Gość: kasiapaula
IP: 216.218.44.*
01.06.04, 19:05
Zycze mamie Marysi z calego serca, zeby sama sobie nie gotowala losu,
przewidzianego przez autora artykulu. Z wlasnego doswiadczenia wiem, jak
kuszace byloby przedstawic dziecku moja wersje powodow rozstania z jego
ojcem. A jednak dzis, w 12 lat po rozstaniu, mam prawo poklepac sie po
ramieniu, widzac, jak dobrze uczynilam, gryzac sie w jezyk. Nie tylko
przemilczalam powody, dla ktorych musialam odejsc od meza (alkoholizm,
fizyczne i psychiczne poniewieranie), ale przez zacisniete zeby powtarzalam,
ze widocznie nie pasowalismy do siebie z tata, ze oboje (!)popelnilismy
bledy, ale ze tata zawsze kochal i kocha Macka (imie zmienione).
Udalo mi sie nawet powiedziec synowi, ze niektore talenty wyraznie
odziedziczyl po ojcu. A teraz ciesze sie zrownowazonym psychicznie,
serdecznym i zadowolonym z zycia synem. Mam takze przyzwoite uklady z jego
ojcem, choc nigdy nie placil alimentow i czasem bylo mi bardzo trudno
wytrzymac do pierwszego. Widze, jak zycie nas nagradza za przyzwoite
intencje, a to co czynilam dla dziecka wbrew rozgoryczeniu, ze tak lgnie do
taty obiboka, wrocilo do mnie - w formie wdziecznosci wobec siebie samej. To
bardzo przyjemne uczucie - polecam!