ten.login.nie.jest.wolny
14.08.12, 11:17
Słuchajcie, mam poważny problem ze swoim współlokatorem. Znamy sie od dawna ale ostatnio nie wiem jak to sie stało, ale dałem mu sobie wejść na głowe. Koleś bez przerwy po mnie jeździ (szczególnie po alkoholu, ale nie tylko) że jestem beznadziejny, że mam coś z głową, że w pracy mnie wykorzystują, że jestem frajerem, bo jego koledzy zarabiają więcej, że powinienem zmienić pracę, albo iść po podwyżkę (a sam nie pracuje, dostaje przelewy od mamy). Jak tylko powiem coś co mu nie pasuje to reaguje agresją, zaciska pięści, czasem grozi mi pobiciem.
Ostatnio coś tam mu powiedziałem, że źle robi to zaczał na mnie krzyczeć ze "nie bedę go pouczał". Na co ja mu mówie ze on mnie przecież poucza bez przerwy, na co on mi mówi "tak, bo ty sobie na to pozwalasz, a ja sobie na to nie pozwole".
I ciągle mi tak mówi, że wszystkie moje problemy są moją winą, wyśmiewa mnie, że nie potrafię sobie zrobić fajnego życia, że nie mam znajomych (co jest prawdą). Ciągle nazywa mnie do tego "pedałem". A jego ulubiona zabawa to "sparingi". czyli podchodzi do mnie, bije mnie lekko, a potem mi każe oddać, a jak mu nie chce oddać to mnie wyśmiewa ze jestem ciotą. A i tak mu nie mogę oddac bo by sie zasłonił albo zrobił unik, a nastepnie pobił (on trenuje jakies sztuki walki).
Czy mam jeszcze szanse przywrócić nasze relacje do normalności czy sprawa jest przegrana? To w sumie mój najlepszy kumpel, jeszcze od liceum, nie chce z nim zrywać przyjaźni. Ale to jak mnie ostatnio traktuje zaczyna mnie wkurzać. Jak mu postawić granice? On ma 27 lat, ja 28.