Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY!

23.06.04, 15:48
Napisałąm ten post na innym forum , odezew był nijaki..

Moze tu dowiem się czegoś więcej, moze powinnam sie "obudzić"....

otóż...
Jesteśmy ze sobą ponad rok, niebawem się do niego wprowadzam.
Zaplanowaliśmy to już dawno,poczynił przygotowania do mojego zamieszkania.
Póki co pomieszujemy ze soba ze względu na naszą pracę.( mam od siebie lepszy
i szybszy dojazd)
On w separacji prawnej!! 4 rok , z tego małeżenstwa ma dziecko. Akurat to nie
jest problem.
"Żona" mieszka od 4 lat wraz z dzieckiem u swoich rodziców, kontakt utrzymuja
jedynie w momencie zabierania i zawozenia dziecka.
Nie wspomina o niej jak już to zadko bez sentymentu itp. Decyzja o rozstaniu
padla z jego strony! Widziałam dokumenty potwierdzajace separację i podział
majątku!

Niedawno zapytałam sie o rozwód, w końcu trzeba go wziąc.
Myslałam ,ze to jest tylko formalnościa. Nie nalegałam wczesniej, nie
widziałam takiej potzreby ponieważ nasz związe układał się pomyślnie.
I co sie okazało!
On nie chce brać rozwodu bo nie NIE JEST JESCZE NA TO GOTOWY!
Szlag mnie trafił , słowo daję.
Rozumiem, niedawno się rozstali,nie pzremyśleli dokładnie decyzji ale on juz
z nią nie mieszka i nie utrzymuje kontaktów pzrez 4 lata!
Nie rozumiem tego....
oświeccie mnie , prosze.

    • Gość: awionetka Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.06.04, 15:54
      chyba ktoś Cię zrobił w ch...

      a Twoja wprowadzanka do niego to nic wielkiego
      zawsze w odpowiednim momencie moze Cię wystawić na wycieraczkę
      • Gość: Hubert Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! IP: 193.30.160.* 23.06.04, 16:59
        prujesz się jak stara torba...trochę optymizmu :)
    • ziemiomorze Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! 23.06.04, 15:56
      Nie musi chodzic o nia - ale o Ciebie. Jesli by sie rozwiodl, to pytania o
      Wasza przyszlosc staly by sie bardziej konkrente.

      zet.
      • exena Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! 23.06.04, 16:04
        oki...
        dodam coś jeszcze...
        otóż ja sie rowądzę!
        Tak , jestem w trakcie rozwodu!
        On tego chciał , nalegał ,załatw swoje sprawy i zamieszkamy razem!
        Byłam w separacji tak jak on.
        Generalnie robie to nie dla siebie , dla niego tylko dla NAS!
        Byłam pewna ,zę skoro ja zamykam pewien rozdził życia to ON też to zrobi.
        I co?
        Ja moge , jestem gotowa po 2 latach separacji a on nie!!! po 4 latach!!!!
        Nie che brać slubu! Nie o to w tym chodzi.!
        Pragnę aby był lojalny wobec mnie tak jak ja wobec niego!


        I co teraz?

        • ziemiomorze Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! 23.06.04, 16:08

          Moze zamiast pytac obcych ludzi na forum, jego sie spytaj? Na czym na nie-
          gotowosc ma polegac? Gotowosc na co? Do czego? I dlaczego jeszcze nie? A jesli
          nie, to kiedy? I dlaczego Ty masz byc gotowa, a on nie? Etc.

          Tylko spokojnie,
          zet.
          • exena Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! 23.06.04, 16:13


            Nie chce o tym rozmazmawiać, unika tego.
            Jedynie powiedział,ze rozwód nie jest mu potrzebny! Jak będzie gotowy to go
            weżmie.
            Ma separacje i podział majątku wiec to wystarczy.

            Nie wyobrażam sobie życia z mężczyzną , który ma nadal żone!
            zapytał mnie ostatnio czy to takie dla mnie ważne -ten rozwód?
            Wazna jest nasza miłosc!!!!-odpowiedział
            wrr

            Cos mi sie przypomniało ...wspomniał,ze to kwestia DUCHOWA a ja tego nie
            zrozumię, dlatego nie bedzie brał rozwodu.
            Dodam,ze ani razu nie wspomniał o rozwodzie koscielnym!
            Cywilny jest dla niego nieistotny ... skoro tak , mówie to weż rozwód cywilny...
            a on dajej swoje NIE JESTEM JESZCZE GOTOWY!

            mam zyc nadzieją ,ze kiedys bedzie gotowy???
            • alka_xx Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! 23.06.04, 16:57
              W kwestii formalnej!
              Z tego co wiem, to separacja nie stanowiła podstawy do podziału majatku droga
              wyroku sadowego...chyba że coś sie zmieniło??

              exena napisała:
              > Jedynie powiedział,ze rozwód nie jest mu potrzebny! Jak będzie gotowy to go
              > weżmie.
              > Ma separacje i podział majątku wiec to wystarczy.
              • Gość: kijek SEPARACJA IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 24.06.04, 01:11
                Zmieniło się kilka lat temu - wprowadzono separację sądową. Podstawowa różnica
                między rozwodem to to, że w separacji nie można zawrzeć ponownie małżeństwa.

                Majątki po separacji są odrębne.

                I do orzeczenia separacji sądowej nie jest potrzebna zgoda współmałżonka.

                Są też inne różnice.
                • exena Re: SEPARACJA 24.06.04, 08:27
                  >
                  > Są też inne różnice.


                  jakie?
            • Gość: ela Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.04, 00:46

              > a on dajej swoje NIE JESTEM JESZCZE GOTOWY!
              >
              > mam zyc nadzieją ,ze kiedys bedzie gotowy???



              owszem bedzie kiedys gotowy:)
              ale z inną kobietą i tyle
      • Gość: Biedronka14 Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.06.04, 16:47
        nic na sile, w takich niepewnych ukladach ktoras ze stron musi byc pewna za
        dwie. Prawdopodobnie Twoj mezczyzna przerazil sie nastepnej katastrofy i
        delikatnie dal na wsteczny, chce miec Ciebie przy sobie, jednak na dystans.
        Jest to w gruncie rzeczy zrozumiale biorac pod uwage jak zakonczyl sie ostatni
        zwiazek. Mozesz trwac w tym, ale wez pod uwage ze bycie z kims kto ma bagarz
        emocjonalny z przeszlego zwiazku jest rzecza trudna, brak zaufania,
        niezdecydowanie itp. Moze nie zaufac Ci calkowicie nigdy, jednak byc z Toba nie
        decydujac sie na dalsze kroki. Tak jest wygodnie. Jako mezczyzna i ojciec sie
        juz sprawdzil,kobiete ma, fajnie bo bez zobowiazan, teraz moze pozwolic sobie
        na bycie egocentrykiem.
        Pytaniem jest na jak dlugo mozesz sobie pozwolic by tracic czas, co przez to
        tracisz i kiedy chcesz sobie ulozyc zycie?

        Powodzenia.
        • jmx Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! 24.06.04, 00:47

          Hm, od kiedy bycie z ukochanym człowiekiem jest traceniem czasu?

          A poza tym ostatnim zdaniem jestem za. Jak się coś komuś nie udało to potem
          jest podwójnie ostrożny. A nowy związek to kwestia dogadania się między
          partnerami (Marusiu wybacz ;-)). Bo można nie mieć formalnego rozwodu a
          stworzyć szczęśliwy, trwały związek.

          Cześć Biedronko :-)
          • Gość: Biedronka14 Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.06.04, 04:58
            mozna trwac bo kochasz, cierpiec bo trwasz, tracic czas i czasami zdrowie
            jezeli z kochana osoba pragniesz planowac zycie a podejscie drugiej ze stron
            swiadczy o braku tego 'calkowitego' zaangazowania. Tak mozna trwac lata, ....i
            tak, zycie ucieka ci przez palce jezeli zaplanowales je inaczej(dzieci, rodzina)
            bo w zamist trwania w jednej z takich poczekalni mozesz spotkac kogos kto
            planuje zycie podobnie. Zalezy to takze od tego na jakim etapie jestes i czego
            oczekujesz. Kobiety w porownaniu z panami maja mniej czasu na ulozenie sobie
            zycia(piekielny zegar biologiczny),dlatego tak czesto sie spieszymy, byle przed
            30 -ka;)a starsi panowie jak wiemy, nawet srogo po 50-ce moga produkowac fajowe
            bobasy i zakladac rodziny. Niesprawiedliwe, no ale taka juz jest biologia.

            fajnie Ciebie znowu widziec jmx
            • jmx Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! 28.06.04, 01:02

              Ach te plany...

              Bo ja to widzę tak:
              albo chce się mieć rodzinę i dziecko/i
              albo chce się miec rodzinę i dziecko/i z TYM KONKRETNYM CZŁOWIEKIEM.

              Jeśli to drugie to opcja "trwanie-marnowanie" nie wchodzi po prostu w rachubę.
              Innymi słowy czyli bardziej realistycznie i zdroworozsądkowo - jak na mnie
              przystało ;-) - albo dopasowuje się plany do człowieka albo człowieka do
              planów...


              Ciebie też :-))
    • Gość: ja faceci sa tchorzami i egoistami IP: *.igik.edu.pl 23.06.04, 16:15
      boja sie wywlekania wlasnych brudow w sadzie
      i nie mysla o Tobie, o Twoich potrzebach czy oczekiwaniach
      przerobilam to

      pees. i przepraszam tych panow ktorzy maja poukladanme w glowach
    • moc_ca Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! 23.06.04, 16:48
      Sądzę ze istnieje alternatywa, dość prosta:
      albo powiedział Ci że jeszcze nie przestał jej kochać i nie chce ostatecznie
      spalic mostów które go z nią łączą,
      lub "tamta" sprawa, tamten związek jeszcze w nim się nie zabliźnił na tyle aby
      bez emocji przejść przez rozwód.
      W zestawieniu z jego prośbą o ostateczne roztrzygnięcie Twojej sprawy,
      jego postawa budzi niepokój.Myślę że najprościej będzie jeśli to właśnie jemu
      zadasz pytanie które zadałaś nam.
      pozdrawiam
      • Gość: Biedronka14 Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.06.04, 16:52
        wlasnie, wlasnie, madre slowa.
      • exena Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! 23.06.04, 22:54
        jak tak czytam to dochodze do wniosku,ze żyje w jakims amoku..
        facet rząda ode mnie nie dając nic w zamian...
        Sporo racji w tym co napisała moc_a..
        Generalnie jest tak- mi mówi,ze jej nie kocha, nic od niej nie chce, łączy go
        tylko dziecko ale też nie pozwoli aby coś sie jej stało.
        Może tylko mówi a czuje coś innego!!!?
        Fakt to była jego wielka miłosć, ożeniłem sie z miłości!!!
        Nie moze przeboleć tego,ze po ślubie tak sie zmieniła i z grzecznej panienki
        stała się zimna , materialistka!
        Nie moze przeboleć tego,ze nie wyszło!
        To jego słowa a serce moze mówi coś innego.
        To po cholerę sie ze mną wiaże??
        Wygoda??

        Rozumiem gdyby powiedział...jeszzce nie pora.. poczekajmy, poznajmy sie w
        róznych sytuacjach..ja tam mówiłam! A on nie! rozwiedz sie to wązne dla mnie!,
        załtw swoje sprawy majątkowe!Załatwisz to bedzie na łatwiej , zamieszkamy
        razem.. itd
        A teraz co?
        słyszę nie jestem gotowy... hehhe dobre sobie!... naiwne te kobiety !

        ja jestem GOTOWA na rozstanie!
        • jmx Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! 24.06.04, 00:59
          exena napisała:

          > jak tak czytam to dochodze do wniosku,ze żyje w jakims amoku..
          > facet rząda ode mnie nie dając nic w zamian...

          W związku z powyższym nasuwa mi się pytanie - czy Ty rozwód wzięłaś dla siebie,
          bo już nie chciałaś być związana (formalnie) z mężem, czy dla niego? Bo jeśli
          to ostatnie to nie jest najszczęśliwszy wybór. Granie pt. "jesli ty się
          rozwiedziesz to i ja" też nie. Rozwód jest zawsze ogromnym stresem,
          ktoś "obliczył", że plasuje się zaraz po śmierci współmałżonka, i rzeczywiście
          trzeba być na ten krok gotowym wewnętrznie.

          I dla mnie to jakoś naturalnie, choć rozumiem, że trudne do zaakceptowania, że
          nie chce by coś się stało matce jego dziecka. Przecież jego stosunek do byłych,
          też określa jakim jest człowiekiem.

