
                              emocji i myśli? Niewielkie prawdopodobieństwo, ale wykluczyć nie można...


                              P.s.
                              Schodzi, schodzi, jak się pisze takie posty jak Ty...:))
                              • jmx Re: i tak i nie 27.05.04, 03:00
                                iwan_w napisał:

                                > Więc w sytuacji, kiedy następuje zmiana ról, kiedy kobieta staje
                                > się "zdobywcą", jej upokorzenie jest silniejsze? Właśnie dlatego, że
                                wystąpiła
                                > niejako przed szereg, a jej starania i tak nic nie przyniosły? Czy to nie
                                > potwierdza tego, że to sprawa ambicji właśnie? Urażonej miłości własnej? A
                                nie
                                > tylko zawiedzionych nadziei?

                                Ambicja? Nie sądzę. Przynajmniej nie tylko i nie głównie. Zawiedzione nadzieje,
                                ból bo nic z tego nie wyszło, strach 'bo co on sobie o mnie pomyśli', latam za
                                facetem, jestem łatwa... Chyba ile kobiet tyle odpowiedzi. Przyznam, że mi
                                kwestie ambicjonalne nie przyszły do głowy ale cóż, nie jestem facetem ;-)
                                Poza tym jeśli komuś na kimś naprawdę zależy to ambicja schodzi na dalszy plan
                                albo w ogóle ginie, bo zależy na człowieku a nie zdobyciu dla samego
                                zdobywania. A jeśli tylko na tym drugim to należy sobie chyba odpuścić taką
                                znajomość, raczej z niej nic nie wyniknie.


                                Hm, jeśli teraz jest źle to nie sądzę by rozmowa pogorszyła stan. Często
                                rozmowa przynosi ulgę, nazwało się "demona" i dzięki temu przestał być tak
                                straszny jak się wydawał. Myślę, że oboje oczekujecie na coś co się niechybnie
                                wydarzy (rozmowa) i to powoduje napięcie. I tak jest sztucznie i nieszczerze,
                                na tym też trudno budowac cokolwiek trwałego czy wartościowego. Przecież
                                właśnie o to chodzi w przyjaźni, żeby umieć ze soba rozmawaić nawet na trudne
                                czy bolesne tematy. Jeśli tego nie ma to co to za przyjaźń? Rozumiem, że się
                                boisz ale nawet gdy nie porozmawiacie właśnie w celu ochrony tego co jest, nic
                                nie osiągniecie. Bo de facto chronicie iluzje a nie prawdziwą zażyłość.
                                Taka rozmowa nie musi być bolesna. Nie jest przyjemna ale nie musi byc jakąś
                                traumą nie do przejścia. Wszystko zależy od formy w jakiej się ja przeprowadzi,
                                delikatności, wyczucia rozmówcy.

                                Mylić się w ocenie emocji też możesz. Tym bardziej, że nie znacie się za
                                dobrze, jak mniemam. Może więc wystarczy powiedzieć "bardzo cię lubię"?
                                To jest na ogół jednoznaczne...


                                PS. Eee...? :-)
                                • iwan_w Re: i tak i nie 27.05.04, 15:41
                                  O roli, czy udziale ambicji, miłości własnej, dbałości o zachowanie wysokiego
                                  poczucia wartości w relacjach męsko-damskich mam nieco inne zdanie. Może
                                  jeszcze będzie okazja porozmawiać o tym, na razie... trudno jest mi się
                                  skupić "na teorii". Nie to jest ważne dla mnie w tej chwili:)

                                  .
                                  > Taka rozmowa nie musi być bolesna. Nie jest przyjemna ale nie musi byc jakąś
                                  > traumą nie do przejścia. Wszystko zależy od formy w jakiej się ja
                                  przeprowadzi,
                                  >
                                  > delikatności, wyczucia rozmówcy.

