marta_51
14.11.12, 15:42
Dogmat pierwszy i najwazniejszy - od psychologii jest psycholog. Sama wierzylam w niego przez wieksza czesc mojego zycia, impulsy do rozwoju czerpiac z ksiazek psychologicznych, artykulow, filmow…Bylam otwarta wylacznie ku gorze, na glosy naukowcow, najlepiej swiatowej slawy, zamiast zwracac uwage na grozace eskalacja konflikty z wchodzacym wlasnie w trudny wiek synem np.
Az wpadlam w czarna psychiczna dziure i okazalo sie, ze cala ta gromadzona przez lata wiedza nie jest w stanie mi pomoc. Stalam tak przed murem ze swiadomoscia, ze albo go juz, teraz przeskocze i pojde dalej albo pod nim zostane. Gdybym miala pieniadze, napewno wybralabym sie do psychologa, ale nie mialam; na szczescie – jak szybko mialo sie okazac.
Bo w rozpaczy poszlam w koncu jedyna droga, jaka mi zostala: zwrocilam sie w glab wlasnej duszy.
I znalazlam wyjscie w ciagu jednej tylko bezsennej nocy, a to byl dopiero poczatek rewolucji. Odzyskalam poczucie wlasnej wartosci i sile, od kilkunastu lat krocze prosta droga, nie potykajac sie co chwila o wlasne trzewia (jak wczesniej), ciesze sie harmonia zarowno wewnetrzna jak i z otoczeniem – blizszym i dalszym.
Moze ktos ma podobne do moich doswiadczenia i zechce zabrac glos?