zielonaszminka
31.10.12, 17:39
Witam!
Nie wiem czy piszę na własciwym forum, ale chce sie poradzic. Mam dziwną sytuacje, rodzinno osobistą.. gubię sie w niej a w szczegolnosci nie daje mi ona poczucia spelnienia.
Mianowice od dwoch lat jestem w szczesliwym zwiazku zwiazku z obcokrajowcem, zaakceptowanym przez rodzicow moich ( tak sie wydaje), a napewno zaakceptowanym przez jego rodzine. ROk temu skonczylam studia, zostala tylko obrona pracy magisterkiej...( pisze ja , powoli.. ale obronie, musze) ... Nie mam w tym momęcie dobrze dochodowej rpacy, jakas malutką dorywczą, ale zawsze w wakacje pracuje za granicą w wakacjie aby zapenic sobie zycie na prawie caly rok. Nie ejst miz tym zle, Teraz chce pisac prace magisterską, wiec oprocz dorywczej pracy nie posiadam innej, ale jest mi dobrze. mieszkamy z chlopakiem ( jeszcze nie oficjalnym narzweczonym ) razem od ponad roku. Jest nam dobrze, moze za dobrze moze za normalnie.
Mam 25 lat, dodam.
Zatem tak mniej wiecej prezentuje sie moja sytuacja.
Pytania?
Nieustanna presja rodzicow o ty, iż "mam sie obronic" , bo oni tak chcą - momentalnie mnie zamyka, tu nie ma rozmowy , jest tylko oskarzenie . Nigdy nie mieli ze mna problemu. Zawsze studiowalam dla siebie ( tak myslaam , natomiast tata powiedzial ze studiowalam dla nich - dla satyswakcji mysle bardziej). Bylam na erasmusie, na stazu zagranicznym , cale studia dawalam sobie rade, pracą, podrozami , praca wakacyjna. Nie czuje w zaden sposob uznania tego co zrobilam, przeciez moglam pracowac w sklepie? tak mysle, a ja podrozuje, i ta moja prace tak czy siak obronie, ale dla mnie!
Druga sprawa - zwiazek - pojawil sie w cudownym czasie. nie za wczesnie, nie za pozno. To zle??? ze nie zaszlam w ciaze w liceum? ze nie jestem stara panna? ze facet jest z dobrej rodziny?
Ojceic ma pretensje ze mu sie nie spowowiada ze swocih zalozen wobec mnie, ale czesto mowimy o nas, co czujemy, tata tez nigdy nie wzial go na powazna rozmowe ( dodam iz chlopak mowi po polsku, z trudem, ale mowi).
Nastroj w domu mnie doluje, nie wiem czego odemnie chca... wymagania i tylko wymagania , ie czuje ciepla i uznania, ze sie ciesza z ejest dobrze.
Ciagle slysze zebym zycia nie zmarnowala, ze jak cos nie tak to z czym zosatne , bez magistra. Boze ! !! nie mozna cale zycie nas chronic.
jestem szczesliwa, mowie to im, bardzo! nie czuje sie gorsza ze jak inne kolezanki nie obronialam sie rok temu, ze zrobie to pozniej. Nie interesuje mnie to! Jestem szczesliwa z tym co mi przynosi dzien! Ale nie w domu, w domu nie odpedzam sie od stresu. Nie mam wolnosci., Nie moge wyjsc, bo po co ... mam siedziec w domu ( dobrze wiedza, ze cale studia biegalam tu i tam.. w domu bylam malo, taka juz jestem).
I teraz moje watpliwosci, moe znie watpliwosci, stres spowodowany domem i rodzicami.
mama ktora mowi ze che wnuki... ale juz ma , 3 - kę! tata ktory wyamga aby narzeczony sie wyspowiadal ( to akurat rozumiem, ale nie rozumiem , dlaczego nie zapyta!!!!!!)
no i narzeczony ( prawie), ktory mowi ze kocha, ze na zawsze , ale sie nie oswiadcza( prawdopodobnie przygotowywany ejst pierscionek rodzinny - podejrzewam).
Nie wiem , czy slub mam wziasc dla rodzicow ( chce moze nie za rok ale za 2-3 ) jesli mam weslee jakei bym chcaila musze na nie zarobic, oni nie sa w stanie go sfinansowac. to po co wymagania ze ma byc slub... skoro go nie pokryja .
po co pretensje, skoro zyje na swoim, zyje za swoje.
Nie wiem...
ja sie myle? oni się mylą??
Proszę o pomoc... o radę. Przyjaciolki ... radzą..ale potrzebuję kogos neutralnego... kto to przeczyta i stwierdzi swoja opinie...
dziękuje