duce_83
25.06.12, 19:08
Być może temat nie pasuje na to forum, ale postanowiłem założyć tutaj ten wątek.
Zastanawiam się nad tym, co usłyszałem ostatnio od kilku ludzi. O co chodzi: nie lubię zwierząt, o czym otwarcie mówię. Chociaż nie lubię to tutaj mało powiedzane. Traktuje zwierzęta jak powietrze, ale dla mnie mogłyby nie istnieć. Chociaż jestem, notabene, co w pewnym sensie pewnie jest przyczyną mojej niechęci, po medycynie weterynaryjnej. W czym rzecz: nie potrafię zrozumieć, dlaczego osoby, która nie lubi zwierząt, traktuje się jak chodzące zło? Tak, tak właśnie jestem postrzegany przez otoczenie, które wie, jaki jest mój stosunek do czworonogów, skrzydlatych, pływających itd.. Nie zamierzam tego ukrywać, ale patrząc na reakcje innych dochodzę do wniosku, że tak byłoby najlepiej. Wokół mnie dużo osób, które niejednokrotnie zwierzę stawiają wyżej od człowieka. Oprócz mówienia, że ktoś nielubiący zwierząt jest zły, od razu dochodzą teksty w stylu: nasz stosunek do zwierząt jest miarą naszego człowieczeństwa, i jak ktoś ich nie toleruje, to jest równe temu, że nie toleruje również ludzim co zazwyczaj jest kompletną bzdurą.
Czy w obecnym świecie obowiązkowe jest lubienie zwierząt? Czemu ludzie, którzy mają inne odczucia, od razu są postrzegani tak, jak opisałem wyżej?