kropidlo5
20.02.12, 21:22
Na sasiednim forum pisalem o relacjach z rodzicami tzw toksycznymi. Postanowilem zagoscic tu aby poruszyc bardziej 'psychologiczny' aspekt, dotyczacy relacji ztoksycznymi rodzicami, ale i ludzmi ogolnie.
Tak wiec, na przykladzie relacji z 'toksyczna matka'- moje wstepne zalozenie jest takie, ze jako toksyczna, moja matka mnie nie chciala, nie kochala, zyczyla mi zle itp. Bo takie jest moje odczucie. Nie zmienia to faktu, ze bywaly przypadki, gdy matka- mailem wrazenie- cieszy sie na moj widok albo robi na moj wizyte specjalny obiad, tzn cos co lubie powiedzmy.
Ciezko jest mi sie uporac z dziedzictwem tego- a moze wlasciwie jest to glowne zrodlo. Jesli matka (czy znajomy czy maz/zona) byl zawsze i tylko zly, byloby to latwe- ale w takim przypadku, jak znalezc klucz?
Kiedy mysle o matce, ze byla toksyczna, niekochajaca i zla, i zarazem przypominam sobie sytuiacja jak powyzej, zacznam czuc sie winny i myslec, ze to co ze mna cos jest ne tak. Ale faktom nie da sie zaprzeczyc, matka toksyczna byla i jest.
Wiec jak jedno pogodzic z drugim- nie na poziomie racjonalnym, ale emocjonalnym. Tzn, jak odgadnac i odczytac intencje matki i jak swoje. Czy matka ma 'przeblyski'? Czy to sa dwie natury w jednej osobie? Ciezko mi to sobie wyobrazic i pojac. Rozumiem, kazdy ma zle i dobre dni i moze byc bardziej lub mniej mily, no ale rozrzu miedzy gnebieniem i maltretowaniem dzieci a gotowaniem im obiadu jaki lubia jest jednak spory.