niebiesska
12.03.02, 00:14
Hej. Sama już nie wiem, co powinnam zrobić...
Jestem z mężczyzną od 2 lat. Kiedy się poznaliśmy on się rozwodził. Był w
beznadziejnym stanie psychicznym, mieszkał z byłą żoną, nie wiadomo co z
dzieckiem, dylematy... klasyczny zakręt życiowy. Rozpaczliwie szukał kogoś... i
znalazł. Mnie. Zakochałam się potwornie. Poszłam mu na ratunek jak w dym. Nic
nadzwyczajnego – ot, rozpoczęłam „ratowanie mojego ukochanego”.
Ukochany zaś postępował ze mną jak postępował: przeżywał swoje załamanie po
stracie rodziny, ja leczyłam jego smutki w łóżku i pocieszałam na wszystkie
możliwe sposoby. Gdy mnie potrzebował – byłam zawsze i natychmiast. (Proszę nie
pukać się w czoło, byłam zakochana). Traktował mnie dość przedmiotowo; obok
wielkich wyznań i deklaracji nie czułam się ani kochana, ani szanowana.
Traktował mnie bez cienia empatii. Opowiadał, jaka to jego była jest
wyrachowana suka, itd. Jego huśtawki emocjonalne doprowadzały mnie do rozpaczy.
Nic z nim nie było pewnego, każdy tydzień niósł za sobą ból i spięcia. Otarłam
się o terapeutę, bo sama nie dawałam sobie rady z tą sytuacją.
Pomału zaczęłam dostrzegać w nim egoistę, zakochanego w sobie, który bierze
garściami nic w zamian nie dając. Potem były wakacje – koszmarne, wierzcie mi.
Zerwał, potem wrócił. Ranił raz za razem.
W końcu stało się coś, co sprawiło, że pękło coś we mnie. Nie umiem tego
nazwać... po prostu powiedział o jedno zdanie za dużo. Szpila w samo serce. O
tym dobrze wiedział. Celował tak, żeby zranić do krwi.
Od tamtej pory nie umiem z nim rozmawiać. Przestałam się nim przejmować. Nawet
spotkałam się z jednym mężczyzną (spotkanie, nie randka z śniadaniem). O ironio
losu, kiedy zaczął się uspokajać, zauważać moje potrzeby, ja zamknęłam moje
serce. Jest mi bliski, ale chyba już nie chcę z nim być. Sama nie wiem.
On zaczął się starać, choć do sielanki jest bardzo daleko. Nigdy nie było
dobrego seksu. Szczodrości, czułości, takich zdrowych relacji. On się zaczyna
tego uczyć ale... czuje się tak wypalona... jest dobrym kumplem, wspaniale się
z nim żartuje, śmieje, ale nie potrafię mu się już zwierzać, zaufać. Myślałam,
że to minie, że nauczę się z tym żyć, z tym beznadziejnym początkiem naszego
związku, z tymi słowami, które zabiły jakąś część mnie kilka miesięcy temu.
Ale nie potrafię tego przezwyciężyć. Nie ufam mu. Kiedy zaczyna być „jakoś” ja
już nie umiem się przełamać... Nie wiem co mam robić.