mamuncia

02.07.12, 19:02
godzina-odwagi.blog.onet.pl
Przeczytałam i zaczęło mnie ściskać w żołądku. Jak bym o
własnej matce czytala. Na dodatek matka dziesiatkami lat wmawiala nam ze
to ojciec jest sprawcą wszelkich nieszczęść w rodzinie. Nie widziałam
jak mota, obgaduje, niszczy. Teraz po smierci ojca przeniosła swą
nienawiść na mnie. Wybiela brata, który nie robi dla niej nic, ode mnie
wymaga bezwzględnego posłuszeństwa (gdy nie robię tak, jak ona sobie
wydfuma to okazuje mi wściekłość), poświęcenia czasu. Najlepiej bym
odeszła od męża, bo ona go nie lubi. Każe się domyślać jej
zachcianek i wręcz poluje na okazje, by nawtykać za swoje złe życie.
Pokłóciła się z całym rodzeństwem, wszyscy ludzie wokół są źli.
Działa jak sekta na zasadzie "tylko mamusia cie zrozumie i tylko
mamusia ci pomoże, świata się bój". Każdą rozmowę z nią
odchorowuję, mój mąż ma nerwy jak postronki. Mam dość. Szczerze?
Skoro nie umie żyć, to wolałabym by umarła.
najgorsze jest to ze skoro jest w szpitalu to pozwala sobie na wiecej.

