Wartości rodzinne

22.10.12, 09:46
im dłużej moja żona chodzi na swoją terapię, tym bardziej czuję, że pomimo szeregu pozytywnych zmian, to staje się osobą z którą trudno się żyje. Coraz bardziej się skupia na sobie i coraz trudniej jest osiągnąć kompromis. W ogóle ma trudność z akceptacją że w związku dwojga jednostek czasem trudno jest wypracować opcję dokładnie po środku i czasem trzeba trochę odpuścić swoje żądania.
Ciąg przyczynowo-skutkowy myli z szantażem, czyli ilekroć ostrzegam ją o skutkach jej zachowania broni się żebym jej nie szantażował.
no i to podejście względem relacji rodzinnych po prostu mnie przeraża. żeby się nie interesować starymi rodzicami, żeby im nie pomagać w niczym.
naprawde staram się być wyrozumiały i akceptować że przechodzi okres w którym poznaje siebie i eksperymentuje, i że na końcu wyjdzie to z pożytkiem dla naszego związku. ale obawiam się że stawianie na własne ja i na rozwój jednostki, ją po prostu zgubi.

jak tak patrzę na model wiejskiej rodziny, gdzie wszyscy generalnie są razem, ludzie są sobie życzliwi i pomocni, to można wywnioskować że wszyscy są współuzależnieni od siebie i wszyscy wymagają pomocy terapeutów by ich naprostować i okazać zło jakie im się dzieje.
    • kropidlo5 Re: Wartości rodzinne 22.10.12, 11:56
      Styk tzw zycia, tradycji, kultury, obyczajow- z psychologicznymi teoriami i analizami, i czasem skrzy. Tak jak z tymi wzajemnym wspoluzaleznieniem- tu wiele zalezy od kultury, klasy spolecznej, srodowiska. W kulturach Azji czy Europy poludniowej panuje silny kolektywizm, z kolei w Europie polnocnej silny indywidualizm, a Polska jak zwykle lezy gdzies pomiedzy.
      Na wsiach jest wiecej 'wspoluzaleznienia' niz w miastach itp. Zalezy tez, co ono oznacza- czy wzajemna troske i pomoc, czy tez ograniczanie wolnosci i hierarchizacje.

      Problem z psychologami ktory zauwazylem- dosc powszechny- to jest uzywanie schematow i etykietek, a niewystarczajaco dokladne przyjrzenie sie faktom z zycia jednostki, sytuacji indywidualnej. W pewnej rodzinie wzajemne silnie zwiazanie bedzie funkcjonowac dobrze, a w innej zle, zalezy od potrzeb, preferencji. Ja osobiscie na przyklad lubie wiekszy margines swobody, ale glownie dlatego, ze pochodze z bardzo restrykcyjnej rodziny i rodzinne 'wspoluzaleznienie' postrzegam jako kontrole, kare, nieufnosc. Ktos z rodziny hippisow, kto palil z ojcem trawe w wieku 13 lat, bedzie mial zupelnie inne zdanie i oczekiwania.


      'Niedoleczenie' to jest ciezka sprawa ogolnie, jak ktos troche liznie psychologii ale niewiele jeszcze rozumie, nagle zaczyna naduzywac pojec takich jak asertywnosc, stanowienie itp, mylac pojecia-, np mylac asertywnosc z 'nigdy nie odpuszcze ani kroku' albo walke o swoje prawa bez poszanowania praw innych.


      Taka moze ludzka natura, zeby wszystko szufladkowac. Tak jak terapeuci od alkoholu- maja skrzywienie i kiazdego kto do nich przychodzi uwazaja za taki typ alkoholika, co kradnie, bije, oszukuje, nie pracuje itp, a jak ktos nie przystaje do teorii to sie go urabia zeby jednak wyszlo.
    • uleczka_k Re: Wartości rodzinne 22.10.12, 16:56
      Racetam, biedny misiu, teścia już uratowałeś?
      Mam nadzieję, że ta Twoja żona to jednak porządnie rozumu nabierze. Te wartości rodzinne, ach te cudowne, dla których trzeba chronić za wszelką cenę ciepełko zapierdzianego fotela wbrew własnej woli i nieraz z obrzydzeniem. Taaak, rzeczywiście nie ma nic cenniejszego.
      • racetam Re: Wartości rodzinne 23.10.12, 11:08
        hehehe. wybacz że wyciągam z ciebie dane prywatne, ale zastanawia mnie.

        Czy ty masz rodzinę? Czy ty jesteś z tych które są alfą i omegą. w teorii.
        • uleczka_k Re: Wartości rodzinne 23.10.12, 21:36
          A co ma tu moja rodzina albo jej brak i jak to koreluje z alfą a nawet omegą?
          • racetam Re: Wartości rodzinne 24.10.12, 21:42
            ano miałem taką fantazję że ty taka buńczuczna i waleczna, taka skupiona na swoim zdrowiu, że nie masz czasu na rodzinę i masz jedynie Kota.
            albo raczej że z takimi poglądami trudno kogoś znaleźć. albo może taka buńczuczna się stałaś wskutek nieznalezienia nikogo godnego.
            albo może trochę wszystkiego po trochu. taki zabójczy mix.

            a może bidulko ktoś cię w życiu okruuutnie skrzywdził, i cały świat jest zły. (akurat tutaj piszę serio, i jeśli tak, to współczuję). Ale jeśli tak, to nie mierz wszystkich swoją miarą, niektórych doświadczenia z rodziną są normalne, a czasem, nawet dobre!
            • uleczka_k Re: Wartości rodzinne 24.10.12, 22:26
              Co do troski o moją rodzinę: dziękuję, ma się dobrze. Jestem otoczona miłością i daję dużo od siebie. Nie jestem kobietą porzuconą, odrzuconą, zimną ani zgorzkniałą. Nie uważam że świat jest mi coś winien, ani że jest z gruntu zły. A i owszem, dla kota miejsce się też znalazło.
              Ale - czy gdyby było inaczej i moje życie rodzinne i uczuciowe było ruiną: czy to by mnie nie upoważniało do odważnego wypowiadania swojego zdania?
              Może to już taka moja zadziorna natura?
              Tylko jak to się ma do Twojego pytania? Najwidoczniej jedyny związek to taki, że pasuję do Twojej tezy: kobiety to wredoty, które spiskują przeciw pięknym obrazom rodzinnej sielanki. W której to ojciec chleje do upadłego i upadla rodzinę, ale my mówimy, że tak naprawdę , to on zatacza się, bo ma problemy z błędnikiem. Rzyga pod płotem sąsiadów, bo ma problemy żołądkowe. Leje nas czym popadnie i poniża, ale to dlatego, że nam się należy, bo on taki zaharowany, żyły sobie wprost wypruwa z tej troski o nas. I na starość należy mu się opieka i wyrzeczenia.
              Wybacz, ale rzygać się chce.
              • racetam Re: Wartości rodzinne 25.10.12, 12:14
                a jednak miałem rację.
                otóż chciałbym cię bidulko oświecić że nie każdy alkoholik upadla rodzinę, leje wszystkich czym popadnie, rzyga pod płotem sąsiada.
                pewnie zapominasz o tym że alkoholicy to również osoby które na codzień (niestety) normalnie wykonują swoje zawody, często są lekarzami, prawnikami, opiekunami dzieci, pomocnikami w fundacjach, księżami i górnikami. wracają do domu i często, dopiero po położeniu dziecka spać, strzelają setę by nie myśleć o porażkach. nie zawsze jest to codziennie, czasem co drugi, trzeci dzień, i często dopiero wieczorem; ważne że regularnie. i tak stygną w swoich fotelach żeby tylko ten dzień się skończył i zaczął kolejny.

                nie muszą bić małżonków ani katować czy dotykać dzieci. nie muszą chodzić po okolicy i się zataczać z ziomalami spod trzepaka czy monopolowca.
                wiedzą że mają problem z którym nie potrafią sobie poradzić.

                trzęsło tobą kiedyś po odstawieniu? waliło serce tak że trudno wytrzymać? pomimo odstawienia picia rzygałaś żółcią bo już nie miałaś czym i nie mogłaś nic z tym zrobić? majaczyłaś? jeśli nie, to jakim prawem tak stanowczo mówisz że nie powinno się pomóc komuś kto gołym okiem woła o pomoc? Wiesz, jak ktoś chce się zabić to albo idzie na tory, albo zakłada worek na głowę, zakleja szczelnie taśmą na szyi po czym związuje łapy ściągaczem plastikowym za sobą tak aby się nie uwolnić gdy powietrza już nie będzie a serce będzie biło 3-4 razy na sekunde; albo podcina żyły w wannie wypełnionej gorącą wodą. nie łyka, byle leku, tylko najpierw czyta jaki mix zadziała. Nie mówi o tym innym. po prostu robi żeby być skutecznym. Ci którzy o tym gadają, jak mój teść, i wszyscy którzy się zabijają po 5 razy, to wcale nie pierdoły, to ludzie którzy chcą żyć, chcą zwrócić na siebie uwagę, chcą pomocy.
                rozumiem że Ty swojego alkoholika nienawidzisz, ale nie sprzedawaj wszystkim wokół swojej ciemnej, zamazanej wizji świata, bo masz brudne okulary.
    • szaman.ka Re: Wartości rodzinne 25.10.12, 22:26
      Myślę,że sprawa jest dość złożona.Zwykle jest tak,że jeśli osoba,która zaczyna pod wplywem terapii reagować i zachowywać się odmiennie napotyka na ostry sprzeciw pozostałych członków rodziny,którzy chcą utrzymać dotychczasowy stan.
      Jeśli chodzi o stosunek do rodziców, to może być tak,że żona dopuściła do siebie teraz, podczas terapii, uczucia negatywne związane z nimi i te emocje obecnie nią kierują.
      Jest też możliwość,że jej terapia nie jest prawidłowo prowadzona i terapeuta lub terapeutka w jakiś sposób narzuca swój punkt widzenia problemu,a żona go przyjmuje i stosuje.
      • sorvina Re: Wartości rodzinne 26.10.12, 01:06
        Może być tak, że żonie jeszcze brakuje wyczucia. Gdy do kogoś dopiero dotarło, że może stawiać granice, przestać dbać o uczucia innych bardziej niż o swoje, często na początku przegina w jedną lub drugą stronę. Jest jak dziecko, które dopiero uczy się tej umiejętności, bada czego tak właściwie chce, co jej służy i jak to działa w praktyce. Jeśli dba się o przerobienie do końca poczucia złości, lęku i żalu, to reakcje stają się spokojniejsze, a stawianie granic bardziej świadome. Jednak potrzeba na to czasu i prawa do dokonywania własnych wyborów i życia z tym.
      • racetam Re: Wartości rodzinne 27.10.12, 18:45
        w sumie to masz sporo racji, bo teraz przypomniałem sobie że ja też przechodziłem fazę złości i niezależności...
    • sorvina Re: Wartości rodzinne 26.10.12, 00:56
      Znacznie łatwiej jest mieć duży zapas dobrych chęci wobec teściów, którzy nam nic złego nie zrobili, niż rodziców, którzy skrzywdzili i zawiedli nie raz. Każda historia jest inna. Niektórzy dzięki terapii dużym wysiłkiem własnym przerabiają uczucie żalu i skrzywdzenia i kończą uświadamiając sobie, że rodzice to dla nich praktycznie obcy ludzie, którzy nie dbali o budowanie bliskiej ciepłej relacji, więc jej po prostu nie ma. Miłość jest jak ten kwiat co trzeba go pielęgnować by rosnął. Jeśli został dawno zadeptany przez rodziców, to pretensje mogą mieć tylko do siebie. Nie można się zmusić by kogoś kochać, by okazywać coś więcej niż elementarny szacunek jako do człowieka.

      Zastanawia mnie czy bardziej Ci chodzi o to, że żona przesadza ze stawianiem granic tobie, czy o to, że nie podziela twojej misji wspierania rodziców bez względu na cokolwiek. Jeśli to drugie to zastanów się kto rozwala związek - żona, chcąc zadbać o siebie odcinając się od SWOICH rodziców, z którymi łączy ją trudna przeszłość, czy ty, traktując jej rodziców jako tak ważną część waszego związku i wymuszając na żonie swój sposób postępowania wobec nich. Dlaczego ważniejsze są dla ciebie potrzeby teściów niż żony? Bo oni mają więcej potrzeb życiowych a ona "tylko" emocjonalne? Więc można je olać, niech się kobita weźmie w garść i nie gada bzdur o jakimś rozwoju osobistym, tylko zajmie się rodzicami jak przystało?

      Znam sporo wiejskich rodzin i jakoś więcej takich, w których wspieranie się jest wymuszone tradycją, szantażem i lękiem. Z boku tego nie widać, dopiero jak poza się kogoś lepiej. To z miłością i życzliwością nie ma nic wspólnego.

      Lepiej zrobić mniej, a autentyczniej z serca, niż coś na siłę. Może twoja żona musi przerobić swoje przykre emocje wobec rodziców, by odkryła, że jednak chce im pomagać sama z siebie. Wtedy próbując na niej wymuszać pewne zachowania tylko ją zniechęcasz.

      I naprawdę nie widzę za bardzo szacunku do żony i życzliwości w wymaganiu od niej, by dostosowała swoją osobistą relację z własnymi rodzicami do oczekiwań męża. To jej sfera prywatna, z którą musi się uporać tak jak potrafi. Mnie nie przyszło by to głowy wymagać od partnera by dostosował się do moich wyobrażeń w tym zakresie. Widzę, jak przeszłość wpłynęła na jego relację z rodzicami i wiem, że mnie jest łatwiej z nimi rozmawiać i coś od siebie dawać. Więc jeśli mi zależy to biorę to na siebie, a nie suszę mu głowy, że jest złym synem. Poradził sobie tak jak umiał, nadal pracuje nad tym na terapii, nie mam moralnego prawa go osądzać. No i mam jasność, że on jest dla mnie ważniejszy a nie teściowie. A marzenia o tym, że po swojej mocno dysfunkcyjnej rodzinie, będę miała przyszywaną fajną miałam, a owszem. Nie wyszło, trudno, to nie tak, że gdyby partner starał się bardziej to byłoby super - nie byłoby, bo teściowie mają swoje za uszami. Nie mam prawa realizować tych marzeń na siłę, kosztem partnera. Muszę się z tym uporać we własnym zakresie.

      Jedna uwaga - teoretyzowanie na temat tego, że bycie dzieckiem alkoholika nie było takie złe, bo nie bił i nie rzygał pod klatką, jest równie nieuprawnione co krzywdzące dla dziecka tego alkoholika. Jeśli brakuje ci wyobraźni by zrozumieć co czuła i czuje nadal żona, to słuchaj i staraj się zrozumie ją, a nie tylko "biednego" teścia.
      • racetam Re: Wartości rodzinne 27.10.12, 19:03
        "Zastanawia mnie czy bardziej Ci chodzi o to, że żona przesadza ze stawianiem granic tobie, czy o to, że nie podziela twojej misji wspierania rodziców bez względu na cokolwiek. Jeśli to drugie to zastanów się kto rozwala związek - żona, chcąc zadbać o siebie odcinając się od SWOICH rodziców, z którymi łączy ją trudna przeszłość, czy ty, traktując jej rodziców jako tak ważną część waszego związku i wymuszając na żonie swój sposób postępowania wobec nich. Dlaczego ważniejsze są dla ciebie potrzeby teściów niż żony? Bo oni mają więcej potrzeb życiowych a ona "tylko" emocjonalne? Więc można je olać, niech się kobita weźmie w garść i nie gada bzdur o jakimś rozwoju osobistym, tylko zajmie się rodzicami jak przystało? "

        Zupełnie niepotrzebnie Uleczka sprowadziła wątek do swoich niezaspokojonych potrzeb by wylać troszkę żółci na swoją rodzinę, i sobie przypomnieć jak bardza nienawidzi swoich rodziców.

        Dobrze że o to spytałaś bo prawdę mowiąc tu chodzi o mnie ale z innej strony. zauważ że ja nie pisałem w swoim poscie o relacji żony z teściem. miałem na myśli siebie, to ja jestem atakowany przez żonę za kontakt ze swoimi rodzicami, w tym wypadku ze starszym ojcem, że chcę mu czasem pomóc w czymś z czym sam sobie nie da rady albo po prostu mu ułatwię zadanie. Jestem napiętnowany z tego powodu. Siedzi sam cały czas w domu, 800metrów od mojego domu, a ja czuję strach przed zaproponowaniem żeby go zaprosić na obiad bo zaraz wysłucham monologu o tym jak tkwię w systemie i schematach współuzależnienia. Po prostu uważam że człowiek, w tym wypadku moja żona, słuchając tych całych teorii psychologicznych zatraca siebie i odrzuca wartości rodzinne i moim zdaniem, dobre, całkiem ludzkie emocje tak jak chęć pomagania innym, współczucie, empatia.
        Czemu jest wszystko w porządku jak się zatrzymuję autem by pomóc leżącemu na chodniku, ale już nie w porządku będzie jak się okaże że to nasz rodzic?

        moja żona ma ogromne wsparcie we mnie, pomimo głębokiego kryzysu między nami już od dwóch lat, który sprawił że zdecydowała się na terapię, wciąż jestem przy niej, wspierając ją na drodze odkrywania siebie. Ale owszem, mam problem, gdy skutkiem tego odkrywania siebie jest bezkrytyczne przyjmowanie wartości które terapeuta przekazuje które czasem, moim zdaniem są sprzeczne z ludzką naturą, a osoba w terapii, poszczególne zachowania lub mechanizmy których się uczy, stosuje wobec zwykłych ludzi, w zdrowych relacjach.
    • clarissa3 Re: Wartości rodzinne 26.10.12, 20:02
      a ja mysle podobnie jak Kropidlo - ze to kulturowe, ze przychodzi nowe wraz z nastalym kapitalizmem w ktory 'ja' jest najwazniejsze, i wlasna wygoda, bo indywidualizm. W UK malo kto umiera w domu, wiekszosc w 'domach' do ktorych zupelnie sprawne rodziny oddaja zniedoleznialych, bo za ciezko. Juz tak sie oswoili ze do glowy nie przychodzi pod swoj dach wziac, i od panstwa wymagaja, a nauka skupiona na 'ulepszaniu' bada i wymysla jak by cale miasteczka dla starcow budowac - bo to kasa niezla dla deweloperow. Tylko patrzec kiedy w krematoria bedzie mozna inwestowac na gieldzie! Na poludniu za to, w takiej Grecji (choc biednie teraz) czy Wloszech nikomu taka mysl nie przychodzi nawet do glowy - rodzina opiekuje sie do konca. Bo taka tez to roznica pomiedzy protestancka a katolicka religia jest! (W tym podejsciu do drugiego czlowieka).
      • racetam Re: Wartości rodzinne 27.10.12, 19:06
        spoko zgadzam się z tym. jadę do włoch ;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja