Gość: Vivien Re: co zrobić z tą miłością IP: *.aster.pl / *.aster.pl 30.05.04, 22:02 Przeszlam przez to poniekąd , bo stojąc obok. Obok mojej przyjaciólki. Jej nie wyszlo, ale może zdarza się też tego odwrotność??? Who knows... Odpowiedz Link Zgłoś
puszysta_inaczej Re: co zrobić z tą miłością 30.05.04, 22:54 uciekaj póki czas... jesli nie chcesz później leczyć długotrwałej depresji i tracić pieniędzy na psychoterapeutów.... bardzo dobrze Ciebie rozumiem, lepiej niż Ci się wydaje... myslałam tak samo jak Ty, ale to się nie uda.... i tak mi nie uwierzysz, i tak zrobisz swoje.... wiem... więc po co ja to piszę... rację ma seksuolog i baton, jesteśmy kobietami tego rodzaju.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baton Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.04, 14:19 Cos się nasza kochanka przestała odzywać.Zapewne rozważa wszystkie za i przeciw.A może doszło juz do poważnej rozmowy i facet postawiony pod ścianą , przyparty do muru, podjął konkretną decyzję. Miejmy nadzieję, że dalszy ciąg nastąpi. Odpowiedz Link Zgłoś
ksiegowymafii Re: co zrobić z tą miłością 31.05.04, 15:20 a ja mysle,ze nie chce pisac z pracy. Poza tym ...bedac zonatym pokochalem mezatke bedaca w trakcie rozwodu...minelo kilka lat..przeprowadzilem sie do jej miasta.Sam juz piec latek po rozwodzie.Nadal ja kocham,i zrobilem wiele bysmy mogli ulozyc przyszlosc.chyba mnie znienawidzila i tylko szkoda i zal serce sciska gdy przejezdzam obok jej domu:/.Moze jeszcze sprobuje odkryc swoja Kobiee Zycia ale po dwu latach to nielatwo bedzie odezwac sie a wczesniej jeszcze trzeba wysondowac czy i jak ulozyla sobie zycie,bo jesli jest szczesliwa to nie wleze w jej zycie w swoich buciorach:/ P OZDRAWIAM Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kochanka Re: co zrobić z tą miłością IP: *.adm.uj.edu.pl 31.05.04, 17:57 Ho ho, jak się dopominają ciągu dalszego :-) Nic się szczególnego dotąd nie wydarzyło. O pracę się nie martwcie, mam nienormowaną i przenośną, wszystko pod kontrolą, nie łamię żadnych zasad. Przynajmniej w tym względzie. Czytam uważnie wszystkie komentarze, niektóre trafiają w sedno moich własnych rozterek, inne mnie wprawiają w zdumienie. Chyba nigdy dotąd nie usłyszałam, że mam problemy z poczuciem własnej wartości i że łatwo ulegam manipulacjom. Wiecie... to naprawdę nie jest tak. W ogóle też nie trafione są przypuszczenia, że uważam ten związek za ostatnią deskę ratunku, jeśli chodzi o pomysły na własne życie, załatwienie jakichś swoich spraw - że mnie nikt nie zechce, czy jakie tam jeszcze moga być zagrożenia. To nie tak. Nie popełnię też samobójstwa, jeśli on powie, że nie widzi dla nas innej drogi, niż to, co teraz jest. Nie wpadnę w alkoholizm, nie wyląduję u psychoanalityka. Więc o co chodzi? O miłość, po prostu. Nikogo takiego dotąd nie spotkałam, nie czułam aż takiego przyciągania, takiej magii. Mam wrażenie, że to zdarza się raz w życiu. Choćbyś miał/a niebotyczne IQ, dwa doktoraty, pewność siebie i poczucie własnej wartości przewyższające Mount Everest - to jak się zakochasz... stajesz się w pewnym sensie wariatem. Ktoś mi kiedyś powiedział, że dla miłości byłby gotów spalić cały świat. Czuliście kiedyś coś takiego? Mimo wszystko wiem, widzę, czuję, że mi to bujanie w obłokach nie zrekompensuje kretyńskiego uczucia wiążącego się z tym, że jestem częścią trójkąta. I to w dodatku tą mroczną częścią. Dlatego jeśli on będzie chciał utrzymać tę konfigurację, ja odejdę. I wiedząc, że jest albo-albo, wiedząc, że jego "nie" przesądzi o wszyskim, że będzie równoznaczne z włożeniem wszyskiego co czuję do kufra i wyrzuceniem klucza - myślę, waham się, rozważam możliwe scenariusze. Coś mi się dziwnego stało, że robię to tak publicznie. Jak czytam, że mam to sobie uczucie wsadzić "w d..." itp. to się pukam w głowę i myślę, że sama przesadziłam to teraz mam. No ale będę już konsekwentna i wezmę udział w tym publicznym case study do końca. Pozdrawiam, kochanka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Hanka Re: co zrobić z tą miłością IP: *.zetosa.com.pl 31.05.04, 23:32 Nie byłam kochanką i na ile doświadczenie mi podpowiada nigdy bym nie mogła nią być. Historia klasyczna: miałam męża, mąż po 8 latach miał kochankę. przeżyłam koszmar, moje dzieci straciły dom, tatę. Zachłysnął się wolnością i nowym związkiem. Ja trochę czekałam, trochę próbowałam. Nic to nie zmieniło. Nikomu nie życzę by swojemu dziecku tłumaczył dlaczego tatuś nie przyszedł na urodziny. Facet bawił się 3 lata, w tym czasie ani raz nie zadzwonił. A one czekały. Teraz gdy jest chory chce wracać. Kochanka