zabieganab
08.11.11, 21:10
Wiele już lat temu poznałam mężczyznę, z którym jestem związana do dziś.
Jego dzieci, które on wychowuje, były w wieku dorastania. Ja się od początku nie podjęłam zbudowania z nimi wszystkimi wspólnej rodziny. On mi się nawet oświadczył, ale ja miałam zbyt wiele obaw i odmówiłam mu małżeństwa.
Różnie nam się przez te lata układa(ło). Uczymy się siebie nadal ciągle i odkrywamy jak bardzo się różnimy pod wieloma względami, ale trwamy dalej razem.
Mamy kłopot, ponieważ ja ze względu na pracę wyprowadziłam sie z naszego wspólnego miasta i realnie widujemy się praktycznie raz w miesiącu.
Jakoś 4 lata temu po dłuższych dyskusjach i rozmowach ustaliliśmy, że on musi wyprowadzić dzieci ze szkoły ponadpodstawowej i powoli bedzie "wolniejszy" i bedzie mógł się wyprowadzić od nich do mnie. To była jego obietnica. Ja byłam gotowa, żebyśmy się rozeszli...
Wiem, ze on dla swoich dzieci zawsze będzie tatą, nawet za 40 lat (jeśli dożyjemy ;-)
Dziś jego dzieci są pełnoletnie. Jedno studiuje, drugie próbuje się uczyć... Nie pracują ani na stałe, ani dorywczo.... W domu, z tego co wiem, nie są gospodarzami tylko raczej użytkownikami....
A ja... czekam...
Znoszę to...
Ile jeszcze?.....