...Wlasnie rece mi sie trzesa z nerwow, nie slucha ze musze wracac do pracy,
ze nie ma do mnie dzwonic do 16 godziny bo mnie zwolnia. Wymysla jakies
obowiazki (a przynies mi jakis kwitek a zaplac jakis rachunek, jak by to
nie moglo poczekac! a lezy pod kroplowkami) jak u niej jestem to mowi oschle, rozkazujaco (a
przesun to a zabierz tamto). Latami wmawiala mi ze jestem podla i
...nienormalna (mam bardzo fajne zycie, kupe znajomych i dobra prace wiec
chyba nie jest najgorzej ;))
Nie wierze wciaz, za kazdym razem gdy to robi, ze tego nie wiedzialam. I za
kazdym razem przechodzi sama siebie. Po co ktos taki zyje? Unikam jej jak
moge a ona jak rasowy "wampir energetyczny" wisi na mnie i szuka
kontaktu. Nie ma zainteresowan, nie potrafi spedzac czasu inaczej niz tylko
w pracy. Teraz juz nie bedzie mogla pracowac i stala sie POTWOREM.
    • noniewierze Re: mamuncia 02.07.12, 20:08
      ale do rzeczy: jak sie obchodzic z kims takim? Narobila mi juz w zyciu tyle swinstw ze traktuje ja jedynie jak biologiczna matke. Zalatwie dla niej sprawy ale nie w czasie pracy. Przyniose co trzeba, ale dostaje ku*cy gdy dzwoni do mnie do pracy z glupotami. Nie zna granic, ma mnie za nic, nie szanuje mojego prawa do odpoczynku, burczy i warczy na mnie i mojego meza. Manipuluje, klamie. Zapewnie jej biologiczne i socjalne potrzeby. Jak sie odciac od takiego kogos? Mowienie jej czegokolwiek nie ma sensu bo ona slyszy to co chce uslyszec. Udaje ze jej nie mowilam ze ma nie dzwonic do pracy. Od pietnastu lat jej to klaruje, kazdy by sie nauczyl, nawet pies, kot a i chyba tresowana ameba. Ale nie ona, bo ona ma to gdzies. Poszla do szpitala bo zwlekala z operacja, na ktora ją namawialam od 4 lat. Byloby bez bólu. Teraz jęczy, kwęka... ale dopiero gdy u niej jestesmy. Gdy jestem na korytarzu szpitala to slysze jak rozmawia rześko i rezolutnie. Gdy wchodzimy to odstawia cyrk: jęczy, sapie, mowi niewyraznie. A ja za kazdym razem przecieram oczy za co ta kreatura sie na mnie msci. Ze mowie o matce wlasnej "kreatura"? A co jeszcze moge zrobic? To moja jedyna forma obrony...
      • tachikoma Re: mamuncia 02.07.12, 20:39
        Może nie jestem najlepszą osobą do udzielania rad w tej kwestii, ale może dam kilka wskazówek. Po pierwsze w swym zaburzonym świecie on Cię potrzebuje, wszystkie jej kłamstwa sceny i manewry są po to żebyś dawała jej uwagę. Żeby nie dać się do końca zwariować musisz przejąć kontrolę nad waszymi kontaktami. To Ty powinnaś decydować kiedy się z nią kontaktujesz. Nie poddawaj się presji i jak czegoś chce to niech te wszystkie rachunki zbierze razem żebyś mogła to załatwić na raz co jakiś czas. Nie zrywaj kontaktu (to by było zupełnie niedojrzałe ... znaczy nie tak jak ja, nawet jeśli to był na jakiś czas). Po prostu powiedz że zadzwonisz/odwiedzisz ja za dwa dni, a międzyczasie musisz od niej odpocząć i wtedy odłóż słuchawkę czy wyjdź. Nie odbieraj telefonów od niej telefonów w poza ustalonymi przez Ciebie sytuacjami. Jeśli boisz się o to, że coś może się jej stać czy będzie naprawdę nagła potrzeba - to niech dzwoni do Twojego męża - szczególnie jak go nie lubi to powinno być to limitujące, powiedz Jej że ma tak robić. Kolejna rzecz to gdy w trakcie rozmowy czy spotkania zaczyna na Ciebie najeżdżać czy mówić o czymś o czym rozmawiać nie chcesz - najpierw powiedz jej że nie chcesz o tym mówić, jeśli będzie kontynuowała - odłóż słuchawkę lub wyjdź. To będzie bolało, będą wyrzuty, może wyzwiska - ale inaczej się nie da. Moja matka nie jest aż taka bezpośrednia, czy przynajmniej nie kłamie, i w przeciągu kilku miesięcy udało mi się wypracować granice. Teraz słuchanie jej i rozumienie pozwala mi czerpać informacje o moim dzieciństwie, moich odczuciach nad którymi pracuję na dość intensywnej terapii. Ale najważniejsze jest to, że Ty masz kontrolować kiedy i jak się z nią komunikować.
    • sootball Re: mamuncia 02.07.12, 20:12
      Jakiś czas temu napisałabym "olej i nie przejmuj się", ale już wiem (przerabiałam to kiedyś z mężem - oboje mieliśmy niełatwe matki, ale ja mam o wiele grubszą skórę jeśli chodzi o matkę niż on), że dla osoby, która nie wyrobiła sobie odruchów obronnych i pancerza jest to trudne. Musisz jakoś popracować nad poczuciem winy, że nie dajesz jej tego, co ona chce, że jej nie zadowalasz. U mnie takie roszczeniowe podejście powoduje automatycznie bunt i rozgrzesza z poczucia winy. Mój mąż tego nie umiał, co było dla mnie na początku trudne do pojęcia.
      Pracuj nad dystansem. To nie znaczy że masz przestać ją kochać, to tylko znaczy, że nie jesteś za nią odpowiedzialna. Jest oddzielną osobą i jeśli miała złe życie, to jej wina, albo okoliczności, a nie Twoja. Jeśli twierdzi że jesteś podła i nienormalna, to rani Cię i NIE MA DO TEGO PRAWA. Każde "ale" powinno się rozbijać o to: Nie ma do tego prawa. Koniec.
      • noniewierze Re: mamuncia 02.07.12, 20:33
        wydalam mase kasy na psychologa, ktory otworzyl mi oczy, ze to nie ojciec byl najpodlejsza osoba w rodzinie. To mi otworzylo oczy choc teraz w tym szpitalu ona przechodzi sama siebie. Ojciec odszedl w zeszlym roku, typowalismy z mezem ze zacznie sie na mnie odgrywac. Sama ma fajne siostry, jej najblizsza siostra gdy z nią rozmawia bierze dzien wczesniej leki uspokajające! To jakas chora paranoja. Nie mam ochoty wylądowac w wariatkowie ani przestac pracowac bo ona tego chce. Zastanawia mnie tylko zlosc, jaką ta baba we mnie wzbudza. To ze nie potrafie sie odciąć. Dziesiatkami lat wmawiala mi, ze jestem nic nie warta, nic nie osiągnę, że życie to tylko cierpienie i jakos ona je przepękała wiec i mnie nic dobrego nie czeka. Zlosci mnie chyba to, ze jej tyle lat wierzylam. Ze z poczuciem winy kupowalam cos sobie, ubieralam sie, kształciłam, dbałam o siebie. Matka tylko pracowala. Dala nam wiele, odkladala ile mogla ....by wywolac poczucie winy i niewolnicze przywiazanie? Nauczylam sie cieszyc zyciem majac lat trzydziesci kilka. Moze to mnie tak wnerwia? Ze tyle lat przespałam jakby obok? Uczac sie jak wariat (bo nigdy nie bylam zbyt dobra), pracujac ponad miare, nie potrafiac negocjowac warunkow zatrudnienia, nie potrafiac walczyc o swoje w zdrowy sposob? Cholera, chyba wlasnie o to chodzi. Teraz za kazdym razem, gdy matka przestała nawet sie kryc z intencjami (wczesniej otulała je świętomęczenskim płaszczykiem), gdy pokazalam jej ze widze ze to ona wpedzila ojca do grobu, jej swinstwa sie nasiliły. Narzuca swoje zdanie (chocby dzis po 12 godzinach pracy i jednej wizycie u niej nagle zażądała jakiegos świstka z domu, który nie jest jej potrzebny przeciez w szpitalu. Gdy odmowilam zaczela wrzeszczec). Co do licha robic? Wezwac do niej psychiatre? Ale jak? Nie ja jestem winna jej złemu życiu czy smutnemu dziecinstwu. Do mojego znacznie sie przyczynila.
        • tachikoma Re: mamuncia 02.07.12, 20:47
          "chocby dzis po 12 godzinach pracy i jednej wizycie u niej nagle zażądała jakiegos świstka z domu, który nie jest jej potrzebny przeciez w szpitalu. Gdy odmówiłam zaczęła wrzeszczeć"
          Powiedzieć "przestań krzyczeć" a potem "do widzenia" i wyjść/odłożyć słuchawkę
          • renkaforever Re: mamuncia 03.07.12, 01:11
            Wspolczuje ci. Mysle, za jedyne, co mozesz zrobic to zajac sie soba. Matka jest w dobrych rekach. Zycie jest zrodlem stresow i trzeba sie odstresowywac jak najczesciej. Z tego, co piszesz matka na was pracowala, bo uwazala, ze to jest to, co powinna i moze to bylo tylko to, co umiala robic. Roznie to w rodzinach jest, ciesz sie z tego, bo moze gdyby nie jej praca, byloby gorzej. Inne sprawy ktore opisujesz to efekt trudnego stresujacego zycia, braku milosci i radosci w waszym zyciu. A moze nie mam racji, wiec sobie poszperaj w przeszlosci i znajdz troche dobra w waszych relacjach. Moze znajdziesz w tym jakas platforme porozumienia.
          • eirene-the-best Re: mamuncia 03.07.12, 01:28
            Tachikoma bardzo dobrze Ci podpowiada jak się masz zachowywać. Jak zaczyna Cię obrażać, czy krzyczeć na Ciebie, poprosić by przestała,a jeśli tego nie zrobi wyjść lub odłożyć słuchawkę.
    • eirene-the-best Re: mamuncia 03.07.12, 01:17
      Mamy raczej nie zmienisz.Wszystko co możesz zrobić, to zmienić swój stosunek do niej i tego co Ci mówi.
      • noniewierze Re: mamuncia 03.07.12, 08:23
        dziekuje Wam wszystkim za kazde slowo. Przede wszystkim myslalam, ze zostane "objechana" za swoj stosunek do matki. Dziekuje za zrozumienie i rady. Postaram sie trzezwo oceniac jej żądania i regulowac kontakty. Nie jest to łatwe ale konieczne. Oboje z mezem zle spimy, widze ze mąż puchnie z nerwow na twarzy. Doooosc!!! Jednoczesnie widze ze matka dobrze toleruje mojego obcesowego i zimnego brata. Moze jej tego trzeba? Mnie nigdy nie przytulała, moze sie gubi w "nadmiarze dobroci"? :) Tak czy tak Wasze slowa przyniosly mi niewypowiedzianą ulgę i jednoczesnie nadzieje, ze da sie cos z tym zrobic. Dziękuję.
        • tehuana Re: mamuncia 08.07.12, 22:40
          Moja mama miala podobna "matke". Do tego dochodzila jeszcze przemoc fizyczna, wykorzystywanie do wszelkich prac domowych (lacznie z nianczeniem mlodszego brata od narodzin). Wrogosc do mojego ojca i pomowienia (np to, ze moja mama dokonala aborcji), wieczne szydzenie i wtracanie sie do wszystkiego - na zasadzie, ze moi rodzice wszystko robili zle, ze sa biedakami itp.)-sparawily, ze odcielismy sie od tej wiedzmy. Kochala tylko swoja srednia corke (obie tak samo wredne, zimne, dodatkowo dewotki), a moja mame ( byla m.in. odsylana na swieta do dalszej rodziny i jej brata odrzucila kompletnie (ktory po rozwodzie zostal z ojcem).
          Odciecie sie udalo bo matka i jej kochana coronia zamienily mieskzkanie i dojazd nie byl juz taki prosty. Oczywiscie - zostal jeszcze telefon, ale to tez powoli ucichlo.
          To,ze nie byla dla mnie babcia to pestka, to ze nie lubila mojego ojca-moge zrozumiec,ale tego co robila mojej mamie nigdy nie wybacze.
    • w.0 W zwojach Essenow znad morza Martwego... 04.07.12, 11:53
      Zwoje te uznane zostaly za najblizsze prawdzie (prawdziwosc Bibli zwlaszcza Nowego Testamentu jest juz od dawna podwazona przez historykow), o tym co mowil i jak zyl Jezus. Zauwaz ze nie uzywam slowa Chrystus...Bo za nim tez stoi cala historia.A zwlaszcza historia klamstw...

      W jednym z wersetow mowi Jezus, mniej wiecej tak, do tych ktorzy go sluchaja..."Wiara moja mieczem toruje droge prawdzie, corka powstanie przeciwko matce, znieowleni przeciwko wladcom...."

      Mozna to odebrac doslownie ale tez i jako apostrofe...Kompletnej rewolty przeciwko temu co stare, zle i nieludzkie- zwlaszcza nieludzki sposob traktowania dzieci...
      Dlaczego ty sie nie buntujesz przeciwko zlej, narcystycznej matce.
      Przeciez ona jest przesiaknieta zlem, egozimem. To typ ludzi, ktorzy nigdy nie powinni byli byc rodzicami.
      Wez i ty sie zbuntuj. Skoncz z kontaktem z kims kto nie jest godzien slowa matka.
      Inaczej sie wykonczysz psychicznie i za pare lat bedziesz taka sama jak ona.
      • noniewierze Re: W zwojach Essenow znad morza Martwego... 04.07.12, 14:30
        nie uważam siebie za prekursorke buntu przeciw schematowi "milcz jak rodzic mowi"...w szegolnosci w stosunku do dziecka, ktore dowod odebralo dziesiatki lat wczesniej. Nie zostawie matki zupelnie samej, ale ogranicze kontakty z nia i jak tylko zacznie sie wydzierac lub rozkazywac, bede wychodzic lub konczyc rozmowe. Tak wiec za duzo sobie nie pogadamy :]
        Nie sadze by matka sie zmienila: wczoraj do niej tylko wpadl na chwile wieczorem moj mąż, dał jej to co sobie wydumala (przy okazji dzwonila do niego w środku dnia by NATYCHMIAST przywiozl jej jakies duperele, bo ona jest uwieziona i nic nie moze ZALATWIC (a co sie do cholery zalatwia siedzac pod kroplowkami w szpitalu?) wita sie, mowi "dobry wieczor" babsko milczy. Mąż wyciaga to, co ona chciala, a ta do niego "otworz szuflade i tam poloz", on oniemialy połozyl, jedynie powiedzial jiej (bo juz otwierała paszcze w celu wypowiedzenia dalszych instrukcji) "ani slowa wiecej" i wyszedl. Tez byl w szoku. I tez przyznal ze za kazdym razem gdy idzie do tej zgagi ma nadzieje, ze ona zachowa sie dzis inaczej. Ona tlumaczy to chorobą. To choroba nie pozwala sie przywitac jak czlowiek ale juz pozwala rozkazywac? brr
        • w.0 Re: W zwojach Essenow znad morza Martwego... 04.07.12, 17:34
          Zachowuje sie jak typowy tyran. Ludzic sie,ze ktos taki sie z biegiem lat zmieni nie masz co.
          Ja bym sie raczej zastanawila czy jej zachowanie nie zaszkodzilo tobie w jakis tam sposob na psychice i zdrowiu. np. jako PTSS. dzis o tym mowi sie bardzo duzo w medycynie.

          Silny stres pourazowy wywolany przez zaburzone psychicznie matki, prowadzi do uszkodzen w dzialaniu mozgu u ich dzieci. Mowi sie pozniej: mozg swoje, uczucia swoje , a rozum i wola ida swoja droga.
          To jest prawdziwa tragedia byc dzieckiem takiej zlej matki!
          • noniewierze Re: W zwojach Essenow znad morza Martwego... 05.07.12, 09:23
            czy mi nie zaszkodzilo? a pewnie, wiecznie czarnowidze, najpierw marudze a dopiero gdy uslysze siebie, ze tak jest, budze sie i smieje z bycia kalką matki. Pocieszam sie ze to widze ;)

            Pocieszam sie tez tym ze od niej zawsze uciekalam (okraszona poczuciem winy). Zyciorys nieco przetrącony przez złe wybory. Nie jestem do niej przyklejona, na codzien zmuszam sie do 2 telefonow w tygodniu, czasem daje na glosnomowiacy by posmiac sie z jej gdakania z męzem.

            Zastanawia mnie czy ona nie ma jakichs czasowych zaburzen. Jest "dzieckiem wojny", rocznik czterdziesty, matka jej umarla wczesnie, ojciec odrzucil gromadke dzieci. Ma wiec "moralne prawo" zeswirowac. Nie daje jej jednak prawa do gnojenia mnie. Wczoraj poszlam do niej na chwile, byla o dziwo mila i sama mowila ze jest pozno i dobrze bym wypoczela. czasem wiec cos do baby dociera. Moze to jakies napady cukrzycowe czy cos w tym guscie?

            dodam ze jest pod opieka psychiatry, ktoremu żali sie na ciezki los i dostaje jakies dropsy. Moze z nim pogadac, przedstawic swoje obserwacje? I pytanie: czy to jakies zmiany w mozgu czy po prostu swiniowatosc wrodzona i mszczenie sie na otoczeniu za swoj popaprany zyciorys?
            • w.0 Dziecko wojny... 05.07.12, 11:34
              Dzieci wojny to dzieci potwornie zmarnowane.

              Czy ma zmaiany w mozgu? Ma, wedlug ksiazek o Psyhopatologiach i zmianach w mozgu pod wplywem czestych i slilnych stresow - z roku 2012- to jak najbardziej ma.

              Tym bardziej siebie musisz chronic! I uwazac aby na ciebie nie mialo wplywu jej zachowanie. Latwo pisac o tym trudno jest to zrobic, gdy sie blisko mieszka.
              Chron siebie i unikaj jej i dbaj o swoja rodzine aby ci nie zniszczyla zycia.
              • noniewierze Re: Dziecko wojny... 05.07.12, 12:57
                widze ze ile razy wyjde jej z pomocną ręką, to dostaje po łapach. Najlepiej na nią działaja krótkie, zdawkowe kontakty. Moze nadmiar uczuć ją gupbi? Nigdy sama mnie nie przytulała, nie mowila, ze mnie kocha (teraz jak wie, ze przegiela to powtarza slowa "kocham cie" jak papuga albo zacieta plyta, brzmi to okropnie i ...bez sensu!). Lubi zycie na pokaz (brat za namową bratowej chadza do kosciola, organizuja obiadki dla tesciow z atmosfera pt "połknij kij i siedz cicho" i jej sie to podoba. Ani Grama emocji, moze to jest do niej klucz?
                • w.0 Re: Dziecko wojny... 05.07.12, 15:36
                  Czyzby aleksytomia? Choc nie znam twojej mamy, to jednak brzmi dosc fatalnie. Do tego jak piszesz nigdy nie okazywala ci uczuc w dziecinstwie...Nie jest latwo byc dzieckiem takiej matki...

                  Ludziom zazwyczaj pomaga terapia kognitywna. Po terapii czlowiek po jakims czasie, zawyczaj nie od razu, inaczej zaczyna reagowac na osobe matki i jej podobne osoby. Umie sie odizolowac emocjonalnie, postawic granice. Swiat wewnetrzny staje sie bardziej uporzadkowany.

                  Moze czas na poszukanie terapii dla siebie samej...?
                  Bo samej matce, to raczej juz nic nie pomoze, czasami pozostaja antydepresanty.
    • knokkelmann1 Re: mamuncia 05.07.12, 06:28
      to mnie spotkała podobna przyjemność obcowania z matką mojej (nie)stety eks dziewczyny. wypisz, wymaluj.......wszsytko okraszone jeszcze na dodatek gęstym, czarnym jak smoła sosem katolicko-patriotycznym gdzie, na Boga, pobożność i patriotyzm z perspektywy czasu były tyle gęste co fałszywe. Ale reszta, z niewielkimi poprawkami w tę lub we wtę zgadza się co do joty. Córeczka też dryfowała w tym kierunku.....a ja ślepy, miotany uczuciem robiłem jak mi grali. Do czasu na szczęście ale nieprzyjemy posmak pozostaje do tej pory. Z dala, o ile to możliwe, od takich ludzi
      • noniewierze Re: mamuncia 05.07.12, 09:25
        nie nie nie, od KKościoła strzeż nas Panie. Wspolczuje obcowania z dewoctwem. Za to moja mamusia odstawila mi niezły wielotygodniowy cyrk gdy odmówiłam bycia chrzestną mojej bratanicy (wtedy rowno mamuncia i braciszek deptali mnie telefonami po 2 razy dziennie, choc jedno i drugie do kosciola lażą jedynie z okazji ślubów i pogrzebów).
        • renkaforever Re: mamuncia 05.07.12, 21:12
          Matka ma swietna opieke, lekarze internisci i lekarz psychiatra. To ty i twoj maz macie problem z nadmiarem emocji w tej sprawie. Jak widac, matce rowniez nadmiar emocji nie sluzy, ma jakies zale i tragedie z przeszlosci i dolewanie oliwy do ognia nie gasi pozaru, bo niektore osoby sie jej kojarza ze stresem, zreszta jak kazdemu, kto nie uporzadkuje sobie tych spraw. W takiej sytuacji tylko relaks, czyli odizolowanie sie emocjonalne od zrodel zapalnych, czy to przy pomocy lekow czy terapii, czy fizycznie na urlop i tam pelna medytacja i polaczenie z natura..moze wszystko razem..
          Wspolczuje ci, ze Kosciol nie spelnia tutaj swojej roli. Tak juz jest. Taka jest ta struktura. A szkoda.
          • noniewierze Re: mamuncia 06.07.12, 09:20
            > Matka ma swietna opieke, lekarze internisci i lekarz psychiatra. To ty i twoj m
            > az macie problem z nadmiarem emocji w tej sprawie.

            przepraszam bardzo, ale co Ty piszesz. jaki nadmiar emocji? Matka zawraca mi gitare w czasie pracy, teraz sie odcielam ale poki niewiedzialam, ze nie umrze to ciut ciezko bylo ocenic czy jej jęki są naprawde czy na niby. Dopiero pozniej pokojarzylam ze jak na osobe "umierajaca" zadziwiajaco duzo pamieta z dnia, w ktorym przywieziono ją karetką. Rozumiem ze psychologiczny bełkot pozwala ludziom odciac sie od rodzicow tak na zimno , nie reagowac na wyraz bólu, nie pomoc przy przyjeciu do szpitala (wydaje mi sie ze dobrze ze do niej pojechalam, dostala druga kroplowke, okrylam ją kocem itd). Moze czasem trzeba czasu by wyrobic sobie ogląd na sprawę? I zwyczajnie sie wygadac widzac, ze ma sie niespelna rozumu matke? Ze ktos kto mial na Ciebie znaczny wplyw (siłą rzeczy cos tam zlego i dobrego po rodzicach mamy czy tego chcemy czy nei) okazuje sie manipulantem? Ze masz ochote wtedy nie tylko kopnąć go w zad, ale i masz poczucie straconych lat , niewlasciwych wyrzutow sumienia? Kiedy mialam to ogarnąć? Mając 10 lat? ;)
            Oczywiscie dziekuje Ci za spostrzezenia. Fakt, mamy z mezem czasem problem, jak kazdy czlowiek, bo w zyciu problemy sie zdazaja. Czasem problem nazywa sie "upierdliwa i chcąca kontrolowac matka, ktora sie wscieka, ze jej sie to nie udaje".

            Tak czy owak matka mi sie nawet uspokoila, moze wreszcie dotarlo ze nie moze sobie pogrywac.
            • szaman.ka Re: mamuncia 06.07.12, 15:47
              Bardzo słusznie postępujesz Noniewierzę !
              Trzeba nie mieć w ogóle serca,by zostawić swoją matkę w chorobie i zerwać z nią wtedy kontakt.
              Ja rozumiem,że czasami można matkę nienawidzić,lecz takie pogrążanie się w nienawiści nie jest dobre ani dla matki,ani dla dziecka.
              Mówiąc szczerze,jeśli się weźmie pod uwagę,jej dzieciństwo i dorastanie,to nie ma się czemu dziwić,że tak postępuje.Napisałaś o ile pamiętam,że matka wcześnie zmarła,a ojciec odrzucił dzieci.? Nawet gdyby miała najlepsze chęci ,to człowiek z takim dziedzictwem nie potrafi być dobrą matką.Myślę,że nie zaznała wcale miłości i to co robi, te jej manipulacje,to są jej sposoby na pozyskanie Waszej uwagi,zainteresowania i namiastki miłości.
              Nie są to niestety sposoby skuteczne,lecz wręcz przeciwnie,powodują Waszą złość,irytację i czasami wściekłość. To też zrozumiałe.
              Czasami ludzie mimo podeszłego wieku pozostają psychicznie dziećmi i jak dzieci próbują manipulować otoczeniem,by uzyskać to, na czym im zależy.
              Piszę Ci to po to, byś nie brała tak wszystkiego do siebie i nie przeżywała tak mocno zachowań swojej matki.
              Nie ma powodu byś czuła się winna temu,że nie jesteś na każde jej żądanie.Nie jesteś złą córką,tylko dlatego,że natychmiast nie spełniasz jej zachcianek. Tak samo Twój mąż nie jest złym zięciem.
              Natomiast gdy spojrzysz na nią w ten sposób,może nie będziesz tak mocno tego przeżywać ?
              • renkaforever Re: mamuncia 06.07.12, 22:57
                Oczywiscie, ze jestescie dobrymi dziecmi, to widac, ale ja chcialam sie zatrzymac chwile przy tym momencie, kiedy twoj maz wszedl do matki pokoju w szpitalu i zdumiony brakiem reakcji matki na powitanie, zostawil "sprawe" w szufladzie i wyszedl zszokowany.
                Wydaje mi sie, ze chora caly czas ma karuzele mysli i nalezy jej to calkowicie wybaczyc. To chora osoba. Ziec niepotrzebnie spodziewal sie (milego) przywitania. Chory to chory. Trzeba kolo niego chodzic i cierpliwie znosic jego fanaberie, albo zaplacic odpowiednio wytrenowanym ludziom, zeby te posluge swiadczyli. Obcowanie rodziny z chora matka wykancza psychicznie, dlatego lepiej jest powierzyc opieke w rece wykwalifikowanego personelu. A przywiezienie czegostam traktowac jako krotka wizyte, ktora powinna byc mila. Czyli tak bym to ujela:
                Rodzina i najblizsi jako zrodlo dobrej atmosfery emocjonalnej, a leczeniem i specyficzna opieka powinni sie zajac ludzie wykwalifikowani. Tutaj jest za duzo negatywnych komentarzy na temat chorej matki, zamiast tego nalezy pomyslec jak dostarczyc matce milych komentarzy i te emocjonalna atmosfere poprawic, dodac wiecej pokoju.
                • noniewierze Re: mamuncia 09.07.12, 08:34
                  no to jak: odciac sie czy dac sie tyrac babie tylko dlatego ze jest chora? I na ile mozna sie dac w porownaniu do tego jak jest chora? Znaczy: jak jest troche chora to moze troche tyrac a jak jest bardzo chora to moze robic z czlowieka szmate? Bo tak sie czuje w poblizu wlasnej matki. Jak szmata. Krytykowala mnie prawie 40 lat: nie dosc ładna, nie dosc mądra, nie dość grzeczna (a kazdego potrafila wk*ic tak ze i tak sie dziwie ze nikt jej do tej pory nie zabil).
                  Nie Moja Droga. Nic nie tlumaczy takiego zachowania. Zachowuje sie babsko podle, wiec bede ją odwiedzac ale nie będę się silić na nic procz opieki medycznej i socjalnej. I męża nie dam jej tyrać tylko dlatego, ze jest stara i chora, bo ona sobie tym wszystko tlumaczy. Nie cierpie wszelkich staruch czy to w kolejce do lekarza czy w autobusie - próbują sie wszedzie wcisnac, są bezczelne, kłótliwe i nie przepuszczą nigdy innego człowieka. Potrafią stać 2 godziny na nogach pod gabinetem byle tylko wlezc przed kims. Przeciez chory czlowiek by tyle nie ustał.
                  Do matki chodze na 2 - 5 minut. Tyle jeszcze zdzierżę.
            • lewenstein Bardzo dobrze Cię rozumiem ! 07.07.12, 14:54
              Noniewierze - opisałam swoją sytuację na forum, proszę jeśli masz ochotę - przeczytaj - wiem, co czujesz, podobny problem....

              Pozdrawiam serdecznie 1
    • noniewierze ale dałam plamę 23.07.12, 09:51
      ide wczoraj do baby po pol tygodnia nieobecnosci (na szczescie wyjezdzalam, odwiedza ją mój od niedawna ukochany braciszek i jego tez od niedawna ukochana zona plus nasza ciotka, ktora na spotkania z wlasna siostra zażywa relanium, bo matka wk* każdego) zebralam sie i ide. Na kilka minut obiecujac uprzednio mężowi, ze wizyta nie spatrze nam reszty dnia. Dzwonie z dolu, wita mnie syk "a co, klucza nie wzielas?" wchodzimy na korytarz, babsko wita nas tymi slowami "ty wejdz a jego ni chce widziec". Zdębielismy. Okazalo sie ze ubzdurala sobie, ze mąż sie z niej ŚMIAŁ. Bo bedac w szpitalu zadzwonila do mnie w czasie pracy, opierdzielilam ją że ma nie dzwonic do 16:00. Wiec zadzwonila do męża, ze on ma jej NATYCHMIAST przywiezc klucze. Raz ze powiedzial ze przywiezie ale wieczorem (na co cholerze klucze od mieszkania, gdy siedzi w szpitalu) a dwa ze ma zmienic stosunek do mnie. Nie smial sie z niej tylko ją opiedzielił. Na dodatek przywiozl jej te zakichane klucze. To sobie menda społeczna wymyslila, ze on sie z niej smial. Jest opbrzydliwea, oblesna kłamczucha, nie raz lapałam ją na kłamstwie, motaniu, oczernianiu. Kiedys relacjonowala mi jakąś jej rozmowe z sąsiadką gdzie powiedziała jej "a corka powiedziala na te sytuacje tak a tak". Włożyła jednym słowem w moje usta zmyśloną historię i nie moje przekonania. Mowie jej, ze to obrzydliwe, ze swoje przekonanai niech firmuje własną osobą. Po niej to spływa jak po kaczce. Jak cos je nie wygodne to udaje, zer nie rozumie albo ze nie pamieta, po czym okazuje sie ze swietnie wszystko pamieta. MAM OCHOTE JĄ UDUSIC, skopać ten stary obleśny podły tyłek.

      A tak na serio, to czuje kaca moralnego ze weszłam do niej, wygarnelam jej znow co mi leży, wyszłam i czuje, ze ta ochyda znow wygrała, postawiła na swoim. Powinnam odwrócic sie na pięcie i miec ją gdzies do konca swiata. Takie mendy żyją przecież po 110 lat.

      Zauważylismy z mężem że ją najbardziej wścieka żart. Boi sie obsmiania, nawet żartów. Mam ochote dać jej w kosc solidnym nabijaniem sie. Zdaje sobie sprawe, ze dorabia mi gebę, razem ze swoim synalkiem, ktory jest pomponem u kapci swej zony, tesciowej i matki. I szlag ją trafi gdy sie do niej kompletnie zdystansuje, gdy ją obsmieje, nie dam sie wkrecic w uczucie litosci. To bedzie wspaniale patrzec jak sie wije pod obstrzałem chichotu ;]
      • w.0 Nie wygrasz... 23.07.12, 10:53
        Z osoba tak zaburzona i toksyczna. I oczywiscie nalezaloby dac do wiwatu. Ale czy ona to wlasciwie zrozumie? Ty z kolei ryzykujesz,ze sie w jakis sposob uzaleznisz.

        'Zemsty' uzalezniaja. To jest ta pechowa strona kazdej zemsty. Z jednej strony przyjemnosc, i odegranie sie. Ulga. A po jakims czasie uzaleznienie- w sensie myslenia o calej sprawie, o matce, o tym co sie wydarzylo, o tym jaka jest itp. A czy o to ci chodzi aby to krecic w kolko?

        Generalnie moze sie zastanow nad tym co dalej, czy jezeli jedna metoda nie jest skuteczna nie nalezy znalezc innej?

        • noniewierze Re: Nie wygrasz... 23.07.12, 11:06
          jakiej? Usmiercenie nie wchodzi w gre ze wzgl. na awersje do miejs odosobnienia i ewentualne wyrzuty sumienia.

          Raz w tygodniu tel by sie potem nikt nie czepial ze sie mamuncia nie interesuje a ona te zyły wypruwała? Serio nie cierppie babska. Nie kocham jej, czuje obrzydzenie. Wyslanie jej na Madagaskar tez odpada - do srodka lokomocji nie wlezie.
          • w.0 Zdrowa reakcja! 23.07.12, 13:05
            Serio nie cierppie babska. Nie kocham jej, czuje obrzydzenie. Wyslanie jej na Madagaskar tez odpada - do srodka lokomocji nie wlezie.

            I zupelnie naturalna reakcja. To prawda wiele nie mozna zrobic, jak tylko zminimalizowac do minimum kontakt.

            Ja to bym pewnie w ogole nie utrzymywala kontaktu z kims tak zaburzonym.

            Wlasnie czytam dosc ciekawa ksiazke na temat naturalnych wiezi po tutejszemu "Anknytningsteorin", gdzie autorzy, naukowcy, twierdza, ze "anknytning" (nie wiem jak sie to tlumaczy na polski..) jest nam wrodzony. Nasza biologia i uwarunkowania biologiczne wywoluja takie zachowanie.

            sv.wikipedia.org/wiki/Anknytningsteori

            Przeprowadzono doswiadczenie na malej malpce, ktora sie urodzila. Po czym zaraz po jej urodzeniu odebrano ja matce/ samicy i wprowadzono do klatki z "dwoma syntetycznymi" mamami. Jedna byla pogietym drutem kolczastym, natomiast ta druga mama, byla miekkim, cieplutkim futerkiem.

            Mama- drut kolczasty 'karmila' mala malpke, natomiast ta druga futerkowa nie karmila.

            Malpiatko, podchodzilo do tej kolczastej napic sie mleka, przy tym bylo podrapane i otarte do ran przez jej kolce. I jak myslisz jak ta historia sie skonczyla?
            Po jakims czasie przestalo podchodzic do tej kolczastej, przy ktorej moglo sie wykarmic, a siedzialo ukryte w cieple futerka i bezpieczne przy tej "futerkowej mamie".

            W koncu trzeba bylo zakonczyc experyment, ze wzgledu na to ze mala malpka mogla umrzec z glodu! Nie chciala w ogole opuscic futerka. Pomimo,ze czula potworny glod.

            To byl experyment testowany przez rozne zrodla. Ktory konczyl sie zawsze dosc podobnie. Malpka przestawala jesc u mamy kolczastej. Wybierala smierc glodowa, przy cieplej i bezpiecznej dla niej 'mamie futrzanej'.

            To proste doswiadczenie mowi wszystko, o naszych pierowtnych instynktach. To bez znaczenia, ze matka wykarmi.Istnienie dziecka, jego cala egzystencja i tak zalezy od tego ile ciepla i poczucia bezpieczenstwa da matka dziecku. To jest wazniejsze jak sie okazuje, niz to cale zarcie...

            Podobnie jest pozniej z relacja w doroslym zyciu, gdy dziecko samo moze sie wykarmic, a matka calym swoim stylem bycia, agresja, nadpobudliowscia, i swoja glupota, zabija i niszczy ta relacje.

            Naturalnym wtedy odruchem jest ze juz dorosle dzieko odwraca sie na piecie i nie chce takiej matki, bo i po co? Sam fakt,ze tego nie robi, juz swiadczy o jakims zaburzeniu u doroslego dziecka....

            napisze moze wiecej na temat innym razem...O ile cie temat interesuje.

            Pozdrowienia...:=)
            • noniewierze Re: Zdrowa reakcja! 23.07.12, 13:19
              pewnie, ze interesuje. Od lat...dziesiątek lat śni mi się wrecz ze sie z matką kłócę. Że ona cos mi karze a mnie to wnerwia bo w 99% przypadkow jej wymysły i nakazy są irracjonalne. Teraz śni mi się, że umarla, albo patrzy tym swoim WREDNYM zimnym nic nie wyrażającym spojrzeniem. Bo taki ma w rzeczywistosci. Sni mi sie tez ze ona robi grządki a ja sieję nasiona, które okazują się kamieniami. Czy to nie symboliczne? Jestem na etapie gdy dyszę z wściekłości na zrobienie mie w balona przez XX lat. Powoli wściekłość mija, przeradza się w obojętność. Jestem jej wdzieczna za to ile we mnie włożyła finansowo, szkoły, kursy. Jednak gdyby dała mi pewnosc siebie, szacunek do siebie, szacunek do mnie - dałaby mi o wiele wiecej a szkoły najwyzej skonczylabym pozniej. Bez podkulonego ogona i z usmiechem na ustach.
              • anbale Re: Zdrowa reakcja! 23.07.12, 13:50
                Myślę, że wciąż masz problem, żeby zostawić matkę "za sobą"
                Ja miałam podobnie, mordowałam się z moją emocjonalnie wiele lat aż w końcu nadludzkim wysiłkiem odstawiłam ją na bocznicę emocjonalną. Kurzy się na półce "było-mineło, jest taka kobieta co mnie urodziła". Bardzo to pomogło wzajemnym relacjom, zauważyłam nawet u niej coś na kształt autorefleksji,
                • noniewierze Re: Zdrowa reakcja! 23.07.12, 14:57
                  e tam, odstawiłabym z checia gdyby nie obawa przed wydziedziczeniem - nie dam jej satysfakcji tym bardziej, ze kazala nam sie zrzec czesci po ojcu na nia (ze niby potem łatwiej z majątkiem tylko po niej)
              • w.0 Przyzwolenie spoleczne... 23.07.12, 14:59
                To ze w kraju matki takie sa, a nie inne, zawdzieczamy spoleczenstwu.

                Przeciez jeszcze pokutuje powiedzenie,ze:" dobra matka to czasem dziecku przyleje, bo to znaczy, ze sie troszczy o to dziecko!"...Prymitywne to jak cholera, ale sa jeszcze ludzie, ktorzy wierza w te idiotyzmy! W ogole caly ten bajer z "matka Polka" co to taka wspaniala byla- jest w sumie gleboko poganski.

                Celtowie tez czcili "Wielka Macierz", a jednoczesnie w epoce tak odleglej w historii, zanotowano,ze w zadnych grupach spolecznych- nie bylo az tyle homoseksualizmu, perwersji i zboczen, co wlasnie posrod Celtow i ich odmian.

                Polska uwaza sie za wielce chrzescijanska/ katolicka, a tak naprawde, to tego prawdziwego chrzescijanstwa nigdy w tych rejonach nie zalapano.

                W innym kraju, bardziej na polnoc, kazdy zrozumie twoja sytuacje, bedzie ci wspolczul. Doradzal, aby odciac sie od takiej destruktywnej, niszczacej relacji z matka, a sama wiesz co ci ludzie w Polsce powiedza...! O ile powiedza. Napluja w twarz, zes psychol i psychopata, bo matke trza kochac, bo wykarmila- nie wazne ze to "matka kolczatka"...

                Wszystkie te problemy z matkami/rodzicami, nakladaja sie jedne na drugie. Problemy z matkami to czesto problemy calych generacji ludzi. I tak w wychowaniu twojej matki zostaly naruszone pewne struktury, na ktorych opiera sie cala osobowosc.

                Np. sa tzw. perwersje. Zrodlem i 'pozywka' dla perwersji sa neurozy. Silne neurozy. Mozna Powiedziec, ze tam gdzie neurotyk cierpi, tam perwertyk ma satysfakcje. Perwersje seksualne, to b. dlugi temat i nie dam rady napisac, o tym w tym watku.

                Jednak w ogromnym skrocie piszac to zaburzenie w strukturach seksualnych ludzi, odbija sie na tym jak zachowuja sie w zyciu prywatnym, nie majacym nic wspolnego z seksualnoscia. Np. w relacjach pomiedzyludzkich, nieseksualnych. Tacy ludzie traktuja instrumentalnie inne osoby ze swojego otoczenia, kazdy ma dla nich, jak taki instrument/ narzedzie, cos do wykonania i sluzy jak rzecz. Wiadomo rzecz nie ma uczuc nie mozna wiec jej skrzywdzic, gdy sie np. na corke wrzeszczy i wyzywa od najgorszych, umniejsza, czy wrecz infantylizuje jej osobe, itp.

                To dosc, skomplikowane, ale wyglada badziej na to, ze matka ma jakas potrzebe i satysfakcje z bycia, taka jaka jest. Jest to bardziej lub mniej przez nia uswiadomione. Ty z kolei w tej relacji, jestes ta neurotyczna osoba. Ty cierpisz, denerwujesz sie, to co ona robi i mowi doprowadza cie to do stanow granicznych.

                To jakby z duzego dystansu obserwujac-TY bylas dla niej jej lekiem!
                Zeby wyleczyc pewne chore struktury psychiczne z perwersji trzeba przejsc przez stan neurotyczny. Nastepnie wyleczyc sie z tego stanu neurotycznego.Matka zyjac w swoistej symbiozie z toba (dzwoni non stop, potrzebuje kontaktu z toba bardziej niz ty z nia, rozkazuje, dyktuje) przerabia te swoje problemy ze soba.

                Za perwersjami ida inne ciezkie 'stany' psychiczne: tyrania- sadyzm. To sa juz bardziej poplatane struktury psychiczne...

                A twoj sen, w tym wszystkim jest dosc jasny i zrozumialy. To twoje sumienie. Wyrzuty sumienia sie w nim odzwierciedlaja...
                Matka przygotowala grunt, dala ci to czy tamto w sensie materialnym, szkoly wyksztalcenie, a ty sie odplacasz kamieniem...

                Nie jest to dobry sen pod innym wzgledm, bo sam fakt, ze jakby uksztaltowala sciezke, grunt twojego Wyzszego JA. W tym tez i twoje sumienie, poczucie wartosci, wyzsza emocjonalnosc, pojecia abstrakcyjne. Mysle tak sobie, ze te studia, czy prace, czy zainteresowania, wybralas pod jej dyktando i pod to co ci w jakis podswiadomy sposob zaimpregnowala...To tez dzis odplaca sie tobie samej kamieniem. Nie daje zadnej satysfakcji i jest ciezarem.
                Wcale nie dziwi, ze dzis masz tak powazny problem z matka i tak gleboko jej nienawidzisz.

                Wyzsze JA ksztaltowal zazwyczaj ojciec, ktory przejmowal wychowanie dzieci. Dlatego rola ojca w rodzinie jest ogromnie wazna. Oczywiscie zdrowego psychicznie i spolczenie, moralnego i dobrego ojca.

                Jezeli mialas ojca i byl dobrym, rzetelnym czlowiekiem musisz odbudowac jego obraz w sobie oraz zaczec ten obraz stawiac na pierwszym planie. Jako kogos wyjatkowego. W koncu jest wyjatkowy, ale w destruktywnych, zaburzonych rodzinach rola ojca i jego wartosc sa niszczone przez destrukcje matki. Ojciec jest umniejszany, nieszanowany, ograniczony do roli portek i portfela...Dlatego tez to Wyzsze JA jest dosc slabe u dzieci. Brak w nich jakby ducha i energii dzialania odwagi...wiary w siebie w swoje mozliwosci, radosci z zycia itp.











                • noniewierze Re: Przyzwolenie spoleczne... 23.07.12, 15:23
                  >To dosc, skomplikowane, ale wyglada badziej na to, ze matka ma jakas potrzebe i satysfakcje >z bycia, taka jaka jest. Jest to bardziej lub mniej przez nia uswiadomione. Ty z kolei w tej >relacji, jestes ta neurotyczna osoba. Ty cierpisz, denerwujesz sie, to co ona robi i mowi >doprowadza cie to do stanow granicznych.

                  No dokladnie. Ma mnie za świra, neurotyczkę, którą tylko mamuncia zrozumie. Wręcz wnerwia ją, gdy widzi ilu mam przyjaciol, jak swietnie spedzamy czas. Ile mi wyjazdow zepula dzwonieniem i jeczeniem "wraacaj, gdzie jeeestes" a potem "paleniem głupa" ze ona to tak sobie... Albo wmawianiem, ze mam wracac bo ojciec sie denerwuje, czy opowiesciami, by nie chadzac na koncerty (bo ludzie zdepcza, nawet te familijne na wolnym powietrzu to dla niej miejsce potencjalnego mordu), nie latac (bo samoloty porywają) i nie pływac (bo piraci!! serio, ona mi o piratach tokuje!)
                  Czyta toto jedynie "fakt" i inne szmatławce i tym rozumowaniem zaraza innych. I wscieka sie, ze nie podzielają jej zdania.

                  Co do studiow to nie miala zadnego wplywu na wybor. Za to miala ogromny wplyw na to, ze obawialam sie szkoly sredniej (bo ludzie ze stresu wariują) a na studiach to juz w ogole wylęgarnia wariatów i co drugi student ląduje w Tworkach. (to_jej_słowa!!) Stąd moje zdziwienie niezmierne i stres przed egzaminami. Ze zdziwieniem notowalam, sie na pierwszych miejscach przy dostawaniu sie do szkoly czy na uczelnie. Gdyby nie jej pierniczony strach to zaszlabym dalej. Fu*k. A ona mnie szykowala na swoją nastepczynię, najlepszą sprzątaczke na osiedlu. I ie nie udało. Ale niestety udało sie to, ze nie rozpycham sie lokciami, dopiero teraz buduje taktyczne relacje slużbowe. Nie krytykuję ludzi otwarcie itp itd.

      • kalistera Re: ale dałam plamę 24.07.12, 09:39
        Szczerze mówiąc czarno to widzę.
        Jeśli Ty nie zmienisz swojego nastawienia do matki,to zamienisz się w dokładną jej kopię czy lustrzane odbicie.
        Rzeczywiście dyszysz nienawiścią i trudno cokolwiek Ci radzić, jak jesteś w takim stanie.
        Ja nie twierdzę,że ta nienawiść nie jest uzasadniona,ale ona przesłania Ci w tej chwili możliwość bardziej racjonalnego spojrzenia na nią i bardziej sensownego reagowania.
        Widzisz tylko tę " ciemną stronę mocy" swojej matki i uważam,że bez terapii będzie Ci trudno sobie z tak silnymi emocjami poradzić.
        • noniewierze Re: ale dałam plamę 24.07.12, 10:15
          Kalistera, moze pisze z silnymi emocjami, ale nie sadze bym nad nimi nie panowala. Ot musze sie wygadac. Jest to dla mnie jak wentyl, jak otrząśnięcie sie po wyjsciu z wody. Przemawia przeze mnie złość lat straconych na wmawianie sobie, ze jestem..."psychiczna", bo juz jako dziecko reagowalam agresja na jej przemoc i manipulacje pod przykrywką slodkopier*cą. Tak sie sklada ze nie wydam teraz kilku tysi , kolejnych kilku tysi, bo juz sie pare miesiecy terapeutyzowalam i to wlasnie psycholog zwrocila mi uwage na to, ze to matka jest nieprawdopodobnym "mieszaczem" w rodzinie. Uwazam ze w jakis sposob musze pomoc sobie sama, czy to przez czytanie ksiazek tematycznych czy to przez DORAZNE pogadanki z psychologiem. Po prostu nie stac mnie na taka terapie.
          Jestem na matkę zła ale chyba nie z każdą złością trzeba od razu biec do psychologa? Bbrzydze sie tym, jak ona klamie, jak potraktowala przedwczoraj mojego męża, który to własnie zachecał mnie do kontaktow z ta paskudą, jezdzil do niej do szpitala itd. A ta ropucha nie wpuscila go do domu, bo przeciez ona musi miec winnego. Wczesniej tym złym by ojciec, po jegho smierci...stawialismy na to, ze obroci sie przeciw mnie. I tak sie stalo.

          Kalistera, ja sie przyznaje do wlasnych slabosci, widze rzeczy, ktore robilam zle w stosunku do innych ludzi, Szukam rozwiazania. Mysle, ze za kilka dni zamelduje Wam, ze ropuszysko mnie nie wnerwilo i ze nie nawtykalam jej. Wiecie, co jest najgorsze? Ze o ile moge zwalic wiele na demencje babska to trudno mi zrozumiec motywy mojego brata, ktory mąci tak jak matka. Facet ponad 40-letni, zawsze albo beznamietnie powtarzal po ojcu albo po zonie albo po matce. Jesli ktores z nich ogos nienawidzilo, to on robil identycznie. Staralam sie o dobre kontakty z nim, ten wiecznie niezadowolony, teraz razem z mamuska gdacza, bo nie podoba im sie moj malzonek (łamiemy schemat dewocji, spedzamy czas nie na spotkankach z pociotkami, mielismy slub w egzotycznym miejscu (i tu ich trafil szlag) itp itd, nie chodzimy do kosciola, duzo czytamy, tanczymy, myslimy samodzielnie a w kazdym razie sie staramy, duzo ze sobą rozmawiamy, a oni nie maja o czym, wiec obgaduja nas)... za co do cholery? Przypomina mi sie film "Przełamując fale" i wiele innych. Są jak durna tłuszcza, która jest groźna w swej głupocie.
          • forumowy-chirurg Re: ale dałam plamę 24.07.12, 10:53
            Myślę,że Kalistera chciała Ci zwrócić uwagę,że taka nienawiść jest bardzo autodestrukcyjna i niebezpieczna przede wszystkim dla Ciebie,a nie innych.
            Mówi się o ludziach" chorych z nienawiści."
            Moim zdaniem powinnaś się w jakiś sposób uwolnić od niej.Jeśli Cię nie stać na terapię to nie wiem; czy tego sama potrafisz dokonać ?,.A terapia w ramach NFZ ?
            • noniewierze Re: ale dałam plamę 24.07.12, 11:05
              ale ja Wam wszystkim jestem wdzieczna za rady. To ze zemsta jest glupim pomyslem - przyznaje Wam racje. To nie sa jakies moje koncowe tezy (to co tu co kilka dni pisze), ale jakies przemyslenia na gorąco, spostrzeżenia. Po tym jak wywalila mi męża z domu mialam ochote napluc jej w twarz. Poszlismy na spacert by nie wracac do domu ze zlymi emocjami, pogadalam troche ze "dobije ją" śmianiem sie z niej. Ale juz mi przeszlo. To chora kobieta ktorej nie moge pozwolic, by ściągnęła mnie na poziom jej emocji. A dawalam sie latami wciagac w jej gierki.
              Terapia w ramach NFZ? Bylam kilka razy u pan ODBĘBNIAJĄCYCH tam etat. Jakaś porażka, odwalanie roboty, zadawanie kuriozalnych pytań z cyklu "rubryka pani Kasi" w piśmie "Naj". Przperaszam że nie obdażam czołobitnością jakiegokolwiek autorytetu tylko z racji posiadanego przezeń tytułu. Długo szukałam ginekologa i fryzjerki, której powierzam od kilku lat swoją czuprynę, psychologa, którego podejście daje mi wiele w sumie znalazłam, tyle że droga babka jest, gdybym wygrała w totka to chodziłabym do pana x, niestety jeszcze droższego. Pań psycholog z NFZ, z którymi rozmawialam (sztuk dwie) niestety nie polecam. (gdy ktos przez 30 minut zadaje jedynie pytanie "no tak no tak, to z czym pani do mnie przyszła" i tak przez 3 spotkania to nie mam ochoty nawet wydawać na benzynę na dojazd)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja