Czy powinnam lubić psychoterapeutę?

01.07.04, 16:01
Od kilku tygodni chodzę na terapię. Terapeuta jest uznany, polecany, a zbyt dużego wyboru nie mam - mieszkam w mieście sredniej wielkości i terapeutów nie ma za dużo.
Problem polega na tym, że ja tak właściewie nie lubię mojego terapeuty. Mam wrażenie że moje problemy wydają mu się śmieszne, że mówię banały (co zresztą kiedyś mi powiedział), ja sama mam wrz enie, że on wcale się nie stara, że mówię do ściany, że ogólnie mnie olewa.
Wiem, że to tylko moj odbiór sytuacji, oczywiście spowodowany również tym, że trudno mi mówić o sprawach najbardziej bolesnych. Być może z kimkolwiek innym byłoby tak samo.
Terapia mi pomaga, czuje się lepiej, ale mam wrażenie, że gdybym trafiła na kogoś innego byłoby łatwiej mi sie otworzyć. Szkoda mi czasu i pieniędzy, boję się, że pewnych tematów nie uda mi sie włsciwie "przerobić"
Czego powinnam oczekiwa o terapeuty???
    • Gość: Alla Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? IP: *.a2000.nl 01.07.04, 16:10
      Zmien terapeute. To ze ktos cieszy sie dobra opinia, nie znaczy, ze dla kazdego
      jest tak samo dobry. Jezeli nie mozesz sie otworzyc i masz takie watpliwosci,
      to zmien.
    • monika20 Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? 01.07.04, 18:34
      Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Terapeuta z złożenia i celowo
      może i powinien wywoływać w pacjencie różne uczucia - nie zawsze miłe. Terapia
      to miejsce, gdzie o wszystkim wolno i warto mówić, a trudne uczucia zawsze są
      szansą do zrozumienia siebie. Powiedz mu koniecznie co czujesz! To bardzo
      ważne. Wracaj do tego tak długo, aż poczujesz się rozumiana. On jet od tego,
      żeby przyjąć na siebie wszystkie Twoje demony - adekwatne i nie. Za to płacisz
      pieniądze. Zmiana terapeuty wcale nie musi okazać się zbawienna - albo historia
      się powtórzy (bo sobie tylko wyobrażasz ideał), albo trafisz na konowała, który
      nikoniecznie zechce mówić Ci prawdy o Tobie, żeby nie zburzyć Ci własnego
      wizerunku. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Życzę odwagi (oraz dużo złości,
      rozpaczy i bólu - bo to jedyna, choć bolesna droga)
    • Gość: Homek Toft Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.04, 18:58
      Powiem Ci teraz to, w co naprawdę wierzę. Przemyślana opinia, bo mam za sobą
      też jakieś doświadczenia z terapeutami. Nie polubisz nigdy psychoterapety, to
      jest po prostu niemożliwe. Bo nie da się polubić stanowiska, instytucji,
      lekarza. Czy lubisz swojego dentystę albo lekarza rodzinnego? Możesz mieć
      wrażenie, że facet jest miły, ma miły image. Ale co z tego? Znasz go z
      charakteru? Poznałaś jego zdanie na różne tematy, codzienne sprawy? Wiesz, jak
      wygląda jego codzienne życie? Chodzicie rzem na piwo, na spacer? Spotykacie się
      poza terapią? NIE. Dlatego jedyną skuteczną terapią jest rozmowa, ale z
      przyjacielem albo partnerem. Terapeutę gówno obchodzi, co do niego mówisz. Gdy
      patrzy na ciebie widzi kolejengo pacjenta, a prześwietla oczkami grubość twego
      portfela a nie rozmiar twojego problemu. Wszystkie terapie to syf, bo przez nie
      człowiek czuje się jeszcze bardziej żałosny - nie ma przyjaciół, nie ma nikogo
      widocznie, skoro musi komuś płacić za rozmowę. No i terapeuta zapomni o tobie,
      kiedy tylko powie ci z uśmiechem, że jesteś zdrowa.
      Zdrugiej strony to czysty związek - on zapomni o tobie, możesz być pewna, więc
      dlaczego ty miałabyś go pamiętać i przejmować się tym, czy powinnaś go lubić?
      Dla mnie sprawa jest jasna - lubi się osoby, a nie zawody, czy stanowiska. I
      nie wierzę, że człowiek nie jest w stanie poradzić sobie z problemem samemu lub
      z pomocą "zwykłego" człowieka, bez wykształcenia psychologicznego, czy innego
      psy-. Tylko trzeba po prostu szukać drogi własnej w sercu. Myślę, że i tak
      dobrze znasz odpowiedzi na swoje pytania, kwestia jest tylko powiedzenia sobie
      ich głośno, mocne postanowienie poprawy :) no i wytrwałość. Jedyne, co sie
      nauczyłem po swoim wspaniałym psychologu, a co jest cokolwiek warte to to, że
      jak znajdziesz przyczynę problemu to już mas go praktycznie rozwiązanego. I to
      sięchyba jakośtam sprawdza w moim przypadku. Polecam.

      PS. Jak masz coś do typa to wiesz - nie zadawaj się z nim :) No i jak
      stwierdził o tych banałach... Trochę cię ośmieszył przed samą sobą, wierzysz
      słowom kolesia, który ma cię za nic? Hehe.

      Homek Toft
      www.uciekinier.friko.pl
      • przemciu-orzemek Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? 01.07.04, 19:08
        no to ja tu chyba szybko skoncze... czy nie pomyslalas zeby porozmawiac o swoim
        problemie z przyjacielem/chlopakiem/mezem (chociaz z mezem to nie o wszystkim
        sie rozmowia)...? wydaje mi sie ze prezej rozmowa albo chociaz rozmowa z kim
        bliskim bardziej ci pomoze niz podpłacana pieniedzmi dyskusja na temat twoich
        problemow (ktore do tego sa jeszcze wysmiwane). nigdy nie potrafilem uwierzyc
        ze jakikolwiek lekarz bylby w stanie mi pomoc, a to dlatego ze nie potrafilmbym
        sie otworzyc przed czlowiekiem ktoremu daje pieniadze za rozwiazanie mojego
        problemu. zreszta wydaje mi sie ze mam z kim rozmawiac o moich problemach i
        zyciowej filofofii..

        www.uciekinier.friko.pl - zapraszam w imieniu Homka :)
        • malvvina Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? 01.07.04, 19:17
          ma byc dobry feeling i zaufanie
          ot tak na czucie
          to wszystko
      • Gość: ja Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.07.04, 22:51
        Nie polubisz nigdy psychoterapety, to
        jest po prostu niemożliwe.

        Zwykłe pieprzenie
    • Gość: krish Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? IP: 62.233.233.* 01.07.04, 19:59
      gdyby ktoś za moje pieniądze powiedział mi że mówię banały, kopnąlbym mocno w
      dupe...

      nawet gdybym rzeczywiście je mówił

      ale jak sie bierze kase, można sie postarać
      a takie pierdolenie nie ma działania terapeutycznego

      jeszcze jedno:
      terapeuta, jeżeli może mieć dla Ciebie znaczenie
      to tylko wtedy, kiedy mu wierzysz

      tego zmień

      albo w ogóle przestań
      a za oszczędności kup sobie rower

      30-40 km dziennie
      i jazdy psychiczne miną
      • monika20 Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? 03.07.04, 13:57
        To znaczy, że chciałbyś płacić komuś kto Ci powie trochę miłych rzeczy,
        niekoniecznie zgodnych z prawdą?! Dobry pomysł, też bym sobie posłuchała. Mogę
        nawet opracować całą listę Takich dobroci. Tyle tylko, że to usługa towarzyska,
        a nie terapia! Jak powiesz terapeucie, że chcesz za taką usługę płacić, to
        pewnie nawet się zgodzi. Prawda kochany zawsze boli, nie je letko...
    • allissima Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? 01.07.04, 21:31
      Powiedz mu o tym, powiedz mu zwyczajnie, ze go nie lubisz. Moze otworzysz sie
      na zupelnie nowe rzeczy. Nie musisz go nie lubic. To jest okropne, opowiadac
      obcej osobie intymnie sprawy ze swojego zycia. Ale to taki uklad i robisz to
      dla siebie, nie dla niego. Zobaczysz, co sie z tym pojawi, moze to Twoj
      problem. Nic nie zakladaj, nie boj sie, ze czegos nie przerobisz, albo nie
      zdazysz. Miej watpliwosci, ale nie rezygnuj. Badz blisko swoich uczuc -
      kazdych. Zrob to dla siebie. Nie zaluj czasu, ani pieniedzy. Warto o siebie
      powalczyc. Powodzenia.
    • mijaczek Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? 01.07.04, 23:40
      Freud mówił, że pacjent musi czuć związek ze swoim lekarzem. Często dochodzi do
      projekcji wielu uczuć z pacjenta na terapeutę. Jeśli go nie lubisz i nie
      wierzysz, że on jest pozytywnie do ciebie nastawiony to jak będziesz mogła
      przyjąć jego pomoc? Nie będziesz mogła. W ten sposób to możesz się każdemu
      wygadać, a ty przecież chcesz jego pomocy. Zmień lekarza.
      Pofodzenia,
      Mia
    • Gość: mala Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? IP: *.aunacable.es / 213.37.2.* 02.07.04, 00:11
      Wydaje mi sie, ze powinno sie wybrac takiego psychoterapeute, z ktorym zlapiemy
      dobry kontakt. Chodze na terapie od kilku miesiecy i rzeczywiscie sa rozne
      momenty - czasami slysze cos, co nie jest dla mnie super przyjemne. Zdarza mi
      sie wkurzyc na cos, co moj terapeuta powie lub nie zgadzac z nim w pewnych
      sprawach, ale przy tym wszystkim mam do niego bardzo duzy szacunek i czuje, ze
      jest mi zyczliwy, uwaznie mnie slucha i generalnie zalezy mu na tym, zeby pomoc
      mi rozwiazac moje problemy. Po tym, co tu pisali poprzednicy sama nie wiem...
      Teoretycznie moze chodzic o kase, bo w sumie dla nich to glownie praca, ale
      moim zdaniem sa tacy terapeuci, ktorzy wykonuja ta prace z calym swoim
      zaangazowaniem i zalezy im glownie na pacjencie i na tym, zeby mi pomoc.

      Ja chyba trafilam na takiego. Na poczatku nie chcial mnie leczyc prywatnie,
      sugerowal, zebym chodzila za darmo panstwowo, mowil, ze to sa duze koszty.
      Jednak z pewnych wzgledow wolalam chodzic prywatnie i chodze, ale np. facet sam
      ostatnio proponowal zmniejszyc czestotliwosc spotkan, bo uznal, ze juz nie sa
      mi potrzebne tak czeste. Gdy mialam najgorszy okres i rozne przykre objawy i
      mowilam mu o tym, to widzialam, ze sie tym przejal i podjal dosc zdecydowane
      dzialania. I w sumie w tych krytycznych momentach czulam, ze jestem pod opieka
      kogos kompetentnego i to dawalo nadzieje, ze bedzie lepiej i ze mi pomoze sie z
      tym uporac.

      Zmierzam do tego, ze w trakcie terapii nieuniknione sa pewne
      konflikty/przykrosci/negatywne emocje ale musisz czuc, ze terapeuta jest Ci
      zyczliwy i ze w tym wszystkim jest tak jakby po Twojej stronie. Jesli wydaje Ci
      sie, ze facet bagatelizuje Twoje problemy lub Ciebie, to radze poszukac innego.
      Duzo latwiej bedzie opowiadac o tych intymnych sprawach komus, kogo obdarzysz
      sympatia i szacunkiem.

      Czytalam ostatnio kilka podrecznikow dla psychoterapeutow i tam tez bylo
      napisane, ze wazne jest aby cos zaskoczylo. Byla np. zamieszczona relacja
      terapeuty, ktoremu pacjentka na drugim spotkaniu powiedziala, ze jakos jej nie
      pasuje. Facet napisal, ze bardzo sie ucieszyl, ze zdobyla sie na odwage i
      skierowal ja do kogos innego.

      Dobra relacja z teraputa jest jednym z podstawowych warunkow powodzenia
      terapii - pamietaj o tym i sprobuj znalezc takiego, z ktorym bedziesz sie
      dobrze czula i rozumiala. Na innego naprawde szkoda i czasu i pieniedzy.
      Powodzenia!
      • Gość: Homek Toft Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.04, 09:15
        W ogóle szkoda jest pieniędzy na psychoterapeutę, bo nigdy nie zaufasz
        człowiekowi, który pod względem reprezentowanych przez niego wartości życiowych
        itd, jest ci obcy. Szkoda jest pieniędzy na godzinne wywnętrzanie się, po
        którym i tak złapie cię dół, a psycholog nie weźmie cię wtedy za rękę i nie
        pomoże z ciężarem. Nie będzie na każde twoje skinienie, a już na pewno nie
        kiedy bedziesz go naprawdę potrzebować - bo taka potrzeba to jest zwykle, kiedy
        nie można z jakiegokolwiek powodu kontaktu nawiązać (za późno na telefon itd).
        Najtaniej i najprzyjemniej jest iść na scpacer z przyjacielem, wziąć partnera w
        jakieś miłe, ciepłe miejsce, iść na piwo i na luzie sobie pogadać. Co za sens
        mówić o sobie, o swoim wnętrzu komuś, komu nie ufasz? A nie ufasz, bo ten
        człowiek, ten psychoterapeuta nie powie ci, że to, co robisz jest złe, czy
        dobre, nie wyda sądu o tobie, nie powie ci, że jesteś ładna, czy że mądrze
        mówisz. Nie podniesie twojej samooceny itp. W terapii takiej zbyt wiele zależy
        od pacjenta, żeby jeszcze potrzebny był przy tym lekarz. Owszem, jestem na tak,
        jeśli chodzi o dwie, trzy wizyty, tylko na wskazanie drogi, ale później? Po co?
        Najważniejszy hint: znaleźć przyczyny problemu, a wtedy jużmasz go w większej
        połowie rozwiązany. Co więcej jest ci w stanie powiedzieć terapeuta. Na pewno
        nie to, że wspaniale się z tobą rozmawia i że chciałby powtórzyć to spotkanie
        jutro, hm, może o 20?

        Homek Toft
        www.uciekinier.friko.pl
        • izzabell Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? 02.07.04, 14:39
          ale sluchaj, przeciez takie dotarcie do problemow trwa czesto duuuzo czasu, sam
          czlowiek nie jest w stanie do niektorych rzeczy sam dotrzec , a nawet z
          terapeuta moze mu to zajac duzo czasu, terapeuta nawet jak podejzewa "o co moze
          chodzic" nie moze powiedziec tego wprost - bo czesto okazuje sie to zbyt duzym
          ciezarem dla pacjenta, lepiej jest jesli on sam powoli, dotrze do tego, i
          przyjmie to jak bedzie na to gotowy.
          i pierwsze 3 spotkania to tak naprawde jeszcze nawet nie jest zaczecie
          poszukiwania problemu. to jest poznawanie pacjenta.
          i ta cala drroga jest dosyc dluga a zadaniem terapeuty jest stac obok i
          wskazywac wlasicwy kierunek.

          co do zaufania, mysle ze powinno sie przede wszystkim chciec chodzic do danedo
          terapeuty. Mysle ze autorka powinna powiedziec o swoich odczuciach, moze okaze
          sie ze jest to przeniesienie, i po wyjasnieniu tego beda sie dobrze dogadywac,
          a moze poprostu nie, i jesli psycholog jest sensowny to sam powie zeby
          poszukala kogo innego bo sie nie dogadaja.

          terapia to jest co innego niz spotkanie z przyjacielem, to jest praca nad soba,
          a nie pieprzenie glupot o sobie tylko. przyjaciel czesto nie zna sie na tym, i
          owszem wyslucha ale co z tego, jak nieraz trzeba pchnac osobe w jakims
          kierunku, zeby cos sobie uswiadomila...
          • Gość: boniek Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? IP: *.zar.vectranet.pl / 213.77.5.* 25.07.04, 20:08
            proponuję abys udała się na sesję do Dr Samsona, tylko nie zapomnij zabrać
            dzieci ze sobą
        • Gość: ja . IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.07.04, 14:50
          Po raz drugi cytuję i po raz drugi jest to zwykłe pieprzenie farmazonów!!!!!!


          Cyt :"W ogóle szkoda jest pieniędzy na psychoterapeutę, bo nigdy nie zaufasz
          człowiekowi, który pod względem reprezentowanych przez niego wartości życiowych
          itd, jest ci obcy "
          • Gość: venom Re: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.04, 15:24
            To tylko ty tak uważasz
            • Gość: Homek Toft Re: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.04, 22:03

              Izzabell:
              >terapia to jest co innego niz spotkanie z przyjacielem, to jest praca nad
              soba, a nie pieprzenie glupot o sobie tylko.

              Z pieprzenia głupot często rodzą się wyjścia z sytuacji. Jak dasz się ponieść
              tokowi takiej rozmowy nie wiadomo, na co natrafisz, może ci się wymknąć coś, co
              trzymałaś głęboko w sobie, a wstyd, czy brak zaufania do terapety uniemożliwił
              wydostanie się tego na zewnątrz. Do pracy nad sobą, każdy potrzebuje tylko
              jednej osoby - tylko i wyłącznie siebie. Jak już mówiłem - w nocy jesteś sama,
              o świecie jesteś sama, w pracy jesteś sama, w święta kościelne i narodowe
              jesteś sama - gabinet jest zamknięty, ty nie masz czasu, możliwości iść do
              teraputy. Co wtedy? Ja osobiście (i jest to tylko MÓJ wybór) dzwonię do
              przyjaciela, spotykam się z dzieczyną, rozmawiam, o tym, co mnie gnębi, spędzam
              miło czas, co sprawia, że uspokajam się i nie myślę. Pieprzenie bzdur to jest
              też powiedzenie komuś, że się go kocha, albo że ładnie dziś wygląda, wszystkie
              komplementy i te słowa, które ranią do krwi - wszystko to pieprzenie bzdur,
              tylko słowa. Tu chodzi nie o same słowa (czy naukowe, czy barowo-pijane, czy
              jakie), ale o skutek jaki wywierają na daną osobę.

              Venom:
              >To tylko ty tak uważasz

              I w tym momencie trafiasz w sedno sprawy - ja tak uważam. Tak sądzę, tak
              opiniuję, wybieram obranie takiego właśnie, sceptycznego stanowiska co do
              terapii. Jednak, jasne niech będzie - możliwe, że mam takie nastawienie tylko
              ze względu na własne nieprzyjemne doświadczenie z terapeutą.

              Homek Toft
              www.uciekinier.friko.pl
              • izzabell Re: . 02.07.04, 23:06
                Gość portalu: Homek Toft napisał(a):

                >
                > Z pieprzenia głupot często rodzą się wyjścia z sytuacji. Jak dasz się ponieść
                > tokowi takiej rozmowy nie wiadomo, na co natrafisz, może ci się wymknąć coś,
                co
                >
                > trzymałaś głęboko w sobie, a wstyd, czy brak zaufania do terapety
                uniemożliwił
                > wydostanie się tego na zewnątrz. Do pracy nad sobą, każdy potrzebuje tylko
                > jednej osoby - tylko i wyłącznie siebie. Jak już mówiłem - w nocy jesteś
                sama,
                > o świecie jesteś sama, w pracy jesteś sama, w święta kościelne i narodowe
                > jesteś sama - gabinet jest zamknięty, ty nie masz czasu, możliwości iść do
                > teraputy. Co wtedy? Ja osobiście (i jest to tylko MÓJ wybór) dzwonię do
                > przyjaciela, spotykam się z dzieczyną, rozmawiam, o tym, co mnie gnębi,
                spędzam

                ale zobacz, przyjaciel nie ma doswiadczenia terapeutycznego, ok , pieprzenie
                glupot - to za mocne slowo, przyznaje. taka relacja tez moze przyniesc jakies
                korzysci, ale mysle ze terapeuta moze dac wiecej przez to ze sie orientuje w
                roznych relacjach i np masz jakis problem , rozmawiasz z przyjacielem, i no
                moze sie zdarzyc ze jakies olsnienie czy cos, i dochodzisz do sedna, moze ale
                nie musi, bo ani ty nie mozesz na to wpasc a ni przyjaciel nie musi wiedziec
                oco chodzi. a taki terpetua ma obcykane wszystkie takie relacje , zachowania,
                potrzeby, i latwiej mu jest to "wychwycic" kiedy my opowiadamy costam, i
                zadajac pytania drazy dalej temat nad ktorym my mamy myslec i go rozwiazywac.

                jasne ze jak jestem sama i niemam mozliwosci isc do terapeuty to sobie nie
                strzele w leb:) bo niejest to jakas jedyna wyrocznia i jesli jego niemam pod
                reka to wszystko sie wali. nic z tych rzeczy. w takich momentach czesto wlasnie
                pomaga przyjaciel - ja nie mowie ze nie, tylko jak pisalam wyzej, mysle ze
                terapeuta jest bardziej wykwalifikowany w tym co robi.

                co do terapeutow to jest terapeuta i terapeuta.
                po pierwsze trzeba przelamac wstyd bo to jest dla naszego dobra, trudne to jest
                ale jak sie chce cos zrobic to niestety konieczne.. czasem mozna powoli go
                przelamywac...
                ale wlasnie zdarza sie teraputa ktoremu mowisz cos, a on siedzi i sie patrzy,
                slowa nie powie. faktycznie z takim to sie az gadac odechciewa.
                a jest tez inny (ja na takiego trafilam), ktory naprawde slucha ze
                zrozumieniem, az sie chce opowiadac, dopytuje sie, mowi swoje spostrzezenia, i
                to jest w tym wszystkim fajne.
                Taki terapeuta to nie moj kolega ide tam tylko i wylacznie w celu leczenia
                jakiegos, ale to jest fajne jak psycholog sie interesuje pacjentem, wtedy i
                pacjentowi "chce sie" pracowac.




                > miło czas, co sprawia, że uspokajam się i nie myślę. Pieprzenie bzdur to jest
                > też powiedzenie komuś, że się go kocha, albo że ładnie dziś wygląda,
                wszystkie
                > komplementy i te słowa, które ranią do krwi - wszystko to pieprzenie bzdur,

                nie no, ja mysle ze bez tych rzeczy swiat byl by bardzo ubogi...
                • Gość: Homek Toft Re: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.04, 12:53

                  Jak słusznie zauważyłaś, bez takich rzeczy, jak słowa przyjaźni, czy uczucia
                  świat byłby ubogi. Yeah, nie będę już się nad tym rozwodził, bo to każdy wie. I
                  tak, przyznaję - terapeuta może mieć lepiej obcykane (nadal tylko teoretycznie
                  lepiej, ale przypuścmy że tak rzeczywiście jest), a moje słowa mogą wynikać z
                  moich gównianych doświadczeń. Być może też były gówniane tylko z mojego powodu,
                  bo jestem raczej skryty i wolę w osbie rozwiązać problem, owszem, nie mówiłem
                  wszystkiego, gdy sam chodziłem do terapeuty.

                  Ale! dochodzimy do najpiękniejszego pytania w moim dotychczasowym życiu, a
                  mianowicie: co dalej?Naszkicujmy sobie teraz hipotetyczną sytuację. Jesteś sama
                  na świecie, nie masz rodziny, przyjaciół i nikogo nie kochasz / nikt cię nie
                  kocha. Zauważasz to, stawiasz w tabelce ze swoim wiekiem i wychodzi ci, że
                  trzeba się powoli zacząć bać. Idziesz z tym strachem do terapeuty. Mówisz mu,
                  że czujesz się samotna, miewasz depresje, chciałaś niedawno popełnić
                  samobójstwo i to ta właśnie myśl przygnała cię do niego po pomoc. Nie chcesz
                  umierać, tylko naprawić swoje życie. Terapeuta szuka więc powodów twojej
                  samotności. Wychodzi na twoją nieśmiałość, nie wiem - blokadę na okazywanie
                  ciepłych uczuć, przenoszenia związku na wyższy poziom. Terapeuta mówi ci wiele
                  mądrych zdań, żę to wyimaginowany problem, że musisz z tym walczyć, daje ci
                  jakieś ćwiczenia interpersonalne itd. wiadomo. W końcu nadchodzi moment, że
                  terapeuta decyduje iż już jesteś "zdrowa", nie potrzebujesz go. CO DALEJ? Na
                  podstawie przebytej terapii nadrobisz zaległości paru lat w relacjach
                  międzyludzkich? Nie potrafię w to uwierzyć. Nie mogę wyobrazić sobie człowieka,
                  który wychodzi od terapeuty i zmienia swoje życie dzięki terapii (nawet
                  stopniowo). Nie mogę w to uwierzyć. Dlatego też nie sądzę, by terapia miała
                  jakiś sens, bo prędzej, czy później i tak człowiek zostaje sam ze swoim
                  problemem i nie będzie mu towarzyszył na drodze jego rozwiązania nikt, z kim
                  nie będą go łączyły więzy emocjonalne, a takich nie ma między terapeutą a
                  pacjentem. Terapeuta to taki sam lekarz jak dentysta, czy chirurg. Wchodzisz -
                  wychodzisz, jesteś nakierowana na coś, na co i tak sama byś wpadła po
                  odpowiednio długim myśleniu, a potem i tak wszystko zależy od ciebie. No chyba,
                  że jak ci ktoś powie, że jesteś zdrowa to uwierzysz w to bez szemrania, efekt
                  placebo i już - jesteś szczęśliwa, dalej samotna, bez przyszłości, utopiona w
                  rutynie, ale zdrowa! Hura.

                  Homek
                  • przemciu-orzemek Re: . 03.07.04, 19:57
                    Gość portalu: Homek Toft napisał(a):

                    >
                    >Naszkicujmy sobie teraz hipotetyczną sytuację. Jesteś sama
                    > na świecie, nie masz rodziny, przyjaciół i nikogo nie kochasz / nikt cię nie
                    > kocha.

                    dobra dobra nie ma takiej osoby - a nawet twierdzac HIPOTETYCZNIE czlowiek jest
                    stworzony do zycia w stadzie :) i zawsze bedzie szedl w kierunku ludzi. a poza
                    tym nie moze byc sam na swiecie chyba ze naogladales sie za duzo razy Cast
                    Away. Człowiek nigdy nie bedzie w pełni sam. Chociaz przyznam Ci racje ze moze
                    byc nie kochany albo moze nikogo nie kochac.
                    Zauważasz to, stawiasz w tabelce ze swoim wiekiem i wychodzi ci, że
                    > Terapeuta mówi ci wiele mądrych zdań.
                    wiesz ja mam doswiadczenia z terapeutami (moja matka jest psychologiem, znam
                    tez jej kumpli) i oni zwykle nie mowia madrych zdan typu: "swiat jest zly i
                    niesprawiedliwy...." "musisz kupic sobie białe butki, białe spodenki i białą
                    kurteczke i dopiero wtedy znajdziesz milosc swojego zycia" Oni zwykle pytaja
                    CIEBIE czemu tak jest, czemu masz problem. co powiesz? a Ty masz jakies
                    doswiadcznia na tym polu?

                    > W końcu nadchodzi moment, że
                    > terapeuta decyduje iż już jesteś "zdrowa", nie potrzebujesz go. CO DALEJ? Na
                    > podstawie przebytej terapii nadrobisz zaległości paru lat w relacjach
                    > międzyludzkich? Nie potrafię w to uwierzyć.

                    racja jak cholera :)

                    >Terapeuta to taki sam lekarz jak dentysta, czy chirurg.

                    dokładnie.

                    chcialem jeszcze wspomniec ze nasze spoleczenstwo zbytnio sie "amerykanizuje",
                    w USA praktycznie kazdy ma swojego terapeute. czy to jest normalne? nie maja
                    przyjaciol do rozmowy o najmniejszych problemach...niezdrowe, niesmaczne i
                    nienasze... przyjmujemy glupawe wzorce z zachodu - ale to chyba nie jest
                    zwiazane z tematem.
                    pozdrawiam!
                    • aiszka4 Re: . 03.07.04, 20:18
                      przemciu-orzemek napisał:

                      > chcialem jeszcze wspomniec ze nasze spoleczenstwo zbytnio
                      sie "amerykanizuje",
                      > w USA praktycznie kazdy ma swojego terapeute. czy to jest normalne? nie maja
                      > przyjaciol do rozmowy o najmniejszych problemach...niezdrowe, niesmaczne i
                      > nienasze... przyjmujemy glupawe wzorce z zachodu - ale to chyba nie jest
                      > zwiazane z tematem.
                      > pozdrawiam!

                      Nie wiemy, dlaczego autorka wątku chodzi na psychoterapię. Może wcale nie
                      dlatego, że jest wpatrzona we wzorce made in USA i nie ma przyjaciół.

                      W moim przypadku była poważna depresja, a terapia wspomagała leczenie
                      farmakologiczne. Ale przyznam, że osoba, do której chodziłam, wzbudziła moją
                      sympatię, niezależnie od tego, że była z polecenia.
                      A moich przeżyć z państwowej poczekalni (bo do gabinetu nie dotarłam/ nie
                      dotrwałam) nikomu nie życzę.
                      • przemciu-orzemek Re: . 03.07.04, 22:07
                        ja tutaj rozprawialem czysto hipotetycznie wiec moje zalozenia moga (musza) sie
                        nie zgadzac. Ale faktem jest to co napisalem wczesniej i nie da sie tego
                        podwazyc. A jesli chodzi w ogole o nasza sluzbe zdrowia to chyba wole to
                        przemilczec albo ciezko westchnac ;/
                        Wiesz sympatia sympatią ale psychoterapeuta nigdy nie zostanie twoim
                        przyjacielem (nigdy nie mow nigdy) to jest osoba powolana z urzedu na to
                        stanowisko i nie wyobrazam sobie zebym mial isc do takiej osoby z jakims
                        problemem. Powazna depresja - wydaje mi sie ze w tym wypadku to chyba raczej
                        jest wskazane (chociaz moge sobie troche przeczyc), ale to tez zalezy od
                        konkretnej sytuacji...
                        • Gość: Halina .Historia nie z Polski... a moze tak... IP: *.ip-pluggen.com 04.07.04, 00:17
                          Znajoma poszla kiedys do terapeutki, bo nie mogla sobie poradzic z uczuciem
                          ze zycie jej sie nie udalo.
                          Samotnie wychowywala dwoje dzieci, nie przelewalo jej sie, czula sie "biedna
                          i opuszczona".
                          W gabinecie siedziala elegancka pani, na biurku fotografia szczesliwej
                          rodziny: ona, jej wygladajacy na dyrektora maz i dwojka udanych dzieci w
                          salonie ich willi.
                          Kolezanka poczula sie malutka i jeszcze biedniejsza ...
                          W domu poplakala sie i wiecej do terapeutki nie poszla, ani do tej, ani do
                          innej.
                          • Gość: alka Re: .Historia nie z Polski... a moze tak... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 04.07.04, 12:10
                            Lenka,porozmawiaj szczerze o swoich watpliwosciach i uczuciach z tym
                            terapeuta.Albo to pomoze Ci zlapac z nim blizszy kontakt, albo on sam doradzi
                            Ci zmiane.
                            Terapia jest zbyt obciazajaca psychicznie i finansowo,zeby byla na cwierc
                            gwizdka. Terapeucie musisz ufac i musisz chciec sie przed nim otworzyc,jesli
                            jest inaczej to sytuacja wymaga zmiany.
                            Zycze ja najlepiej i pozdrawiam serdecznie
    • lenka30 Re: Czy powinnam lubić psychoterapeutę? 25.07.04, 13:41
      Przepraszam,że odpowiedam dopiero teraz, ale byłam na długich wakacjach daleko
      od kraju i jakiegokolwiek kompa.
      Na terapię chodzę nie dlatego, że jestem samotna, ale dlatego, że mimo iż mam
      przyjaciól, z którymi jestem w stanie przegadać całe dnie, męża dzieci, dobrą
      parcę od dwóch lat cierpię na pogłębiającą się depresję.
      Dlaczego??? Tego chciałabym się dowiedzieć na terapi, bardziej poznać siebie.
      To nie była dla mnie łatwa decyzja i sama terapia nie jest dla mnie łatwa. Ale
      nie mam wyjścia.
      Myślę, że Halina trafiła w samo sedno moich problemów z terapeutą - prezentuje
      on dla mnie taki właśnie typ człowieka, jaki zawsze wywoływał we mnie poczucie
      niższości, jakieś nieuświadomione kompeleksy. Zwłaszcza, że miom zdaniem
      traktuje mnie trochę z góry.
      Być może kiedyś będę mu w stanie to powiedzieć i "przerobić" to na terapii, ale
      na pewno nie w tej chwili, a zaczynam sobie zdawać sprawę, że te moje
      wewnętrzne blokady nie pozwalają mi się otworzyć. Staram się, a mimo to czuję
      sie jak na jakimś egzaminie. Zastanawiam się, czy nie szkoda czasu, chociaż
      może z drugiej strony to i lepiej.
      Z drugiej jednak strony odkąd chodzę na terpię czuję sie lepiej i boję się
      zmiany terapeuty.
Pełna wersja