psycholog "dziecięcy"

04.09.12, 21:38
Witam! Nie miałam pojęcia, gdzie mogę znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytanie, więc postanowiłam, że zaryzykuję tutaj i może ktoś będzie w stanie mi pomóc.

Streszczając sytuację - zostałam dziś pod lekkim przymusem wysłana do psychologa. Była to moja pierwsza wizyta u specjalisty tego typu i zapewne ostatnia.

Mam 18 lat, a niedoszła terapia miała wyleczyć mnie z lęku przed ludźmi. "Pani doktor" już na wstępie do gabinetu zaprosiła mnie i mamę (która ku mojemu przerażeniu uparła się , że pójdzie ze mną, chyba tylko po to, żeby upewnić się, że nie zwieję). Okazało się, że - pomimo moich subtelnych aluzji - psycholożka nie zamierzała jej wyprosić i przez bitą godzinę wyciągała kompletnie błędne wnioski, drążąc temat relacji w naszej rodzinie, co nie miało żadnego związku z prawdziwym celem wizyty. W końcu nie wytrzymałam, wygarnęłam jej to i dodałam, że nie mogę zrozumieć, dlaczego mama musi ze mną siedzieć, jakbym miała 8 lat, nie 18.

I tu właśnie zaczyna się coś, co nie daje mi spokoju - psycholożka stwierdziła, że w świetle jakiegoś prawa, które chyba sama ustanowiła, nadal jestem dzieckiem, ponieważ jestem na utrzymaniu rodziców, mieszkam z nimi i to oni płacą za sesję, dlatego też ona nie ma żadnych podstaw, dla których miałaby odcinać mamę od spotkania, ba, nie może tego zrobić, ponieważ ona płaci i ma prawo, a wręcz musi wiedzieć, o czym rozmawiamy. Z kolei gdybym sama zadzwoniła, umówiła się na sesję i zapłaciła pieniędzmi, które sama zarobiłam, wtedy - w świetle tego prawa, oczywiście - może rozmawiać tylko ze mną, w cztery oczy. Naturalnie "zapomniała" o tym wspomnieć na początku.

to zabrzmiało tak absurdalnie głupio, że wręcz wypadłam stamtąd natychmiast w obawie, że nie wytrzymam dłużej i zetrę jej ten pewny siebie uśmieszek własną pięścią.

moje pytanie: czy to prawo zostało całkowicie wzięte z kosmosu czy istotnie jest jakiś zapis mówiący o tym, że psycholog nie może odbywać sesji bez obecności opiekuna prawnego z kimś, kto jest na jego utrzymaniu, nawet jeśli jest pełnoletni?

z góry bardzo dziękuję za odpowiedzi.

    • to.niemozliwe Re: psycholog "dziecięcy" 04.09.12, 21:59
      Mysle, ze to dwie rozne kwestie. Skoro jestes pelnoletnia, to masz zdolnosc do czynnosci prawnych, w tym samodzielnego leczenia lub jego odmowy. Z tym, ze psycholog pewnie chciala poobserwowac jak sie z mama wzajemnie zachowujecie.
      Moze idz do niej sama i zapytaj co sadzi, ale bez mamy?

      A Ty sama uwazasz, ze masz problemy w kontaktach z ludzmi, ktore wymagaja zasiegniecia opini psycholog?
      • zeszyt60k Re: psycholog "dziecięcy" 04.09.12, 22:11
        Też myślałam, że o to chodzi, ale rozmowa naprawdę przybrała kompletnie bezsensowny kierunek, czyli wypytywanie dalsze o brata, ojca i tak dalej. To w ogóle nie miało żadnego powiązania z tym, z czym tam przyszłam. Zwłaszcza, że psycholożka robiła z nas jakąś rodzinę patologiczną, kiedy akurat mam szczęście wychowywać się w całkowicie normalnej, szczęśliwej rodzinie. W ogóle nie dało się jej tego wytłumaczyć.

        Nie zostałam też tam zaciągnięta siłą. Mama uznała, że wizyta u psychologa to dobry pomysł, ja niezbyt się z tym zgadzałam, ale widać było, że jej na tym zależało, więc czemu nie?

        chodzi mi jedynie o to prawo, które stworzyła tamta baba, bo aż nie chce mi się wierzyć, że taki zapis istnieje. Chcę wystawić jej recenzję, żeby przestrzec przed nią innych, ale nie chcę rzucać bezpodstawnych oskarżeń.

        I prędzej pójdę tak, żeby ją zwymyślać, niż po poradę. Jeszcze nigdy nikt nie wyprowadził mnie tak z równowagi, nie wiem, kto dał tej kobiecie papiery.

        Wiem, że mam problemy i może faktycznie można to podciągnąć pod fobię społeczną, ale uważam też, że dam sobie radę sama i nie potrzebuję, żeby ktoś uśmiechał się do mnie jak pacan z drugiego fotela, robiąc mi psychoanalizę (w dodatku tak błędną, jak to tylko możliwe) i udając zainteresowanie, kiedy w rzeczywistości chodzi tylko i wyłącznie o kasę ;)

        • kropidlo5 Re: psycholog "dziecięcy" 04.09.12, 22:16
          chociaz, jak czytam post drugi to mysle, ze jest cien mozliwosci, ze ta psycholog jest bardziej przebiegla niz mysle i moze ma racje. Skoro wynajduje wam w rodzinie patologie, skoroTy masz zarazem brak zaufania do matki jak i obraz 'doskonalej rodziny' to cos tu nie gra. Moze te placenie i obecnosc to pretekst by cos matce tez powiedziec.
        • to.niemozliwe Re: psycholog "dziecięcy" 04.09.12, 22:17
          Rozumiem. Moglabys napisac na czym polega ta fobia spoleczna i czym sie u Ciebie objawia? Pytam z ciekawosci, nie bede Cie "leczyl". :-)
      • kropidlo5 Re: psycholog "dziecięcy" 04.09.12, 22:12


        Chyba pacjenci Ledy zaczynaja sie schodzic na forum.
        A powaznie- spotkania rodzinne maja sens, ale gdy jest on wyjasniony, pacjent poinformowany, tlumaczenie ze matka ma siedziec bo placi za wizyte to jakis absurd totalny, a gdzie tajemnica lekarska w ogole, a gdzie autonomia, a gdzie zreszta zdrowy rozsadek?
        Psycholog do dyskwalifikacji, bez minimum warsztatu.
    • zeszyt60k Re: psycholog "dziecięcy" 04.09.12, 22:34
      ech, widzę, że kolejna osoba zarzuca nam patologię.

      nie mam tajemnic przed mamą. nikomu nie mówiłam o moich lękach (nawet najbliższym przyjaciołom), bo uważam, że to moja sprawa. mama dowiedziała się o tym przypadkiem, a że sama przechodziła różne depresje i tego typu sprawy chciała mi tego oszczędzić. Byłam najzwyczajniej w świecie przekonana, że idę do psychologa, żeby pozbyć się fobii, a nie po to, żeby psycholożka, tak samo jak pan/ pani kropidlo5 wyciągała błędne wnioski i przedstawiała je z taką pewnością, jakby to ona miała rację a nie ja, chociaż poznała mnie 5 minut wcześniej (dalej mówię o wrednej pani psycholog). Nie pozwolę, żeby jakaś baba wmawiała mi, że mamy w rodzinie tematy tabu, albo jakieś skrzywione relacje, kiedy naprawdę, ale to naprawdę tego nie ma. To tak jakby iść do lekarza, bo męczy cię migrena, a on zaczął wypytywać o dietę i problemy trawienne.

      No dwa różne światy.

      to.niemozliwe - zdarza mi się, że ogarnia mnie irracjonalny lęk kiedy jestem wśród ludzi (kiedy idę ulicą, jestem w sklepie, siedzę w restauracji, bez znaczenia), większy lub mniejszy. Zdarza mi się wpadać w panikę kiedy ktoś obcy do mnie zagaduje (zwłaszcza ekspedientki i kelnerzy.. brr..), albo natarczywie na mnie patrzy. Od czasu do czasu strach jest do tego stopnia duży, że wpadam w histerię i zaczynam płakać jak dziecko, ale do tej pory doszło do tego tylko kilka razy (właśnie niestety raz była przy tym mama..) .

      a to, że nie podoba mi się , że ktoś widzi mnie w takim stanie nie wydaje mi się czymś dziwnym - uważam, że to okazywanie słabości i walczę z tym sama, a pójście do psychologa (z własnej inicjatywy, oczywiście) byłoby moją osobistą porażką
      • kropidlo5 Re: psycholog "dziecięcy" 04.09.12, 22:52
        Nie chce Cie diagnozowac, ja przedstawiam tylko moje hipotezy ktore moga byc bledne. akurat sam zmagam sie od lat z fobia spoleczna i powiem ci, ze 'automatyczne' metody stosowane na nia dzialaja przeciwskutecznie. Na tzw chlopski rozum albo tez zgodnie z intuicja bedziesz zapewne:
        - unikac sytuacji, ktore cie przerazaja,
        - w ten sposob przekonywac sie, ze twoje leki maja podstawy

        Poza tym jesli uwazasz to za slabosc, to juz jest podstawowy blad- bo fobia spoleczna jest efektem wlasnie zbyt surowej samooceny i perfekcjonizmu- i uwazanie sie za 'slaba' bedzie ja napedzac a nie eliminowac. Tak przynajmniej mowi teoria ze zrodel czytanych przeze mnie imoje doswiadczenie.

        Taki paradoks, tego zaburzenia i w ogole lekow i fobii- ze im bardziej starsz sie 'dobrze wypasc' tym gorzej wypadni9esz, im bardziej sie napniesz tym wiecej sie zestresujesz i gorzej wyjdzie. Metoda jest oswojenie leku, jego akceptacja, zrozumienie- a wtedy on powoli znika.

        Ja sie wpedzilem przez wiele lat stosowania unikow i metod okreznych wyrobilem w sobie ten lek na takim poziomie, ze stal sie reakcja juz nie tylko psychologicxzna, ale biologiczna i stad teraz powoli mi idzie wylazenie z tego, ale jak pracuje systematycznie to powoli ide do przodu. Moj problem to wieczna watpliwosc 'czy to juz na pewno bedzie ok' i zbytnie ignorowanie sukcesow i czekanie na porazki- co tez jest elementem tego zlego podejscia, ale nad tym pracuje.

    • jedr-ek28 Re: psycholog "dziecięcy" 04.09.12, 22:54
      To nie kwestia prawa ale bardziej podejścia psychologa do problemu i pacjenta. Nie wiadomo jak dokladnie przebiegla rozmowa i jaki jest dokladnie problem wiec trudno jest sie wypowiadac w konkretach. Oczywiscie mozna "zaslonic" sie prawem i powiedziec ja place wiec mam prawo siedziec przy corce i sluchac o czym ona rozmawia z psychologiem, ale wydaje mi sie, ze gdzies tutaj jest pewna etyka i morlanosc, bynajmniej psychologiczna, stad uwazam, ze psycholog powinien spojrzec na sytuacje z tej strony i pozwolic obu osobom mowic na osobnosci z psychologiem.
    • sayyes Re: psycholog "dziecięcy" 04.09.12, 23:11
      Witam,
      odpowiem odwołując sie do swoich wiadomości i doswiadczen.
      - Nie można tu mówic o "prawie"- to raczej sposób pracy, zasada jaką przyjmują terapeuci identyfikujący się z nurtem systemowym (uwzględniającym rodzine w terapii). Ta zasada zwykle jest uzasadniona- w wiekszosci przypadkow objawy u dziecka/nastolatka mają duży związek z tym, co dzieje sie/działo się w rodzinie.
      - Być może nie to jest glownym problemem, ze terapeutka źle pracowala, z tego co czytam- nie mialas wystarczającej motywacji do terapii, przyszlas moze troche z ciekawosci, troche na prosbę mamy. Zwykle jest tak, ze jak komus zależy na terapii, to raczej dopatruje sie dobrych intencji w dzialaniach terapeuty i daje przynajmniej kredyt zaufania, ze osoba ta zna sie na rzeczy (zakladam ze mowimy tu o odpowiednio wyszkolonej osobie, opis raczej to potwierdza)
      - Pierwsza konsultacja to jeszcze nie terapia- terapeuta rozpoznaje problem, przedstawia swoje propozycje tzw. kontraktu (tu wlasnie nalezy sprawa, kto będzie uczestniczyl w sesjach). Mozna to przyjąć lub nie. Jezeli dany terapeuta pracuje w nurcie systemowym, a Ty potrzebujesz, w swoim przekonaniu czegos innego- to poszukaj innego specjalisty, np. poznawczo- behawioralnego, tu inaczej sie pracuje.
      - Jako matka dodam jeszcze, ze gdybym placila za terapie swojego dziecka, to bardzo zyczylabym sobie byc w niej uwzgledniona, bo niby z jakiej racji mialabym nie byc?? Nawet na logike- ten kto placi, jest klientem
    • zeszyt60k Re: psycholog "dziecięcy" 04.09.12, 23:24
      jak już mówiłam/pisałam, powtórzę jeszcze raz - mama nie ma z tym nic wspólnego i to nie był jej pomysł, żeby wejść do gabinetu ze mną, ani też nie wyraziła zbytniego poparcia dla psycholożki, nie chciała tam siedzieć, ale jest zbyt ugodowa, żeby się sprzeciwić. przepraszała wielokrotnie (dalej przeprasza, chociaż mówię, że nic się nie stało) po wyjściu, że wciągnęła mnie na spotkanie z taką babą. Pani doktor nie miała podstawy nawet próbować "mowic na osobnosci"z każdą z nas , bo mama i tak o niczym nie wiedziała, była jedynie świadkiem jednego ataku histerii, tyle. Jej cała rola w tym wszystkim polegała na tym, że mnie namówiła na to spotkanie, nic więcej (ale jakoś nikt nie chce mi w to uwierzyć).

      jeszcze raz posłużę się porównaniem: to tak jakby pójść do lekarza z dorosłym dzieckiem, które miewa bóle jakieś tam, a lekarz zamiast pytać o to gdzie boli pacjenta i razem z nim znaleźć lekarstwo wypytuje rodzica o to, czy jest między nią a dzieckiem jakaś przepaść, czy w domu wszystko w porządku i czy pies już wyzdrowiał po ostatnim zatwardzeniu.

      Ale dziękuję za odpowiedzi wszystkim, przynajmniej wiem, że kobieta jest niekompetentna i wymyśla swoje własne prawa. Przedtem byłam zbyt wściekła, żeby to zauważyć, ale teraz dotarło do mnie, że było to na zasadzie "nie będziesz się tu rządzić, smarkulo. nie ty płacisz, więc siedź cicho i słuchaj". Tylko jakby rozmowa dotyczy mnie, więc dlaczego nie mam nic do powiedzenia na ten temat? Czy któreś z państwa chciałoby rozmawiać o najbardziej prywatnych sprawach... w towarzystwie rodziców? są po prostu sprawy, które chce się zatrzymać dla siebie, albo przynajmniej zachować w obrębie pamiętnika, lub w tym przypadku - gabinetu.

      Nikomu nie życzę takiej "pomocy specjalisty" i życzę powodzenia w walce z fobiami, lękami i innymi nieprzyjemnościami ;)
      • lifeisaparadox Re: psycholog "dziecięcy" 05.09.12, 12:09
        Psychologia to jest naprawdę wielka góra genialnych mózgów naszych i przeszłych czasów.
        Im bardziej denerwuje, to znaczy że tym lepiej. Na początku jest jak woda utleniona na ranę, w dodatku rozdrapaną przez samego psychologa, ale z czasem zaczyna się leczenie. Dlatego jest taka popularna i ceniona wszędzie na świecie.
        • szaman.ka Re: psycholog "dziecięcy" 05.09.12, 13:22
          Tym razem Life nie zgodzę się z Tobą.
          Nie zawsze, im bardziej się denerwujemy, tym lepiej.
          Ponadto, w Polsce zawód psychoterapeuty nie cieszy się specjalnym poważaniem i szacunkiem.

          Prawdopodobnie część winy za to, ponosi jakość pracy takich psychologów, jak w tym wypadku,a drugą przyczyną jest bardzo mała świadomość psychologiczna ogólnie społeczeństwa,które boi się kontaktu z psychologiem,a zwłaszcza z psychoterapeutą i postrzega
          często psychoterapeutów jako speców od zdzierania kasy.

          Tymczasem,certyfikowany psychoterapeuta musi zainwestować swój czas ,energię i niemałe pieniądze w studia podyplomowe (najczęściej czteroletnie),różne warsztaty doszkalające i własną psychoterapię, co stanowi wydatek rzędu ok. 50 tys,by wykonywać ten niełatwy zawód,który wymaga oprócz kwalifikacji formalnych również bardzo specjalnych predyspozycji osobowych.
          W Polsce jest coś około 3 000 tys psychoterapeutów i wielu z nich nie potrafi się utrzymać tylko z psychoterapii,lecz szuka źródeł utrzymania prowadząc różne szkolenia i warsztaty,które są o wiele bardziej intratne i mniej obciążające niż psychoterapia.
          Gdyby chcieć osiągnąć taki wskaźnik nasycenia rynku psychoterapeutami,jak np.w Austrii,to musiałoby być na rynku ok.27 000 terapeutów.U nas, poumieraliby wtedy z głodu,co nie oznacza wcale,że jest tak dobrze ze zdrowiem psychicznym społeczeństwa.Jest wręcz przeciwnie.
          • lifeisaparadox Re: psycholog "dziecięcy" 06.09.12, 00:47
            Konflikty i złości dają sygnał do tego, żeby się zająć kwestiami je wywołującymi. Tak jak ból przy diagnozowaniu kończyny wykrywając złamanie, zwichnięcie itp.

            Nie wnikam w kompetencje kogoś kogo nie znam, plotki i uogólnienia w których zawarta jest treść czyichś tendencji też mnie nie przekonują.

            Trudno mi oceniać zdrowie społeczeństwa, jak też trudno powiedzieć aby psychologia prowadziła do jakiejś szczególnej fali uzdrowień w którymś z krajów czy kontynentów. Raczej można powiedzieć że w krajach mniej religijnych psychologia robi większą karierę.
            • szaman.ka Re: psycholog "dziecięcy" 06.09.12, 08:35
              Masz rację dostrzegając wpływ religii na zdrowie psychiczne społeczeństwa.To już Jung stwierdził,że religia pełni pewną funkcję psychoterapeutyczną.W katolicyźmie taką funkcję pełni zwłaszcza spowiedź,która ma działanie oczyszczające.
              • lifeisaparadox Re: psycholog "dziecięcy" 07.09.12, 01:13
                Ciekawie jest to przedstawione w Jungowskiej koncepcji cienia, opisane pod kątem radzenia sobie z takimi problemami w poszczególnych religiach i nakreślone jak ten proces w nich przebiega w odniesieniu do elementów tej koncepcji.

                Jung porównuje fazy rozwoju jednostki do faz rozwoju nieświadomości zbiorowej kultury w kolejnych jej epokach. Zawsze te negatywy oznaczają konflikt pomiędzy sobą a społeczeństwem oraz ideałami, czy to widziane w sobie czy w innych, pozostają w splątaniu.
            • kropidlo5 Re: psycholog "dziecięcy" 06.09.12, 12:08
              Konflikty i zlosc sa oznaka zdrowienia? Uproszczenie.

              Zlosc, agresja czy knflikt jest oznaka, gdy jest powiazany z przyczyna zaburzen. Gdy jest to wywalona na wierzhc ukryta emocja, ukryty lek, ukryty grzech czy wstyd. Wtedy tak- na tym polega zaburzenie, ze sie to spycha- a spycha sie- bo bli. Tylko taki ukryty wstyd jest jak listonosz- zawse puka dwa razy (alo wiecej).

              Natomiast czestym bledem jest podejscie, ze z istoty rzeczy terapeutyzowany ma byc wkurzony i zagniewany. Ze jak sie pojawia zlosc czy gniew, to znak, ze zdrowieje. Absolutnie sie nie zgadzam.


              Jsli ktos przychodzi do psychologa, a ten mu ewidentnie cos wmawia, wmusza, jesli wynajduje rzeczy, ktorych nie ma, jesli wyolbrzymia, manipuluje, straszy- to w kazdym tym przyadku pojawic sie moze zlosc i gniew, i w kazdym bedzie uzasadniona, i w zadnym nie bedzie objawem 'zrowienia'- chyba ze ze zludzen dotyczacych tego konkretnego pschologa.

              Czasem psychologiwie lubia taka ra na latwizne- kazdeo podczepic pod wlasna taorie i jak sie burzy, to znaczy, ze wypiera.
              - 'duzo pan pije''tak' 'alkoholik'
              - 'duzo pan pije; 'nie' 'zaprzeczenie-alkoholik'
              - duzo pan pije' 'srednio' 'umniejszanie- alkoholik'
              - duzo pan pije 'czasem' 'racjonalizacja, alkoholik'
              wszystkie drgi rowadza do Rzumy i di diagnozy takiej samej.

              To tak jak Life diagnozujesz u ludzi paranoje- a potem wmawiasz, ze musza miec paranoje myslac, ze ty ich obrazasz. wiesz, no jsi mowienie na kogos 'paranoik' to komplement, to powiedz kumlom w pacy i ciekawe czy tz paranoiczni zareaguje.

              • lifeisaparadox Re: psycholog "dziecięcy" 07.09.12, 23:34
                kropidlo5 napisał:

                > To tak jak Life diagnozujesz u ludzi paranoje- a potem wmawiasz, ze musza miec
                > paranoje myslac, ze ty ich obrazasz. wiesz, no jsi mowienie na kogos 'paranoik'
                > to komplement, to powiedz kumlom w pacy i ciekawe czy tz paranoiczni zareaguje

                Dłubanie w psychologii wymaga dystansu do swoich problemów, a poza tym całościowej wiedzy a nie wybiórczej, ja tutaj takiego dystansu nie zachowywałem i sobie dopompowałem kilka kieliszków własnej goryczy plus wybiórczo pisałem o paranoicznych schematach w relacji z otoczeniem. Przynajmniej masz wiedzę z pierwszej ręki, wnioski własne z mojej strony. Nie chciałem widzieć też że tak poważnie dotykają cię te problemy i faktycznie trudno było by w takim wypadku nazywając kogoś czubkiem czy paranoikiem spodziewać się w reakcji sympatii i dystansu do siebie, jeśli rzeczywiście masz nie lada problem który powraca. To był mój brak wyobraźni.

                Chyba nie ma co podbierać pracy psychologom, ja jednak teraz widzę że cierpisz na niesprawiedliwie złą samoocenę której przykłady podajesz bardzo często.
                Żeby rozwiązać osobiste problemy, trzeba rozwiązać problemy najbliższego otoczenia. Bardzo często przejawiasz niesprawiedliwą, pełną złych emocji i mocno zaniżającą ocenę wartości względem innych. To sugeruje że sam byłeś bardzo przesadnie źle oceniany ze strony bliskich ci osób, których własne kompleksy wyolbrzymiały treść krytyki (korekty wychowawczej) do zniekształconej postaci.

                Dobrze obrazuje to przykład kolegi który wyżywa się na osobach "z licencjatem", przejawiając niepomierną, nieadekwatną i niesprawiedliwą ocenę która widocznie zawiera dużo głębsze własne kompleksy tego kolegi.
                Jeśli w taki sposób byłeś wychowywany w domu, tego typu emocjonalnie nieprawidłowe i zawierające gąszcz kompleksów treści stawały się twoim czynnikiem rozwojowym, to siłą rzeczy musiałeś się od nich odcinać, radzić sobie z nimi inaczej, rozkładać je między prawdą zawartą w powierzchownych informacjach, a fałszem zawartym w treści nadprodukcji cudzych kompleksów.
                Później żeby się skorygować, jako że człowiek chłonie informacje zwrotne, dzielisz informacje prawdziwe na te które są prawdziwe, a frustrację która jest treścią fałszywą musisz jakoś wypuścić z siebie - np. w formie oczerniania innych, czyli przenoszenia treści fałszywych na innych ludzi aby nie były do ciebie przyklejone, lub samemu w sobie je przeżywając.

                Ja myślę że w ten właśnie sposób powstaje kołtun złych emocji i bardzo różne instynktowne metody radzenia sobie z nimi, a jeśli masz w rodzinie osoby chore psychicznie lub z problemem alkoholowym, to ich problemy nie są wynikiem żadnej innej formy patologizacji, jak zablokowaniem pewnych cech rozwojowych w wyniku zbyt ostrej, krytycznej reakcji otoczenia, oraz wyparcia lub utajnienia kwestii zakwalifikowanych jako o zbyt silnym ładunku negatywnym aby uległy zamianie w ładunek rozwojowy.
                Tak powstaje wyparcie, projekcja, izolacja od takich treści, a nawet z bieguna pozytywnego - idealizowanie siebie - i nieprzyjmowanie treści korygujących jako z góry odczytywanych jako zagrażające i niosące w sobie niesprawiedliwy, przepełniony oprócz trafnych, to przede wszystkim najeżony nieprawdziwymi informacjami, czynnikami nie służącymi dobru ale leczeniu czyichś kompleksów stawiając cię w roli kozła ofiarnego.

                Stąd na przykład jeśli trafisz na osobę wolną od problemów w takim natężeniu, albo zupełnie od nich wolną, to będziesz już automatycznie podładowany mechanizmami obronnymi przed treściami które ta osoba będzie się starała przekazać, oczerniając, dewaluując, lub przyjmując "potwarz" tam gdzie jest zbyt wrażliwe miejsce, już jakby wyprzedzając to co takie treści zawierają. Po prostu wywodząc się ze skrajnie patologicznego środowiska, człowiek jest jak więzień wychodzący ze średniowiecznych lochów, sal tortur i walk gladiatorów, do normalnego świata.
                Miarą możliwości wyjścia z takiej sytuacji jest cierpliwość i zaangażowanie w podejmowanie tematów najtrudniejszych, najbardziej uciążliwych i wywołujących najwięcej osobistego napięcia.

                Chciało by się powiedzieć "puść tą szarpaninę i rób co trzeba".
                • szaman.ka Re: psycholog "dziecięcy" 08.09.12, 11:11
                  Wiesz Life doceniam to,że potrafisz uznać swój błąd .Nie wiem jednak czy Ty w ogóle czytasz uważnie co ktoś pisze,bo Twój post wskazuje na to,że nie czytałeś uważnie tego, co Kropidło pisał o swoim domu rodzinnym,a może wcale ?
                  Ponadto,po przyznaniu się do winy natychmiast zaczynasz mu imputować prawie to samo,tylko wyrażone innymi słowami.
                  To, co ja zauważyłam,to Kropidło owszem,jest w stanie podwyższonej gotowości w zakresie spodziewanych ataków na siebie,lecz nie zauważyłam u niego żadnych tendencji do bezpodstawnego oczernia innych i wyładowywania frustracji na niewinnych osobach.To są Twoje spekulacje,którymi mu nie pomagasz.

                  • kropidlo5 Re: psycholog "dziecięcy" 08.09.12, 11:55
                    szaman.ka napisała:

                    > Wiesz Life doceniam to,że potrafisz uznać swój błąd .Nie wiem jednak czy Ty w o
                    > góle czytasz uważnie co ktoś pisze,bo Twój post wskazuje na to,że nie czytałeś
                    > uważnie tego, co Kropidło pisał o swoim domu rodzinnym,a może wcale ?
                    > Ponadto,po przyznaniu się do winy natychmiast zaczynasz mu imputować prawie to
                    > samo,tylko wyrażone innymi słowami.
                    > To, co ja zauważyłam,to Kropidło owszem,jest w stanie podwyższonej gotowości w
                    > zakresie spodziewanych ataków na siebie,lecz nie zauważyłam u niego żadnych ten
                    > dencji do bezpodstawnego oczernia innych i wyładowywania frustracji na niewinny
                    > ch osobach.To są Twoje spekulacje,którymi mu nie pomagasz.
                    >


                    Tak, wlasnie dkladnie to napisalem przed chwila o sobie:)

                    Nawet na tym forum- wystarczy pzesledzic. Chyba nigdy nie zaatakowalem pierwszy ani nie pzyczepilem sie, nie ocenilem negatywnie, nie nasmiewalem sie itp. Ktos pisze nowy to staram sie- jsli moge- udzielic powaznej rady, jesi cos zle napisze to sie wycfam i wyjasnie i tyle.

                    Moje wieksze spory tutaj byly z Renka i Leda- i obie mnie na pewnym etapie ostro zaaakowaly-Leda wulgarnie a Renka bardziej zawoalowany sposob. Mialem kilka bardziej ostrych wymian z Msqui i Toba i chyba zdaje sie z Janem Stereo, tutaj czasem moglo dojsc do pewnyh nieporozumien czy nadinterpetacji, ale jak mozna zauwazyc, raczej nie chowam urazy.

                    Powiedzmy, z w pewnych stuajach mamy po prstu inne danie na dany temat i tyle, moze ja istotnie odbieram zbyt usilne forsowaie inego zdania jako atak, ale ostatecznie po prostu mamy inny poglad, to sie da ustalic.


                    Powiem tak- jak ktos mnie w moim prekonaniu 'zaatakuje' a w pekonaniu tej osoby to nie byl atak, to jestem zdolny wyslucha argumentow i zmienic zanie. Ale to nie oznacza, ze zawsze musze zmienic zdanie- bo przeciez ludzie ktorzy faktycznie atakuje tez z regul zaslaniaja sie jakas teoria. Ale prezej czy pozniej mozna do tgo dobrnac no i jak mowie, opinie osob trzeich moga byc tz jakims kompasem.

                    • kropidlo5 Re: psycholog "dziecięcy" 08.09.12, 12:00
                      ps piszac 'z Toba' mailem na mysli Life- bo od polowy zow do niego kierj post, choc zaczynam od szamanki- tak gwoli sisosci
                  • lifeisaparadox Re: psycholog "dziecięcy" 09.09.12, 00:37
                    Na przykład bardzo oczerniał "średniowieczne chłopstwo" w którymś wpisie, było też wiele innych przykładów na "złych ludzi" i identyfikacja ich odczuć, wzajemnego położenia.
                    Są to rzeczy które powinno się oczyścić z atrybucji bo zawierają powiązanie z własną sferą emocjonalną i wykazują szkodliwość.

                    Stąd ten przykład chłopów traktowanych jak zwierzęta przez panów szlachciców, to są jego własne zabarwienia emocjonalne i w którejś z tych dwóch ról (pan/chłop) może się odnajdować sam, a na pewno tak odczuwać relacje społeczne w swoim prywatnym zakresie w zależności od odczuwania swojego aktualnego położenia.

                    Jak to było w jego rodzinie, czy rodzice byli panami oczerniającymi chłopstwo, czy na odwrót, gdzie się to wszystko wykształciło przysparzając mu złej samooceny, to już temat do spekulacji. Ciągle przewija się temat bycia poniżanym/uległym/mściwym i na pewno wynika z wyobrażeń o innych ludziach i ich relacjach.
                    • kropidlo5 Re: psycholog "dziecięcy" 09.09.12, 12:56
                      Oj Paradox, nie znasz kontekstu i dorobiles nieco. Moje 'zabarwienie emocjonalne' i tematyka chlopstwa to byl rezultat tego, ze zdaje sie 2 tyg temu w 'Gazecie swiatecznej' ukazal sie bardzo ostry artykul na ten temat. Poszukaj w archiwum to znajdziesz. To autor tego artykulu byl tak nastawiony- nawal poddanstwo chlopow najwieksza zbrodnia na narodzie polskim w historii, wieksza niz nazizm i komuinizm, a ja przechwycilem jego wibracje.

                      A ze je przechwycilem- to oczywiscie wynika z tego, ze taka tematyka mnie od zawsze interesuje- relacji spolecznych, wolnosci jednostki itp. I na pewno jednym z powodow, dlaczego mnie to interesuje, jest moja historia rodzinna- ale jednym z wielu. Nie lubie jednoczynnikowej wizji swiata, gdzie cos jednego odpowiada za cos drugiego- raczej sadze, ze to jest suma czynnikow.

                      Tak, owszem, relacje rownosci i kwestia jak to ujales ' przewija się temat bycia poniżanym/uleglym/mściwym ' to jest czesc miojej rzeczywistoci, ale nie wylaczny. Nie uwazam, ze wszyscy ludzie sa msciwi albo ze wszyscy ciagle kogos gnoja- ale sa jednostki, ktore sa w tym bardzo zaprawione i ja ich pietnuje. Reszta- w tym ja- ma w sobie sklonnosci ku zlu i jak okolicznosci sprzyjaja to to zlo wylazi- co jest swoja droga fascynujacym tematem i nie tylko ja podzielam te fascynacje, chyba wiekszosc naukowcow analizuje i robuje zrozumiec fenomeny nazizmu, dyktatury, slynny eksperyment sztokholmski itp. Czy oni tez wszyscy robia to, bo mamusia i tatus ich gnoili? Czesc pewnei tak, czesc nie.

                      W domu moiom owszem panowala atmosfera rodem z plantacji niewolniczej, i w jakis tam sposob panuje nadal- i na pewno mnie to negatywnie wielokrotnie ubodlo i na pewno uczynilo wrazliwym na te kwestie- jednak jestem swiadom tych procesow, widze to w szerszym kontekscie. Ty mam wrazenie masz mnie za goscia o niskim IQ ktory nie umie wnioskowac, nie umie analizowac, uogolniac, klasyfikowac i tak dalej. Innymi slowy uwazasz mnie jakby za kogos, kto jak zobaczyl czarnego bociana to mysli ze kazdy bocian jest czarny- a tak nie jest.
                      • lifeisaparadox Re: psycholog "dziecięcy" 09.09.12, 20:24
                        Tak jak swój ciągnie do swego, tak swój ciągnie do swojej tematyki.
                        Można zmieniać tematykę i w ten sposób zmieniać swoje postrzeganie siebie i świata.
                        • kropidlo5 Re: psycholog "dziecięcy" 09.09.12, 20:39
                          Oczywiscie. Co w tym dziwnego, ze czlowiek interesuje sie kwestiami, ktore jakos tam go dotycza? To jest chyba norma, a nie odwrotnie? Zarazem tych kwestii jest wiele, dotycza roznych doswiadczen, wplywaja na rozne sfery zycia.
                          Ktos byl wieziony i angazuje sie w prawa wiezniow, ktos byl biedny i angazuje sie w pomoc biednym, ktos byl alkoholikiem i pomaga alkoholikom. tak to wyglada. Nie wiem co w tym dziwnego.
                • kropidlo5 Re: psycholog "dziecięcy" 08.09.12, 11:47
                  Rozumiem, co masz na mysli, ale to fagment opowiesci. Ja nie mam tendencji do oczerniania innych ani osadzania.W ogole. Ale- mam taka tendencje, by oddac z duza sila gdy ktos mi nadepnie na odcisk, wtedy owszem w lzejszych przypadkach staje sie mocno poirytowany a w powazniejszych ciezko m nasycic potrzebe zemsty lub jak kto woli sprawiedliwosci.

                  Tutaj pojawia sie problem, gdzie jest faktyczny atak, a gdzie nie- i to jest pole otwarte do spekulacji, ale wierz mi lub nie, nie jestem tak wyczulony jak ci sie wydaje. Nie dostrzegam atakow tam, gdze ich nie ma na pewno. Moge czasem wyolbrzymic leka krtyke albo przesadnie odebrac lekka uszczypliwosc- ale mam tez zdolnosc korekcji swojego spojrzenia, a takze dystans.

                  Natomiast gdy juz sie 'upewnie'- po rozmowach z innymi, zasiegnieciu pinii itp- ze to byl faktycznie atak i to wredny atak, wtedy mam problem z wybaczeniem, zapomnieniem, potrzebe zemsty, oczerniania i niszczenia. Ale nigdy z wlasnej inicjatywy, nigdy wobec niewinych osob, nigdy atakujac postronych aby sie dowartosciowac.


                  Mysle, ze wrecz to sie jedno z drugim sprzega. Przez to, ze staram sie zachowywac tandardy i nie krzywdzic innych dla wyladowania wlasych frystracji, przez to mam takie samo wmaganie wobec swiata i jak sie nie spelnia, to jestem zly.

                  Ale jak wielokrotnie pisalem, ja z wiekszoscia ludzi problemu nie mam. Wiecej, powidzialby, ze wiele razy w zyciu bylem/ jestem kims w rodaju duszy towarzystwa czy spoiwa towarzystwa. Ludzie widza, ze staram sie byc fair, ze staram sie nie oceniac, byc spawiedliwy. Pewnie to tez przyciaga hieny. A wtedy juz sprawiedliwy nie umiem byc.


                  Co do diagnozowania paranoi, to tak owszem, mam do tego stosunek dosyc ostry, bo jak pisalem wczsniej, kolega 'od licencjaa' i jego zona ciagle mi diagnozowali choroby psychiczne, i to zcasem dwie wyklucajace sie na raz, jak paranoja plus autyzm.
    • seth.destructor Re: psycholog "dziecięcy" 05.09.12, 01:08
      > to zabrzmiało tak absurdalnie głupio, że wręcz wypadłam stamtąd natychmiast w o
      > bawie, że nie wytrzymam dłużej i zetrę jej ten pewny siebie uśmieszek własną pi
      > ęścią.

      Hm, masz fobię społeczną? Jak masz takie reakcje, to ja mam fobię przed tobą;/
      Moim zdaniem terapeutka chciała zobaczyć właśnie twoją reakcję. A szukanie patologii w rodzinie wynika z tego, że osoby, które boją się innych zachowują się tak np. z powodu złych stosunków panujących w rodzinie w ich dzieciństwie. Drążyła temat dlatego, że żadnej fobii u ciebie nie zauważyła, a wręcz przeciwnie.
    • out23 Re: psycholog "dziecięcy" 05.09.12, 11:03
      I tu właśnie zaczyna się coś, co nie daje mi spokoju - psycholożka stwierdziła, że w świetle jakiegoś prawa, które chyba sama ustanowiła, nadal jestem dzieckiem, ponieważ jestem na utrzymaniu rodziców, mieszkam z nimi i to oni płacą za sesję, dlatego też ona nie ma żadnych podstaw, dla których miałaby odcinać mamę od spotkania, ba, nie może tego zrobić, ponieważ ona płaci i ma prawo, a wręcz musi wiedzieć, o czym rozmawiamy. Z kolei gdybym sama zadzwoniła, umówiła się na sesję i zapłaciła pieniędzmi, które sama zarobiłam, wtedy - w świetle tego prawa, oczywiście - może rozmawiać tylko ze mną, w cztery oczy. Naturalnie "zapomniała" o tym wspomnieć na początku.


      To co piszesz, jest sensowne i nie przylepialbym Ci żadnej łatki.
      Psycholozka sie nie popisała.
      Ale nic jej nie wyjaśniaj, kontakt jest spalony, podepnie Cie pod jakąś swoja wizje.
      Nie chodź tam więcej !
      Otóz przekonałaś się, że tzw profesjonalisci, to rzecz względna.
      Wg mnie,jak masz skończone 18-lat, to niezaleznie ,kto płaci, to masz prawo
      decydowac o sobie, bo to jest kwestia Twojego zdrowia i rozwoju.
      I nad tym jakby próbujesz zapanowac, o czym świadczy treść wątku.
      Autonomia czlowieka , dziecka tym bardziej, polega na liczeniu się z jego
      wymaganiami i oczekiwaniami, powiedzmy przy tego typu wizytach,
      bo to sprzyja otwarciu i dobremu zdiagnozowaniu.
      Na dodatek Mama z Tobą nie chodzi na lekcje i do pubu (w przesadzie),
      a jej pobyt na wywiadówkach, jest coraz bardziej symboliczny.
      Psycholog powinien przeprowadzic pierwszy wywiad na warunkach mozliwie
      sprzyjajacych pełnemu otwarciu się przez Ciebie, tworząc klimat intymności,
      zrozumienia i poszukiwania rozwiązania, ogólnie bez rodziców.

      Następnie powinien poprosić Mamę, bez Twojej obecności.
      Mając obraz sedna sprawy, na nastepnej wizycie, pownien zadać
      pytania weryfikujące i uzupełniajace jego stanowisko i wnioski.
      Następnie poinformować Ciebie, ze musi porozmawiac z Mamą
      i zrobic to w Twojej obecnosci, lub nie.
      Na końcu raczej powinniście porozmawiac w trójkę.

      Kiedyś nazywali sie to demofobia i to sie raczej da oswoić .
      Spróbuj na własną reke poszukac innego psychologa i nie zrażaj się.
      • out23 Re: psycholog "dziecięcy" 05.09.12, 11:45
        www.polityka.pl/psychologia/poradnikpsychologiczny/211093,1,psycholog-instrukcja-obslugi.read
      • szaman.ka Re: psycholog "dziecięcy" 05.09.12, 12:51
        Brawo Out ! właśnie tak to mniej więcej powinno wyglądać.
    • szaman.ka Re: psycholog "dziecięcy" 05.09.12, 11:55
      Pani psycholog poczucie władzy, które, wydaje jej się,że ma nad ludźmi, rzuciło się na umysł i mówiąc kolokwialnie całkiem odwaliło.

      (Podobnie, tutaj na forum, robi niektórym długoletnie pisanie.)

      Masz rację,że to absurd. Doskonale Cię rozumiem.
      Ta pani zachowała się identycznie tak, jakby ginekolog ,do którego przychodzi matka z dorosłą już córką, zaczął ją badać i robić wywiad na temat jej doświadczeń seksualnych w asyście matki i tłumaczył to tym,że matka zapłaciła za wizytę.

      Owszem,ta pani mogła zrobić wywiad również z matką,jeśli uważała to za potrzebne,lecz z każdą z Was osobno i później ewentualnie spotkać się z obu paniami i przedstawić swój pogląd na sprawę i leczenie.
      To prawda,że fobia nie bierze się znikąd i ma najczęściej swoje źródło w relacjach rodzinnych,a obserwacja matki z córką, gdy są razem, pozwala zaobserwować wzajemne ich relacje,lecz nie powinno się to odbywać pod przymusem i na wstępnym wywiadzie.Córka przecież nie jest upośledzona umysłowo,by nie mogła przedstawić sama tego, co jej dolega.

      Nie zgadzam się natomiast z Tobą,że sama sobie z tym poradzisz.To nieprawda.Trzeba znaleźć przyczynę tej fobii,a sama nie jesteś w stanie tego zrobić.Gdyby tak nie było,to byś jej po prostu nie miała.

      Z tego ,co opisalaś, wynika,że problem jest i trzeba się nim zająć ,dopóki nie zaburzy i nie utrudni Ci poważnie życia.Naturalnie,nie u tej terapeutki,która nie wykazała nawet minimum empatii potrzebnej do wykonywania tego zawodu.
      Na pocieszenie, chcę Ci napisać,że naprawdę taka osoba, na którą miałaś pecha trafić ,nie stanowi większości wśród terapeutów.,
      • kobza16 Re: psycholog "dziecięcy" 06.09.12, 01:08
        Jestes osobą pełoletnią a pania psycholog obowiązuje tajemnica lekarska. Niewazne kto placi - to zaden argument - wazny jest pacjent i jego samopoczucie! Pani psycholog odebrala Tobie uczucie intymnosci, bo jakby nie bylo taka sesja jest czyms bardzo prywatnym i tutaj wymagane jest sie otworzenie przed specjalistą.

        Na miejscu Twojej mamy nawet bym zlamanego grosza nie dala tej "specjalistce" i zlozyla na nią skargę.
        • kobza16 Re: psycholog "dziecięcy" 06.09.12, 01:10
          Pomylka! skargę zloz sama! Nich ci pseudo-specjalisci wkoncu naucza sie poszanowania swoich pacjentow. jesli wyleczyc nie umieją, to niech choc udają, ze potrafią i tworzą przyjazną atmosferę.
    • rt.4 Oooo! Rety! 08.09.12, 10:24
      I jak tu isc do psychologa?! Straszna sytuacja...Wszystko co klepala ta niby pani psycholozka to EWIDENTNE KLAMSTWA i kompletna glupota.

      To nie jest psycholog.

      Powiedziala tak, gdy stwierdzila, kto stoi za oplata i finansuje te sesje psychologiczne. A poniewaz robi to twoja durna mamuska, wiec stanela po stronie matki i jej przyznala racje, bo od niej beda kapaly pieniadze. I to wszystko!

      Twoja matka z kolei to jakas zimna suka, ktora boi sie ze wydasz 'tajemnice' na zewnatrz, gdzie ja obsmarujesz przed innymi. Za co moze ja spotkac przykrosc...Tylko bardzo egoistyczna matka robi takie swinstwa! Bo wie, ze nabroila w twoim zyciorysie i to niezle!

      Inaczej nie balabys sie ludzi. Brak zaufania wynika z sytuacji w domu. Jak masz wierzyc ludziom, gdy wlasna matka tak paskudnie sie zachowuje?!


      Masz trudna sytuacje. Musisz szukac kogos zaufanego, kto bezinteresownie stanie po twojej stronie.
      • kobza16 Re: Oooo! Rety! 08.09.12, 16:35
        co ty bredzisz rt.4?
        Skoro psycholog dba o interes wylacznie storny ktora placi, to w cholere z takim psychologiem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja