O tym co powstaje z toksycznego rodzica

17.12.12, 14:58
Dopiero kiedy urodziłam własne dziecko, dowiedziałam się jaka jest moja mama. Poznałam ją dzięki radom i wskazówkom, jakie mi dawała przy opiece nad moim dzieckiem. Pewnego dnia, dosłownie w ciągu kilku minut zrozumiałam, dlaczego jest dla mnie tak obcą osobą. Moja mama jest osobą toksyczną. Takie to teraz modne stwierdzenie...
Ponieważ nie jestem osobą, która nadużywa słów zawsze, wszystko i innych takich skrajnych stwierdzeń, powiem, że przez większą część mojego życia mama była dla mnie, jak lizak lizany przez papierek albo jak ładna bluzka na wystawie za szkłem. Taki ktoś, kogo nie można poczuć.
Popełniłam w życiu wiele błędów, wiele razy poszłam na skróty, dzisiaj za to płacę wysoką cenę...Ale nie o tym chciałam napisać.
Chodzi o to, że moja mama była nadopiekuńcza. Chciała mnie uchronić przed CAŁYM złem tego świata, a przy tym sprawić by moje życie było wygodne i "lepsze" od jej życia. Problem w tym, że stworzyła kogoś, kto boi się dorosnąć. Uwiera mnie to!
Wiele zmieniłam w swoim zachowaniu, przestałam chodzić na skróty, w wieku blisko 30 lat uczyłam się, jak dobrze przyjmować porażki. Ile ja rzeczy w życiu nie zrobiłam, tylko dlatego, że bałam się, że mi nie wyjdzie.
Byłam na terapii, która mi bardzo pomogła. Pomogła mi w tym, żeby nie bać się zadawać sobie trudnych pytań. Zrobiłam rachunek sumienia i miało już być łatwiej. Ale nie jest...
Został mi do rozwiązania ostatni problem. Praca, to słowo spędza mi sen z powiek. Aktualnie zarabiam pieniądze, ale przyszedł czas, że muszę z tych pieniędzy zrezygnować. Muszę dla siebie, żeby iść o krok dalej. Potrzebuję normalnej pracy, takiej o którą sama się postaram. Mam CV, mam list i mam potencjalne miejsca, gdzie mogę zapytać o pracę. Wszystko się kończy paraliżującym strachem, kulka w gardle i pozamiatane. W głowie mam wtedy tylko słowa mamy, że praca jest trudna, że szef może się trafić nie taki, że ludzie są be, że trzeba się umieć dogadywać, że ma się więcej obowiązków, niż te umówione na początku, że źle płacą. Mogła bym jeszcze chwilę pisać...W takich chwilach przychodzi mi do głowy jedna myśl- czy ja jestem niepełnosprawna umysłowo, że moja mama uważa, że sobie nie poradzę w najprostszej pracy, bo nie oszukuję się, na początku taką będę miała. W lo pracowałam, potem chwilę "robiłam coś swojego", ale ciągle słyszałam od mamy "nie pakuj się w to gó... zwane pracą". Teraz sytuacja trochę się zmieniła, mamie też zaczęło chyba ciążyć, że pracuje u niej i coraz częściej mówi o jakiś obniżkach wynagrodzenia albo nawet o tym, że pracy może nie być za jakiś czas. Może ona też coś zrozumiała. A ja po prostu czuję, że się zasiedziałam na ciepłej posadce i jestem na siebie zła. Tak wiele w ostatnim czasie zrobiłam dla siebie, spojrzałam na siebie krytycznie. To nie było łatwe, został ten jeden krok, którego nie umiem zrobić.
Może ktoś mi pomóc? Ktoś napisze, że chodzenie do pracy, to nie jest koniec świata? Że są normalne firmy, w których da się uczciwie zarobić (nie chodzi o dużo)?
    • kropidlo5 Re: O tym co powstaje z toksycznego rodzica 17.12.12, 15:43
      bankierzy zarobili miliony i przy okazji zdemontowali pol gospodarki- i nic ich nie rusza. sady nic z tym nie zrobily, rzad tez. pilkarze co wyjda na boisko to kolejny blamaz i tez sie smieja, szczegolnie lewandowski, ktory jakos w reichu strzelac umie. co minister to mniej kompetentny, tupolwe spadl bo na calej linii wszyscy dali dupy a na stadionie narodowym zamkneli dach jak bylo slonce a jak blya ulewa to otworzyli i jeszcze zalozyli zla trawe. i sie smieli.
      a my maluczcy sie zamartwiamy, bo na kase fiskalna sie zla cena nabila, oh boszz....
      • shachar Re: O tym co powstaje z toksycznego rodzica 17.12.12, 15:56
        to samo mialam napisac :-)
      • czteryzywioly Re: O tym co powstaje z toksycznego rodzica 17.12.12, 16:13
        No co mam począć na faktem, że na życiu maluczkich moje istnienie się zaczyna i kończy.
        • kropidlo5 Re: O tym co powstaje z toksycznego rodzica 17.12.12, 16:30
          Chodzilo mi o pewne proporcje, dystans. Jak sie pomylisz w pracy to co sie stanie? Nic. Najgorsze co sie moze stac to stracic prace, ale to skrajnosc. Kazdy sie myli, szef tez. Wiem, ze latwo mowic, jak jest sie perfekcjonista, ale perfkecjonizm to wada a nie zaleta, warto sobie to uswiadomic.
          • a_propos22 Re: O tym co powstaje z pospiesznego formułowania 19.12.12, 17:32
            kropidlo5 napisał:

            > ale perfkecjonizm to wada a nie zaleta, warto sobie to uswiadomic.
            No to uświadom sobie,że bałaganiarstwo to zaleta !!
            Zanim sformułujesz sąd , znajdź pojecie przeciwstawne i odwrotnie je oceń.
            Relacja powinna byc symetryczna !
            Perfekcjoniści polecieli TU 154?
            • kropidlo5 Re: O tym co powstaje z pospiesznego formułowania 19.12.12, 18:13
              Perfekcjonizm rozumiemy tutaj jako pojecie psychologiczne i w takim ujeciu jest on traktowany jako objaw nerwicowy. Balaganiarstwo tez tez wada, obie skrajnosci sa wadliwe.
              Perfekcnjonizm nie dopuszcza bledow- a te sa nieuknione- a najgorsze jest to, ze czesto prowadzi do prokastynacji i biernosci.
              Tupolwe spadl przez balaganiarstwo skrajne, a nie brak perfekcjonizmu. A wlasciwie to byl swego rodzaju odwrotny perfekcjonizm- zamiast powiedziec 'nie, nie laduje, nie dam rady' to pilot uznal, ze co, on nie da rady? Przeciez on zawsze da rade, nie dopuszczal mozliwosci pomylki i to byl blad.
    • l.witch.l To trudny temat... 17.12.12, 15:56
      Nie da sie tak na kilka slow. Nadopiekunczy rodzic, to rodzic- ktory jako osoba budzi silne uczucia ambiwalencji. Dziecko raz go kocha,a raz nienawidzi.
      Nadopiekunczosc to forma tzw. "Reakcji pozorowanej"- wynika z projektowania czegos odmiennego na zewnatrz, niz stan rzeczywisty.

      I tak u ludzi wystepuje ta cecha dosc czesto. Wtedy gdy np. troszcza sie o kogos nadmiernie. "A to uwazaj na dordze, abys sie nie poslizgnal..." " A to uwazaja w pracy, w szkole itp." W sumie zagluszaja swoje wlasne uczucia np. wyrzuty sumienia albo wlasny strach przed przykrosciami.

      W twoim wypadku twoja matka projektuje wlasne strachy i fobie na ciebie, to jest jej stres i obawy- a nie twoje. Twoja rzeczywstosc i twoje pojecie sytuacji w zderzeniu z jej wywoluje u ciebie potworne leki. Jak zimny kubel wody na gorace cialo...Ta dezorientacja wywoluje ten lek, ktory czujesz...Bo nie wiadomo, gdzie ten lek i te stany zaszufladkowac...w twojej jazni.

      Musisz sobie uswiadomic, ze matka nie jest jasnowidzem, poza tym, ona sam ma ogromne problemy, ktore balansuje poprzez ciebie. Jej po takiej rozmowie z toba i twojej reakcji jest lzej.

      I albo sie od matki zaczniesz uwalaniac np. poprzez terapie, albo skonczysz, gdzies jako silnie zaburzona jednostka- z kompletnie przegranym zyciem.

      • czteryzywioly Re: To trudny temat... 17.12.12, 16:18
        Dzięki za konkretną odpowiedź.
        Ja czuję się gotowa do pracy, nawet robiłam coś na własną rękę, ale po prostu przyszedł taki czas, że na własną działalność zabrakło mi czasu wtedy i przestałam. A może po prostu przeważyło mamy "pracuj u mnie, bo to pewniejsza branża". Coś musiałam wybrać...
        Na terapię teraz mnie na razie nie stać, bo na poprzednią sporo wydałam.
        Samo znalezienie pracy nie będzie rozwiązaniem?
        • l.witch.l Re: To trudny temat... 17.12.12, 16:38
          Odzyjesz na swoim, czyli jak najdalej od toksycznej nadopiekunczej mamy. Nowa praca pozwoli odetchnac, problemy sa zawsze i wszedzie. Sa one nam wrecz potrzebne, bo wtedy najwiecej sie uczymy, a takze nabieramy wiary w siebie i swoje mozliwosci.

          Szkoda,ze poprzednia terapia nie zadzialala. Mysle,ze musisz nauczyc sie kontrolowac, panowac nad jej wplywem na twoje zycie i wybory.
          //Pozdrawiam...:-)
          • czteryzywioly Re: To trudny temat... 17.12.12, 16:50
            To nie tak, że nie pomogła. W dużej części dzięki niej powiedzmy, że wydłużyłam smycz. Mama jest osobą, która manipulowała mną za pomocą emocji na zasadzie: mam prośbę do Ciebie i nie mam innej osoby, którą mogłabym poprosić. Wiem, że to dla Ciebie utrudnienie i bardzo Cie przepraszam, że Cię proszę, ale czy mogłabyś to dla mnie zrobić.
            Albo jak możesz tak do mnie mówić, tak mnie traktować, ja wszystko dla Ciebie (a powód takich słów, to np. na moje, że sama wiem, jak opiekować się dzieckiem i że nie chcę tak, jak ona mówi).
            • horpyna4 Re: To trudny temat... 18.12.12, 10:59
              Powiedz jej wyraźnie, że nie chcesz tak się opiekować dzieckiem, jak ona mówi, bo nie chcesz, żeby dziecko było tak nieszczęśliwe, jak Ty.

              Powiedz mamie wyraźnie, co było niedobrego w wychowywaniu przez nią. Podkreśl, że zdajesz sobie sprawę z tego, że chciała dobrze, ale wyszło źle. Najwyżej się rozpłacze, ale może coś zrozumie. A jeżeli dalej będzie usiłowała manipulować Twoimi uczuciami, to powiedz jej to, nazywając rzecz po imieniu.

              No i oczywiście szukaj innej pracy, może odcięcie pępowiny pomoże w oczyszczeniu atmosfery.
        • szaman.ka Re: To trudny temat... 17.12.12, 17:00
          Piszesz,że na poprzednią terapię sporo wydałaś,a ja mam wrażenie,że ten post napisała osoba,która wcale nie przeszła terapii.
          Nazywasz matkę toksyczną i obwiniasz o swoje lęki i brak samodzielności? A ja sobie myślę,że było Ci tak wygodniej,gdy matka prowadziła Cię za rączkę,i osłaniała przed każdym podmuchem zimnego wiatru,a teraz w końcu, chciałabyś stanąć na własnych nogach,lecz się boisz,bo wiesz,że matka dłużej nie będzie Cię osłaniać.
          Nie ma innego sposobu na dorosłość niż wziąć na siebie odpowiedzialność za własne decyzje i ponosić konsekwencje swojego zachowania.
          Chcesz zmienić pracę? Piszesz,że masz przygotowane CV i tylko się boisz ? To weź to CV i rozsyłaj tak długo,aż dostaniesz zaproszenie na rozmowę rekrutacyjną.Czy Ci się uda ? Nie wiem,ale na pewno Ci się nie uda jak nie będziesz próbować.
          Napisałaś całą listę negatywnych przekonań Matki na temat pracy.Nie napisałaś natomiast ani jednego Twojego przekonania na ten temat.Musisz starać się wypracować własne zdanie o wszystkim i w ten sposób uniezależnić się od opinii Twojej mamy.Zrób sobie taką samą listę Twoich przekonań,a gdy się okaże,że też te przekonania są negatywne to je przekształcaj na pozytywne.
          Pewnie na tej drodze popełnisz jeszcze niejeden błąd,lecz nie ma innej drogi niż; ćwiczyć,ćwiczyć,ćwiczyć.
          • czteryzywioly Re: To trudny temat... 17.12.12, 17:28
            Nie obwiniam jej o nic. Dzięki terapii przestałam...Przecież napisałam, że się zasiedziałam i że na siebie jestem o to zła. Poza tym nie wszystko jest takie czarno-białej w życiu. To, że nie mam do niej pretensji, nie oznacza, że ona nie ma swojego udziału w moich lękach. Bo jak moje, na razie małe dziecko, robi jakiś trudny krok, to stoję za nim i go wspieram, a moja mama mówiła mi "nie rób tego, bo coś tam...".
            Moja mama nadal chce mnie osłaniać, ale to ja nie chce. Tak boje się, coś w tym złego? Ty się niczego nie boisz? Tylko, że ja nie mogę zlokalizować tego, czego tak naprawdę się boję, bo jak już pisałam, pracowałam kiedyś i miałam swoją działalność.
            • mona.blue Re: To trudny temat... 17.12.12, 18:38
              Spróbuj może spisać swoje obawy co do podjęcia pracy - podobno jak się pisze, to łatwiej dojść do tego, co naprawdę mamy "w głowie".
            • szaman.ka Re: To trudny temat... 17.12.12, 19:31
              Twój post, a nawet jego tytuł, przeczy temu co teraz napisałaś.
              W Twoim poście przebija mnóstwo pretensji do matki.
              Przepraszam jeśli to odebrałaś jako atak,lecz ja Cię nie chcę atakować,tylko próbuję powiedzieć,że mimo psychoterapii nadal nie widzę,że potrafisz wziąć odpowiedzialności za siebie,a psychoterapia powinna Cię tego nauczyć.

              Twierdzisz,że nie masz pretensji do matki,a jesteś zła na siebie ?
              Ja na Twoim miejscu miałabym pretensje do matki,gdyby nadal mi takie teksty podsuwała jak Twoja,to powiedziałabym jej;" Mamo przestań mnie zaczarowywać !
              Przez Twoje ciągłe wygłaszanie takich negatywnych opinii jestem pełna lęku i boję się wszystkiego.Boję się zachowywać jak osoba dorosła,bo ciągle słyszałam i słyszę jakie to pełne niebezpieczeństw. Ciągle tylko słyszę od Ciebie,że nie dam sobie rady,bo świat i ludzie są źli i zrobią mi krzywdę."
              Zapytaj jej,czy nie uważa,że najwyższy czas,by Ci pozwoliła decydować o sobie i żyć na własny rachunek ? Przypomnij jej ,że masz już 30 lat i własne dziecko.Bez takiej rozmowy z nią nic się między Wami nie zmieni.

              Pytasz czy ja się niczego nie boję?Oczywiście,że się boję.Trzeba się nauczyć przezwyciężać swoje lęki,a nie pozwalać im się kumulować.
              • czteryzywioly Re: To trudny temat... 17.12.12, 19:57
                Dobrze przeczytać zdanie osoby, która patrzy na to wszystko z boku. Nie czuję się zaatakowana, nie po to napisałam, żeby teraz w każdym złym słowie widzieć atak. Źle mnie odebrałaś, albo ja źle napisałam. Nie wiem, dzięki za zainteresowanie.

                Terapia, na którą chodziłam, była bardziej skierowana na mnie. Jak ją zaczynałam, nie wiedziałam czym mam nogi związane, że tak niewygodnie mi się żyje. Na terapii szukałam bardziej tego, czego potrzebuję, a nie tego, kto mi co utrudnia. Siebie szukałam.
                Nie mam do niej pretensji. Już z nią takie "gadki" przerabiałam. Zawsze kończyło się tym, że mama robiła z siebie ofiarę w stylu: "jak możesz mi to mówić, jak możesz tak o mnie myśleć, obcy ludzie uważają mnie za dobrego człowieka, a czemu Ty nie..." i różne takie. Przestałam z nią rozmawiać na nasz temat. Odpuściłam, bo tego nie zmienię. Mama panicznie boi się przyznać przed sobą, że popełniła błąd.
                Uważam, że jestem krok dalej, bo przed sobą przyznałam się do tego, że dobrze mi było jechać na jej grzbiecie. Wygodne to jest po prostu. A zmienić to chcę dlatego, że za duże koszty są z tym związane i widocznie wygodne życie nie dla mnie.
                Mojej mamie wydaje się, że to co ja robię jest na jej rachunek i nie wierzy we mnie i boi się, że jej wypracowana opinia ucierpi, jak ja popełnię błąd. W ostatnim czasie zanegowała wiele moich decyzji, minął mi trudny czas związany z mamą, w ogóle rodziną. Żeby być sobą, muszę odrzucić wiele poglądów, w których się wychowałam. Moja mama nadal przy nich pozostaje i nie może tego przeżyć, że ja już podziękuję.
                • szaman.ka Re: To trudny temat... 17.12.12, 21:36
                  Nie wiem jak z nią rozmawiałaś,ale też wiem,że z reguły takiej mamie bardzo trudno się przyznać do błędu.Musiałaby zakwestionować wszystkie swoje przekonania życiowe,a to raczej jest mało prawdopodobne.Ja wierzę,że w jej mniemaniu ona chce dla Ciebie jak najlepiej,lecz wyrządza Ci w ten sposób krzywdę.
                  To,że obcy ludzie uważają ją za dobra osobę,to wcale nie przeszkadza temu,że wobec Ciebie się zachowuje w sposób,który Cię pozbawia energii i siły do przezwyciężania przeszkód jakie stawia przed każdym życie i temu musisz się przeciwstawiać,by poczuć,że jesteś odpowiedzialna za swoje życie i żyjesz na własny rachunek.
            • leda16 Re: To trudny temat... 18.12.12, 12:36
              czteryzywioly napisał(a):

              > Nie obwiniam jej o nic. Dzięki terapii przestałam


              Tylko ci się wydaje. Ale na prawdę jest tak, jak tu ktoś zauważył: złość i pretensje do mamuśki. A ona chciała jedynie pyłki ci spod nóg usuwać. Coś złego to jest, toksyna? Załatwiła pracę, dach nad głową, ale ciągle źle. Ty sobie ubzdurałaś Zosię-samosię strugać. Mama w tym przeszkadza. No to zwijaj manatki, razem z dzieckiem malutkim (odnoszę wrażenie, że nieślubnym) pod most się wynieś albo mieszkanie wynajmij. Tylko ciekawe za co? Za alimenty od ojca dziecka? Nie piszesz jaki masz zawód, doświadczenie, kwalifikacje, ale lęki masz na własnych nogach stanąć. Słusznie. Jest recesja dzidzia i tysiące młodych po wyższych studiach z biegłą znajomością 3 języków obcych pośredniaki okupuje. Pracy dla nich nie ma. A ty się boisz, że może pracodawca od razu capnie i do kieratu zagoni. Śpij spokojnie - nie zagoni, zwłaszcza gdy się dowie, że małe dziecko masz i co rusz opiekę nad dzieckiem chorym będziesz brała. Zresztą zwolnienie na zdrowe też ci przysługuje. Już nie pamiętam ile dni w roku. Więc jak wysokie mniemanie o swoim samosiostwie byś nie miała, atrakcyjna dla pracodawców to ty nie jesteś.


              Bo jak moje, na razie małe dziecko, robi ja
              > kiś trudny krok, to stoję za nim i go wspieram, a moja mama mówiła mi "nie rób
              > tego, bo coś tam...".


              Ale w żłobie, gdzie musisz go oddać na czas pracy (chyba że jednak na pomoc mamuśki liczysz) wychowawczyni mająca na głowie 30 dzieci wspierać go nie będzie. Najwyżej parę razy grzmotnie tyłkiem o dywan to szybciej chodzić bezstresowo się nauczy.


              Tak boje się, coś w tym
              > złego? Ty się niczego nie boisz? Tylko, że ja nie mogę zlokalizować tego, czeg
              > o tak naprawdę się boję,


              To i widać, że nie masz czego się bać. Ludzie boją się konkretnych rzeczy - śmierci dziecka, męża, rodziców, utraty zdrowia, dachu nad głową. Ty się po prostu nad sobą rozczulasz i ustawicznie swoje "ja" rozpuszczone masz na uwadze. Nie uczucia matki ani nawet własnego dziecka do żłoba przemocą ciśniętego tylko po to, żebyś ty mogła zarabiać jakieś nędzne 1000 zł i mamuśce się postawić.


              bo jak już pisałam, pracowałam kiedyś i miałam swoją d
              > ziałalność.


