gabriell79
14.01.13, 16:04
Jest takie przysłowie,że przyjaciół poznaje się w biedzie ale w praktyce to czasem trudno zrealizować.Mam znajomego, można rzec, jestesmy na stopie przyjacielskiej.Mówimy sobie o wielu rzeczach, często bardzo osobistych.Traktuję go trochę jak brata.On jest samotny, tzn.cały czas szuka odpowiedniej kobiety,z lepszym bądź gorszym skutkiem.Koresponduje z kilkoma kobietami ale jak mówi to na razie znajome, choć podobają mu się.Ostatnio poznał bezpośrednio dziewczynę w której, jak twierdzi, zakochał się od pierwszego wejrzenia tylko ze ona jest z kimś od bardzo dawna. Podobno chce ten związek zakończyć,że jest w nim nieszcześliwa itp. Dodam,że mój znajomy poznał ją w momencie gdy ona spotykała sie z jego kolegą (oczywiście cały czas będąc w stałym związku). Nie wiadomo czemu im nie wyszło.Oczywiście ten kolega o niczym nie wie. Często rozmawiamy i doradzamy sobie wzajemnie. Ja od poczatku odradzałam mu tą znajomość, na etapie kiedy praktycznie się nie znali. Mój znajomy świata poza nią nie widzi a tak na serio nic o niej nie wie.Żadne argumenty nie trafiają do niego. Niby mówi, że mam rację ale to jest silniejsze od niego. Mój problem polega na tym, że nie chcę go jakoś urazić.Zalezy mi na naszej przyjaźni a jednocześnie trochę rozczarowałam sie jego podejściem. Nie podoba mi się to, że oszukuje i w pewien sposób robi nadzieję innym kobietom. Powiedział, że nie będzie z tamtymi zrywał kontaktu , bo może mu z tą obecną nie wyjść. Poza tym on nikomu nic nie obiecywał. On nie ma żadnych wyrzutów. Nie znałam go z tej strony. Często rozmawiamy i nie sposób uniknąć tego tematu. Głupio się czuję, bo wiem że on jest teraz w euforii i nie chcę mu psuć humoru swoimi wywodami. Mógłby się zrazić do mnie i przestać mi się zwierzać. Z drugiej strony nie potrafię cieszyć się razem z nim, wkurzył mnie tym i nie wiem czy to prawdziwa przyjaźń.