Dziecko po rozwodzie

IP: 216.218.44.* 01.06.04, 19:05
Zycze mamie Marysi z calego serca, zeby sama sobie nie gotowala losu,
przewidzianego przez autora artykulu. Z wlasnego doswiadczenia wiem, jak
kuszace byloby przedstawic dziecku moja wersje powodow rozstania z jego
ojcem. A jednak dzis, w 12 lat po rozstaniu, mam prawo poklepac sie po
ramieniu, widzac, jak dobrze uczynilam, gryzac sie w jezyk. Nie tylko
przemilczalam powody, dla ktorych musialam odejsc od meza (alkoholizm,
fizyczne i psychiczne poniewieranie), ale przez zacisniete zeby powtarzalam,
ze widocznie nie pasowalismy do siebie z tata, ze oboje (!)popelnilismy
bledy, ale ze tata zawsze kochal i kocha Macka (imie zmienione).
Udalo mi sie nawet powiedziec synowi, ze niektore talenty wyraznie
odziedziczyl po ojcu. A teraz ciesze sie zrownowazonym psychicznie,
serdecznym i zadowolonym z zycia synem. Mam takze przyzwoite uklady z jego
ojcem, choc nigdy nie placil alimentow i czasem bylo mi bardzo trudno
wytrzymac do pierwszego. Widze, jak zycie nas nagradza za przyzwoite
intencje, a to co czynilam dla dziecka wbrew rozgoryczeniu, ze tak lgnie do
taty obiboka, wrocilo do mnie - w formie wdziecznosci wobec siebie samej. To
bardzo przyjemne uczucie - polecam!
    • Gość: cOrka tatusia Re: Dziecko po rozwodzie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 05.06.04, 19:49
      sytuacja do bólu analogiczna u mnie...Tatę "utraciłam" tak w wieku 10 lat gdy
      zaczeły sie pierwsze kółtnie miedzy rodzicami, potem juz tylko słyszałam jaki
      tata jest niedobry, co gorsze mama dążyła do tego aby za pośrednictwem mnie
      uświadamiać tacie jaki jest zły. Każde nasze spotkanie było wiec mówieniem
      tacie tego co mama o nim myśli (oczywiście ja wtedy teztak myślałam). Tak było
      przez 8 kolejnych lat!!!Nastepnie studia, początek samodzielności ...i
      samodzielnego myślenia!I tatę odkryłam!!!!Fantastyczny facet, jeden z lepszych
      przyjaciół, i to on pomagał w chwilach gdy tej pomocy najbardziej potrzebowałam!
      I ta relacja miedzy nami jest taka "nasza", szczera, prawdziwa, bo zbudowana ze
      szczerych chęci -moich i jego! A mama układy z mama również analogiczne do
      opisanych: niecheć, brak zaufania, oszukiwanie, kłamanie bo mama wciąż nie moż
      pogodzić się z faktem, że być moż był złym partnerem ale jest super ojcem!
      Długo to trwało, ale prosze mi wierzyć, że dzieciak pozostający u jednego ze
      (skrzywdzonych)rodziców bardzooo długo nie wie co tak naprawde sie dzieje i sam
      czuje sie skrzywdzony.Dopiero dorosłość, dojrzałość emocjonalna, analiza faktów
      pozwala mu zrozumiec i samodzielnie ocenić to co sie miedzy rodzicami zadziało!
      Wtedy już nie pomoże mówienie mamy jaki tata był i jest zły...wtedy najczęściej
      poznajemy nowego człowieka:)
      • Gość: też dziecko po rr Re: Dziecko po rozwodzie IP: *.ld.euro-net.pl 05.06.04, 19:59
        No to szkoda, że Cię ten fantastyczny Tatuś nie zabrał ze sobą, miałaś już 10
        lat i byłaś odchowana /przez matkę/.
        Cwaniak i tyle. A Tobie życzę powtórzenai losu Twojej matki.
        • Gość: ??!! Re: Dziecko po rozwodzie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 05.06.04, 20:23
          ocenianie innych to najprostrzy mechanizm obronny człowieka (najczęściej
          skrzywdzonego przez los-nie przez siebie)
          Nie bede taty tłumaczyć...
          Napisze tylko, że nie ma nic gorszego jak "wylewanie" na dziecko nieszcześcia i
          żalu, nienawiści i złości po nieudanym małżeństwie!
          w dzieciaka wszystko wsiąka jak w gabke!
          Wtedy JEDYNA PRAWDA to prawda jaką dzień w dzień wpaja nieszczęsliwa mama.
          Indoktrynacja na tyle silna, że nawet jakby ten tata chciał cos zrobić, wziąć i
          powiedzieć, że to nie do końca jest tak...nie ma szans!
          Nawet gdyby próbował...dzieciak nie może byc karta przetargową
          Radze jeszcze raz artykuł przeczytać.
          Najgorsze to to, że rodzic-nawet w najwiekszym poczuciu żalu-nie potrafi
          oddzielić w jednej osobie- roli partnera od- roli ojca!!!
          • Gość: mila Re: Dziecko po rozwodzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.04, 22:19
            zgadzam się z Tobą
            nie mozna żalu po stracie partnera wylewać na dziecko
            to bardzo prymitywne
        • linn_linn Re: Dziecko po rozwodzie 12.08.04, 14:08
          Moze cos Ci sie w zyciu nie udalo, ale zeby zaraz zle zyczyc innym?
    • Gość: Kicia031 Re: Dziecko po rozwodzie IP: 195.94.199.* 16.06.04, 10:33
      Jako rozwiedzionha matka tez stalam przed dylematem: jak przedstawic rozpad
      malzenstwa najpierw malemu a potem coraz starszemu dziecku. Jak ulatwic mu
      kontakty z ojcem, ktoremu na tych spotkaniach coraz bardziej zalezalo, ale
      jednoczesnie nie zmuszac dziecka do wyjazdow z ojcem, na ktore nie mial
      ochoty... Ale jednoczesnie zdawalam sobie sprawe, ze nie moze oklamywac dziecka
      i udawac, ze rodzice radosnie podjeli decyzje, zeby sie rozwiesc, bo nie
      pasowali do siebie, poniewaz nie tak to bylo. Zawsze staralam sie dopasowac
      komunikat do wieku dziecka, ale dokladam tez staran, by go nie falszowac. Choc
      moj synek wciaz jeszcze nie zna wszystkich faktow - w koncu nie jest jeszcze do
      tego gotowy, to kiedys je pozna. Mam nadzieje, ze bedzie umial wtedy zrozumiec
      swoich rodzicow i podjete przez nich decyzje i wyciagnac z nich wnioski, ktore
      pomoga mu lepiej pokierowac swoim wlasnym zyciem.
    • kachwi1 Re: Dziecko po rozwodzie 16.06.04, 10:56
      kasiapaula - podziwiam i gratuluję. mnie by się chyba nie udało.
      tezdzieckoporr - z tobą zgadzam się w 100%. łatwo jest być ojcem raz w
      tygodniu - zabrać do kina, pograć piłkę, dać kieszonkowe. wtedy tata taki
      fajny, bezproblemowy. tylko gdzie kurcze był jak trzeba było podetrzeć dupę
      (sorry) lub zmagać się z nieodrobionymi lekcjami - czyli z prozą życia.
      • Gość: olina2 Re: Dziecko po rozwodzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 23:18
        Ja rozwiodłam się z pierwszym mężem 14 lat temu, synek miał wtedy 2 latka.
        Starałam się nie angażować go w sprawy dorosłych, nie mówiłam mu jak tatuś
        przechlał kasę na mieszkanie, wyważał drzwi itp. Całe szczęście to już
        przeszłośc. Przez pare długich lat tatuś rodzony był ideałem dla syna, często
        miałam ochotę aby to trochę wyprostować, ale zawsze w porę ugryzłam się w
        język. Syn go kochał. Tatuś nigdy nie miał pieniędzy, alimenty płacił
        nieregularnie. Gdy trzeba było się nim pochwalić, to oczywiście to on był super
        ojcem. Cholera mnie brała.. W między czasie wyszłam drugi raz za mąż. Syn do
        męża /obecnego od 14 lat/ mówi także tato i kocha go. Teraz syn ma 16 lat i ma
        własne zdanie na temat rodzoneo ojca. Rok temu powiedział mi- nie mogłaś mi
        wybrać innego ojca... Warto było nie mówić całej prawdy, nie chciałam synowi
        narzucać swojej opinii o tacie. Gdy pytał to mu o nim opowiadałam, jak trzymał
        go na rękach a mały nasiusiał mu na twarz, że sypiał z tatą w łóżku, itp.Na
        tamten czas było to synowi potrzebne. Synowi było miło. Teraz to normalny
        nastolatek z dwoma ojcami, traktuje to jak coś normalnego. Właśnie się dostał do
        elitarnej szkoły-liceum, własnymi siłami. Jesteśmy z niego dumni. Ale to my z
        mężem ponieśliśmy wszystkie koszty. Syn ma 184 wzrostu i 48 nr buta. Pozdrawiam
      • linn_linn Re: Dziecko po rozwodzie 12.08.04, 14:14
        Madrzy ludzie ustalaja takie sprawy miedzy soba: z dzieckiem jest ten, kto ma
        akurat czas. Nie odmierzaja na wadze aptekarkiej spedzonych popoludni, wakacji,
        swiat, weekendow: raz w tygodniu, Wielkanoc z ojcem itp.
        Kachwi1, nie musisz pisac "mnie sie chyba nie udalo". Wam sie nie udalo: bylo
        Was dwoje. A co by sie stalo, gdyby to byly 3 popoludnia w tygodniu?
    • mskaiq Re: Dziecko po rozwodzie 20.06.04, 04:20
      To co zrobilas to niezwykle madra rzecz. Jak wazne jest nie skudsic sie emocjom
      ktore podpowiadaja ze nalezy uswiadomic dziecku jaki to jego tata jest to
      rozumiesz bardzo dobrze. My czesto probujemy wziac rewanz ale ten rewanz uderza
      zawsze w nas i w to co kochamy.
      Twoj syn jest wolny, nie ma watpliwosci, ktore czasem potrafia zniszczyc zycie
      a poza tym ma Ojca i Ciebie bez zadnych zlych mysli.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • linn_linn Re: Dziecko po rozwodzie 12.08.04, 14:16
        Rewanz to wlasciwe slowo: tyle, ze nikt nie przyzna, iz koszta rewanzu ponosi
        dziecko.
    • Gość: Nusia Re: Dziecko po rozwodzie IP: 81.15.254.* 13.08.04, 10:50
      Moi rodzice rozwiedli się, jak mialam 3 latka. Ojciec znikl z mego życia na
      wlasne zyczenie. Pojawil się pięc lat póxniej, mama nie zabraniala mi kontaktów
      z nim, przeciwnie - zapraszala go na kolacje itp. Wyobrażam sobie, ile ją to
      musialo kosztować. Kiedy pytalam, dlaczego się z nim rozeszla, odpowiadala, że
      się dowiem, jak skończę 18 lat, wcześniej nie ma potrzeby. To mi wystarczalo.
      Tyle że dowiedzialam się, dlaczego, o wiele wczesniej. Wtedy kiedy obiecywal
      alimenty - i nie placil. Kiedy mial przyjść - i nie przychodzil. Kiedy mial
      dzwonić - i nie dzwonil. Kiedy wymyslal dla siebie najglupsze
      usprawiedliwienia. Kiedy przychodzil podpity. Sama doszlam do tego, że z takim
      czlowiekiem nie można bylo żyć, mama nie musiala ani mi nic tlumaczyć, ani -
      tym bardziej - nastawiać do niego negatywnie. Sam na to zapracowal.
    • lune kasiupaulo :) 14.08.04, 10:02

      jestes wspaniala kobieta :)
      nie zawsze potrafimy tak - bo nasze wlasne demony nas wieza
      ale ty umialas i to jest bardzo krzepiace :)
      bardzo sie ciesze ze moglam cie przeczytac :)


      lune
      • majteczkii Re: kasiupaulo :) 14.08.04, 12:18
        Tez podziwiam.To jest prawdziwa miłość rodzicielska przedkładajaca dobro
        dziecka nad własnym samopoczuciem
        Z przykladu z mojej rodziny(dalszej) wiem jak działa ten mechanizm, jak odbija
        się na psychice dziecka.W przypadku o którym mowie dziewczyna widziala sama
        ewidentna krzywde matki, ale jej samej problem mogl nie dotyczyc, bo facet
        ojcem byl dobrym, ale czula sie w obowiazku pocieszac ciagle uzalajaca sie
        matke i sama okazywac nienawisc ojcu. Dzis juz wie, że jesli ona kogos nie
        trawi to nie oznacza, że ta osoba na wszystkich musi dzialac toksycznie.
        Jednak uraz psychiczny został. mysle, że takie relacje rodzinne moga byc
        powodem tego ,że w wieku 22 lat i mimo urody,wyzszego wyksztalcenia (prawie-
        ostatni rok studiow)nie była dotad na randce. Zawsze miala powtarzane,
        że "facet to swinia"
        Jak zwykle to tylko moje zdanie:)
    • Gość: dorotka61 Re: Dziecko po rozwodzie IP: *.aster.pl 05.12.04, 12:07
      Jestem akurat po tej "złej" stronie, czyli matki, której ojciec zabrał dzieci i
      odmawiał z nimi wszelkich kontaktów. Teraz, 12 lat po rozwodzie, mamy ze soba
      coraz lepsze relacje, ale straty wynikłe w efekcie sposobu myślenia i działania
      "dobrego" taty wydają mi się nie do odrobienia. W wyniku ówczesnej traumy i
      późniejszych doświadczeń, które fundowała nam rzeczywistość, dotąd mam i ja i
      moje dzieci trudności z zakorzenieniem się w przestrzeni tak społecznej, jak i
      mentalnej. Wiem, że artykuł napisany był dawno i pewnie nikt nie będzie chciał
      dyskutowac na jego temat, ale dla mnie jest on wciąż aktualny, bolesny i
      kłopotliwy.
      • weronika2802 Re: Dziecko po rozwodzie 05.12.04, 15:00
        Witaj Dorotko. Chetnie z toba porozmawiam, ale powiedz, dlaczego zabrano ci
        dzieci? Jesli chcesz, to napisz na adres gazety. Porozmawiamy prywatnie, jesli
        chcesz.
        Pozdrawiam
    • Gość: lewkonia Re: Dziecko po rozwodzie IP: 80.48.249.* 12.12.04, 12:54
      Piekny artykul ale zycie niesie rowniez inne scenariusze. Opuszczona matka z 2
      dzieci(bez rozwodu), mąz ktory nie interesuje sie klopotami szkolnymi i
      psychologicznymi dzieci, wyliczanie pieniedzy zeby jemu starczylo na dobre
      zycie z mloda kochanka. Przez 1,5 roku obserwowalam kontakty meza z
      dziecmi,stopniowo coraz mniej odwiedzin( najpierw raz w tygodniu, potem co
      drugi tydzien, teraz nawet weekendy sa skracane poniewaz tatus jest
      zapracowany), dzieci same zaczely z nich rezygnowac widzac, ze tata nie
      dotrzymuje tych nawet najprostszych obietnic jakimi mial byc kontakt
      telefoniczny, niechec brania ich do siebie itp. Kontakty meza w wiekszosci
      polegaly na braniu dzieci do kina lub w inne miejsca, ktore zapelnialy spedzony
      z nimi czas. Dziecko potrzebuje czegos innego, wsparcia, poczucia
      bezpieczenstwa i przede wszystkim zainteresowania. Widzac co dzieje sie z
      dziecmi po jego odwiedzinach powiedzialam dosc tego. I myslicie, ze ojciec
      zawalczyl? Nie oskarzajmy kobiet, ze zabraniaja kontaktow z dziecmi, czesto
      mezczyzni sami z nich rezygnuja bo tak wygodniej.
Pełna wersja