ziemiomorze
04.06.04, 15:07
Mam problem ze zmuszaniem sie do robienia rzeczy, ktore powinny byc zrobione,
ale robic ich nie lubie. Dentysta, jakies sprawy w banku, odwiedzenie
nielubianych krewnych...
Od paru miesiecy nosze sie z pomyslem na prace jako wolny strzelec; bardzo
mnie korci ta perspektywa. Boje sie jednak, ze bez ramowki, ktora narzuca
praca na etat (trzeba wstac przed siodma, o osmej zdazyc na autobus, etc)
czas zacznie mi przeplywac przez palce, bede wstawac o jedenastej, snuc sie
po domu i pracowac o wiele mniej, niz powinnam.
Jasne - mozna sobie narzucic 'wewnetrznego kaprala', ktory gromkim glosem
bedzie pokrzykiwal 'bez gadania! rozkaz!', tyle, ze to nie skutkuje na
dluzsza mete. W koncu inny, rownie donosny glos kaze sie kapralowi odpitolic.
Jak zachowac zdrowa dyscypline? Jak umiec sie madrze zmotywowac do
nielubianych obowiazkow?
zetta