usamodzielnianie dorosłych dzieci

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.04, 04:57
co zrobić, by im sie chciało rzucić w świat?
    • Gość: ja Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci IP: *.acn.waw.pl 22.06.04, 07:42
      przestac podcierac pupcie, gotowac obiadki i sprzatac pokoje
    • mskaiq Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci 22.06.04, 07:58
      Mysle ze nie nalezy nic przyspieszac, odejda wtedy kiedy przyjdzie ich czas aby
      odeszly. Moja Corka odeszla jak miala 19 lat a moj Syn byl w domu o wiele
      dluzej, On tego potrzebowal. Dzisiaj jest juz samodzielny. Trzeba cierpliwosci
      i nie pokazywac zniecierpliwienia, to wbrew pozorom chyba najskuteczniejszy
      sposob.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • malvvina Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci 22.06.04, 07:59
        nie prac nie prasowac nie rozpieszczac ulubionymi daniami nie dawac pieniedzy
        no i najwazniejsze : zyc wlasnym zyciem
        • ulik1955 Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci 22.06.04, 08:31
          Najgorsze co mozesz zrobic, to byc sluzaca wlasnych doroslych dzieci. Znam
          rodziny, gdzie dzieci po studiach, z dobrymi zarobkami nadal mieszkaja u
          rodzicow i nie placa za nic, a matka ledwo dyszy ekonomicznie zywiac 26-
          letniego syneczka. TAKIE dzieci sa juz zmarnowane przez glupote rodzicow. Masz
          prace synku, to plac za swoje utrzymanie w domu lub sie wyprowadz na swoje.
          Wyprowadzi sie, gwarantuje, i na pewno dobrze mu to zrobi.
          • moc_ca Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci 22.06.04, 09:54
            ulik1955 napisała:

            Masz
            > prace synku, to plac za swoje utrzymanie w domu lub sie wyprowadz na swoje.
            >

            O Boże! Cóż za brak miłości do własnego dziecka! "Masz pracę i wynocha z domu"!
            Zwierzęta pozwalają usamodzielnić się potomstwu przy własnym boku
            i etapami wchodzić w dorosłość a człowiek ..? Ech, ulik1955 pewnie jestes
            owocem takiego 'zimnego wychowu' propagowanego w zamierzchłych czasch ale dziś,
            na szczęście, już nie stosowanego.
            • Gość: inka_s Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 22.06.04, 10:45
              moc_ca napisała:
              > ulik1955 napisała: "Masz prace synku, to plac za swoje utrzymanie w domu lub
              sie wyprowadz na swoje"

              > O Boże! Cóż za brak miłości do własnego dziecka! "Masz pracę i wynocha z
              > domu"!

              Przepraszam bardzo Moc_co, to nie brak miłości, to ostatnia próba nadrobienia
              zaległości wychowawczych.
              Bo jeżeli DOROSŁY i PRACUJĄCY synuś czy córka mieszka z rodzicami i nie poczuwa
              się sam z siebie do uczestniczenia w kosztach utrzymania - wybacz, chyba to ni
              ejest normalne? Chyba że jest to ustalone z rodzicami - np. zarabia na własne
              mieszkanie, żeby móc się usamodzielnić. Nie wyobrażam sobie, żeby rodzice
              robili bokami utrzymując dorosłe pracujące dziecko - a ono wydawało forsę
              jedynie na własne przyjemności!

              Od razu dodam, że i mnie rodzice wspierali. Ale to było WSPÓLNE ustalenie.
              Dzięki temu nie siedzę im na głowie do dziś, tylko mieszkam we własnym
              mieszkaniu.
            • ulik1955 Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci 22.06.04, 14:43
              Moc-ca, to nie o moich dzieciach pisalam, ale ogolnie. W Polsce pokutuje
              przekonanie, ze trzeba sie zacharowac, aby dziecko mialo lepiej niz rodzice.
              Dlatego rodzice chodza w szmatach z ciucholandu i zywia byczki 26-letnie, ktore
              wydaja forse na balangi i dziewczyny. Nadal jest takie ofiarowanie sie w
              modzie, a dryblas z tego korzysta. No i wychowujemy niezaradne, materialnie
              nastawione pokolenie, ktoremu sie wydaje, ze swiat sie wokol nich kreci i
              rodzicom juz nic sie z zycia nie nalezy. Dostal juz wystarczajaco -
              wyksztalcenie na koszt rodzicow! Gwarantuje ci, ze puszczenie takiego dryblasa
              na glebokie wody zrobi z niego czlowieka - ptaki wyrzucaja swoje male z
              gniazda, aby je nauczyc latac!!
              • miriah Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci 22.06.04, 14:57
                ulik bardzo podoba mi się twoje podejście, mam takie samo zdanie na temat
                pomocy w usamodzielnieniu się dzieciom

                a mój ulubiony przykład przyrodniczy to taki, że dorosłe ptaki kiedy
                podrośnięta latorośl nie chce odlecieć z gniazda mimo że czas po temu,
                wypychaja go najzwyczajniej a nastolatek chcąć niechcąc musi zacząc machać
                skrzydłami :-)
    • alkmaar jak powiedział CG Jung : 22.06.04, 15:23
      "podstawš zdrowego życia psychicznego jest uniezależnienie od swojej rodziny"
      (chodziło mu o rodzinę pierwotnš). Jung także pisał o pochłaniajšcej matce,
      która nie pozwala usamodzielnić się swemu dziecku, zniewalajšcego go
      emocjonalnie, czynišcš z niego życiowego kalekę nie potafišcego zadbać siebie
      (jeżeli niczego nie będzie potrafił, to nigdy nie odejdzie) - a wszystko w imię
      jej wielkiej miło?ci do dziecka. to jeden z najczarniejszych aspektów matczynej
      miło?ci ...
      • kvinna Amen 22.06.04, 15:39
        :)

        Z czego rżniesz?
        przepraszam - cytujesz :)

        Podawaj źródło.
        C.G.Jung "..." etc.

        • alkmaar Re: Amen 22.06.04, 22:52
          po co ?
    • mskaiq Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci 22.06.04, 15:54
      Mysle ze dzieciom przede wszystkim nalezy okazywac milosc i uczyc jej, bez niej
      bedzie im bardzo trudno zyc. Mysle ze w domu gdzie jest milosc i to obustronna
      nie istnieje problem wychodzenia dzieci z domu. Rodzice zgadzaja sie na to
      cokolwiek dziecko zdecyduje sie zrobic. Jesli chce odejsc to nie zatrzymujemy
      go, jesli chce zostac jest zawsze najblizszym przyjacielem.
      Mysle ze mozna uczyc tylko poprzez dobro i milosc, kazdy inny sposob przynosi
      niechec i zlosc. Czego mozna nauczyc sie dziecko kiedy powiemy mu zeby odszedl
      nawet jesli mamy najlepsze intencje. Zostanie zal do Rodzicow ze nie pozwolili
      mu zostac ze nie pozwolili jemu podjac decyzji. Ten zal czesto przeradza sie w
      obojetnosc i niechec do wlasnych Rodzicow.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • moc_ca Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci 22.06.04, 16:38
      Nie zgadzam się z Waszym poglądem na wychowywanie dzieci.Dziecko należy
      wychowywać od początku tak aby samo mogło w tym odpowiednim czasie podjąć (lub
      nie) decyzję o usamodzielnieniu.Jeśli tego nie zrobi tzn. że albo je źle
      wychowaliśmy (wówczas ten ciężar nadal spoczywa na nas - mówię o nauczeniu go
      że tak powinno postąpić) lub nie jest do tego gotowe z innych powodów a wówczas
      również musimy mu pomóc w osiągnięciu owej 'gotowości'. Właśnie po to dziecko
      nas ma. Zgadzam się że to powinna być wspólna decyzycja ale nie brutalne
      wypchnięcie z domu z komentarzem: wystarczająco dużo dostałeś - wykształcenie
      na KOSZT rodziców!!!! Przepraszam za ostre słowo ale to jest zasrany obowiązek
      rodziców a już mówienie o cudzych dorosłych dzieciach "byczek 26 letni",
      dryblas .. wybacz uliku1955, jest niesmaczne nawet jeśli (co zaznaczasz
      na swoje usprawiedliwienie???) " nie o swoich dzieciach pisałaś".
      Bliskie mi są poglądy które głosi mskaiq, bardzo. :-)
    • Gość: ja Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci IP: *.acn.waw.pl 22.06.04, 16:54
      Skoro padlo to pytanie to pare rzeczy powinno byc jasnych:
      - rodzice sa zmeczeni utrzymywaniem dzieci (wychodze z zalozenia ze dzieci sa
      dorosle skoro nawet matka chce sie ich "pozbyc")
      - rodzice nie wychowali dzieci na tyle "dobrze", zeby sie dzieci same
      zorientowaly, ze czas opuscic cieple gniazdko.

      Po cholere wiec roztrzasac problem "ze powinni tak wychowac, zeby..."?
      Ile te dzieci maja lat?
      Sa samodzielne finansowo?
      to chyba kluczowe pytania do dalszej dyskusji...
      Zakladajac, ze dzieci sa dorosle i same na siebie pracuja, to mamy problem.
      I najprosciej (najtrudniej?) posadzic delikwenta przed soba i wylozyc, ze juz
      jestes zmeczona i od dzisiaj kazdy po kolei bedzie kibelek czyscil i obiadki
      gotowal. A jesli nie pasi to czas na swoje. Bo gosposie dzisiaj sporo kosztuja.

      Mocca pisze o milosci...jakaz to milosc jak stary kon z matki gosposie robi????
      • moc_ca Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci 22.06.04, 17:22
        Gość portalu: ja napisał(a):

        > Mocca pisze o milosci...jakaz to milosc jak stary kon z matki gosposie
        robi????

        Dlaczego "stary koń"? Przypuszczam że dla matki ów "stary koń" na zawsze jest
        jej dzieckiem a poza tym miłość do dzieci powinna być bezwarunkowa, dziecko się
        kocha, po prostu, i bez względu na to jak się zachowuje.Można myśleć ze jego
        zachowanie jest nieprawidłowe ale nie jest to powód aby przestać je kochać,
        to nawet niemożliwe.
        Nie mowimy o patologii, gdzie dorosłe dziecko, nie pracuje, nie czyni starań
        aby pracę zdobyć, leży na sofie, każe sobie podawać obiad i kupować papierosy
        bo mu się 'coś' od życia należy.
        • Gość: ja zaraz zaraz... IP: *.acn.waw.pl 22.06.04, 19:27
          "O Boże! Cóż za brak miłości do własnego dziecka! "Masz pracę i wynocha z
          domu"! " - ktoz tak napisal?

          Milosc do dzieci JEST bezwarunkowa. I kazdy "stary kon" jest zawsze dzieckiem.
          Co nie zmienia faktu, ze przychodzi czas, zeby wypelzl z domu. Czy to jest
          oznaka braku milosci, ze matka tego oczekuje???? Dlaczego tylko matka ma kochac
          bezwarunkowo i biegac kolo dziecka. A dziecko to nie powinno matce ulzyc????
          O patologii nie mowimy, ale czy to znaczy, ze skoro pracuje to ma prawo
          oczekiwac zeby mamusia wiecznie obiadki pod nos podtykala? a dlaczegoz to, co?
          A jesli "dziecko" nigdy nie wypelznie?
          Dla mnie doroslosc polega na tym, ze oprocz przyjemnosci sa tez obowiazki.
          • cossa Re: zaraz zaraz... 22.06.04, 19:32
            dojrzala milosc matki
            bynajmniej jest warunkowa

            a jednak niesie ze soba
            "popchniecie" dziecka w strone drzwi

            bo milosc matki, rodzica
            to nie tylko obiad pod nosem
            i papier toaletowy w lazience

            milosc rodzica to zrobienie wszyskiego
            by dziecko SAMO dalo sobie rade w zyciu

            pozdr.cossa
            • moc_ca Re: zaraz zaraz... 22.06.04, 21:28
              cossa napisała:

              > dojrzala milosc matki
              > bynajmniej jest warunkowa
              >
              > a jednak niesie ze soba
              > "popchniecie" dziecka w strone drzwi

              Popchnięcie lecz nie WYPCHNIĘCIE za drzwi, prawda?
              >
              > bo milosc matki, rodzica
              > to nie tylko obiad pod nosem
              > i papier toaletowy w lazience
              >
              > milosc rodzica to zrobienie wszyskiego
              > by dziecko SAMO dalo sobie rade w zyciu

              Tak właśnie, zrobienie WSZYSTKIEGO.
              pozdr. :-)
              >
              > pozdr.cossa
              >
              >
          • moc_ca Re: zaraz zaraz... 22.06.04, 21:26
            Gość portalu: ja napisał(a):

            > "O Boże! Cóż za brak miłości do własnego dziecka! "Masz pracę i wynocha z
            > domu"! " - ktoz tak napisal?

            Ja tak napisałam! A gdzies temu zaprzeczam? Oczywiście bez "masz pracę
            i wynocha z domu" - tu bowiem lekko sparafrazowałam słowa mojej przedmówczyni.
            >
            > Milosc do dzieci JEST bezwarunkowa. I kazdy "stary kon" jest zawsze dzieckiem.
            > Co nie zmienia faktu, ze przychodzi czas, zeby wypelzl z domu. Czy to jest
            > oznaka braku milosci, ze matka tego oczekuje???? Dlaczego tylko matka ma
            kochac
            > bezwarunkowo i biegac kolo dziecka. A dziecko to nie powinno matce ulzyc????

            Powinno. Ale jeśli nie wypełza to matka powinna powiedzieć, cytuję z postu
            ulika1955:
            "plac za swoje utrzymanie w domu lub sie wyprowadz na swoje." ?
            • Gość: ja Re: zaraz zaraz... IP: *.acn.waw.pl 22.06.04, 22:00
              prawie dochodzimy do porozumienia :)
              zgadzam sie z ostatnim zdaniem
              tylko czy "plac za utrzymanie..." zalatwia problem?
              pieniazki to jedna rzecz
              a druga to zadbanie o pusty zoladek i poprane gacie
              nie sadzisz?
              • moc_ca Re: zaraz zaraz... 22.06.04, 22:05
                Gość portalu: ja napisał(a):

                > prawie dochodzimy do porozumienia :)
                > zgadzam sie z ostatnim zdaniem
                > tylko czy "plac za utrzymanie..." zalatwia problem?
                > pieniazki to jedna rzecz
                > a druga to zadbanie o pusty zoladek i poprane gacie
                > nie sadzisz?

                generalnie sądzę że rodzice powinni tak wychować dziecko aby chciało
                w odpowiednim momencie swego życia wyfrunąć o własnych siłach z uroczego
                gniazdka rodzinnego! :-)) powtarzam się bo już o tym pisałam.
                • Gość: ja no, jeju moc_ca ... IP: *.acn.waw.pl 22.06.04, 22:15
                  ona widac tak nie wychowala...
                  i tu caly problem..
                  mam w dalszej rodzinie podobny przyklad
                  i jedno co moge stwierdzic, to raczej nie jest to wina dziecka
                  dziecku jest po prostu wygodnie
                  niestety...
                  zawsze mozna miec nadzieje, ze znajdzie sobie panienke/faceta ktore od
                  tesciowej zechce sie trzymac z daleka :)

                  Z utesknieniem oczekuje komentarzy, milczacej jak dotad, mamusi !!!
                • procesor Re: zaraz zaraz... 22.06.04, 22:16
                  moc_ca napisała:
                  > generalnie sądzę że rodzice powinni tak wychować dziecko aby chciało
                  > w odpowiednim momencie swego życia wyfrunąć o własnych siłach z uroczego
                  > gniazdka rodzinnego! :-)) powtarzam się bo już o tym pisałam.


                  Moc_ca jak juz swoje wypuścisz z gniazda to zamelduj jak ci sie udało. :)

                  Rodzice to tylko normalni ludzie.
                  Omylni. Popełniający błędy.

                  Jestes nieomylna? Nie popełniasz błędów? Myślisz że wychowasz dziecko jakbys
                  była chodzącym ideałem??
                  Chyba nie.
                  Błędy mozna i nalezy naprawiac.
                  Rodzic któremu nie udało sie wychowac dziecka tak żeby samo wyfrunęło na czas
                  z gniazda maja prawo do naprawiania swych błędów.

                  Rodzice powinni.. dzieci powinny.. ach jakiż ten świat byłby prosty i
                  nieskomplikowany..
                  • moc_ca Re: zaraz zaraz... 22.06.04, 22:28
                    procesor napisała:

                    > moc_ca napisała:
                    > > generalnie sądzę że rodzice powinni tak wychować dziecko aby chciało
                    > > w odpowiednim momencie swego życia wyfrunąć o własnych siłach z uroczego
                    > > gniazdka rodzinnego! :-)) powtarzam się bo już o tym pisałam.
                    >
                    >
                    > Moc_ca jak juz swoje wypuścisz z gniazda to zamelduj jak ci sie udało. :)
                    >
                    > Rodzice to tylko normalni ludzie.
                    > Omylni. Popełniający błędy.
                    >
                    > Jestes nieomylna? Nie popełniasz błędów? Myślisz że wychowasz dziecko jakbys
                    > była chodzącym ideałem??
                    > Chyba nie.
                    > Błędy mozna i nalezy naprawiac.
                    > Rodzic któremu nie udało sie wychowac dziecka tak żeby samo wyfrunęło na
                    czas
                    > z gniazda maja prawo do naprawiania swych błędów.
                    >
                    > Rodzice powinni.. dzieci powinny.. ach jakiż ten świat byłby prosty i
                    > nieskomplikowany..

                    O co chodzi, procesor?
                    Mają rodzice prawo do błędów.
                    Nigdzie nie piszę że jestem idealem.
                    Nie sądzę że wychowam dziecko bo nie jestem chodzącym ideałem.
                    Błędy trzeba i można naprawiać.
                    Tak właśnie, rodzice powinni, dzieci powinny .. a życie sobie płynie ..
                    a moc_ca i inni dyskutują w wątku z zadanym pytaniem: "co zrobić by dzieciom
                    chciało się rzucić w świat"
                    A Ty co masz do powiedzenia na temat?
                    Pisz śmiało bo na razie udzielasz mi reprymendy a ja nie wiem za co.Zresztą Ty
                    tez nie wiesz.
                    >
                    • procesor Re: zaraz zaraz... 22.06.04, 22:38
                      Wiesz Moc_ca ty to tak stale masz podniesiony poziom agresji??

                      Nic dziwnego że nie wiesz za co ci reprymendy udzielam. Bo jej NIE udzielałam.

                      Łatwo sie pisze "powinni..".

                      Trudniej napisac - JAK? Nie ma recept, sama wiesz. Więc nie ma co pisac
                      rodzicowi doreosłego już dziecka "a bo to trzeba sie było wcześniej za to
                      zabrac..". Bo teraz to oni sami to wiedza..

                      Co mam w tym względzie do powiedzenia? Wychowuje panienke która za te 10 lat
                      będzie dorosła. I właśnei teraz mam czas na to by ja do tego przygotowywac. Tak
                      jak i przez 8 poprzednich lat.
                      :)
                      • moc_ca Re: zaraz zaraz... 22.06.04, 23:42
                        procesor napisała:

                        > Wiesz Moc_ca ty to tak stale masz podniesiony poziom agresji??

                        Wiesz Procesor Ty to tak stale lubisz pouczać?
                        >
                        > Nic dziwnego że nie wiesz za co ci reprymendy udzielam. Bo jej NIE udzielałam.

                        hmmm .... :-))
                        >
                        > Łatwo sie pisze "powinni..".
                        >
                        > Trudniej napisac - JAK?
                        Nie ma recept, sama wiesz. Więc nie ma co pisac
                        > rodzicowi doreosłego już dziecka "a bo to trzeba sie było wcześniej za to
                        > zabrac..". Bo teraz to oni sami to wiedza..

                        Gdzie tak napisałam?
                        Napisałam że nie zgadzam się z poglądami wg których osiągnięcie dorosłości lub
                        uzyskanie dyplomu automatycznie staje się momentem w ktorym rodzic mówi:
                        WYPROWADŹ SIĘ Z DOMU bo już dość od nas dostałeś!
                        Napisałam gdzies że trzeba BYŁO się wcześniej za to zabrać? Nie mam w zwyczaju
                        mówić o tym co było.Powiem jeszcze raz: od najwcześniejszych lat należy tak
                        wychowywać dziecko aby przygotować je do momentu w ktorym będzie wiedziało
                        że trzeba zacząć żyć na własny rachunek ALE .. jeśli dziecko mimo dorosłości
                        nie jest gotowe do podjęcia tego ryzyka należy nadal zapewnić mu oparcie
                        i nadal uczyc JAK TO ZROBIĆ - aż zrozumie.Po to dzieci mają rodziców!
                        Ich dorosłość nie zwalnia nas z moralnego obowiązku nauczenia ich życia
                        samodzielnego.
                        Zgodziłam się z Cossą że można je popychać w stronę drzwi ale nie wypychać za
                        drzwi, i napisałam że bliskie mi są poglądy na wychowywanie dziecka
                        prezentowane przez mskaiq która pisała o miłości do dziecka, przede wszystkim.

                        Tak sądzę i tak napisałam w odpowiedzi na pytanie mamusi zawarte w pierwszym
                        poście.
                        >
                        > Co mam w tym względzie do powiedzenia? Wychowuje panienke która za te 10 lat
                        > będzie dorosła. I właśnei teraz mam czas na to by ja do tego przygotowywac.
                        Tak
                        >
                        > jak i przez 8 poprzednich lat.
                        > :)
                        Właśnie tak samo myślę i o tym napisałam. Gdzie więc ten błąd za ktory
                        udzielasz mi pouczeń w stylu: "łatwo się pisze 'powinni'" , "nie ma co
                        pisać", "jesteś nieomylna?"Nie popełniasz błędów? Myślisz że wychowasz dziecko
                        jakbys była chodzącym ideałem??"
                        Czy dalej uważasz ze stale mam podniesiony poziom agresji? Czy tez może bronię
                        swoich poglądów pouczana przez Ciebie, patrz wyżej?
                        Czytaj dokladniej a potem udzielaj mi porad jak powinnam to napisać.
                        pozdrawiam.
                        • Gość: ja agresje jednak nieco czuc... IP: *.acn.waw.pl 23.06.04, 07:50
                          bo nijak nie dopuszczasz do siebie chocby ciut ciut innych argumentow...
                          moc_ca to wszystko prawda co piszesz, choc sama sie gubisz bo najpierw piszesz,
                          ze "trzeba tak wychowywac dziecko...", a potem ze nigdzie nie pisalas ,
                          ze "trzeba bylo sie wczesniej zabrac..." - dla mnie nieco sprzeczne, jak widze
                          procesor ma podobne zdanie

                          czy rzeczywiscie nie zetknelas sie nigdy ze "starymi koniami", ktorzy mimo
                          tego, ze zarabiaja, sa dorosli ilp. a dalej siedza rodzicom na glowie?
                          bo jest podany obiad i nie trzeba pamietac, ze sie pasta skoczyla...
                          sa cudownymi dziecmi, kochajacymi itd., ale nie potrafia pojac, ze moze by tak
                          czas byl samemu sie soba zajac
                          i wcale nie mam na mysli wypychanie na sile za drzwi, bo juz pracuje...
                          takie czekanie "az dorosnie do tej mysli" moze trwac w nieskonczonosc
                          i co potem? 40-letnie duze dziecko nadal trzeba glaskac po glowce, bo jeszcze
                          nie dojrzalo do samodzielnej egzystencji...

                          to chyba nie na tym rzecz polega, zeby z dnia na dzien wystawic walizki
                          ale jak sie nic nie robi, zeby dziecko oprocz przyjemnosci z "bycia doroslym"
                          mialo idace za tym obowiazki i ponosilo konsekwencje swoich czynow, to nici z
                          tego
                          Ja bym nie chciala zeby 18-latek wyprowadzal sie z domu. Dorosly to on dla mnie
                          nie jest. Ale chwala dla Mamusi, ze dzisiaj o tym mysli. Do 25 czy 30 moze mu
                          cos jeszcze wpoi.
                          Pytanie jak? i to Ona chce wiedziec
                          A mnie interesuje jak wyglada rola dziecka w domu. Ma jakies obowiazki, skoro
                          pracuje czy doklada sie do wydatkow itp., czy mamusia wszystko kolo niego
                          robi...tu dla mnie jest pies pogrzebany.

                          a i tak najskuteczniejsza bedzie synowa...
                          Czego Mamusi zycze z calego serca :)
                          • moc_ca hmm.. 23.06.04, 08:40
                            Gość portalu: ja napisał(a):

                            > bo nijak nie dopuszczasz do siebie chocby ciut ciut innych argumentow...
                            > moc_ca to wszystko prawda co piszesz, choc sama sie gubisz bo najpierw
                            piszesz,

                            Niedopuszczanie do siebie argumentów nazywasz agresją?
                            Co do 'gubienia się' - nie masz racji. Otóż cytujesz:

                            > ze "trzeba tak wychowywac dziecko...", a potem ze nigdzie nie pisalas ,
                            > ze "trzeba bylo sie wczesniej zabrac..." - dla mnie nieco sprzeczne, jak
                            widze
                            > procesor ma podobne zdanie

                            Oba zdania wzięte przez Ciebie w cudzysłów, różnią się ale drugie nie jest
                            mojego autorstwa.Jeśli tego nie widzisz i nie rozumiesz - trudno, nie chce mi
                            sie już tłumaczyć.Sorry.

                            > czy rzeczywiscie nie zetknelas sie nigdy ze "starymi koniami", ktorzy mimo
                            > tego, ze zarabiaja, sa dorosli ilp. a dalej siedza rodzicom na glowie?

                            Tu Cię boli! "Stary koń" - to niezbyt odpowiednie określenie dziecka mamusi
                            i to Ci zarzuciłam.

                            Zetknęłam się ze zjawiskiem o ktorym piszesz..
                            Mamusia - autorka wątku, nie mówiła jednak o swoim dziecku NIC podobnego, ja
                            też zastrzegłam że nie mówię o patologii - tak trudno to zauważyć?

                            > bo jest podany obiad i nie trzeba pamietac, ze sie pasta skoczyla...
                            > sa cudownymi dziecmi, kochajacymi itd., ale nie potrafia pojac, ze moze by
                            tak
                            > czas byl samemu sie soba zajac
                            > i wcale nie mam na mysli wypychanie na sile za drzwi, bo juz pracuje...
                            > takie czekanie "az dorosnie do tej mysli" moze trwac w nieskonczonosc
                            > i co potem? 40-letnie duze dziecko nadal trzeba glaskac po glowce, bo jeszcze
                            > nie dojrzalo do samodzielnej egzystencji...

                            j.w.- pytanie zawarte przez autorkę wątku nie sugerowało potrzeby głaskania
                            40 letniego starego konia!

                            > to chyba nie na tym rzecz polega, zeby z dnia na dzien wystawic walizki
                            > ale jak sie nic nie robi, zeby dziecko oprocz przyjemnosci z "bycia doroslym"
                            > mialo idace za tym obowiazki i ponosilo konsekwencje swoich czynow, to nici z
                            > tego
                            > Ja bym nie chciala zeby 18-latek wyprowadzal sie z domu. Dorosly to on dla
                            mnie
                            >
                            > nie jest. Ale chwala dla Mamusi, ze dzisiaj o tym mysli. Do 25 czy 30 moze mu
                            > cos jeszcze wpoi.
                            > Pytanie jak? i to Ona chce wiedziec
                            > A mnie interesuje jak wyglada rola dziecka w domu. Ma jakies obowiazki, skoro
                            > pracuje czy doklada sie do wydatkow itp., czy mamusia wszystko kolo niego
                            > robi...tu dla mnie jest pies pogrzebany.
                            >
                            > a i tak najskuteczniejsza bedzie synowa...
                            > Czego Mamusi zycze z calego serca :)

                            Tak samo myślę jak Ty.Przedstawiłam swoje zdanie na ten temat i mam nadzieję że
                            Mamusia zrozumiała mnie zgodnie z moją intencją (w przeciwieństwie do Ciebie
                            i procesor).
                            Zmęczyły mnie już te tłumaczenia 'co poeta miał na myśli'.
                            • procesor z dedykacją :) 23.06.04, 10:28
                              A, u sia, la, la, la - mam dwie lewe ręce
                              A, u sia, la, la, la - nie mam pieniędzy
                              A, u sia, la, la, la - nie mam ochoty
                              A, u sia, la, la, la - wziąć się do roboty
                              Zamiast pracować ja wolę leniuchować

                              Mama i tato mówią mi: synu masz lat pięćdziesiąt trzy
                              Najwyższy czas byś skończył szkołę, inaczej będziesz stary matołem
                              Mnie mama i tata nic nie obchodzi, niech życie w szkole marnują młodzi

                              A, u sia, la, la, la...

                              Mama i tato są zmartwieni, że syn się jeszcze nie ożenił
                              Że nie ma domu i samochodu, że się marnuje chłopak za młodu
                              Ja na takie teksty przymykam oczy, wolę na miasto z kumplami skoczyć

                              A, u sia, la, la, la...

                              Mama i tato głowę mi trują, że już pół wieku mam nie pracując
                              Że lat trzydzieści dają pieniądze, by zaspokoić synalka żądze
                              Ja im współczuję i na nich nie krzyczę, przecież was kocham moi rodzice

                              **************************************

                              To że Mamusia napisała w swojej sprawie - nie wyklucza rozważań na szersza
                              skalę. A po wielomiesiecznej lekturze tego forum wydaje się to jak najbardziej
                              usprawiedliwione.
                          • Gość: Mamusia Re: agresje jednak nieco czuc... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.04, 10:26
                            :) tyle agresji w tych wypowiedziach, podważania umiejętności
                            wychowawczych, "jasnowidztwa" w ocenie sytuacji.
                            "trzeba było to, czy tamto" :) a skąd wiadomo, że tego czy tamtego nie było?
                            Pytanie które tu podrzuciłam brzmiało - co zrobić - by komuś się chciało
                            RZUCIĆ... w świat, zaryzykować, zaistnieć.
                            Dzieci na różnych etapach życia mają różny stopień samodzielności i ja to wiem,
                            bo przez te etapy przeszłam. Wyjeżdżają same na kolonie, obóz, zdają swoje
                            pierwsze egzaminy i przeżywają pierwsze uczuciowe rozterki i rozczarowania.
                            Według mnie głaskanie po główce nie stoi w sprzeczności z samodzielnością.

                            Problemem dla mnie jest zerwanie więzi, gdy ktoś się wyprowadza z domu, jak tak
                            się wyprowadziłam, po kłótni. Czy to dobre? Nie sądzę. Czy jest inny sposób? -
                            synowa? może, ale dla 23-4 latka na synową zdecydowanie za wcześnie :-)
                            Więc jak?

                            "ja" - czy masz dzieci?
                            • Gość: ja no wlasnie IP: *.igik.edu.pl 23.06.04, 13:12
                              teraz zaczna sie argumenty typu: nie masz dzieci=nie masz pojecia
                              Nie mam dzieci.
                              Co nie zmienia faktu, ze mam prawo miec zdanie na ten temat.
                              I uwazam ze dorosly czlowiek powinien byc samodzielny i w pewnym momencie
                              wyfrunac z gniazdka. Lub tez mieszkajac z rodzicami ponosic
                              wspolodpowiedzialnosc materialna i organizacyjna.
                              Bo inaczej to jest to patologia.

                              Nie odpowiedzialas mi na pytania odnosnie co dziecko w domu robi, jaki jest
                              jego udzial w "gospodarstwie". Dlaczego?
                              Dlaczego masz obawy, ze dziecko samo nie dojrzeje do mysli o wyfrunieciu?
                              ze wyprowadzi sie po klotni?


                              a o synowej to mial byc zart na pocieszenie...
                              • Gość: Mamusia Re: no wlasnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.04, 17:28
                                Nie zaczną się :), ale jakaś prawda w tym jest, że proste rozwiązania znajduje
                                sie tam, gdzie nie zna sie dokładnie tematu. A wszystko można dokładnie poznać
                                odbywając w danym temacie gruntowną praktykę - po prostu.
                                Nie neguję Twojego prawa posiadania własnego zdania na ten temat, chciałam
                                tylko wiedzieć, czy jesteś praktykiem, czy teoretykiem.

                                Co do dziecka- zdało maturę i bedzie zdawało na studia, pomagało: prowadząc
                                firmę, gdy miało 16 lat, zajmuje się czasem młodszym bratem, czasem gotuje, ale
                                nie jest w tym orłem, sprząta swój pokój oczywiście. Jest bardzo odpowiedzialne
                                to dziecko...
                                Dlaczego nie odpowiedziałam? bo to nie stanowi problemu, nie pomoże w
                                odpowiedzi na pytanie.
                                Jak widzisz, nie pasuje do szablonu starego chłopa na garnuszku, któremu
                                mamusia podciera...

                                Patologia... fajne słowo, zapewne z jakichś ostatnich zajęć na pedagogice
                                specjalnej czy czymś takim.
                                Dla mnie patologia to powiedzenie swojemu dziecku wynocha... idź z domu, bo juz
                                jestes dorosły. To jest chore.

                                Dlaczego się zastanawiam jak pomóc, bo świat w koło mało przyjazny dla
                                nieopierzonych ptaszków, bo chciałam poznać ścieżki innych ludzi, ich
                                doświadczenia, ale tylko częściowo mi się to udało.
                                Po co tyle agresji? Jesteś nieszczęśliwa? Musiałaś się wyprowadzić z domu, a
                                nie chciałaś?
                                • Gość: ja Re: no wlasnie IP: *.acn.waw.pl 23.06.04, 20:12
                                  proste rozwiazania mozna tez dostrzec z boku patrzac, bo nie jest sie
                                  emocjonalnie z tym zwiazanym - odnosnie skutecznosci tego realizacji nie bede
                                  sie wypowiadac, bo to akurat latwe pewnie nie jest
                                  mam na patelni podawane przyklady co do ktorych sie wypowiadalam
                                  i bezradne znajome pytajace "co zrobic, zeby poszedl na swoje". Twoje pytanie
                                  brzmi identycznei.

                                  Twoj pierwszy post dla mnie byl jednoznaczny : co zrobic zeby im sie chcialo
                                  rzucic w swiat. Wniosek:znaczy ze nie chca
                                  Dyskusja poszla nieco nie w te strone co trzeba, ale daleko mi do agresji.
                                  Wkurzylo mnie tylko to, ze ktos tu napisal "dziecko trzeba wychowywac od
                                  poczatku tak...", nie znosze takich tekstow, bo sa bez sensu.
                                  Z pedagogika tez nic nie mam wspolnego, mimo "patologii" powtorzonej za moc_ca.
                                  Tobie tez zlosliwosci latwo przychodza, jednak:)

                                  Nie musialam sie wyprowadzac z domu "na sile". Mialam 19 lat jak wyszlam z
                                  domu. I nikt mnie nie zmuszal. To bylo naturalne, choc nie przypominam sobie
                                  jakis specjalnych "zabiegow" czy staran ze strony rodzicow, zebysmy uczyli sie
                                  samodzielnosci. Pewnie rodzice tez mieli rozterki, bo dopiero po dluuugim
                                  czasie przyznali, ze im sie dzieci madrzejsze udaly niz im sie wydawalo:))
                                  To przyszlo samo. Skad u Ciebie obawa, ze Twoje dziecko tez do tego samo nie
                                  dorosnie? chcesz mu pomoc i slusznie, ale czy nie sadzisz, ze aby nauczyc sie
                                  samodzielnosci musi na wlasnej skorze poznac nieprzyjaznosci tego swiata?
                                  zaufaj swojemu dziecku


              • Gość: Mamusia Re: zaraz zaraz... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.04, 22:21
                Dziecko ma 18 lat, już dorosłe, a jednak dziecko.
                Nie wyobrażam sobie rozmowy, która kończy się tak: pracujesz, zarabiasz,
                wyprowadź się...
                Tak ewentualnie można powiedzieć komuś obcemu, komu się przez chwilkę pomagało
                i nadużywa naszej gościnności, ale nie własnemu dziecku.
                Chodziło mi o to, żeby ono samo dążyło do tej samodzielności, żeby w pewnym
                momencie wybrało, że woli mieszkać samo, niż ze mną. I żeby to się nie odbyło z
                powodu kłótni.:)
                • moc_ca Re: zaraz zaraz... 22.06.04, 22:30
                  Gość portalu: Mamusia napisał(a):

                  > Dziecko ma 18 lat, już dorosłe, a jednak dziecko.
                  > Nie wyobrażam sobie rozmowy, która kończy się tak: pracujesz, zarabiasz,
                  > wyprowadź się...
                  > Tak ewentualnie można powiedzieć komuś obcemu, komu się przez chwilkę
                  pomagało
                  > i nadużywa naszej gościnności, ale nie własnemu dziecku.
                  > Chodziło mi o to, żeby ono samo dążyło do tej samodzielności, żeby w pewnym
                  > momencie wybrało, że woli mieszkać samo, niż ze mną. I żeby to się nie odbyło
                  z
                  >
                  > powodu kłótni.:)

                  Tak właśnie Cię zrozumiałam.
                  pozdrawiam. :-)
                • Gość: ja Re: zaraz zaraz... IP: *.acn.waw.pl 22.06.04, 23:17
                  18 lat... to pelnoletnie jest a nie dorosle
                  skad wiesz, ze w pewnym momencie nie wybierze mieszkania bez mamusi?
                  zakladasz/obawiasz sie ze nie...
                  dlaczego?
        • Gość: matak/babcia Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci IP: *.proxy.aol.com 25.06.04, 20:14
          Moc-ca wtrzadzasz WIELKA krzywde swoim dziecia Twoja milosc jest slepa,nie ma
          nic wspolnego z madra matczyna miloscia 25 lat to jest przepraszam ciebie ale
          stary kon na podawanie mu wszystkiego pod nos on dobrze zna zycie nie martw sie
          o to jemu jest tak wygodnie GRAC niezdare bbo wie ,za mama wszystko zrobi Tys
          juz zrobila teraz jest Twoj czas na zycie on lub ona niech sobie radzi
          sama /sam/a Ty tylko skoryguj,gdy zajdzie potrzeba.Nie WMAWIAJ sobie,ze ten
          czlowiek nie potrafi sprzatac,gotowac itp wiadomo nie od razu ale krok po kroku
          i bedzie dobrze zobaczysz nie wyreczaj i nie ROB KRZYWDY WLASNYM DZIECIOM daj
          im zyc czs przedszkola monal jesli on liu on wie jak isc na randke i nie bierze
          ciebie do pompcy to znaczy,ze dorosla/dorosl/ byc samodzielny.NIE ROB KALEKI Z
          WLASNEGO DZIECKA.zmarznie na drugi dzie ubierze sie cieplej bedzie glodny sam
          znajdzie chleb zobaczysz jak twoje dziecko szybko poanuje sztuke zycia TYLKO MU
          POZWOL.Slepa milosc rodzicow nie jednemu dziecku zniszczyla zycie.
    • cossa Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci 22.06.04, 19:21
      traktowac ich jak doroslych :)
      z wszystkimi plusami i minusami bycia doroslym ;)

      pozdr.cossa
    • alkmaar chciałbym się zgodzić z moccą - 23.06.04, 08:55
      nazywanie dorosłych dzieci siedzących na garnuszku u rodziców "starymi koniami"
      jest ohydnym, bestialskim nadużyciem. To okropne, że bezduszne, cyniczne,
      zwyrodniałe panie śmiały je tu tak nazwać. Nazwałaś to, mocca, lekką przesadą -
      dla mnie to zbrodnia !!!
    • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci 23.06.04, 10:41

      " ZERO ZŁOTYCH "
      --------------------------

      Któregoś wieczoru, gdy mamusia przygotowywała kolację, jedenastoletni
      syn stanął w kuchni, trzymając w ręku kartkę. Z oficjalną miną,
      dziecko podało kartkę matce, która wytarła sobie ręce w fartuch i
      przeczytała, co było
      napisane:
      - za wyrwanie chwastów na ścieżce: 5 złotych;
      - za uporządkowanie mojego pokoju: 10 złotych;
      - za kupienie mleka: 1 złoty;
      - za pilnowanie siostrzyczki (3 popołudnia): 15 złotych;
      - za otrzymanie dwukrotnie najlepszego stopnia: 10 złotych;
      - za wyrzucanie śmieci co wieczór: 7 złotych.
      Razem: 48 złotych.
      .... Mama spojrzała czule w oczy syna. Jej umysł pełen był wspomnień. Wzięła
      długopis i na drugiej stronie kartki napisała:
      - Za noszenie ciebie w łonie przez 9 miesięcy: 0 złotych;
      - Za wszystkie noce spędzone przy twoim łóżku, gdy byłeś chory 0
      złotych;
      - Za te wszystkie chwile pocieszania ciebie, gdy byłeś smutny 0 złotych;
      - Za wszystkie osuszone twoje łzy: 0 złotych;
      - Za to wszystko, czego ciebie nauczyłam dzień po dniu: 0 złotych;
      - Za wszystkie śniadania, obiady, kolacje, podwieczorki i
      śniadania do szkoły: 0 złotych;
      - Za życie, które ci daję każdego dnia: 0 złotych.
      Razem: 0 złotych.
      Gdy skończyła, uśmiechając się matka podała kartkę synowi.
      Ten przeczytał to, co napisała i otarł sobie dwie duże łzy, które pojawiły się
      w jego oczach. Odwrócił kartkę i na swoim rachunku napisał: "Zapłacono". Potem
      objął mamę za szyję i obsypał ją pocałunkami.
      Gdy w osobistych i rodzinnych stosunkach zaczynają się pojawiać rachunki,
      wszystko się kończy.
      Miłość jest bezinteresowna albo nie istnieje.
      • miriah Re: usamodzielnianie dorosłych dzieci 23.06.04, 14:39
        fajne bardzo :-)
Pełna wersja