                                  Trochę się obawiam, że rozmowa wymknie się spod kontroli i zagrają emocje, może
                                  zostanie powiedziane więcej, niż trzeba. Jakieś pretensje, żal. Jeżeli rozmowa
                                  miałaby stanowić zamknięcie znajomości, to lepiej, żeby jej nie było. Bo utkwi
                                  w pamięci jak drzazga. Obojgu.
                                  Ale myślę też o tym, co wyczytałem chociażby w rozmowie Eichelbergera z
                                  Jastrunem o przyjaźniach z kobietami: ten pierwszy przytaczał historię
                                  przyjaźni z kobietą, która się w nim zakochała, ale związek nie miał szans na
                                  realizację; skrywała swoje emocje przez wiele lat i dopiero, kiedy w którymś
                                  momencie nastąpiło wyznanie, znajomość - podobno - nie tylko nie uległa
                                  rozpadowi, ale weszła na zupełnie nowe tory. Cóż, póki nie spróbujemy, nie
                                  wiemy - tylko domysły.

                                  >
                                  > Mylić się w ocenie emocji też możesz.

                                  Raczej nie...:) Chociaż zakładam to; ale hipotetycznie raczej.

                                  Tym bardziej, że nie znacie się za
                                  > dobrze, jak mniemam.

                                  Hmm. Chyba jednak dość dobrze...



                                  >
                                  > PS. Eee...? :-)
                                  >

                                  P.s.

                                  Masz bardzo wnikliwe spojrzenie...:)
                                  • jmx Re: i tak i nie 28.05.04, 02:50
                                    iwan_w napisał:

                                    > O roli, czy udziale ambicji, miłości własnej, dbałości o zachowanie wysokiego
                                    > poczucia wartości w relacjach męsko-damskich mam nieco inne zdanie.

                                    Ja bym nie utożsamiała jednego (ambicji) z drugim (poczuciem wartości).
                                    Powiedziałabym nawet, że im więcej tego drugiego tym to pierwsze gra mniejszą
                                    rolę. Szczególnie w miłości (a "nawet" i w przyjaźni).
                                    Ale skoro to teoria to czekam na sprzyjające okoliczności ;-).


                                    > Trochę się obawiam, że rozmowa wymknie się spod kontroli i zagrają emocje,
                                    może
                                    >
                                    > zostanie powiedziane więcej, niż trzeba. Jakieś pretensje, żal. Jeżeli
                                    rozmowa
                                    > miałaby stanowić zamknięcie znajomości, to lepiej, żeby jej nie było. Bo
                                    utkwi
                                    > w pamięci jak drzazga. Obojgu.

                                    Nie mój drogi; drzazga jest TERAZ. Rozmowa pozwoli ją wyjąć i rozpocząć
                                    wszystko "z czystym kontem". A skoro relacja (czego nie życzę!) miałaby się
                                    zakończyć, to powiedz sam - na jakich zasadach miałaby być kontynuowana?
                                    Bez szczerości, bez otwartości, bez zaufania? Co by ją utrzymywało - strach?

                                    Ale - to Ty znasz swoją... przyjaciółkę nie ja, więc, skoro masz takie obawy to
                                    pewnie jakoś są uzasadnione. Znasz jej reakcje, charakter, temperament. Więc
                                    domyślam się dlaczego ta decyzja nie jest łatwa. Musisz sobie chyba jednak
                                    odpowiedzieć na podstawowe pytanie - co, tak naprawdę, zyskasz NIE rozmawiając?

                                    Otwarcie się na drugiego, przekraczanie własncyh jakichś wewnętrznych granic,
                                    obaw, wzbogaca znajomość. Staje się wtedy prawdziwsza. Trzeba wyjść zza
                                    swojego "płota", dopiero wtedy można poczuć prawdziwą wolność. Strach zanika -
                                    co powiem, jak powiem, a jaka będzie reakcja... To są sprawy drugorzędne :-).

                                    Tylko co do historii Eichelbergera jedna poprawka - oni byli prawdziwie
                                    zaprzyjaźnieni i długo się znali, nie kilka(naście?) tygodni a lat. To też
                                    zmienia perspektywę patrzenia na drugiego człowieka. No i jeszcze - pomimo, że
                                    się tak długo znali, Eichelberger niczego się nie domyślił aż do jej wyznania.
                                    Więc nawet długa znajomość i zażyłość nie chroni przed pomyłkami co do emocji
                                    drugiej strony. Hihi, szowinizm może i steretypowośc znów ze mnie wychodzą ale
                                    mężczyźni w tym celują ;-)))



                                    PS. Hmmm... :-)
                • limette23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 20.05.04, 20:49
                  powiedz mi jaka to ksiązka? chętnie ją poczytam. Dziękuje z góry
                  • Gość: thais Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.04, 23:51
                    Niestety nie pamiętam dokładnie która to książka, może "Barwy seksu" Lwa-
                    Starowicza ?

                    Ale na pewno to był Lew-Starowicz.
                    • limette23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 22.05.04, 17:12
                      dziękuję :)
    • alfika Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 19.05.04, 14:42
      kobiety za szybko panikują - to jedno

      drugie - czasem relacja się kończy
      ale to jak z kupowaniem np. pysznych ciastek w cukierni
      te kupione w pierwszej cukierni są dobre, ale te z drugiej lepsze - bo przecież
      precelki są lepsze od pierniczków

      a sprzedawczyni z pierwszej cukierenki siada i duma: to przeze mnie, już tu nie
      kupuje, bo się uśmiecham, a on może woli jak się nie uśmiechać...
    • Gość: ryb Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 20.05.04, 10:13
      Facet jest wsciekly sam na siebie. Prawdopodobnie przyrzekl sobie po nieudanym
      zwiazku, ze "nigdy wiecej". Dlatego tak reaguje...
    • witch-witch Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 20.05.04, 12:22

      Facet po prostu nie przerobil jeszcze ostatniej relacji do konca i moze miec
      opory i problemy emocjonalne. Tobie on sie bardzo podoba ale sa kobiety, ktore
      inaczej reaguja na jego osobe. A moze to byl wielki stres po ktorym "jajeczko"
      go bolalo;))))kto wie jak tam sie dzialo w jego gaciach.Moze byc tez zupelnie
      odwrotna sytuacja ty mu sie az za bardzo podobasz i dlatego masz wladze nad
      sytuacjami´w ktorych inaczej on miewa te wladze a tego on sie boi jak ognia.W
      kazdym badz razie postaraj sie nie brac tego tak osobiscie facet ma wyraznie
      jakies emocjonalne problemy i nie wiadomo czego on wart.A moze przyzwyczajony
      do szybkich rantek rozbieranek....
      • limette23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 20.05.04, 13:05
        drogi witch- witch, coś mi się wydaje, że znalazles rozwiazanie. On mi
        opowiadał, że zawsze kobiety go rozbierają. Ja niestety nie zrobilam tego. Mimo
        ze spedzilismy ze sobą kilka godzin do piatej rano. Wiem, że mu sie podobam i
        to bardzo. Wyobraźcie sobie, że kobiety do niego wydzwaniały, ja mu z wa razy
        zasugerowałam wyjscie, on nie chciał, bo idzie na męskie picie, bo ma szkole,
        wiec powiedzialam koniec. Raz mielismy iść razem na basen i wyobrazcie sobie,
        chcial zabrać kumpla, w efekcie koncowym zostałam u niego w domu. Jedno co
        uczulałam, że nie interesuje mnie tylko przygoda. On w skupieniu słuchał i
        równiez mi przytakiwał.A może sam nie wie czego chce?
        • limette23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 20.05.04, 13:12

          Sam mi opowiadał ten człowiek, ja to ostatnio na imprezie jakas kobieta go
          chciał arozebrac.. Czy osoba bez kompleksów powiedziałaby coś takiego??? Chyba
          nie.... Wybijcie mi go z głowy,proszę!!!!!
          Fanta
        • j_ar Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 20.05.04, 13:15
          a moze jego po prostu interesuje juz ktos inny, bez zadnych dziwnych spekulacji
          na jego temat czy ma czy tez nie ma problemow, ot tak po prostu nie mysli juz o
          tobie bo inne dziewcze mu sie spodobalo?
          • limette23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 20.05.04, 13:39
            skoro tak powinien mi naswietlic to! a nie mamic, że chce sie jeszcze spotkac!
            czy mężczyźni to w 90 proc to tchórze? nie potrafią powiedziec? lepiej zamknąć
            buzie i sie ne odzywać? bo to najbezpieczniejsze. Mężczyzn poznaje sie po tym
            jak kończą a nie jak zaczynają.
            • j_ar Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 20.05.04, 13:58
              czy nie przesadzas? spotkal sie z toba, porozmawial, baknal, ze sie odezwie -
              to moze i sie odezwie za jakis czas, ale nie traktowal tego powaznie, czy ty
              zawsze traktujesz kazda relacje z taka powaga, ze to juz moze byc zwiazek?
    • limette23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 20.05.04, 20:46
      ogólnie to lubie stać na twardym gruncie. Jak nakreślamy sobie JESTEŚMY TYLKO
      TU BY SIE POBAWIĆ, rozumiem. Ale który facet tak powie? CHyba zaden, bo tak
      nie miałby żadnych przygód. Nie lubie gdy sie mnie robi w balona. Po prostu.
      Duma mi nie pozwala. Ja od siebie dużo wymagam wiec dlaczego nie wymagać od
      innych tego samego? Klasa, takt i wypelnianie obiecanych rzeczy. jesli nie ma
      ochoty facet coś robić - po prostu niech nie obiecuje. I lepiej mi i jemu
      bedzie sie żylo. A jeszcze chciał sie spotkac w tamten dzien mówił, że chce,
      rano z nowym rozumkiem pewnie stwierdził ZE TO BYLA NASTĘPNA GŁUPIA KURA, chyba
      jestem nadwrażliwcem
      • Gość: Bonnie Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.tpgi.com.au / *.tpgi.com.au 22.05.04, 02:49
        Rozumiem Ciebie dobrze, mnie rowniez spotkalo cos podobnego.
        Ostatnia nasza rozmowa byla cudowna i spotkanie rowniez. Uslyszalam jak bardzo
        teskni za mna , jak nie moze sie doczekac nastepnego spotkania, jak bardzo
        planuje nasza wspolna przyszlosc, ile to rzeczy chce zrobic wlasnie tylko dla
        mnie.....potem byl ten sam schemat. Dzwonil, umawial sie, potem w tym dniu
        dzwonil i odmawial spotkanie (najczesciej tuz przed umowiona godzina ), potem
        znowu tak samo...i tak przez kilka tygodni .
        Wymowka byla ciagle ta sama..."czuje sie przeziebiony". Oczywiscie nie
        przeszkadzalo mu to w normalnym funkcjonowaniu w zyciu codzinnym i spotkaniach
        towarzyskich.
        Nie rozumiem jednak, dlaczego powiedzenie w normalny sposob, ze juz nie chce
        sie spotykac, stanowi dla mezczyzn taki problem? Przeciez wiadomo, ze za kazdym
        razem nie planowalam sobie nic innego (bo mialam przeciez umowione spotkania
        z NIM) , wielokrotnie zmienialam wlasne plany naginajac sie do wyznaczonego
        przez niego terminu, a potem - godzina, dwie przed - dowiadywalam sie , ze
        czuje sie przeziebiony i mam czekac na nastepny jego telefon i ewentualne
        spotkanie.
        Co sie dzieje z facetami? Czy nie potrafia byc fair? Czy za kazdym razem musza
        pozostawiac po sobie ciagnacy sie smrod falszu, obludy, oszukanstwa, chamstwa i
        klamstwa?
        • limette23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 22.05.04, 17:05
          hej, wczoraj byłam na spotkaniu z jednym facetem, który powiedział mi coś
          wartościowego. mężczyźni mówiąc, że zadzwonią, skontaktują się chcą być mili.
          Jednak dla nas lepiej by postawili nas przez faktem dokonanym. Niestety oni
          tego nie rozumieją. Wiesz kiedy facet wyczuwa, że kobiecie aż nadtto zależy
          zaczyna zmieniać biegun. Wczoraj to usłyszałam. Facet to zdobywca, ukazując mu
          pełne oblicze koduje w swojej główce - może być moja, pora na zmiane. zLepiej
          być taką króliczą samicą kopiącą samca sprawdzając jaki ma silny kod
          genetyczny. Bonnie, po prostu najważniejsza jest gra pozorów. Nie można
