gdy bliski gaśnie psychicznie

27.08.12, 12:26
Mam przyjaciółkę.Jest koło 30. Jest wykształcona, piękna i jest dobrym człowiekiem. Prawdopodobnie ma depresję wynikającą z ogromnej potrzeby bliskości, bycia w związku, posiadania dzieci, rodziny. Przeżywała odwzajemnione fascynacje, spotykała się z mężczyznami ale nigdy nie była w związku. Nie jest jakoś specjalnie wymagająca. Relacje w których była poprostu nie rozwijały się,kończyły się zanim coś się zaczęło. Chce mężczyzny. Nie księcia z bajki,w takiego nie wierzy. Faceta z jajami, który zaparkuje sprawnie auto ale i poniesie jej szpilki czy poprostu przytuli. Wrzaśnie jak będzie miała fochy ale i wysłucha gdy będzie ryczeć bez powodu. Normalnego faceta.
Nie potrafi/ nie umie bądź nie miała szansy go spotkać. Bardzo cierpi w swojej samotności, cierpi tak bardzo że ból przełożył się na ból fizyczny. Funkcjonuje bo trzeba, jeżeli nie trzeba to zakopuje się pod kocem i płacze choć tego nie chce. Widzę jak gaśnie, jak brakuje jej sił. A nic nie mogę zrobić.Nie chce słuchać gdy mówię że nie wie jak będzie bo ona wie że już nic nie będzie. Nie chce pogodzić się ze swoją samotnością i ona ją wykańcza. Zaczyna sie izolować i ma tą świadomość ale nie potrafi tego powstrzymać.
Myślałam o terapii i wierzę że długotrwała być przyniosła jakiś efekt ale co na teraz, jak o nią zawalczyć?
    • kropidlo5 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 27.08.12, 12:36
      Najsmutniejsze jest to, ze czasem tak niewiele trzeba aby taki czlowiek sie podniosl, ale to jest poza kontrola. Ja mam taki problem ze samym soba, tzn ludzie widza, ale mam tez z moja siostra, ktora ma podobny problem do kobiety opisanej w watku, tzn. bardzo silna chec posiadania rodziny i dzieci, tym bardziej ze zegar biologiczny tika wiec kobiete to cisnie jeszcze bardziej, ale ja sam tez z tego powodu cierpie, tylko zepchnalem to do sfer niebytu, bo zawsze sie bardzo wstydzilem swoich potrzeb i uwazalem, ze przyznac sie 'chce milosci, chce seksu' to wstyd, ale ta potrzeba gdzies tam jest.

      Mozna probowac pocieszac, ze sa jeszcze 'wolni' mezczyzni i kobiety na tym swiecie, wiec kogos by sie dalo znalezc- tylko jak czlowiek tak sie zacznie 'zwijac' to dziczeje, izoluje sie i potem ciezko nawet prosty krok zrobic. Ja uwazam, ze kolezanka powinna isc do psychologa i moze na terapie grupowa. zobaczyc, ze nie jest sama w takiej sytuacji, bo to wbrew pozorm duzy problem, i to takze socjologiczny, jakis czas temu bylo o tym glosno- szczegolnie dotyczy wyksztalconych kobiet z miast i niewyksztalconych mezczyzn ze wsi- na skutek emancypacji kobiety zaczely byc 'za dobre' i nie starcza im partnerow na odpowiednim poziomie.
    • szaman.ka Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 27.08.12, 16:03
      Przyjaciółka jest w depresji i to wymaga leczenia. Potrzebna jej jest terapia. Sama tego nie pokona,ani Ty jej nie jesteś w stanie pomóc.Musisz zrobić wszystko,by ją namówić na terapię.
      Piszesz,że odczuwa również ból fizyczny ? jak się to objawia?
      • pospolitosc Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 06:34
        Bólem fizycznym określa stan ucisku w klatce piersiowej niepozwalającego wziąć głebokiego oddechu, wiem że ma to związek bardziej z psychiką ale tak to odczuwa
    • to_ja_pisze Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 27.08.12, 20:28
      Nie pomyślałaś, że jej problemy mogą w relacjach z mężczyznami mogą miec głębsze podłoże bo została w przeszłości skrzywdzono np. zgwałcona?
      • carbone77 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 27.08.12, 21:09
        Na pewno wiek "około 30" to nie jest ten czas, w którym należałoby totalnie rozpaczać z powodu braku bliskiej osoby (do rozpaczania żaden wiek nie jest dobry, ale chcę podkreślić, że przecież to młoda dziewczyna).

        Chyba nie należy od razu z łatwością określać jej przypadłości depresją, bo być może jej nie ma, a tak można wbić jej do głowy, że jest naprawdę źle i stworzy się samospełniającą przepowiednię. Wizyta u dobrego psychologa pewnie by nie zaszkodziła.

        Może to tylko jakiś kryzys, może ma "doła". Zresztą, sama pisałaś, że jej po prostu trzeba fajnego faceta. A jakiej heteroseksualnej, normalnej kobiecie nie trzeba?
      • pospolitosc Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 06:41
        Była skrzywdzona w przeszłości. Nie została zgwałcona natomiast czuła się porzucona/ zostawiona i przez ojca który odszedł i przez ważnego dla niej wtedy mężczyznę. Są przyjaciółmi od lat,kobieta zaczyna czuć coś więcej a facet/przyjaciel znika z jej życia nie ustosunkowując się do jej deklaracji.Czuła się upokorzona i porzucona i mam świadomość że takie doświadczenia mogą i pewnie mają wpływ na jej postrzeganie świata.
        • szaman.ka Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 08:59
          Koniecznie musi iść na terapie i to dobrą.
          Takie sprawy pozostawiają urazy na całe życie.
          To co opisujesz ,to są typowe objawy depresji.
          Nie mam zwyczaju pochopnie diagnozować,lecz nie ma sensu udawać,że nic się złego nie dzieje.
          To,że ktoś ma depresję o niczym nie świadczy,ani nie przesądza sprawy.
          Gdybym napisała ,że jest to depresja endogenna,to słuszny byłby zarzut pod moim adresem. Tutaj natomiast, pewnie jest to depresja reaktywna,spowodowana wydarzeniami z przeszłości,która ma wpływ na takie,a nie inne układanie się jej kontaktów z mężczyznami i doprowadziło do tego stanu, jaki jest obecnie.
          Jeśli przepracuje na terapii swoje bolesne doświadczenia z przeszłości ,może całkowicie odmienić swoje życie i odzyskać nad nim kontrolę.
          Natomiast, osobie z jej doświadczeniami,bez terapii, będzie trudno nawiązać prawidłowe relacje z mężczyznami, nawet gdyby skorzystała ze wspomagania farmakologicznego lekami antydepresyjnymi,które chwilowo mogą podnieść jej nastrój,lecz nie usuną przyczyny.
          • leda16 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 09:30
            szaman.ka napisała:

            > Koniecznie musi iść na terapie i to dobrą.
            > Takie sprawy pozostawiają urazy na całe życie.


            Chyba nie ma dziewczyny, która choć raz w życiu nie zostałaby porzucona przez faceta i wielkiego halo z tego nie robi. Zwłaszcza gdy rzekomo taka piękna. Już mądra być nie musi ani szczególnie wygadana, by faceci pchali się drzwiami i oknami. Nawet wolą te ciche i spokojne. Z ta widać coś nie tak, skoro nikt na nią nie leci.



            > To co opisujesz ,to są typowe objawy depresji.


            Raczej zaburzeń osobowości.



            > To,że ktoś ma depresję o niczym nie świadczy,ani nie przesądza sprawy.


            Jeżeli ją rzeczywiście ma. Ja bym głosowała za osobowością schizoidalną. I skąd autorka postu wie, że tamta "chce mężczyzny"? Jeśli piękna kobieta "chce", wystarczy gwizdnąć i kolejka chętnych się ustawia. A internet? Potężne narzędzie do randkowania. A kawiarnie, imprezy towarzyskie a nawet samotny spacer po ulicy. Wszystko to są okazje do spotkania mnóstwa mężczyzn. A studia (bo przecie wykształcona)? Tam też nikogo nie przygruchała? I gdzie reszta przyjaciół, rodzice, koledzy, koleżanki? Tylko ta jedna "pospolitość"?



            > Gdybym napisała ,że jest to depresja endogenna,to słuszny byłby zarzut pod moim
            > adresem.


            No, ja bym nie zarzucała. Bo skoro kobieta ma wszystko - młodość, wykształcenie, wymarzony zawód, urodę, to co powoduje, że kilka lat jest depresyjna? Jeden palant sprzed lat?


            Tutaj natomiast, pewnie jest to depresja reaktywna,spowodowana wydarz
            > eniami z przeszłości,która ma wpływ na takie,a nie inne układanie się jej konta
            > któw z mężczyznami i doprowadziło do tego stanu, jaki jest obecnie.


            Bzdura! W depresję to mogłaby popaść jedynie jakaś kaprawa, garbata, kulawa, gdyby porzucił ją jeden, którego z trudem udało się jej złowić a nie anielica niemalże - "piękna, dobra, wykształcona" w dodatku mało wybredna, więc mająca okazji do nowych znajomości na pęczki. Zresztą coś mi się wydaje, że tą "gasnącą" jest autorka wątku, skoro tylko tyle na podstawie dogłębnych obserwacji "przyjaciółki" potrafi napisać.
            • clarissa3 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 10:37
              tez cos mi sie zdaje ze to autorka watku ma taki problem - bo mysli ze jak bedzie facet to jej to samopoczucie poprawi.

              Nie ma takich facetow jak opisalas - takich 'normalnych' jak mowisz. Za to sa ludzie - z ktorymi sie trzeba ukladac o wszystko i kazda duperele... zdaj sobie sprawe! Nikt mysli czytac twoich nie bedzie i spelniac marzen. Nawet wlasne dzieci, przy ktorych to jest harowka bardziej niz blogie szczescie...

              Ocknij sie z marzen!
              • leda16 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 10:53
                clarissa3 napisała:

                > tez cos mi sie zdaje ze to autorka watku ma taki problem - bo mysli ze jak bedz
                > ie facet to jej to samopoczucie poprawi.


                Racja. Facet i dziecko to nie są lekarstwa na złe samopoczucie a tym bardziej na chorobę. Od leczenia są lekarze i leki.
              • pospolitosc Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 15:08
                nie rozumiesz, ona nie szuka faceta idealnego, ona czuje się tak bardzo samotna,tęskni za byciem w związku i potrzeba bliskości z mężczyzną, potrzeba posiadania dzieci, rodziny jest naturalna i bardzo silna a nie nachalna z myślą, że będą lekiem na samotność
                • clarissa3 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 16:44
                  nie ma czegos takiego jak naturalna potrzeba posiadania dzieci! Sa presje kulturowe i owszem ale przy odrobinie oleju w glowie mozna sobie z nimi poradzic. A jesli ma przyjaciolke to znaczy ze nie taka samotna. Zmyslasz.
                  • to.niemozliwe Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 18:43
                    > nie ma czegos takiego jak naturalna potrzeba posiadania dzieci! Sa presje kultu
                    > rowe
                    Ty też się urodziłas, bo mam nie potrafila oprzeć się presji kulturowej? :D
                    • clarissa3 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 19:07
                      nie mam zadnych watpliwosci ze tak.

                      Ta cala potrzeba to glownie potrzeba odnalezienia sie w spoleczenstwie ktore spycha kobiety do rol macierzynskich robiac je w balona bajkami o ksieciach na bialych koniach i wiecznie usmiechnietych zadowolonych i milych dzieciach. O konsekwencjach wiary w takie rozmawialismy niedawno, prawda? ;)
                      • to.niemozliwe Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 19:44
                        To by znaczyło, że tych poddanych presji kobiet, tych nieszczęsnych, zagubionych, upodlonych przez macieżyństwo jest znacznie więcej.
                      • szaman.ka Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 19:55
                        Clarissa a czy przypadkiem obiło Ci się o uszy,że jest coś takiego jak instynkt rozmnażania ? Drugi, najważniejszy po instynkcie zachowania życia.
                        To,że Ty nie odczuwasz potrzeby bycia matką,to jeszcze nie dowód,że tak samo czują wszystkie kobiety.
                        • to.niemozliwe Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 20:13
                          Najwyrazniej nie czuja, tylko uległy presji, głupie...;-)
                          • clarissa3 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 22:23
                            poszukajcie sobie, i poczytajcie, co badania mowia zamiast tu sobie ze mnie drwic. Dobranoc!;)
                            • clarissa3 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 29.08.12, 11:32
                              Ta 'potrzeba' o ktorej tu mowa wynika z oceny, poczynionej za mlodu, wlasnej szansy na przetrwanie. Jesli delikwentka nie widzi w sobie cech ktore pomoglyby jej przebic sie przez ustalone bariery, konformistycznie poddaje sie ustalonemu trendowi organizowania sie kobiet wokol maciezynstwa. Zapewniam was ze gdyby bylo tak ze wysokie stanowiska zajmowalyby kobiety i one zarzadzaly swiatem to zadnej dziewczynie do glowy nie przyszloby babrac sie w latami pieluchach a zamiast tego wypluwaly jedno po drugim z siebie dla dobra kontynuacji zycia nie przejmujac sie szorowaniem kibli czy prasowaniem gaci w kostke bo robilby to wszytko ktos za nie. Probowano to w komunizmie i po to byly masowe zlobki, przedszkola, stolowki, kolonie itp. I fajnie bylo, wiele przyzna. Jako ze zyjemy w spoleczenstwie partiarchalnym (kapitalizmie), jest to urzadzone inaczej. Dodatkowo, nowy trend teraz pojawia sie, w zwiazku z reorganizacja rynku pracy - o ktorym malo sie mowi jeszcze - masowej migracji ludzi mlodych tych wchodzacych w wiek produkcyjny. Wyjezdzaja daleko, na inny kontynent czesto i tam zakladaja swoje wlasne rodziny lub nie - pozostawiajac swoje matki, ktore swoje zycie im poswiecily, z rozdziawionymi ustami, same, zbolale rozstaniem, czesto bez godziwych srodkow do zycia targajace sie na nie.... I tyle to coraz wiecej kobiet z tej 'naturalnej potrzeby posiadania dzieci' ma - fige!!
                              Przez konformizm.
                              • to.niemozliwe Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 29.08.12, 21:17
                                Cos Ci sie wypilo? ;-) Gadasz jakies dziwactwa. :-)
                                Masz dzieci? Mialas?
                                • clarissa3 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 30.08.12, 13:49
                                  he, he... ;)

                                  Troche wyobrazni i ... nie bedziesz mi juz takich pytan zadawal. Powodzenia!
                • szaman.ka Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 29.08.12, 20:32
                  Nie przejmuj się różnymi uwagami. Tutaj różni ludzie piszą.Ta sobie pomyślałam,że mogłabyś
                  namówić przyjaciółkę by postarała się dostać na terapię stacjonarną w ramach NFZ.
                  Jest takie Ustrońskie Centrum Psychoterapii Narcyz,które jest w sanatorium, gdzie można w ciągu 10 tygodni odbyć psychoterapię ,która normalnie trwa co najmniej 2 lata w systemie 1x w tygodniu spotkanie.
                  Poszukaj w internecie i zadzwoń,by sie dowiedzieć o szczegóły przyjęcia.
                  Uważam,że byłoby to bardzo dobre dla przyjaciółki rozwiązanie. Zmnieniłaby środowisko,znalazła się wśród ludzi ,w pięknym otoczeniu i zarazem odbyła leczenie.
                • pomorzanka34 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 30.08.12, 15:03
                  > nie rozumiesz, ona nie szuka faceta idealnego, ona czuje się tak bardzo samotna
                  > ,tęskni za byciem w związku i potrzeba bliskości z mężczyzną, potrzeba posiadan
                  > ia dzieci, rodziny jest naturalna i bardzo silna a nie nachalna z myślą, że będ
                  > ą lekiem na samotność


                  wiesz , czasami będąc w związku pozornie bardzo udanym niejedna kobieta właśnie tak się czuje jak opisana przez Ciebie koleżanka ...doskonale ją rozumiem
                  • clarissa3 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 30.08.12, 15:56
                    nie wytlumaczysz! Musi byc facet i juz! I beda ja leczyc zawziecie i zabijac sie by jakiemus upchnac - bo to 'syndrom wiszacych portek na krzesle'...
                    • szaman.ka Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 07:54
                      Clarissa ,a możesz powiedzieć dlaczego Cię to tak złości,że jakaś kobieta chce mieć rodzinę i cierpi z tego powodu,że jej nie ma ?
                      Miliardy kobiet na świecie mają podobne dążenia i marzenia.
                      • kropidlo5 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 08:59
                        szaman.ka napisała:

                        > Clarissa ,a możesz powiedzieć dlaczego Cię to tak złości,że jakaś kobieta chce
                        > mieć rodzinę i cierpi z tego powodu,że jej nie ma ?
                        > Miliardy kobiet na świecie mają podobne dążenia i marzenia

                        No wlasnie. W mojej rodzinie tez jest jedna kobieta po 30 ktora szaleje z tego powodu. Nie mowie jej tego, by nie robic jej przykrosci, ale juz nabiera wrecz syndromow starej panny- staje sie zlosliwa, krytyczna i osadzajaca (jak ciotki guwernantki ze starych opowiesci, ktore podgladaly mlode dziewczyny i skarzyly do ksiedza)

                        Jak mi tlumaczono, kopbiety maja te biologiczna barieie i zarazem presje. Ja sam tez czesto czuje sie samotny i co prawda nie mysle o dzieciach ale zonie tak, ale nie mam presji az takiej i nie ma tez takiego negatywnego stereotypu, pzoa tym jak to mowia facet stary kawaler z reguly sie rozpija natomiast kobieta dziwaczeje.

                        • clarissa3 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 10:59
                          a bo to malzenstwo i dzieci to jedna z wielu rol jakie mozna odgrywac w zyciu, zreszta tez najlatwiejsze rozwiazanie bo sie wtedy malo kto czepia i wiekszosc tak robi - jesli juz ktoos musi role odgrywac, zamiast sie poprostu rozwijac i ... zyc! Kolezanki tu w watku cierpienie jest na jej wlasne zyczenie, uwazam. A przyjaciolka, jak znam zycie, doklada pewnie pytajac sie jej co i rusz czy juz kogos poznala i ze tak bardzo zaluje bo ona ma meza i dzieci i taka jest szczesliwa.. i tak dzien w dzien wiec tamta odlatuje juz podejzewam. Eh... ale jak tu wytlumaczyc? Wy tez juz rozebraliscie jej zycie szukajac przyczyny gotowi leczyc - moze i farmakologicznie? - i to nastepna paranoja! Dodatkowo, moim zdaniem, obecne 30 latki sa juz tak wychowane ze malo kto potrafi w gleboki zwiazek wejsc bo egoizm ma rozbuchany do rozmiarow globalnych i to jego musi byc wciaz na wierzchu, bez zadnych negocjacji - a malzenstwo to jeden wielki kompromis przeciez wiec jak? Nie da sie!
                • kropidlo5 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 09:19
                  pospolitosc napisała:

                  > nie rozumiesz, ona nie szuka faceta idealnego, ona czuje się tak bardzo samotna
                  > ,tęskni za byciem w związku i potrzeba bliskości z mężczyzną, potrzeba posiadan
                  > ia dzieci, rodziny jest naturalna i bardzo silna a nie nachalna z myślą, że będ
                  > ą lekiem na samotność

                  Mysle, ze taka osoba na raz chce i nie chce. Leda ma racje, ze jak sie naprawde chce to nie ma roblemu. Ja mimo ponad 30tki na karku nie mialem nigdy stalej dziewczyny i wiem, ze tylko dlatego, ze nie chcialem. Tzn chcialem- takie, ktore mnie nie chcialy ( z reguly dziewczyny bardzo wyjatkowe) a wiele tych, ktore wyrazaly zainteresowanie mna bez zastanowienia odpychalem.
                  Nie wiem czemu ja tak mam, zarazem bylem zawsze dosc wybredny, balem sie bliskosci, czulem sie gorszy (co promieniuje) a na dodatek mysle, ze celowo szukalem dziewczyn niedostepnych, by z nikim nie byc, ale tak jakby no staralem sie, no nie wyszlo.

                  Moze ta dziewczyna wbrew pozorom bardzo boi sie mezczyzn i w zwiazku z tym ma wielkie, nierealne wymagania, bajkowe, a na ziemii spotka tylko ziemskich facetow? Bo nawet ci najpiekniejsi maja wady i czasem smierdza. Moze tez boi sie intymnosci i bliskosci, boi sie ze jak sie otworzy to ja niechybnie ktos zostawi, jak ojciec to zrobil?

                  Kolezanka moze zatem nazywac to 'chceniem milosci' ale tak naprawda ma dwie przeciwstawne, konfliktujace sie potrzeby- zwiazku i unikania. Byc i nie byc na raz. I nie byc zawsze tutaj zwyciezy niestety.
                  • szaman.ka Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 09:47
                    Wybierałeś dziewczyny niedostępne,bo boisz się miłości i bliskości,która kojarzy Ci się podświadomie z bólem i upokorzeniem.
                    Masz podobny problem co autorka.
                    U niej, jest ogromne świadome pragnienie bliskości,lecz torpeduje to nieświadomy lęk przed porzuceniem.
                    To nie jest tak,że się chce i nie chce.Taki człowiek zwykle bardzo chce,lecz podświadome lęki to torpedują.
                    Dlatego napisałam Ci wczoraj to, co napisałam.Nie bardzo mogę zgodzić się z tym psychologiem,który powiedział Ci o tym jednym kroku do normalności.
                    Uważam,że żadna z Twoich terapii jak dotąd,nie sięgnęła do jądra Twoich problemów.
                    Możesz bez tego być normalny,ale czy szczęśliwy ?
                    • kropidlo5 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 10:38
                      szaman.ka napisała:

                      > Wybierałeś dziewczyny niedostępne,bo boisz się miłości i bliskości,która kojarz
                      > y Ci się podświadomie z bólem i upokorzeniem.
                      > Masz podobny problem co autorka.
                      > U niej, jest ogromne świadome pragnienie bliskości,lecz torpeduje to nieświadom
                      > y lęk przed porzuceniem.
                      > To nie jest tak,że się chce i nie chce.Taki człowiek zwykle bardzo chce,lecz po
                      > dświadome lęki to torpedują.
                      > Dlatego napisałam Ci wczoraj to, co napisałam.Nie bardzo mogę zgodzić się z tym
                      > psychologiem,który powiedział Ci o tym jednym kroku do normalności.
                      > Uważam,że żadna z Twoich terapii jak dotąd,nie sięgnęła do jądra Twoich proble
                      > mów.
                      > Możesz bez tego być normalny,ale czy szczęśliwy ?


                      Tak szamanko, zreszta napisalem juz to w swej pierwszej odpowiedzi w tym watku. Z tym 'chce i nie chce' to oczywiscie taki potoczny jezyk, bo chodzi o wlasnie silny lek i zle doswiadczenia ktore blokuja inne potrzeby.

                      Co do 'jednego kroku' to istota tej tezy byla nie taka, ze jeden krok to tak blisko, tylko ze to dziala czesto jak domino- trzeba znalezc ten zrodlowy probllem i rozwiazanie go/ ich powoduje, ze inne sfery zycia same sie porzadkuja, bo naprawde we wszystkich sferach powiela sie tan sam schemat.


                      Co do tematu to jeszcze jeden aspekt, odnosnie ojca i relacji rodzinnych. Malo sie o tym mowi, ze w relacji rodzinnej dla poznego pozytywnego ksztaltowania psychiki nie tylko liczy sie kontakt na linii rodzic- dziecko, ale tez wzajemna relacja miedzy rodzicami, ktore dziecko/dzieci obserwuja. Jako obserwator tez zbieramy te negatywne doswiadczenia. Na tej podstawie kreuje sie wizerunek 'modelowej' rodziny, 'modelowej' milosci, 'modelowego' zachowania. Wszystko w cudzyslowie, bo wszystko to ironia.

                      Nie wiem jakie byly relacje w rodzinie piszacej, ale jesli ojciec opuscil ja jako corke, to takze opuscil jej matke jako ozone. Jako kobiete, jako matke itp. Nie wiem co sie dzialo, ale wedlug mnie to mialo rownie wielki wplyw jak relacja ojca z corka.

                      Znam to z autopsji. Stosunki miedzy moimi rodzicami byly od zawsze tragiczne, patologiczne. nienawisc, wzajemna konkurencja, zero oznak milosci, szacunku. Glownie ze strony matki wobec ojca, ktory zostal zdominowany, ale nie na zasadzie 'sluchaj sie i rob co ja chce', to by bylo pl biedy, ale to sie objawilo jako to, ze legalnie i w bialy dzien byl matki posmiewiskiem, obwiniala go o wszystko, wyzywala i takze za plecami. Na przyklad w mojej rodzinie czesto padalo pytanie 'kogo kochasz bardziej, mamusie czy tatusia' i mielismy odpowiadac 'mamusie', to bylo jako oznaka normy.

                      Ja wynioslem z domu (siostra zreszta tez) bardzo zly wzor rodziny w zwiazku z tym- dzis widze to i mowie o tym swiadomie, ale przez lata to byla kopia powielana bez swiadomosci. Mysle, ze to stad moje bledy z kobietami. Ja wynioslem z domu przekonanie, ze mezczyzna milosc kobiety wyblaguje na kolanach, a i tak jej nie dostaje. Seks to cos obrzydliwego, gdzie obrzydliwy facet dobiera sie do swietej matki (czesto slyszalem ostentacyjne glosy z sypialni jak mialem 15 lat czy cos). Facet jest do pracy 16 godzin dziennie. MAtka zawsze wyzywala ojca jako lenia, choc jak pamietal nigdy nie byl bezrobotny, ani dzien za mojego zycia, a dodatkowo handlowal na rynku warzywami za komuny a potem jezdzil do Rosji na tzw handel. ale byl leniem, pasozytem i nierobem, bo 'inni' to chodza na fuchy. Ojciec byl zawsz brzydki, smierdzacy, obrzydliwy (' zjadlbys jakby on cos ugotowal?') a najgorsze, ze on sam tak sie dal wtloczyc w te role, ze nie umial protestowac, ze byl taka ofiara losu, ja jako dziecko zarazem czulem sie w obowiazku (zeby zadowoloic matke) czuc pogarde wobec niego, ale zarazem czulem jakas litosc, natomiast czego w nim nie widzialem (i nie czulem) to podziw, zeby mial jakis meski glos, potrafil postawic sie, ale dojrzale. On najwyzej jak sie raz na rok nachlal to morde wydzieral jak frustrat a potem przepraszal.

                      Moznaby ciagnac w nieskonczonosc, ale to pokazuje, jak model stosunkow miedzy rodzicami, tylko niby obserwowany przez potomstwo, moze okaleczac.
                      • szaman.ka Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 11:33
                        Nie czytam wstecz wszystkich wypowiedzi,a mój "kompueter" też ma określoną pojemność i mimo,że na ogół na pamięć nie narzekam,to nie wszystko udaje mi się zapamiętać.

                        Oczywiście,masz jak najbardziej stuprocentową rację, w tym co piszesz o wzajemnych relacjach między rodzicami.
                        Dziecko zwykle utożsamia się bardziej z jednym z rodziców.Dziedziczy też bardziej energię po jednym z nich. Ponadto, dochodzi identyfikacja płciowa-córki z matką,syna z ojcem.
                        Natomiast jest w nim cząstka obojga rodziców i jeśli matka traktuje w ten sposób ojca,jak opisujesz,to syn nieświadomie introjektuje jako mężczyzna wszystkie te wrogie uczucia też do siebie.Uczy się gardzić ojcem,ale jednocześnie gardzi też sobą,bo jest mężczyzną.
                        Taki syn pozbawiony jest też pozytywnego wzorca roli męskiej w rodzinie.Muszę powiedzieć,że ogromną krzywdę wyrządziła Ci matka.

                        • kropidlo5 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 11:50
                          'mysla, mowa, uczynkiem i zanidebaniem'- mysle, ze rola ojca, chociaz pasywna i bardzij zrozumiala, tez jest istotna.

                          Zastanawia mnie jak w rodzinie autorki watku bylo z tym rozwodem/porzuceniem. Rozumiem, ze odbylo sie po chamsku, tzn trzasniecie drzwiami, a jak malzenstwo wygladalo wczesniej? Jakie ma wsomnienia jako 5 czy 10 letnie dziecko. Czy to byla nagle przerwana idylla, czy koszmar ktory sie w koncu zakonczyl?

                          Mysle, ze gdyby to drugie to nie zostawiloby ran takich, jak to pierwsze, albo w inny sposob.
                          • szaman.ka Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 12:07
                            Oczywiście,że rola ojca jest równie istotna.
                    • kropidlo5 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 10:41
                      Szamanka czy masz jakis kontakt na priv?
                      • szaman.ka Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 11:34
                        szaman.ka@gazeta.pl
                        • szaman.ka Re: do forumowych terapeutów 31.08.12, 12:05

                          Widzę,że wiele osób tutaj, ma dobre chęci pomocy.
                          Sugeruję,by przy takim udzielaniu rad przyjąć jedną ważną zasadę,a mianowicie taką :jeśli ktoś pisze,że cierpi z powodu tego,że nie udaje jej się nawiązać bliskiego związku,a bardzo tego pragnie,to nie starać się jej na siłę przekonywać,że te jej pragnienia są bzdurne i nic nie warte,a ona cierpi niesłusznie i nie mający uzasadnienia,a powinna czuć coś innego.
                          To mniej więcej tak,jakby do lekarza przyszedł pacjent i mówi mu,że boli go głowa,a pan doktor mu na to:źle cię boli,powinien cię boleć żołądek.Przepiszę ci coś na żołądek.

                          Każdy i każda Was ma swoje różne pragnienia i marzenia i jakbyście Wy się czuli ,gdyby Wam ktoś napisał,że Wasze marzenia , przekonania i sposób życia są bzdurne i nic nie warte ?
                          • clarissa3 Re: do forumowych terapeutów 31.08.12, 12:26
                            Dobrze Pani Dyrektor! Rozumiemy ze ma byc tak jak Pani chce.
                            • szaman.ka Re: do forumowych terapeutów 31.08.12, 12:50
                              Bardzo się cieszę ! ha,ha,ha!
                          • kropidlo5 Re: do forumowych terapeutów 31.08.12, 13:33
                            haha dokladnie.
                            Albo wsiadasz do taxowki i mowisz 'na okecie' a taxowkarz na to 'e tam okecie jest nudne, zawioze pania na rembertow'.

                            Taka postawa (czyli wpieranie ze jest inaczej jak jest) to albo brak empatii, albo brak wyobraznii, albo nierozwiazane wlasne konflikty emocjonalne.

                            A moze to kumunistyczne myslenie i urawnilowka? Kazdy ma byc taki sam?

                            Na koniec- last but not least- zamiatanie problemow pod dywan, to zauwazylem strategia czasem doradzana tu na forum, nei chce przywolywac duchow ale np Paradoksiak (to takie zartobliwe uzycie) czesto stosuje to taktyke. Rozumiem, ze moze rozgrzebywanie wieczne to skrajnosc, ale z kolei wszystko rozwiazywac na zasadzie 'zapomnij, zignoruj' to tez nie metoda bo to nei rozwiazywanie problemow a unikanie.

                            • clarissa3 Re: do forumowych terapeutów 31.08.12, 14:13
                              no tos polecial kropidlo! A moze ozen sie z nia i juz, po problemie. Bo przeciez nie odejdzie od tego 'chcenia' dopoki nie dostanie...a ty tak dobrze wiesz jak je zaspokoic!

                              A rozsadnie, to tam na dole rt4 (czy tak ?) wytlumaczyl o co chodzi, innymi slowami niz ja, i to co tam napisane powinna sobie kolezanka autorka watku przemyslec!

                              Powodzenia!
                            • clarissa3 Re: do forumowych terapeutów 31.08.12, 14:19
                              no bo jesli tych lodow ktorych pasazerka szuka nie ma na Okeciu a za to sa w Rembertowie...?
            • pospolitosc Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 15:04
              Nie jestem tą "gasnącą", jestem jej przyjaciółką i wiem co i wy wiecie że starałam się w sposób jak najbardziej ogólny napisać ten post z racji tego, że nie da się przedstawić życia w formie postu. Zresztą nie będę nikogo przekonywać. Natomiast wszystko przeczytam kilka razy. Kilka rzeczy, które napisałyście w pierwszej chwili mną wstrząsnęły ale potem zaczęłam widzieć to z innej strony i dostrzegam że mogą być prawdą. Tak czy siak,dziękuję
        • carbone77 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 10:39
          Wstrząśnij trochę tą przyjaciółką, pogadajcie szczerze przy butelce wina i ustalcie plan działania.
          Beczeć w koc w nieskończoność nie można. A propos spotykania facetów wypisała tu listę dogodnych sytuacji Leda, a jest ich znacznie więcej i wykształcona dziewczyna nie powinna mieć z tym problemów. A propos wizyty u psychologa po prostu porozmawiajcie o tym od serca, czy sytuacja tego wymaga, tylko nie możesz dać się zbyć.

          Życie za krótkie, by siedzieć długo z założonymi rękami.
        • leda16 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 10:50
          pospolitosc napisała:

          > Była skrzywdzona w przeszłości. czuła się porzu
          > cona/ zostawiona przez ważnego dla niej wtedy mężc
          > zyznę. Są przyjaciółmi od lat,kobieta zaczyna czuć coś więcej a facet/przyjacie
          > l znika z jej życia nie ustosunkowując się do jej deklaracji.Czuła się upokorzo
          > na i porzucona



          To by przemawiało za jej horrendalną naiwnością, brakiem znajomości męskiej psychiki a co za tym idzie infantylizmem psychicznym. Żaden mężczyzna nie będzie szukał przyjaźni u kobiety. Dla męskiej przyjaźni (zresztą oni nie lubią tego słowa, żeby nie być posądzonym o pedalstwo) są kumple ze szkoły, z boiska piłkarskiego, sprzed bloku. Kobiety są do seksu. Jeśli on u niej seksu nie szukał, była to luźna aseksualna znajomość od wielu lat to znaczy tylko tyle, że satysfakcjonujący seks miał gdzie indziej, z tamtym obiektem seksualnym wiązał swoją przyszłość i być może uczucia, a ta się wyrwała jak filip z konopii ze swoimi deklaracjami. Chłop się poczuł zażenowany a ponieważ nie miał jej w sensie wzajemności nic do zaoferowania, poszedł do tamtej lub innej, która go bardziej seksualnie podniecała. Może też nie widział jej jako żony i matki swoich dzieci.
          Uważam, że zachował się uczciwie zamiast po próżnicy mielić ozorem, tłumaczyć się, usprawiedliwiać lub co gorsza, bajerować o miłości i porzucić napaloną panienkę już z brzuchem. Ona pewnie myślała, że przyjaźń z mężczyzną to takie baju-baju przy księżycu, jak z psiapsiółką, o najintymniejszych sprawach (jeśli ma kochankę, to ona - "przyjaciółka" powinna pierwsza o tym wiedzieć) - i po sklepach z nią pogoni, i jej koleżaneczki wspólnie oplotkują, no a już jej wyznania miłosne powinny go rzucić na kolana. Tak się nie stało więc z pretensjami do wszystkich, tylko nie do siebie. Teraz pewnikiem nie chce (i nie umie) współżyć w rodzinie, tylko "bawić się w dom" i złowić kogokolwiek, z kim by mogła sobie żywą laleczkę do zabawy wyprodukować. I również, wbrew jej oczekiwaniom - mężczyźni doskonale wyczuwają takie postawy i wieją od pasożyta emocjonalnego jak najdalej.
          Jedyne, co możesz zrobić, to wtłuc do zakutej makówki kilka prawd życiowych, zwalić z obłoków gdzie infantylnie buja śniąc o mężczyźnie, który wykopie ją leżącą bezczynnie w wyrze i natychmiast porwie do "zabawy w dom". Powiedzieć, że z tego wyra musi wyleźć SAMA jeśli na prawdę "chce", i że życie to nie je-bajka. Na wyższym etapie treningu interpersonalnego należy dodać, że ŻYCIE NIE UKŁADA SIĘ SAMO. To ona i tylko ona musi je zaplanować i zrealizować.
          • szaman.ka Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 15:00
            Oj Leda ! Leda !
            Pojechałaś znowu równo po Bogu ducha winnej dziewczynie,która niczym Ci nie zawiniła,a która i bez Twoich pojałanek jest w głębokim dołku.I na pewno Twoje pojałanki jej z niego nie wyciągną,lecz mogą jedynie pogłębić depresję.
            Bardzo dziwne i niekonwencjonalne podejście jak na lekarza,którym podobno jesteś.Co to ma być; jakiś rodzaj terapii prowokatywnej ?
            Czytając Twoje wypowiedzi , to nasuwa mi się nieodparty wniosek,że lepiej się znasz na prawie niż na objawach chorobowych i jeśli z równym wyczuciem diagnozujesz podsądnych,to trzeba ich tylko opiece Matki Boskiej polecać.

            Nie wiem skąd Ci w ogóle przyszło do głowy,że dziewczyna ma zaburzenia osobowości typu schizoidalnego ?
            Opisane fakty zupełnie temu przeczą.
            Jednym z podstawowych objawów takich zaburzeń jest to,że taka osoba nie potrzebuje bliskich związków z innymi ludźmi,w tym związków rodzinnych,ani nie czerpie z nich radości.
            Tymczasem, głównym powodem cierpień tej dziewczyny jest brak takiego związku.
            To co ? Cierpi z powodu czegoś, czego nie potrzebuje ?
            Logika Ci się kłania Leda !
            Nie wiemy; czy wątek założyła sama ,czy też rzeczywiście zrobiła to jej przyjaciółka?
            Dla mnie nie ma to żadnego znaczenia,ale jeśli zachodzi ten drugi przypadek,to dziewczyna ma bliskie przyjacióki,co również świadczy na niekorzyść Twojej diagnozy.

            Pominęłaś w swojej diagnozie fakt,że ona spotykała się z mężczyznami,przeżywała odwzajemnione fascynacje,tylko te fascynacje nie przekształcały się w satysfakcjonujące związki i to jest jej problem.

            Ponadto, przeoczyłaś pewnie Twoim zdaniem nic nie znaczący fakt,a dla mnie fakt o podstawowym znaczeniu,że dziewczynę opuścił ojciec.
            Taki fakt właśnie pozostawia uraz na całe życie i determinuje późniejsze relacje z mężczyznami,które są wtedy pełne lęku przed porzuceniem i nie mogą się zdrowo kształtować.
            I tym trzeba się w pierwszym rzędzie zająć na terapii,która jest konieczna.



            • larusse Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 20:20
              Ja tam Ledę lubię. :)
              To jedna z moich idolek.
              Bystra i inteligentna. Mogłabym być taką Ledą. Super.
              • kropidlo5 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 28.08.12, 23:39
                larusse napisała:

                > Ja tam Ledę lubię. :)
                > To jedna z moich idolek.
                > Bystra i inteligentna. Mogłabym być taką Ledą. Super.
                >

                ja tez, choc nie zgadzam sie ze matka ma prawo dziecko przypalac zelazkiem, ale z paroma tam rzeczami sie moze i zgodze.
                • larusse Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 29.08.12, 07:20
                  co matka to matka.
                  jak leda mowi, ze ma to znaczy, ze jakies tam prawo ma.
                  leda nie gada po proznicy. nie rzuca slow na wiatr.


                  kropidlo5 napisał:

                  > ja tez, choc nie zgadzam sie ze matka ma prawo dziecko przypalac zelazkiem, ale
                  > z paroma tam rzeczami sie moze i zgodze.
            • leda16 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 30.08.12, 07:31
              szaman.ka napisała:
              > Pojechałaś znowu równo po Bogu ducha winnej dziewczynie,która niczym Ci nie za
              > winiła, a która i bez Twoich pojałanek jest w głębokim dołku.I na pewno Twoje po
              > jałanki jej z niego nie wyciągną,lecz mogą jedynie pogłębić depresję.


              Powtarzam - o ile to jest depresja. Dziewczyna nie ma przecież chłopaka od dawna. Może od zawsze. Jednemu uczyniła niewyważone awanse i dała sobie spokój z kontaktami z płcią odmienną dopóki nie spostrzegła, że latka lecą a ona wciąż panienka, co w pewnym wieku( nawet he, he w XXI staje się dla kobiety afrontem) Na diagnozie autorki wątku nie polegam, bo ma takie samo przygotowanie diagnostyczne jak każdy laik. I wie na temat tej swojej przyjaciółki zadziwiająco mało. A Ty wpadasz w typowy dla pozbawionych samokrytycyzmu schemat: jeśli coś złego się dzieje, zawsze, ale to zawsze wina leży po stronie innych. Tutaj - za podszeptem przyjaciółki uczyniłyście kozłem ofiarnym jej smuteczków tatusia i chłopaka. Ale to przecież nie oni zabronili jej kontaktów towarzyskich. "Boi się, że zostanie porzucona" - piszesz, więc uprawia bezproduktywne chciejstwo? Wiele dzieci boi się, że w szkole dostanie jedynkę. Ale czy z tego powodu rzucają szkołę?


              > Bardzo dziwne i niekonwencjonalne podejście jak na lekarza,którym podobno jeste
              > ś.Co to ma być; jakiś rodzaj terapii prowokatywnej ?


              A jakie Ty masz podejście? Utwierdzić ją w przekonaniu, że "Bogu ducha winna"? Doprowadzić do wybaczenia tym "innym" i dalej pozwolić na uprawianie bezkrytycznej autoafirmacji? Uważasz, że to ją wyleczy,bo w Twoim mniemaniu chciejstwo i czekanie, że "życie samo się ułoży" to choroba? Moim zdaniem, albo ta w Twoim wyobrażeniu - mimoza spojrzy krytycznie na SIEBIE albo zatrzyma się na etapie poczucia krzywdy i wiecznych pretensji do ludzi.


              > Czytając Twoje wypowiedzi , to nasuwa mi się nieodparty wniosek,że lepiej się z
              > nasz na prawie niż na objawach chorobowych i jeśli z równym wyczuciem diagnozuj
              > esz podsądnych,to trzeba ich tylko opiece Matki Boskiej polecać.


              A konkretnie o co Ci chodzi? W psychologii sądowej diagnoza jest prosta jak drut - zdrowy-chory + poziom inteligencji. Nie ma okoliczności łagodzących, że ktoś tam porzucił a do szkoły pod górkę chodził. O tym też najwyraźniej nie masz bladego pojęcia skoro uważasz , że Matka Boska lepiej oceni bandziora niż biegli. Matka Boska jest zresztą w Niebie a na Ziemi kierujemy się innymi kryteriami.

              > Nie wiem skąd Ci w ogóle przyszło do głowy,że dziewczyna ma zaburzenia osobowoś
              > ci typu schizoidalnego ?
              > Opisane fakty zupełnie temu przeczą.


              Wręcz przeciwnie. Skoro piękna dziewczyna przez całe życie żadnego związku z chłopakami nie ma poza jednym, którego uważa za "przyjaciela" i wbrew założeniu czyni mu awanse uczuciowe, to widać nie wykazuje szczególnego zainteresowania tą dziedziną życia.


              > Jednym z podstawowych objawów takich zaburzeń jest to,że taka osoba nie potr
              > zebuje bliskich związków z innymi ludźmi,w tym związków rodzinnych,ani nie czer
              > pie z nich radości.



              A ta wykazywała i czerpie? Nic o tym nie ma w wątku. Natomiast jest szeroko opisywane jej aktualne chciejstwo. Poza tym nigdy nie spotkałaś się z zamężnymi i żonatymi schizofrenikami? Jest ich ok.89% w tej populacji.Więc widać jednak jakieś tego typu potrzeby mieli, skoro żenili się i płodzili dzieci. A spróbuj odebrać schizofreniczce dzieci. Zobaczysz, co się będzie działo.


              > Tymczasem, głównym powodem cierpień tej dziewczyny jest brak takiego związku.
              > To co ? Cierpi z powodu czegoś, czego nie potrzebuje ?


              Teraz . Co robiła przez 15 lat? Tylko jeden? W dodatku uczucia umieszczone tak niestosownie, jak tylko można.

              > Logika Ci się kłania Leda !


              Osobowości zaburzone właśnie funkcjonują nader nielogicznie. Tak, jak ta opisana "gasnąca psychicznie".




              > Dla mnie nie ma to żadnego znaczenia,ale jeśli zachodzi ten drugi przypadek,t
              > o dziewczyna ma bliskie przyjacióki,co również świadczy na niekorzyść Twojej di
              > agnozy.


              A jeśli ten pierwszy, który nie pasuje do Twoich założeń ;). Zresztą ta przyjaciółka wie o niej zadziwiająco mało. Tymczasem przez życie normalnej dziewczyny w ciągu 15-tu lat życia zwykle przewija się litania sympatii, związków, chłopaków i po prostu akceptowanych adoratorów.

              > Pominęłaś w swojej diagnozie fakt,że ona spotykała się z mężczyznami,przeżywała
              > odwzajemnione fascynacje,tylko te fascynacje nie przekształcały się w satysfak
              > cjonujące związki i to jest jej problem.


              Właśnie! Problem jej zaburzonej osobowości.
              >
              > Ponadto, przeoczyłaś pewnie Twoim zdaniem nic nie znaczący fakt,a dla mnie fakt
              > o podstawowym znaczeniu,że dziewczynę opuścił ojciec.


              Co to znaczy "opuścił"? Osiadł w Honolulu, kopniakami wyrzucał ją ze spotkań, rzucał słuchawkę gdy do niego dzwoniła, nie alimentował, umarł? Miliony dzieci wychowuje się bez ojca i nie mają zaburzeń osobowości.
              • to.niemozliwe Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 30.08.12, 07:47
                "czuła się porzucona/ zostawiona i przez ojca który odszedł i przez ważnego dla niej wtedy mężczyznę"
                Też dla mnie to jest niejasne. Co to znaczy, że ojciec odszedł? Zmarł, wyprowadził się? Zaimek "i" wskazuje, że było to w czasie, kiedy rozstała się z jakimś mężczyzną. Czyli była dorosła. To by znaczyło, że odejście ojca było, kiedy już była dorosła, więc chyba tez o traumie rozstaniowej z dzieciństwa się nie sprawdza.
                • nazzilla Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 30.08.12, 21:22
                  to.niemozliwe napisał:

                  > "czuła się porzucona/ zostawiona i przez ojca który odszedł i przez ważnego dla
                  > niej wtedy mężczyznę"
                  > Też dla mnie to jest niejasne. Co to znaczy, że ojciec odszedł? Zmarł, wyprowad
                  > ził się? Zaimek "i" wskazuje, że było to w czasie, kiedy rozstała się z jakimś
                  > mężczyzną. Czyli była dorosła. To by znaczyło, że odejście ojca było, kiedy już
                  > była dorosła, więc chyba tez o traumie rozstaniowej z dzieciństwa się nie spra
                  > wdza.

                  Ja mysle podobnie i pomimo, ze Leda napisala brutalnie, przyznaje jej sporo racji. Rowniez widze niespojnosc w zwiazku z odejsciem ojca- ojciec odszedl w tym samym czasie co rzekoma milosc jej zycia, pozniej zmiana faktow- ojciec odszedl gdy byla dzieckiem. Jak dla mnie jest to forma anonsu internetowego napisanego w osobie trzeciej, majacego na celu zainteresowanie potencjalnych kandydatow czytajacych to forum. A moze ktos przeczyta jaka piekna, dobra, wyksztalcona, a taka nieszczesliwa, chwyci sie niczym ryba na haczyk i zaspokoi potrzeby dymaszczo-prokreacyjne. Coz mozna sadzic, gdy dorosla kobieta poszukuje mezczyzny, ktory pochwali, gdy zrobi cos dobrze i nakrzyczy, gdy popelni blad. Jest to typowy infantylizm, niedojrzalosc emocjonalna, byc moze fizycznosc 30, zegar biologiczny tyka, natomiast mentalnie pozostaje nadal w wieku 17-18 lat i to raczej sie nie zmieni.
                  • szaman.ka Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 08:12
                    Była skrzywdzona w przeszłości. Nie została zgwałcona natomiast czuła się porzucona/ zostawiona i przez ojca który odszedł i przez ważnego dla niej wtedy mężczyznę. Są przyjaciółmi od lat,kobieta zaczyna czuć coś więcej a facet/przyjaciel znika z jej życia nie ustosunkowując się do jej deklaracji.Czuła się upokorzona i porzucona i mam świadomość że takie doświadczenia mogą i pewnie mają wpływ na jej postrzeganie świata.

                    Ten zaimek wtedy,który tyle wątpliwości w Was obudził, nie musi się odnosić do tego,że oba te zdarzenia nastapiły równocześnie,lecz do tego,że ten mężczyzna odszedł wtedy, kiedy był dla niej bardzo ważny.
                    Autorka pisze,że była to znajomość długoletnia-przyjaźń.Nie zawsze mamy jednakowy stosunek uczuciowy do danej osoby na przestrzeni długiego czasu.
                    Czasami zna się kogoś dłużej i dopiero po jakimś czasie się w nim zakochujemy,a czasami jest to miłość od pierwszego wejrzenia,która po jakimś czasie się wypala.
                    Ja nie widzę w tym żadnego infantylizmu,że ktoś pragnie bliskości,bo o tym, jak rozumiem pisze autorka.
                    • nazzilla Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 15:02
                      szaman.ka napisała:

                      > Ten zaimek wtedy,który tyle wątpliwości w Was obudził, nie musi się odno
                      > sić do tego,że oba te zdarzenia nastapiły równocześnie,lecz do tego,że ten mężc
                      > zyzna odszedł wtedy, kiedy był dla niej bardzo ważny.
                      > Autorka pisze,że była to znajomość długoletnia-przyjaźń.Nie zawsze mamy jednako
                      > wy stosunek uczuciowy do danej osoby na przestrzeni długiego czasu.
                      > Czasami zna się kogoś dłużej i dopiero po jakimś czasie się w nim zakochujemy,a
                      > czasami jest to miłość od pierwszego wejrzenia,która po jakimś czasie się wypa
                      > la.
                      > Ja nie widzę w tym żadnego infantylizmu,że ktoś pragnie bliskości,bo o tym, ja
                      > k rozumiem pisze autorka.

                      Czy nie zauwazylas, ze autorka probuje budowac poczucie wartosci na posiadaniu mezczyzny, no bo inne maja partnera, dzieci itp. Sama bez faceta czuje sie niepelnowartosciowa. Nie wyglada to absolutnie na depresje, czlowiek w depresji nie postrzega siebie jako piekny, dobry, wyksztalcony, no wrecz doskonaly, objawy depresji wygladaja zupelnie inaczej. Tu widac, ze jest na zasadzie "olaboga nie wycymam, wsyckie majom a ja nimam". Jest to moim zdaniem na 100% anons internetowy majacy na celu zlapanie ofiary na oferowane poprzez forum wdzieki i zalety, podobnie jak Laruse, z tym ze w nieco inny sposob. Autorka nie sprecyzowala, czy ma byc to chirurg czy spawacz, to wszystko w tym temacie ode mnie.
                      • szaman.ka Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 16:10
                        Nie zgadzam się z tym .
                        Autorka postu napisała do mnie dzisiaj na priv i wyjaśniła mi sytuację.To są dwie różne osoby,autorka wątku o spotkaniu z ojcem,który przytoczyłam oraz obecnego wątku,a sprawa opisana w obecnym wątku dotyczy jej przyjaciółki.




                  • szaman.ka Re: dla forumowych prokuratorów i śledczych 31.08.12, 09:30
                    Wklejam tutaj poprzedni list Pospolitość,który napisała na forum.Znając Wasze zapędy prokuratorskie wolała pisać teraz nie bezpośrednio o sobie,lecz w imieniu przyjaciółki.
                    moja reakcja
                    Autor: pospolitosc 31.07.12, 17:23
                    Mam ponad 30 lat. 15 lat temu ojciec zniknal z mojego zycia, stracilam z nim zupelnie kontakt. Zawsze o nim myslalm wiedzac ze on pewnie nie mysli o mnie. Nadarzyla sie okazja i doszlo do spotkania(ja je zainicjowalam) Nigdy nie chcialam zeby mi tlumaczyl dlaczego,podswiadomie wiedzialam ze poprostu nie dojrzal i to tez wyplynelo z jego ust. To co mnie zastanawia to to ze nie czuje ani zalu ani zlosci. Ciesze sie ze jest i chyba chcialabym zeby zostal w moim zyciu. Jest patologicznym klamca, zdaje sobie sprawe ze pewnie duzo konfabulowal zeby mi nie sprawic przykrosci. Twierdzi ze chce tego kontaktu i ze zaluje. Licze sie z tym ze moze klamac, ze moze znowu zniknac i wiem ze bedzie mi pewnie zle i przykro ale nie sadze aby mogl mnie skrzywdzic odchodzac. Bliscy dziwia sie ze tak latwo wybaczylam. Pewnie mysla ze nie mam godnosci ale mi jest szkoda czasu na unoszenie sie honorem, zbyt wiele czasu zostalo zmarnowane. Czy moje zachowanie jest dziwne, czy brak mi instynktu samozachowawczego?

                    Moja Droga !
                    Podtrzymuję w całej pełni to,co tutaj poprzednio napisałam.Potrzebujesz terapii i najważniejszym Twoim problemem jest przepracowanie problemu z ojcem.
                    Mając takiego ojca,któremu nie można zaufać,który patologicznie kłamie nie masz tego minimum bezpieczeństwa w relacjach z mężczyznami,który jest potrzebny,by nawiązać prawidłowe relacje.
                    Dla każdej dziewczyny relacja z ojcem jest pierwowzorem relacji z innymi mężczyznami i jeśli ta relacja była patologiczna,to trudno budować zdrowe relacje, kiedy w Tobie jest lęk przed porzuceniem.

                    Uwierz ,że możesz przepracować tę bolesną dla Ciebie przeszłość i zmienić swoje życie o 180 stopni. Naprawdę.Zasługujesz na to !
                    Jeśli jesteś obecnie w takim stanie psychicznym, jak napisałaś, to bezwłocznie szukaj dla siebie pomocy psycholgicznej.
                    Pozdrawiam Cię serdecznie,
                    Szamanka
                    • pospolitosc Re: dla forumowych prokuratorów i śledczych 31.08.12, 12:08
                      Szaman.ko napisałam e-maila na adres gazetowy
              • kropidlo5 Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 30.08.12, 10:03
                Leda widze uprawia psychiatrie z XIX wieku. Ktos jest albo zdrowy, albo chory. Jak chory- to taki, co lezy, sika pod siebie i nie kontaktuje- wtedy to sie mu daje elektrowstrzasy, leki, i jak nic nie da, to sie go izoluje dozywotnio.
                A jak nie sika pod siebie i cos tam potrafi dwa zdania sklecic, to nalezy sie pogonic kijem i powiedziec 'przestan, nic ci nie jest'. To nie zaburzenie, tylko lenistwo. Nie ma problemu.

                Rozumiem, ze wspolczesna psychiatria i psychologia powariowala z wymyslaniem nowych to chorob i problemow, mityngi 'anonimowych grzybiarzy' itp, ale nie znaczy to, ze trzeba wrocic do XIX wieku i miliatrno-garnizonowych metod.

                Moze czesci osob pomoglby przymus zewnetrzny, jakis konpiak, ale to nie nich wina, ze go potrzebuje- w ogole jak mozna mowic o czyjejs winie, gdy ktos marnuje sobie jedyne zycie jakie ma na depresje, rozpamietywania zlych przezyc czy izolowanie sie od ludzi.

                Lepiej zajmij sie takimi, co aby zyc musza zmarnowac innym zycie, ale ty takich usprawiedliwiasz. Ty potrafisz pojechac niemilosiernie po kims, kto lezy sam w ciemnym pokoju i lka do pluszowego misia, a za chwile bronic kogos, kto wyzywa innych, okrada, wykorzystuje ich slabosc, zachowuje sie jak hiena albo jak szabrownik.

                Mysle, ze zgubilas proporcje.
                • szaman.ka Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 30.08.12, 10:28
                  Stare przysłowie mówi: "Kto z kim przestaje takim się staje".
              • pospolitosc Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 30.08.12, 12:04
                Czytam, czytam i otwieram oczy szeroko. Jesteś tak negatywnie nastawiona do opisywanej przezemnie sytuacji i na siłę próbujesz mi wmówić że to ja mam ww problem że napiszę, po raz ostatni...
                Zapewniam Cię że wiem o wiele więcej o mojej przyjaciółce niż napisałam i dziwi mnie niezmiernie że można założyć,że post z prośbą o nakierowanie będzie opisem, biografią życia osoby. Napisałam tyle ile uważałam za słuszne i większość osób (za co dziękuję) potrafiła się ustosunkować bez szukania drugiego dna. Nie wiem czy masz rację w swojej ocenie czy nie, wiem jednak że popadłaś w skrajność.
                Ojciec nie zmarł i nie wyjechał do Honolulu(trochę szacunku) tylko zostawił ją jako małe dziecko i świadomnie zrezygnował z kontaktu. Wychowywała się bez mężczyzny.
                Opisałam ją tak jak ja i otoczenie ją postrzegamy. Ona tego nie widzi. Całe życie przeżywa z totalnym brakiem pewności samej siebie i kompleksów. Niesłusznie ale tak ma.Dlaczego nie chcesz przyjąć że ona właśnie jest tą z nielicznych bardzo słabych i kruchych,które nie radzą sobie z tą sfera życia, tak jak piszesz"normalna" by sobie poradziła.Które nie miewały licznych zakochań, adoratorów, nie bo nie. Ona nie oskarża osób ze swojej przeszłości za swoją teraźniejszość- ona ma świadomość że tamte zadry jeszcze bardziej zamknęły ją w świecie swoich kompleksów i braku pewności siebie. Myślisz że nie patrzy na siebie krytycznie? Nawet nie wiesz jak bardzo!
                Ja nigdzie nie napisałam że dopiero teraz zaczęła pragnąć związku. Czas płynie i sprawia że przyjmuje że już nic się nie wydarzy- tak ma i mimo że dla mnie i innych to bzdura bo zawsze może się coś zacząć to ona nie potrafi tego przyjąć i stąd ten post..

                • to.niemozliwe Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 30.08.12, 12:14
                  Nie Ty pisz po raz ostatni, tylko czytaj Lede po raz ostatni. ;-)
                  Slynie tu z napastliwego tonu. Taki ma styl.
    • to.niemozliwe Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 27.08.12, 23:09
      Dla osoby z depresją przyjaciółka to ktoś niezmiernie ważny. Czasem jedyne oparcie.
      Zerknij na forum Depresja, ludzie tam piszą, jak sobie z tym radzą, polecają terapeutów.
      Osobie w depresji, uporczywe, negatywne mysli przesłaniają wszelkie pozytywne sprawy, jaki siewokół niej toczą, np. stabilna praca, wsparcie rodziny. Liczy się tylko to czego nie ma, a nic z tego, co się ma jest nieważne. Walcz o nią. :-)
      • pospolitosc Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 30.08.12, 12:06
        Dziękuję Wam za zrozumienie i nakierowanie/ utwierdzenie mnie w przekonaniu, że potrzebna jest pomoc. Ja mogę być i będę. Pozdrawiam serdecznie
    • rt.4 Pospolity tekst i pospolita... "depresja" 31.08.12, 11:16
      Mam przyjaciółkę.Jest koło 30. Jest wykształcona, piękna i jest dobrym człowiek
      > iem. Prawdopodobnie ma depresję wynikającą z ogromnej potrzeby bliskości, bycia


      Jak czytam twoj tekst, gdzie probujesz wmowic czytajacym, ze masz przyaciolke, ktora ma ok 30 lat, to wiem ze ta wyimaginowana przyjacilka jestes ty sama i nikt inny...=)

      Wiem, ze trudno o sobie w pierwszej osobie pisac, na takim forum, gdzie o irytacje nie jest tak trudno. Jednak w tym ukrywaniu siebie i pisaniu o sobie w trzeciej osobie jest juz ' cos'...

      Dalej piszesz wyliczajac przymioty "przyjaciolki". Piekna, wyksztalcona, a jednak jest w niej cos co sprawia ze faceci uciekaja, a nie gonia....No i na koncu piszesz o jej ogromnej potrzebie bliskosci. Dodajac ze ona nawet nie chce ksiecia z bajki, 'normalny' facet, czyli:" Nie księcia z bajki,w takiego nie wierzy
      > . Faceta z jajami, który zaparkuje sprawnie auto ale i poniesie jej szpilki czy
      > poprostu przytuli. Wrzaśnie jak będzie miała fochy ale i wysłucha gdy będzie r
      > yczeć bez powodu. Normalnego faceta. "


      Do tego ten problem ja tak przytlacza, ze wpada w smutek i apatie...ktora wyglada jak dla ciebie jak-> "depresja"....

      Nie znam ciebie i nie wiem co tam sie u ciebie sie dzieje za parawanem ekranu monitora i jak naprawde jest, ale jak znam zycie, to ludzie pisza o sobie roznie, a gdy ja sama to z bliska ogladam, to wszystko zupelnie inaczej sie ma...Mi to wyglada na potowornie niskie poczucie wlasnej wartosci. Powiazane z silnymi stanami leku..
      I zapewne jest to depresja i to co ta depresje na jakims tam etapie hamuje i odciaga na dalszy plan, to wlasnie szukanie partnera, kogos bliskiego...Kto te luke w tobie i pustke jaka masz w sobie, samym soba - zaklei.Szukanie drugiej polowki aby byc JEDNYM, pieknie sie okresla i opisuje w literaturze szmirowej, ale w rzeczywsitosci za tym stoi co innego.

      Najczestszym powodem takiego zachowania, jakie opisalas powyzej, jest blad/brak wlasciwej identyfikacji. Cos co buduje sie w psychice od samego zarania jej powstawania.W USA nazywaja to Centrum Osobowsci, w Polsce nazywali to kiedys jakies 40 late temu-> "ziarno" "pestka"... Chodzi o centralna czesc osobowsci tzw. ID, to prawdzie ego.

      Ja to nazywam sciezka dzwiekowa na zyciowym CD. Dopoty sciezka jest czysta, dzwiek odczytywany jest bezblednie, gdy ta sciezke cos zepsuje, to koniec z CD i jest praktycznie do wyrzucenia. Dzis mozna kupic klej, ktory te uszkodzenia drobne poskleja. I dalej mozna uzywac owo nieszczesne CD, gdzie sa jedynie przeskoki, z jednego dzwieku na drugi...To podobnie, jak u osob, ktore szukaja partnera. Wlasciwie szukaja kogos kto ich do kupy poskeja.
      Ale kto, jaki czlowiek podola takiemu trudnemu zadaniu....?U ludzi silnych psychicznie, takim klejem jest ich autentyczne ID. I nawet jezeli ich zycioowe CD, sie gdzies tam zatnie, bo zacina u wiekszosci chocby poprzez traumy, to oni maja ten swoj klej, to cos, co ich czyni calymi na nowo, gdzie jak w uszkodzonym drzewie, korzonki odrastaja na nowo..... To wlasnie to Centrum, to prawdziwe ID ich osobowosci. To jest ogromnie wazne...

      Najpierw odpowiedz sobie na pytanie kim jestes:TY, teraz, czy wybory jakie dokonalas sa wlasciwe, czy zyjesz w zgodzie ze soba, swoim sumieniem, etyka, czy zawod, ktorego sie uczylas jest ten, czy ty poprzez twoje zajecia sie realizujesz i rozwijasz, czy to co robisz jest zwiazane tzw. prestizem spolecznym, presja innych ludzi, rodziny, znajomych, albo jedynie po to, aby zarobic na chleb, dla mamony, dla zabicia czasu, dla imponowania itp.

      Inna sprawa to uleganie presji i wplywom innych, na ksztaltowanie twojego zycia i twojego zachowania. Czy ulegasz latwo takim wplywom innych ludzi? Czy umiesz byc stanowcza, odpychajaca i stojaca przy swoim zdaniu wbrew innym. Idziesz za moda, wlasna, czy cudza...? Idziesz pod prad, czy z pradem? Czy ten normalny i naturlany rytm, ktos ci zniszczyl?
      Moze poprzez wychowanie w dziecinstwie, gdzie byly kary, krytyka, manipulacje, ponizanie itp. swinstewka jakie robia dorosli wobec dzieci...

      Tam, gdzie lamiesz siebie sama, gdzie ulegasz presji innych, gdzie pozwalasz soba manpiulowac, czy to rodzinie,czy modzie, czy znajomym, tam wszedzie oslabiasz to swoje autentyczne Centrum, to prawdziwe ID...Ktore posrednio jest twoim "ojcem i matka w jednym" Zniszczysz to, to nie tyle jestes sierota w swoim srodku, co zdajesz sie na laske i nielaske swiata...

      Dalej....
      Jakie mialas zainteresowania wtedy, gdy bylas dzieckiem, co sprawialo ci radosc, gdzie mialas twoje talenty, w czym bylas super. Jakie sa twoje ambicje teraz i kim chcesz byc TY, naprawde nie ogladajac sie na nic....Gdzies tam lezy to twoje autentyczne Centrum...ID.

      I gdy, to ID odnajdziesz, rozwiniesz na nowo....to rowniez rozwinie sie twoja osobowosc.
      Nic nie trwa wiecznie, a osobowosc czlowieka rozwija sie przez cale jego zycie...

      Chcesz zmienic okolicznosci, sytuacje, ludzi, zdarzenia, swiat? Zmien najpierw siebie...A w twoim wypadku poszukaj siebie samej, bo gdzies sie zagubilas...
    • sumersby Re: gdy bliski gaśnie psychicznie 31.08.12, 14:01
      Ja mam 25lat tez jestem wykształcona, tez piękna i tez mam depresję z powodu potrzeby bliskości. Tylko, że to zadna depresja po porostu zal, ze rozczarowałyśmy się troche zyciem. Wcale nie jest tak jak w pieknych bajkach, ze jest ksiezniczka i ksiaze. Najwazniejsze zdrowie, a reszta sie jakos ulozy. Moze jestes niesmiala i ciezko ci zawierac przyjaznie damsko-meskie? poznawac nowych ludzi?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja