zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się!

IP: 217.173.200.* 28.06.04, 20:55
Jesteśmy małżeństwem od 12 lat, mamy dwoje
dzieci,
budujemy dom i mamy duuuuży kredyt. 2 miesiace temu mąż oznajmił mi, ze nie
chce byc ze mną, chce rozwodu, zebym się od niego odczepiła itd. Szarpalismy
sie, obiecałam ze zrobie wszystko, by ratować nasz związek (zadna tam duma).
I
tak co dwa dni godzilismy sie i rozwodzilismy sie (tzn, on ze mną). W końcu
podjął ostateczna decyzję o rozwodzie, gdy stałam sie bardziej uległa spuścił
z
tonu, powiedział, ze chce ratować, za dwa dni chciał odejść. Koszmar. Tydzień
temu dogadaliśmy sie wreszcie, ja zaczęłam się starać, on też, było miło i
wspaniale uwierzyłam, ze mamy szansę. W czwartek wrócił o 1-ej w nocy,
nieswój.Ale nic.Na drugi dzień dowiedziałam się,ze spotkał się wieczorem z
dziewczyną, z która rozmawia od jakiegoś czau na gg. Poczułam się jak
uderzona
kijem w głowę. Straciłam do niego zaufanie. Przez cztery dni ciagle o tym
mówiliśmy, okazało się, ze gada z nią już od roku, od dwóch miesięcy spotyka
się z nia i rozmawiaja o swoich kłopotach , bo ona bardzo nieszczęsliwa w
małżeństwie jest. Próbowałam rozmawiać, ale nie chciał nic mówić, potem
troche
opowiedział mi o tych rozmowach, ale za cholere nie chciał bysmy sie poznały,
bał sie i ona też, że aż śmierdziało. I wczoraj dowiedziałam się ze owa pani
to
jego dawna dziewczyna, która zreszta wiele mi krwi napsuwła i dużo łez przez
nią wylałam. To nastepny był cios. Ale gdy przeczytałam jakie intymne rozmowy
prowadzili, jak sie podniecali przy komputerze opowiadając sprosne historie,
jak wspoinali tęsknie przeszłość i załowali, ze nie wyszło,jak przeczytałam,
ze
rozważali mozliwość przespania sie ze sobą, jak opowiadał jej o naszym
małżeństwie, o naszych kłopotach, jak jej zwierzał się, gdy ze mną prawie nie
rozmawiał itd. to nie mogłam wytzrymać.Dziś powiedziałam mu ze wszystko wiem,
to zmusiło go wreszcie do zaprzestania wypierania sie wszystkiego w żywe oczy
i
opowiedział mi o wszystkim. Twierdzi, ze to tylko niewinne rozmowy, ze nic do
niej nie czuje, ze nawet próbowała dać mu coś do zrozumienia ale odmówił itd
Od
dziś odbudowywujemy nasz związek (dał mi szansę)ale nie umiem mu ufać.
Spróbuję,ae boję się, ze ona będzie dalej mącić. Przyrzekł, ze nie bedzie sie
z
nią na razie spotykał dopóki nie naprawimy naszego związku, ale ja sie boje,
ze
nie dotzryma obitenicy i co wtedy, boję se zostac sama. Nie spotykał się z
nią
od tygodnia, ale po wczorajszej kłótni zaraz do niej zadzwonił i umówili sie
na
dzisiaj. Po dzisiejszej rozmowie miał jej powiedzieć, ze wyjaśniliśmy sobie
wszystko, ze ja o wszystkim wiem i nie będą się na razie spoytkać. Tylko czy
to
prawda to sie okaze. Bardzo się boję, bardzo. A najlepsze jest to, ze podobno
jej mąż też ją zdradzał jakiś rok temu. Niech zyje solidarnośc jajników!

Sorry za długi post, ale musiałam wygadać, bo tak mnie boli, ze aż dusi.A
jest
tego o wiele więcej:(
Jak ktoś ma ochote niech napisze do mnie. Chciałabym z kimś porozmawiać, kto
był/jest w podobnej sytuacji, bo zwariuję, nie wiem co robić.
chryzokola(małpa)gazeta.pl

dzięki za przeczytanie
    • charmaine Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 28.06.04, 20:59
      Niestety, musisz sie z tym pogodzić.
      A moze nawet lepiej, że tak się stało?
    • Gość: baba zona Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 28.06.04, 21:10
      Jestes w tej chwili w najgorszym momencie. Przepelnia Cie bol, zal,
      rozgoryczenie. Daj sobie czas, a potem napisz do mnie: babaja.@gazeta.pl.
      Pozdrawiam najserdeczniej
      :)
      • Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 28.06.04, 21:53
        Wczoraj znalazłam telefon do niej. Zadzwoniłam, przedstawiłam się i zapytałam
        czy spotyka sie z moim mężem. Potraktowała mnie protekcjonalnie, prawie
        parsknęła śmiechem. A dzis mój mąż oczywiście o wszystkim wiedział,
        obsztorcował mnie i kazał zadzwonic do niej z przeprosinami za ten telefon. Czy
        ja mam za co przepraszać? Kto tu kogo zreszta skrzywdził? Gdy dowiedziałam sie
        przypadkiem o jego spotkaniach, nie przeprosił, nic, tylko zrobił mi awanturę,
        ze go kontroluje i nie mam do tego prawa a on bedzie sie spotykał z kim chce,
        że wszystko spieprzyłam, ze odbudowywanie nie ma sensu. Ze on nie ma sobie nic
        do zarzucenia, jest w porządku, to ja wszystko niszczyłam przez dwanaście lat,
        naciągnęłam go na dziecko, oszukiwałam, poleciałam na pieniadze itd, a z tego
        co mi mówił o ich rozmowach pani dzielnie utwierdza go w tych wątpliwościach,
        jak on to nazywa.

        Boze jak boli!
        chryzokola
        • ja.tez Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 28.06.04, 22:10
          Odbierz pocztę, pozdrawiam, damy im radę!!!
          • Gość: anna Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 28.06.04, 22:19
            Dziewczyny, też znam ten ból. Mój mąż dziś założył obrączkę od niej, od
            dziewczyny, którą spotkał jeden!! raz a znał ją tylko z rozmów gg. Czy to
            normalne? Czy można kochać kogoś, kogo zna się wirtualnie? Najgorsze jest to,że
            ja wciąż go kocham. Tak, nie wstydzę się tego. I myślę, że będę kochać go
            nawet, kiedy odejdzie. Ale nie zrozumiem go nigdy i chyba mi go żal, że tak
            rozwalił nasz związek. A mieliśmy wszystko: dom ,dziecko, pracę. Niedługo
            zostaną z tego wspomnienia, choc staram się walczyć o nas. Ale nie wiem, na ile
            starczy mi sił, pokory oraz.... wytrwałości.
            Oby na jak najdłużej.
            • ja.tez Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 28.06.04, 22:23
              Nie warto walczyć. Nie z tą, to odejdzie z inną, poznaną w realu. Zdradził raz,
              zdradzi drugi, a jeżeli mu na to pozwolisz, będziesz nosić rogi do końca życia.
              Smutne, ale prawdziwe.
              • malwa33 Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 28.06.04, 23:03
                taka oto jest siła internetu ... czaty, komunikatory gg i inne.
                Jakież to wszystko jest facynujące przez internet,jaka ta osoba jest
                wspaniała , piękna i inne ach i och .. i wyrozumiała , nie krzyczy, nie
                denerwuje sie, wysłucha itp....iluzja!
                Nie mam nic pzreciwko internetowi , sama potrafie siedziec godzinami, jednak
                oddzielam świat wirtualny od realnego.
                Trzymam dystans.

                Kochana ratuj to malżenstwo , sama sie pzrekonasz w czasie na ile tamta
                znajomosć jest powazna.
                Mam koleżankę ,której mąż oszalał na tle internetu.
                Niby niewinne rozmowy, (przeciez sie nie widza - tak mawiała koleżanka.) a
                doprowadziły do rozpadu małzeństwa.
                Najpierw kawka niezobowiązująca, pozniej druga ... trzecia rozmowy...
                Facet sie zakochał!
                Małzenstwo w rozsypce, ona skrajnie wyczerpana. Tamta odeszła bo nie mogla byc
                tą trzecią . I co sie okazało znalazł następną!!!! Tak , tak bo czaty, gg i
                inne to raj na zawarcie znajomosci.




            • Gość: koko Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.dip.t-dialin.net 30.06.04, 18:02
              Dziewczyny, moze to nie przypadek, ze faceci poznaja i zakochuja sie w innych
              przez gg. ROZMOWA. Kiedy ze soba rozmawialiscie? Jak sie poznaliscie? GG jest
              bezpieczne, mozna zdobyc sie na szczerosc, mowic o sobie wszystko, czego nie
              powiedzialoby sie z roznych wzgledow zonie. Jak sie poznaliscie? Czy zaczelo
              sie od lozka, fascynacji seksualnej i na tym koniec? A moze nigdy nie byliscie
              ze soba szczerzy? Dzieki gg ludzie najpierw sie poznaja, zakochuja sie w swoich
              rozmowach i potem ida do lozka. W zyciu realnym bywa czesto odwrotnie.
              Zastanowcie sie, byc moze za malo bylo w waszym zwiazku szczerosci i otwartych
              rozmow. I nie dajcie sie, chociaz boli.
              • Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 30.06.04, 18:30
                No właśnie. Dawniej rozmawialismy bardzo dużo o wszystkim, nie mieliśmy
                tajemnic, spędzalismy dużo czasu ze sobą, chodziliśmy do kina albo oglądalismy
                filmy w domu, potem długo rozmawialiśmy na ich temat,wszędzie chodziliśmy
                razem. Ale od urodzenia drugiego dziecka tj. od 5 lat to się zmieniło. Dziecko,
                jego firma, którą właśnie założył, depresja poporodowa, która rozwijała się w
                błyskawicznym tempie. Prawie wogóle ze sobą nie rozmawiamy, bo on nie ma czasu,
                jest zmęczony albo go nie ma. Ale moze dlatego tak boli, ze dla niej potrafił
                chocby pół godziny urwać między obowiązkami, zeby porozmawiać, a dla mnie nie.
                W pracy (pracuje na zmiany) gadali na gg, a ze mną nie chciał. Jaki problem dać
                sygnał, ze jest na gg i pogadać ze mną. SMS-y wysyła tylko jak wraca, zebym
                wiedziała i to nie zawsze, a do niej to co rusz.Wiem, ze oddaliliśmy się od
                siebie, bo nie spędzamy ze soba czasu, ale jego praca i teraz budowa domu wcale
                tego nie poprawiają. Zwłaszcza w tej sytuacji powinniśmy spędzać dużo czasu ze
                sobą, rozmawiać, smiać. A tu ja ciągle sama w domu, a on w pracy albo na
                budowie.Jak wraca wieczorem jest zmęczony, a rano są dzieci i też nie da rady
                być sam na sam.
                Od roku, tj. odkąd z nią utrzymuje kontakt, zmienił się. Stał się obcy,
                zdystansowany, zimny, krytycznie do mnie nastawiony. Zaczął widzieć we mnie
                same wady, nawet moje zalety teraz stały się wadami. Przetsałam mu odpowiadać,
                zauuważyłam ze zaczął się mnie wstydzić, nagle stałam się dla niego
                niekulturalna, nieprzyjemna, kolegom się nie podobam itp. A jeszcze do niedawna
                byłam miła, kochana, bardzo lubian, kulturalna i chwalił się mną na prawo i
                lewo. Teraz gdy o niej mówi wyczuwam zal w jego głosie, ze wtedy sie nie udalo,
                słyszę zal i pretensję, ze nie jestem taka jak ona. Zresztą dobitnie mi to w
                kłótni powiedział, ze nie ma mnie za co szanować, ze daleko mi do niej, ze mnie
                nie byłoby na to czy na tamto stać itp. Ona jest dla niego ideałem, czymś co mu
                się kojarzy z dawnymi czasami gdy było fajnie i bez kłopotów.
                Dzis jesteśmy na etapie odbudowywania, ale on powiedział, ze wciąż nie jest
                pewny czy sie kiedyś dogadamy, zrozumiemy. Gdy ona będzie w naszym życiu na
                pewno. Z wyimaginowanym ideałem nie mam szans.

