pospolitosc
27.08.12, 12:26
Mam przyjaciółkę.Jest koło 30. Jest wykształcona, piękna i jest dobrym człowiekiem. Prawdopodobnie ma depresję wynikającą z ogromnej potrzeby bliskości, bycia w związku, posiadania dzieci, rodziny. Przeżywała odwzajemnione fascynacje, spotykała się z mężczyznami ale nigdy nie była w związku. Nie jest jakoś specjalnie wymagająca. Relacje w których była poprostu nie rozwijały się,kończyły się zanim coś się zaczęło. Chce mężczyzny. Nie księcia z bajki,w takiego nie wierzy. Faceta z jajami, który zaparkuje sprawnie auto ale i poniesie jej szpilki czy poprostu przytuli. Wrzaśnie jak będzie miała fochy ale i wysłucha gdy będzie ryczeć bez powodu. Normalnego faceta.
Nie potrafi/ nie umie bądź nie miała szansy go spotkać. Bardzo cierpi w swojej samotności, cierpi tak bardzo że ból przełożył się na ból fizyczny. Funkcjonuje bo trzeba, jeżeli nie trzeba to zakopuje się pod kocem i płacze choć tego nie chce. Widzę jak gaśnie, jak brakuje jej sił. A nic nie mogę zrobić.Nie chce słuchać gdy mówię że nie wie jak będzie bo ona wie że już nic nie będzie. Nie chce pogodzić się ze swoją samotnością i ona ją wykańcza. Zaczyna sie izolować i ma tą świadomość ale nie potrafi tego powstrzymać.
Myślałam o terapii i wierzę że długotrwała być przyniosła jakiś efekt ale co na teraz, jak o nią zawalczyć?