odeszła w niebyt. Moja miłość do niego zresztą tez! od pewnego czasu powolutku układam nowy związek. W pewnym wieku trudno spotkać kawalera, ale skoro miał podobną sytuację do mojej najważniejsze było jak mówi o swojej byłej, jaki ma kontakt! z dziećmi. Bo to co facet/kobieta mówi o byłym partnerze może kiedyś i nas spotkać. PO tym co ja przeżyłam, a zwłaszcza moje dzieci nie umiem rozgrzeszyć żadnej kochanki. Czy człowiek, który odchodzi mając dzieci i dom (bez walki o związek!) może być dobry? Można się rozchodzić, ale jeśli się ma przekonanie, ze zrobiło się wszystko by ratować związek. Skoro Twój facet twierdzi, że źle mu z żoną to niech zajmie się swoim związkiem! Jeśli nic z tego nie wyjdzie, odnajdziecie się na nowo. Budowanie miłości na zgliszczach i cierpieniu innych nie może być dobrą perspektywą. Rozsądku i nieco empatii życzę, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wiktoria Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.04, 23:50 >Chyba nigdy dotąd nie usłyszałam, że > > mam problemy z poczuciem własnej wartości i że łatwo ulegam manipulacjom. Ja też tego nigdy nie słyszałam i tak o sobie bym nie pomyslała wtedy, ale dziś patrzę inaczej, z perspektywy, i widzę że coś w tym jest. >Nie wpadnę w alkoholizm, nie wyląduję u psychoanalityka. Teraz tego jeszcze nie możesz wiedzieć. > Więc o co chodzi? O miłość, po prostu. Nikogo takiego dotąd nie spotkałam, nie > czułam aż takiego przyciągania, takiej magii. Mam wrażenie, że to zdarza się > raz w życiu. Tak samo mówiłam, i w to wierzyłam. Zrobisz jak zechcesz, to Twoje życie, Twój wybór, mimo rozsterek, nie będziesz umiała go opuśić.... myslę, że będziesz do końca z nim tak długo jak on będzie chciał. Kiedyś wspomniałaś że on niewiele mówi..., to nie jest dobry znak, zaręczam. Odpowiedz Link Zgłoś
cognis raz jeszcze widze, kochanko 01.06.04, 00:04 ze nie idziesz do celu po trupach. chcesz kochac i tyle. co bedzie, sama nie wiesz. sam wielokrotnie tu pisalem i pisze, ze dla tych, ktorzy juz maja rodziny i dzieci najwazniejsze jest zapewnienie im przyszlosci. I widze, ze Ty to rozumiesz. Ale, jednoczesnie, nie zgadzam sie z tymi, ktorzy uwazaja, ze nalezy ZGASIC MILOSC dla "wyzszych celow". MILOSC jest wartoscia sama sobie. i gasic jej nie powinno sie. nawet, gdy ona sama musi sie liczyc z realiami otoczenia i Swiata. Odpowiedz Link Zgłoś
inteligencja77 Re: co zrobić z tą miłością 01.06.04, 16:50 Dylemat stary jak świat. W ogóle Ci się nie dziwię Kochanko, tak w życiu też bywa, nawet dość często. Chyba wszystkie zadawałyśmy sobie już kiedyś pytanie czy TE OCZY mogą kłamać... To o paleniu świata z miłości... cholera, chyba rozmawiałyśmy z tą samą osobą! A wydawało mi się to takie oryginalne! Na mnie też zrobiło ogromne wrażenie, które teraz jakby uwiędło nieco, haha. W ogóle to my się chyba znamy :-) Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
komandos57 [...] 31.05.04, 15:21 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: przekorna Re: co zrobić z tą miłością IP: *.noname.net.icm.edu.pl 01.06.04, 15:05 Ale może też być inaczej - ona ma męża (już go od dawna nie kocha), on ma żonę (do ktorej jest przywiazany-dodam, ze emocjonalnie-nie dosłownie). Coś miedzy nimi jest (lub było-to sie dopiero wyjasni)-coś iskrzy, jest jakieś przyciaganie, chyba bardziej fizyczne niz psychiczne. I co? Dochodzi do intymnego spotkania, po którym ona chce wiecej, a on sie wycofuje. Ona chce to kontynuowac nie zmieniajac układu - rola kochanki b. jej odpowiada. Nie chce niczego zmieniac. Ma mu o tym powiedziec? Aha - jest jeden feler - on, zanim do czegos doszlo, powiedzial zonie, ze sie zakochał. Po co to zrobił/ Moze dlatego teraz boi sie kontynuowac zwiazek- bedzie stale obserwowany. Może juz jest? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jotek Re: co zrobić z tą miłością IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.04, 01:04 Najgorsze, że wiele osób mówi o zauroczeniu jak o miłóści. Miłość jest wtedy jak po wielu latach ludziom jest ze sobą nadal dobrze. Spoglądając w przeszłość uważają, że to był dobry pomysł związać się z daną osobą i uważają, że tak będzie dalej. Są szczęśliwi. A to? Fatalne zauroczenie... Idealizowanie, gwiazdy itd. Tak rozumieją miłość dzieci. Po prostu niewiele ludzi potrafi KOCHAĆ! I wymyślają rozmaite definicje miłości... To jest miłość? Faza zakochania ale nie żadna miłość... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: D Re: co zrobić z tą miłością IP: 195.85.249.* 02.06.04, 16:09 No dobrze, byłam w takiej sytuacji,niestety, ale muszę Cię zmartwić. To wszystko tak ładnie wygląda, ale tylko z Twojej strony. Będzie Cię kochał, wielbił - i to szczerze, ale tylko do momentu konieczności podjęcia decyzji, potem też pewnie będzie mówił, że w jego uczuciach też nic się nie zmieniło. Ale od żony nie odejdzie. Wiem, że łatwo mówić, ale zrezygnuj z niego. Albo poczekaj, po paru latach takiego życia będziesz już tak zła, że bez problemu i żalu zrobisz to w 5 minut. Tylko czy nie szkoda tych paru lat życia? Odpowiedz Link Zgłoś
amea1 Re: co zrobić z tą miłością 03.06.04, 10:02 "Nie mieliśmy prawa się spotkać spotkaliśmy się więc poza prawem Niebo spływało rzekami na ziemię" * * * Krystyna Kwiatkowska Odpowiedz Link Zgłoś
11anna11 Re: co zrobić z tą miłością 03.06.04, 13:41 "Życie nie jest ani lepsze, ani gorsze niż poezja czy film. Jest po prostu INNE". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Malutka Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.04, 11:31 Do kochanki i do wszystkich ktore sie znalazly w takiej sytuacji. Gdybym mogla to na temat mojej histori powstala by calkiem dobra ksiazka,ale nie chce sie teraz rozpisywac.Byc moze moja sytuacja jest inna gdyz i ja i on jestesmy oboje w zwiazkach,ja jestem mezatka juz kilkanascie lat,on troche mniej odemnie.Uwierzcie ze nigdy nie przypuszczalam ze mnie cos takiego spotka,bylam kobieta ktora na zdrade patrzyla jak na cos najgorszego,najchetniej tepila bym takich ludzi ktorzy sie do niej posuwaja.Czytajac listy ludzi ktorzy tego nie przezyli, ktorzy w sposob wulgarny wyrazaja sie o kochankach,moralizuja i wydaje im sie ze sa najmardzejsi i maja prawo oceniac zycie innych ,czuje ze kiedys chyba bym w podobny sposob myslala.Zycie niesie ze soba tysiace niespodzianek i szybciej spodziewalabym sie cegly na glowie niz tego ze poznam faceta swojego zycia. Tak na marginesie moje malzenstwo juz dawno sie wypalilo,wiec nie bylo problemow, z jego strony bylo i jest podobnie. Jak kazda doswiadczona zyciowo kobieta pojawienie sie mezczyzny w moim zyciu nie oznaczala zaraz zdrady, raczej nawiazania milej znajomosci i utrzymywania kontaktow.Stalo sie inaczej,cos miedzy nami zaiskrzylo,zdawalismy sobie sprawe ze do niczego nie moze dojsc.Sila uczuc jest tak duza ze nie mozna jej opanowac, rozsadek znika calkowicie.Wazne bylo to ze chcielismy sie poznawac, rozmawialismy ze soba codziennie, staralismy jak najczesciej sie ze soba spotykac.Seks nie byl najwazniejszy, wazne bylo to zeby byc ze soba chociaz przez krotka chwilke.Po wielu miesiacach urodzilo sie wielkie uczucie,mielismy za soba zauroczenie i fascynacje,co tu duzo pisac to byla i jest milosc.Oczywiscie ze byly momenty kiedy mialam watpliwosci (mam je nadal)ale one byly spowodowane tym ze zyjemy oddzielnie,ze nie wystarcza mi i jemu taka sytuacja,chcialoby sie wiecej ale niestety sa rzeczy ktorych nie jestesmy w stanie przekreslic.Nie chcemy nikogo krzywdzic, ale niestety krzywdzimy siebie,jest nam trudno tak byc i nie byc. Wszystko to bylo do tej pory wspaniale,niestety ostatnio mialam same niespodzianki i to bardziej przykre z jego strony.Poczulam ze oddala sie odemnie,mniejszy kontakt ze soba, mniej spotkan,czasem telefon nie dzwonil przez 2-3 tygodnie.Ja milczalam, nie chcialam pierwsza sie odzywac moze to blad, ale uwazam ze dobrze na tym wyszlam.Dalam mu czas do przemyslen.To on pierwszy wyciagnal reke,a ja pierwsza przeprowadzilam powazna rozmowe.Wszystko jakby wrocilo do normy, ale to juz nie to samo co bylo.Poprostu wpadlismy w rutyne i przyzwyczajenie,ale ja nie umiem sobie z tym poradzic. Przychodzily mi rozne mysli nawet zerwanie,wiem ze to zwiazek bez przyszlosci (ale nigdy nic nie wiadomo),nie mamy szans byc razem bo zbyt wiele jest przeszkod (przeszkody mozna pokonac jesli sie tego pragnie), ale jest cos pieknego- to sa chwile ktore razem przezylismy. Jestem zakochana,niedlugo bedzie 2 lata jak jestesmy razem,ale caly czas mam jedna mysl,co dalej? mozemy tak zyc przez nastepne lata,kochac sie,tesknic,myslec o sobie i niestety cierpiec.Milosc jest piekna,kochac i byc kochana to najcudowniejsza rzecz,ale w takiej sytuacji jak jestem ja i inne kobiety to jest trudna milosc uslana kamieniami i kolcami,trzeba miec w sobie wiele wiary, nadziei, zaufania do partnera. Zawsze jakos musi byc,nie moze byc pustki. POzdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mika wypalanie zwiazkow??? IP: *.crowley.pl 03.06.04, 12:43 Tak na marginesie moje malzenstwo juz dawno sie wypalilo,wiec nie bylo > problemow, z jego strony bylo i jest podobnie. No wlaśnie - wypaliło się?? Ludzie? Co to za termin? Co to za usprawiedliwienie? To już wyjaśnia wszystko? MKochanka kochanki? Malutką? Gdzie byliscie, jak się wypalało, zaczęło nudzić, cokolwiek? Gdzie odpowiedzialność. Tak najprościej: "wypala się", "miłośc ogarnia" "uczucie spada nagle". To nic,że za tym stoi krzywda, niemoralność, wygodnictwo, rywalizacja, cokolwiek tam wrzucicie plus piękny opis osobowości "kochanek". Ludzie? Gdzie jesteście, co Wy robicie z Waszym zyciem, gdzie Wasza osobista odpowiedzialność i stanowienie o sobie i innych. O tych rodzinach, które okradacie z czasu i uwagi "na rzecz tych drugich", gdzie odpowiedzialnośc, gdy wyrywacie godziny mężowi czy żonie kogoś innego? Uprawiacie z nimi seks i czekacie,aż z tego powodu zechcą zrujnować zycie dzieciom? Co dostaniecie w zamian? Faceta/ kobietę, która umie oszukwiać? NIe jestem ortodoksyjna religijnie, ale im dłużej zyję tym większąmądrość - tę społeczną widzę w przykazaniach. Krzywdzicie siebie i innych. Brakiem odpowiedzialności właśnie. I tyle. M Odpowiedz Link Zgłoś
inteligencja77 Re: wypalanie zwiazkow??? 03.06.04, 16:27 > Gdzie byliscie, jak się wypalało, zaczęło nudzić, cokolwiek? Gdzie > odpowiedzialność. Tak najprościej: "wypala się", "miłośc ogarnia" "uczucie > spada nagle". To nic,że za tym stoi krzywda, niemoralność, wygodnictwo, > rywalizacja, cokolwiek tam wrzucicie plus piękny opis osobowości "kochanek". Rozumowanie niby prawidłowe. Człowiek jest odpowiedzialny za własne czyny. Jedno małe ale: imperatywy moralne kiepsko sprawdzają się w sferze UCZUĆ. Możesz sobie postanowić, że coś będziesz, a czegoś nie będziesz ROBIĆ. Ale spróbuj sobie kazać coś CZUĆ. Albo czegoś nie czuć. Wypalanie się związków jest faktem. Choć trudno w to uwierzyć, gdy się żyje w szczęśliwym małżeństwie, albo - jeszcze trudniej - narzeczeństwie. Oczywiście co się z tym ROBI to już inna bajka. Ja jestem za rozstaniem - bez udziału pocieszycieli. Ale do tego trzeba więcej odwagi. Odpowiedz Link Zgłoś
if13 Re: co zrobić z tą miłością 03.06.04, 15:23 Malutka bardzo proszę podaj adres na prv, chciałabym napisać do Ciebie. if13 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Malutka Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.04, 17:21 Prosze bardzo podaje adres stolicawaw@gazeta.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zlosliwa Re: co zrobić z tą miłością IP: 151.8.104.* 03.06.04, 19:02 > Wszystko jakby wrocilo do normy, ale to juz nie to samo co bylo.Poprostu wpadlismy w > rutyne i przyzwyczajenie,ale ja nie umiem sobie z tym poradzic. i na tym wlasnie polega "wypalenie". i tak bedzie z kazdym facetem, z kazdym zwiazkiem, ktory trwa dluzej niz dwa lata, bo albo sie potrafi zakochanie przekuc w cos wiecej albo zakochanie mija i zostaje pustka i "wypalenie" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jotek Re: co zrobić z tą miłością IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 04.06.04, 03:03 Dokładnie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mysz34 Re: co zrobić z tą miłością IP: *.com.pl / 213.186.71.* 03.06.04, 14:04 A jak wygląda druga strona medalu? żona domyśla się, że mąż ją zdradza. Próbuje rozmawiać. Ale mąż zaprzecza. Mówi, że tylko ją kocha i nie ma nikogo innego. żona dalej twierdzi, że jest ta trzecia. Prosi o uczciwość. Nie będzie walczyć na siłę. Zakochałeś się mężu to odejdź. Ale on nie chce a żona wymśla gupoty. I pomyśleć, że potem u kochanki mówi, że nie może odejść od żony. Te zdradzane żony wychodzą na uparte wiedźmy. A tak nie jest. Zazwyczaj tkwią w tych chorych związkach bo mąż nie umie podjąć decyzji, oszukuje żonę i kochankę, przy okazji dzieci jeżeli są. No i oczywiście siebie. Dlatego żal mi tych mężów. Sama tkwię w takim związku i nie umię podjąć żadnej decyzji. Np. dzisiaj, przyesyła e-mailem że kocha itp, przyjeżdża do pracy urywamy się na śniadanko, ale wieczorem to on pilnie musi wyjechać. jeżeli powiem kochanie dokąd jedziesz przecież nie do pracy, to on żebym przestała się wygłupiać i skończyła ten temat. I tak tkiwę, bo dzieci, bo jest mi potrzebny, bo go kocham. A może na mojej ulicy także zaświeci słońce? Odpowiedz Link Zgłoś
paspartu1 Re: co zrobić z tą miłością 03.06.04, 14:16 >:I tak tkiwę, bo dzieci, bo jest mi potrzebny, bo go kocham. A może na > mojej ulicy także zaświeci słońce? ech, i tak tkwisz... przykre, niestety czeste, niestety przyzwolenie na zdrade... i nie postawisz sprawy na ostrzu noza bo wygodniej, on tym bardziej nie bo jemu tez wygodnie... tylko, ze po latach mozesz zostac zupelnie sama a on odejdzie do innej, a ty zostaniesz z poczuciem zmarnowanego zycia... ale moze tak sie nie stanie-moze sobie poszalaeje i wroci na stare lata do nudnego ale pewnego wiktu i opierunku u ciebie... ? tylko czy jestes pewna ze tak chcesz zyc ? a ta druga ? ona teraz moze mysli wlasnie to:">:I tak tkiwę, bo Jego dzieci, bo jest mi potrzebny, bo go kocham. A może na mojej ulicy także zaświeci słońce?" ........ dlaczego sie tak podle oszukujemy wszyscy ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mysz34 Re: co zrobić z tą miłością IP: *.com.pl / 213.186.71.* 03.06.04, 14:30 Postawić sprawę na ostrzu noża to upierać się przy swoim bez konkretnych dowodów. To krzyki i dyskomfort dla dzieci. Mogę napisać, że gdyby nie dzieci to bym odeszła. Ale czy tak by było? Odpowiedz Link Zgłoś
paspartu1 Re: co zrobić z tą miłością 03.06.04, 14:48 Gość portalu: mysz34 napisał(a): > Postawić sprawę na ostrzu noża to upierać się przy swoim bez konkretnych > dowodów. To krzyki i dyskomfort dla dzieci. ? dlaczego krzyki ? wiekszy skutek daje rozmowa, powazna,az do bolu, w 4oczy. nie "ty mnie na pewno zdradzasz" a raczej "co zrobimy z naszym zwiazkiem bo przestaje ci ufac z powodu...., albo sie oboje staramy albo..." ...teoretyzuje oczywiscie ale dosc sie napatrzylam malzenstw w ktorych zona wie ze maz ja zdradza lub pozwala mu nie szanowac jej, a udaje ze wszystko jest ok dla zachowania wygodnego statusu malzonki, a potem zgorzknienie i duzo lez... moze u Ciebie wcale tak nie jest, ale porozmawiajcie ze soba... masz prawo wiedziec gdzie sie wloczy wieczorami. > Mogę napisać, że gdyby nie dzieci > to bym odeszła. Ale czy tak by było? ......wlasnie ? nie zostawaj w malzenstwie "dla dzieci" ... to jego wymowka przeciez... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Malutka Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.04, 17:17 Wszyscy umiemy pisac piekne slowa jak rowniez je mowic, ale nalezy zrozumiec drugiego czlowieka.Napisalam ze moje malzenstwo sie wypalilo,ale nie zgaslo ot tak z dnia na dzien,bardzo sie staralam utrzymac zwiazek, staralam sie zeby bylo pieknie i rodzinnie,ale nie moglam tego robic w nieskonczonosc,za mna zostaly tylko wspomnienia.Jeszcze przed rozpoczeciem mojego romansu wiedzialam ze nie kocham swojego meza i ze juz go nie pokocham taka miloscia jak kiedys kikanascie lat temu.Czy ktos mnie zmusi do tego zeby z wlasnym mezem zyc, udawac wspaniala zone, udawac kochajaca zone, grac role przed nim i przed wszystkimi ludzmi.Gdy mnie sie zapyta czy go kocham to bez zastanowienia powiedziec "Tak" sklamac mu w zywe oczy, dawac mu nadzieje na szczescie i milosc.Przeciez to okropna rzecz,malzenstwa tez sie koncza,tez znika uczucie zostaje przyzwyczajenie, wygodnictwo, wspolny majatek i najwazniejsze dzieci.A jak nauczyc dzieci milosci i szacunku kiedy w domu widza dwoje sobie obojetnych ludzi? Moze lepiej zaczac zycie od nowa , dac sobie jeszcze jedna szanse na odrobine szczescia,udowodnic sobie ze umiemy byc samodzielne i odwazne, dotyczy to sie zarowno kobiet i mezczyzn,wiem jedno ludzie boja sie zmian, boja sie cos zaczynac od poczatku, ale sa przypadki ze te nowe zycie jest piekniejsze. Moj romans nie jest zwykla zabawa, to uczucie, ktore polaczylo dwojga doroslych ludzi.Moze sie rownie szybko skonczyc tak jak szybko sie zaczelo, ale nalezy wierzyc ze sczescie nas nie opusci.Chociaz boje sie ze jak sie skonczy to bede bardzo cierpiec i napewno wylej morze lez.Chyba jestem zbyt wrazliwa zeby o tym pisac dalej. Pozdrawiam wszystkich Odpowiedz Link Zgłoś
enter123 Re: co zrobić z tą miłością 04.06.04, 09:18 Taka wrażliwa to Ty chyba nie jesteś, jesli wziąć pod uwagę, że zdradzasz, udajesz, kłamiesz w żywe oczy mężowi. Nie pochlebiaj sobie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: już-nie-kochanka Re: co zrobić z tą miłością IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 04.06.04, 09:36 więc dlaczego tego nie zrobisz? czemu nadla trwasz? w imię czego? majątku? dzieci, które patrzą na zakłamanych rodziców? a może to strach, że to tylko Ci się wydaje, że to miłość, może facet chce się zabawić? Dobrze wiem o czym mówie, bo sama postawiłam życie na jedną karte i jestem szczęśliwa, jestem ze wspaniałym, czułym i odpowiedzialnym mężczyzną. Moje i jego małżeństwo też nie wyszło, żyliśmy w próżni dopóki nie spotkaliśmy się przypadkiem i wiesz co zaczeliśmy od zera, bo on i ja zostawiliśmy wszystko. Moje dziecko jest szczęśliwe, mam więcej ciepliwości i w końcu wiem co to znaczy kochać i być kochaną, osiągnełam spokój i równowagę. Nie powiem mamy tysiące problemów ale radzimy sobie, układamy nasze puzzle dzień po dniu, a nasz dom jest cichą przystanią, gdzie oboje chętnie wracamy. I dziś wiem, że nasz los zależy od nas i naszych decyzji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magga Re: co zrobić z tą miłością IP: *.dwory.pl / *.dwory.pl 04.06.04, 09:57 Ja już dwa lata szarpię się z meżem i jego kochanką. Raz już odeszłam od męża ale po pewnym czasie on powiedział że skończł romans i po tym wróciłam. I teraz wyglada na to że to jednak trwa. Chce odejść - skoro się zakochał w innej. Błaga mnie żebym została. Tamtej ciągle daje nadzieję. I wiecie co? Ja już się poddałam. Czekam na jego decyzję. W końcu to on powinnien rozwiązać sprawę. Niechce mi się rozwodzic ani odchodzić. Dlaczego mam jemu i jej ułatwiać sprawę?? Mnie mówi że mnie kocha, jej pewno też. Tylko że moja miłośc do niego już jest głęboko zakopana. Już nie patrzę na niego jak na najukochańszego męza. Zniszzył dużo z tej miłości przez to że to ciągnie. Wkurzam sie tylko bo jestem emocjonalni Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mysz34 Re: co zrobić z tą miłością IP: *.com.pl / 213.186.71.* 04.06.04, 13:28 ja zorientowałam się trzy miesiące temu. Cały czas słyszę teraz że to skończone, że nic nie było, że mam obsesję, że on kocha tylko mnie. Poniżyłam sią do tego stopnia że do niej zadzwoniłam, tylko po to żeby przekonać sią jaki z niego kłamca. I przeknałam się. Już nic nie uratuje tego małżeństwa, anidzieci ani jego obietnicy. Zniszczył mnie, już nigdy mu nie zaufam, a nie mam zamiaru spędzić reszty życia na sprawdzaniu i zastanawianiu się co on robie. Nie jest tego wart. Brzydzę się nim. zadufany dupek. Koniec. Powiedziałam mu, że skoro nie umie się wyprowadziń to niech przynajmniejsie do mnie nie odzywa i nie śpi ze mną. jak sobie pomyślę o tych wszystkich zakłamanych facetach którzy okłamują i żony i kochanki (tak, tak) to mi się niedorze robi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magga Re: co zrobić z tą miłością IP: *.dwory.pl / *.dwory.pl 04.06.04, 14:46 a co ciekawsze...kochanka mojego męża wzieła sobie przyjaciółkę jako "adwokata" i teraz ta przyjacółka molestuje mojego o to by się ze mna rozstał bo tamta jest już na skraju wytrzymałości przychicznej.... Czasem jak na to potrze z boku to sobie myslę ...niezły cyrk...szkoda tylko ze w nim występuję Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mika Re: co zrobić z tą miłością IP: *.crowley.pl 04.06.04, 16:22 Współczyję Magga i Iwona34.. Moja przyjaciółka przechodziła przez to samo. Jak poznałam przypadkiem "tę drugą", czyli kochankę męża mojej przyjaciółki, to mi ręce opadły - to był francowaty, bezwzględny babon, chcacy robić za rzewną leliję, miłości swej ofiarę. Dramat i oszustwo w jednym. Trzymajcie się dziewczyny i im szybciej skończycie ze swoimi mężami, tym szybciej później odżyjecie. Mika Odpowiedz Link Zgłoś
druga2 Re: co zrobić z tą miłością 06.06.04, 23:18 Do kochanki: Nie śpiesz się z rozmową. Jeżeli ona cokolwiek teraz zmieni to raczej na gorsze. Nie przypuszczam, żebyś usłyszała to co chcesz usłyszeć, choć być może w przyszłości tak właśnie będzie, czego Ci szczerze życzę. Kilka miesięcy to nie jest jeszcze na tyle długo, żeby stawiać ultimatum. Poczekaj jeszcze i ciesz się tym co jest, to nie zdarza się często. Przeczytałam wszystkie Twoje wypowiedzi i w zasadzie mogłabym się pod nimi podpisać...przedstawiają moje własne rozterki. Ja też nikogo takiego jak On dotąd nie spotkałam (jestem o kilkanaście lat starsza od Ciebie), nie czułam aż takiego przyciągania i magii. Taka pewność przychodzi raz w życiu, nie bardzo wierzę, że mogłoby to się powtórzyć z innym mężczyzną. I w tym cały problem. Te rady o szukaniu kogoś innego nie bardzo do mnie przemawiają. Piszesz: "Nie to, że zamierzam o niego z nią walczyć i go jej wydrzeć. Ale marzę o tym, żeby był ze mną, żeby sam tego chciał i sam tak postanowił" Oczywiście, bo tylko w takim przypadku możesz wygrać. A skoro tak to nic nie zyskasz stawiając mężczyznę pod ścianą i żądając deklaracji. A co zrobisz jeśli w takiej rozmowie On wybierze żonę? Reasumując - nie podejmuj rozmowy zanim nie będziesz wiedziała co w takiej sytuacji zrobisz. Bo jeśli i tak nadal z nim zostaniesz to po co Ci ta wiedza - żeby słyszeć wciąż w swojej głowie te słowa które padły, a których nigdy nie chciałabyś usłyszeć? Ja nie podejmowałam rozmowy, po prostu w którymś momencie zorientowałam się, że moja "rola" nie jest taka jak ja to sobie wyobrażałam. I zadałam o jedno pytanie za dużo. Oczywiście powinnam je kiedyś zadać ale spokojnie mogłam z tym jeszcze poczekać. I jeszcze jedna sprawa: nie pozwól sobie wmówić żadnego poczucia winy, bo pełno wszędzie dewotek i żon "cierpiących na nieustające bóle głowy" - które im nagle przechodzą kiedy na horyzoncie pojawi się kochanka. Nie ma w tym Twojej winy, że spotykasz Mężczyznę swojego życia i on jest już żonaty. Odpowiedz Link Zgłoś
kekate Re: co zrobić z tą miłością 07.06.04, 08:25 >Ja nie podejmowałam rozmowy, po prostu w którymś momencie zorientowałam się, że> moja "rola" nie jest taka jak ja to sobie wyobrażałam. I zadałam o jedno > pytanie za dużo. Oczywiście powinnam je kiedyś zadać ale spokojnie mogłam z tym zaczekac > -nie ludz sie, ze kiedykolwiek bys uslyszala to co chcesz uslyszec. jezeli po kilku miesiacach-roku on nie odpowie konkretniej i nie wyobraza sobie jakiejkolwiek twojej innej roli w przyszlosci niz kochanki z doskoku -to nigdy nie bedziesz miala na co liczyc, chyba ze zona sie dowie i go z domu wyrzuci wtedy skorzysta z twojej oferty mieszkaniowej :))))) nie chodzi o stawianie go pod sciane i zmuszanie do rozwodu, chodzi o szczera rozmowe co dalej. -autorka sie meczy w tym ukladzie, kocha ale marnuje z nim czas jesli chce miec meza ..dzieci.. drecza ja dylematy, bo kazde wyjscie wydaje sie zle i kazde grozi strata. -je sugeruje jednak rozmowe, a jesli to nic nie da -rozstanie , pomimo bolu... jezeli z jego strony jest to milosc to nie pozwoli ci odejsc, - Odpowiedz Link Zgłoś
druga2 Re: co zrobić z tą miłością 07.06.04, 14:09 > -nie ludz sie, ze kiedykolwiek bys uslyszala to co chcesz uslyszec. Nie łudzę się. Ale nie usłyszałabym tego czego nie chciałam usłyszeć a co słyszę teraz dzień w dzień w swojej głowie mimo iż upłynęło już kilka miesięcy. Nie byłam wtedy po prostu na taką prawdę gotowa. I wydaje mi się, że inicjatorka tej dyskusji też nie jest jeszcze gotowa na wysłuchanie "wyroku" Gdybym tego nie przeżyła moje rady byłyby zupełnie odmienne, być może byłabym nawet zdziwiona, że można mieć jakieś wątpliwości w podobnej sytuacji: oczywiście porozmawiać, zerwać i zachować godność... A po co jej ta godność będzie potrzebna jak potem będzie w samotności płakać (płakać - to bardzo delikatne określenie tego co nastąpi po) i nieustannnie rozmyślać czy to było to właściwe posunięcie czy nie. Oczywiście, rozmowa musi nastąpić, ale wydaje mi się, że niekoniecznie natychmiast. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: selma Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.04, 21:24 Pytasz- po co jej ta godność , jeśli będzie w samotności płakać... A tak naprawdę- czy teraz już nie płacze? Jeśli jeszcze nie, to może to się stać już niedługo.. Kochanka cierpi i szuka wyjścia z tej sytuacji właśnie po to by przestać cierpieć. Rozmowa pozwoli jej podjąć świadomą decyzję- tak jak to się stało w Twoim przypadku. Niestety, odwlekanie rozmowy nie uchroni ją od łez..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kochanka JUŻ WSZYSTKO WIEM IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 07.06.04, 21:39 >>jezeli z jego strony jest to milosc to nie pozwoli ci odejsc Właśnie że nie. Już wiem, że to z jego strony NIE miłość, bo właśnie mi NIE pozwala odejść... Chce, żebym trwała w tym związku na warunkach takich, jakie są. A ja tego nie chcę i wytłumaczyłam mu, że nie umiem tak. On powiedział, że nie umie inaczej... I gdyby mnie naprawdę kochał, rozumiałby co mi teraz robi każdym tym tęskniącym sms-em. :-( Pozdrawiam wszystkich dyskutantów i idę jakoś żyć dalej. Żegnam się. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lou Re: JUŻ WSZYSTKO WIEM IP: *.net-serwis.pl 07.06.04, 22:46 zgadza sie, on kocha jedynie SIEBIE Odpowiedz Link Zgłoś
kekate Re: JUŻ WSZYSTKO WIEM 08.06.04, 13:45 Gość portalu: kochanka napisał(a): > >>jezeli z jego strony jest to milosc to nie pozwoli ci odejsc > > Właśnie że nie. Już wiem, że to z jego strony NIE miłość, bo właśnie mi NIE > pozwala odejść... "Nie pozwoli odejść" -uzyłam w znaczeniu, ze zawalczy o Ciebie i przede wszystkim Ciebie, i odejdzie od zony zeby Ciebie nie stracic. > Chce, żebym trwała w tym związku na warunkach takich, jakie > są. A ja tego nie chcę i wytłumaczyłam mu, że nie umiem tak. On powiedział, że > nie umie inaczej... Wiec masz jasna sprawe. I tak by bolalo- lepiej teraz niz po poswieconych mu kolejnych latach... > I gdyby mnie naprawdę kochał, rozumiałby co mi teraz robi każdym tym >tęskniącym> sms-em.> :-( Pozdrawiam wszystkich dyskutantów i idę jakoś żyć >dalej. Żegnam się. Skasuj numery tel, maila, odpisz ze koniec. Nie podtrzymuj kontaktu bo zostaniesz/wrocisz na jego warunkach ktore przeciez nie sa dla Ciebie do przyjęcia. Za pare miesiecy staniesz na nogi :( . Powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Agnieszka Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.04, 18:53 ...ja odeszłam... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewcia Re: co zrobić z tą miłością IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 08.06.04, 00:01 Nie wiem, czy do konca Cie rozumiem, ale daleka jestem od potepienia. Jestemy w podobnej sytuacji, tyle ze moj mezczyzna mowi wprost od samego poczatku, ze chce sie ze mna ożenic zaraz po rozwodzie. Problem jest we mnie, bo budza sie wyrzuty sumienia, ze dla mnie zostawia dziecko..itp.Ale tu nie chodzi o mnie, tylko o Ciebie. Nie wiem, jak długo trwa wasz związek. Zadaj sobie pytanie, czy nawet, gdy on nigdy nie zdecyduje sie odejsc od zony (wierze, ze jej nie kocha, ale w malzenstwie moze sie znalezc inny powod do bycia razem)chesz z nim byc, jako to druga. Wiem, ze odpowiedz moze wydawac sie prosta, ale wiem, ze nie jest łatwo, choć rozsadek radzi dobrze. Natomiast jesli wiesz, ze NIE to pytaj smialo i nie ustepuj. Jemu ejst pewnie teraz wygodnie, bo ma Was dwie, sam nie musi podejmowac decyzji i jesli nie zadzialasz to ta sytuacja bedzie trwac. NAwet nie dlatego, ze on chce tkwic w malzenstwie, ale nawet dlatego, ze nie sadzi, ze Tobie zalezy na powaznym zwiazku. Zacznij od delikatnych aluzji, niech sie spodziewa, ze cos Ci chodzi po glowie, porozmawiajcie, bo tak nie dasz rady sie dalej zadreczac. powodzenia!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: takasama Re: co zrobić z tą miłością IP: 212.160.139.* 08.06.04, 14:03 Znalazlam sie w podobnej sytuacji; tyle ze sama mam meza... Bylam gotowa zostawic swoje zycie i zaczac od nowa, ale on nie byl (nie jest) w stanie podjac takiej dycyzji, takiego ryzyka... i choc nie odpoiwada mi moja rola i choc probuje wlaczyc (jakkolwiek glupio i irracjonalnie to brzmi), to ciagle wracam w to samo miejsce - do Niego. I doskonale wiem, ze nie powinnam sie godzic na bycie dodatkiem, ze mam prawo do bycia jedyna. A jednak ciagle nie moge sie wyzwolic od tego uczucia, od potrzeby bycia kochana przez Niego. Bo gdy juz na chwile to mi sie uda osiagnac, to czegos ogromnie zaczyna brakowac... tak bardzo, ze boli. W takiej sytuacji najlatiwej siegnac po srodek przeciwbolowy... Moze to nalog? Dlatego doskonale wiem o czym piszesz. I wiem jakie to trudne. Jednak codziennie powtarzam sobie, ze musze znalezc w sobie sile i wyzwolic sie z tego toksycznego zwiazku. Musze zrobic to dla siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
kekate Re: co zrobić z tą miłością 08.06.04, 14:09 Gość portalu: takasama napisał(a): > Znalazlam sie w podobnej sytuacji; tyle ze sama mam meza... Bylam gotowa > zostawic swoje zycie i zaczac od nowa, ale on nie byl (nie jest) w stanie > podjac takiej dycyzji, takiego ryzyka... A Twój mąz o tym wie? że jesteście nadal ze sobą tylko dlatego, że kochanek Cie nie chciał na stałe ......? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: takasama Re: co zrobić z tą miłością IP: 212.160.139.* 08.06.04, 15:08 niestety wie i teoretycznie sprawa zostala zamknieta; w praktyce jednak to ciagle tkwi we mnie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magga Re: co zrobić z tą miłością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.04, 17:34 no to pewno teraz dręczysz męża tak jak ój mąż dręczy mnie. to ma zły humor, to jest smutny, to się upije...a mnie coś trafia bo to żadna radość z kims takim być. Co ja jestem winna ze mu siękogoś innego zachciało a potem brakło odwagi i czy ja wiem czego jeszcze ze nie odszedł ode mnie??? A jak mu mówie żeby dał mi spokój i poszedł sobie do niej to mi mówi że mnie kocha... Odpowiedz Link Zgłoś
maj_ka Re: co zrobić z tą miłością 10.06.04, 15:31 Jak ja Cię rozumiem!!!!! Ale uwierz! Można odejść, można przestać tęsknić. Można się otrząsnąć z tego nałogu i wyjść na prostą. Taki facet, co dużo obiecuje a w konsekwencji mało daje, nie załuguje na miłość i oddanie. Ja nie chciałam żyć mżonkami i nadzieją na ciągłej emocjonalnej huśtawce. Koniec. I już chyba go nie kocham. Za bardzo mnie skrzywdził. Bez tego balastu w postaci chorej, toksycznej miłości czuję się lepiej, o niebo lepiej. Odwagi i powodzenia życzę! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: klara2 Re: co zrobić z tą miłością IP: *.top.net.pl 09.06.04, 23:22 Nie wchodż w związki z żonatymi facetami. Szkoda czasu. Taki się nigdy nie rozwiedzie. U kochanki nie ma prawie żadnych codziennych obowiązków, za to same przyjemności wynikające z tego, że jest u niej gościem. Największa z nich to darmowy i bezpieczny seks. Odpowiedz Link Zgłoś