          odkrywać siebie za bardzo. Facet lubi zagadkowość.
          • Gość: thais Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.04, 17:57
            myślę że zbyt zgeneralizowane... ale tak może też być
          • boska23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 22.05.04, 18:00
            Kurde! Ja jestem w takiej samej sytuacji jak ty... tak czytam Twój post i mysle
            sobie cholera to albo ten sam chłopak albo ten z którym ja mam do czynienia nie
            jest jedyny. chyba pożądnie zalazl mi za skóre. Wczoraj po raz trzeci byłam u
            niego w domu i tez było garąco tylko, że nie wyszlam :) a teraz obawiam sie, ze
            bedzie mi cieżko o nim nie mysleć, bo naprawde mi sie podoba a wiem że on nie
            chce narazie niczego "zaczynać". Kiedy powiedzialam mu, ze dziwnie sie czuje
            tak przytulając sie z nim i calujac bo w koncu jest tylko moim dobrym kolegą,
            (choc on traktuje mnie jak przyjaciołkę)powiedział mi żebym dała spokój
            przeciez jest nam milo i dlaczego mamy sobie odmawiac przyjemnosci. Mowi mi
            tez, ze wie że z nikim inny sie nie spotykam no i że on tez z nikim nie jest
            tak blisko jak ze mną... ale i tak mam metlik. dałam sie ponieść wczoraj i było
            naprawde milutko tylko teraz jakis taki strach... A może on tez ma na imie
            Krzysztof??
            • Gość: agaa Re: Droga limette23... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.04, 00:37
              Mialam ostatnio podobne dylematy. Spotkalam w ostatnim czasie dwoch takich
              facetow( tzn po dlugich zwiazkach). Jednak obie te sytuacje zakonczyly sie
              inaczej.
              Pare miesiecy temu poznalam faceta, ktory wlasnie rozstal sie z dziewczyna
              ktorą bardzo kochal. Bylo to rozstanie ostateczne( bo to tez jest wazne - moze
              w twoim przypadku trafilas na kogos kto ma jeszcze szanse na powrot do bylej
              dziewczyny). Facet ktorego poznalam od razu powiedzial mi ze nie chce sie
              wiazac i w ogole nie mysli o dziewczynach( potrzebuje przerwy etc). Okazalo sie
              jednak ze swietnie sie rozumiemy wiec zaczal zmieniac zdanie. Spotkalismy sie
              jeszcze raz, powiedzial ze zaiskrzylo ale potrzebuje czasu...i...nigdy sie juz
              nie odezwal. Ale spotykam go od czasu do czasu i wiem ze mu sie podobam( od
              znajomych) ale nie wie jak naprawic to ze sie nie odzywal.
              3 miesiące pozniej( gdy juz mialam dosc bezsensownego czekania na tel)
              spotkalam faceta, ktory tez byl po rozstaniu ale dluzszy czas ( czyli zdazyl
              odreagowac) ale ten znowu byl ze swoja kobieta zareczony( byli 4lata ze soba).
              Najpierw bylismy tylko w stosunkach kumpelskich i gdy mialam nadzieje na cos
              wiecej to powiedzial ze nigdy sie ze mna nie umówi. Ja zalamana zaczelam
              przyzwyczajac sie domysli ze musze go sobie odpuscic. Ku mojemu zdziwieniu
              nastepnego dnia powiedzial ze to byla glupota z jego strony i tak bardzo mu sie
              podobam ze sie przestraszyl i dlatego mi powiedzial ze sie ze mna nie umowi(
              troche upraszczam teraz całą historię).
              Pointa jest taka ze nigdy nie wiadomo. Moze facet chce ale sie boi, moze jescze
              nie wszystko zakonczyl z tamta kobieta, moze wypalil sie emocjonalnie. Moim
              zdaniem jednak jesli powie ze potrzebuje czasu to odpusc sobie, bo ty bedziesz
              czekala a on w tym czasie znajdzie inna.
              Może liczyl na seks ale jesli kobiety same mu sie pchają w ramiona to powinnas
              go raczej zaintrygowac i powinien chciec sie spotykac. Nie wierze jednak w
              teorie o "gonieniu króliczka"- bo tak moze byc do czsu, jesli facetowi zalezy
              na stalym zwiazku i w ogole na milosci i jest dojrzaly to nie bawi sie dlugo w
              takie gierki.
              Mam nadzieje ze ktos dotrwal do konca moich wypocin. Dodam jeszcze ze ten drugi
              facet o ktorym pisalam nadal jest moim facetem i jest nam razem cudownie,
              chociaz poczatek byl sredni.
              Sory jesli odbieglam troche od tematu. Pozdrawiam ciepło.
            • limette23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 24.05.04, 13:39

