4mamproblem
24.12.12, 11:12
Strasznie sie boję, że faktycznie coś niedobrego się ze mną dzieje. Po kolei w sierpniu zerwałam zareczyny z chłopakiem z który w zwiazku byłam raczej nieszczesliwa. Zwiazalam sie bo w koncu wszyscy kogos mają, bo tez chcę rodzinę i myślałam, że jakos sie dotrzemy i bedzie dobrze ale nie było. Po prawie dwóch latach zwiazku zareczyny i wtedy tak naprawde zdałam sobie sprawę, że nie chcę z ta osoba zakładac rodziny. Wszystko to dość mocno przeszłam. Jestem po studiach i nagle wszyscy znajomi zakładają rodziny, a ja mam tak wielki strach w sobie, że mnie to wszystko ominie., ze zostane sama. Ta presja otoczenia, rodziny mnie przerasta. Od sierpnia mam obnizony nastroj, zupełny brak motywacji i energii. Niedługo czeka mnie wazny egzamin na ktorym absolutnie w zaden sposob nie moge sie skupic, skoncentrowac. Czesto mam ataki płaczu tak po prostu- to wszystko jest od sierpnia czyli juz dosc sporo czasu. I najgorsze przypomniałam sobie moja licealne zauroczenie, które zaczełam meczyc sms-ami, wiadomościami. W koncu go zdenerwowałam i zagroził mi artykułem 190a to sie troche wystraszyłam i nie zamierzam go juz wiecej pisac. Nigdy w zyciu sie tak nie zachowywałam i chciałabym zapasc sie pod ziemię. Co ze mna jest nie tak od tego sierpnia? czy to juz jakaś depresja jest? nie potrafię sie cieszyć świetami. Mysle tylko o tym żeby znależć kogoś i o tym jak mi zle samej.