          Myślę, że warto znim porozmawiać ale nie w tonie oskrżycielskim ale raczej
          mówiąc o swoich uczuciach. Może spróbuje się określić w jakichś rozsądnych
          ramach czasowych (jesli jego rozwód jest dla Ciebie ważny). Bo jesli wam ze
          soba dobrze, jeśli się kochacie to moze warto uzbroić się w cierpliwość,
          jeszcze poczekać, dać mu czas...?
          • exena Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! 24.06.04, 08:24
            >
            > W związku z powyższym nasuwa mi się pytanie - czy Ty rozwód wzięłaś dla
            siebie,
            >
            > bo już nie chciałaś być związana (formalnie) z mężem, czy dla niego? Bo jeśli
            > to ostatnie to nie jest najszczęśliwszy wybór. Granie pt. "jesli ty się
            > rozwiedziesz to i ja" też nie. Rozwód jest zawsze ogromnym stresem,
            > ktoś "obliczył", że plasuje się zaraz po śmierci współmałżonka, i
            rzeczywiście
            > trzeba być na ten krok gotowym wewnętrznie.

            zyłam 2 lata w separacji dobrze było mi z tym.
            Kontakty z byłym mężem sa dobre. On nie nalegał na rozwód ja też nie.
            Uzgodniliśmy,ze jeżeli któroś z nas zechce ułożyć sobie życie wniesie sprawę do
            sadu.
            To obecny partner chciał rozwodu, nie mógł znieść myśli,ze jest jakas druga
            osoba. Bywały sytuacje,ze kazał mi wybierać albo rozwód albo ON!
            Wewnętznie jestem gotowa.

            Napisałeś rozwód jest ogromnym stresem!!!
            Rany! To przecież ja teraz przez to pzrechodzę!
            Inna sprawa,ze po latach separacji jest lżej , skoro nie wróciliśmy do siebie
            przez te dwa lata, nie nawiązalismy ponownego kontaktu oznacza,ze miedzy nami
            koniec!. On ma kogoś ja tez. Tak samo jest w przypadku obecnego partnera.
            4 lata mineły!
            Skoro sie chce ze mna związac to uważam za normalne,ze powinien sie również
            rozwieść.
            Ja mam dawac a on tylko brac?

            >
            > I dla mnie to jakoś naturalnie, choć rozumiem, że trudne do zaakceptowania,
            że
            > nie chce by coś się stało matce jego dziecka. Przecież jego stosunek do
            byłych,
            >
            > też określa jakim jest człowiekiem.

            to zrozumiałe zwłaszcza,ze jest matka ich wspólnego dziecka!
            >
            > Myślę, że warto znim porozmawiać ale nie w tonie oskrżycielskim ale raczej
            > mówiąc o swoich uczuciach. Może spróbuje się określić w jakichś rozsądnych
            > ramach czasowych (jesli jego rozwód jest dla Ciebie ważny). Bo jesli wam ze
            > soba dobrze, jeśli się kochacie to moze warto uzbroić się w cierpliwość,
            > jeszcze poczekać, dać mu czas...?

            czas? hmmm jasne,ze moge jemu dać.... po 4 latach separacji po roku bycia ze
            mna , facet nie wie czego chce!
            ot taka prawda....
            • jmx Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! 25.06.04, 01:03
              exena napisała:

              > czas? hmmm jasne,ze moge jemu dać.... po 4 latach separacji po roku bycia ze
              > mna , facet nie wie czego chce!

              No cóż, zdarza się ;-)

              Myślę, ze chce z Tobą zamieszkać. Stworzyć wspólny dom. U niego nie łączy się
              to z rozwodem. Czemu? Trudno orzec. Być może sam tego nie wie. I wiele
              rozwiązań nie masz - bo w ostateczności zaakceptujesz taki stan (na jakiś czas;
              pytanie na jaki pozostaje) albo odejdziesz...
    • witch-witch Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! 23.06.04, 21:56
      On tobie powiedzial prawde. Zapewne ma jeszcze uczucia do swojej ex.A w tobie
      tez moze jest gleboko zaangazowany ale jeszcze nie calkiem gotowy na nowy
      zwiazek na serio.daj mu czas do namyslu cierpliwoscia mozna wiele zreczy w
      zyciu zmienic.
    • Gość: Lou Re: Pomóżcie zrozumiec! ON NIE JEST GOTOWY! IP: *.net-serwis.pl 24.06.04, 02:04
      tak, sytuacja jest jasna: jest zwiazany uczuciowo z zona, no a Ty zapelniasz
      jakos pustke po niej
      wg mnie nalezy sie wyprowadzic, odseparowac i dac mu ten czas i spokoj;
      spacer, teatr, wspolna kolacja w restauracji -z jego inicjatywy - czemu nie,
      ale nic wiecej
      oczywiscie konsekwencje moga byc rozne, z szybka zamiana Ciebie na inną
      wlacznie, wszystko wiec zalezy od Twoich oczekiwan;
      nie zazdroszcze sytuacji, w jakiej sie znalazlas, dla mnie nie do zaakceptowania
    • seksuolog Ty nie mozesz 24.06.04, 18:30

      Przyczyn dla ktorych on nie chce wziac rozwodu moze byc cala masa,
      na przyklad jest mu wygodniej tak jak jest. Z twojego punktu widzenia
      to nie jest najwazniejsze. Najwazniejsze jest problem wspolnego zamieszkania.
      Rozpoczecie zamieszkiwania od drzemiacego konfliktu jest bardzo niekorzystne.
      I tu dochodzimy do kluczowej sprawy: Jezeli postawisz sprawe kategorycznie
      o on to oleje to znaczy ze niestety zwiazek ma niedobre rokowania jesli
      bedziesz to dalej drazyla. A wiec albo wprowadzic sie ale zrobic z rozwodu
      temat tabu albo nie wprowadzac sie w ogole.
      • Gość: jnk Re: Ty nie mozesz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.04, 23:21
        Seksuolog ma rację, z jednym zastrzeżeniem: wszelkie tabu nie są dobrym
        rozwiązaniem. To, że nie mówisz o problemie nie znaczy, że o nim nie myślisz.
        Myślisz, a z biegiem czasu myślisz coraz więcej. I masz ochotę wywrzeszczeć te
        myśli, ten żal, tą niesprawiedliwość i Twoją cholerną krzywdę! Tak, możesz z
        nim zamieszkać, nie mówić, starać się nie myśleć i czekać, kiedy tama nie
        wytrzyma i morze Twojej krzywdy zaleje Was oboje. A on nie będzie rozumiał
        Twoich pretensji, więc zareaguje kontrpretensjami (atak jest najlepszą formą
        obrony, czyż nie?). Usłyszysz, że jesteś histeryczką, formalistką i Bóg wie
        czym obrzydliwym jeszcze.
        Może więc rzeczywiście daj czas, ale nie jemu, tylko sobie. Żeby uporać się ze
        swoimi uczuciami, myślami, zasadami. I nie kłaść się co wieczór obok niego
        kipiąc z bezsilnej, niemej złości.
        Odezwij się i daj znać, co postanowiłaś.
        • exena Re: Ty nie mozesz 28.06.04, 14:03
          co postanowiłam??
          hmm otóż spotkałam sie na neutralnym gruncie ( nie w jego domu!) na spokojnie
          zaczęłam rozmowę.
          Wszystko co mnie boli, daje do myślenia i spędza "sen z oczu" powiedziałam
          wprost. Czekając na reakcję.
          Standardowo zapewniał, mówil piękne słowa i takie tam inne bzdety.
          Wytłumaczył mi czym spowodowana jest ta niegotowość, nie ma to związku z jego
          byłą żoną. Poniekąd przywyczaił sie do tej sytuacji, dobrze jest jemu tak jak
          jest itp.
          Jeżeli bęcde nalegała to wezmie ten rozwód. Własnie nalegała!!! Nie odczuwa
          takiej potrzeby!
          Doszłam do wniosku,ze owszem kochamy sie ale brak miedzy nami porozumienia.
          Mamy podobne cele ale inne oczekiwania czy też pragnienia.
          Nie dogadaliśmy sie!
          Generalnie nie usłyszałam nic konkretnego, te rozmowy dalej się ciagna.
          Plany odnosnie zamieszkania i wspólnego urlopu zawisły w próżni.
          On nie nalega ja też nie.
          Sama juz nie wiem czego on chce, wygląda na to,ze chce mieć kogoś kogo będzie
          kochał , miał wsparcie, swiadomość,ze nie jest sam.
          Zyje ideałami....

          Czuję sie jak w trakcie negocjacji....
          Poczekam trochę , jak sie nic nie zmieni to nastąpi koniec.










Inne wątki na temat:
Pełna wersja