ile jeszcze czekać?...

08.11.11, 21:10
Wiele już lat temu poznałam mężczyznę, z którym jestem związana do dziś.
Jego dzieci, które on wychowuje, były w wieku dorastania. Ja się od początku nie podjęłam zbudowania z nimi wszystkimi wspólnej rodziny. On mi się nawet oświadczył, ale ja miałam zbyt wiele obaw i odmówiłam mu małżeństwa.
Różnie nam się przez te lata układa(ło). Uczymy się siebie nadal ciągle i odkrywamy jak bardzo się różnimy pod wieloma względami, ale trwamy dalej razem.
Mamy kłopot, ponieważ ja ze względu na pracę wyprowadziłam sie z naszego wspólnego miasta i realnie widujemy się praktycznie raz w miesiącu.
Jakoś 4 lata temu po dłuższych dyskusjach i rozmowach ustaliliśmy, że on musi wyprowadzić dzieci ze szkoły ponadpodstawowej i powoli bedzie "wolniejszy" i bedzie mógł się wyprowadzić od nich do mnie. To była jego obietnica. Ja byłam gotowa, żebyśmy się rozeszli...
Wiem, ze on dla swoich dzieci zawsze będzie tatą, nawet za 40 lat (jeśli dożyjemy ;-)

Dziś jego dzieci są pełnoletnie. Jedno studiuje, drugie próbuje się uczyć... Nie pracują ani na stałe, ani dorywczo.... W domu, z tego co wiem, nie są gospodarzami tylko raczej użytkownikami....
A ja... czekam...
Znoszę to...

Ile jeszcze?.....
    • gadagad Re: ile jeszcze czekać?... 08.11.11, 23:31
      Na co czekasz? Jest jak jest.W jego domu ciebie nie potrzeba. Owszem, jak samodzielny facet poczuje potrzebę opieki, to zaparzaczkę ziółek wiąże formalnie. Myślę, że mu dobrze, raz na miesiąc. Nawet cię lubi, kocha i szanuje, ale tak codziennie ktoś ma mu naruszać jego terytorium? Straszna przedstawa.
      • mel.la Re: ile jeszcze czekać?... 08.11.11, 23:46
        Wcale sie facetowi nie dziwie, jak sie kocha to jest sie ze soba na dobre i na zle, ja nie chcialabym byc z mezczyzna, dla ktorego moje dzieci sa przeszkoda, ktory by czekal az moje dzieci beda dorosle i dopiero wtedy chcialby sie ze mna zwiazac. On chcial slubu a Ty nie chcialas to teraz mozesz sobie czekac.
      • leda16 Re: ile jeszcze czekać?... 09.11.11, 20:29
        gadagad napisała:

        > Na co czekasz? Jest jak jest.W jego domu ciebie nie potrzeba. Owszem, jak samod
        > zielny facet poczuje potrzebę opieki, to zaparzaczkę ziółek wiąże formalnie. My
        > ślę, że mu dobrze, raz na miesiąc. Nawet cię lubi, kocha i szanuje, ale tak cod
        > ziennie ktoś ma mu naruszać jego terytorium? Straszna przedstawa.



        Gadająca gadzino, jesteś bardziej cyniczna ode mnie :).
    • marzeka1 Re: ile jeszcze czekać?... 09.11.11, 15:54
      Jak dla mnie marnujesz życie i tyle;
    • sabinac-0 Re: ile jeszcze czekać?... 09.11.11, 16:44
      Jesli nie akceptujesz go takim jakim jest tzn. z przeszloscia, dziecmi i innymi "ogonami", mozesz sie nie doczekac.
      • zabieganab Re: ile jeszcze czekać?... 09.11.11, 22:45
        Nie chciałam sie zbytnio rozpisywac i chyba jednak zbytnio całą sytuację uprościłam.
        Nie oczekiwałabym od zadnego faceta, zeby zapomniał o swoich dzieciach...

        Ale zastanawia mnie... ile czasu bedzie im jeszcze matkował?....
        co innego jest być w kontakcie rodzić - dzieci przez rozmowę i różne spotkania rodzinne, ale... nie rozumiem, dlaczego on widzi, ze jego dzieci potrzebują różne rzeczy wymagające pieniedzy, a dla mnie nie ma nigdy niczego: ani czasu - bo ciągle pracuje na dzieci (dorosłe, pełnoletnie!), ani siły - bo ciągle pracuje... i nawet nie dba o siebie sam... bo na tzw. pysk pada... bo ciągle tylko wiąże koniec z końcem.
        To nie jest żaden dyrektorek... tylko zwykły fachowiec z przeciętną średnią krajową pensją...
        Ja już nie oczekuję od niego zadnych prezentów, ale... on przestaje dbać o siebie... i ciagle nic nie mozemy zrobić razem (nawet iśc do kina, razem spędzić Sylwestra czy jakiś długi weekend) bo on na takie rzeczy nie ma pieniedzy ani już sił po tych wszystkich przepracowanych dniach....
        • gadagad Re: ile jeszcze czekać?... 10.11.11, 00:19
          W odpowiednim momencie nie weszłaś w tryby tej rodziny, by wywalczyć swoją rolę. Jesteś dla faceta systemem funkcjonowania, nie miłością. Nie przestanie matkować, bo nie ma powodu, to jest jego życie. Ty jesteś poza nim. Bez rozszalenia go, inaczej nie będzie. Albo on spotka kogoś, kto rozbudzi w nim gest i potrzebę wykazywania się miłością.
        • sabinac-0 Re: ile jeszcze czekać?... 10.11.11, 22:47
          zabieganab napisała:

          > ile czasu bedzie im jeszcze matkował?....
          > dla mnie nie ma nigdy niczego: ani czasu - bo
          > ciągle pracuje na dzieci (dorosłe, pełnoletnie!), ani siły - bo ciągle pracuje
          > ... i nawet nie dba o siebie sam... bo na tzw. pysk pada... bo ciągle tylko wi
          > ąże koniec z końcem.

          Jesli on nie widzi potrzeby zmiany tego stanu rzeczy, jesli czas dla Ciebie uwaza za zbedny, to ja szczerze mowiac marnie widze ten zwiazek.
    • lifeisaparadox Re: ile jeszcze czekać?... 10.11.11, 00:12
      Wygląda na to że winą za swoją impotencję emocjonalną obarcza pani partnera i jego sytuację. Warto by udać się z tym problemem do doświadczonego psychologa.
      • zabieganab Re: ile jeszcze czekać?... 10.11.11, 09:01
        właśnie dlatego tutaj napisałam, bo coraz więcej zastanawiam sie nad sobą i sensem swojej sytuacji...
        tylko, że staram się miec dla niego i jego zachowań jak najwiecej empatii...
        Staram się nie obwiniać tylko jego za całą naszą sytuację.....
        • mozambique Re: ile jeszcze czekać?... 10.11.11, 10:52
          zabiegana, - w skrócie - masz stałą miejscówke w wagonie bocznicy życia swego faceta

          nie wolałbys sie przesiaść do pierwszej klasy ?
          • zabieganab Re: ile jeszcze czekać?... 10.11.11, 11:00
            chyba właśnie chciałabym "zmienic klase" ;-)
            nie koniecznie na pierwszą, ale zeby była klarowna, a nie taka niepewna...

            tylko nie chcę...
            no właśnie: czego ja bardziej chcę? Chcę bardziej wsłasnego szczęścia czy jego?...
            bo nie chce mi sie żadnych wojen... Przynajmniej tego jestem pewna!

            Wow!
            powoli wiem czego chcę! (a to juz chyba początek sukcesu!!!)
            hi hi hiii
            • mozambique Re: ile jeszcze czekać?... 10.11.11, 12:52
              napisze z włąsnego doswiadczenie = jesli tak sytaucjia drazni ci juz teraz to z czasem bedzie draznic cie coraz bardziej
              bedziesz coraz bardziej sfrustrowana , wkurzona, nerowowa, nieprzyjemna , drazliwa
              a zeby nie dac poznac tego po sobie - bedziesz to wszytko ukrywac w sobie ( no bo przeciez nie mozesz byc zazdrosna o czas, o dzieci ani małostkowa , no skąd !!!)
              bedziesz coraz bardzoej wkurzona na siebei ze na to wszytko sie godzisz a twój partner - bedzie zadowolony z zadowalajacej dla niego sytuacji

              zresztą - ja jestem przciwna nazywaniu partnerrem człowieka kótry nie parteneruje ci w codziennym zyciu , w jego radosciach i kłopotach
              to po porstu nie jest partner

              nie wiem ile masz lat ale pomysl - moze jeszcze jest czas na zmiany ???
        • lifeisaparadox Re: ile jeszcze czekać?... 10.11.11, 14:25
          Ale nadal czytam że to ten mężczyzna wymaga wyrozumiałości dla swoich zachowań a sytuacja jest zupełnie odwrotna. To pani wymaga wyrozumiałości dla swojego zachowania i je pani z resztą otrzymuje skoro ten człowiek z panią dalej jest.
          To pani odmówiła wspólnego życia z dziećmi swojego mężczyzny i zaangażowania się we wspólne życie - wiedziała pani z kim się wiąże i w jakiej on jest sytuacji, odmówiła też pani małżeństwa co jest potężnym ciosem dla partnera i jasnym komunikatem że nie chce się pani w niego bardziej angażować. To pani znalazła pracę w innym mieście dystansując się jeszcze bardziej.
          Odracza pani bycie blisko razem i stawia nierealne wymagania partnerowi przy jednoczesnym oddalaniu się i oczekiwaniu co się stanie.

          Zachowanie tego mężczyzny jest zupełnie normalne, zwiększona obojętność na wspólne z panią aktywności i inne tego typu sprawy.

          Praktycznie wszyscy pacjenci gabinetów psychologicznych mają problem z projekcją. Jest to zaburzenie percepcji polegające na przypisywaniu innym swoich potrzeb, dążeń i zachowania przy jednoczesnym uciekaniu od świadomości bycia źródłem i sprawcą zdarzeń w swoim życiu.
          Jest to mechanizm obronny którego utrzymywanie rujnuje psychikę i wypacza zachowanie, ale daje komfort przy przejawianiu sprzecznego dążenia i jest niezbędny do utrzymania takiego zachowania przy zdrowych zmysłach.

          Naprawdę radzę rozpocząć regularną psychoterapię żeby mogła się pani poukładać.
          • zabieganab Re: ile jeszcze czekać?... 10.11.11, 16:09
            może to i tak jest jak mi Pani pisze.
            Nie uciekam od decyzji psychoterapii.

            Jednak w mojej sytuacji fakt, że nie zgodziłam sie na małżeństwo nie do końca oznacza tego co Pani twierdzi.
            Ja po prostu z nikim nie chcę być w związku małzeńskim. Dla mnie miłość zobowiązanie dla drugiego człowieka nie oznacza przysiegi przed Bogiem czy urzędnikiem stanu cywilnego. To już nie te czasy.
            Mężczyzna z mojej sytuacji o tym doskonale wie. Dla niego ciosem byłoby rozstanie, które JA JEMU wielokrotnie proponowałam, bo od początku nie widziałam przyszłości akurat dla nas dwojga, ale ON NALEGAŁ!
            Nalegał długo i wiele razy, na co ja ostatecznie powiedziałam tak = bądźmy razem, nie szukajmy sobie nikogo innego, ale nie organizujmy zadnego ślubu.
            Ja się wyprowadziłam z naszego wspólnego miasta i po tym fakcie chciałam zakończyć naszą znajomośc, ale to on im bardziej ja sie od niego oddalałam chciał dalszego zwiazku, i to nie tylko jako znajomi ale jako para. Para na razie na odległość...
            Tylko, że to "NA RAZIE' ciągle zmienia swoja podstawę i wydłuża sie w czasie...
            A ja powoli uwazam, że chyba... właśnie moja cierpliwość się skończyła. Nie bedę robic sobie żadnych wyrzutów organizując czas bez niego i nie bedę opowiadać różnym ludziom, wspólnym znajomym i rodzinie mojej, że jesteśmy parą, bo nie jesteśmy parą tylko... czymś mniej ==> znajomymi?...
            • lifeisaparadox Re: ile jeszcze czekać?... 10.11.11, 16:14
              A jak było w poprzednich związkach?
            • gadagad Re: ile jeszcze czekać?... 10.11.11, 21:51
              Pogotowiem seksualnym. Zupełnie rozumiem, twoją przedstawę związku. Tylko miłość to z mało, by to funkcjonowało, jako dwie odrębne organizacje, wzajemnie współpracujące. Musi być w tym jakaś wspólna pasja, rozburzająca emocjonalne wody, jak nie ma stołu na poranne kłótnie, kto gdzie kiedy i po co. Poza tym, wypominanie, naprowadzanie, mówienie co ma robić, daje tylko efekt - jak go krzywdzisz - za to wszystko. Organizowanie sobie życia, w którym on nie uczestniczy, nie jest zdradą. Jakoś się to ułoży, a psychoterapia, no może, uświadomić ci, na ile potrzebujesz być kurą domową, na ile wybór strat jest dla ciebie satysfacjonujący. Być trochę bardziej świadoma swoich wyborów, by się nie miotać.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja