czteryzywioly
17.12.12, 14:58
Dopiero kiedy urodziłam własne dziecko, dowiedziałam się jaka jest moja mama. Poznałam ją dzięki radom i wskazówkom, jakie mi dawała przy opiece nad moim dzieckiem. Pewnego dnia, dosłownie w ciągu kilku minut zrozumiałam, dlaczego jest dla mnie tak obcą osobą. Moja mama jest osobą toksyczną. Takie to teraz modne stwierdzenie...
Ponieważ nie jestem osobą, która nadużywa słów zawsze, wszystko i innych takich skrajnych stwierdzeń, powiem, że przez większą część mojego życia mama była dla mnie, jak lizak lizany przez papierek albo jak ładna bluzka na wystawie za szkłem. Taki ktoś, kogo nie można poczuć.
Popełniłam w życiu wiele błędów, wiele razy poszłam na skróty, dzisiaj za to płacę wysoką cenę...Ale nie o tym chciałam napisać.
Chodzi o to, że moja mama była nadopiekuńcza. Chciała mnie uchronić przed CAŁYM złem tego świata, a przy tym sprawić by moje życie było wygodne i "lepsze" od jej życia. Problem w tym, że stworzyła kogoś, kto boi się dorosnąć. Uwiera mnie to!
Wiele zmieniłam w swoim zachowaniu, przestałam chodzić na skróty, w wieku blisko 30 lat uczyłam się, jak dobrze przyjmować porażki. Ile ja rzeczy w życiu nie zrobiłam, tylko dlatego, że bałam się, że mi nie wyjdzie.
Byłam na terapii, która mi bardzo pomogła. Pomogła mi w tym, żeby nie bać się zadawać sobie trudnych pytań. Zrobiłam rachunek sumienia i miało już być łatwiej. Ale nie jest...
Został mi do rozwiązania ostatni problem. Praca, to słowo spędza mi sen z powiek. Aktualnie zarabiam pieniądze, ale przyszedł czas, że muszę z tych pieniędzy zrezygnować. Muszę dla siebie, żeby iść o krok dalej. Potrzebuję normalnej pracy, takiej o którą sama się postaram. Mam CV, mam list i mam potencjalne miejsca, gdzie mogę zapytać o pracę. Wszystko się kończy paraliżującym strachem, kulka w gardle i pozamiatane. W głowie mam wtedy tylko słowa mamy, że praca jest trudna, że szef może się trafić nie taki, że ludzie są be, że trzeba się umieć dogadywać, że ma się więcej obowiązków, niż te umówione na początku, że źle płacą. Mogła bym jeszcze chwilę pisać...W takich chwilach przychodzi mi do głowy jedna myśl- czy ja jestem niepełnosprawna umysłowo, że moja mama uważa, że sobie nie poradzę w najprostszej pracy, bo nie oszukuję się, na początku taką będę miała. W lo pracowałam, potem chwilę "robiłam coś swojego", ale ciągle słyszałam od mamy "nie pakuj się w to gó... zwane pracą". Teraz sytuacja trochę się zmieniła, mamie też zaczęło chyba ciążyć, że pracuje u niej i coraz częściej mówi o jakiś obniżkach wynagrodzenia albo nawet o tym, że pracy może nie być za jakiś czas. Może ona też coś zrozumiała. A ja po prostu czuję, że się zasiedziałam na ciepłej posadce i jestem na siebie zła. Tak wiele w ostatnim czasie zrobiłam dla siebie, spojrzałam na siebie krytycznie. To nie było łatwe, został ten jeden krok, którego nie umiem zrobić.
Może ktoś mi pomóc? Ktoś napisze, że chodzenie do pracy, to nie jest koniec świata? Że są normalne firmy, w których da się uczciwie zarobić (nie chodzi o dużo)?