flower43
01.05.12, 20:47
Zastanawiam sie jak to jest w życiu.
zawsze dużo znaczyli dla mnie znajomi i przyjaciele, mam/iałam kilku bliskich. Kiedyś spotkania były bardzo częste, imprezy, zanim urodziło się pierwsze dziecko. Potem z niektórymi w ogóle nie było kontaktu ale zostało kilku - przyjaciele.
często się spotykaliśmy - odwiedzałam ich z dzieckiem, spacery w parku, wyjazdy itd.
ale jak ja mogłam chodzić, bo teraz od 5 mcy leżę z powodu zagrożonej ciąży, to wyciągałam ludzi, na spacery z dziećmi do parku, do kawairenki dla dzieci, odwiedzałam ich.
Teraz kiedy nie mogę się ruszyć wszyscy mają mnie w dupie - mimo że dzownię i interesuję się co u nich, zapraszam wielokrotnie do siebie i słyszę "tak, jasne, odezwę się" i tak mineły 5 mcy.
zostaliśmy sami, z mężęm (chociaz on wychodzi sobie do kolegów). jak nie dzownię to nikt nie dzowni, byłam w szpitalu i wcale nikt nie wie bo nie odzywają się.
nie rozumiem, dopóki to ja inicjowałam, to ja mogłam wpaść, ruszyć zadek i pojechać to było ok, spotkani ale jak nagle to ja muszę leżeć to nikomu nie chce sie ruszyć czy też nawet RAZ zadzownić w przeciągu 5 mcy???? dowiedzieć czy w ogóle żyję.
co byście zrobili?
przestać się odzywać i poczekać - może się odezwą a może nie. a jak im powiem że mi przykro że nie ma odzewu to powiedzą że strzelam focha.