co_to_za_taki_swiat
16.05.12, 09:42
Kiedy rano słyszę budzik, to już wiem, że za chwilę zacznie się koszmar. Próbuję się ratować kolejnymi drzemkami, ale to na nic - trzeba wstać. Ważna rzecz: rano wszystko mnie napie.... Wszystko. Plecy, kolana, gardło, głowa. To prosta konsekwencja lat spędzonych przed komputerem i oddychania brudnym miejskim powietrzem. Próbuję się trochę rozciągnąć, ale to tylko pogarsza sprawę. Jak się już dowlokę do łazienki, usiłuję wydmuchać nos (mam bez przerwy zapchany), a potem biorę wrzący prysznic, co przywraca mi nieco życie. Dlaczego jestem taki zmęczony?
Śniadanie, kanapki do roboty, prasówka z laptopem. Od mojego wstania minęło już prawdopodobnie jakieś półtorej godziny. Mam wrażenie, że czas zlatuje mi szybciej niż innym.
Teraz tramwaj. To dopiero tortura! Jeśli jest miejsce, to siadam i udaję, że czytam, ale nie czytam, bo nie mogę się skupić. A udaję, żeby się odizolować od pozostałych pasażerów, ponieważ źle znoszę obecność innych ludzi. Czasem trafi się jakaś ślicznotka, to sobie myślę, że gdybym był atrakcyjny, to moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej.
Po pół godzinie wchodzę do biura i robię to, co robię najlepiej: siadam do komputera. Gazeta, forum... wyrzucą mnie kiedyś chyba z tej roboty, coraz trudniej mi się zabrać za pracę, bez przerwy muszę robić to samo, wciąż i wciąż. Czasem idąc do toalety, mijam na korytarzu ładną dziewczynę. Wtedy sobie myślę, że moje życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej, gdybym tylko był atrakcyjny dla kobiet i miał w porządku z głową.
Mija 8 godzin. Tramwaj, mieszkanie, posiłek, browar albo drink - i znów przed komputer. Wiem, że powinienem robić coś konstruktywnego. Może poczytać? Mam cały regał nowiutkich książek, które ciągle kupuję, sam nie wiem po co. A może pomyśleć wreszcie o własnej firmie? Tak, koniecznie... muszę się rozwinąć i coś osiągnąć w życiu, w końcu mam już prawie 30 lat... ale to jutro... jutro pomyślę o tym poważnie, dzisiaj jestem zbyt zmęczony.
O, już północ. Kiedy to się stało? Cóż, trzeba iść spać, by rankiem powitać kolejny dzień.