                Zastanawiam się czasem czy moze nie jest już za późno na ratowanie?
                • Gość: chryzokola Re: koko IP: 217.173.200.* 30.06.04, 18:32
                  I jeszcze jedno. Teraz próbuję z nim rozmawiać, mówić mu co czuję, co mi w tym
                  związku nie odpowiada. Jego wysłuchałam wiem, co siedzi na żołądku, wiem co
                  zmienić, ale gdy ja teraz próbuję on przerywa albo wychodzi, bo ma dość gadania
                  o tym wszystkim. W rezultacie ja się zmienię a on nie, bo nie wie nic o moich
                  potrzebach i oczekiwaniach:(
        • Gość: koko Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.dip.t-dialin.net 30.06.04, 17:56
          Sluchaj, to nie ma sensu. Spakuj go i wystaw walizki za drzwi. Nie boj sie. Na
          moje oko jest gorzej niz tylko problem kochanki. To nie o nia tu chodzi. Sadzac
          po tym, jak z toba rozmawia, on cie nie szanuje i nie kocha. Byc moze nigdy nie
          kochal (ozenil sie ze wzgledu na dziecko? - to najgorszy wariant). Zastanow sie
          dobrze, przeanalizuj wasz zwiazek, nie mysl o zdradzie i tej kobiecie. Byc moze
          ona jest tylko katalizatorem. Wasz zwiazek rozpadlby sie predzej czy pozniej.
          Podejmij jakies kroki, nie pros go, niech do niej idzie, moze potem szybko
          wroci, kto wie. Jezeli nie, to znaczy, ze cie nie kochal. Nie ma sensu o niego
          walczyc, naprawde. Nie on jeden na swiecie. na pewno jest ktos, kto chcialby z
          toba byc, a ty moze o tym nawet nie wiesz.
    • cossa Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 28.06.04, 22:56
      a co Ty wlasciwie zlego zrobilas?
      (oprocz przeczytania jego prywatnych rozmow?)

      kto komu ma dawac w tym wszystkim szanse i dlaczego?

      pozdr.cossa
      • ta_co_szuka Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 28.06.04, 23:19
        Kochana założ sobiswoje gg ( nowy numer), wstaw hasło. Wejdz jak on bedzie w
        domu na czat , obojetnie jaki, o jakims nicku założmy piękna zielonooka czy tez
        inteligentna 30;) i rozmawiaj. Ciekawe jak zareaguje!

        Przecież to on zawinił za co Ty masz sie płaszczyc pzred nim?
        To on chce odejsc!
        To on Cie zdradzal!
        Wiem ,ze sytuacja jest tragiczna. Jednak ja postawiłabym ultimaum zwłaszcza po
        próbach!!
        I zakomunikowałabym ,ze skoro jego wybory sa takie a nie inne to tez zacznę
        sobie układac życie!
        I perfidnie zapytałabym czy nic nie ma przeciwko temu.
        Rany! facet musi uświadomic sobie co TRACI!
        Potrzebna jest mu terapia wstrząsowa!
        • katja Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 29.06.04, 01:01
          Tez mialam to! Rok na GG i kobieta do niego przyjechala w trakcie mojej
          nieobecnosci a teraz szykuja papiery do slubu...niech zyje wolnosc! ja bylam na
          codzien, a ona ta wspaniala od swieta...niech ja ma! Zobaczymy! Moze w realu
          nie bedzie juz taka wspaniala i tajemnicza?
        • Gość: chryzokola Re: do ta_co_szuka IP: 217.173.200.* 29.06.04, 12:26
          Ale właśnie tego boję się mu powiedzieć, bo jeśli zgodzi się na to? Boję się go
          stracić, tak bardzo go kocham, aż do bólu. Nie umiałambym zyć bez niego.
          Zamiast tego błagam go o jeszcze jedą szanse i dostałam ją wczoraj. Ale
          wystarczy jedno moje potknięcie i on odchodzi.

          Chryzokola
          • malvvina Re: do ta_co_szuka 29.06.04, 12:30
            nikogo o nic nie pytaj - nikt nie jest w stanie ci pomoc - w swietle postu
            ponizej twoje decyzje naleza do ciebie juz je podjelas i rozmowy na forum nie
            wniosa nic a nic w twoje zycie.

          • moc_ca Chryzokola 29.06.04, 12:47
            Gość portalu: chryzokola napisał(a):

            > Ale właśnie tego boję się mu powiedzieć, bo jeśli zgodzi się na to? Boję się
            go
            > stracić, tak bardzo go kocham, aż do bólu. Nie umiałambym zyć bez niego.
            > Zamiast tego błagam go o jeszcze jedą szanse i dostałam ją wczoraj. Ale
            > wystarczy jedno moje potknięcie i on odchodzi.
            >
            > Chryzokola

            Po przeczytaniu tego postu i ostatnich Twoich wypowiedzi odechciało mi się
            dalszej lektury, rozpłakałam się.
            Jestes kochana, chryzokolo.
            Na myśl o Twoim mężu włącza mi się piła motorowa i chętnie obcięłabym łby tym
            wszystkim skurwielom którzy wykorzystując miłość swoich partnerek robią z nimi
            to co on z Tobą.
            Jak Ci pomóc?
          • Gość: lutzek Re: GŁOS MĘŻCZYZNY IP: *.crowley.pl 01.07.04, 00:17
            >Ale właśnie tego boję się mu powiedzieć, bo jeśli zgodzi się na to? Boję się >go stracić, tak bardzo go kocham, aż do bólu. Nie umiałambym zyć bez niego.
            >Zamiast tego błagam go o jeszcze jedą szanse i dostałam ją wczoraj. Ale
            >wystarczy jedno moje potknięcie i on odchodzi.

            Chryzokolo, przykro mi to co muszę powiedzieć, ale płaczę nad Tobą. I nawet nie z żalu za to co uczynił Ci Twój mąż. Tylko z żalu nad.... Twoją nieporadnością, by nie rzec głupotą!!! Tak, głupotą, niestety!!!

            Przecież to naturalne, że teraz on nie czuje się winny, tylko wobec Twojej uległej postawy czuje się zwycięzcą!!! Postaw się "babo", powiedz że masz go w d..ie. Jak będziesz przed nim klękać, on nigdy nie będzie Cię szanował, tylko będzie traktował Cię przedmiotowo. Zdobądź się na odwagę w wyrażaniu swojego sprzeciwu!!!

            Znowu trudno mi to powiedzieć, ale jest tylko jedna rada, taka 100% - pokaż mu, że jesteś kobietą znającą swoją wartość i mającą swoją godność. Ktoś już tutaj pisał o tym, byś zaczęła czatować, gg-dować. Ja powiem więcej: nawiąż jakiś ciekawy romans. Niech no Pan Mąż zobaczy jak podwozi Cię kolega z pracy, albo ktoś nowopoznany. Inaczej buc nie zrozumie, że winien szanować swoją partnerkę za pełne oddanie jego osobie. I na zawsze pozostaniesz w jego oczach taką żoną, którą ma się na skinienie palca i którą można dowolnie manipulować.

            pozdrawiam
            lutzek
            • Gość: zuza Re: GŁOS MĘŻCZYZNY IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.07.04, 22:16
              Lutzek, zgadzam sie z tym, co jej radzisz, ale widzisz, to nie takie proste.
              Myślę, że my wszystkie jesteśmy...no nie wiem, jak to nazwać. Jestem w podobnej
              sytuacji i marzę o romansie - nie, żeby sie odegrać, ale z potrzeby serca.
              Tylko że to byłaby zdrada. Sumienie mnie gryzie, paraliżuje lęk. Jak to - a
              jeśli on jednak kocha i ja go skrzywdzę? A co na to Bóg? CZy jego też zranię? I
              nawet boję sie spojrzec na faceta.
              • Gość: lutzek Re: GŁOS MĘŻCZYZNY IP: *.crowley.pl 03.07.04, 18:06
                >Lutzek, zgadzam sie z tym, co jej radzisz, ale widzisz, to nie takie proste.
                >Myślę, że my wszystkie jesteśmy...no nie wiem, jak to nazwać. Jestem w >podobnej sytuacji i marzę o romansie - nie, żeby sie odegrać, ale z potrzeby >serca.

                No ale zauważasz chyba różnicę pomiędzy romansem mającym na celu odegranie się za nieuczciwość partnera, a romansem na własne życzenie płynącym z potrzeby romansowania? Bo dla mnie jeden romans nie podobny do drugiego. Zwłaszcza w kwestii jego determinanty.

                >Tylko że to byłaby zdrada.

                No właśnie, to już byłaby zdrada. Natomiast chryzokola nawiązując romans moim zdaniem zdrady się nie dopuści. Wystarczy, jeśli poinformuje Pana Męża, że i ona ma prawo, takie samo jak on, do prowadzenia podwójnego życia. Ot wszystko.

                >Sumienie mnie gryzie, paraliżuje lęk. Jak to - a jeśli on jednak kocha i ja go >skrzywdzę?

                No i dobrze, że Cię gryzie. Ja zawsze uważałem, że najważniejsza w związku jest szczerość. Jeśli dwie strony przystają na rozwiązłość erotyczną w związku, to ok. Mogą sobie współżyć z innymi parnterami. Jeśli natomiast takiego układu pomiędzy małżonkami nie ma, to oboje winni się powstrzymywać od tzw. "skoków w bok".

                >A co na to Bóg? CZy jego też zranię?

                Te dylematy mnie nie dotyczą, bowiem nie wierzę w boga. I choć sam jestem niewierzący, to uniwersalne zasady nie są mi obce i uważam kłamstwo (kłamstwo=zdrada) za coś haniebnego w związku dwojga ludzi.

                >I nawet boję sie spojrzec na faceta.

                A ja sobie idę ulicą z własną żoną i oboje patrzymy na ładne dziewczyny (facetów też:-))) ) przechodzące obok nas. Co więcej, nawet się oglądamy za nimi i snujemy fantazje jak np. wyglądają nago:-))), poważnie. Ale moja żona jest wyjątkowa i wiem o tym.

                pzdr.
                lutzek
    • Gość: koko Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.autocom.pl 29.06.04, 02:34
      To prawdziwy koszmar; wiem, bo mam podobnie. Taka sama szarpanina i bezradne
      cierpienie.
      Dziś już padam, ale jutro postaram się napisać.
      Pozdrawiam
    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 29.06.04, 08:28
      Przede wszystkim nie dzialaj pod wplywem emocji. To najgorszy doradca, powoduje
      czesto ze sie wykrzyczymy i zwykle bardzo zaszkodzimy sobie.
      Nie dzwon do tej drugiej Osoby. Najwazniejsza jest kontrola samej siebie. Ja
      bym wierzyl w to co mowi Twoj Maz, ze jest to odnowiona znajomosc bez zadnych
      jeszcze konsekwencji. Bardzo duzo zalezy od Ciebie, jesli zachowasz zimna krew
      ta znajomosc sie skonczy i to bardzo szybko, nie przyniesie wiecej zlego.
      Jesli jednak zaczniesz dochodzic prawdy, nie wierzyc mu, dzwonic do tej kobiety
      czy jej meza to wtedy moze nastapic rozpad Waszego zwiazku.
      Warto o ten zwiazek walczyc bo potrzebujecie Siebie i jestem pewien ze sie
      kochacie. Walczyc czasem oznacza przeczekac, pozwolic Jemu wybrac. Im mniej
      bedziesz rozmawiala o tym z Nim tym lepiej dla Was. On sam zacznie przychodzic
      jak Ty przestaniesz o tym mowic, On bedzie chcial rozmawiac i naprawic.
      My czasem probujemy odwrotnie, pozwalamy emocjom, zranionym uczuciom decydowac.
      Zwykle te decyzje niszcza wszystko. Mozna miec chwile satysfakcji kiedy
      wyrzucisz z siebie zal ale po tym zwykle zostaje coraz wiekszy rozdzial
      pomiedzy stronami. Tlumaczania tez nie wiele przynosza bo zwykle jesli ktos nie
      chce byc z nami to i tak nie bedzie ich sluchal.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: chryzkola Re: do mskaiq IP: 217.173.200.* 29.06.04, 12:32
        Ale to jest w tym najtrudzniejsze. Mnie emocje az zżerają dosłownie. Ciagle o
        tym myślę, nie jem,prawie nie piję, nie śpię, schudłam kilka kilo w ciągu
        tygodnia, boli mnie strasznie serce, ściska, żyły mi wywala z powdu ciśnienia a
        zaraz potem mam dreszcze, ciagle się trzęsę, wymiotuję, mam biegunkę. Ciągle
        się boję, ten strach przed tym, ze znów mnie oszuka jest tak silny, ze nie
        umiem nic robić, snuję sie po domu, nie wychodzę i płaczę albo krzyczę w
        ręcznik. A gdy na niego popatrze od razu drżę. Nie umiem mu wybaczyć a
        jednocześnie boję się czy dzić nie będzie tym dniem, w którym oznajmi mi swoją
        ostateczna decyzję.

        chryzokola
    • moc_ca Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 29.06.04, 09:23
      chryzokolo,
      unieś trochę wyżej głowę i nie dzwoń do niej, nie proś go o pozostanie z Tobą!!

      Mam wrażenie że nie mówisz nam wszystkiego, kiedys Ty stanęłaś (chyba) między
      nią i nim (lub tuż po niej), mylę się? Piszesz bowiem ze 'wiele krwi Ci napsuła
      i wylałaś przez nią wiele łez', rozumiem więc ze zanim pobraliście się ona była
      jego dziewczyną.
      Jeśli tak to powiem że często bywa że "zastępcze' małżeństwo, zawarte z żalu
      po stracie poprzedniej miłości, nie wytrzymuje próby czasu.Potwierdzeniem mojej
      koncepcji są słowa Twojego męża który zarzuca Ci że 'naciągnęłaś go na dziecko,
      poleciałaś na pieniądze ..' - trzeba miec podstawy zeby wygłaszać takie
      oskarżenia i on je, prawdopodobnie, ma.
      A Ty, tak jak kiedyś .. ???Ciągle prosisz go o szansę na odbudowę związku .. ,
      on "daje Ci tę szansę .." i co z tego faktu wynika ??!!!
      Na miłość Boską!!!, unieś się honorem i powiedz
      "ODEJDŹ! jesli Ci sumienie pozwala i chcesz to zrobić bez względu na
      konsekwencje, przekreśl 12 lat, zostaw mnie i dzieci z kredytem i zacznij wić
      nowe szczęśliwe gniazdko ze swoją starą miłością" - może Twoja rezygnacja
      z walki o niego pozwoli mu głębiej przemyśleć szaleństwo które go opanowało
      i zrozumiec ze ONA (tamta dziewczyna) to tylko wspomnienie, tęsknota za czymś
      niespełnionym ale NIEISTNIEJĄCYM !! już od dawna, ułuda i omam,
      charakterystyczny dla facetów z tzw. 'kryzysem wieku średniego'.
      Trzymam za Ciebie kciuki.
      • Gość: chryzokola Re: do mo_ca IP: 217.173.200.* 29.06.04, 12:57
        W kwestii dziewczyny: Chodził z nią, ale jej rodzice utrudniali im kontakt, w
        rezultacie widywali się dwa trzy razy w miesiącu po 1/2-1 godziny. On był
        bardziej związany z jej przyjaciółką niż z nią. Poza tym mówił, ze jest
        humorzasta, niedojrzała(jest dwa lata młodsza od nas), on sie od niej
        odzwyczaił, bo za mało czasu spędzali. My zaczęliśmy spotykać się w czerwcu,
        powiedział, ze tamto juz skończone, że nie ma sensu. Uwierzyłam. Chodziłyśmy do
        tej samej szkoły. Widziałam jej minę, reakcje jej klasy na mnie. Po trzech
        tygodniach dowiedziałam się, ze on z nią nie zerwał , a ja wyszłam
        na "odbijaczkę". Ona skarżyła się na mnie, wydzwaniała do jego kolegów, którzy
        też na mnie bykiem patrzyli. Nazywała mnie dziwką. Byłam zła na niego i
        rozżalona, ze mnie okłamał. Powiedziałam,że niech się zdecyduje w końcu o co mu
        chodzi. Wybrał mnie, zerwał oficjalnie z tamtą. Ale jej oskarżenia trwały
        jeszcze długo, byłam traktowana jak tredowata w jego środowisku. To było bardzo
        trudne.
        w kwesti małżeństwa i dziecka. Zaszłam w ciążę niechcący (metoda
        kalendrzyka+globulki)po dziewięciu miesiącach naszego wspólnego bycia. To był
        dla mnie szok, myślałam ze zwariuję z przerazenia. Chciałam usuwać, on próbował
        znależć inne wyjscie. Trzy raazy odmawiałam zabieg, bo bałam się konsekwencji
        (niemoznośc posiadania kiedyś dzieci, rak)i nie umiałam zabić tego dziecka. Ile
        nocy ja wypłakam i przepraszałam to dziecko, ze muszę je zabić I on o wszystkim
        wiedział. W ostaniej chwili nasza przyjaciółka pomogła nam, uświadamiając,ze
        świat się nie kończy wraz z urodzeniem dziecka, ze są szkoły zaoczne, studia
        też, on ma zapewnioną pracę, mieszkanie dostaniemy z zakładu. I właściwie to on
        podjął decyzję, ze urodzimy to dziecko. Ja byłam oszołomiona, wszystko działo
        się tak jakby obok mnie.
        Urodziłam dziecko, zamieszkaliśmy ze sobą, ale ja nie chciałam ślubu.
        Podkreślam-JA. Nie byłam pewna czy chcę być jego żoną, czy wogóle chcę wychodzć
        za mąż. Namówiłam go na konkubinat na razie dopóki nie będziemy pewni.
        Pobraliśmy się gdy dziecko miało pół roku ze względu na mozliwość mieszkania,
        które moglismy dostać z zakładu jako małżeństwo. Brałam ślub z niezbyt
        szczęśliwą miną, wciąż mająć obawy ale miałam nadzieję ze się jakoś ułoży. Więc
        nie naciągnęłam go na dziecko i on o tym doskonale wie. Ale najlepsze jest jak
        on o tym mówi. Jemu przychodzą takie myśli do głowy, bo racjonalnie rzecz
        ujmując mogłabym tak zrobić, i on zwrócił sie do mnie jako do przyjaciela, bym
        sprawiła zeby przestał tak mysleć, a ja zamiast tego wyrzucam mu że on mnie
        oskarża o takie rzezcy, kiedy on mnie nie oskarza, tylko myśli.A
        jego "koleżanka" dzielnie podtrzymuje jego wątpliwości, bo zamiast go pocieszyć
        i powiedzieć zeby tak nie myslał, bo na pewno tak nie było itp.Przyznaje mu
        rację, ze rzeczywiście mogłabym tak zrobić i musi się z tym liczyć.
        w kwestii pieniędzy: nie był bogaty, mieszkanie dostaliśmy z zakładu najpierw
        hotel, po roku normalne mieszkanie. Wszystkiego dorabialismy się od zera. Jeśli
        teraz jest materialnie dobrze, wtedy nie wiedziałam o tym, a co miesiąc tydzień
        przed wypłatą nie było pieniedzy i żylismy na koszt rodziców, bo takie kokosy
        zarabiał na które się rzuciłam!
        I mimo wszystko wciąż go kocham i boję się go stracić i nie wiem czy będę miała
        odwagę postawić tak sprawę, pewnie bedę go jeszcze nieraz błagała. I bardzo
        boje się, ze teraz mogę się potknąć i wtedy "zaprzepaszczę" moją ostatnią
        szansę. Nie wiem co wtedy zrobię.Zaczęły znów mnie nachodzić myśli o
        samobójstwie i jedyne co mnie przed tym powstzymuje, to obawa że w jakiś sposób
        mnie odratują a on do końca życia bedzie uważac ze chciałam go zaszantażować.

        chryzokola
        • trzydziestoletnia Milosc czy strach przed samotnoscia..? 05.07.04, 18:09
          Gość portalu: chryzokola napisał(a):


          > I mimo wszystko wciąż go kocham i boję się go stracić (..)

          Zastanow sie, czy bardziej go kochasz czy raczej BOISZ SIE ZOSTAC SAMA. Czy to
          milosc czy strach przed samotnoscia i brakiem obecnosci kogos przy boku?

          > (..) boje się, ze teraz mogę się potknąć i wtedy "zaprzepaszczę" moją
          ostatnią szansę.

          Przykro to pisac, ale POTKNIESZ SIE NA PEWNO! Bo nikt nie jest idealem i zawsze
          bedzie jakis zgrzyt - chyba ze saprzeczysz calkiem swoim emocjom/uczuciom i
          staniesz sie automatem robiacym wszystko jak chce mąż. Ale i wtedy jest szansa,
          ze zarzuci Ci bycie "bezuczuciową". Potkniesz sie - to oczywiste i wiadome. Ale
          nie wiadome, co on z tym zrobi, czy rzeczywiscie odejdzie. I wiadomo na pewno,
          ze blaganie o zostanie nie wzbudza szacunku do Ciebie. Tak raczej nie wygrasz.
          Mozesz zyskac czyms przeciwnym - zachowaniem godnym, stanowczym i konkretnym.
    • tanika Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 29.06.04, 11:40
      Nie potrafie Ci powiedziec co masz zrobić bo jestem w podobnej sytuacji,
      i tez staje przed dylematem zostać z nim czy go zostawić ?
      U mnie w gre wchodzi domniemana (bo nie mam 100% dowodów, a on wszystkiego się
      wypiera) zdrada fizyczna, ale twierdzi ze nadal mnie kocha i chce być ze mną,
      ze do niczego nie doszło itd. itp.
      Ale ja mu juz nie wierze i nie ufam
      Wiem jak Ci ciężko, jaki to koszmar kochać kogoś komu się nie ufa...
      Ale warto spróbować to naprawić przynajmniej z jednego powodu - jeżeli się nie
      uda to Ty możesz powiedzieć - zrobiłam wszystko co mogłam żeby ratować ten
      związek.
      Pozdrawiam Ci i życze dużo, dużo siły
    • zlewozmywak1 Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 29.06.04, 12:02
      Jak dla mnie życie ci sie zakończyło, a rozpoczęła chujowa komedia. Walnij
      czyms tak by iskry poszły i o ile to możliwe oddal sie od sytuacji. Gościa,
      który zabawia sie zabawka gg gdzie ma dziewczynki cierpliwe kopnij w dupe tak
      mocno ile ważą dla ciebie te dwanaście lat. Nie ma litosci dla skurwysynów.
    • Gość: chryzokola Re: do cossy IP: 217.173.200.* 29.06.04, 12:24
      Witam
      Musze trochę poodpowiadać
      Na razie nie mam 100% pewności , ze zdradził, on utrzymuje, ze nie, ze to tylko
      rozmowy, moze bardzo intymne, ale rozmowy. Podkresla jednak,ze ja pcham go w
      ramiona tamtej i jak się nie zmienią to to zrobi.

      On uważa, ze go kontroluję, jestem chorobliwie zazdrosna itd. A prawda wyglada
      tak, ze on od roku zmienił sie w stosunku do mnie, stał się chłodny, krytyczny,
      na dystans. Zaczął widzieć we mnie same wady, wszystkie moje zalety stały sie
      czymś złym. Nie rozmawiał ze mną o niczym, ciągle o czymś tam dowiadywałam się
      przypadkiem od niego, rodziców, znajomych itd. Koło marca przeprowadziliśmy
      rozmowę na ten temat, obiecał, że bedzie mi mówił o wszystkim jak dawniej.
      Uwierzyłam. W kwietniu dzwoniłam z jego komórki(za jego przyzwoleniem) do jego
      brata(nie miałam przy sobie swojej). Dzwoniłam, brat sie wyłączył i przyszedł
      SMS. Pomyslałam, ze to od niego i machinalenie odebrałam, był od niej. Oddałam
      mu komórkę mówiąc, ze jednak nadal nie mówi mi o wszystkim. Potem powiedział,
      ze to jego koleżanka z podstawówki, że od czasu do czasu rozmawiają ze sobą na
      gg. Uwierzyłam. Nigdy nie sprawdzałam jego poczty, komórki, nie wydzwaniałam do
      niego sprawdzając gdzie jest, choć posiadając firmę komputerową wiecznie go nie
      ma w domu , bo jeżdzi do klientów, o róznych porach i o różnych porach wracał
      nawet o 12-1 w nocy. Nigdy słowa mu nie powiedziałam, wierzyłam, że jak mówi,
      że idzie do klienta to tak jest. Dziś mam wątpliwości. A on mówi, że ja jestem
      zazdrosna!!!Po tym stałam się podejrzliwa, coś mnie bolało w środku, czułam, ze
      coś jest nie tak. Postanowilismy odbudować nasz związek. Tydzień temu od
      poniedziałku było wspaniale, dawno nie czułam się przy nim tak dobrze. Był
      miły, czuły, zaczął mnie zauważać a nie traktować jak kolejny mebel w domu.
      Rozmwaiał ze mną, pozwięcał czas. Ja sprzatałam "na kolanach" (dosłownie!),
      robiłam mu kapiele, masaże jak wracał zmęczony z budowy.Byłam miła,
      uśmiechnieta, szczęsliwa, kochaliśmy się codziennie.W poniedziałek (ten
      pierwszy dobry) wrócił o trzeciej nad ranem, twierdził, ze spacerował, musiał
      przemyśleć wiele spraw. Uwierzyłam. W czwartek powiedział,ze jedzie do klienta.
      Wrócił o1-ej. Jakiś nieswój, nie przywitał się ze mną, od razu poszedł do
      komputera i rozmawiał z kimś (teraz wiem, ze z nią), przyszedł do sypialni,
      zapytał tylko na którą nastawić budzik, rozebrał sie, połozył, połozył na mnie
      rękę (położył, nie objął) i zasnął. Na drugi dzień nie przywitał mnie miło, był
      jakiś obcy, zimny. Zaniepokoiło mnie to, choć nic nie podejrzewałam, w nocy
      miałam straszny sen, ze spotyka się z inną kobietą, budziłam się w nocy,
      krzyczałam, rano aż się cała trzęsłam z wyczerpania. poszedł sie myć,
      zobaczyłam Smsa w jego komórce. Odebrałam. Był od niej, ze było wczoraj bardzo
      miło.Jak by mnie ktoś kijem w głowę walnął.Ból byl nie do opisania. Odebrałam
      tego SMS-a tylko dlatego, ze on zachowywał się tak dziwnie i przez ten sen.
      Gdyby przyszedł dzień wcześniej, do dziś bym pewnie o niczym nie wiedziała.On
      zrobił mi awanturę, ze go kontroluję, że wszystko spieprzyłam, ze to
      odbudowywanie nie ma sensu. Nie przyjmował do wiadomości, ze czuję się
      skrzywdzona i potraktowana jak kretynka. Że to on mnie oszukiwał i okłamał w
      żywe oczy, bo wyjeżdżając z domu doskonale wiedział, ze idzie na spotkanie z
      nią. On twierdził, ze nie robi nic złego i jest w porządku. Nie przyjmował do
      wiadomości, ze ja nigdy nie sprawdzałam go. Raz odebałm jego sms-a przez
      przypadek, a dziś z powodów wyżej opisanych. Po tamtym smsie uwierzyłam w to co
      mówi, i nie sprawdzałam mu poczty, komórki.Ale po tym drugim, kazdy dzwiek
      telefonu doprowadzał mnie do histerii, cała się trzęsłam, wystarczyło ze nie
      wracał pół godziny do domu i już bałam się, ze jest u niej, choć obiecał mi, ze
      się z nią na razie spotykać nie będzie.Ale nadal utzrymywał, ze mi nic nie
      powie, nie dowiem sie kto to jest, nie dowiem się prawdy, chyba ze on mi zaufa
      i zasłuze sobie na to, to moze kiedyś mi powie.
      Gdy mówi o rozwodzie zarzuca mi, ze nie sprzatam tak jak by chciał(tzn. nie
      szoruję na kolanach domu do późna w nocy), nie pracuję, jestem wyrachowana,
      siedzę na jego utrzymaniu i wykorzystuję go,kontroluję go, a przecież on jest
      wolnym człowiekiem i moze robić co chce, on ma dość mojej choroby (leczę
      depresję, już z niej prawie wyszłam, dzięki niemu znów wpadam w to bagno),
      uważa,że ją wymyśliłam, że ją wykorzystuję itd.
      Dlatego on nie chcebyc ze mną, a skoro mi tak bardzo zależy to mam się zmienić
      a wtedy on zobaczy, bo jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji dotyczącej
      naszego związku.
      Tyle złego zrobiłam, nie jestem tak idealna jak jego "koleżanka". Bo ona i
      pracuje, i dom na kolanach szoruje i bardziej napalona ode mnie i we wszystkim
      zgadza się z nim i podkreśla na każdym kroku, ze ona nie zrobiłaby tak jak ja
      (w każdej jednej sytacji) i zgadza się z nim. On mi zreszta powiedział, ze
      daleko mi do niej, ale zabolało!
      • malvvina i ty takiego ...? 29.06.04, 12:26
        kochasz ?
        po co ?
        przeciez sprzataczka nie musi pracodawcy kochac ?
      • angoisse Re: do cossy 29.06.04, 13:36
        > Gdy mówi o rozwodzie zarzuca mi, ze nie sprzatam tak jak by chciał(tzn. nie
        > szoruję na kolanach domu do późna w nocy), nie pracuję, jestem wyrachowana,
        > siedzę na jego utrzymaniu i wykorzystuję go,kontroluję go,

        a dlaczego nie podjelas jakiejs pracy, zeby byc bardziej niezalezna?


        > a przecież on jest
        > wolnym człowiekiem i moze robić co chce, on ma dość mojej choroby (leczę
        > depresję,

        wiesz, depresja to ciezka i wyniszczajaca choroba -dla ciebie,i twoich
        najblizszych

        > już z niej prawie wyszłam, dzięki niemu znów wpadam w to bagno),

        "dzieki niemu?" -??to jak to z ta miloscia do niego jest?


        > uważa,że ją wymyśliłam, że ją wykorzystuję itd.


        • Gość: chryzokola Re: do cossy IP: 217.173.200.* 29.06.04, 13:44
          Bo były to nasze wspólne ustalenia, najpierw małe dziecko, potem studia w
          trakcie drugie dziecko, po porodzie depresja, od roku leczenia. Uważaliśmy, ze
          najpeirw skończę studia, poza tym rodzina jest ważniejsza, skoro jego ciągle
          nie ma to ktoś musi dbac o dom i dzieci i rodzinę, poza tym uważał, ze jak mam
          iśc za marne grosze pracować to lepiej on zarobi na moje utzrymanie. Poza tym
          depresja polega min na tym, ze człowek nie umie normalnie życ, boi się ludzi
          itd. Bałam się iść do pracy, teraz już nie i szukam, bo wiem ze nie moge tak
          życ dalej, zwłaszcza, ze nie moge mu zaufać. Nie widziałam tego ze jestem
          zależna od niego materialnie ani emocjonalnie, uważałam ze tak ma byc skoo sie
          kocha. Myliłam się, nie można się w całosci oddawać ani poddawać.

          chryzokola
    • procesor Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 29.06.04, 13:07
      Przerażająca jest twoja gotowość do znoszenia każdego poniżenia.

      Jest juz tak źle, że gdyby cię zostawił - to już gorzej sie nie poczucjesz.
      więcej - może nawet poczujesz ulge, że to juz konbic szarpaniny!

      Na twoim miesjcu to ja bym zostawiła dom za sobą. Wyjedź - sanatorium, cichy
      pensjonat - cokolwiek. Dziecko zostaw u rodziny, a jeszcze lepiej - zostaw jemu
      pod opieka (no, zalezy ile dziecko ma lat). Niech mu ta pani pomoże się nim
      zając.

      Koniec sprzątania w domku, koniec obiadków pod nos, koniec upranych i
      uprasowanych koszulek do raczki. Koniec kąpieli i masazyków.

      On TOBIE ma wybaczać?! Chyba żartujesz.
      Odbuduj szacunek do samej siebie. Wiem że przy depresji możesz mieć trudności
      ze wszystkim. Ale bez tego ani rusz.

      Pamiętaj - jesteś samodzielnym człowiekiem. Boisz się - boisz się - ale nie
      tego że on odejdzie ale tego ż ezosatniesz sama, że sama będziesz musiałą
      podjąć decyzję.
      Nie bój sie.
      Poszukaj oparcia w kimś blisko. Kimś kto doradzi ci jak załatwic formalności -
      w razie czego.

      Chyba lepsza rozpacz po jego odejściu niż takie ciągłe szarpanie.
      W dodatku on przerzuca na ciebie winę. Swoją winę. Moze i ty nie jestes bez
      winy (jak to zwykle - obie strony mają swój udział) ale on twoim kosztem chce
      sie pozbyc poczucia winy za to co robi.
      Nie pozwól mu.
      • Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 29.06.04, 13:37
        Wczoraj prosiłam go o kolejną szansę, zgodził się dopiero wtedy gdy
        powiedziałam, ze o wszystkim wiem, wiem kim ona jest. Nadal się wypierał więc
        pokazałam mu kilka tekstów jego rozmów z gg I to starych, bo nowe już ma w
        pracy i jej list do niego. Dopiero wtedy powiedział mi prawdę o wszystkim,
        postanowiliśmy odbudowywać to jeszcze raz. Choć obydwoje nie ufamy już za
        bardzo sobie. Teraz mogę mu juz tylko wierzyć, bo nic wiećej nie odkryję,
        będzie się teraz bardzo pilnował. Powiedział mi, ze ona wysłała mu wiadomość ze
        dzwoniłam do niej. Powiedział, ze nie miałam prawa tego zrobić i powinnam ją
        przeprosić za ten telefon. Powiedział, ze przez ze mnie umówili sie na telefon,
        a do tej pory nie utrzymywali kontaktów jak obiecywał(znów moja wina). Ale po
        naszej porannej rozmowie, gdy mi o wszystkim opowiedział, gdy ugodziliśmy się
        na razie, obiecał ze do niej zadzwoni i powie ze rozmawialiśmy, ja o wszystkim
        wiem. Jak wrócił z pracy okazało się ze zrobił więcej: wysłał tylko sms, ze
        wyjaśnilismy sobie wszystko i jets w porządku. I nadal nie będą utrzymywać
        kontaktu.
        Obiecaliśmy sobie na razie o tym nie mówic i skupic się na naszym małżeństwie.
        Ale jeszcze długo potrwa zanim mu zaufam i uwierzę w niewinność tej
        znajomości.Myślałam nawet zeby się z nią spotkać, bo po tym co mi opowiada o
        jej małżęństwei żal mi jej trochę, ale na razie nie mogę, po prostu nie zniose
        jej widoku.

        Mogę mu spróbować ufać ale boję się jej. Mam jakieś niejasne przeczucia i to od
        dawna zanim dowiedziałam się kim jest, że nie można jej ufać. Boję się ze
        względu na nasze małżeństwo i na niego, ze moze to ona jest wyrachowana, chce
        rozwalic naszz związek, kłamie o swoim małżeństwie (bo momentami to się wzystko
        kupy nie trzyma)i chce się moze zemścic. Bo mam wrazenie, ze to ona do niego
        się ciagle odzywa, wysyła smsy, ona składa jakieś prpozycje (zartem, bo zartem
        ale jednak), kokietuje go i w liscie do niego napisała, ze może im jeszcze coś
        z tego wyjdzie. Mam wrazenie, ze ona liczy na coś w naszym małżeństwie co rzuci
        go w jej ramiona, nie traci nadziei. I te jej potakiwania. W kazdej sytuacji
        podkreśla, ze ona inaczej by się zachowała(czyli tak jak jemu by odpowiadało),
        ze ją to szokuje, ze ja czytam jego smsy,i wiele innych moich zachowań, ze nie
        mam prawa, ocenia mnie i on przyjmuje jej oceny, choć ona wogóle mnie zna! On
        zaczął mówić do mnie zupełnie inaczej niz do tej pory, używa słów które
        usłyszał od niej.Podkreśla, ze ona jest inna, co tylko sie poskarży na mnie ona
        zaraz mu pokazuje, ze ona jest inna. W porównaniu ze mną to chodzący ideał!
        Teraz wiem dlaczego chce sie ze mną rozwieść ona otworzyła mu oczy! Powiedział,
        ze gdy ją mąż zdradzał, zaprosiła ta kobiete do siebie i powiedziała jej zeby
        sobie wzięła jej męża, oczywiscie nie skorzystała. On powiedział ze mnie nie
        byłoby na to stać, bo ja napewno zrobiłabym awanturę i płakałabym, no cóz nie
        dorównuję jej.
        I wiem teraz dlaczego od roku wyłącza komórkę, sygnał smsów zmienił na
        wibracje, założył hasła na gg i skzynkę mailową, chociaż ja nigdy nic mu nie
        czytałam i każdy z nas miał dostęp do gg i skrzynki drugiego bez ograniczeń.
        Dwa tygodznie temu też założyłam hasło na gg. Ale on i tak ma to gdzieś.

        chryzokola
      • katja Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 29.06.04, 13:39
        Tak mi ciebie strasznie zal, bo wiem co przechodzisz , co to za bol. Nikt ci
        nie moze pomoc, jedynie rada ...moze ktoras z nich bedzie dobra dla ciebie,
        moza za ich pomoca wymyslisz jakis spaob na zycie dla ciebie.
        Ja , jak pisalam mialam tez straszne doswiadczenie, ktore nawet teraz po roku
        wciaz daje mi sie we znaki, stres wewnetrzny , chociaz nikt by nie poznal po
        mnie co przezywam.
        Mysle ,z enic nei pomoze gdy przebaczysz mu , bo ona niestety nie zostawi go w
        spokoju, GG nadal istnieje i SMSy i inne cuda techniki...I mozna to tak
        zrobic , ze nie bedzies zmiala dojscia do tego.
        Dlatego ja zdecydowalam sie nie walczyc, bol byl straszny ale bylo warto , bo
        teraz zaczynam zyc na naowo, choc to troche potrwa, ale dalam sobie szanse na
        zdrowy zwiazek i wierze ze kiedys spotkam porzadnego mezczyzne.
        Wiedzialam ,ze na poczatku byloby dobrze (po przeprosinach)ale ona by go nie
        zostawila i on by znalazl inny sposob na kontakt z nia. Internet daje
        nieograniczone mozliwosci a w szpiega nei chce i nie mam zamiaru sie bawic, to
        ponizej mojej godnosci.
        Zycze ci kochanie, abys jakos dodszla do najlepszej decyzji, choc to w tym
        stanie nie jest mozliwe, ale wiedz , ze zycie wynagrodzi ci krzywde , wczesniej
        czy pozniej, kiedy najmniej sie tego spodziewasz.
        • malwa33 Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 29.06.04, 15:09
          patrz wypisz wymaluj moja historia....:))

          Tak samo wpadka , tak samo ślub bez emocji... lata spędzone razem , kochaliśmy
          sie?? ... teraz z perspektywy czasu uważam ,ze nie. Coś nas łaczyło , dziecko,
          wspolne mieszkanie ,i te lata..
          Byłam jego służacą, kochanką ,żoną , matką i takie tam.
          Byłam ja dla niego a on dla innych !
          On brał , brał..a ja dawałam ...
          Ale nastąpił KONIEC.. obudziłam sie, otrzezwiałam ,zabrałam manele i dziecko,
          ułożyłam sobie na nowo życie.
          Zdziwiony był...ja?? ..odbiło mi?? coś ze mną nie tak!!!
          Pzrecież miałam wszystko...hehe jasne wszystko ale nie męza i ojca!
          A teraz nadrabiam zaległosci, kontynuuje nauke, pracuje, mam DRUGIE dziecko i
          miłosć!! Mam normalnego, kochającego , dbającego o żone a pzrede wszystkim
          dzieci męża.
          Nie w głowie mu flirty, mi tymbardziej.

          Cieżko jest zaakceptowac koniec, cieżko sie z tym pogodzic. Warto, naprawdę
          warto brnąc dalej , osiagac zamierzone cele, realizować sie itp.
          Zobacz do czego on Cie doprowadził i ta Twoja chora miłość, tak tak to chory
          stan.
          OBUDZ SIE w KONCU!!!!! bo popadniesz w cieżka depresję!!! ( pewnie juz ją masz)
    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 29.06.04, 15:22
      Najwazniejsze opanowac emocje. Mozna to zrobic. Rob dlugie spacery jesli masz
      rower to jeszcze lepiej, mozesz biegac. Wysilek fizyczny rozladuje Ci stres
      ktory obezwladnia Cie. Nastepna sprawa to jedzenie. Staraj sie jesc zdrowe
      jedzenie, potrzebujesz wiele warzyw i owocow w Swojej diecie. Jesli pijesz kawe
      albo cherbate to przestan bardzo podnosi sile emocji.
      Zobaczysz olbrzymia roznice, zaczniesz panowac nad Soba a to jest poczatek do
      tego aby moc dzialac rozsadnie.
      Jesli chodzi o decyzje twojego meza to nie martw sie tym, mysle ze nie bedzie
      az tak zle, postaraj sie jednak za wszelka cene kontrolowac Siebie. To jest w
      tej chwili najwazniejsze. Jesli chcesz pisac na moj prywatny adres to pisz.
      Serdeczne pozdrowienia.

      Ale to jest w tym najtrudzniejsze. Mnie emocje az zżerają dosłownie. Ciagle o
      tym myślę, nie jem,prawie nie piję, nie śpię, schudłam kilka kilo w ciągu
      tygodnia, boli mnie strasznie serce, ściska, żyły mi wywala z powdu ciśnienia a
      zaraz potem mam dreszcze, ciagle się trzęsę, wymiotuję, mam biegunkę. Ciągle
      się boję, ten strach przed tym, ze znów mnie oszuka jest tak silny, ze nie
      umiem nic robić, snuję sie po domu, nie wychodzę i płaczę albo krzyczę w
      ręcznik. A gdy na niego popatrze od razu drżę. Nie umiem mu wybaczyć a
      jednocześnie boję się czy dzić nie będzie tym dniem, w którym oznajmi mi swoją
      ostateczna decyzję.

      chryzokola
    • Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 30.06.04, 00:34
      Siedzę i czekam na niego. Został w preacy dłuzej, bo miał robotę z naszą
      koleżanką, kóra pisze prcę. Dzwoniłam do niego o wpół do dwunastej, powiedział,
      ze w ciągu 10-15 wyjedzie. Nie ma go jeszcze. Nie umiem wytrzymać, boję się, ze
      spotkał się z tamtą !Obiecał, ze nie bedzie, ale ja nie umiem uwierzyć, boję
      się, płaczę, nie wytrzymam!!!

      chryzokola
    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 30.06.04, 06:31
      Nie dzwon,idz na spacer, zrob tyle cwiczen fizycznych az poczujesz ulge. Te
      cwiczenia pomoga Ci rozladowac stres i bedziesz mogla sie opanowac, w innym
      przypadku bedziesz niszczyla to na czym Ci zalezy. Musisz wierzyc ze On wroci i
      wszystko bedzie dobrze.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 30.06.04, 09:10
        Wrócił późno. JA w tym czasie zdążyłam dostać potwornych drgawek, wymiotowałam.
        Choć wiedziałam,ze był w pracy i pomagał M.nie mogłam zapanować nad tym lekiem
        i niepokojem. Gdy przyszedł powiedziałam mu o tym. Zarzucił mi, że go
        sprawdzałam, gdy zadzwoniłam, tonem smutnym i rozczarowanym .Powiedziałam, ze
        chyba mam prawo mu nie ufać. On znowu starą śpiewkę, ze to nie ma sensu. Ze
        powiedział mi całą prawdę o tamtej w nadziei, ze wszystko zrozumię i będzie
        dobrze, a ja nadal się w tym babrze i żałuje, ze mi powiedział. Powiedziałam,
        że to, ze mi powiedział prawde i to po przyparciu do muru nie oznacza, ze nagle
        o wszystkim z dnia na dzień zapomnę, przebaczę i zaufam. On nadal oczywiście
        podtrzymuje wersję, ze nic złego nie zrobili i nie czuje się winny. Wciąż do
        niego nie dociera, ze okłamywanie i oszukiwanie człowieka, którego się podobno
        kocha jest złe. Znów oczywiście zrzucił za to winę na mnie, że to przeze mnie
        mi nie powiedział, bo bał się mojej reakcji.NAjgorsze jest to, ze on wogóle
        nie widzi co mi zrobił i co się dzieje ze mną i na kazde moje słowa o moich
        uczuciach reaguje ironicznym usmieszkiem i kiwaniem głową. I znow usłyszałam,
        ze daleko mi do niej. Gdy mówiłam, ze nie ufam mu i długo potrwa zanim zacznę
        wierzyć swierdził, ze on też nie ufa mi. Zapytałam dlaczego stracił do mnie
        zaufanie, nie umiał odpowiedzieć. Potem stwierdził, że chociażby przez to co
        mówiłam o nim znajomym. Tylko tyle. Rozmawiałam o swoich problemach z trzema
        koleżankami, a że problemem moim jest mój mąż to cóż. Ale on uważa, ze to
        oszustwo. ale to, ze on opowiadał o mnie swojej "koleżance", o naszych
        problemach jest w porządku i ja nie mam prawa mu nie ufać. A ja nie ufam mu bo
        mnie okłamywał. I ciągle zmienia wersje. NAjpierw to była koleżanka z klasy, z
        którą od trzech miesięcy tylko rozmawiają. potem okazało się, ze jeszcze sie
        spotykają, potem okazało się ze to jego była dziewczyna, potem ze rozmawiają od
        roku, a wczoraj dowiedziałam się, ze nie od roku a od dwóch , I on ma pretensje
        do mnie że mu nie ufam! Jetsem ciekawa jakich jeszcze rewelacji się dowiem, on
        twierdzi,ze wszystko juz wiem, ala już nie wierzę. W trakcie naszej rozmowy
        stwierdził, ze jak nie skończymy tej rozmowy to on wychodzi do niej. Wzięłam
        telefon i powiedziałam, ze zadzwonię do niej żeby ją uprzedzić że zaraz mój mąż
        do niej przyjedzie. Stwierdził, ze obiecałam do niej więcej nie dzwonić. Nie
        obiecałam, to on stwierdził, że mam tego więcej nie robić, bo sobie tego nie
        życzy. Potem wyrwał mi słuchawkę i próbował skasować jej numer, ale się nie
        dałam. Nie pojechał nigdzie, ale kochać sie nie chciał, obraził się.
        I był bardzo obrażony na mnie za moje zachowanie wczorajsze, nie chciał się ze
        mną kochać, a dziś rano powiedział, ze mnie nie lubi za wczoraj. Ale jakoś
        zaczyna mnie to coraz mniej obchodzić, zaczynam się już coraz mniej bać
        rozstania, bo za często mnie tym straszy.

        chryzokola
        • malwa33 Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 30.06.04, 09:35
          RANY! Dziewczyno opamiętaj sie!
          Zobacz co on z Toba robi! Traktuje Cie jak wielkie NIC!
          Nie masz praw do niczego!
          Gdyby mi mój mąz powiedział,ze daleko mi do niej...sorry za słowo - lałabym w
          morde odrazu! Nie dalabym tak sobą pomiatac!!!
          Miej godnosc!!
          Doceń swoją wartośc. Jeżeli Ty tego nie zrobisz sama nikt tego nie zauważy.!!!

          Przestań dzwonic , pytać sie, sprawdzać itp.
          On i tak zrobi co zechce bez Twojej zgody! Nie liczy sie z Twoimi uczuciami!
          Wiec po co to wszystko???

          Pisz, rozładuj swoje emocje i zale tu na forum....napisz do mnie maila czy do
          innych ...a jego zostaw w spokoju.!!!!

          • Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 30.06.04, 09:47
            Gdy mu mówiłam o swoich uczuciach, a on reagował ironią to miałam ochotę
            uderzyć go w twarz, ale bałam się...
    • Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 30.06.04, 09:52
      Bedę odpisywać na listy, ale muszę sie opanować, bo ręcę mi wciąż drżą i trudno
      pisać. Chyba napiszę najpierw na kartce i przepiszę:)

      chryzokola
      • malwa33 Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 30.06.04, 10:02
        Chetnie napisze pierwsza ale nie mam do Ciebie adresu.
        To nie podanie o prace ;)) jak zrobisz kilka błędów stylistycznych i ort. to
        nic sie nie stanie. Wazna jest tresc!

        Czy Ty masz przyajaciół , kogos z kim mozesz swobodnie porozmawiac?
        Jakies oparcie?
        :)
        • Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 30.06.04, 11:05
          miałam przyjaciólkę, ale okazało się, ze gra na dwa fronty ( a znamy sie 15
          lat!). Mam teraz dwie koleżanki, z którymi trochę o tym wszystkim rozmawiam,
          ale nie umiem tak do końca zaufać. Straciam wiare w ludzi:( Tu jest łatwiej, bo
          nikt mnie zna i nie moze mi zaszkodzić. Smutne ale prawdziwe:(

          mój e-mail: chryzokola@gazeta.pl
    • chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 30.06.04, 11:19
      po wczorajszym, gdy powiedziałam, ze zadzwonię do tamtej uprzedzic ją o jego
      przyjeździe(żartem) dzis zobaczyłam,ze jednak wykasował jej numer z mojej
      komórki. I on mi zarzuca, ze ja w jego komórce grzebię! Powinnam była chyba tez
      pousuwać niewygodne dla mnie telefony z jego komórki. Cos za bardzo boi sie ten
      mój mąż.
    • chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 30.06.04, 11:24
      Wiem, ze nie byłam idealną zoną, od dwóch miesiecy o tym słyszę, ale ja nie mam
      możliwosci powiedzieć, co mi w tym związku nie odpowiadało, bo mamy nie mówić o
      przeszłośći.Napisałam więc list, o tym, co było nie tak, czego nie dostawałam w
      tym związku, czego potrzebuję, ale boję sie go mu dać, bo nie wiem jak
      zareaguje. Znów się obrazi, będzie celibat albo pójdzie do tamtej. Ale
      kolezanka powiedziała, ze nie moge mu tak ulegać, muszę walczyc o swoje bez
      względu na konsekwencje. Kurczę, tylko ja sie strasznie tego boję! Nigdy nie
      umiałam walczyć, zawsze sie podporządkowywałam, bo wolałam unikać konfliktów,
      chciałam byc dobra i zeby nikt nie ze mnie niezadowolony.
      • procesor Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 30.06.04, 11:41
        Ty przy tym wszystkim masz jeszcze ochote na seks z nim??


        Wiesz, wygląda na to że sami sie nie dogadacie.
        Mimo tej afery z S. - moze jednak poszukac terapeuty rodzinnego?? Są takie
        spotkania mediacyjne - postronna osoba pomaga nauczyć sie rozmawiac ze sobą od
        nowa (a nie tylko mówić każde sobie) w małżeństwie.

        Przeciez wasza sytuacja jest kompletnie chora!
        • Gość: ktoś Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.04, 11:52
          przeczytaj mój " poradnik zdradzonej zony " jest na tym samym forum.
          • malvvina Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 30.06.04, 12:22
            mam wrazenien ze pisalabys swietne harlekiny
            • Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 30.06.04, 13:34
              To propozycja pracy?:)
              Tylko ze w harlekinach wszystko, choć może głupie, kończy się dobrze sielanką.
              A u nas?
        • Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 30.06.04, 13:33
          Niestety tak. Kocham go i pożądam. Tak bardzo brakuje mi bliskości z jego
          strony. Gdybym mogła zapomnieć o tej miłości i pożądaniu pewnie byłoby mi
          łatwiej powiedzieć mu żegnaj.
    • marusia_ogoniok Ufaj córko, nie bojaj się.... 30.06.04, 13:50
      Czy na przyjęciach zdarzało mu się pochylać nad tobą, nakładając np. coś
      smakowitego na talerz i pocierać nabrzmiałym do bólu Wackiem o twoje ramię, a
      jeszcze lepiej o cycki? To ważne!
    • kardiolog Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 30.06.04, 14:22
      witaj chryzokolo,
      dzisiaj w kalendarzu jest szczegolny dla mnie dzien.30 czerwca.
      postanowilem zajrzec na forum.
      kiedys tutaj pisywalem (to tak bardzo krotko o sobie), ale lacznie z kilkoma
      osobami wycofalismy sie z forum na dobre. gdybys kiedys wpadla na
      jakiegos "kardiologa" w necie to mozesz smialo pytac o medyczne rady- nie bede
      to ja.

      moj pobyt jest jednorazowy.

      wchodzac na forum twoja historia byla na gorze, wiec przeczytalem ja, lacznie z
      wpisami wszystkich osob, ktore staraja sie tobie pomoc.
      zawsze ogarnia mnie smutek, gdy czytam o ludzkim nieszczesciu, czasami sami
      jestesmy tworcami fatum, ktore sami nad soba zawieszamy
      , niczymwyrocznia, ktora koniecznie musi sie sprawdzic. lecz nie zawsze tak
      jest, nie zawsze tak musi byc.
      twoja historia jest historia bolu, upokorzenia, goryczy,rozpaczy, ale wciaz
      nadziei. kazdy czlowiek spotkany w necie czy na ulicy moglby bardziej lub mniej
      podobna historie opowiedziec, kazdego bowiem dotknelo w zyciu jakies
      nieszczescie. nie znam czlowieka calkowicie szczesliwego.
      wprawdzie twoja opowiesc jest dosc dziwna, ale to twoje zycie. wiele w niej
      niejasnosci, przyjmowania winy na siebie (nieslusznie jak twierdza inni) a
      jednoczesnie oskarzania innych za splot wydarzen. zapytaj siebie- czy jest taka
      milosc na ziemi, dla ktorej _jeszcze raz_ warto zaryzykowac? jesli tak, to
      wyrzuc ze swoich tekstow (jak z zycia) niepotrzebny balast (tak, jest to
      mozliwe), oczysc siebie i sprobuj jeszcze raz. jezeli nie jest to mozliwe to
      zadaj sobie pytanie "ile jeszcze wytrzymam?".
      jestem przeciwnikiem rozstan zwlaszcza malzenstw, dlatego zycze aby wam sie
      udalo odnalezc to-co przed 12laty spowodowalo, ze wypowiedzieliscie
      sakramentalne tak.
      nie ma takiego zalu i bolu, z ktorym nie mozna byloby sobie poradzic jesli
      naprawde sie chce.
      dopoki trwa zycie mozna zrobic wszystko i jesli ktos powiedzial, ze czlowiek
      nie jest w stanie przeniesc na barkach kilkuset metrowej gory to musial byc
      mieczakiem.
      dopoki zycie trwa..
      30 czerwca przed laty zginela pewna kobieta w wypadku. tak widocznie musialo
      wtedy byc. nie, nie zrozum mnie zle, ja nie "dyskutuje" ze smiercia, pragne
      jedynie przekazac cos waznego. nie da sie odwrocic biegu wypadkow, ale mozna
      sterowac przyszloscia. tamtej kobiety juz nie ma i nic nie wroci jej zycia.
      gdyby jednak ktos wielki ? bog? przeznaczenie? opiekunowie? energia? kosmos?
      dal jej jeszcze jedna szanse na nowe zycie,co zrobilaby?
      czlowiek, ktory przezylwlasna smierc (operacja, wypadek, inne)zmienia sie.
      takie doswiadczenia ucza zyc inaczej. lepiej. wierz mi, ze wiem o czym mowie.
      dopoki zycie trwa, dopoki wszystko w waszych rekach, dopoty macie szanse.

      zastanow sie prosze nad tym, co napisalem.
      dzisiaj odwiedzilem dom, ktory dotknela wyzej opisana tragedia. wpadlem tylko
      na chwile by zapytac, jak zdrowie, czy poradzili sobie ze smutkiem, czy zycie
      toczy sie dalej- zycie nowe, radosne. poczestowali mnie espresso, wypilem
      szybko, nie chcialem przeszkadzac. wychodzac mialem tylko nadzieje, aby
      niegdys glupio

      poniesiona smierc- ofiara
      (niezaleznie czyja)

      nie okazala sie

      niepotrzebna...




      zycze wam wszystkiego najlepszego. zycze wam obojgu odwagi _byc_ ze soba i
      tworzyc dalej rodzine.

      kardiolog

      ps. pamietaj "traktujmy innych tak jak sami chcielibysmy byc traktowani".
      przekaz informacje swoim bliskim przy kolacji. to piekna i stara prawda.

      klaniam sie.
      • Gość: chryzokola Re: do kardiologa IP: 217.173.200.* 30.06.04, 14:39
        O jakie niejasności chodzi? Czemu moja historia jest dziwna? Pytam, bo moze
        czegoś nie widzę? Trudno być obiektywnym w takiej sytuacji.
    • kardiolog Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 30.06.04, 14:28
      witaj chryzokolo,
      dzisiaj w kalendarzu jest szczegolny dla mnie dzien.30 czerwca.
      postanowilem zajrzec na forum.
      kiedys tutaj pisywalem (to tak bardzo krotko o sobie), ale lacznie z kilkoma
      osobami wycofalismy sie z forum na dobre. gdybys kiedys wpadla na
      jakiegos "kardiologa" w necie to mozesz smialo pytac o medyczne rady- nie bede
      to ja.

      moj pobyt jest jednorazowy.

      wchodzac na forum twoja historia byla na gorze, wiec przeczytalem ja, lacznie z
      wpisami wszystkich osob, ktore staraja sie tobie pomoc.
      zawsze ogarnia mnie smutek, gdy czytam o ludzkim nieszczesciu, czasami sami
      jestesmy tworcami fatum, ktore sami nad soba zawieszamy
      , niczymwyrocznia, ktora koniecznie musi sie sprawdzic. lecz nie zawsze tak
      jest, nie zawsze tak musi byc.
      twoja historia jest historia bolu, upokorzenia, goryczy,rozpaczy, ale wciaz
      nadziei. kazdy czlowiek spotkany w necie czy na ulicy moglby bardziej lub mniej
      podobna historie opowiedziec, kazdego bowiem dotknelo w zyciu jakies
      nieszczescie. nie znam czlowieka calkowicie szczesliwego.
      wprawdzie twoja opowiesc jest dosc dziwna, ale to twoje zycie. wiele w niej
      niejasnosci, przyjmowania winy na siebie (nieslusznie jak twierdza inni) a
      jednoczesnie oskarzania innych za splot wydarzen. zapytaj siebie- czy jest taka
      milosc na ziemi, dla ktorej _jeszcze raz_ warto zaryzykowac? jesli tak, to
      wyrzuc ze swoich tekstow (jak z zycia) niepotrzebny balast (tak, jest to
      mozliwe), oczysc siebie i sprobuj jeszcze raz. jezeli nie jest to mozliwe to
      zadaj sobie pytanie "ile jeszcze wytrzymam?".
      jestem przeciwnikiem rozstan zwlaszcza malzenstw, dlatego zycze aby wam sie
      udalo odnalezc to-co przed 12laty spowodowalo, ze wypowiedzieliscie
      sakramentalne tak.
      nie ma takiego zalu i bolu, z ktorym nie mozna byloby sobie poradzic jesli
      naprawde sie chce.
      dopoki trwa zycie mozna zrobic wszystko i jesli ktos powiedzial, ze czlowiek
      nie jest w stanie przeniesc na barkach kilkuset metrowej gory to musial byc
      mieczakiem.
      dopoki zycie trwa..
      30 czerwca przed laty zginela pewna kobieta w wypadku. tak widocznie musialo
      wtedy byc. nie, nie zrozum mnie zle, ja nie "dyskutuje" ze smiercia, pragne
      jedynie przekazac cos waznego. nie da sie odwrocic biegu wypadkow, ale mozna
      sterowac przyszloscia. tamtej kobiety juz nie ma i nic nie wroci jej zycia.
      gdyby jednak ktos wielki ? bog? przeznaczenie? opiekunowie? energia? kosmos?
      dal jej jeszcze jedna szanse na nowe zycie,co zrobilaby?
      czlowiek, ktory przezylwlasna smierc (operacja, wypadek, inne)zmienia sie.
      takie doswiadczenia ucza zyc inaczej. lepiej. wierz mi, ze wiem o czym mowie.
      dopoki zycie trwa, dopoki wszystko w waszych rekach, dopoty macie szanse.

      zastanow sie prosze nad tym, co napisalem.
      dzisiaj odwiedzilem dom, ktory dotknela wyzej opisana tragedia. wpadlem tylko
      na chwile by zapytac, jak zdrowie, czy poradzili sobie ze smutkiem, czy zycie
      toczy sie dalej- zycie nowe, radosne. poczestowali mnie espresso, wypilem
      szybko, nie chcialem przeszkadzac. wychodzac mialem tylko nadzieje, aby
      niegdys glupio

      poniesiona smierc- ofiara
      (niezaleznie czyja)

      nie okazala sie

      niepotrzebna...




      zycze wam wszystkiego najlepszego. zycze wam obojgu odwagi _byc_ ze soba i
      tworzyc dalej rodzine.

      kardiolog

      ps. pamietaj "traktujmy innych tak jak sami chcielibysmy byc traktowani".
      przekaz informacje swoim bliskim przy kolacji. to piekna i stara prawda.

      klaniam sie.

    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 30.06.04, 14:35
      Mysle ze rozumiesz ze najwazniejsze jest to aby sie uspokoic, wiem ze probujesz
      wszystko ale nie potrafisz zapanowac nad Soba.
      Wiem ze jest w Tobie wielki strach, ze ten strach podsycasz budujac rozmaite
      scenariusze. Jestem pewien ze jest lepiej niz myslisz, wierze ze Maz Ciebie
      kocha ale najwazniejszy jest spokoj, przestan o tym myslec bo to myslenie
      nakreca niepokoj. Zajmij sie czyms innym, dobry jest spacer jesli nie mozesz
      zajmnij sie sprzataniem, praniem, czymkolwiek aby odwrocic Swoje mysli od tej
      sprawy. Im wiecej myslisz tym silniejsze emocje ktore moga zakonczyc sie
      wielkim zalamaniem. Dlatego w tej chwili najwazniejsze jest uspokojenie sie ale
      aby to zrobic przestan o tym wszystkim myslec. Musisz wierzyc.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: chryzokola Re: do mskaiq IP: 217.173.200.* 30.06.04, 18:44
        Staram się mskaiq, ale to trudne. Właśnie wróciłam z roweru. Ale jadę, jadę i
        myślę, myślę, myślę....Chciałabym zasnąć i obudzić sie za dziesięć lat:)
        Wiem, ze byc moze masz rację. On powiedział mi wczoraj, ze jej nie kocha, nie
        chce być z nią, lubi ją tylko.Ale to nie ma znaczenia. NAwet jak się rozwiedzie
        ze mna to nie po to by z nią być. Ze mnie kocha, ale nie wierzy ze to się da
        poskładać.
        Nie umiem wciąż w to uwierzyć. I zeby przestał wreszcie straszyć mnie rozwodem.
        Jak tylko powiem coś nie tak, co mu się nie spodoba od razu słyszę: "To jednak
        nie ma sensu ratować". I tak kilka razy dziennie. I jak ja mam zachować spokó?
    • Gość: missy Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.acn.waw.pl 30.06.04, 19:03
      moim zdaniem, nie powinnas z nim wiecej byc; nie wazne w tym momencie sa
      kredyty,a dla dzieci to tylko bedzie lepiej, bo dzieci zawsze czuja ze pomiedzy
      rodzicami jest cos nie tak! jak mial takie mysli i chcial zdradzic to zrobi to
      raz jeszcze i w kazdej waszej klotni bedzie uciekal do niej lub innej!!! moim
      zdaniem odejdz od niego, bo do konca zycia bedziesz nieszczesliwa i bedziesz
      sie cuagle zastanawiac czy on cie kocha czy zdradzil czy nie...a to jest
      bezsesnu;a poza tym podstawowe pytanie,czy ty go jeszcze kochasz i czy wogule
      potrafisz po takich rzeczach jeszcze kochac?!ja bym odeszla z dziecmi i zaczela
      nowe zycie; a moze jeszcze kiedys naprawde bedziesz szczesliwa!

      zycze powodzenia w podejmowaniu decyzji i pozdrawiam
      • Gość: chryzokola Re: do missy IP: 217.173.200.* 30.06.04, 19:21
        Dzieci to widza i czują. Córka ma 12 lat więc właściwie o wszystkim wie i nawet
        często o tym rozmawiałysmy i ona sama powiedziała, ze nie będzie załowała jak
        ojca nie będzie, że nie czuje potrzeby z nim mieszkać, bo i tak w ogóle go nie
        ma. Ale stała się bardziej nerwowa, często reaguje płaczem na rózne rzeczy.
        Synek stał się jakiś niegrzeczny, nadpopudliwy. Gdy w tamtym tygodniu przez
        kilka dni było lepiej to po dzieciach było widać. Córka uśmiechnięta, a synek
        od razu grezczniejszy, tatusiu to, tatusiu tamto, a tak nawet ojca pocałować
        nie chciał.
        Czy go kocham? Wydaje mi się że tak, bardzo, ale boję się juz tego uczucia, bo
        nie wiem jak długo wytrzymam, a zdrugiej strony zastanawiam jakiego dna bedę
        musiała dosięgnąc, zeby przestac go kochać.
        Wiem że się ponizam, ale na razie bardziej boje się go stracić niz szacunek do
        samej siebie:(
        • Gość: inayat Re: do chryzokoli IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.06.04, 20:25
          Ty go nie kochasz. Ty go potrzebujesz!
          • Gość: chryzokola Re: do inayat IP: 217.173.200.* 30.06.04, 20:58
            Myslisz?
            • malwa33 Re: do inayat 30.06.04, 23:58
              moze i kochasz...
              Ty sie boisz zmian , boisz sie ,ze nie dasz sobie sama rady finansowo i
              psychicznie.Przyzwyczaiłas sie do tej sytuacji,ze jest mąż jest i zapewni byt
              itp.

              Moja droga byłam w takiej samej sytuacji i wierz mi pękło coś we mnie, tak
              nagle z dnia na dzień. Zaczełam obojętnieć, odchodzic....
              Uświadomiłam sobie,ze nasz związek to fikcja...
              Jak z życ dalej ze strachem co przyniesie jutro?
              Nie da się wybaczyć wszystkiego , to tkwi w wewnątrz.
              Staranie nic nie dało.. odeszłam JA!
              Jakież było jego zdziwienie, okazało sie ,ze to JEMU było wygodnie!!! Ja jemu
              dawałam ciepło, oparcie itp. Na koniec błagał mnie abym została,zrozumiał co
              stracił bezpowrotnie.
              No cóz...we mnie się wszystko wypalilo,byłam totalnie obojętna.
              Bycie dla samego bycia??
              Przeszłam piekło, ale też wiele się nauczyłam!
              Bałam się jak sobie poradze sama z dzieckiem.
              Im wiecej o tym myślałam tym wiecej nabierałam sił!!!
              Udało sie, pomału ale wytrwale.

              Kochana nie namawiam Cie do niczego...to Twoja droga jak sobie ja poscielesz
              tak sie wyspisz..!!!
              Masz duze dzieci, idz do pracy!
              Nie bój sie!
              Wyjdz do ludzi zobaczysz wtedy swiat w jaśniejszych kolorach:)


    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 01.07.04, 08:25
      Dobrze chryzokolo, ten rower powinien byc uzywany bardzo czesto teraz. Wiem ze
      te mysli tlocza sie w glowie. Aby pokonac te mysli, powtarzaj Sobie, wkolko ze
      wsztstko bedzie dobrze ze musisz sie uspokoic. Powtarzaj to calymi godzinami to
      bardzo silna bron. Powtarzajac nie pozwalasz myslom o tym wszystkim co sie
      stalo pomiedzy Toba a mezem dominowac Ciebie. To powtarzanie budje bardzo silna
      pozytywna wiare w Tobie, Sama zreszta sie o tym przekonasz. Po pewnym czasie te
      mysli beda slabsze i slabsze az w koncu odejda.
      Jesli chodzi o Meza On Cie kocha, nie mam zadnych watpliwosci. My czasami z
      naszymi obsesjami potrafimy bydzo bardzo trudni dla naszego partnera a jeszcze
      czesciej dla samych siebie. W tej chwili pracujesz nad tym, mysle ze wszystko
      wroci do tego co bylo a zobaczysz ze bedzire duzo lepiej. On tez zrozumie wiele.
      Teraz musisz te dreczace mysli pokonac, wiesz juz jak to zrobic. Wygrasz,
      serdeczne pozdrowienia.

    • Gość: chryzokla Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 01.07.04, 09:39
      Wczoraj po kolejnej rozmowie, straszeniem rozwodem itp nie wytrzymałam.
      Wykrzyczałam się, spakowałam walizkę i chciałam odejść. Nie chciał mi
      pozwwolić, nie w taki sposób. Ale kazal oddać wszystkie karty, komórkę i
      powiedział, ze jak teraz wyjdę i zostawię synka, nie dostanę go już nigdy.
      Wyszłam, poszłam do naszego wspólnego kolegi. Trochę pogadaliśmy, miałam spać u
      niego, ale synek! Wróciłam po dwóch godzinach dla synka, nie mogę go stracić!
      Nie wiem, może teraz już wszystko stracone, ale mam dość, zwłaszcza, ze on
      nadal nie czuje się winny i twierdzi, ze to wszystko moja wina.
      Nie wiem czy dobrze zrobiłam, ale mam wrażenie, ze mój mąż już dawno podjął
      decyzję i dążył cały czas żebym od niego odeszła. Więc dopiął swego. Nie chcę
      go. Nawet gdy będziemy mieszkać razem, to już osobno.
      • Gość: Balbina Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 01.07.04, 10:30
        zdajesz sobie sprawę, że to może trwać latami. U mnie trwało prawie trzy z
        małymi przerwami. Było bardzo różnie a ja no cóż próbowałam, płakałam,
        wierzyłam, straciłam wiare w siebie, szacunek do siebie, żyłam jak w maligmie.
        Bo dziecko, bo Ona go uwielbia, bo sama nie dam sobie rady, bo gdy kupimy w
        końcu mieszkanie będzie lepiej. Nie wiem czy on wtedy był z kimś choć przez
        chwilę czułam, że tak jest. Późne powroty, czasem nie wracał na noc. Ciągle mi
        wmawiał,że jestem beznadziejną żoną, matką, że jestem głupia, nic nie umiem a
        ja wierzyłam. Zmieniłam prace i było jeszcze gorzej, bo wtedy doszło do tego,
        że zarzucał mi że go zdradzam, że do pracy chodzę się k.., i los w sumie okazał
        się łaskawy, zostałam sama On bywał w domu rzadko i zaczełam radzić sobie sama
        bo nie miałam wyjścia. Powoli odzyskiwałam wiarę w siebie, przestałam
        histerycznie reagować na jego wybryki, zaczełam sie przyglądać naszemu
        małżeństwu z boku, jak widz.Wiem jakie to trudne ale czasem trzeba w sobie
        znaleśc siłe by spojrzeć na wszystko z dystansu. Spróbuj nie reagować, nie
        rozmawiać, nie prosić, skup się na dzieciach i sobie. Zacznij szukac pracy,
        zwal na niego trochę obowiązków domowych, zacznij dbać o siebie i nie
        sprawdzaj, nie kontroluj, olej go toszkę. Sytuacja domowa odbije się na
        dzieciach, moja córka zaczeła się jąkać. Dla dzieci musisz byc silna. Widzisz u
        mnie do całości doszedło jeszcze picie. Potem przemoc fizyczna kiedy juz
        psychiczna nie zdawała egzaminu.Ja też byłam straszona rozwodem ale to były
        tylko groźby. To fakt, że w końcu sama złożyłam pozew, odeszłam i moje dziecko
        jest spokojne, szczęśliwe, nie jąka się już. Choc tamte zdarzenia pozostawiły
        ślad, jest to taki mały duży Człowiek. Obie jesteśmy szczęsliwe. Trzeba tylko
        szanować sama siebie i mocno wierzyć i nie dac się stłamsić.
    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 01.07.04, 15:29
      Dobrze ze wrocilas. Mysle ze On probuje Cie straszyc rozwodem bo w ten sposob
      wydaje Mu sie ze Ci pomaga. Nastepnym razem nie prowadz dyskusji na temat
      rozwodu. Jesli zagrozi Ci znowu rozwodem to powiedz Mu ze jesli chce to niech
      rozpoczyna staranie o rozwod i na tym skoncz rozmowe ale nie wychodz z domu,
      staraj sie zachowac spokojnie. On nie chce rozwodu, On Ciebie kocha, zreszta
      Sam Ci to powiedzial i to jest moim zdaniem prawda.
      Jesli uda Ci sie zachowac spokoj to przestanie uzywac tego argumentu, jemu tez
      zalezy i na Tobie i na Dziecku.
      Masz wszystkie atuty w reku. Twoje Dziecko potrzebuje Twojego Meza, Ty rowniez
      Go potrzebujesz. Wychodz codziennie na rower i nie pozwol emocjom aby znow
      wygraly z Toba.
      Poprzez te emocje mozesz stracic bardzo wiele i nie tylko Ty bo Twoje Dziecko
      rowniez. Wasz zwiazek jest do wygrania ale wszystko zalezy od Ciebie i Twojego
      spokoju i madrosci.
      Serdeczne pozdrowienia.


      Wczoraj po kolejnej rozmowie, straszeniem rozwodem itp nie wytrzymałam.
      Wykrzyczałam się, spakowałam walizkę i chciałam odejść. Nie chciał mi
      pozwwolić, nie w taki sposób. Ale kazal oddać wszystkie karty, komórkę i
      powiedział, ze jak teraz wyjdę i zostawię synka, nie dostanę go już nigdy.
      Wyszłam, poszłam do naszego wspólnego kolegi. Trochę pogadaliśmy, miałam spać u
      niego, ale synek! Wróciłam po dwóch godzinach dla synka, nie mogę go stracić!
      Nie wiem, może teraz już wszystko stracone, ale mam dość, zwłaszcza, ze on
      nadal nie czuje się winny i twierdzi, ze to wszystko moja wina.
      Nie wiem czy dobrze zrobiłam, ale mam wrażenie, ze mój mąż już dawno podjął
      decyzję i dążył cały czas żebym od niego odeszła. Więc dopiął swego. Nie chcę
      go. Nawet gdy będziemy mieszkać razem, to już osobno.
      • malwa33 Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 01.07.04, 15:50
        Mysle ze On probuje Cie straszyc rozwodem bo w ten sposob
        > wydaje Mu sie ze Ci pomaga.

        Pomaga w czym?
        To ona spakowała walizkę a nie ON! Do tego szantaż emocjonalny... oddasz
        wszystko to mozesz sobie iść.ŻALOSNE!
        Moze on opracował inny scenariusz!
        A tu sytuacja wymyka sie spod kontroli.





Pełna wersja