              No to czemuś ją przerwała? Podatki za wysokie były czy towar nie schodził? Bo niby czemu miałby schodzić, żeby twoje chciejstwo zadowolić? Ty nawet kalkulacji kosztów nie zrobiłaś, co lepiej się opłaci - matkę nadal wykorzystywać mordą w podzięce za jej dobroć szargając, czy wyprowadzić się i zacząć zarabiać na siebie i dziecko. Boisz się wiedzieć jakie masz możliwości? A pewnie żadne dzidzia, jak tysiące lepszych od ciebie. Więc całuj rękę, która cię karmi zamiast ja kąsać i swoje humory wyładowywać. Pociesz się, że pracodawcy o ile takowego znajdziesz, też nie podskoczysz. Rzeczywiście, matkę masz toksyczną bo cię całe życie ochraniała zamiast spluwę kupić i strzelać nauczyć jak mamuśka tego psychopaty, który ją i 27 niewinnych ludzi zabił. Taki był uważasz na toksyczną mamuśkę wku...ony.
              • czteryzywioly Re: To trudny temat... 18.12.12, 13:18
                Ty tak na poważnie? Czy ironia przez Twoje słowa przemawia? Bo jak na poważnie, to wg Twojego pkt. widzenia mogę sobie w łeb strzelić. Nigdy nic nie osiągnę, skoro taki jest rynek pracy w Polsce. Pewnie jesteś starsza i wiesz lepiej niż ja.
                Mam męża i nie mieszkam z mamą i wcale nie jestem taka rozkapryszona, jak napisałaś. Chyba, że rozkapryszenie widzisz w tym, że chcę się usamodzielnić, bo widzę, jaka ta sytuacja jest beznadziejna...
                Doświadczenie, kwalifikacje mówisz? Gdybym je miała, to bym żadnego pracodawcy szukać nie musiała, bo bym sama sobie była pracodawcą.
                • kropidlo5 Re: To trudny temat... 18.12.12, 15:23
                  Leda a silna tendencje do bronienia rodzicow jesli jest opisany jakis konflikt rodzice vs dzieci, takie jest jej podejscie i musisz na to wziac poprawke.

                  Co do toksycznych rodzicow w ogole, to jakis czas temu uswiadomilem sobie na czym polega problem z takimi rodzicami ( a sam mam takie doswiadczenia). Wedlug mnie zdrowy rodzic postrzega swoje dziecko (nawet dorosle) jako przedluzenie siebiie, jako czesc siebie, natomiast toksyczny rodzic postrzega wlasne dziecko jako konkurenta.
                  To moze sie objawiac w rozny sposob, moze to byc ciagla krytyka a moze i nadopiekunczosc, moze byc chlod emocjonalny czy przemoc, moze byc zaniedbanie, moze byc uwiazywanie emocjonalne. Wszystko to ma wspolny element- rodzic nie patrzy na interes dziecka, tylko na wlasny, wiecej- taki rrodzic uwaza, ze interesy dziecka i jego samego sa sprzeczne, w rezultacie musi zdominowac dziecko i w swoim pojeciu bronic wlasnych interesow.
                  Rodzice i dzieci powinni na pewnym etapie rozdzielic sie po partnersku (nawet biblia mowi, ze mezczyzna opusci swych rodzicow i wezmie kobiete i zaloza nowa rodzine). Co nie kloci sie z kontunuacja wspolnoty interesow, poczucia takiej wspolnoty, bo oczywiscie w prozie zycia zawsze sa jakies male konflikty.
                  Czy jezeli ja bede czul sie dobrze, zdobywal trofea, podrywal piekne kobiety, mial lekka prace za duze pieniadze, podrozowal po swiecie, jadal w dobrych restauracjach, dobrze sie ubieral i chodzil do dobrego fryzjera- to czy matce czy ojcu cos sie od tego zlego stanie? (mowie o zyciu za wlasne pieniadze co oczywiste)
                  Czy jezeli rodzic przyzna albo wrecz sam powie, ze jestem fajny, ciekawy, madry i wart szacunku, to czy roddzicowo sie cos zlego od tego stanie? Nie mowie o braku krytycyzmu i slepej fascynacji- ta bylalby szkodliwa- mowie o zdrowej akceptacji, szacunku, dostrzeganiu dobrych stron. Czy rodzic na tym jakos straci?
                  Odpowiedz jest oczywiscie nie, ale toksyczny rodzic, ktory postrzega dziecko jako konkurenta, uwaza, ze straci. Taski rodzic musi dowalic, umniejszyc dokonania, uwypuklic wady, utrudnic zycie- bo w ten sposob sam sie dowartosciowuje, kosztem dziecka, kosztem konkurenta.
                  • leda16 Re: To trudny temat... 18.12.12, 16:35
                    kropidlo5 napisał:
                    > Czy jezeli ja bede czul sie dobrze, zdobywal trofea, podrywal piekne kobiety, m
                    > ial lekka prace za duze pieniadze,



                    Jesteś rozbrajający Kropidło :)))). Jak się ma to podrywanie pięknych kobiet po założeniu rodziny? A jak znajdziesz lekką pracę za którą jakiś imbecyl zechce Ci płacić duże pieniądze, koniecznie daj mi znać. Polecę tam w try miga i wyrwę Ci ten stołek spod dupy :)
                    • kropidlo5 Re: To trudny temat... 18.12.12, 17:34
                      leda16 napisała:

                      > kropidlo5 napisał:
                      > > Czy jezeli ja bede czul sie dobrze, zdobywal trofea, podrywal piekne kobi
                      > ety, m
                      > > ial lekka prace za duze pieniadze,
                      >
                      >
                      >
                      > Jesteś rozbrajający Kropidło :)))). Jak się ma to podrywanie pięknych kobiet po
                      > założeniu rodziny? A jak znajdziesz lekką pracę za którą jakiś imbecyl zechce
                      > Ci płacić duże pieniądze, koniecznie daj mi znać. Polecę tam w try miga i wyrwę
                      > Ci ten stołek spod dupy :)
                      >

                      No jak sie ma juz rodzine, to juz nie, ogolnie chodzilo mi o zasade, zeby zyczyc innemu/dziecku powodzenia, lekkiego i przyjemnego zycia. Nie oszukujmy sie, kazdy woli lezec na plazy niz tyrac w kopalni, jak ktos laczy prace z hobby to jest szczesciarzem.
                      Jesli traktujesz kogos jako czesc siebie to mu dobrze zyczysz, nei zazdroscisz, no chyba ze jest jakas niesymetria (np rodzice klepia biede w nieogrzanym domu a syn jezdzi ferrari).

                      Jesli matka czy ojciec mowi do 15 letniego dziecka 'ty jeszcze pojdziesz do roboty to poznasz smak roboty, chcialbys sie lenic ale nie bedzie tak haha' to jest wlasnie podejscie konkurenta i zawistnika. Jesli rodzice maja pretensje do dorslego dziecka, bo za swoje pieniadze jedzie na urlop gdzies do Francji i szydzi, ze 'sie zachcialo wycieczek i luksosow' no to co na to powiedziec?

                      Jak by to bylo, gdyym ja byl zly, bo ojciec ma za wysoka emeryture i jest mu 'za dobrze'? Albo gdybym byl zly, bo matka siedzi na emeryturze i ma caly dzien wolny a ja musze pracowac? Bylbym wyrodnym sk..., natomiast gdy rodzice przejawiaja taki stosunek to sa super i zawsze znajdzie sie wymowka.

                      • leda16 Re: To trudny temat... 18.12.12, 19:45


                        > No jak sie ma juz rodzine, to juz nie, ogolnie chodzilo mi o zasade, zeby zyczy
                        > c innemu/dziecku powodzenia, lekkiego i przyjemnego zycia.


                        A są tacy rodzice, którzy życzą dziecku złego życia? Nie spotkałam takich. Co najwyżej obojętnych. Złośliwość, mściwość, zawiść wobec własnego dziecka to ciężka patologia nie spotykana nawet w kryminałach. A z Twojej wypowiedzi wynika, że co piąty rodzic jest taki. Czy aby nie wyolbrzymiasz i nie przesadzasz Kropidło? Natomiast na tym forum aż się roi od toksycznych dzieci - nienawidzących swoich rodziców.


                        Nie oszukujmy sie, k
                        > azdy woli lezec na plazy niz tyrac w kopalni, jak ktos laczy prace z hobby to j
                        > est szczesciarzem.


                        Jak byś 3 lata leżał na plaży (na urlopie macierzyńskim,) to też byś w końcu rzygał tą plażą. Hobby w nadmiarze też się przeje. A żyć trzeba, za te pieniądze z pracy.


                        >
                        > Jesli matka czy ojciec mowi do 15 letniego dziecka 'ty jeszcze pojdziesz do ro
                        > boty to poznasz smak roboty, chcialbys sie lenic ale nie bedzie tak haha' to je
                        > st wlasnie podejscie konkurenta i zawistnika.



                        Bynajmniej. Jak 15-to latek przynosi mierne oceny ze szkoły, to ewidentny sygnał, że jednak lenistwo bardziej mu pasuje niż rzetelna praca (a nauka też jest pracą i to ciężką dla mniej zdolnego ucznia) Tymczasem ojciec do 18-stki musi harować i lenia karmić, więc nie dziwota, że szlag go trafia. Z utęsknieniem czeka, kiedy leniowi powie "won z mojej kieszeni", będzie mógł wreszcie zadbać o siebie choćby o te parę piw tygodniowo więcej ;). Syn koleżanki, ledwo się opierzył, w wieku 16-tu lat zmachał koleżance z klasy dzieciaka, a alimenty płacił właśnie nie kto inny jak dziadek ojczysty. I co, kogo tu nazwiesz toksyną?


                        Jesli rodzice maja pretensje do d
                        > orslego dziecka, bo za swoje pieniadze jedzie na urlop gdzies do Francji i szyd
                        > zi, ze 'sie zachcialo wycieczek i luksosow' no to co na to powiedziec?


                        Raczej zrobić - za swoje pieniądze zafundować rodzicom wyjazd do tej Francji, bo pewnie od urodzenia nosa poza swoją wiochę nie wyściubili. Z biedy, ponieważ przez ileś tam lat trzeba było sobie od ust odejmować i dorosłe teraz dziecko kształcić.


                        • kropidlo5 Re: To trudny temat... 18.12.12, 20:07
                          leda16 napisała:

                          > A są tacy rodzice, którzy życzą dziecku złego życia? Nie spotkałam takich. Co n
                          > ajwyżej obojętnych. Złośliwość, mściwość, zawiść wobec własnego dziecka to cięż
                          > ka patologia nie spotykana nawet w kryminałach. A z Twojej wypowiedzi wynika, ż
                          > e co piąty rodzic jest taki. Czy aby nie wyolbrzymiasz i nie przesadzasz Kropid
                          > ło? Natomiast na tym forum aż się roi od toksycznych dzieci - nienawidzących sw
                          > oich rodziców.


                          Nie wiem, czy co piaty, ale wielu takich jest. Oczywiscie instynkt naturalny rodzica to zyczyc dziecku dobrze, ale u wielu tego instynktu nie ma albo jest zaburzony. Nie spotkalas nigdzie nawet w filmach i kryminalach msciwych, wrednych rodzicow? To ciekawe.
                          Toksyczne dzieci- to pojecie naciagane, bo rodzice ksztaltuja dzieci, a nie odwrotnie. Toksyczne dzieci moga byc po prostu toksycznymi ludzmi, a poza tym milosc rodzicleiska jest pierwotna, a dziecieca wtorna.




                          >
                          >
                          >
                          > Jak byś 3 lata leżał na plaży (na urlopie macierzyńskim,) to też byś w końcu rz
                          > ygał tą plażą. Hobby w nadmiarze też się przeje. A żyć trzeba, za te pieniądze
                          > z pracy.
                          >

                          To wiadomo, ze wsszystko sie znudzi, ale chodzi o ogolna sytuacje zyciowa. Praca w biurze- chocby nudna- dobrze platna i zaiwanianie po nocach w fabryce to nie to samo.



                          >
                          > >

                          >
                          >
                          > Bynajmniej. Jak 15-to latek przynosi mierne oceny ze szkoły, to ewidentny sygna
                          > ł, że jednak lenistwo bardziej mu pasuje niż rzetelna praca (a nauka też jest p
                          > racą i to ciężką dla mniej zdolnego ucznia) Tymczasem ojciec do 18-stki musi ha
                          > rować i lenia karmić, więc nie dziwota, że szlag go trafia. Z utęsknieniem czek
                          > a, kiedy leniowi powie "won z mojej kieszeni", będzie mógł wreszcie zadbać o si
                          > ebie choćby o te parę piw tygodniowo więcej ;). Syn koleżanki, ledwo się opierz
                          > ył, w wieku 16-tu lat zmachał koleżance z klasy dzieciaka, a alimenty płacił w
                          > łaśnie nie kto inny jak dziadek ojczysty. I co, kogo tu nazwiesz toksyną?

                          To juz sama sobie dopowiedzialas. Akurat moze byc tez tak, ze syn przynosi same 5 i 6 i jest wzorowym uczniem, pomaga w domu, a nawet pracujue- np pomaga matce w chalupniczej pracy 2 godziny codziennie.

                          >
                          >
                          >
                          > Raczej zrobić - za swoje pieniądze zafundować rodzicom wyjazd do tej Francji, b
                          > o pewnie od urodzenia nosa poza swoją wiochę nie wyściubili. Z biedy, ponieważ
                          > przez ileś tam lat trzeba było sobie od ust odejmować i dorosłe teraz dziecko k
                          > ształcić.
                          >

                          Nie, nie chodzi o to, jak stac to moga sami jechac, ale wola np oszczedzac albo wydac na samochod, a dziecko woli jechac na wycieczke i nie miec samochodu.


                          Poza tym Leda Ty zapominasz o jednej podstawowej rzeczy w relacjach rodzicielskich. Rodzicielstwo to jest sztafeta pokolen. Tu nie ma obowiazku zwrotu rodzicom tego co sie dostalo, tu jest obowiazek przekazania tego dalej- wlasnym dzieciom.
                          Rodzice odejmuja sobie od ust, a ich potomstwo tez odejmuje sobie od ust i tak to sie ciagnie od 400 tys lat w przyladku homosapiens a w przyrodzie to w ogole od zawsze.

                          Ty jednak probujesz zaburzyc ten ewolucyjny mechanizm, twierdzac, ze dzieci powinny oddac rodzicom to co dostaly- ale skad wtedy wezma na wlasne dzieci? Dziadkowie nie maja wiekszej pociechy niz wnuki, widzac jak sztafeta pokolen dziala i ze ich odejmowanie od ust sie na cos nadalo, a nie siedza z roszczeniowa postawa wobec dzieci 'oddaj mnie com ci dal'




                          >
                          >
                          • kropidlo5 Re: To trudny temat... 18.12.12, 20:16
                            A co do nienawidzenia rodzicow- to jest to postawa niewlasciwa, w ogole nienawisc nie jest uczuciem poytywnym, a do rodzicow szczegolnie, ale szczerze watpie, by wiekszosc osob tutaj piszacych naprawde nianawidzila rodzicow. To jest raczej zal, poczucie zawodu, bezsilnosc, pretensje, zlosc, a bardzo czesto- niestety- kryje sie za tym desperackie pragnienie akceptacji przez wlasnych rodzicow. Pisze niestety, bo jesli rodzic nie akceptuje dziecka przez 30 czy 40 lat to nalezaloby sie raczej z tym pogodzic, niz ciagle o te akceptacje zabiegac, bo jak to sie nie stalo przez dekady to ciezko, by sie nagle odmienilo magicznie, ale nadzieja pozostaje i tak trwa to szarpanie sie.
                            Mysle, ze warto wyraznie i jasno powiedziec rodzicom, ze koniec z taboo, ze wiemy o ich braku akceptacji, wtedy moze cos w glowie zadzwoni, i mozna wyjsc z tego kregu udawania, zaprzeczania i prowadzenia ciagjej gry i przejsc na poziom szczerosci i otwartego dialogu.

                • aqua48 Re: To trudny temat... 18.12.12, 15:27
                  czteryzywioly napisał(a):

                  > Mam męża i nie mieszkam z mamą

                  Ale pracujesz u niej, pozwalasz jej się wtrącać do swojego sposobu wychowania dziecka, przejmujesz się jej uwagami o niewdzięczności i martwisz tym jak ONA przeżyje Twoją niezależność oraz odmowę działania wg jej wskazówek. Więc to tak jakbyś mieszkała nadal u Mamy. I jakbyś nie chodziła na żadną terapię...
                  • kropidlo5 Re: To trudny temat... 18.12.12, 15:33
                    No wlasnie, to kolejna niesymetria w relacjacg rodzice vs dzieci. Dziecko ma sie przejmowac co rodzic poczuje, pomysli, ale rodzic sobie moze hasac i nie musi myslec co dziecko pomysli lub poczuje. tak wiec ostatecznie potomek ma na glowie uczucia wlasne i rodzica, a rodzic zadnych.


                    • leda16 Re: To trudny temat... 18.12.12, 20:31
                      kropidlo5 napisał:

                      > No wlasnie, to kolejna niesymetria w relacjacg rodzice vs dzieci. Dziecko ma si
                      > e przejmowac co rodzic poczuje, pomysli, ale rodzic sobie moze hasac i nie musi
                      > myslec co dziecko pomysli lub poczuje.


                      Ani jeden ani drugi niczego nie musi. Ale jeśli ktoś ma pretensje do empatii, to powinien.
                      >
                      >
                      • kropidlo5 Re: To trudny temat... 18.12.12, 20:52


                        Juz ci kiedys o tym pisalem, mysle ze takie zamiatanie problemow rodzinnych pod dywan nie tylko nie pomaga, ale szkodzi. Udawanie, ze wszyscy rodzice sa ok we wszystkich dzialaniach paradoksalnie umniejsza pozytywny wysilek rodzicielski i dobre rodzicielstwo, a w przypadkach gdy rodzicielstwo bylo bledne utwierdza przekonanie, ze nic nie trzeba robic.
                        Lepiej jest nazwac rzeczy po imieniu, nawet lepiej dla 'toksycznych' rodzicow, bo wtedy maja szanse wycofac sie z pewnych zachowan i podjac inne, lepsze, i przezyc starosc w prawdzie i poczucuciu, ze jak byly bledy to zostaly naprawione. gorzej jest, gdy tacy rodzice nadal tkwi w niewlasciwym schemacie, bo wydaje mi sie, ze jednak kazdy czlowiek ma jakies wyczucie relacji spolecznych i norm i rodzic, ktory zachowywal sie zle, jesli bedzie zaprzeczal i blokowal zmiane, bedzie sam nieszczesliwy, zyjac w zaklamaniu i w poczuciu dysonansu. Dla takiego rodzica tez bedzie lepiej, gdy zrozumie swoje bledy i zacznie cos zmieniac, choc oczywiscie czesto zapora jest ogromna i dotarcie do istoty rzeczy to wysilek ponad sily, ale probowac mozna.



                        leda16 napisała:

                        > Ani jeden ani drugi niczego nie musi. Ale jeśli ktoś ma pretensje do empatii, t
                        > o powinien.
                        > >
                        > >
                        >
                        >
                  • czteryzywioly Re: To trudny temat... 18.12.12, 16:28
                    Nie pozwalam, nie pamiętam takiej sytuacji, że mama mi coś powiedziała o dziecku, a ja: "dobrze mamo". Mama gada swoje, a ja robię swoje. Wiele razy tłumaczyłam jej, że to moje dziecko, w odpowiedzi słyszę, że jako babcia ma prawo się wtrącać...Mama pozwala sobie nawet na sceny przy dziecku, czego ja staram się uniknąć.
                    Tak, pracuje, ale jednak coś tam w tej pracy robię. Nie dostaję kasy za to, że "jestem zatrudniona". Normalna praca, rano przyjść, zrobić swoje, a po południu wyjść. Ale wiem, że muszę to zmienić. Tylko po takich słowach, jakie napisała leda, zastanawiam się czy faktycznie myśl o pracy u kogoś obcego nie jest czystą fanaberią. Skoro jest tylu lepszych ode mnie (nie pisze z ironią, ba mam nawet tego świadomość), to jak ruszyć z miejsca w takim razie? Mam dziecko, nie zmienię tego. Jeśli posiadanie dziecka, to aż tak duży problem dla pracodawcy, to pozostaje mi tylko własna firma? Czy w Waszych miejscach pracy pracują tylko kobiety bezdzietne? Albo takie z odchowanym potomstwem?

                    Serio piszę jak potłuczona? Naprawdę w moich postach widać, że tak się mamy zdaniem przejmuje? Jak taką sytuację opisałaby osoba, która po terapii się odcięła? Pewnie nie założyła by takiego wątku.
                    Ja się nie martwię mamą, nie napisałam chce iść do pracy, ale mama źle to zniesie. Napisałam, że chcę iść do pracy, ale mam bloka w związku z podjęciem kroków.
                    • czteryzywioly Re: To trudny temat... 18.12.12, 16:56
                      Źle napisałam o tej pracy, miało być, że taka normalna, jak większość ma, że od rana ileś tam godzin. Ja często pracuję w domu, wieczorami, w weekendy nadrabiam. Ale mam swoje obowiązki i je wykonuję.
                    • szaman.ka Re: To trudny temat... 18.12.12, 19:32

                      >
                      > Serio piszę jak potłuczona? Naprawdę w moich postach widać, że tak się mamy zda
                      > niem przejmuje? Jak taką sytuację opisałaby osoba, która po terapii się odcięła
                      > ? Pewnie nie założyła by takiego wątku.
                      > Ja się nie martwię mamą, nie napisałam chce iść do pracy, ale mama źle to znies
                      > ie. Napisałam, że chcę iść do pracy, ale mam bloka w związku z podjęciem kroków.

                      Nie, nie piszesz jak potłuczona. Jeśli Twoja matka wraca Ci uwagę i robi sceny przy dziecku,to jej spokojnie powiedz,że nie życzysz sobie tego,by Ci przy dziecku podrywała autorytet i robiła sceny.
                      Natomiast, dopóki uważasz,że za Twoje lęki odpowiedzialna jest Twoja matka,to Ty nie bardzo cokolwiek możesz z tym zrobić.(Tak to wynikało z pierwszego postu.)
                      Psychoterapia zaczyna się dopiero tam; gdzie zaczyna odpowiedzialność,a kończy obwinianie.
                      Za swoje uczucia jesteś Ty odpowiedzialna,a nie kto inny i tylko Ty możesz je zmienić.


                    • leda16 Re: To trudny temat... 18.12.12, 20:26
                      czteryzywioly napisał(a):

                      > Nie pozwalam, nie pamiętam takiej sytuacji, że mama mi coś powiedziała o dzieck
                      > u, a ja: "dobrze mamo". Mama gada swoje, a ja robię swoje. Wiele razy tłumaczył
                      > am jej, że to moje dziecko,


                      A tak naprawdę zazdrosna jesteś o tą swoją świeżo upieczoną władzę rodzicielską czy zaborcza? Czy może myślisz, że wszystkie rozumy już pozjadałaś i takie masz talenty wychowawcze, że biedne matczysko buty mogło by ci czyścić. Albo żywą laleczkę sobie wyprodukowałaś do zabawy i wara twojej rodzicielce się pobawić. Jeszcze by zepsuła...Jednak radzę uważać, bo a nuż synek, widząc Twój lekceważący stosunek do babci, naśladować Cię zacznie. Ty gadasz, a on swoje...sikiem prostym twoje słowa olewa, potem nauczycieli olewa.
                      Ledwo dziecko na nóżki stanęło, już je zażarcie deprawować zaczynasz, żeby swoje kompleksy złagodzić.


                      w odpowiedzi słyszę, że jako babcia ma prawo się wt
                      > rącać...


                      Ma prawo Cię pouczać, bo młoda jesteś i niedoświadczona, jak widać z Twoich postów. Swoje sobkostwo na pierwszym miejscu stawiasz, zamiast szacunku dla wieku i doświadczenia życiowego babci uczyć. Zamiast uczyć umiejętności współżycia w rodzinie, podkreślasz antagonizmy i konflikty w rodzinie. Na tym twoja "samodzielność" polega. Na niczym konstruktywnym.



                      > Tak, pracuje, ale jednak coś tam w tej pracy robię. Nie dostaję kasy za to, że
                      > "jestem zatrudniona".


                      No myślę. Inaczej Twoją pracę można by nazwać pasożytnictwem. Nawet amerykańscy krezusi nie płacą swoim zięciom "za zatrudnienie", tylko za robotę.

                      zastanawiam się czy faktycznie myśl o pracy u kogoś obcego nie jest czyst
                      > ą fanaberią.


                      Myślę, że jest,w obecnej sytuacji rynkowej. Ale przecież nikt Ci nie broni spróbować. Roześlij cv i czekaj czy ktoś się odezwie i jakie zaproponuje warunki. Może znajdziesz coś lepszego niż u mamy, a może nie. Póki co, trzymaj tego wróbla w garści.

                      Jeśli posiadanie dziecka, to aż tak duży problem dla pracodawcy, to
                      > pozostaje mi tylko własna firma? Czy w Waszych miejscach pracy pracują tylko ko
                      > biety bezdzietne? Albo takie z odchowanym potomstwem?


                      Wyobraź sobie, że masz własną firmę, chcesz zatrudnić 5-ciu pracowników i...zgłasza się 5 kobiet z dziećmi w wieku 3-5-ciu lat. Policz sobie koszty ubezpieczenia i ich chorobowego, współczynnik ich dochodowości i efektywności pracy w porównaniu z mężczyznami, koszty zastępstwa a nie pytaj jak byś z Księżyca spadła. Pracownika najmuje się po to aby przynosił DOCHÓD a nie generował straty. Wprawdzie dyskryminacja z uwagi na płeć jest oficjalnie zabroniona, ale...

                      >
                      > Serio piszę jak potłuczona? Naprawdę w moich postach widać, że tak się mamy zda
                      > niem przejmuje?


                      Ależ skąd! Ty się przejmujesz wyłącznie swoimi zachciankami. Z potrzebami i odczuciami mamy zupełnie się nie liczysz.

                      Jak taką sytuację opisałaby osoba, która po terapii się odcięła


                      Terapia ma na celu cementowanie więzi rodzinnych a nie ich niszczenie. Jeśli w Twoim przypadku było inaczej, to znaczy, że trafiłaś na wybitnie toksyczną terapeutkę. W USA wywalczyłabyś za taką destrukcyjną "terapię" sowite odszkodowanie. Pewnie dlatego ubezpieczenia psychoterapeutów od szkód wyrządzanych pacjentom są tam najwyższe na świecie ;)

                      Napisałam, że chcę iść do pracy, ale mam bloka w związku z podjęciem kroków

                      Niestety, Hamletem to Ty nie jesteś ;). Natomiast prezentujesz typowo życzeniowe myślenie z dylematem dziewicy z Mniszkówny - "i chciałabym i boję się..."
                      • czteryzywioly Re: To trudny temat... 18.12.12, 23:48
                        Czytasz to, co chcesz przeczytać. Nigdzie nie napisałam, że moje dziecko mnie olewa ani też, że jestem o coś zazdrosna. Nie wiem, z którego mojego zdania można odnieść takie wrażenie. Wszystko, co napisze "dziecko" o rodzicu, co nie będzie wychwalaniem pod niebiosy, przekłujesz na obelgę i włożysz ją w "usta" tego "dziecka"? A każda postawa, która wychodzi poza całowanie rodzica po stopach jest niewłaściwa?

                        Nie ma prawa mnie pouczać, bo ja jej tego prawa nie daje. Nie dlatego, że jej coś chcę udowodnić albo jej coś pokazać. Nie może mnie pouczać, bo pozbawia mnie w ten sposób autorytetu w oczach dziecka. Gdyby ona mi chciała dać radę, to co innego...

                        Jakimi zachciankami? O czym Ty piszesz? Że mi się zachciało stanąć na własnych nogach? To taka obrzydliwa zachcianka dla Ciebie?
                        • leda16 Re: To trudny temat... 19.12.12, 09:09
                          czteryzywioly napisał(a):

                          > Czytasz to, co chcesz przeczytać. Nigdzie nie napisałam, że moje dziecko mnie o
                          > lewa


                          A ja napisałam jedynie to: "Jednak radzę uważać, bo a nuż synek, widząc Twój lekceważący stosunek do babci, naśladować Cię zacznie." czyli w przyszłości olewać. Na razie jeszcze myśleć krytycznie nie potrafi, ale za 7 lat już będzie umiał.


                          ani też, że jestem o coś zazdrosna.


                          Uważam, że jesteś zazdrosna o matkę i boisz się utraty swojego wątpliwego "autorytetu"

                          . Wszystko, co napisze "dziecko" o rodzicu, co nie będz
                          > ie wychwalaniem pod niebiosy, przekłujesz na obelgę i włożysz ją w "usta" tego
                          > "dziecka"? A każda postawa, która wychodzi poza całowanie rodzica po stopach je
                          > st niewłaściwa?


                          Uważam Twoje tendencyjne zniekształcenie mojej wypowiedzi za błąd myślowy. Nigdzie nie pisałam o wychwalaniu pod niebiosa i całowaniu po stopach. Pisałam o potrzebie nauczenia dziecka tego, czego Ciebie nikt nie nauczył UMIEJĘTNOŚCI WSPÓŁŻYCIA W RODZINIE. Ty, ojciec i dziadkowie to najbliższa rodzina Twojego dziecka. Szkoda, że nawet nie rozumiesz co to pojęcie znaczy.


                          > Nie ma prawa mnie pouczać, bo ja jej tego prawa nie daje.


                          Nie jesteś niczyim prawodawcą. Tu akurat więzy krwi wystarczą.



                          Nie może mnie pouczać, bo pozbawia mnie
                          > w ten sposób autorytetu w oczach dziecka.





                          No, czyli sprawdza się to, co uprzednio napisałam. Uważasz się za mądrzejszą od matki i nie dopuszczasz możliwości, żeby dziecko wyrobiło sobie swój pogląd na ten temat. Niestety, Twój urojony kolos ma gliniane nogi, runie za parę lat, a szacunek dla matki zabrała Twoja psychoterapeutka. Syn też komuś za parę lat "da takie prawo". Być może rówieśnikowi z rodziny patologicznej. Co wtedy zrobisz?



                          Gdyby ona mi chciała dać radę, to co
                          > innego...


                          W pracy też nikt ci nie będzie dawał rad (może jedynie w firmie matki) u obcych musisz UMIEĆ robić to, co każą a nie, to...



                          >
                          > Jakimi zachciankami? O czym Ty piszesz? Że mi się zachciało stanąć na własnych
                          > nogach? To taka obrzydliwa zachcianka dla Ciebie?


                          Też nie pisałam, że "obrzydliwa" Po prostu mało realna z Twoimi kwalifikacjami w obecnej sytuacji ekonomicznej Polski.
                      • czteryzywioly Re: To trudny temat... 18.12.12, 23:52
                        Może moja terapia nie była udana, bo raczej nie była prowadzona w taki sposób, żeby scalić rodzinę, ale żebym ja potrafiła złapać dystans do tego, co się u nas dzieje.
                        Także ciężko zdecydować się na terapię, bo nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Każdy ma jakieś poglądy, którymi jednak jak widać się kieruję także w takiej pracy, jak psycholog. Ale jeśli Ty jesteś psychologiem, to na taką jak Ty też bym trafić nie chciała, bo jesteś tak samo jednostronna, jak ta moja terapeutka.
                        • leda16 Re: To trudny temat... 19.12.12, 09:17
                          czteryzywioly napisał(a):

                          > Może moja terapia nie była udana, bo raczej nie była prowadzona w taki sposób,
                          > żeby scalić rodzinę, ale żebym ja potrafiła złapać dystans do tego, co się u na
                          > s dzieje.


                          Więc zadaj sobie pytanie: jakie masz korzyści z tego "dystansu"?



                          > Także ciężko zdecydować się na terapię, bo nigdy nie wiadomo na kogo się trafi
                          > . Każdy ma jakieś poglądy, którymi jednak jak widać się kieruję także w takiej
                          > pracy, jak psycholog.


                          To nie są "poglądy" tylko wiedza fachowa. Niszczenie pacjentce jej więzi rodzinnych świadczy o braku tej wiedzy.

                          Ale jeśli Ty jesteś psychologiem, to na taką jak Ty też b
                          > ym trafić nie chciała, bo jesteś tak samo jednostronna, jak ta moja terapeutka.



                          A może to Ty jesteś jednostronna w swoim stosunku do matki? Pomyśl o tym. Chcesz "wszystko albo nic", przejawiasz "myślenie życzeniowe", chcesz działać w oderwaniu od realiów życiowych, swój autorytet opierasz na utrzymywaniu dziecka w bezmyślności, jesteś mało krytyczna wobec własnego postępowania. Twojej matki nie znam. Z tego co piszesz jednak wynika, że chce dla Ciebie i wnuka jak najlepiej. Tego też nie dostrzegasz.
                          • czteryzywioly Re: To trudny temat... 19.12.12, 12:16
                            Jaką mam korzyść z terapii? Np. taką, że kiedyś miałam pretensje do siebie o to, że paraliżuje mnie, to kiedy mnie mama przytula. Dla wielu życzliwy gest, a dla mnie, nawet nie wiem, jak to nazwać, zmieszanie? na kilka dobrych minut dezorientacja. Dopiero na terapii uświadomiłam sobie, że mogę odmówić.
                            Widzę, jak moja mama przytula mojego syna. Jeśli on nie ma na to ochoty, mówi mu: "babci będzie przykro, jak jej nie przytulisz". Jak tak robiła ze mną w dzieciństwie, to myślę, że rzadko bywały takie "przytulania", które sprawiały mi przyjemność. Gdybym tej terapii nie przeszła, ciągle boksowałabym się sama ze sobą w takich sytuacjach. I nie pisz mi, że mama chciała dobrze, bo ja też byłam takim dzieckiem, któremu po 7 latach życia włączyło się krytyczne postrzeganie świata. Mi zarzucasz, że może dziecko za chwilę będzie tak samo niewdzięczne, jak ja. A ja Ci piszę, że wychowuje je inaczej niż mama mnie wychowywała i takie niewdzięczne nie będzie. Może będzie niewdzięczne inaczej, ale tak nie.

                            Ciężko mi tak z Tobą prowadzić rozmowę i odbijać argumenty, jak piłkę do tenisa. Ja piszę coś innego, Ty czytasz coś innego. Nie mam żadnego myślenia życzeniowego.
                            I nie pisz o moim wątpliwym autorytecie, bo nie znasz mnie. Nie wiesz, jaką jestem mamą. To, że nie zgadzasz się z moimi poglądami, oczywiście Twoje prawo. Ale kopiesz leżącego, bo nie o tym w ogóle był wątek. Jakbym przyszła na terapię do Ciebie i tak byś ją ze mną prowadziła, to bym w niezłą depresje wpadła.
                        • szaman.ka Re: To trudny temat... 19.12.12, 10:09
                          Te pięć spotkań,które odbyłaś nie można nazwać pełną terapią. Nie wiem na czym polegała Twoja terapia i nie oceniam terapeutki,bo nie wiem co z Tobą zrobiła,a czego nie w trakcie tych zaledwie pięciu spotkań.
                          Leda ma w jednym rację;terapeuta nie powinien tak prowadzić terapii,by dążyć do zerwania więzi rodzinnych.Ma też rację w tym,że sytuacja na rynku pracy jest obecnie dla młodych ludzi bardzo trudna.
                          Sama jednakże też nie jest terapeutką,tylko psychiatrą i robi inny błąd, zupełnie nie bierze pod uwagę uczuć dziecka.Ponadto,nie jest to profesjonalne,by osobę z silnymi lękami przed usamodzielnieniem się jeszcze bardziej dołować.
                          Terapeuta powinien starać się zrozumieć wszystkie strony i tak prowadzić terapię,by rodzinę scalić i ułożyć relacje oparte na wzajemnym szacunku. Nie zawsze się to udaje.Czasami lepiej się rozstać niż żyć w ciągłych awanturach i nienawiści.
                          • sorvina Re: To trudny temat... 19.12.12, 11:05
                            szaman.ka napisała:

                            > Sama jednakże też nie jest terapeutką,tylko psychiatrą i robi inny błąd, zupełn
                            > ie nie bierze pod uwagę uczuć dziecka.Ponadto,nie jest to profesjonalne,by osob
                            > ę z silnymi lękami przed usamodzielnieniem się jeszcze bardziej dołować.

                            Leda wychodzi z 2 założeń: rodzice w 99% chcą dobrze (a często tylko podejrzenie o głębokie upośledzenie mogło by uzasadniać to, że ktoś chcąc dobrze latami robił to co robił np. niszczył samoocenę dziecka), są pewne emocje, które POWINNO się czuć - i dziecko ma je czuć np. wdzięczność do rodzica, który oficjalnie chce dobrze, ale niekoniecznie mu wychodzi. Podczas gdy dziecko czuje to co czuje. To jakby ktoś cofał samochód i najechał nam na stopę. Oczywiście, że nie chciał źle, tylko cofał, ale czy to znaczy, że nas nie boli i nie możemy zająć się zranioną stopą?

                            Ocena racjonalna jakiejś sytuacji, do której zdolny jest człowiek dorosły, a ocena emocjonalna , która jako jedyna przez większość czasu jest dostępna dziecku, to dwie różne sprawy czasem. Emocje jednak nie znikną tylko dla tego, że powiemy sobie, że powinniśmy czuć coś innego. Trzeba wpierw dać sobie prawo do czucia i wyrażenia emocji takich jakimi są (niekoniecznie wykrzykując je po latach rodzicom w twarz, gdy oni nie pamiętają o co chodzi), tutaj pomaga terapia. Wtedy odpuszcza to emocjonalne ciśnienie i można zobaczyć perspektywę rodzica i szerszy obraz sytuacji.

                            Zauważyłam, że dużą ulgę daje nie szukanie interpretacji czy rodzic był bardziej zły czy dobry, wnikanie w to czy kochał, czy chciał dobrze czy źle, bo tego nie wiemy, czasem on sam tego nie wie, ale skupienie się na poszczególnych zachowaniach i sytuacjach i reagowanie na nie. Takie wybielanie lub oczernianie rodziców to niedojrzałe podejście. To, że rodzic na ogół chce dobrze, to nie znaczy, że wmawianie dziecku, że sobie nie poradzi jest dobre. Nie można tego uogólniać. Za pewne rzeczy można dziękować, przy innych powiedzieć, że nas krzywdzą i prosimy by tego nie robili. Skoro chcą dobrze, to powinni uszanować, jeśli nie, to sami mają jakąś lekcję do przerobienia.

                            Zgadzam się, że ludzie, którzy krzywdzą dzieci niekoniecznie życzą im źle, raczej w grę wchodzi ich bezmyślność, zaślepienie, mechaniczne powtarzanie wzorców, które sami przenieśli z domu bez zastanawiania się czy są dobre dla dziecka, własna niedojrzałość, brak weryfikowania efektów (np. ktoś może sobie wierzyć, że krytyka wzmocni jego dziecko, ale wystarczy kilka miesięcy by obserwować jak niszczy mu samoocenę i negatywnie wpływa na to jak sobie radzi). Jednak dorosły człowiek JEST ODPOWIEDZIALNY za to co robi, za własną głupotę, lenistwo, chęć pójścia po łatwiźnie itp. Za samo "chciałem dobrze" nikt rodzica po stopach całować nie będzie.

                            A bezpośrednio do autorki dodam, że teraz ona jest odpowiedzialna za swoje przekonania i myśli, tylko ona może je zmienić. Mama już ci nie odda wiary w twoją zaradność, ten czas minął. Teraz swoje nastawienie do samej siebie budujesz ty. A jak zbudujesz, to zachowanie mamy nie będzie miało na ciebie wpływu. Dopóki szukasz na zewnątrz "prawdy" o sobie, świecie, zawsze ktoś ci podetnie skrzydła. Skąd ma leda wiedzieć jak sobie poradzisz? Może przyjemnie sobie żyłaś w cieplarnianych warunkach, ale gdy będzie trzeba z łatwością się przystosujesz. A firmy, szefowie są naprawdę różni.
                            • szaman.ka Re: To trudny temat... 19.12.12, 11:44
                              W pełni się zgadzam z tym co napisała Sorvina. Bardzo dobrze rozwinęła to co ja zaledwie zasygnalizowałam.
                              • kropidlo5 Re: To trudny temat... 19.12.12, 12:52
                                zaman.ka napisała:

                                > W pełni się zgadzam z tym co napisała Sorvina. Bardzo dobrze rozwinęła to co ja
                                > zaledwie zasygnalizowałam.


                                Tez sie zgadzam. Ale watpie by Lede nawet to przekonalo, bo ona jest adwokatem sprawy 'rodzice sa ok' i jak to adwokat w sadzie, tak dobiera fakty i kreci nimi, aby wyszlo ze klient jest niewinny.

                                Kwestia jest czynow, potem ich swiadomosci, a potem swiadomosci swiadomosci. Mozna zawsze powiedziec 'nie wiedzialem, nie chcialem, nie umialem' i czasem to oznacza, ze tak bylo, ale rownie czesto, ze tak nie bylo.

                                nie wiem, jak mozna 'nie wiedziec' ze wysmiewanie czy bicie dziecka jest zle? Jak mozna 'nie wiedziec' ze surowy rygoryzm i wysokie wymagania bez slowa pochwaly sa dobre? No chyba ze ktos ma juz taki nawyk ze bez przerwy czepia sie do wszystkich w otoczeniu, krytykuje bezlitosnie, drwi itp, ale z reguly taka postawa laczy sie z ostracyzmem towarzyskim albo skloceniem, wiec powinno dac do myslenia.

                                A czesto rodzice maja dwie twarze, wobec sasiadow czy rodziny sa mili a wobec dziecka bezwzgledni, a czasami istnieje polityka 'rodzinnych sekretow' czyli rodzic instruuje dziecko, ze ma cos tam ukrywac i nikomu nie mowic- czyli jednak tajemnica, czyli jednak swiadomosc, bo kto kryje sie z dobrymi uczynkami?
                            • leda16 Re: To trudny temat... 19.12.12, 12:42
                              sorvina napisała:
                              > Leda wychodzi z 2 założeń: rodzice w 99% chcą dobrze (a często tylko podejrzeni
                              > e o głębokie upośledzenie mogło by uzasadniać to, że ktoś chcąc dobrze latami r
                              > obił to co robił np. niszczył samoocenę dziecka),


                              Samoocena nie powstaje w próżni i rodzice zniszczyć jej nie mogą. Natomiast NIEADEKWATNĄ samoocenę zniszczyć należy, bo prowadzi tylko do dramatów i tragedii życiowych.Nie uważam, żeby większość rodziców była upośledzona umysłowo, natomiast większość młodych jest emocjonalnie niedojrzała i psychicznie mało stabilna. Stad impulsywność , subiektywizm w postrzeganiu (niekiedy skrajny), niesprawiedliwe, mało wyważone oceny. Cóż, niektórzy z nich nie dojrzeją nigdy...


                              są pewne emocje, które POWINN
                              > O się czuć - i dziecko ma je czuć np. wdzięczność do rodzica,



                              Jednak psychologia wdzięczność traktuje jako uczucie, nie emocję.

                              który oficjalnie
                              > chce dobrze, ale niekoniecznie mu wychodzi. Podczas gdy dziecko czuje to co czu
                              > je. To jakby ktoś cofał samochód i najechał nam na stopę. Oczywiście, że nie ch
                              > ciał źle, tylko cofał,

                              Tylko nie widział a dziecko przykucnęło za samochodem. W taki właśnie sposób jeden tatuś zabił swoją kilkuletnia córeczkę. Cofał autem z garażu. Ale to złe porównanie. Autorka wątku nie jest przecież głupiutkim dzieckiem, tylko zamężną i dzieciatą prawie 30-to letnia kobietą. Ale jeśli dotąd nie nauczyła się przewidzieć skutków własnego postępowania, to prawdopodobnie na terapii juz się tego nie nauczy.

                              pą?
                              >
                              > Ocena racjonalna jakiejś sytuacji, do której zdolny jest człowiek dorosły,


                              Dziecko też w pewnym wieku zaczyna być do tego zdolne. Umiejętność logicznego myślenia kształtuje się tak dod 6 tego roku życia do 14 -tego.


                              . Emocje jednak nie znikną tylko dla tego, że powi
                              > emy sobie, że powinniśmy czuć coś innego. Trzeba wpierw dać sobie prawo do czuc
                              > ia


                              Ależ tego nikt dzieciom nie zabiera!


                              i wyrażenia emocji takich jakimi są (niekoniecznie wykrzykując je po latach
                              > rodzicom w twarz, gdy oni nie pamiętają o co chodzi), tutaj pomaga terapia.


                              Wyrażania emocji w sposób społecznie akceptowany dziecko uczy się od maleńkości czyli jakieś 12-16 lat. Jeżeli do tej pory nie nauczy się tego, to nie kilkumiesięczna terapia tylko kilkuletni kryminał połączony z wieloletnim bezrobociem i samotnością może mu w tym pomóc. Od chama, który swoje "emocje" i czujstwo będzie wyrażał wrzaskiem oraz pięściami, wszyscy odejdą. Rozumiesz? Nawet rodzice mają granice swojej cierpliwości.



                              >
                              > Zauważyłam, że dużą ulgę daje nie szukanie interpretacji czy rodzic był bardzie
                              > j zły czy dobry, wnikanie w to czy kochał, czy chciał dobrze czy źle, bo tego n
                              > ie wiemy, czasem on sam tego nie wie, ale skupienie się na poszczególnych zacho
                              > waniach i sytuacjach i reagowanie na nie.


                              To prawda.


                              > Zgadzam się, że ludzie, którzy krzywdzą dzieci niekoniecznie życzą im źle, racz
                              > ej w grę wchodzi ich bezmyślność, zaślepienie, mechaniczne powtarzanie wzorców,
                              > które sami przenieśli z domu


                              Dokładnie. To właśnie miałam na myśli pisząc, że autorka wątku krzywdzi swoje maleńkie dziecko okazując lekceważenie babci. A za taką mądrą się uważa...

                              bez zastanawiania się czy są dobre dla dziecka, w
                              > łasna niedojrzałość, brak weryfikowania efektów (np. ktoś może sobie wierzyć, ż
                              > e krytyka wzmocni jego dziecko, ale wystarczy kilka miesięcy by obserwować jak
                              > niszczy mu samoocenę i negatywnie wpływa na to jak sobie radzi). Jednak dorosły
                              > człowiek JEST ODPOWIEDZIALNY za to co robi, za własną głupotę, lenistwo, chęć
                              > pójścia po łatwiźnie itp.


                              To samo dotyczy dorosłego dziecka. Swojego dzieciństwa nie zmieni. Może tylko zmienić swoje nastawienie do niego.


                              A fi
                              > rmy, szefowie są naprawdę różni.


                              Ale niestety prawa ekonomii są jednakowe dla wszystkich ;).
                              >
                          • leda16 Re: To trudny temat... 19.12.12, 12:19
                            szaman.ka napisała:


                            > Sama jednakże też nie jest terapeutką,tylko psychiatrą


                            Mój zawód to moja sprawa ale nigdy się tu nie przedstawiałam jako psychiatra, którą na pewno nie jestem.


                            i robi inny błąd, zupełn
                            > ie nie bierze pod uwagę uczuć dziecka.


                            Błędy popełniamy wszyscy, ale psychoterapia którą osobiście preferuję wyklucza kierowanie się emocjami (bo to, co prezentuje autorka wątku to zaledwie emocje leżące dość daleko od uczuć) tylko rozumem. Na tej psychoterapii pacjenci uczą się myśleć. Jeśli zaś ktoś chce działać impulsywnie zamiast racjonalnie, nie ma czego szukać na terapii behavioralno-poznawczej. Zaś z etyki zawodowej psychologa wypływa zasada "primum non nocere" nawet cudzej kieszeni ;). Tutaj być może terapeutka wiedziała co należy czynić, ale chęć zarobku okazała się ważniejsza. Ewidentnie kobiecie zaszkodziła, bo zawsze jest ryzyko, że ktoś niezdolny przyjąć prawdę poszuka psychoterapeuty, który potakuje i którym będzie mogła manipulować.



                            Ponadto,nie jest to profesjonalne,by osob
                            > ę z silnymi lękami przed usamodzielnieniem się jeszcze bardziej dołować.



                            Ja wyszłam z założenia, że skoro samodzielnie wybrała męża, założyła rodzinę, wyprowadziła się z domu rodziców to JEST samodzielna, nie ma żadnych lęków tylko chimery. Lęk jest typowy dla osób psychicznie chorych i zaburzonych. Samo stwierdzenie "lęk przed usamodzielnieniem" to termin contradicto in adiecto, bo nazwany lęk staje się pospolitym strachem bądź obawą. Poza tym nie patologizujmy Jej. To zdrowa kobieta tylko za bardzo skoncentrowana na sobie i postrzegająca życie w sposób mało realny. No i przede wszystkim - niewdzięczna wobec matki. To jeszcze nie choroba :). Moda na toksyny i nie odcięte pępowiny po przetoczeniu się jak dżuma po Ameryce, degenerując setki tysięcy więzi rodzinnych, wreszcie trafiła do Polski. Tak więc Susan Forward i tu zarobi :).


                            > Terapeuta powinien starać się zrozumieć wszystkie strony i tak prowadzić terap
                            > ię,by rodzinę scalić i ułożyć relacje oparte na wzajemnym szacunku. Nie zawsze
                            > się to udaje.


                            No tak, ale skoro rodzice nie chcą terapii rodzinnej a córka dąży w określonym kierunku, to żeby zarobić, trzeba zadowolić się tym, co jest. Swoją ścieżką, dlaczego na 1000 kobiet z problemem toksyny, do psychoterapeuty zgłasza się zaledwie 1 mężczyzna? Czyżby problem leżał nie w rodzicach ale w osobowości dzieci?



                            Czasami lepiej się rozstać niż żyć w ciągłych awanturach i nienawi
                            > ści.



                            Oczywiście. Ale czasami można te awantury i nienawiść z życia rodzinnego usunąć.
                            • czteryzywioly Re: To trudny temat... 19.12.12, 12:30
                              Terapia, na którą chodziłam, też nazywała się behawioralno-poznawcza i polegała na tym, że przypominałam sobie jakieś wydarzenie i miałam pisać, co myślę na ten temat i jakie uczucia we mnie to powoduje.
                              Może moje terapia zaszkodziła kieszeni, ale nie uważam, że ktoś mnie tam głaskał, a ja chętnie za to płaciłam. Właściwie to moja terapeutka mało mówiła, nigdy nie pocieszała, nie poklepywała i nie mówiła, że ja jestem super, a świat jest be.

                              W jakim kierunku dążę?
                              • leda16 Re: To trudny temat... 19.12.12, 12:49
                                czteryzywioly napisał(a):

                                > Terapia, na którą chodziłam, też nazywała się behawioralno-poznawcza i polegała
                                > na tym, że przypominałam sobie jakieś wydarzenie i miałam pisać, co myślę na t
                                > en temat


                                i jakie uczucia we mnie to powoduje.


                                Czy aby na pewno nie pomyliłaś uczuć z emocjami. Ta forma terapii pracuje wyłącznie nad emocjami. I co dalej? W jaki sposób korygowałaś swoje błędy myślowe?


                                > Może moje terapia zaszkodziła kieszeni, ale nie uważam, że ktoś mnie tam głaska
                                > ł, a ja chętnie za to płaciłam. Właściwie to moja terapeutka mało mówiła, nigdy
                                > nie pocieszała, nie poklepywała i nie mówiła, że ja jestem super, a świat jest
                                > be.


                                Bo tego się nie robi.



                                > W jakim kierunku dążę?


                                Więc usiądź i napisz sobie a także myśli automatyczne, które temu towarzyszą oraz skoryguj w nich błędy. Przynajmniej to powinnaś znać jak pacierz.
                                • czteryzywioly Re: To trudny temat... 19.12.12, 13:01
                                  No tak, z emocjami.
                                  Pisałam dlaczego i dlaczego i dlaczego takie emocje się pojawiają i dochodziłam do momentu, w którym już nie mogłam nic więcej odgadnąć. Ostateczna emocja miała być odpowiedzią na to, dlaczego w ogóle zła emocja się pojawiła i była emocją automatyczną, która powodowała całą lawinę emocji niekoniecznie adekwatnych.
                                  Wiem, że się nie robi, ale chwile wcześniej napisałaś, że pewnie ktoś mi przytakiwał i dlatego chodziłam.
                            • czteryzywioly Re: To trudny temat... 19.12.12, 12:38

                              > No tak, ale skoro rodzice nie chcą terapii rodzinnej a córka dąży w określonym
                              > kierunku, to żeby zarobić, trzeba zadowolić się tym, co jest. Swoją ścieżką, dl
                              > aczego na 1000 kobiet z problemem toksyny, do psychoterapeuty zgłasza się zaled
                              > wie 1 mężczyzna? Czyżby problem leżał nie w rodzicach ale w osobowości dzieci?
                              >

                              Może dlatego, że dziewczynka utożsamia się z matką, a syn z ojcem? I jakoś łatwiej chłopcu w pewnym momencie puścić tą "toksyczną" matkę, której rola opiekunki kończy się z chwilą, gdy znajdzie sobie żonę?
                              • leda16 Re: To trudny temat... 19.12.12, 12:52
                                czteryzywioly napisał(a):
                                Może dlatego, że dziewczynka utożsamia się z matką, a syn z ojcem? I jakoś łatw
                                > iej chłopcu w pewnym momencie puścić tą "toksyczną" matkę, której rola opiekunk
                                > i kończy się z chwilą, gdy znajdzie sobie żonę?


                                To ojcowie i żony nie bywają toksyczni, tylko wyłącznie matki? Matka to jakiś inny gatunek człowieka? Oj, nawet Susan Forward by się uśmiała. :))))))))))))
                                • czteryzywioly Re: To trudny temat... 19.12.12, 13:03
                                  :)
                                  To nagle są jednak toksyczni rodzice (ojciec też jest rodzicem)? A nie tylko niewdzięczne dzieci?
                                  • leda16 Re: To trudny temat... 19.12.12, 14:11
                                    czteryzywioly napisał(a):

                                    > :)
                                    > To nagle są jednak toksyczni rodzice (ojciec też jest rodzicem)? A nie tylko ni
                                    > ewdzięczne dzieci?


                                    Och, wg S Forward toksyczni są prawie wszyscy, właśnie z wyjątkiem dorosłych dzieci. Ale ja tych poglądów nie podzielam. Uważam je za szkodliwe.
                                    • sorvina Re: To trudny temat... 19.12.12, 14:36
                                      leda16 napisała:

                                      > Och, wg S Forward toksyczni są prawie wszyscy, właśnie z wyjątkiem dorosłych dz
                                      > ieci. Ale ja tych poglądów nie podzielam. Uważam je za szkodliwe.

                                      Bo wszyscy wiedzą, że niedojrzałe i niewdzięczne dzieci stają się potem idealnymi rodzicami, którzy zawsze chcą dobrze. A jak im nie wychodzi, to wina egoistycznych/życzeniowo nastawionych dzieci i koło się kręci. ;) Chyba, że uznamy, że wszyscy piszący o toksycznych rodzicach za jakiś czas trafimy do kryminału zabijając rodziców z powodu buchającej nienawiści i zasilimy ten 1% dostrzeganej patologii w rodzinach ;) Czy tzn. że warunkiem bycia idealnym rodzicem jest idealizowanie swoich rodziców? W swoim mniemaniu na pewno. Skoro wypieram świadomość toksyczności zachowań moich rodziców, tzn. że zachowując się tak samo jestem równie dobrym rodzicom i mogę spać spokojnie. A, że dziecko nie, to gó...arza wina ;)

                                      Co do toksycznych ludzi, wystarczy wyjść na ulicę i zobaczyć ile osób jest gotowych do bezinteresowności, zdolnych do uczuć wyższych, a ile jest chamstwa i niedojrzałości w zachowaniu. Ci ludzie wracając do domów niestety nie stają się idealnymi rodzicami. Nawet nie wystarczająco dobrymi rodzicami.

                                      A co do procentu kobiet/mężczyzn to na jakąkolwiek terapię, nie tylko rodzinną, zgłasza się więcej kobiet, gdyż mają większą łatwość mówienia o emocjach i uczuciach (tak rozróżniam, ale większość czytelników nie, więc darujmy sobie docinki w temacie i piszmy tak by ludzie rozumieli), większą łatwość przyznana się, że sobie nie radzą. Co wcale nie znaczy, że panowie mają mniej problemów i szczęśliwsze dzieciństwo.
                                      • szaman.ka Re: To trudny temat... 19.12.12, 15:18
                                        Dobrze,że Leda przyznała w końcu,że nie jest psychiatrą sądowym.Mam wrażenie,że często starała się takie wrażenie sprawić, mimo braków w wiedzy psychiatrycznej i kompletnym braku wiedzy psychoterapeutycznej,na które nieraz jej zwracałam uwagę.
                                        Przypuszczam wobec tego,że jest psychologiem sądowym lub więziennym i przenosi swoje metody pracy tutaj na forum i wszystkich piszących o swoich problemach traktuje jako oskarżonych.
                                        • leda16 Re: To trudny temat... 19.12.12, 23:31
                                          szaman.ka napisała:

                                          i kompletnym braku wiedzy psychoterapeutycznej,na które nieraz jej zwracała
                                          > m uwagę.


                                          Niestety, takie samo wrażenie odnoszę co do twojej wiedzy psychoterapeutycznej i psychologicznej.

                                          > Przypuszczam wobec tego,że jest psychologiem sądowym


                                          specjalizacja z psychologii sądowej pojawiła się w Polsce dopiero w latach 90-tych a i to tylko w niektórych ośrodkach. Daje wiedzę czysto teoretyczną, nie do wykorzystania w praktyce.

                                          lub więziennym


                                          A więziennej w ogóle w Polsce nie ma. Jest specjalizacja z pedagogiki resocjalizacyjnej na WSP i ci ludzie zazwyczaj są zatrudniani w więziennictwie. Pracują z przestępcami.Natomiast psycholog jest w więzieniu zatrudniany jako pojedyncza sztuka w każdej placówce. To dowodzi, jak małą masz wiedzę psychologiczną a co za tym idzie, na psychoterapii znasz się równie "dobrze" ;)

                                          • szaman.ka Re: To trudny temat... 20.12.12, 10:07
                                            Rzeczywiście zapomniałam,że Ty swoje studia robiłaś jeszcze za Gomułki lub wczesnego Gierka.
                                            Teraz w końcu rozumiem Twoje kompleksy wobec psychologów i psychoterapeutów i jadowitą niechęć.
                                            Nie rozumiem tylko dlaczego udawałaś biegłego sądowego?


                                            • leda16 Re: To trudny temat... 20.12.12, 10:30
                                              szaman.ka napisała:

                                              > Rzeczywiście zapomniałam,że Ty swoje studia robiłaś jeszcze za Gomułki lub wcze
                                              > snego Gierka.


                                              Z historii też jesteś cieniutka.


                                              > Teraz w końcu rozumiem Twoje kompleksy wobec psychologów i psychoterapeutów i
                                              > jadowitą niechęć.



                                              Kompleksy? A jakież to?


                                              > Nie rozumiem tylko dlaczego udawałaś biegłego sądowego?



                                              Udawałam? Gdzie i kiedy?
                                    • kropidlo5 Re: To trudny temat... 19.12.12, 15:09
                                      Susan Forward nigdzie nie pisala, ze wszyscy czy wiekszosc. Nie podoba ci sie, bo skatalogowala niewlasciwe zachowania i nazwala je po imieniu, a lepiej zamiesc pod dywan i udawac, ze jest ok jak jest.
                                      Poza oczywistymi, jak molestowanie seksualne i przemoc fizyczna, Forward wymienia sytuacje, gdy dziecko jest rodzicem dlas swego rodzica, przemoc psychiczna, manipulacje itop i to domysloam sie sie Tobie nie podoba, tylko nie wiem dlaczego.
                                      Wydaje mi sie, ze widzisz problem zerojedynkowo, tzn albo wszyscy rodzice dobrzy albo wszyscy zli, a ze nie wszyscy zli to wszyscy dobrzy, a w istocie niektorzy rodzice sa bardzo toksyczni, inni nieco a inni prawie wcale, neiktorzy ciaghle, inni okazyjnie, ,to cale spektrum zachowan.
                                      Ostatecznym celem nie jest jednak katalogowanie rodzicow tylko zmierzenie sie z problemami i niewlasciwymi zachowaniami, nazwac je, okreslic, ze byly niewlasciwe i dokonac zmiany. Postawa zamiatania pod dywan powiela zle zachowania a nic nie daje, tylko zludny spokoj i pozorna zgode, a chyba chodzi o praawdziwosc?
                                      • szaman.ka Re: To trudny temat... 19.12.12, 15:25
                                        Konsekwencje takiego postępowania tzn.tłumienia i zamiatania pod dywan są takie jak na Bałkanach.W epoce Tito, wszystkie narodowości żyły w pozornej zgodzie i jedności,a piekło się rozpętało,gdy ustrój totalitarny padł.

                    • leda16 Re: To trudny temat... 19.12.12, 08:45
                      czteryzywioly napisał(a):


                      Tak, pracuje, ale jednak coś tam w tej pracy robię.



                      No więc "coś tam" mama Ci płaci. Niewiele i pewnie tylko dlatego, że jesteś jej córką. Nie, żeby nie chciała więcej, ale utrzymanie firmy kosztuje a 80% dochodów pochłaniają koszty zatrudnienia pracowników, zwłaszcza tych od przerzucania papierków. Chyba wiesz coś o tym, skoro sama miałaś dochód "aż" 200 zł miesięcznie :). Normalny pracodawca najpierw koszty osobowe minimalizuje, zamiast dwóch ludzi w papierkach grzebać i słuchawkę telefonu podnosić, robi to jeden. Państwowi też obecnie tną koszty i rozbuchana administracja gwałtownie się kurczy. W takich np. polskich bankach setki ludzi wylatuje na bruk. Nie znasz rynku pracy, zasad rządzących biznesem a pretensje jak stąd do Honolulu. Głupie, bezmyślne pretensje. Idź do tej psychopatycznej terapeutki, która nauczyła Cię nienawiści do matki za nasze, podatników pieniądze, może Cię zatrudni. Będziesz u niej "coś tam robić'. Może gabinet zamiatać?




                      Normalna praca, rano przyjść, zrobić swoje, a po południu wyjść. Ale wiem, że muszę to zmienić.



                      A sorki, kto w tym czasie opiekuje się dzieckiem? Bo pisałaś, że ma dopiero 3 latka a Ty na urlopie wychowawczym siedzisz. Mało która matka ma takie szczęście, żeby na bezpłatnym urlopie wychowawczym zarabiać jakąkolwiek forsę. Zwykle są totalnie uzależnione finansowo od pracujących na utrzymanie rodziny mężów. A Ty zamiast matce dziękować, pyszczysz aż się niedobrze robi i strzelasz fochy niczym rozkapryszona primadonna. Matkę jako wroga i toksynę postrzegasz, demoralizujesz dziecko swoim lekceważeniem jej mądrości i doświadczenia życiowego, plujesz na jej uczucia. Oby deprawowany w ten sposób od maleńkości dzieciak nie napluł kiedyś na Ciebie.



                      Czy w Waszych miejscach pracy pracują tylko ko
                      > biety bezdzietne? Albo takie z odchowanym potomstwem?



                      Moje miejsce pracy istnieje po to, żeby bilans zysków i strat kształtował się na korzyść pracodawcy a nie pracownic z małymi dziećmi. Owszem, urlop wychowawczy muszą dać, ale po powrocie sprawę rozwiązuje się z dwutygodniowym wypowiedzeniem i po krzyku. Zwłaszcza gdy za bramą czeka 20 chętnych, wykształconych mężczyzn, specjalistów w tej branży. Od 3 lat u nas nie ma nowych przyjęć. Nie ma podwyżek pensji. Zarabiamy poniżej średniej krajowej. Jesteśmy ustawicznie mobingowani groźbą utraty pracy. Dyrektor, wówczas jeszcze urzędu państwowego przegrał w sądzie sprawę o niepłacenie 100 pracownikom ZUS. Ale już żądnej kary nie dostał. Zapłacił oczywiście z naszych podatków.


                      > Serio piszę jak potłuczona?


                      Nie, jak smarkula nie znająca realiów życia w Polsce. Naiwnie myśląca, że pracodawcy będą się w kolejce do Ciebie ustawiać i kieszenie pieniędzmi Ci napychać, żebyś tylko zechciała ich papierki przerzucać. Rodzina Soprano to dzisiejszy model stosunków ekonomicznych w Polsce Koleżanko a nie socjalistyczne mrzonki, którymi Cię psychoterapeutka nafaszerowała. Któreś Ty bezmyślnie, bezkrytycznie łyknęła ze szkodą dla siebie.


                • leda16 Re: To trudny temat... 18.12.12, 16:28
                  czteryzywioly napisał(a):

                  > Ty tak na poważnie? Czy ironia przez Twoje słowa przemawia? Bo jak na poważnie,
                  > to wg Twojego pkt. widzenia mogę sobie w łeb strzelić. Nigdy nic nie osiągnę,
                  > skoro taki jest rynek pracy w Polsce. Pewnie jesteś starsza i wiesz lepiej niż
                  > ja.


                  A co, myślałaś że żartuję? I nigdzie nie pisałam o strzelaniu sobie w łeb, (raczej o wstrzeleniu się w trudny rynek) tylko szanowaniu tego, co masz. Masz troskliwą matkę, pracę, swoją rodzinę, mąż pewnie też zarabia. Ciesz się z tego zamiast narzekać. Daj sobie luz chociaż na 3 lata i dziecku przywiązać się do ciebie, zamiast do obcych, obojętnych emocjonalnie bab w żłobie. Pierwsze 3 lata są w życiu dziecka najważniejsze, więc normalna, oczytana w psychologii dziecka matka staje na rzęsach, żeby je wychować w rodzinie a nie w przytułku dla małych dzieci. Ty aż kwiczysz z niecierpliwości, żeby dziecko podrzucić komuś obcemu. A sama na traktor, jak w zgniłym socjalizmie. Grunt to forsa i samodzielność, co? Pewnie myślisz, że obcy lepiej ci dzieciaka wychowają niż ty, jego ojciec i kochająca babcia. To źle myślisz. A w ogóle to twoje myślenie błędy żenujące zawiera. Skoro teraz ci się nie powiedzie, to przez całe życie ci się nie powiedzie? To głupota takie fatalistyczne myślenie. Ono cię obezwładnia a nie kochająca mamuśka.


                  > Mam męża i nie mieszkam z mamą i wcale nie jestem taka rozkapryszona, jak napis
                  > ałaś. Chyba, że rozkapryszenie widzisz w tym, że chcę się usamodzielnić, bo wid
                  > zę, jaka ta sytuacja jest beznadziejna...



                  Przecież już jesteś samodzielna. Samodzielnie wybrałaś męża, założyłaś rodzinę, samodzielnie pracujesz. A że u matki? Tym lepiej bo do roboty spóźniać się możesz :). Nie rozumiem co w tym beznadziejnego.


                  > Doświadczenie, kwalifikacje mówisz? Gdybym je miała, to bym żadnego pracodawcy.
                  szukać nie musiała, bo bym sama sobie była pracodawcą.


                  No cóż. Tłumaczę a ty dalej swoje. Ja mam to wszystko i ...kilku pracodawców. Sama nie wydoliłabym na ubezpieczenia, a nie dopiero godziwe życie, budowę, mieszkanie, auto, wakacje na Costa Brava. Do niedawna młodszy syn był na naszym utrzymaniu Teraz zarabia na umowie-zleceniu...8 zł za godzinę. Inni jego koledzy po studiach wzięli się za flizowanie, szoferakowanie, itp. prace fizyczne. Jakbyś się pytała to odprowadzić musisz 4 ubezpieczenia na kwotę minimum 1000 zł + podatek dochodowy, co miesiąc pity wypełniać, martwić się czy będzie klient. A po licho mi takie kłopoty. Ja zarobię i pracodawcy kasy przysporzę
                  No to kalkuluj zyski, podatki, przychody i do roboty. Narzekaniem nic nie zwojujesz.
                  • czteryzywioly Re: To trudny temat... 18.12.12, 16:40
                    Widzisz, w Twoim myśleniu ważną rolę odgrywa wiek dziecka. On ma już 3 lata, od września pójdzie do przedszkola. I właśnie dlatego, że nie chciałam, żeby mi ktoś obcy dziecko wychowywał, zostałam z nim w domu. Dlatego zrezygnowałam ze swojej działalności, bo u mamy kasa była pewniejsza, a na działalności lekko do przodu byłam (200zł może). Czasu nie miałam na jedną i drugą pracę.
                    A jeśli chodzi o powodzenie. Mam 29 lat i czuję się, jak bezdzietna 40-latka, której zegar biologiczny powoli wygasa. Tak jestem już niecierpliwa.
                    W pracy u mamy zdobywam zupełnie niepotrzebne doświadczenie, bo mam skrajnie inny zawód. To tak, jakby pielęgniarka pracowała na poczcie. Jak nie zacznie, jako pielęgniarka w końcu, to za chwilę na tej poczcie zostanie. Jeśli jej tak dobrze, to nie ma problemu. Ale mi nie jest dobrze.
                    W moim zawodzie bardzo często wymagają własnej działalności i umowa o dzieło idzie w ruch. Nikt się moimi opłatami martwić nie będzie, bo na moje miejsce jest 10 z już otwartą działalnością.
                    • l.witch.l Re: To trudny temat... 18.12.12, 23:51
                      A jaki to rodzaj pracy? Z ciekawosci pytam...:=)
                      • czteryzywioly Re: To trudny temat... 18.12.12, 23:57
                        Trochę biurowo-handlowa.
                        • czteryzywioly Re: To trudny temat... 18.12.12, 23:58
                          Miało być biurowo-handlowa.
                          • lifeisaparadox Re: To trudny temat... 19.12.12, 09:55
                            Nie traktuj forum jak wyroczni.
                            Ja mam wrażenie że tobie brakuje odpowiedniego pokierowania rozwojowego, zamiast którego znasz krytykę niepowodzeń i odsuwanie od stawiania czoła wyzwaniom oraz surową ocenę i niecierpliwość, a w zamian podawanie na tacy gotowych rozwiązań i nadopiekuńczość. Do tego zazwyczaj jest niepomierne wychwalanie za zwyczajne rzeczy, codzienne, przeciętne osiągnięcia.

                            Zawsze stajemy się tacy jak nasi opiekunowie.
                            • czteryzywioly Re: To trudny temat... 19.12.12, 12:49
                              lifeisaparadox napisał:

                              > Nie traktuj forum jak wyroczni.
                              > Ja mam wrażenie że tobie brakuje odpowiedniego pokierowania rozwojowego, zamias
                              > t którego znasz krytykę niepowodzeń i odsuwanie od stawiania czoła wyzwaniom or
                              > az surową ocenę i niecierpliwość, a w zamian podawanie na tacy gotowych rozwiąz
                              > ań i nadopiekuńczość. Do tego zazwyczaj jest niepomierne wychwalanie za zwyczaj
                              > ne rzeczy, codzienne, przeciętne osiągnięcia.

                              >
                              Chyba to, co napisałaś jest charakterystyką mojej osoby, bo podkreślony fragment stwarzał sytuacje komiczne w zachowaniu mojej mamy. Np. mówiłam jej, że nie umiem czegoś do szkoły (nie, że się nie nauczyłam, tylko, że nie rozumiem np. termodynamiki), a ona mi na to mówiła coś w stylu: ale świetnie gotujesz. Jak piernik do wiatraka. Tak jakby chciała mnie pocieszyć, że nie jestem taka beznadziejna, bo umiem gotować...

                              > Zawsze stajemy się tacy jak nasi opiekunowie.
                              Chciałabym być tak pracowita i być takim fachowcem w jakieś dziedzinie, jak moja mama. Wcale by mi to nie przeszkadzało. Ale ona swoim zachowaniem, jakby chciała mnie od tego odwieść, mówiąc w tym nie ma nic specjalnego- zwykła szara rzeczywistość i harówka. Albo mówiąc: masz jeszcze czas na zostanie ekspertem. Chce, żebym zrobiła coś, czego ona nie zrobiła. Żebym zajęła się wychowaniem dziecka, a na spełnienie się, jako osoba dorosła, poczekała na drugą młodość, jak dziecko dorośnie (nie podrośnie).
                              • lifeisaparadox Re: To trudny temat... 19.12.12, 15:16
                                czteryzywioly napisał(a):

                                > Chyba to, co napisałaś

                                -eś nie aś, jestem facetem ;)

                                > jest charakterystyką mojej osoby, bo podkreślony fragmen
                                > t stwarzał sytuacje komiczne w zachowaniu mojej mamy. Np. mówiłam jej, że nie u
                                > miem czegoś do szkoły (nie, że się nie nauczyłam, tylko, że nie rozumiem np. te
                                > rmodynamiki), a ona mi na to mówiła coś w stylu: ale świetnie gotujesz. Jak pie
                                > rnik do wiatraka. Tak jakby chciała mnie pocieszyć, że nie jestem taka beznadzi
                                > ejna, bo umiem gotować...

                                Tak że teraz, gdy ktoś Ci powie że coś robisz źle, albo mylisz się, lub popełniłaś błąd - będziesz się bardzo złościć, bo w swoim życiu przyswoiłaś, że gdy jest trudność, to nie ma rozwiązania. Że można tylko odwrócić uwagę od problemu i go obejść, najlepiej zrobić to poprzez eksponowanie swoich innych zalet.
                                Albo będziesz robotycznie wykonywać jak uniżona osoba, na wzór wydawanych komend przez matkę, nie rozumiejąc zbytnio co się dzieje. Próbując to zrozumieć po swojemu, w zupełnie oderwanych od reszty kategoriach. Albo budować w wyobraźni swój przesadzony wizerunek wspaniałości, bo robisz coś dobrze, a budowanie swojego pozytywnego wizerunku to jedyny sposób jaki znasz - kompensacja deficytów poprzez idealizowanie siebie (bo umiesz gotować itd. itp.).

                                > > Zawsze stajemy się tacy jak nasi opiekunowie.
                                > Chciałabym być tak pracowita i być takim fachowcem w jakieś dziedzinie, jak moj
                                > a mama. Wcale by mi to nie przeszkadzało. Ale ona swoim zachowaniem, jakby chci
                                > ała mnie od tego odwieść, mówiąc w tym nie ma nic specjalnego- zwykła szara rze
                                > czywistość i harówka.

                                Pewnie ma rację, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ale dla Ciebie, osoby która nie zbudowała poczucia własnej wartości od podstaw, każdy kto jest w czymś już zbudowany i dobry, będzie kimś lepszym od Ciebie, kimś, komu się udało a Tobie nie uda się nigdy ale dobrze jest sobie pomarzyć, że może kiedyś... i wyobrażać swoje sukcesy, oraz wyobrażać sobie... dużo rzeczy.

                                Albo będzie to dla Ciebie walka o to, kto jest autorytetem, na zasadzie rywalizacji wizerunku siebie.

                                > Albo mówiąc: masz jeszcze czas na zostanie ekspertem. Chc
                                > e, żebym zrobiła coś, czego ona nie zrobiła. Żebym zajęła się wychowaniem dziec
                                > ka, a na spełnienie się, jako osoba dorosła, poczekała na drugą młodość, jak dz
                                > iecko dorośnie (nie podrośnie).

                                W sumie, to też jakaś opcja.
                                Obyś tylko jakoś nauczyła się empatii ponownie.

                                Dużo osób z powodu deprywacji potrzeby empatii i zrozumienia nadrabia te deficyty wyobraźnią. Albo przeżywają "kontakt z Bogiem który ich kocha i zna wszystkie ich myśli i kieruje tam gdzie należy itp."... to są naprawdę ciężkie następstwa pozostawienia dziecka z deficytem empatii. To jest naturalna cecha człowieka, która przybiera formę internalizacji wewnętrznej, wsobnej, a powinna być nakierowana na poznanie zewnętrzne i doznawanie stymulacji w świecie ludzi, w społeczeństwie.
                                Ale gdy u rodziców natrafiła na beton i niezrozumienie, to wycofuje się do środka i okopuje sposobami na uniknięcie frustracji z kontaktem na zewnątrz.

                                Właśnie takie prześwity empatii w kontakcie w terapii pozwalają na odnalezienie tych braków. Tylko to jest takie straszne właśnie, bo tam jest głęboka rana.
                                • czteryzywioly Re: To trudny temat... 19.12.12, 15:40
                                  Ok facecie:).

                                  Dokładnie taka jestem, pomimo tego, że znam swoje wady, samą siebie oszukuję.
                                  To co mam zrobić. Gdzie mam szukać terapeuty, który będzie postępował ze mną fachowo? Ile taka terapia trwa? W sensie pół roku czy 5 lat?
                                  • lifeisaparadox Re: To trudny temat... 19.12.12, 16:58
                                    Jesteśmy zbiorem zamkniętym sami z sobą, dlatego potrzebujemy drugiego człowieka i empatii.

                                    Pewnie można i z 5 lat szukać dobrego terapeuty, albo tyle samo lat, żeby przemóc się i przekroczyć taką rezerwę i unikanie trudnych tematów o których tutaj napisałem.
                                    Możesz się wiele razy przyłapać, że mimo zmiany nastawienia na otwartość, za każdym razem będziesz wpadać w samoobronę i bronienie swojego "wizerunku" czy samowystarczalności i tak naprawdę żeby ten jeden element tylko zmienić, to jest jak nauka pisania drugą ręką niż tą którą przywykłaś.
                                    W internecie na pewno możesz znaleźć listę terapeutów w swojej okolicy. Zawsze możesz zapytać lekarza rodzinnego.

                                    Na forum możemy sobie tylko powiedzieć takie spostrzeżenia swoje i cóż tu można więcej...
                                    • czteryzywioly Re: To trudny temat... 19.12.12, 17:53
                                      Wiem, że można w necie poszukać, ale ja byłam u poleconej terapeutki.
                                      Możesz podać mi swojego @, bo chciałam zapytać na co zwrócić uwagę przy wyborze terapeuty. Nie jestem z województwa małopolskiego. Nie chcę szukać kolejnych 5 lat terapeuty, bo wydaje mi się, że rezerwę przekroczyłam.
                                      • szaman.ka Re: To trudny temat... 19.12.12, 19:06
                                        Ja w zasadzie nie wiem dlaczego postanowiłaś szukać innej terapeutki.?
                                        To,że Leda ją zdyskwalifikowała jest powodem ?
                                        Ona dyskwalifikuje z reguły wszystkich terapeutów,tak,że nic nowego Cię nie spotkało.
                                        Ja miałam zastrzeżenia,że nie widać Twojej terapii po sposobie opisania problemu,lecz gdy napisałaś,że to było tylko pięć spotkań wycofałam się z tych zastrzeżeń,bo na pięciu spotkaniach nie można zbyt wiele zrobić.Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę,że terapeuta musi Cię poznać i zapoznać się z Twoimi problemami,a to zawsze wymaga kilku spotkań.
                                        Jeśli się dobrze z nią czułaś,wracaj do niej.
                                        • czteryzywioly Re: To trudny temat... 19.12.12, 19:40
                                          Nie dlatego. Z jakiegoś powodu przestałam do niej chodzić. Właściwie to dlatego, że nie potrafiłam się przed nią otworzyć i mówić o najtrudniejszych sprawach. Jest jeszcze jeden powód, ale o tym nie chcę pisać na forum. A napisałam gdzieś, że dokładnie pięć razy byłam? Chyba już nie wiem, co piszę:)
                                          • lifeisaparadox Re: To trudny temat... 20.12.12, 03:48
                                            Ważna jest płeć terapeuty, jak miałaś powiedzmy beton w wielu sferach w relacji ze swoją mamą, to z kobietami możesz mieć już taką barierę we wchodzeniu w relację terapeutyczną.
                                      • lifeisaparadox Re: To trudny temat... 19.12.12, 19:38
                                        Za wiele się nie znam na terapeutach, dobrze było by zacząć od jakiejś diagnozy, testów które mają określić spektrum cech i problemów, a później można mówić o jakiejś specjalizacji - np. leczenie nerwic, czy zab. osobowości, czy też jakieś bliżej określone sprawy i pytać terapeutów czy się tego podejmują, na ogół mają swoje specjalizacje w tym zakresie. No jest to tak usystematyzowane. Może terapia psychodynamiczna, albo psychoanalityczna jeśli szukasz czegoś tak już pod podejście które moim zdaniem może i było by lepsze.
                                        pisz na lifeisaparadox@gazeta.pl jak coś
                                  • leda16 Re: To trudny temat... 19.12.12, 23:14
                                    czteryzywioly napisał(a):


                                    > To co mam zrobić. Gdzie mam szukać terapeuty,


                                    Terapeuty??? To już nie chcesz szukać roboty, samodzielności, podnosić swoich kwalifikacji ( z biurowością niewiele zwojujesz) tylko niczym bluszcz uwiesić się na następnej podporze? Przecież jesteś żoną, matką. To Ty masz być dla bliskich podporą zamiast bluszczyć na kim się da, a matką poniewierać. najwyraźniej z piaskownicy nie chcesz wyskoczyć. Pewnie, lepiej następnego kozła ofiarnego poszukać. W pierwszym poście emocjonujesz się jak to Ci terapia bardzo pomogła, ile to nie przemyślałaś, ile to nie zrozumiałaś, już ha, ha - po 5-ciu wizytach ją zakończyłaś a teraz od nowa chcesz się babrać w swoich uczuciach. i pieścić sama ze sobą. Obce nicki internetowe pytasz co robić. Matki nie zapytasz, bo matka to wróg, głupia, nadopiekuńcza, źle doradzi. Obca baba doradzi lepiej. A jak ci nie będzie pasować, najwyżej przerwiesz terapię. Zmarnujesz jej czas i nasze pieniądze. Bo Ty wcale nie chcesz się zmienić. Na to jesteś zbyt leniwa, skoro po kilku wizytach strzelasz focha. Psychoterapia b-p. to żmudna, wielomiesięczna harówka. Nie psychoterapeuty, harówka pacjenta. A póki co, szukaj pracy zarobkowej, sprawdź się tam, a w trakcie byle jakiego przerzucania papierków podnoś swoje kwalifikacje. Choćby po to, żeby kiedyś dziecko było z ciebie dumne. I żebyś była dumna sama ze siebie.
                                    • czteryzywioly Re: To trudny temat... 20.12.12, 08:43
                                      Hmmm, tu gdzie mieszkam nie ma terapeuty na NFZ. Zanim pójdę na terapię, muszę znaleźć pracę, bo bez tego nie będę na terapeutę miała pieniędzy. ULŻYŁO CI?
                                      • lifeisaparadox Re: To trudny temat... 20.12.12, 09:07
                                        Leda tak zawsze ciska mięsem we wszystkich.
                                        Na pewno masz psychologów na NFZ, w sąsiednich miejscowościach najwyżej. Możesz się przejść do poradni zdrowia psychicznego po skierowanie i informacje w tej sprawie.
                                        • czteryzywioly Re: To trudny temat... 20.12.12, 10:25
                                          Krytyka Ledy była do któregoś momentu konstruktywna, ale faktycznie w którymś momencie to się zmieniło.

                                      • leda16 Re: To trudny temat... 20.12.12, 10:42
                                        czteryzywioly napisał(a):

                                        . Zanim pójdę na terapię, muszę
                                        > znaleźć pracę, bo bez tego nie będę na terapeutę miała pieniędzy. ULŻYŁO CI?



                                        Oczywiście! Wolę żeby nasze podatki poszły na leki dla chorych dzieci. Jednak żal mi Twojego dziecka. Zamiast wyrzucać forsę w błoto, za te zarobione pieniądze weź go do Legolandu lub na Costa de Sol. Popatrzysz sobie potem na zdjęcia roześmianego, szczęśliwego syna i od razu poczujesz się lepiej. Chyba, że wolisz sobie dogadzać, jego kosztem, i zamiast działać, mazgaić się u psychoterapeuty. To rób co chcesz, Twoja sprawa, Twoja rodzina.
                                        • kropidlo5 Re: To trudny temat... 20.12.12, 11:03
                                          Ty po prostu nie przyjmujesz do wiadomosc istnienia zaburzen psychicznych i emocjonalnych. Jesli ktos nie widzi smokow albo nie mysli, ze jest caryca Katarzyna to znaczy, ze jest zdrowy. Przy takim podejsciu wszelaka rozmowa z Toba nioe ma sensu, nie wiem co w ogole robisz na forum ktore sie zwie Psychologia, skoro nauki takiej i jej wnioskow nie uznajesz?
                                          Chyba logujesz sie tutaj na zasadzie podobnej jak ateista sie loguje na forum dla katolikow, zeby sie wyzyc, ale to swiadczy o tym, ze sama musisz miec jakies problemy, skoro musisz poprawiac sobie natsroj przez logowanie sie na forum z dziedzny nauki ktorej niie uznajesz i wrecz nienawidzisz.
                                          Nie zdrowiej isc na basen?
                                          • szaman.ka Re: To trudny temat... 20.12.12, 11:57
                                            Wiesz, niektórzy traktują forum jako taką kloakę,do której się wrzuca nagromadzone frustracje.
                                            Można tutaj bezkarnie wyżyć się na innych
                                            Jeżeli Leda zajmuje się resocjalizacją przestępców,to nie jest to łatwy kawałek chleba i raczej Syzyfowa praca,która jest bardzo dołująca i stresująca a w dodatku nisko płatna.
                                            Poprawia sobie tutaj samopoczucie wyżywając się na terapeutach i daje upust zawiści,że Ci lepiej od niej zarabiają.Zdaje mi się ,że robi to od lat.Przez ten czas sama mogła skończyć psychoterapię (,są ośrodki które przyjmują absolwentów po innych kierunkach,niekoniecznie trzeba mieć magisterium z psychologii.)Zamiast innym zawiścić zarobków z mielenia ozorem mogłaby też sama tak dobrze zarabiać i byłaby wtedy prawdziwym ekspertem i nie miałaby wtedy potrzeby podszywać się pod eksperta.
                                            • lifeisaparadox Re: To trudny temat... 20.12.12, 12:31
                                              Kto jeździ po Ledzie ten taki sam rozbójnik
                                              • kropidlo5 Re: To trudny temat... 20.12.12, 13:48


                                                lifeisaparadox napisał:

                                                > Kto jeździ po Ledzie ten taki sam rozbójnik

                                                Nikt nie jezdzi, oczywiscie to aluzja do mnie zapewne, tutaj sie zastanawiamy, zadalem pytania o cel jej pobytu na forum i ona moze odpowiedziec, nie wyzywam, nie obrazam, nie robie podlych insynuacji i nie zakladam lewych kont by ja lzyc i wulgarnie wyzywac- takze lepiej czlowieku przyjrzyj sie sobie zanim zabierasz sie do drzazgi w oku innych.
                                            • kropidlo5 Re: To trudny temat... 20.12.12, 13:45
                                              Mozliwe, aczkolwiek nadal nie rozumiem do konca czemu akurat tu. Moze lepsze byloby forum psychologw polskich, jakies branzowe? Tutaj to glownie zblakane owieczki albo amatorzy, specjalistow niewiele, wiec mysle, sobie czemu akurat tutaj?
                                              Glownie chodzi mi o jeden paradoks- Leda wydaje sie nie uznawac zadnych zaburzen poza najciezszymi- a skoro nie ma zaburzen to nie ma leczenia i 'pracy nad soba', jesli uznaje taki poglad to ok, jej sprawa, ale czemu akurat przychodzic do ludzi z problemami, by im wmawiac, ze nie maja problemow?
                                              To jakas lekka perwersja albo jaka niechec do takich ludzi? Alez skad, z kontaktow z przestepcami? Przestepca to z definicji ktos, kto popelnil przestepstwo, albo wiele przestepstw, a tutaj nikt poki co sie nie ujawnia, ja moge osobiscie Lede zapewnic ze nigdy nie bylem za nic karany, nawet mandatem za wykroczenie, nigdy nie bylem zatrzymany a moj jedyny kontakt z policja sprowadzal sie do upomnien za picie w parkach i na skwerach.
                                              Watpie by inni tutaj mieli kariery przestepcze tez, przynajmniej nikt nie przyznal sie chyba jak do tej pory?
                                            • kobza16 Re: To trudny temat... 20.12.12, 20:08
                                              Oczywiscie szaman.ka tutaj sie z tobą nie zgodze. Nie zgadzasz sie z Ledą ok, ale jej nie obrazaj, insynuując jak mało to ona zarabia. Jako psycholog ktorym rzekomo się obwieszczasz, co sobą reprezentujesz w takiej sytuacji? Prawda wielu boli, i trzeba się z wami ochodzic jak jajeczkami. Jak dla mnie Leda jest logiczna i konkretna do bólu, czego nei można powiedzieć o rozchwianej emocjonalnie autorce tego postu.

                                              Baba 29 lat, dzieciata, czująca się niczym przekwitająca 40tka, a rozczula się nad sobą jak 16letnia panienka. Bez matki juz dawno by zginęła, bo to to się do nieczego nie nadaje. We wasnym zawodzie była do przodu marne 200 zł, lol - toz to jest do czego tęsknic.

                                              Nie mozna kszty własnej szczerej opini wyrazić bo już sie napuszy i z podkulonym ogonem ucieknie. Jak nei chce sluchac rad, to niech niech ich nie oczekuje. Forum to wolna wymiana mysli.

                                              Jak mozna powaznie traktowac kobeite, ktora wlasną matke, ktora skacze przy niej juz 29 lat, nazywa toksyczną?
                                              • czteryzywioly Re: To trudny temat... 20.12.12, 20:43
                                                Ja nigdzie nie uciekłam.
                                                Nie czytasz ze zrozumieniem, bo z tą 40-stką chodziło o to, że mi się spieszy do pracy, jak jej do dziecka, bo to już ostatni dzwonek na pewnie sprawy.
                                                Nie powiedziałam, że w swoim zawodzie te 200 zł zarabiałam. Ciekawe ile zarabia przeciętna jednoosobowa firma na początku działalności...Wielu traci.
                                                Ale obrażanie mnie i sprowadzanie mnie do roli "to to do niczego się nie nadaje" żadnym udzielaniem rad nie jest.
                                                Nie skacze przy mnie od przynajmniej kilku, ale to kolejny "fakt", który ktoś sobie dopowiedział.
                                              • szaman.ka Re: To trudny temat... 20.12.12, 21:14
                                                Tak ,Leda jest szczera aż do bólu. Natomiast ,masz rację,że autorka postu ma problemy emocjonalne,bo właśnie z nimi tutaj na forum się zwróciła.
                                                Została tak podsumowana przez Ledę,że pytała; czy jej pozostaje tylko w łeb sobie strzelić?
                                                Nie uważam,by autorce wątku od takiego podsumowania stan emocjonalny mógł się poprawić,a raczej wręcz przeciwnie.
                                                Dla mnie,jest to nic innego,jak wyładowanie własnej frustracji na kimś, kto akurat się nawinął.
                                                Leda obraziła mnie nie raz.
                                                To co napisałam o niskich zarobkach Ledy nie było moją insynuacją,bo sama napisała w tym wątku,że zarobki u nich są poniżej średniej krajowej i od 3 lat nie ma przyjęć i jeszcze są groźby ze strony pracodawcy.
                                                Prawimy sobie nawzajem różne złośliwości,ale to akurat nie była z mojej strony złośliwość,lecz próba zrozumienia powodów jej frustracji.Jeśli buduje w dodatku dom,to pewnie musi brać jakieś zlecenia,czy dodatkowe prace,a to wszystko frustruje.
                                                Nigdy się nie obwieszczałam na forum jako psycholog.
                                                Ujawniłam kiedyś na swoim profilu wszystkie swoje kwalifikacje,co poczytano mi za arogancję i dlatego zlikwidowałam swój profil.
                                                • leda16 Re: To trudny temat... 21.12.12, 11:20
                                                  szaman.ka napisała:
                                                  Została tak podsumowana przez Ledę,że pytała; czy jej pozostaje tylko w łeb sob
                                                  > ie strzelić?


                                                  Czy Ty na prawdę nie odróżniasz konfrontacji realiów życiowych od chciejstwa? W sytuacji autorki postu pozostaje niestety tylko jedno- albo rzeczywiście strzelić sobie w łeb lub raczej ten łeb rozbić skacząc z 10-tego piętra, bo pozwolenia na broń też pewnie nie ma, lub zabrać się do roboty, myślenia, podnoszenia swoich kwalifikacji, żeby mieś lepsze szanse na rynku pracy. Zamiast tego, Ona woli mielić ozorem u psychoterapeuty i jemu kasę nosić. No to niech nosi, jej sprawa.

                                                  > Nie uważam,by autorce wątku od takiego podsumowania stan emocjonalny mógł się p
                                                  > oprawić,a raczej wręcz przeciwnie.


                                                  Widać uważasz, że od zakłamywania rzeczywistości i nierealnej samooceny jej stan psychiczny się poprawi. Ja zaś uważam, że po chwilowej euforii tym boleśniejsze będzie zderzenie z rzeczywistością.


                                                  > Dla mnie,jest to nic innego,jak wyładowanie własnej frustracji na kimś, kto aku
                                                  > rat się nawinął.



                                                  No cóż, z emocjonalnym podejściem do problemu nie sposób dyskutować.


                                                  > To co napisałam o niskich zarobkach Ledy nie było moją insynuacją,bo sama napis
                                                  > ała w tym wątku,że zarobki u nich są poniżej średniej krajowej i od 3 lat nie m
                                                  > a przyjęć i jeszcze są groźby ze strony pracodawcy.


                                                  Tak , to prawda, na szczęście tylko w odniesieniu do jednego z moich pracodawców.


                                                  to akurat nie była z mojej strony
                                                  > złośliwość,lecz próba zrozumienia powodów jej frustracji.Jeśli buduje w dodatku
                                                  > dom,to pewnie musi brać jakieś zlecenia,czy dodatkowe prace,a to wszystko frus
                                                  > truje.


                                                  To też prawda, przez 3 tygodnie pracuję po 10 godz. dziennie a wolałabym tylko 4, ale przecież to mój wybór, najlepszy w naszych polskich realiach. Sfrustrowana też nie jestem, czasem tylko przemęczona. Frustrująca byłaby dla mnie natomiast sytuacja siedzenia z założonymi rękami i narzekania oraz trwonienia pieniędzy na szarlatanów jakimi w większości są psychoterapeuci.


                                                  > Nigdy się nie obwieszczałam na forum jako psycholog.


                                                  A jesteś nim w realu?



                                                  > Ujawniłam kiedyś na swoim profilu wszystkie swoje kwalifikacje,co poczytano mi
                                                  > za arogancję i dlatego zlikwidowałam swój profil.


                                                  Pewnie z zawiści ;). Widać inni profilanci nie mieli być z czego dumni.
                                            • leda16 Re: To trudny temat... 21.12.12, 10:57
                                              szaman.ka napisała:
                                              > Jeżeli Leda zajmuje się resocjalizacją przestępców,to nie jest to łatwy kawałek
                                              > chleba i raczej Syzyfowa praca,która jest bardzo dołująca i stresująca a w dod
                                              > atku nisko płatna.


                                              A jeżeli się jednak nie zajmuję, to cała twoja koncepcja odreagowywanych frustracji bierze w łeb, w związku z czym cierpi Twoje i tylko Twoje samopoczucie. A w ogóle skąd to natrętne zainteresowanie moja osobą, tym co robię w realu? Widać moja odmienność poglądów albo raczej odstawanie od wroniego krakania w jakiś sposób Cię fascynuje. No to zastanawiaj się dalej kim jestem i co robię w życiu dopóki, nie wmówisz w siebie coś, co Ci pasuje, co zmniejszy Twoją projekcję frustracji na moją skromną osobę :). A zwisasz mi na tyle kochana, że są mi zupełnie obojętne Twoje założenia. Skoro zaś na Twojej i innych nicków internetowych akceptacji mi nie zależy, jest rzeczą absurdalną czynić wysiłek celem podszywania się tutaj pod kogokolwiek. Ty założyłaś sobie, że się "podszywam pod biegłego sądowego" więc niech Ci będzie, skoro wiara we własne wymysły wybitnie poprawi Twoje samopoczucie. Zaś mnie do poprawy samopoczucia zupełnie wystarczy kasa z sądów i prokuratur :).


                                              Zdaje mi się ,że robi to od lat.Przez ten c
                                              > zas sama mogła skończyć psychoterapię (,są ośrodki które przyjmują absolwentów
                                              > po innych kierunkach,niekoniecznie trzeba mieć magisterium z psychologii.)


                                              Dzisiaj na kurs psychoterapii przyjmują każdego po jakichkolwiek wyższych studiach. Tyle, że jak się to śmiesznie wyraziłaś "za wczesnego Gierka" a dokładniej -zejściowego Gierka psychoterapia była wykładana na III i IV roku studiów specjalizacyjnych z psychologii klinicznej. Oczywiście do zaliczenia przedmiotu konieczna była też ocena z ćwiczeń. Teraz uczelnie, w swoim dobrze pojętym interesie ekonomicznym wypuszczają niemalże ćwierć analfabetów psychologicznych, którzy z nabożeństwem traktują każdą wydrukowaną w "Charakterach" brednię i każdą spłodzoną dla kasy teorię. Taki pożal się boże "psycholog", zaraz po uzyskaniu pracy (o ile w ogóle uda mu się ją w branży uzyskać) musi studiować od nowa przez 5 lat - jeśli jest w miarę zdolny i kasiasty (razem kurs psychoteraiii i specjalizacji) lub 10 - najpierw specjalizacja potem kurs psychoterapii. Przez te 10 lat inwestuje w siebie ok.60 tys zł.które przy dzisiejszym nasyconym psychoterapeutami i psychologami rynku pracy (w jednym z krakowskich szpitali leży w kadrach 70 podań) zwróci się...no, policz kiedy :). Absolwent studiów psychologicznych praktycznie nie umie nic. Nie umie odróżnić zaburzenia psychicznego od choroby psychicznej, depresji od choroby afektywnej, zaburzeń schizofrenopodobnych od schizofrenii bądź osobowości schizoidalnej a w psychoterapii mielenia ozorem od poprawnej warsztatowo sesji. Zresztą na szczęście rynek ma na tyle silne mechanizmy prawno-kadrowe, że nie dopuszcza takich ludzi do samodzielnej, radosnej twórczości kosztem ludzkiej krzywdy. A są one niewyobrażalne w przypadku np. powołania takiego ignoranta nawet po studiach z "psychologii sądowej" do orzekania o wiarygodności zeznań molestowanego seksualnie dziecka.



                                              Zamia
                                              > st innym zawiścić zarobków z mielenia ozorem mogłaby też sama tak dobrze zarabi
                                              > ać


                                              Zarobki psychoterapeutów nie są wcale tak duże jak Ci się wydaje. Z wyjatkiem tych najbardziej rozreklamowanych. Możesz się o tym zorientować choćby po składzie społecznym amatorek psychoterapii na tym forum :). Jedna się martwi skąd wyskrobać kasę, druga praska "psychoterapią" po 5-ciu spotkaniach bo jej terapeutka nie pasi, inna ma wymagania, którym by nawet Bóg ojciec z Duchem Św. nie sprostali :). NFZ też za godzinę psychoterapii płaci 54 zł. brutto a za pół godziny diagnostyki psychologicznej. 40.50. Sądy za badanie ambulatoryjne płacą 187 zł. obserwacja to 365 zł. udział w przesłuchaniu 150 zł za rozpoczętą godz. Więc każdy głupi wie, gdzie stoją konfitury. Ty zaś jak widać - nie wiesz, więc pierdzielisz jak każda niezorientowana w branży. Zaś ogólnie rynek psychoterapeutyczny jest taki, że jeśli frajer chce płacić 150 zł. za godzinę złudzeń, to płaci. Jego sprawa.


                                              i byłaby wtedy prawdziwym ekspertem i nie miałaby wtedy potrzeby podszywać s
                                              > ię pod eksperta.

                                              Ekspertem już jestem, tyle że nie w psychoterapii. Choćby dlatego, że psychoterapeutyczny ekspert nazywa się superwizor :). Wesołych Świąt!
                                              • kropidlo5 Re: To trudny temat... 21.12.12, 11:25
                                                Zaś ogólnie rynek psychoterapeuty
                                                > czny jest taki, że jeśli frajer chce płacić 150 zł. za godzinę złudzeń, to płac
                                                > i. Jego sprawa.


                                                A jaka widzisz alternatywe? Jakie masz propozycje?

                                                Jesli ktos odczuwa ciagly lek i napiecie, ktos inny odczuwa ciagly strach i boi sie ludzi, ktos jeszcze inny ma natretne mysli i urazy, ktos jeszcze inny uwaza ze jest bardzo brzydki, ktos jeszcze i tak dalej.
                                                Co, jakie rady masz, ciekawe jestem.
                                                Bo chyba nie takie 'nie bac sie/nie myslec/ nie czuc leku'?

                                                Czy wszystkim zalecasz farmoterapie? Czy maja uzywac np alkoholu i marihuany? Czy isc do przytulku? Czy popelnic samobojstwo? Wiesz, ze wielu ludzi odbiera sobie zycie, myslisz, ze to tez jest fanaberia?
                                                • leda16 Re: To trudny temat... 21.12.12, 15:27
                                                  kropidlo5 napisał:
                                                  A jaka widzisz alternatywe? Jakie masz propozycje?


                                                  Więcej dystansu do siebie i świata. No i może jeszcze dużo poczucia odpowiedzialności. To recepta dla wszystkich. Zaś indywidualnych problemów żaden uczciwy psycholog w necie rozwiązywał nie będzie, od tego jest real.
                                                  • kropidlo5 Re: To trudny temat... 21.12.12, 17:32
                                                    eda16 napisała:

                                                    > kropidlo5 napisał:
                                                    > A jaka widzisz alternatywe? Jakie masz propozycje?
                                                    >
                                                    >
                                                    > Więcej dystansu do siebie i świata. No i może jeszcze dużo poczucia odpowiedzia
                                                    > lności. To recepta dla wszystkich. Zaś indywidualnych problemów żaden uczciwy p
                                                    > sycholog w necie rozwiązywał nie będzie, od tego jest real.

                                                    To negujesz tylko psychologow przez net? Myslalem, ze w ogole wszelakich, dlatego zapytalem o alternatywe.
                                                    Wiesz, ksiazek typu 'dobre rady jak zyc lepiej' to jest na rynku jakis 50 milionow i kazda jest sluszna, ale malo ktora malo komu pomaga.

                                                    Brak dystansu to jest objaw, a nie zrodlo problemow. To jest ostatni koralik na lancuszku. Fajnie by bylo, gdy by ta powiedziec i problemuy zniknely.

                                                    Ja tez mam sporo dystansu do terapii i terapeutow, wbrew pozorom. Uwazam, ze wielu jest niekompetentnych, a to jest szczegolna dziedzina, wiec superwizja powinna tu byc szczegolnie silna. Sam mialem pare pozytywnych i pare negatywnych doswiadczen z psychologami. Czasem wrecz skandalicznych, gdy psycholog od uzaleznien na moj opis tego, co sie potem okazalo byc definycjna fobia spoleczna, wysmiala mnie i stiwterdzila, ze trzesa mi sie rece bo mam kaca, choc wyjasnialem, ze to nic wspol;nego, i tak chodizlem z nieleczona fobia i utrwalalem ja latami, zreszta tez za radami terapeutki od siedmiu bolesci- bo podstawowa rada w fobiach to jest rezygnacja z unikania i konfrontacja, a ona mi 'poradzila' ze po co chodzic do restauracji, jak sie tam zle czuje, i zebym chodzil na mityngi AA.
                                                  • leda16 Re: To trudny temat... 21.12.12, 22:36
                                                    kropidlo5 napisał:




                                                    > To negujesz tylko psychologow przez net? Myslalem, ze w ogole wszelakich, dlate
                                                    > go zapytalem o alternatywe.


                                                    Nie neguję psychologów przez net. Neguję wartość, skuteczność, trafność takich porad i ich profesjonalizm. Nie znając wszystkich aspektów problemu łatwo o błędy. A już psychoterapia przez net to świadome oszustwo.



                                                    > Wiesz, ksiazek typu 'dobre rady jak zyc lepiej' to jest na rynku jakis 50 milio
                                                    > now i kazda jest sluszna, ale malo ktora malo komu pomaga.


                                                    Bo większość jest niestety niesłuszna. W teorie Freuda psychologowie niegdyś wierzyli niczym w Ewangelię. I cóź z tego zostało? Teraz mamy zabobonną wiarę w rodzicielskie toksyny :).


                                                    > Brak dystansu to jest objaw, a nie zrodlo problemow.


                                                    objaw czego?


                                                    > Ja tez mam sporo dystansu do terapii i terapeutow, wbrew pozorom. Uwazam, ze wi
                                                    > elu jest niekompetentnych, a to jest szczegolna dziedzina, wiec superwizja powi
                                                    > nna tu byc szczegolnie silna.


                                                    Nie ma ideałów Kropidło. Samson też kiedyś był superwizorem. Łatwy, lekki, suty kawałek chleba, więc raczej karierowicze tam siedzą. Dostać się na ten Parnas dosyć trudno a zlecieć z niego prawie niemożliwe. Prawda zaś jest taka, że ci ludzie, superwizorzy pozostają poza wszelką kontrolą, podobnie jak palestra. I o ile nie można wątpić w ich dobre intencje, to w mądrość jak najbardziej.



                                                    Czasem wrecz skandalicznych, gdy psycholog od uzalezn
                                                    > ien na moj opis tego, co sie potem okazalo byc definycjna fobia spoleczna, wysm
                                                    > iala mnie i stiwterdzila, ze trzesa mi sie rece bo mam kaca,


                                                    No rzeczywiście, wyjątkowa idiotka. Przecież nie po tym poznaje się alkoholika. Ale najwyraźniej paniusia nie wiedziała

                                                    podstawowa rada w fob
                                                    > iach to jest rezygnacja z unikania i konfrontacja, a ona mi 'poradzila' ze po c
                                                    > o chodzic do restauracji, jak sie tam zle czuje,


                                                    To zła rada Kropidło. Dzieci mające fobie na zwierzęta oducza się jej stopniowo przyzwyczajając do kontaktu ze źródłem fobii. Wiele fobii występuje też w zaburzeniach obsesyjno-kompulsywnych i tam również stosuje się takie metody. Z pozytywnym skutkiem. Znałam kiedyś kobietę mającą m.in. fobię na psią sierść. Przez kilka wizyt rozmawiali o tym z psychoterapeutą, potem kudeł psi leżał na biurku....kudeł psi został w eleganckiej kopercie zaniesiony przez nią do domu, oglądany, dotykany. Jeszcze później odwiedzała domy gdzie ludzie mieli psa. Zezwoliła dziecku odwiedzać domy gdzie jest pies. Przyjaciółka dziecka odwiedzała go ze swoim psem. Na końcu półrocznej terapii kupiła córce wymarzonego psa!

                                                    i zebym chodzil na mityngi AA


                                                    Żenada.
                                                  • kropidlo5 Re: To trudny temat... 21.12.12, 23:29
                                                    Coz, nie ma sytuacji idealnej, wszedzie moga trafic sie oszusci, ale czy to oznacza, ze nalezy w ogole sie poddac? Chyba nie. Co do rad przez internet to owczywiscie, ze wydawanie diagnoz mija sie z celem, ja nigdy nikogo nie diagnozuje, oczywiscie porady moga byc cenne, a porady od osob jakos tam kwalifikowanych cenniejsze, ale ze swiadomoscia, ze to ekran.
                                                    Co do popularnosci Freuda kiedys to tak, wiem, ale co do poplarnosci 'toksycznych rodzicow' dzisiaj to nie zauwazylem takiego trendu, istnieje taka szuflada- i dobrze, bo wielu osob to dotyczy- szczegolnie, ze to wciaz duze taboo- ale jak pojdziesz do ksiegarni na polke pt psychologia czy psychiatria to nie zauwazysz jakiegos ogromu ksiazek na ten temat, wiec nie sadze, by byla to obsesja, po prostu ten temat byl wczesniej zamieciony pod dywan, a teraz sie pojawil (teraz tzn 30 lat temu, akurat szczegolnie popularny byl w psychodynamicznych terapiach 'freudowskich').
                                                    Teraz wieksza popularnosc osiagnela psychologia behavwioralna i poznawcza, a takze humanistyczna, ktora mniej nacisku kladzie na tajemnicze popedy, a wieksze na wplywy srodowiska, czyli wyuczanie, no a gdzie czlowiek sie moze wyuczac, jak nie w domu rodzinnym? Szczegolnie wiele czlowiek uczy sie w pierwszych latach zycia, kiedy najwiecej przebywa w domu, co oczywiscie nie eliminuej mozliwosci pozniejszych silnych wstrzasow czy zaburzen.
                                                    Do tego dochoda teorie psychiatryczne, ktore badaja procesy neurologiczne, geny, biologie w konfrontacji z osiagnieciami psychologii, ale jedno nie wyklucza drugiego, a raczej sie laczy.

                                                    co do fobii to oczywiscie, jedyna metoda jest stopniowa ekspozycja, ja dzis to juz wiem, ale 10 lat temu gdy ta rozmowa sie odbywala nie wiedzialem nawet zbyt dobrze, co mi jest, natomiast niejako przez rady tej pani kolejne lata utrwalalem te fobie zamiast sie z nia mierzyc, oczywiscie juz wtedy bylem krytyczny wobec tej opinii, ale nie dostalem wskazowek co robic, tylko co nie robic- czyli unikac, czyli woda na mlyn.
                                                  • kropidlo5 Re: To trudny temat... 21.12.12, 23:31
                                                    tzn mailem na mysli, ze w terapiach freudowskich pojawial sie problem 'rodzicow' ale w kontekscie jakichs popedow, kompleksow edypa albo wypartych z pamieci gwaltow w dziecinstwie itp, a nie w kontekscie uczenia sie
                                                  • paulinak891 Re: To trudny temat... 12.01.13, 13:29
                                                    Dzień dobry,

                                                    Jestem studentką piątego roku psychologii klinicznej. Piszę pracę magisterską na temat przebiegu i przerywania psychoterapii. Interesuje mnie czy można wyodrębnić czynniki sprzyjające/utrudniające przebieg psychoterapii. Pozwoliłby to lepiej zrozumieć oczekiwania osób podejmujących leczenie, dobrać odpowiednią formę psychoterapii i uniknąć sytuacji przerywania leczenia.

                                                    Kwestionariusz ma dwie wersje.
                                                    Wersja A ( www.ebadania.pl/8b71b22c01df2bb9 ) przeznaczona jest dla osób, które przerwały psychoterapię przynajmniej dwa razy, natomiast wersja B ( docs.google.com/spreadsheet/viewform?formkey=dHRJczRKN3I2aGJ6Q2JTX0FIckpNVkE6MQ ) przeznaczona jest dla osób, które ukończyły leczenie pomyślnie.
                                                    Wypełnienie kwestionariuszy trwa ok. 30 minut.

                                                    Dziękuję za pomoc!
                                                  • leda16 Re: To trudny temat... 12.01.13, 16:18
                                                    paulinak891 napisał(a):
                                                    > Jestem studentką piątego roku psychologii klinicznej. Piszę pracę magisterską n
                                                    > a temat przebiegu i przerywania psychoterapii. Interesuje mnie czy można wyodrę
                                                    > bnić czynniki sprzyjające/utrudniające przebieg psychoterapii. Pozwoliłby to le
                                                    > piej zrozumieć oczekiwania osób podejmujących leczenie, dobrać odpowiednią form
                                                    > ę psychoterapii i uniknąć sytuacji przerywania leczenia.


                                                    Ach, czyli jak lepiej stosować zasadę: "dla każdego znajdziemy coś dobrego" :))).
                          • l.witch.l Re: To trudny temat... 19.12.12, 10:39
                            czteryzywioly napisał(a):

                            > Miało być biurowo-handlowa.
                            --
                            To ciekawa praca! Naprawde jest w niej co robic. Duzo action, ciekawe czy lubisz takie zajecie.
                            Ja sama bede w pod koniec przyszlego roku szukac- przedstawiciela handlowego na Polske.
                            Duzo tego nie bedzie na poczatek ale zawsze cos tam i potrzebna bedzie osoba zaufana i znajca sie na handlu....
                            • czteryzywioly Re: To trudny temat... 19.12.12, 13:08
                              Wiem, że ciekawa i lubię tą pracę, bo w jakimś stopniu daje mi satysfakcję. Zdarza się, że trzeba robić kilka rzeczy na raz, a zdarza się, że jest to leniwe klepanie po nocy w klawiaturę. Bywa różnie.
                              Tylko, że z czystym handlem ma to wspólnego mniej niż moje kiedyś wystawanie na promocjach. Nie odważyłabym się w CV wpisać doświadczenia w handlu.
                              • l.witch.l Re: To trudny temat... 19.12.12, 15:52
                                Moze sprobowac tak na dwa fronty, troche na wlasna reke i troche u mamy. Dyplomatycznie.

                                Nie znam specjalnie ludzi z branzy handlowej, ale z kolei otarlam sie o toksyczne matki w tej branzy, cudze matki, nie moja wlasna.

                                Nie czytalam calego watku, wiec nie wiem, o czym ludzie pisza.
                                Wiem, ze relacje corek z matkami sa czasami trudne. Jednak trudno jest odciac sie od mamy, tak calkiem. Moze sprobowac jednak i pomimo wszystko jakiegos wspolnego dialogu.

                                Moja wlasna mama- to tyran, bez dwoch zdan..:=) Pomimo to, z biegiem lat zrozumialam, ze jest to jedyna matka jaka mam, i innej juz nie bedzie. Mama zawsze duzo mowi i w takim tempie, ze trudno zalapac o co jej chodzi. Moja metoda postepowania z nia jest taka, ze slucham tego co mowi. A gdy zaczyna rzucac swoje 'czarnowidztwo', to ja jej mowie: "Pewnie masz racje, jak zwykle..." " No wiesz, mama wlasnie o tym myslalam...." "Mama strzelasz w dyche Jak ty to robisz?" "Wiesz ja jednak sprobuje nowych szlakow...wiem, ze lubisz mnie za to...." Itp...
                                I te proste dialogi, prostuja droge, bo i mama jakos tak przestala byc dynamicznie tyraniczna...:=)))

                                Poszukaj jakis rozwiazan tez i dla twojej mamy...Radykalne ciecia w rodzinie nie zawsze sa dobre.
    • beatson0 Re: O tym co powstaje z toksycznego rodzica 21.12.12, 00:34
      ztego co piszesz można powiedzieć że jesteś emocjonalnie uzależniona od swojej mamy. Nie ważne co ci mówi mama ważne jak to odbierasz. jeśli odbierasz to jak twoja mama to znaczy że tak jest czyli źle i pwsymistycznie. Pamietaj że toksyczność zaraża innych i jest to epidemiologiczne i to tworzy teraz twoje życie czyli jak myślisz tak sie to urzeczywistnia
      • l.witch.l Re: O tym co powstaje z toksycznego rodzica 21.12.12, 11:33
        ztego co piszesz można powiedzieć że jesteś emocjonalnie uzależniona od swojej mamy.

        I tu jest ten problem. Bo zyjac blisko i w ciaglych kontaktach trudno jest nabrac dystansu i spokoju ducha...

        Tak generalnie jezeli wszystkie formy dialogu zawodza i nie da sie z matka spokojnie i na poziomie rozmawiac, wiec takich rozmow nie nalezy dalej prowadzic!

        Przerwac ten toksyczny uklad, choc na jakis, czas aby sie z niego emocjonalnie uwolnic.

        Wbrew temu co tam niektorzy pisza i tlumacza po swojemu, to ja mam inne zdanie w temacie.

        Wygoda za cene wolnosci osobistej, za cene zlego samopoczucia, ciaglego borykania sie z czyjas zlosliwoscia, agresja- jest- JARZMEM. To zycie w zlotej klatce- nie warte takiego poswiecenia.
        Nigdzie nie jest napisane, ze z osoba toksyczna, nawet jezeli jest to rodzic, nalezy utrzymywac kontakt. Co z tego, ze ona cos tam corce pomaga, ale pomagajac zabiera tez i swoje, poniza corke. Robi z niej uzalezniona zyciowa kaleke.

        Do przerobienia takich relacji, potrzebny jest terapeuta. I to dobry terapeuta bez dwoch zdan.
        Tu sie czlowiek boryka z ogromnymi negatywnymi doswiadczeniami, agresja swoja i ta od kogos wyprojektowana na siebie, strachem, itp. Z czescia zyciowego doswiadczenia, ktore praktycznie nie jest jej.
        Z wlasna agresja, ktora co chwila przypomina o tym, ze cos nie funkcjonuje tak jak powinno. Ze do konca tej zyciowej ukladanki brakuje kawalkow, aby ja ulozyc w jakis logiczny system i wiedziec dlaczego rzeczy maja sie tak, jak sie maja. Co je powoduje.

        W tym wypadku potrzebny jest ktos kto wie wiecej i moze pokierowac, ma dystans, pokaze inne rozwiazania.
        Jednak praca terapeutyczna odnosi sukces tylko wtedy, gdy czlowiek sam zabierze sie za siebie. Jest literatura, dosc duzo na temat, toksycznych relacji, sa audycje radiowe, ktore duzo wnosza, ale tez i swoj wlasny wysilek i samodzielne myslenie jest niezbedne.

        Co jest zle to nie mowienie o swojej problemach!

        O tym trzeba mowic ale w gronie ludzi NORMALNYCH ktorzy zrozumieja i potrafia cos poradzic. Inaczej ta frustracja rosnie!
        Jest dobijajajca!

        Niestey nie ma zadnego, ale to zadnego forum, gdzie czlowiek z problemami moglby spokojnie sie wygadac i byla choc jedan osoba, ktora zarowno zrozumie i poradzi cos sensownego.

        Ale warto poszukac. Nie moze byc tak, ze ludzi normalnych iz drowych w gloiwe kompletnie zabraklo....







      • leda16 Re: O tym co powstaje z toksycznego rodzica 21.12.12, 14:07
        beatson0 napisał(a):

        Nie ważne co ci mówi mama ważne jak to odbierasz.


        A ja myślę, że przede wszystkim ważne jest to, czy mama ma rację, czy jej nie ma. W tym sensie nawet "toksyna" może kierować się racjonalnym postrzeganiem problemu a autorka postu subiektywnymi, nacechowanymi emocjami błędami w myśleniu.


        jeśli odbierasz to jak
        > twoja mama to znaczy że tak jest czyli źle

        Jak coś przy dziecku robi źle, to nie musi od razu zakładać, że korekta własnych błędów spowoduje utratę jej autorytetu w oczach dziecka. Ale jeśli matkę postrzega się jako tą głupią a siebie jako mądrą, to oczywiście konsekwencją takiego stosunku do matki będzie ignorowanie jakichkolwiek jej wskazówek oraz pouczeń z obawy, że zastosowanie się do nich spowoduje, iż dzieciak zacznie postrzegać na odwyrtkę - babcię jako mądrzejszą :). Gotowa pysk po matce wieszać aby do tego nie dopuścić niezależnie od obiektywnej wartości jej pouczeń. A młoda jest, infantylna i życia nie zna, więc córce życzyłabym w tej sytuacji więcej pokory zamiast lepszego czujstwa.



        i pwsymistycznie.


        A czemuż to przyznanie, że matka choćby czasem ma rację, miałoby ją nastrajać pesymistycznie do życia. Ale może ma taki charakter? Są przecież ludzie, którzy popadają w pesymizm z powodu pryszcza na nosie i...do psychoterapeuty gnają.



        Pamietaj że toksyc
        > zność zaraża innych i jest to epidemiologiczne i to tworzy teraz twoje życie cz
        > yli jak myślisz tak sie to urzeczywistnia


        Oj koleś, czytając te słowa pewnie nawet dzieciak z podstawówki oplułby monitor soczkiem ze śmiechu a epidemiolog pękł z radochy. Mnie również bawi Twoja nieporadna polszczyzna. Tak sobie myślę...jutro będę bogata, w lotto wygram milion. żeby tylko to moje myślenie chciało się urzeczywistnić :))).
      • leda16 Re: O tym co powstaje z toksycznego rodzica 21.12.12, 14:08
        beatson0 napisał(a):

        Nie ważne co ci mówi mama ważne jak to odbierasz.


        A ja myślę, że przede wszystkim ważne jest to, czy mama ma rację, czy jej nie ma. W tym sensie nawet "toksyna" może kierować się racjonalnym postrzeganiem problemu a autorka postu subiektywnymi, nacechowanymi emocjami błędami w myśleniu.


        jeśli odbierasz to jak
        > twoja mama to znaczy że tak jest czyli źle



        Jak coś przy dziecku robi źle, to nie musi od razu zakładać, że korekta własnych błędów spowoduje utratę jej autorytetu w oczach dziecka. Ale jeśli matkę postrzega się jako tą głupią a siebie jako mądrą, to oczywiście konsekwencją takiego stosunku do matki będzie ignorowanie jakichkolwiek jej wskazówek oraz pouczeń z obawy, że zastosowanie się do nich spowoduje, iż dzieciak zacznie postrzegać na odwyrtkę - babcię jako mądrzejszą :). Gotowa pysk po matce wieszać aby do tego nie dopuścić niezależnie od obiektywnej wartości jej pouczeń. A młoda jest, infantylna i życia nie zna, więc córce życzyłabym w tej sytuacji więcej pokory zamiast lepszego czujstwa.



        i pwsymistycznie.


        A czemuż to przyznanie, że matka zajrzawszy do niej w gościnę choćby czasem ma rację, miałoby ją nastrajać pesymistycznie do życia? Ale może ma taki charakter? Są przecież ludzie, którzy popadają w pesymizm z powodu pryszcza na nosie i...do psychoterapeuty gnają.



        Pamietaj że toksyc
        > zność zaraża innych i jest to epidemiologiczne i to tworzy teraz twoje życie cz
        > yli jak myślisz tak sie to urzeczywistnia


        Oj koleś, czytając te słowa pewnie nawet dzieciak z podstawówki oplułby monitor soczkiem ze śmiechu a epidemiolog pękł z radochy. Mnie również bawi Twoja nieporadna polszczyzna. Tak sobie myślę...jutro będę bogata, w lotto wygram milion. żeby tylko to moje myślenie chciało się urzeczywistnić :))).
        • heca7 Re: O tym co powstaje z toksycznego rodzica 25.12.12, 09:40
          Co wy wiecie o toksycznych matkach...
          Mogłabym godzinami o mojej opowiadać...
          Ciągłe poczucie winy. Od dzieciństwa uzależnianie. Jak byłam mała wiedziałam, że "przed mamą nie można mieć tajemnic, żadnych!". Ciągła metoda kija i marchewki. Kontrola tego co na siebie zakładam. Brak kieszonkowego - bo przecież wszystko co potrzebujesz kupimy ci- w praktyce kupimy ci tylko to co chcemy. Do dziś pamiętam jak udało mi się zarobić na dżinsy i adidasy takie jak chciałam. Jeśli coś mi się nie podobało byłam niewdzięczna. Wielodniowe ciche dni. W święta, bo po przyjściu z cukierni powiedziałam do taty "kupiłam między innymi twoją ulubiona babkę" w tym momencie widzę matkę jak przerywa kręcenie włosów- chodziła do kościoła odstawiona tylko 2x w roku, dziś fanatyczka religijna- a dla mnie co kupiłaś? Ja , że inne rzeczy, makowiec i sękacz. Wiedziałam już , że popełniłam błąd. Nie pamiętam czy coś mi jeszcze powiedziała ale nie odzywała się do mnie przez całą Wielkanoc- miałam 10-11 lat.
          Żądała abym była przy każdej jej kłótni z ojcem. Jak raz wyszłam (miałam tak z 18 lat) to pobiegła za mną i mnie opieprzyła.
          Największym błędem było to , że rodzice zbudowali nam dom ( mnie i bratu). Fajnie mieć dom, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy z bratem, że "sprzedaliśmy duszę diabłu ". Teraz już od 20 lat ( ja mniej) cokolwiek by się nie działo słyszymy "ile wam dałam, tyle dla was zrobiłam, kto dał tyle dzieciom, to był mój pomysł, ojciec nie chciał. Poczucie winy , że hej. Matka zmuszała mnie do słuchania o intymnych szczegółach ich związku. Każdy mój sprzeciw to wykład o moim obowiązku wobec niej ewentualnie ciche dni.
          Wczoraj nie przyszła na wigilię. Odwołała swoje przyjście na 20 minut przed. Powodem była moja reakcja , za słaba/ nie taka h.. wie na kłótnię o ... książkę kucharską! W domu rodziców jest książka kucharska od wielu lat w tym samym miejscu. Nagle jakiś czas temu matka zabrała ją do swojego pokoju. Ojciec jej szukał i wszedł do jej pokoju i ją wziął. Matka pobiegła za nim krzycząc "won ty złodzieju!" i się zaczęło. Przy mojej 11-letniej córce wygarnęła mu, że ma ... małego! Matka podczas awantur ( zemną tez parę było) odzywa się w sposób bardzo wulgarny. Kiedy urodziłam trzecie dziecko jej odbiło , zajmowała się parę dni moimi starszymi dziecmi, które były chore w tym czasie , ja w szpitalu , mąż w pracy i u swojej matki, która miała w tym czasie wylew i była nieprzytomna. Dowiedziałam się potem , że "smarknął sobie i zrobił mi dziecko"...
          To próbka tylko mojego życia. Brat już się odciął, nie odzywa się do matki. Potrafiła dosiąść się do bratanicy w autobusie i mówić jej jaką ma wstrętną , kłamliwą matkę.
          Moja matka wzywa policję na ojca, zrobiła to przy moim 4-letnim synu. Zgotowała mu taką traumę, dziecko trzymało się nogi dziadka i wyło. Policjant prosił żeby zajęła się dzieckiem a dziecko i tak uciekało jej do dziadka. Syn bardzo słabo mówił- po tym mieliśmy 2 miesiące z głowy, jąkał się, zacinał nie można go było zrozumieć. A poszło o ... uschnięty krzaczek , który ojciec sprzątając na wiosnę na ogródku wyrwał. Dogadałam się z synem i powiedział, że krzyczała tylko babcia, dziadek nie. Do wezwania policji podpuścił ją idiota psycholog kościelny , nawet dał jej jakieś papiery na niebieską linię itd. Kiedyś kazał jej przyprowadzić nas (mnie i brata) "żeby wspólnie zastanowić się co zrobić z ojcem". Odmówiliśmy. Brat w trakcie swojego konfliktu z matką poszedł do niego sam i mu powiedział co o tym myśli. Jak tylko wyszedł tamten wszystko co usłyszał opowiedział matce..
          To jedna setna całej historii...
          • lifeisaparadox Re: O tym co powstaje z toksycznego rodzica 25.12.12, 10:00
            Heca7, a Ty jak sobie radzisz z sobą po takich wzorcach rodzinnych wyniesionych z domu?
            • heca7 Re: O tym co powstaje z toksycznego rodzica 25.12.12, 10:53
              Jeśli chodzi o mnie to sobie nie radzę ;) Dziś mam noc z głowy, zresztą poprzednią też.Dalej będzie równie źle. Tym bardziej, że z matka widuję się prawie codziennie na zakupach. Wiem doskonale, że jestem emocjonalnie uzależniona od akceptacji matki. Ale własne dzieci bronię jak mogę. Zresztą one są inne , mają inny charakter. Szczególnie córka patrzy na babcię jak na egzotyczne zwierzątko i nie bierze do siebie jej awantur. Zresztą to ja jestem celem i ojciec, którego sobie wybrała. Twierdzi, że ją okradł - rodzice przez wiele lat prowadzili dobrze prosperujący zakład. Potem przeszli na emeryturę , potem matce się odwidziało płacenie rachunków i żąda żeby ojciec wszystko opłacał. Ojciec machnął na to ręką i płaci większość. Oprócz telefonu stacjonarnego i prądu. Matka od razu zabrał telefon do swojego pokoju i nie pozwala mu go używać. Jak ktoś przypadkowo zadzwoni do ojca na stary numer jest awantura. Ojciec opala dom kominkiem. Nie dała zrobić nawiwu do swojego pokoju bo ... uwaga... myślała, ze to będzie wylot komina z dymem! Tak przynajmniej się głupio tłumaczyła jak go wyrzuciła z pokoju.
              Niedawno na placu rodziców spróchniało drzewo. W urzędzie powiedzieli, że na wniosku musi podpisac się matka. Nie podpisała się bo " on ją okrada a ona ma mu coś podpisywać???". Drzewo się przewróciło po 2 tygodniach, uderzyło w dom, wybiło szybę i zniszczyło ogródek. Za szybę wybitą w jej pokoju zapłacił ojciec. Dobrze, że jak się drzewo pochylało to ojciec zadzwonił po brata i zięcia. Zrobili zdjęcia drzewa i dziury po nim. Po paru dniach matak podeszła do ojca w domu i powiedziała "mam świadków, że drzewo było podcinane , zgłoszę to na policję i zapłacisz karę!" wysyczała. I to do człowieka, który od lat opłaca gaz, szambo, podatek od gruntu, ociepla dom, dach, sprząta na ogródku itd. Bo ona kiedyś płaciła za wszystko! Tylko, że ojciec pracował wtedy u niej! Na cały etat więc razem wszystko opłacali.
              Itd.,itp..
              Matka ma depresję, problemy neurologiczne, kręgosłupem itd. To wszystko chyba nasiliło jej ciężki charakter.
              I jeszcze jedno. Wszystko co od niej dostaliśmy ona nam dała bo chciała. Chciała zbudować dom i niech ktoś jej się przeciwstawi, chciała kupić samochód to kupowała. Zresztą ja pracowałam u niej i samochód na pewno spłaciłam. Naprawdę wszystko to nam bokiem wychodzi. Ja bym chciała mieszkać na kredyt w dwóch pokojach ale mieć w miarę normalną rodzinę.
              • l.witch.l Re: O tym co powstaje z toksycznego rodzica 25.12.12, 12:39
                A na co czekasz heca7 ze matka sie zmieni? raczej nie licz na to. Sprzedajcie swoja czesc domu i wyprowadz sie daleko od potwora.
              • lifeisaparadox Re: O tym co powstaje z toksycznego rodzica 25.12.12, 13:05
                Ja też mam pogiętą rodzinę więc wiem jak to jest się wychować na sprzecznościach względem rozsądku. Mimo wszystko wchodzi to w głowę, przykleja się do naszego życia i tego jak się w nim poruszamy. Jak na złość, powielamy to co sprzeczne z rozsądkiem nieświadomie i to wywołuje największą wściekłość.
                A to podejrzenia połówki o zdradę - jak mama o kradzież, albo inne takie. Też tak masz?
              • l.witch.l Dodam... 25.12.12, 13:20
                Ze najgorsze jest ta naiwnosc, ze z czlowieka toksycznego cos jeszcze powstanie i ze jakims cudem, zrozumie i sie zmieni.

                Toksycznosc jest wkodowana w geny. I nic ja nie wykorzeni, najlepiej z tego zdac sobie sprawe.
                I wziac odpowiedzialnosc za swoje zycie samemu. Przy tym unikajac tych potworow.
                • heca7 Re: Dodam... 25.12.12, 13:31
                  Ja się nie łudzę. Ja już wiem, że może być tylko gorzej. Kiedyś matka chodziła do psychiatry , który szybko ja rozszyfrował. Powiedział do mnie- proszę się zdystansować, pani matka to wyjątkowo toksyczna osoba. Ale po tylu latach tresury to bardzo trudne. Brat się odciął. Powiedział co myśli, na ulicy mijają się bez słowa. Stał się wrogiem , jest przez matkę wyśmiewany, traktowany w rozmowach lekceważąco. I wiem , że tez cierpi, też nie potrafi się całkiem odciąć. I też chętnie by sprzedał swoją połowę ( bliźniak , ja pół, on pół, rodzice 300 m dalej). Rzyg..m tym domem. Jestem wdzięczna, oczywiście ale gdzieś kiedyś przeczytałam, że taka wdzięczność zabija miłość. Zawsze jest wyciągana sprawa domu. Gdybym mieszkała dalej to łatwiej byłoby się odciąć. Mój mąż mówi ciągle " ona tobą pomiata a ty jeszcze wracasz i się podlizujesz, do lekarza wozisz, na zakupy zabierasz". Jestem jak dziecko maltretowane w dzieciństwie- i tak kocha rodziców , którzy go biją ( to chyba ma jakąś nazwę). Ona jest zarazem jak zły i dobry policjant. Raz wściekła , innym razem "jestem moją jedyna nadzieją", "zazdroszczą mi , że mam córkę". Takie życie na huśtawce matki nastrojów.
                  Masz rację, to muszą być geny, dziadek tez miał zły charakter a matka coraz bardziej się upodabnia do swojego ojca.
                  • to.niemozliwe Re: Dodam... 25.12.12, 14:29
                    A nie za bardzo sie przejmujesz tym, co teraz matka gada?
                    A bo to pierwsza i ostatnia, co by chciala rzadzic innymi az po swoja deske grobowa? Dom sama dawala, to co teraz wypomina?
                    Wez przykad z brata i sie odetnij. Nie na kazda chorobe rodzica masz wplyw. Psychiatra matki tez mial racje - na dystans.
                    • lifeisaparadox Re: Dodam... 25.12.12, 14:43
                      Przynajmniej macie jasne podejście do matki i to was chroni, to prawda że nie ma sensu nawet myśleć o odkręcaniu takiej osoby jak jest bezkrytyczna.
                      "Wirtualna miłość" do matki, niewola dobrego zachowania się. Przykre to.
                      • to.niemozliwe Re: Dodam... 25.12.12, 16:01
                        Niestety, taki rodzic wkreca dziecko, takze dorosle w poczucie wi.y, ze niedostatecznie spelnia potrzeby rodzica. Nigdy dosyc, zawsze nie tak, zawsze niewystarczajaco. Kradnie dziecku prawo do zarzadzania swoja wola, do brania odpowiedzialnosci za swoje uczucia. Zobacz, ze zadne mlode w swiecie zwierzat nie zajmuje sie swoimi rodzicami. Zajmuje sie swoimi mlodymi, az sie usamodzielnia, ale nigdy rodzicami.
                        Nie widze tu sprzecznosci z kwestia szacunku, jest to sprawa stawiania swoich granic i realistycznej oceny roszczen rodzica ( czesto wygorowanych).
                        • kropidlo5 Re: Dodam... 25.12.12, 20:52
                          No wlasnie, podstawowa sprawa to wyjscie z roli ofiary- co jest wyzwalajace i dla 'dziecka' i dla rodzica. Rodzice, ktorzy maja tendencje do nadmiernego kontrolowania, oceniania czy potepiania moga to robic na tyle, na ile moga, jesli dziecko wyjdzie z roli ofiary to moga nastepowac proby odwalczania pola ale w koncu zapewne nastapi mniej czy bardziej zauwazalna rezygnacja z walki.
                          Toksyczni rodzice nie biora sie z powietrza, powielaja wzory zaczerpniete skads tam, zapewne z wlasnych rodzin i robia to niejako automatycznie, jak w komputerze programy otwieraja sie za pomoca 'aplikacji domyslnych'.
                          Do tanga trzeba dwojga i tak dlugo toksyczny rodzic funkcjonuje jak dlugo dziecko toksycznwego rodzica gra w te gre. Oczywiscie wykluczam tutaj psychiczne choroby organiczne, bo na to nie ma sily, mowie o nawykach, schematach.
                          Widze to po swoich relacjach z rodzicami, szacuje ze tak naprawde za wiekszosc problemow na linii oni- ja, choc tych problemow jest coraz mniej, odpowiadam ja przez swoja nadwrazliwosc, nadmierna zaleznosc. Tak naprawde od 15 lat zyje poza domem, jestem w domu gosciem, jestem niezalezny finansowo, a takze zyje 'na swoim', wiecej- z tego polowe zylem za granica, 2000 kilometrow od domu rodzinnego, wiec realnie jakie maja i mieli rodzice realne mozliwosci ingerowania w moje zycie? Zadnych. Wszelkie ingerencje to kwestia psychologiczna, a nie kwestia faktow obiektywnie istniejacych.
                          Wiecej, te ingerencje to bardziej kwestia mojego przewrazliwienia na punkcie kontroli niz samej kontroli, bo to tez jest pulapka, gdy czlowiek bardzo stara sie by byc 'niezaleznym' to tak naprawde jest zalezny. Prawdziwa niezaleznosc polega nie na buntowaniu sie na sile, ale na dystansie. Oczywiscie- jak to mowia- latwiej powiedziec niz zrobic:)
                          • to.niemozliwe Re: Dodam... 25.12.12, 21:27
                            Jak budowac zdrowy dystans, na czym go budowac?
                  • l.witch.l Re: Dodam... 25.12.12, 14:40
                    Rozumiem twoj bol. Wiedz, ze nie jestes sama. To sa geny, jak znajde na temat to podrzuce linka do strony na temat dziedzicznosci tego typu genow, ktore z nastrojem maja duzo wspolnego. Z poczuciem wlasnej wartosci i itp.

                    Jest tez duzo na temat mikro uszkodzen mozgu. Wszystko to mozna wyczytac. Choc tlumaczen na polski jest malo. Wykupienie praw autorskich i tlumaczenie itp. jest bardzo drogie.

                    Jednak jaka wiedze, o sprawie toksycznego rodzica, czlowiek by nie mial, to i tak toksycznych ludzi nic nie tlumaczy w ich zachowaniu.
                    Mowisz, ze to milosc i przywiazanie? Troche mam watpliwosci co do tego.
                    Generalnie jest trudno uwolnic sie od ludzi toksycznych, poniewaz czlowiek jest juz tak rozchwiany w swoim poczuciu wartosci ze co by ta 'klacz' zwana matka nie wyprawiala to i tak do niej wraca. Takie zachowanie ma duzo wspolnego z wlasnym poczuciem wartosci, ktore tu jest niskie.

                    I zeby zachowac resztki rozsadku, nalezy matke traktowac, wlasnie tak jak potraktowal twoj brat.

                    Kiedys slyszalam historie dwoch braci, ktorzy mieli zlego ojca. I w dzien jego urodzin sprawili mu lanie. Sprawa byla glosna grozila im kara. Jednak sad po wysluchaniu ich...zwyczajnie uniewinnil synow. Do tego pobitego ojca jednak dotarlo, co nieco, bo pozniej sie nawet pilnowal...:=)
                    Tacy ludzie rozumieja tylko prawo piesci i przemocy- zadne inne metody nie sa skuteczne, no chyba ze kompletne odciecie sie.
                    • lifeisaparadox Re: Dodam... 25.12.12, 15:01
                      Nie ma żadnego uzasadnienia teorii o genetycznym dziedziczeniu chorób psychicznych. Takie niezdrowe rzeczy to podziemie psychiatrów piwnicznych.

                      cyt:
                      [...]nie ma uzasadnienia, aby depresję określać jako chorobę dziedziczną.
                      online.synapsis.pl/Depresja-podstawowe-informacje/Genetyka-i-dziedziczenie-depresji.html
                    • l.witch.l Do paradox... 25.12.12, 15:33
                      Nie podoba mi sie twoj agresywny styl pisania do mnie.

                      Dlatego albo naucz sie pisac na poziomie i z kultura, albo nie pisz wcale! A poniewaz dyskusje z kims kto jest tak agresywny i prowokuje, jak ty sa bezsensowne- to nie licz na to, ze kiedykolwiek ci odpisze...!
                      • lifeisaparadox Re: Do paradox... 25.12.12, 17:25
                        No przepraszam za piwnicowego psychiatrę, jakoś mi to poszło samo z siebie.
                        Geny są sferą dociekań i różnych przypuszczeń, ale nie jest właściwym podawanie takich rzeczy, tym bardziej zaszczepiających krzywdzące skojarzenia - jak matka ma chorobę, to i ja mam jako córka - w świadomości człowieka.
                        Obserwacje i testy adoptowanych dzieci nie uzasadniają czynnika dziedzicznego.
                        " Czy choroby psychiczne są dziedziczne?
                        Choroby psychiczne nie są dziedziczone, chociaż wiele osób się tego obawia. Nie dysponujemy wyczerpującą wiedza na temat genetyki wszystkich chorób psychicznych. Mówi się jedynie o dziedziczeniu pewnych predyspozycji do reakcji na stres w pewien określony sposób.


                        www.odnalezcsiebie.pl/przew.asp?por=4
                  • szaman.ka Re: Dodam... 25.12.12, 14:55
                    Widzisz Kochana Ty ciągle się łudzisz,że dostaniesz od niej to, czego ona nie jest w stanie Ci dać.Na poziomie racjonalnym już to wiesz,ale to jeszcze nie dociera do Twoich emocji.
                    Byle jedno jej milsze słówko, np. powiedzenie,że jej zazdroszczą,że ma córkę,wzbudza te Twoje nadzieje na nowo.Z tego co piszesz wynika,że matka nie jest zdolna do okazania Wam miłości jakiej od niej oczekujecie.
                    Wiem,że jest bardzo trudno rozstać się ze złudzeniami,ale od tego zależy Twoje zdrowie i uwolnienie się od szantażu emocjonalnego,który Matka wobec Ciebie stosuje.
                    Jeśli matka chciała Wam postawić dom i go postawiła(,przypuszczam,że dom został postawiony za wspólne pieniądze ojca i matki,a nie tylko jej),to macie prawo w nim mieszkać.Jeśli jest na Was zapisany,to nie będzie mogła Wam go odebrać.
                    Musisz to jasno uzmysłowić matce,że nie ma prawa z tego powodu Cię do śmierci szantażować i wymagać od Ciebie ,byś powodowana wdzięcznością godziła się na rolę niewolnika.
                    Wiem,że to nie jest łatwe,ale trzeba stanowczo i twardo stawiać granicę,której matce nie wolno przekraczać.Wiadomo,że będzie histeryzować i oskarżać Was o wszystko co najgorsze. Może mówić,że umiera przez Was albo dostała jakąś ciężką chorobę i Was czynić odpowiedzialnymi za to.Na to musisz być przygotowana i nie przejmować się tym.
                    Jeśli tak wyprawia z ojcem,to możecie się zastanowić czy go nie zabrać do któregoś z Was ?



                    • heca7 Re: Dodam... 25.12.12, 16:52
                      No właśnie, racjonalnie to ja wiem co mam robić ale emocjonalnie to ja nadal jestem małą dziewczynką wobec matki :/ Wiem ale pozbyć się tego nie umiem :/
                      Ojciec nie chce się przeprowadzić, mówi, że mimo wszystko on woli zostać u siebie. Radzi sobie fizycznie i psychicznie też jest mniej rozwalony ode mnie. Mój mąż mówi- ciekawe kto by ją utrzymywał jakby dziadek do nas przyszedł ? ;)
                      Tak na zdrowy rozum, kto wymaga płacenia rachunków a płacącego jednocześnie nazywa złodziejem, chamem, łajdakiem itd.?
                      Nie wiem czy mojej matce da się coś uzmysłowić ;) Brat próbował i kiepsko na tym wyszedł :D
                      Ja z matką się nie zgadzałam od zawsze. Tzn nie nadawałam na tych samych falach. Zawsze miała wrażenie, że robię wszystko inaczej niż zrobiłaby ona. Ja jestem niekonfliktowa do bólu. Aż za bardzo. Moja matka jest fanką doopościsku. Żebyście widzieli jak u nas wyglądało celebrowanie imienin i świąt! A może podać wam jak należy prawidłowo nieść koszyczek wielkanocny ? ;) Jak powinna być położona serwetka?
                      Dom jest mój od dawna.
                      • to.niemozliwe Re: Dodam... 25.12.12, 21:17
                        heca7 napisała:

                        > No właśnie, racjonalnie to ja wiem co mam robić ale emocjonalnie to ja nadal je
                        > stem małą dziewczynką wobec matki :/ Wiem ale pozbyć się tego nie umiem :/

                        Tez nie umialem wielu rzeczy, dopoki sie nie nauczylem i nie wytrenowalem. Umowmy sie - nie umiesz, ale z drugiej strony nie zapytalas jak i nie przecwiczylas (psychoterapia).

                        > Ja jestem
                        > niekonfliktowa do bólu. Aż za bardzo. Moja matka jest fanką doopościsku.
                        Tez jestem niekonfliktowy, jednakze takie osoby jak my musza szczegolnie zwracac uwage na dwie rzeczy: stawianie granic i nieuleganie presji i jednoczesnie pamietac, ze maja silna niechec wobec "dooposcisku", przez co reakcje na niego bywaja przesadzone. :-)
                        • heca7 Re: Dodam... 25.12.12, 22:05
                          Masz całkowitą rację. Zgadzam się ze wszystkim. Już parokrotnie radzono mi pójście do psychologa choćby żebym nabrała dystansu. I teraz zamierzam to zrobić. Chyba , że macie inne propozycje ;) Może coś do czytania?
    • pktlogop Re: O tym co powstaje z toksycznego rodzica 20.06.15, 20:54
      bealogo.blox.pl/html
Inne wątki na temat:
Pełna wersja