Dodaj do ulubionych

koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?)

16.12.12, 17:45
pracuję w środowisku gier biurowych,
podchodów-odchodów,
silni słabszych tłamszą. szm*t połowę. kupa dziadów.

zakładałam habit. głowa na dół, jeden kolega, jedna koleżanka.
rano pierwsza w pracy, pierwsza z pracy.
żyć się dało w miarę neutralnie.
cichutko.
po łąkach mogłam po pracy sobie chodzić.
muzea, wystawy, teatry.
kanta czy schultza w pracy sobie obczajałam.
poezją się upajałam.

taka sierota
(pilnowałam tylko, żeby usługi świadczyć ani źle, ani dobrze, a przeciętnie)

ale, że szwajcarii bez kasy czy pasji (świętego do pracy)
zachować się nie da.
przyszły drapieżniki,
trampolinę mi na plecach zamontować chciały
no i się sypnęło wszystko.

wyszło szydło z worka, że po głowie chodzić nie pozwalam sobie.

one cwane, bezczelne, sowiecka mentalność.
ja kulturę posiadam jakąś jeszcze.
słownie się wybronić stoicko potrafię
ale to na zewnątrz stoik, a w środku aż cała się trzęsę.
(z moralnego oburzenia)

jak się uagresywnić?
piłeczkę odbijać,
i żeby mnie to nie dotykało tak głęboko?

sztuki walki?
boks trenować?
wydziarać sobie obydwa ramiona?
kolczyk w nosie typu krowa?
walki ruskich psów obstawiać?
filmy jakieś???
na dresiarskie osiedla po nocy się zapuszczać z szalikiem i doświadczenia nabywać?

nie chcę się nerwicy dorobić, a ustąpić (i dać sobie twarz podeptać) nie ustąpię.
prędzej zginę.
Obserwuj wątek
    • shachar Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 16.12.12, 18:28
      nie rob z siebie sieroty Marysi na biurowej posadzie. Albo masz miesien do zawalczenia o swoja pensje albo nie. Na dodatek mozesz nauczyc klasy paru kolegow, jesli to takie chamy. A jak nie, to idz do szkoly filozoficznej, zostan pelnoetatowym filozofem :-) Serio, ludzie w wieku 50 lat przekwalifikowuja sie.
      ps, najlepszy pracodawca 2012? Facebook.
      • shachar Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 16.12.12, 18:37
        to byl chyba moj 15ty post na ten watek, tym razem wyslany. Wczesniejsze zaczynaly sie od 'och jak ci wspolczuje' lub od 'wiem, jakie to potwory'. Ale na samym koncu to ten indywidualista jest ci..., ze daje zyciu krecic soba. Bo przeciez powinien zwolnic sie , zalozyc miedzynarodowa firme i podziekowac najwyzszemu za ten szczesny pomysl.
        To powodzenia :-)
      • larusse Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 16.12.12, 18:41
        Ale mnie pensja (wyższa) czy awanse niepotrzebne. Ja mam wszystko już co potrzebuję-mogę do śmierci na tym stanowisku i z tą pensją co teraz zostać.
        Ciekawsze rzeczy do roboty mam niż robota moja.

        One (te sowieckie artemidy, bo chłopcy szarmanccy raczej) stopnień wyżej robotę moją sprawdzają.

        Robotę swoją wykonuję przyzwoicie.
        Próbowały szmacić. Zabłoconymi buciorami po twarzy kopały. Stoicko podeszłam.
        Próbowały chwalić: pogratulowałam taktyki.
        Pora na trzecią drogę (sama ciekawa jestem)

        Mam być z nimi albo przeciwko.
        A ja swoimi drogami chadzam. Na dobrowolną niewolę nie pójdę.
          • larusse Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 16.12.12, 19:10
            Przerzuciły się dni temu parę na koleżankę moją mniej odporną psychicznie, a tak samo pracującą (w zasadzie to chyba nawet bardziej obcykaną). Skończyło się na płaczu jej (i realnych stratach finansowo-możliwościowych) i mojej wściekłości (dostało jej się za mnie).
            Okulary założyłam i ul ruszyłam
            (przy ocenie rocznej wyłożyłam managementowi kawę na ławę).

            Przygotowuję się raczej na pszczoły niż miód.
            Magiczną zbroję muszę wzmocnić. Tylko jak?
            Czy pora raczej nóż z szuflady wydobyć?
            (zamknąć oczy i patrzeć na flaki, które z brzuchów się wysypią)
    • to.niemozliwe Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 16.12.12, 19:12
      Pewnie nie trafi ci do przekonania, co napisze. Mamy dosc odmienne spojrzenie na swiat.
      Mi sie wydaje, ze do pracy warto chodzic po to, zeby angazowac sie i autentycznie miec z tego fraje. Z tego, co piszesz, to chodzisz dla pieniedzy. Wtedy, te gierki biurowe beda Cie wciagac. Bedziesz sie dawac wkrecac. Moim zdaniem, w tej sytuacji, lepiej trzymac sie tych kilku osob, ktore chca cos robic i rozwijac sie. Bo wtedy doskonalisz sie w tym co robisz w dobrej atmosferze, natomiast z innymi stosunki opieraj na relacjach sluzbowych.
      Jak bedziesz dobra w tym co robisz i lubic swoja prace, to w jakiej firmie bedziesz ja wykonywac bedzie zupelnie wtorne.
      • larusse Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 16.12.12, 19:22
        z dziewuchami, które mi po zmarłej matce podle pojechały ja rozmawiać nie zamierzam.

        ja się mogę (muszę) doskonalić (było-nie było za to mi płacą), ale z kimś kto się na tym zna (i to lubi), a nie z kimś kto karierę robi (i kogo szlag trafia, że ja w domu mieszkam, a ona w bloku i tyłek mam lepszy-nie przesadzam-to taka mentalność) i terror przecinka wprowadza.
          • larusse Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 16.12.12, 19:38
            bo tradycyjne metody próby wciągnięcia mnie w ich głupi dwór rozdanych ról się nie powiodły?
            bo są podłe? (jedna z nich w zasadzie-druga od tych podlejszych zagrań się odcina raczej- zawodowo tyka tylko)

            bo ja jestem szalona i czytam to co mówi do mnie tak jak czytam?
            bo ona jest chora?

            ja wierzę w ludzi, ale umiarkowanie.


            to.niemozliwe napisał:

            > Dlaczego Ci po zmarlej matce pojechaly?
            • clarissa3 Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 17.12.12, 11:51
              A nie ma tam jakichs zwierzchnikow? Moze w HR komus o tym powiesz? Niech trzymaja oko i gdy tamte nie fair sie zachowaja to je do porzadku przywolaja? Taka rola managerow - o tym ze sie ludzie zra miedzy soba kazdy wie - rozladowywac napiecia. To przeciez na gatunek twojej pracy wplynie, glowe zajmuje, stresuje niepotrzebnie, wiec ich interes zeby cie wesprzec i zadbac o wlasciwe warunki do pracy. A Ty nagrywaj?


              I postaraj sie mniej myslec o tym! Powodzenia!
                • larusse Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 17.12.12, 21:00
                  u mnie management młody, zdolny, to prawda, i szybko się uczy, ale mimo wszystko niedoświadczony...
                  kilka osób już prosiło o mediację. nic nie dało.
                  laska ich później obśmiała do ludzi (oczywiście famę puściła, że niby przełożeni też się śmiali).
                  skończyło się tak:
                  jednej dziewczynie ocenę obniżyli (po kasie poleciało, po możliwościach etc.), może i odstaje trochę merytorycznie, ale nadrabia charakterem, uczynnością, robi dodatkowe, łatwiejsze rzeczy, do których sama się zgłosiła etc. wcześniej było ok.
                  druga siedzi i wykonuje robotę za trzech i dokształca się w domu jak może (po zdrowiu i pogodzie ducha leci)
                  trzeciej zanim doszło do mediacji zdążyła zaszkodzić marną opinią (też po kasie, możliwościach->szuka nowej pracy-> mediacji już nie chce, bo i po co). pozostali sprawdzający zdziwieni, że jej akurat obniżono.

                  no i ja: takie niewiadomo co zostało.
                  najpierw zeszmacone. okiem nie mrugnęłam. odpychałam napór. śmiechem szczerym wybuchałam. swój czas nad ich kompem też odstałam. (stałam).
                  (ile mnie to kosztowało to wiem tylko ja)

                  nastąpiło: "one silnych nie zwalniają". pochwały się posypały. pracę moją zrobiły jak na urlopie byłam. wszystko nagle pięknie, ładnie. ja nic. podziękowałam. zapytałam ile mam zapłacić.

                  (jedną z nich lubię nawet, bo inteligentna (lubię inteligentnych) i autentyczna w sumie, pracę jak sport traktuje, druga podła, cwana i bezdennie głupia)

                  management się dowiedział nie ode mnie (że coś jest, nic konkretnie). od osoby, której powiedziałam co się dzieje prosząc o dyskrecję. upomnieli (ją). ja przed nimi udawałam, że nic nie ma i nic nie wiem (wolę sprawy po swojemu załatwiać. sobie bardziej ufam). spokój był chwilę. ode mnie się odczepiła (wtedy posypały się pochwały). przywaliła koleżance mojej.
                  To ja jak tylko okazja przyszła wyłożyłam wszystko przełożonym. Inni też swoje powiedzieli.
                  Na razie jest spokój. Na dni kilka, jak myślę.

                  Ale już k*rwami pod nosem rzuca (siedzę obok :) ).
                  no i zonk.
                    • larusse Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 17.12.12, 22:13
                      tam przełożeni nasi (zespołu) rocznik '86. mój rocznik (ale ja z końca roku)
                      wszyscy raczej zdolni, ale młodzi, młodzi...

                      romanse kwitną. ten sypia z tą, tamta z tamtym.
                      ta tego nie chciała, ten tej.
                      wychodzą razem po pracy i piją razem.
                      manager czasami też któryś wpadnie.
                      ja się trzymam z boku, ale plotek słucham.


                      to.niemozliwe napisał:

                      > Nie wiem, czy Ty dramatyzujesz, czy tam taki burdel. Ale cos mi sie zdaje, ze m
                      > anagement cos slabo sobie radzi, skoro tak w srodku wszystko buzuje i komunikac
                      > ja rownolegla-ukryta jest wazniejsza niz otwarta fair play.
                      • clarissa3 Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 17.12.12, 22:58
                        Oj, znam ten klimat, pamietam, pamietam, tak wlasnie bylo i u mnie... Ja wymaszerowalam, wykonczona, i myslalam dlugo o tym - troche zalowalam ze nie wzielam zdziry i nie pogadalam z nia otwarcie o sytuacji. Cholera wie co z takiej konfrontacji wyniknie, ale jesli stac cie by zimno z nia negocjowac to probuj. Innych pomyslow nie mam - takie to wytruc sie powinno, i juz;)

                        Wspolczuje ci! (Uwazaj na te robienie roboty za ciebie - to moze byc po to zeby wytknac szefowi ze nie jestes tam potrzebna). Pociesze cie moze wspomnieniem ze takie gnidy zawsze w kilka miesiecy po moim odejsciu wylatywaly z wielkim hukiem, bo z takim zapalem ryly ze az pod soba tez wyryly dol.
                        • larusse Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 18.12.12, 20:57
                          Ja z nią negocjować nie będę. Nie będę jej krzywdy (bo to jest, w gruncie rzeczy, wyrządzanie krzywdy) robić i dawać do zrozumienia, że zasługuje-by-z-nią negocjować.

                          clarissa3 napisała:

                          > Oj, znam ten klimat, pamietam, pamietam, tak wlasnie bylo i u mnie... Ja wymasz
                          > erowalam, wykonczona, i myslalam dlugo o tym - troche zalowalam ze nie wzielam
                          > zdziry i nie pogadalam z nia otwarcie o sytuacji. Cholera wie co z takiej konf
                          > rontacji wyniknie, ale jesli stac cie by zimno z nia negocjowac to probuj. Inny
                          > ch pomyslow nie mam - takie to wytruc sie powinno, i juz;)
        • sasiedka_sowietka Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 20.12.12, 15:10
          No wku...l mnie na maxa ten cpunski i alkoholicki troll!
          Odpie...sie ty ode mnie razem z tym swoim belkoczacym oslem, ktoremu publicznie czyscilas brudne pazury u nog!
          Jeszcze raz trollu pieprzony wpie...sz sie na nieswoje konto, to bedzie jeszcze bardziej po sowiecku, niz ci sie wydaje. To nie grozba, to jedynie ostrzezenie cpuno!
          • larusse Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 20.12.12, 18:16
            bardziej inteligentna sowietka. i chyba większa estetka.


            sasiedka_sowietka napisała:

            > No wku...l mnie na maxa ten cpunski i alkoholicki troll!
            > Odpie...sie ty ode mnie razem z tym swoim belkoczacym oslem, ktoremu publicznie
            > czyscilas brudne pazury u nog!
            > Jeszcze raz trollu pieprzony wpie...sz sie na nieswoje konto, to bedzie jeszcze
            > bardziej po sowiecku, niz ci sie wydaje. To nie grozba, to jedynie ostrzezenie
            > cpuno!
            • sasiedka_sowietka Gotuje estetycznie rosol 22.12.12, 13:11
              larusse napisała:

              > bardziej inteligentna sowietka. i chyba większa estetka.

              O tyle jest problem z rosolem, ze wymaga czasu i wyjatkowej estetyki... menty zawsze wyplywaja na wierzch, trzeba stac z sitkiem i zbierac.... a moze lepiej zaczekac, az wszystkie wyplyna, zebrac, zalac zimna woda no i czysto. Jednak wymaga to cierpliwosc, ktorej mam coraz mniej ... to czekanie az wszystkie wyplyna.
    • kropidlo5 Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 16.12.12, 20:43
      Metoa Aikido, czyli wykorzystanie sily przciwnika przeciw jemu samemu. Im wiecej walczysz, tym bardziej dajesz satysfakcje. Ktos, kto gnebi, liczy na zlosc, bunt, agresje, nerwice. Najlepszy podarek jaki mozna dac to sie w to wciagnac. Leoiej jest olac, to wtedy wraca do napastnika. Nie ma nic gorszego dla gnebiciela niz sytuacja, gdy po 'ofierze' wszystko splywa jak po kaczce, wtedy cala agresja wraca.
      Latwiej powiedziec niz zrobic, ale probowac mozna.
    • krytyk2 Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 17.12.12, 22:08
      ty sie kobieto otworz.
      wcale sie nie dziwie ludziom,ze zaczynaja cie naciskać.Egzystuje z nimi takie niewiadomo co,co chcialoby cicho i niezauwazalnie przejsc przez zycie.Chowalas sie a oni chca cie zobaczyć-jaka naprawde jestes,inaczej bedą cie postrzegac jako falszywą.
      To sie nazywa asertywnośc co tobie brakuje,nie myl -z agresywnoscią.
      • larusse Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 17.12.12, 22:18
        ja nawiązuję relację z tymi, z którymi ja chcę, a nie z tymi, którzy naciskają i siłą biorą.
        mnie tam ludzie w większości lubią. i ja lubię tych co lubię, a nie tych co lubić by się opłacało czy wypada.


        krytyk2 napisał:

        > ty sie kobieto otworz.
        > wcale sie nie dziwie ludziom,ze zaczynaja cie naciskać.Egzystuje z nimi takie n
        > iewiadomo co,co chcialoby cicho i niezauwazalnie przejsc przez zycie.Chowalas s
        > ie a oni chca cie zobaczyć-jaka naprawde jestes,inaczej bedą cie postrzegac jak
        > o falszywą.
        > To sie nazywa asertywnośc co tobie brakuje,nie myl -z agresywnoscią.
          • clarissa3 Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 18.12.12, 11:58
            i tak to Krytyku toczy sie - wykanczanie ludzi - ty tu chcesz przeniesc wine na Laruse, jej charakter - a to zwykly mobbing przeciez - i ty tu go teraz wspierasz!

            A moze tamta dostala polecenie znalezienia pomyslu na obciecie kosztow firmy? A tamta jej kumpela ryje nocami zeby po zwolnieniach robic robote za trzy osoby...? Bo posluszna i usluzna, i wtajemniczona... Laruse, moze te jakos przepytaj sprytnie, te glupsza!?

            W kazdym razie, nie daj sie stlamsic, nagrywaj wszelkie chamowy i szukaj sojusznikow w managemencie, moze i wyzszym tez. Powodzenia!
            • krytyk2 Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 18.12.12, 17:08
              moje problemy zawsze zwiazane sa z moim punktem widzenia,zaczynam zawsze od siebie:jak ja oddziaływuję na swiat,ze jestem tak a tak traktowany.Słyszałas o syndromie ofiary?Szukanie rozwiazania wlasnych problemów psychicznych na zewnątrz to droga donikąd.Nawet jesli hipotezy postawione przez ciebie odnośnie sytuacji w pracy Laruse moga byc sluszne,najwazniejsze jest to co ja z tym (z)robię.i na pewno nie są tu wskazane żadne ostre reakcje i manipulacje.Gra w manipulacje z manipulujacymi skonczy sie przegraną ,bo ich jest wiecej.
                • krytyk2 Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 18.12.12, 18:12
                  manipulacja kontra manipulacja,przemoc za przemoc..sama chyba zdajesz sobie sprawe,ze nie jest to droga naprawiania tego świata,lecz ścisłe dopasowanie sie do niego.Gdy odpowiem agresja na agresje, jedynie uciszam/zmuszam do milczenia/ agresora i zajmuje /w najlepszym przypadku/jego miejsce.Za duzo klamstwa jest dzisiaj,w to klamstwo dobrze wpasowuje sie ten ,kto intryguje i manipuluje.Jest to gra wciąż do jednej,tej samej bramki.nic sie nie moze w ten sposob zmienić.Tym co jedynie moze nas wyzwolic jest prawda.Prawda o nas samych dla nas samych moze wyzwolic nas,prawda o innych-moze wyzwolic innych.
                  Jedyny problem jaki tu widze-jak to robic w konkretnym przypadku.
                  • clarissa3 Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 18.12.12, 19:29
                    Krytyku, prawda jest taka ze w bambuko juz dawno zrobieni jestesmy - zakladanie na glowy baniek z kalejdoskopami czy rybkami kolorowymi nikogo nie uchroni bo i tak TO przyjdzie i wszystkich zniszczy. Problem jest w tym ze kazdy ma swoja szklana banke, taka prawde w glowie, i ni cholery z innymi nie idzie mu sie dogadac.. zeby wspolnie sie obronic, opor postawic, bo w miedzyczasie ci wierni forsuja w nadzieii ze wynagrodzeni suto beda - a to taka Larusse skopia, a to staruszke jakas pozbawia dachu nad glowa, a to zanekaja kobiety i bezbronnych, podnoszac wciaz ceny i zmieniajac zasady - a gawiedz nic tylko do psychoterapeutow biega zeby cos w ogole z tego ogarnac... a tam najczesciej slysza ze to ich wlasna wina...

                    Wariactwo! Jesli znasz jakis dobry sposob na obrone przed TYM, poza nie robieniem nic, to podaj!
          • larusse Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 18.12.12, 20:52
            zgoda, z tym, że
            nie: "jesteś bezpieczna", a "wydajesz się być",
            nie "wiedzą czego się mogą spodziewać", a "wydaje im się, że wiedzą".

            ja nie mam tyle energii, żeby jeszcze świat sobą zabawiać.
            mnie to po prostu męczy i tyle.

            krytyk2 napisał:

            > a ja o czym innym pisalem:jak jestes otwarta,to jestes wyrazista,masz okreslona
            > tożsamośc dla innych,jestes bezpieczna,bo wszyscy wiedza czego sie moga po tob
            > ie spodziewac i to z lubieniem kogoś/alias przestawaniem z kims /nie ma nic wsp
            > olnego.
            • krytyk2 Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 18.12.12, 21:11
              nie ma róznicy pomiedzy jestes dla innych bezpieczna a wydajesz sie im bezpieczna.byc spontanicznym ,naturalnym w zachowaniach a być asertywnym -leżą bardzo blisko siebie.Zarowno natura jak i sponte sua oznaczaja procesy bezwysiłkowe,coś co podmiot sam z siebie ,zgodnie ze swoja naturą "wytwarza".Zachowanie naturalne nie jest jeszcze jedną realizacją postawy manipulacyjnej.
              Pytaniem jest,czy postawy asertywnej/ew naturalnej ,spontanicznej/idzie sie nauczyc/Wydaje mi sie ,ze- nie.U źródeł chodzi o naturalna pewnośc siebie,o pierwotne lubienie siebie.To sie w danym momencie ma albo-nie.Jesli sie ma,to juz sie jest naturalnie asertywnym.Jesli sie nie ma -to zadne kursy asertywności nic tu nie dadzą.
              • larusse Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 18.12.12, 21:30
                krytyk2 napisał:

                > nie ma róznicy pomiedzy jestes dla innych bezpieczna a wydajesz sie im bezpiecz
                > na.

                Jest. W centrum stawia dwa różne podmioty. Ja (jestem) i Jemu (on) wydaję się być.
                Nie moją robotą jest zadbanie o to, by komuś/innym "wydawało się" dobrze.
                Mam masę innych obowiązków.



                > byc spontanicznym ,naturalnym w zachowaniach a być asertywnym -leżą bardzo b
                > lisko siebie.Zarowno natura jak i sponte sua oznaczaja procesy bezwysiłk
                > owe,coś co podmiot sam z siebie ,zgodnie ze swoja naturą "wytwarza".Zachowanie
                > naturalne nie jest jeszcze jedną realizacją postawy manipulacyjnej.
                > Pytaniem jest,czy postawy asertywnej/ew naturalnej ,spontanicznej/idzie sie nau
                > czyc/Wydaje mi sie ,ze- nie.U źródeł chodzi o naturalna pewnośc siebie,o pierwo
                > tne lubienie siebie.To sie w danym momencie ma albo-nie.Jesli sie ma,to juz sie
                > jest naturalnie asertywnym.Jesli sie nie ma -to zadne kursy asertywności nic t
                > u nie dadzą.

                Nie rozumiem. To namawiasz mnie to przezwyciężenia natury, co z góry jest, jak twierdzisz, skazane na porażkę.

                (jeśli źle coś zrozumiałam to od razu 'sorry'. padam na nos)
                • krytyk2 Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 18.12.12, 22:33
                  napisałem - w danym momencie.Więc zakladam,że dzis siebie mozna nie kochać,ale po pewnym czasie-np na skutek terapii,zdarzen jednostkowych np bycia szczęsliwie po/za/kochanym,można zacząc siebie kochać.w ten oto sposb zmieni sie "natura" nas samych.Nikt nie rodzi sie z nienawiscia do samego siebie ani nikt tez nie jest skazany na to ,zeby z nia umierac.
                  • hatroha Zadowolenie 19.12.12, 12:51
                    Nic tak nie wku...a innych, jak własne zadowolenie...Wystarczy być zadowolonym, to tak jakbys innych biła pięściami po mosznie.
                    • facettt Zadowolenie - a coz to Cie zaima ? 19.12.12, 15:45
                      hatroha napisał:
                      > Nic tak nie wku...a innych, jak własne zadowolenie...Wystarczy być zadowolonym,
                      > to tak jakbys innych biła pięściami po mosznie.


                      Byc moze. Tylko co to Cie obchodzi ?
                      A jesli obchodzi, to masz problem ze zbytnia zaleznoscia (emocjonalna) od innych.

                      Mnie interesuje tylko MOJE zadowolenie (naturalnie osiagniete w zgodzie z prawem
                      i nie kosztem innych),
                      a jezeli inni mi tego zazdroszcza, to ich sprawa. Mnie to lata i powiewa.
                        • facettt Czyli Interesy. 23.12.12, 18:37
                          czyli Interesy i zaleznosc zawodowa.
                          wtedy jasne, ze swoje zadowolenie lepiej ukrywac.

                          Jestem niezalezny zawodowo.
                          (samodzielny specjalista, mam swoja dzialke i tyle)

                          I promienuje wobec otoczenia szczesciem.
                          nie patrzac na reakcje.
                          Gdyz uwazam, ze to stan naturalny, ze szczery stan ducha sie otoczeniu pokazuje.
                          a ludzie sie do szczesliwych raczej garna, przed nieszczesciem uciekaja...
    • to.niemozliwe Hej, Szamanko! 20.12.12, 20:21
      Masz moze jakas propozycje dla Larusse, jak ma nauczyc sie tej kontrolowanej agresji ktora zalecasz czasami, zeby poradzic sobie z problemem?
      Pytanie neutralne, po prostu ciekaw jestem co proponujesz?
      • marek.dudys Re: koniecznie się uagresywnić muszę. (jak?) 21.12.12, 15:33
        Założyłem grupę na Naszej-Klasie, można ją znaleźć pod adresem: nk.pl/#grupy/502837 I nie przeczę że głównym motywem jej założenia jest chęć zdobycia...sprawności "wodzireja", a przynajmniej że pomysł podsunęła mi właśnie taka możliwość. Opisałem cele i założenia grupy a tu tylko nieco je rozwinę i sprecyzuję: po pierwsze dla tych którzy termin NLP słyszą po raz pierwszy lub...słyszeli już w negatywnym kontekście ( i tak bywa najczęściej): powstanie NLP; przypisywane jest Grindlerowi i Bandlerowi i datowana na wczesne lata siedemdziesiąte dwudziestego wieku, czyli 1970-74.Z moich ustaleń wynika, że "oskarżany" o sprecyzowanie założeń jest Iwan Pawłow i jego słynne doświadczenie z psem i dzwoneczkiem, udowadniające związki i skutki bodziec-reakcja.Natomiast podwaliny ma NLP niewątpliwie w żydowskiej kabale i wielu uprawiających ją dziś Hasydów może o NLP powiedzieć więcej niż ja, czego się nie wstydzę bo wielu do dziś traktuje te fakty jako tajemnicę i odsłanianie jej może przynieść tylko pożytek ogółowi ( nie myślę tu o finansowej stronie takich odkryć, chociaż kto wie...).No i wracamy do poruszonego wcześniej tematu "zrażania" do tego, jak mówią niektórzy-szamaństwa.Proste: im mniej osób będzie potrafiło stosować wzory zaczerpnięte z NLP w życiu, tym więcej zostanie do podziału dla tych co zrazić potrafią.Bo następna definicja NLP to:psychologia behawioralna, psychologia zachowania którą to każdy student psychologii, socjologii czy zarządzania poznaje, pod taką czy inną nazwą. A fenomen NLP polega na tym, że żeby wiedzę taka zdobyć nie trzeba studiować, dla wielu etap dotarcia do auli studenckiej jest nie do przebycia z takich czy innych powodów i takie kompendium wiedzy o ludzkiej psychice jest bezcenne a oferowane za darmo lub (w odróżnieniu od kursów NLP) prawie za darmo-niemal głupotą autorów niewątpliwie licznych wpisów na mojej grupie NK:). Ponieważ zamierzam zaprosić do uczestnictwa osoby zza oceanu, część wpisów własnych będzie po angielsku, jest to obecnie oficjalny język Unii a posługuję się "obrazowym" kanadyjskim ( bo nie z USA) angielskim czyli nikomu trudności rozszyfrowanie o co mi chodzi nie sprawi.I ostatnie wyjaśnienia: dlaczego na NK? Ot, tak, gdyby taką możliwość dał Facebook lub Twitter albo Xing i była ona (ta możliwość) tak dla mnie atrakcyjna jak na NK, założyłbym tam.Czy NLP można kojarzyć z Hitlerem, ludobójstwem lub neofaszyzmem?..doskonale obmyślona bzdura by wszystkich odżegnujących się od takich idei mieć "z głowy" (nb. baardzo mądre rozegranie).Pozdrawiam i zapraszam na mego bloga i do mojej nowo powstałej i wiele rokującej grupy.

        Pozdrawiam i miłego dnia, Wesołych Świąt i Super Nowego Roku (jako że końca nie będzie):)

        Marek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka