adamsowna
19.12.11, 20:03
Mam problem z okresleniem i nazwaniem moich uczuc ado wlasnej matki.
Moze zaczne od poczatku. Moze to zabrzmi stereotypowo, ale moja matka mnie zniszczyla psychicznie, bo mnie niszczyla (celowo lub nie, o tym dalej) przez prawie 30 lat zycia, i teraz nastapilo zorientowanie:O
Matka zawsze pordkreslala, ze jestem ciezarem, ze duzo kosztuje i ze sie ze mna morduje, ze niszcze ja i niszcze jej zycie, zawsze 'pod gorke', zadnej popchwaly i same restrykcje i nagany- ale to nic gdyby to bylo chociaz 'po cos' a to bylo dla mnie niezrozumiale. Czlowiek akcpetuje rzecziwistosc w jakiej zycie i jak slyszy od dziecka codziennie przez lata ze jest zawalidroga i trutniem to zaczyna myslec, ze tak jest.
Tak czy owak, moje dorosle zycie moge uznac za niemal calkowicie nieudane, pod wzgledem osobistym, zawodowym, emocjonalnym, nic mnie nie cieszy i po latach blokady po roznych psychologach i lekturach zaczelo mi switac w glowie, ze to problem dziecinstwa. Zero wiary w siebie, poczucie bycia niepotrzebnym, zbednym, a wrecz ciezarem dla innych, zaleznosc od oczekiwan i opinii innych, strach itp.
Wiec tak, najpierw po 'odkryciu' tego pojawila sie refleksja ze matka mnie nienawidzila i nie chciala i faktycznie uwazala mnie (uwaza dalej poniekad, bo nie mieszkamy razem juz od lat i kontakt osobistty rzadki) za problem i sprawce problemow. To byla wizja egocentryczna.
Potem przyszla refleksja, ze moze po prostu mnie nie lubila i miala gdzies, nie bylem w centrum jej swiata, wrecz przeciwinie- choc stopien jej koncetracji na dowalaniu mi byl dosyc niepokajacy. Jednakze pojawila sie refleksja, ze po prostu traktowanie byllo instrumentalne.
Po latach i miesiacach nieustannych analiz i pytan ('jak matka moze nienawidziec wlasne dziecko?' 'dlaczego?"itp) dzis jest tak, ze nie wiem, po prostu nie wiem czemu, ale mmem ciagle te uczucia- no wlasnie, czego?
Nienawisc to nie jest, bo podswiadomie matke i tak kocham. Zal na pewno, ale wiem, ze zal jest bez sensu, bo matka jest zapewne zwichrowana psychicznie. Czuje jakby byla we mnie z jednej strony chec udowodnienia jej, ze jest we mnie jakas wartosc- ale zarazem poczucie, ze to bez sensu i jest chec zerwania stosunkow i zapomnienia o niej. Ale to wywoluje wyrzuty sumienia, bo jak to , stara matka itp. Dalej jest poczucie, ze ona sie nie zmieni i nie da sie utrzymywac dobrych relacji.
Tym bardziej, ze ona zyje w zaparciu czy niesdwiadomosci i raz sie 'przyznaje' raz nie, ale to nie ma znaczenia i nie wplywa na jej obecny stosunek. Moze tu jest glowny pies pogrzebany. Mam przekonanie, ze nadal nie ma w niej zadnej milosci do mnie, a nawet sympatii. Jedyne co ja interesuje to czy pracuje i odkladam pieniadze, bo sie panicznie boi ze jej sie 'zwale' na glowe do jej mieszkania (czego nigdy nie planuje i nie chce ale to jej paranoja).
Jedyne mam wrazenie co interesowalo moja matke cale zycie i interesuje do dzis, gdyby tak zdjac te etykietki 'matka-potomek' to to, na ile moge sie przydac, ile ze mnie pozytku i na ile moge potencjalnie przysporzyc kosztow i problemow. Mam wrazenie ze to relacja wykalkulowanej egoistycznej zimnej osoby (nie wiem na ile tego swiadomej) i z drugiej strony wiecznie uzaleznione od 'aprobaty mamusi' dorosle dziecko.
Wiec tak, reasumujac- zal i zlosc, wyrzuty sumienia, pretensje, chec zemsty, znowu wyrzuty sumienia, a z drugiej strony narastajaca obojetnosc (w negatywnnym slowa znaczeniu), chec odejscia, zerwania relacji. Zarazem frustracja, ze nie moge, i zlosc i na nia i na siebie.
Matka zaszczepila chyba jakies bomby z opoznionym zaplonem, jak zreczny manipulant, ze jakby czlowiek sie chcial uwolnic od jej toksycznego wplywu to zaraz przychodza do glowy czarne obrazy, ktore wdrukowywala cale zycie- matka w trumnie, biedna i mala i bezradna i opuszczona, nigdy juz nie wroci, kochaj ludzi poki zyja itp. Zarazem- poczucie, ze z drugiej strony nie ma zadnego 'kochaj poki zyja' a przeciwinie, ejst jakies podswiadome oczekwianie na moja smierc (oczywiscie wyparte, bo to taboo).