            • limette23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 24.05.04, 13:41
              nie, nie. Tamten ma inaczej na imię i jest stomatologiem, który jak się
              dowiedziałam lubi grać w takie gierki. A my kobiety nie jesteśmy workami
              treningowymi by na ans cwiczyc ich wartość, prawda?
              • Gość: Annusia Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.04, 14:03
                a powiedz jak ma imie ten stomatolog, bo tez znam takiego..ma 27 lat i rwie co
                druga pacjentke
                • Gość: Annusia Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.04, 14:07
                  Właśnie!Kiedyś jeden starał się rwać mojego zęba poprzez pochwę.Taka świnia.
                • Gość: limette23 Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.crowley.pl 29.05.04, 17:03
                  Mqciej ma na imie.
    • j_ar Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 24.05.04, 13:45
      a moze chca was, tylko, ze nie koniecznie od razu chca budowac z wami zwiazek?
      • Gość: Annusia. Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.04, 14:11
        Dodam że jak rwał mi zęby,wkładał dloń w pochwę i tłumaczył że nie może namacać
        zębów.Straszne.
        • j_ar Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? 24.05.04, 14:38
          wg mnie ten lekarz to jakies nowoczesne metody wyrywania zebow rodem z
          afrykanskiego buszu stosowal (podobno bardzo precyzyjne zabiegi, tak pisali w
          wucecie)
    • Gość: robson Re: Dlaczego faceci, których chcemy nie chcą nas? IP: *.crowley.pl 24.05.04, 15:16
      (po przeczytaniu dyskusji wyżej)

      Ten facet się zachowuje jak większość kobiet.
      Wkurza cię to?
      Słusznie...

      R.
    • przypadkowo Chodzi o to, żeby gonić króliczka a nie go złapać 24.05.04, 15:33
      • abranight TYPOWE....... 25.05.04, 13:55
        .......szczeniackie zachowanie tchórza!!!!!!!!!!

        UCIEKAJ JUŻ JEŚLI MASZ SIŁĘ, BO PÓŹNIEJ BĘDZIE cI TRUDNIEJ!!!!!!!
        • limette23 Re: TYPOWE....... 02.06.04, 21:46
          Racja co piszesz!!!!!!!
          • abranight Re: TYPOWE....... 15.06.04, 12:55

            Wiem! Niestety!!!

            ---
            malibu polecam
      • kvinna bingo! 15.06.04, 13:20
        Przyciąganie-odpychanie-...-...

        :)

Inne wątki na temat:
Pełna wersja