Dodaj do ulubionych

Uraza- to niekoniecznie uraza

23.01.13, 16:50
Chodzi mi to po glowie od dluzszego czasu, a ostatnio coraz bardziej sie do tego przekonuje. Szafuje sie czesto pojeciem urazy, ktore rozumie sie jako niezalatwiony zal, chec zemsty, poczucie krzywdy, nienawisc. Wszystko to prawda, moze tak byc, nic nie zaprzeczam.

Zastanawia mnie jednak dodatkowy aspekt, a moze w pewnych przypadkach- glowny aspekt (tak mi sie wydaje jest w moim przypadku). Tym dodatkowym aspektem- a raczej glownym- jest strach. Strach dosc irracjonalny, strach wlasciwie oparty na bardzo watpliwych fundamentach.

Strach przed czym? Ze osoba, ktora w naszym przekonaniu nas skrzywdzila, wroci. Ze jakos, gdzies, kiedys wroci do naszego zycia i ze dramat sie powtorzy, albo ze bedzie mial dalszy ciag. Obecna sytuacja jest jak przerwa, przystanek, przed dalsza podroza.

Jak mowie, ten strach jest irracjonalny i tak naprawde oparty na jeszcze innym strachu- przed wlasna slaboscia, brakiem kompetencji, brakiem umiejetnosci samoobrony, bezradnoscia. Strachem przed tym, ze ktos albo cos ma nad nami wladze i przewage, ma kontrole. To oczywiscie tym bardziej strach nieuzasadniony, bo wywolany jest tylko zachowaniem z przeszlosci- zanim odebralismy lekcje i nauczylismy sie inaczej radzic sobie z sytuacja.

Mysle ze warto zastanowic sie, czy komus z was tez uraza nie maskje takiego strachu. W takiej sytuacji bowiem nie wystarczajace beda zabiegi, jakie stosuje sie przy klasycznej urazie- na czele z wybaczaniem. Warto pracowac nad wlasna swiadomoscia tego, ze nikt nami nie steruje, nie ma wladzy- innej niz samy oddamy i ze sami sprawujemy kontrole nad nszym zyciem, a osoby ktorych sie obawiamy- nie maja nad nami zadnej wladzy, i nie maja wladzy nad swiatem wiekszej niz my sami.

To jest bowiem tez poboczny strach- ze te osoby jakos tam sa 'wplywowe', ze maja wiekszy dar przekonywania czy wiarygodnosc, ze sa wazniejsze. Wszyscy ludzie maja podobny zakres w tych obszarach a jak ktos nawet ma wiekszy to i tak zaledwie ma wladze nad 0.0000000000001% swiata, a nie nad- czego sie boimy- nad calym swiatem.
Obserwuj wątek
      • kropidlo5 Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 23.01.13, 17:41

        szaman.ka napisała:

        > Jedna uwaga- na określenie tego co opisujesz właściwszym słowem jest lęk.
        > To lęk jest irracjonalny.Strach czujemy wtedy,kiedy niebezpieczeństwo nam zagra
        > żające jest realne.OK?

        Lek i strach przenikaja sie, nie wiem czy to o czym pisze to lek czy strach, pewnie cos pomiedzy. Teoretycznie obawa dotyczy konretnego 'potencjalnego' zdarzenai czy osoby, a zarazem jest irracjonala- czyli lekowa.
        Tak czy owak, mysle ze to ciekawy aspekt i skladowa problemu, malo kto na to zwraca uwage.
        • szaman.ka Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 23.01.13, 18:05
          Wydaję mi się,że Ci zwracałam na to uwagę,ale być może,że tak mi się tylko wydaje.
          Uważam,że źródłem takich lęków jest wczesne zranienie poczucia własnej wartości i brak zaspokojenia pewnych istotnych Twoich potrzeb.
          Gdybyś miał inne dzieciństwo i nie spotykał się na co dzień z ranieniem Twojego poczucia własnej wartości,a Twoje potrzeby były należycie zaspokajane,to sądzę,że takich lęków byś nie zaznawał.Takie raniące zachowania wobec Ciebie, jak demonstrował ten pseudo-przyjaciel czy to małżeństwo, zdrapywały tylko cienkie strupy i spod spodu wydostawały się świeże i wciąż krwawiące rany.
          Wydawało mi się, że Ci to pisałam,ale Ty trochę uciekałeś od tego tematu i twierdziłeś,że ten znajomy jest obecnie tylko dla Ciebie problemem.

          Naprawdę nie pamiętam czy Ci to pisałam ?.Jeśli nie to rozwinę temat.
          • kropidlo5 Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 23.01.13, 18:27
            Pisalas sporo ( i kilka innych osob rowniez ) na temat relacji z ludzmi w kontekscie doswiadczen z domu rodzinnego, i o tym ze to sa powtarzane schematy wczesniejsze, natomiast o samych obawach zwiazanych z 'powrotem' zagrozenia chyba szerzej nie rozmawialismy, bo ja sam mam poczucie, ze to dosc nowe odkrycie. Moglem o tym wspominac, ale ostatnio zdalem sobie z tego sprawe, jak silne to jest, za sprawa paru okolicznosci.
            Jedna okolicznosc to byly swieta, bylem poumawiany ze starymi znajomymi w pubach i obawialemsie, ze gdzies moge nadziac sie na tamto malzenstwo (co na szczescie sie nie stalo), i to mi uswiadomilo, ze wlasciwie ja sie ich gdzies podswiadomie nadal boje.Zupelnie irracjonalnie, bo nie mam z nimi juz niemal wcale wsplnych znajomych, bo wiem juz jak moglbym sie bronic i w ogole, nie mam zamiaru ani zaewne oni w zaden sposob reaktywowa znajomosci.
            Uswiadomilem sobie, ze ten koles i zonka zastraszali mnie i cos z tego zostalo. Krecilem sie wokol kwestii wybaczenia lub nie, sobie czy im, nie nakrecania urazy, odpowiediej perspektywy i frustrowalem sie, az zdalem sobie spraw z tych irracjonalnych lekow.
            Drugi czynnik to tez swieta, kontakty z rodzina i rowniez wobec matki- choc wobec niej nie mam tak negatywnych emocji jak wobec tamtych no i mam pozytywne, a wobec tamtcyh zero pozytwnych- ale tez zastanawialem sie, po co ja ciagle jak sie spotkam to matke przekonuje, albo tlumacze sie, zloszcze, udowadniam na sile swa doroslosc, i tez zdalem sobie sprawe, ze ja sie boje, ze moglbym znowu byc w sytuacji zaleznosci od rodzicow, upokorzony i bezradny. Wiec z przesada wrecz reaguje na jakiekolwiek proby kontroli, doradzania czy ingerowania w moje zycie.
            To tez tlumaczy moja obawe przed ludzmi, ktorzy maja sklonnosc do oceniania, do ingerowania w czyjes zycie, do agresji, do pouczania, do doradzania na sile- bo tam gdzies ukryty jest lek, ze taka osoba chce mnie zdominowac i musze temu zapobiec. OCzywiscie czesto nikt nie chce dominowac, tylo jedna na kilka osob ma taki chytry zamiar, ale srdki ostroznosci leca jak od linii.
    • szaman.ka Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 23.01.13, 19:14
      Teraz wypiłam grzańca i wolę to odłożyć jak będę sprawniejsza umysłowo,ale już teraz chcę napisać,że lęki są nieodłączną częścią składową urazy i zapewne wszyscy ,którzy mają podobne problemy je odczuwają.
      • kropidlo5 Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 23.01.13, 21:42
        szaman.ka napisała:

        > Teraz wypiłam grzańca i wolę to odłożyć jak będę sprawniejsza umysłowo,ale już
        > teraz chcę napisać,że lęki są nieodłączną częścią składową urazy i zapewne wszy
        > scy ,którzy mają podobne problemy je odczuwają.

        No tez wlasnie tak mi sie wydaje, dlatego o tym napisalem min. Czesto uraza moze maskowac leki.A nawet urazy moze nie byc, albo byc nieznaczna.
    • szaman.ka Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 24.01.13, 19:35
      Uraza to uraza.Nie komplikuj !
      Uraza powstaje wtedy,gdy ktoś świadomie lub nie swoim zachowaniem dotyka naszego czułego punktu.
      Czuły punkt mamy tam gdzie wcześniej nastąpiło zranienie naszego poczucia wartości i nie zostało to wyleczone.Jest to tzw.prymarny uraz.
      Te prymarne urazy mogą powstawać na skutek zranienia naszego poczucia wartości.
      Zranienie naszej wartości następuje także przez zaniechanie zaspokojenia naszych potrzeb,a nie tylko przez aktywne wykorzystanie emocjonalne dziecka czyli przemoc psychiczną czy fizyczną.

      Wymienię najważniejsze potrzeby,które mogą pozostać niezaspokojone:
      -potrzeby narcystyczne-potrzeba znaczenia,akceptacji,zwiększania poczucia własnej wartości.
      Jeśli te potrzeby pozostają niezaspokojone dziecko czuje się bezwartościowe.

      -potrzeby przywiązania- niezawodnych, stabilnych i solidarnych więzi z innymi,wsparcia,sympatii,miłości.
      Ten,kto nie miał tego zapewnione będzie szukał wsparcia w uzależnieniach,lub izolował się,lękliwie wycofywał.
      -potrzeby autonomii i kontroli- czyli samostanowienia,samorozwoju,własnych granic,własnej przestrzeni i jej kontroli.Człowiek ma potrzebę wywierania wpływu i bycia samodzielnym,a nie bezsilnym wobec zachowań innych.Jeśli rodzice stale naruszają granice dziecka,to jako dorosły będzie miał problem z obroną własnej autonomii.
      --potrzeby przyjemności i unikania nieprzyjemności-Taki mechanizm mamy wszyscy,ale u kogoś może ten mechanizm nie funkcjonować z powodu złych, doświadczeń,doznawanych ograniczeń i taki człowiek sam sobie lubi stwarzać problemy.Taka osoba musi się dopiero sama nauczyć co jest dla niej dobre,a co nie.
      • szaman.ka Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 24.01.13, 20:23
        Teraz załóżmy,że dziecko,które nie miało zaspokojone większości tych potrzeb słyszało od swojej matki stale to; jak ona się musi dla niego poświęcać,
        że wszystko dla jego dobra robi,a jak ono jest niewdzięczne,nic nie warte,że musi się wstydzić za niego itd.itp.

        Takie dziecko wykształci sobie przekonanie o sobie i je zintrojektuje, że" ono jest nic nie warte i nie zasługuje na miłość".Dziecku trudno bowiem przyjąć,że matka jest zła i go nienawidzi.Woli myśleć,że to w nim jest przyczyna i zaczyna siebie obwiniać za całą sytuację.
        W dorosłym życiu może przyjąć postawę człowieka nie stwarzającego problemów,takiego miłego dla wszystkich gościa.Taka postawa ma za zadanie go chronić przed dalszym urażaniem jego poczucia własnej wartości .
        Teraz załóżmy,że ktoś atakuje taką osobę i zarzuca jej podobne rzeczy jak zarzucała matka,albo generalnie naruszające jej poczucie wartości.
        Wtedy, rana się otwiera ,bo w podświadomości tkwi to przekonanie wyniesione z dzieciństwa:"jestem nic nie wart..."
        Powstaje lęk,bo może oponent ma rację ?Może wcale nie jestem takim miłym gościem? Stosowany mechanizm obronny zawiódł .
        Zwykle odczuwamy złość,chęć odwetu i poniżenia tej drugiej osoby,a nie przyznajemy się do bólu jakiego doznaliśmy i odczuwanego wstydu.Wolimy myśleć,że osoba,która nas zraniła jest złym człowiekiem.
        Budzi się lęk,bo taka osoba nie ma zaufania do własnych uczuć i nie reaguje prawidłowo.
        Skąd może mieć to zaufanie; jeśli jej uczucia były systematycznie w dzieciństwie lekceważone?
        Jaka jest prawidłowa reakcja ?
        Trzeba się przyznać się do swojego urażenia i dopuścić ból związany z nim oraz zastanowić się jakie nasze potrzeby nie zostały zaspokojone.

        Możemy przyznać się do swojej urazy przed sobą samym,albo też przed osobą urażającą nas.
        Tylko,że wtedy narażamy się na dodatkowe urażenie ,bo nie ma gwarancji,że nie zostaniemy wyśmiani.Tak powinniśmy postąpić w stosunku do osób,do których mamy zaufanie,na których nam zależy.
        Tak więc w wyniku urażenia mogą być wywołane różne lęki np.przed odrzuceniem,odrzuceniem przez grupę,
        opuszczeniem,byciu nie zrozumianym, strach przed zawinieniem,bezwartościowością,utratą miłości,ośmieszeniem,nie sprostaniu oczekiwaniom,niemożliwością zaufania,robieniem wszystkiego źle, itd.itp.

      • kropidlo5 Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 24.01.13, 22:12
        Ja nie neguje istnienia urazy, ja dodalem pewien aspekt, ktory w tej urazie (albo wydarzeniach jej dotyczacych) jest zakorzeniony. Do takiej refkejsi sklonilo mnie to, ze jak sie zaczalem zastanawiac, to wlasciwie gdy mysle o np toksycznych ex-znajomych nie dominuje chec zemsty czy zal jako taki, choc jakos tam jest obecny, ale zastanawialo mnie, dlaczego po tylu latach ciagle ta kwestia zajmuje zbyt wiele czasu i tak dotarlem do swojego strachu, o ktorym pisalem.
        Zastanawialo mnie tez, dlaczego akurat konretny typ zachowan wywoluje we mnie te urazy i obawy. Kazdy czlowiek w zyciu spotkal wiele osob, ktore zalazly za skore czy zachowaly sie niewlasciwie, rowniez ja mialem wiele takich doswiadzen, jednakze wiekszosc z nich wyparowala ze mnie, nie mysle o nich, nie zastanawiam sie. Ktos mnie oszukal na kase czy cos tam zrobil i nic, nie ma tejze 'urazy'. DLaczego?
        Mysle ze to kombinacja uderzenia w bardziej czule punkty, ale takze wlasnei irracjonalna ale jednak obawa. Obawa tak naprawde nie zwiazana z sama ta czy tamta osoba, ale z perspektywa wlasnej bezradnosci na taki wypadek- bo przeciez ta bezradnosc w zaden sposob nie jest zdeterminowana czy nawet mozliwa, w koncu lekcje pewne sa odrobione.
        Na pewno czai sie tu ciagle zbyt mala pewnosci siebie, wiara w siebie, to oczym pisalas, i to stosowanie podswiadomie strategii obronnych, by jakos oszukac rzeczywistosc, a takze strategie kompensacyjne.
        Te ostatnie szczeolnie mnie irytuje. Skoro boje sie, ze toksyczny kolega krytyczny wobec mnie moze 'wrocic' to jakbym probowal unikac powodow do jego 'krytyki', w zupelnie irracjonalny sposob. Irracjonalny, bo dzialania, ktore krytyk wykorzystywal by mnie mieszac z blotem, dla innych moich znajomych nie sa zadnym problemem, a czasem nawet sa zaleta. Wiec tak naprawde to takie troche odgrywanie sztuki obliczonej na innego, wymagajacego widza, podczas gdy rzeczywisty widz nie bardzo rozumie, bo on takich wymagan nie ma.
        To z grubsza mozna by podczepic pod chec bycia bezgrzesznym, perfekcyjnym, idealnym- tak aby nikt nie mogl sie przyczepic- i zniowu, nikt to nie jest zaden nikt, tylko konkretne osoby z przeszlosci ktore sie nadmiernie przyczepialy.
        Dlatego tez tak jak mowilem, mam szczegolny uraz wobec osob krytycznych, oceniajacych, klasyfikujacych, etykietkujacych negatywnie, bo one przypominaja mi te zle wspomnienia i ozywiaja tego irracjonalnego ducha, ktory kaze sie brionic przed nieistniejacym przeciwnikiem.
        • szaman.ka Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 24.01.13, 22:42
          Masz racje z tym perfekcjonistycznym dążeniem do bycia doskonałym.Nie chciałam już tak mnożyć tych introjekcji,ale masz rację.Oprócz introjekcji obniżających nasze poczucie wartości introjektujemy również takie perfekcjonistyczne,które nakazują nam co musimy zrobić,by się dobrze czuć. .Trudno mi sprecyzować wszystkie Twoje,ale może to być nieświadome przekonanie,że zawsze muszę być bez zarzutu,albo muszę się zawsze starać robić wszystko jak najlepiej,albo nie mogę wybuchać gniewem i okazywać złości i powinienem panować nad sobą.(To są tylko przykłady)
          Nie wiem,ale ja widzę w tym wspólny mianownik co Cię szczególnie dotyka.Zarówno ten Twój pseudo-przyjaciel jak i to małżeństwo jak i tutaj na forum osoby,które były bardzo krytyczne wobec Ciebie twierdziły,że robią to dla Twojego dobra.Czy coś Ci to przypomina?
          • kropidlo5 Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 25.01.13, 00:50
            szaman.ka napisała:

            > Masz racje z tym perfekcjonistycznym dążeniem do bycia doskonałym.Nie chciałam
            > już tak mnożyć tych introjekcji,ale masz rację.Oprócz introjekcji obniżających
            > nasze poczucie wartości introjektujemy również takie perfekcjonistyczne,które n
            > akazują nam co musimy zrobić,by się dobrze czuć. .Trudno mi sprecyzować wszystk
            > ie Twoje,ale może to być nieświadome przekonanie,że zawsze muszę być bez zarzut
            > u,albo muszę się zawsze starać robić wszystko jak najlepiej,albo nie mogę wybuc
            > hać gniewem i okazywać złości i powinienem panować nad sobą.(To są tylko przykł
            > ady)
            > Nie wiem,ale ja widzę w tym wspólny mianownik co Cię szczególnie dotyka.Zarówno
            > ten Twój pseudo-przyjaciel jak i to małżeństwo jak i tutaj na forum osoby,któr
            > e były bardzo krytyczne wobec Ciebie twierdziły,że robią to dla Twojego dobra.C
            > zy coś Ci to przypomina?


            Tak, przypomina mi to wlasnie dzialania ego pseudo-przyjaciela. Wyzwiska, etykietki, obwinianie- caly repertuar ten sam. Wszystko to 'zart' albo 'chec pomocy'.
            Chec dowartosciowania sie kosztem mnie- to ten wspolny mianownik. A najciekawsze jest to, ze kolejnym wspolnym mianownikiem takich 'pomagaczy' jest ich ewidentna psychiczna choroba. Jednym slowem- swir, ktory nie chce byc swirem i robi ze mnie swira, by ukryc wlasna chorobe psychiczna. Dobrze, ze o tym wiem i moge teraz inaczej reagowac.
            • szaman.ka Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 25.01.13, 09:15
              Przepraszam,ale muszę tutaj się jeszcze wtrącić.
              Wydaje mi się,że ta chęć dowartościowania się Twoim kosztem nie dotyczyła tylko Twojego ex-znajmego.
              Wydaje mi się,że Twój prymarny uraz w tym względzie powstał dużo wcześniej?
              • kropidlo5 Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 25.01.13, 10:33
                Tak, oczywiscie, wejscie w tak toksyczna relacje jest mozliwe chyba tylko na jakims dobrym gruncie, jak wydarzenia z dziecinstwa czy mlodosci. Poczucie braku akceptacji lub wrecz odrzucenia przez jednego lub oboje rodzicow oslabia czlowieka. Bylem kiedys tu i tam na roznych wartsztatach psychologicznych czy terapii grupowej i nie spotkalem chyba ani jednej osoby z tzw .normalnej rodziny'.
                Zastanawia mnie roznica miedzy tymi, ktorzy pozwalaja po sobie jezdzic i tymi, ktorzy musza po kims jezdzic- bo w pewnym sensie tacy ludzie maja podobny problem, tylko skrajnie odmiennie wyrazany. Chec dowartosciowywania sie kosztem innych wskazuje bowiem na wlasne deficyty podobnego typu- jak i chec bycia zaakceptowanym przez wszystkich. I to tworzy taki paradoks a zarazem zwieksza moja niechec i odraze wobec takich osob- bo majac podobne problemy zamiast wspolczuc bardziej (czy rozumiec) tacy ludzie wlasnie odwrotnie- perfidnie wykorzystuja te slabosci by samemu sie dzwigac (i to bez rezultatu, nie spotkalem jeszcze nikogo kto zbudowalby zdrowa samoocene na ponizaniu innych- raczej ta samoocena spada a metoda jest malo skuteczna?).
                To troche tak jakby inwalida okradl niewidomego, taka odrazajaca natura, znecac sie nad bezbronnym, a jeszcze gdy samemu sie nim jest.
                • szaman.ka Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 25.01.13, 12:19
                  Pisałam o tym nie raz i nie dwa,że taki lubujący się w urażaniu innych,to jest w rezultacie dotknięty jakimś rodzajem masochizmu.Zachowuje się sadystycznie czerpiąc zadowolenie z tego,że kogoś poniża i w ten sposób wydaje mu się,że podniósł swoje poczucie wartości i zyskuje w ten sposób władzę nad swoją ofiarą.Jednak te uczucia są bardzo złudne.
                  Masz rację,że zarówno sprawca jak i ofiara mają określone,całkiem podobne deficyty,które powodują ,że tak,anie inaczej się zachowują.
                  Próbowałam to pokazać, tutaj na forum, wcielając się na przemian w rolę ofiary,albo w rolę sprawcy.
                  W takiej psychologicznej grze zarówno ofiara jak i sprawca nie rozmawiają szczerze o swoich potrzebach,czego oczekują od siebie na wzajem i czego chcą od siebie,a gra toczy się miedzy nimi najczęściej na poziomie nieświadomym.
                  Powodem podjęcia takiej gry jest potrzeba władzy i kontroli nad drugim człowiekiem.Potrzeba wywierania wpływu jest właściwa wszystkim ludziom,ale sprawca
                  dlatego zaczyna swój atak,by podporządkować sobie ofiarę, ponieważ sam czuje się słaby i pełen lęku.
                  Ofiara czuje się sama niewinna i takim atakiem sprawca dostarcza jej argumentów ,by sama stałą się sprawcą i zaczęła oskarżać go o to,że jest sprawcą. Tak więc w rezultacie obie strony mogą czuć się ofiarami w takiej grze.



                  • kropidlo5 Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 25.01.13, 13:45
                    No wlasnie, dwie strony czuja sie zle, czuja sie ofiarami, i faktycznie sa- tylko ze samych siebie w glownej mierze. zastanawia mnie czy i na ile takie relacje mozna 'uleczyc', bo tu trzeba radykalnej zmiany po obu stronach, przyznania z obu stron deficytow i pracy, a moze to byc trudne, szczegolnie ze strony 'dominanta'.

                    Co do dominacji vs masochizm to kiedys czytalem, ze jest hipoteza ze ludzie ktorzy przejawiaja zachowania sadystyczne tak naprawde w glebi sa masochistami- i odwrotnie. Ludzie tacy boja sie wlasnej nazwijm to dewiacji (ukrytej checi bycia ponizanym albo ukrytej checi zadawania bolu) wiec kompensuja to poprzez zachowanie calkowicie odwrotne- czyli czlowiek ze stlumionym sadyzmem daje sie przywiazywac i pejczowac a czlowiek ktory chcialby byc ponizany- zadaje bol innym, by tak wyjsc z tej fiksacji.
                    Interesujaca teoria, brzmi nawet logicznie chc nie wiem czy dotyczy wszystkich czy czesci przypadkow. Potwierdza te teorie niejako fakt, ze istnieje cos takiego jak sado-masochizm, czyli zainteresowania osoby bycia w relacji SM w obu rolach, i jako poizany i jako ponizajacy.
                    Czyli ze tak jakby obie potrzeby tutaj graja role, a ktorajest pierwotna ciezko powiedziec.

                    • szaman.ka Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 25.01.13, 20:12
                      Czy da się wyjść z tej gry ofiara-kat ?

                      Myślę,że tak,chociaż to nie jest łatwe.Jak słusznie napisałeś agresor nie zawsze jest gotów zrobić rachunek sumienia i przyznać się do własnej agresji ponieważ takie przyznanie się spowodowałoby poważne zachwianie jego samooceny i wzbudziło w nim poczucie winy,że nie sprostał własnym wymogom.
                      Najgorszą rzeczą jaką możemy zrobić to zerwać kontakt z taką osobą.Jeśli zostaliśmy poważnie dotknięci,to zostajemy wtedy związani ze sprawcą negatywnymi emocjami bez możliwości ich rozładowania.Czasami taka negatywna więź emocjonalna trwa całe lata.
                      Trzeba starać się dostrzec własne uczucia i własne potrzeby ,które nie zostały zaspokojone w wyniku urażenia.Czyli; przyznać się do swego urażenia przynajmniej przed sobą.
                      To powinno pozwolić nabrać nam dystansu do tego.Później możemy starać się wczuć w drugą osobę i próbować ją zrozumieć.Możemy ją zapytać dlaczego tak się zachowała,a nie inaczej i wysłuchać ją.Nawet, jeśli się nie zgadzamy z nią,to warto to zrobić,bo to może doprowadzić do przezwyciężenia naszej urazy i zmiany naszych uczuć wobec tej osoby.
                      • kropidlo5 Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 25.01.13, 21:49
                        Przyznanie sie przed soba do urazy, do wlasnej slabosci, wybaczenie sobie tej slabosci i biernosci- to na pewno. Zerwanie kontaktu to niestety albo stety najpowszechniejsza forma zakonczenia i to czesto z hukiem, tak tez bylo ze mna, co prawda na sam koniec wygarnalem wszystko, ale gosc i tak sie wszystkiego wyparl albo nie zrozumial,powtarzajac swoja stara mantre ze to 'dla mojego dobra' albo ze 'nie rozumialem go' i ja przyznalem ze owszem, nie rozumialem go ani troche i nigdy nie zrozumiem, bo nie wiem jak dla mojego dobra wysmiewal mnie publicznie.
                        Moje uczucia wobec tej osoby (osob) sa jednoznacznie negatywne i pytanie dlaczego? Dlatego, ze moim przekonaniiu ta sprawa nie zakonczyla sie, a zawiesila. Czesciowo to wynika z tego, ze ja jakby nie moge uwierzyc, ze tego goscia juz nie ma w moim zyciu, a zarzem sie boje ze to sen, ze jutro czy za miesiac nagle zobacze jego pogardliwe spojrzenie i znowu uslysze moraly tym jego ohydnie monotonnym, dramatycznym jak mowa pogrzebowa tonem.

                        Czytalem ostatnio ksiazke o znaczeniu obrazow z pamieci w powstawaniu emocji i bylo ciekawe doswiaczenie, by przypominac sobie rozne zdarzenia i zapamietac obrazy, albo rozne emocje- i to tak jest, ze w glowie pokodowane sa irracjonalne obrazy- czyjejs miny, glosu, gestykulacji, slow, ktore we wlasnej wyobrazni wymykaja sie spod kontroli.

                        Mysle, ze tez ten agresor wiedzial, jak uderzac w czuly punkt (choc to zarazem nie taka tajemnica, raczej tabu) zastraszajac izolacja, 'opinia'. wyjawieniem faktow prywatnych (co ciekawe, potrafil szantazowac dwoma zupelnie sprzecznie scenariuszami: raz mowil, ze ja mam 'straszna opinie' i nikt mnie nie lubi- by za chwile straszyc, ze ludzie mnie lubia tylko dlatego bo mnie 'nie znaja' i on 'wie' cos czego inni nie wiedza. takie w gruntu stalinowskie perfinde metody, ale sie mi w leb wkodowaly)

                        Mysle, ze czasem tez dlatego obiekt swojej urazy udzie zabijaja, w skrajnej formie, nie tylko z zemsty, ale ze strachu, ze 'to wroci'.
        • mskaiq Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 25.01.13, 10:24
          Piszesz o perfekcjoniźmie, żeby nikt nie mógł sie przyczepic a może to sposób aby
          zostać zaakceptowany. Obawa przed odrzuceniem to jeden z najtrudniejszych leków
          i może powodować "odgrywanie sztuki obliczonej na innego"
          Pozdrawiam serdecznie.
          • kropidlo5 Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 25.01.13, 10:38
            mskaiq napisał:

            > Piszesz o perfekcjoniźmie, żeby nikt nie mógł sie przyczepic a może to sposób a
            > by
            > zostać zaakceptowany. Obawa przed odrzuceniem to jeden z najtrudniejszych leków
            >
            > i może powodować "odgrywanie sztuki obliczonej na innego"
            > Pozdrawiam serdecznie.


            No tak, ten perfekcjonizm to wasnie szczepionka, ktora ma zapobiec odrzuceniu. Jak jestes perfekcyjny to nie ma 'powodow' do bycia odrzuconym. Oczywiscie, kazdy przecietny czlowiek tworzy na codzien wiele 'powodow' by go odrzucic, ale nikt nie odrzuca albo prawie nikt, bo taka jest natura ludzka- mylic sie czasem, robic cos glupiego czasem.W koncu wszyscy by wszystkich odrzucili.
            Ludzie ktorzy wmawiaja innym potrzebe bycia perfekcyjnym i krytykuja za najmniejsze potkniecie czy slabosc (rodzice, partner, itp) albo gdy czlowiek robi sobie to sam- ustawia sobie poprzeczke wiele wyzej niz ona jest dla innych osob i to rodzi frustracje 'dlaczego ja'?
            Dlaczego ja? wlasnie, odpowiedz jest- wcale nie, wcale nie ja, to nieprawda, nie musze byc lepszy w niczym od innych, bycie takim samym jak inni nie czyni mnie gorszym (bo tak mysli czlowiek perfekcjonista).
            Niestety gdy ktos ma 'podklad' pod takie myslenei a potem jakiegos 'zyczliwego' w otoczeniu kotry to myslenie jeszcze bardziej zakorzeni- a przy tym sam czlowiek sobie duzo 'pomaga'- to nieszczescie gotowoe a potem ciezka praca by z tego wyjsc. no ale da sie. Jak sie zrozumie.
            • mskaiq Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 25.01.13, 12:46
              Są osoby, które wierzą, że perfekcjonizm może pomóc, ale to nie jedyny sposób
              radzenia sobie z odrzuceniem, np osoba zalezna zupełnie inaczej próbuje
              przeciwdziałać odrzuceniu.
              Pozdrawiam serdecznie.
              • kropidlo5 Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 25.01.13, 13:39
                mskaiq napisał:

                > Są osoby, które wierzą, że perfekcjonizm może pomóc, ale to nie jedyny sposób
                > radzenia sobie z odrzuceniem, np osoba zalezna zupełnie inaczej próbuje
                > przeciwdziałać odrzuceniu.
                > Pozdrawiam serdecznie.

                Oczywiscie, ze nie, to jedna ze strategii. Czesc strategii jest dosc oczywista- bycie milym, perfekcjoniam, bycie ukladnym, uleglym, altruistycznym. Ale sa tez strategie z pozoru zupelnie odwrotne, a jak zdrapac warstwe to jest to samo.
                Ludzie, ktorzy sa agresywni, kontrolujacy, zastraszaja innych czy szukajacy hakow tez sie boja odrzucenia- tylko przyjmuja postawe typu 'ja cie zmusze bys ze mna byl'. Jak nie prosba to grozba- moznaby rzec.
                I tak twozy sie patologiczna relacja, gdzie obie strony uwiklane pogarszaja swoj wyjsciowy problem. Zastraszany jeszcze bardziej powtarza blad uleglosci, a dominujacy utwierdza sie w przekonaniu, ze 'dobrze robi' i ze inna taktyka nie dziala- a wiec wewnetrzny wyparty lek nie zmniejsza sie a poteguje.
                • pade Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 26.01.13, 15:41
                  Ludzie, ktorzy sa agresywni, kontrolujacy, zastraszaja innych czy szukajacy hakow tez sie boja odrzucenia- tylko przyjmuja postawe typu 'ja cie zmusze bys ze mna byl'. Jak nie prosba to grozba- moznaby rzec.
                  I tak twozy sie patologiczna relacja, gdzie obie strony uwiklane pogarszaja swoj wyjsciowy problem. Zastraszany jeszcze bardziej powtarza blad uleglosci, a dominujacy utwierdza sie w przekonaniu, ze 'dobrze robi' i ze inna taktyka nie dziala- a wiec wewnetrzny wyparty lek nie zmniejsza sie a poteguje.

                  taką relację nazywa się współuzależnieniem
                  i wcale nie musi dotyczyć alkoholu czy narkotyków
              • szaman.ka Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 25.01.13, 19:48
                Używam określenia" introjekcje perfekcjonistyczne "w szerokim pojęciu,dla określenia dążeń,które w mniemaniu danej osoby mają ją ochronić. Inaczej mówiąc; chodzi o dążenia do bycia doskonałym,idealnym pod jakimś względem i stawianie sobie bardzo wysokich wymagań w tym względzie
                .Np.Kobiety,które kochają za bardzo,by ochronić się przed oczekiwanym porzuceniem znoszą wszelkie upokorzenia i robią z siebie męczennice,byle nie doszło do tego,czego się tak bardzo boją.
          • szaman.ka Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 25.01.13, 11:43
            Tak,masz rację Mskaiq !
            Każdemu perfekcjoniście się wydaje (niekoniecznie myśli tak o tym świadomie),że jak będzie doskonały to zasłuży na miłość i ją wreszcie zdobędzie.Wszelkie dążenia do osiągania sukcesów,uznania mają ten sam cel.;udowodnić sobie i innym,że zasługujemy na miłość,której nie dostaliśmy w dzieciństwie wystarczającej ilości.Czyli w rezultacie mają za zadanie oswoić nasz lęk.
    • jan_stereo Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 26.01.13, 23:08
      alez oczywiscie ze uraza nie musi byc uraza, tak samo jak buty niekoniecznie sa butami...tylko gdzie jest blad logiczny ?

      Za duzo zastanawiania sie nad soba tez do niczego dobrego nie prowadzi, co najwyzej do pomieszania pojec, jak widac powyzej ;"))
      • kropidlo5 Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 28.01.13, 16:01
        jan_stereo napisał:

        > alez oczywiscie ze uraza nie musi byc uraza, tak samo jak buty niekoniecznie sa
        > butami...tylko gdzie jest blad logiczny ?
        >
        > Za duzo zastanawiania sie nad soba tez do niczego dobrego nie prowadzi, co najw
        > yzej do pomieszania pojec, jak widac powyzej ;"))


        Nie. Nie kazdy murzyn jest z Afryki- to byl sens.
        Z druga teza sie zgodze, wlasnie jak sie lepiej zrozumie podstawy to wtedynie trzeba sie tak zastanawiac. Jak mysle o czyms, ze jest uraza to mysle, skad, a czemu, a jak, a po co, i nic sie nie gotuje z tego, a jak sobiwe uswiadomiesz 'ah, to nie tylko uraza, to tez strach' to wtedy eureka- juz wiesz nad czym sie koncentrowac.

        Jesli mam 'urazy' zwiazane z jakas osoba, to jedno, ale jesli obawiam sie jej nadal, to drugie- moge zadac sobie proste pytania: jakie jest realne prawdopodobienstwo, ze w ogole spotkam te osobe? ze jesli spotkam- to cos zarzesczy? jak zatrzeszczy- to ze przegram te konfrontacje? jesli przegram- to czy bedzie koniec swiata? czy ta osoba ma jakas realna wladze nade mna? nad ludzmi? nad moimi bliskimi? czy moim przyjaciele czy bliscy stana za mna, czy za takim kims?

        wbrew pozorom to dobre pytania, bo jak sie czlowiek w takim strachu nakreci to potrafi nadac moc i wielkosc i znaczenie takiej osobie jakby byla rockefelerem, a to prowincjonalny sklepikarz.
      • kropidlo5 Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 29.01.13, 15:04
        kryska-etka napisała:

        > myślę ze lekarstwem na ten strach i obawy ..jest wybaczenie tym wszystkim co na
        > m krzywdę robią..i popatrzenie na nich jak na ofiary własnego ciężkiego losu, s
        > łabego charakteru itd...wtedy lęk mija

        No mozna zastosowac te strategie, ale tylko przy strategii dodatkowej, a mianowicie wyperswadowaniu sobie samemu, ze jest sie w stanie w przyszlosci wybronic z kazdej sytuacji i obronic sie przed takimi osobami.

        Wytlumaczenie 'ah on taki zakompleksiony, maly i gruby to sie wyzywa' to jedno, ale pozwolic na to to co innego, ja mysle, ze zadne kompleksy i kalectwo umyslowe nie jest okolicznoscia lagodzaca ani usprawiedliwieniem.

        Problem jest taki, ze gdy ja zacznyam z takim kims powiedzmy spor, ja staje sie ograniczony mnostwem zakazow, ktore sam sobie daje. A to ze nie posune sie do pewnych rzeczy, a ze nie przekorcze granicy takiej czy innej, a ten ktos takich granic nie dosc ze nie ma (bo chyba kazdy przyzwoity czlowiek ma taki dekalog w procesie wychowania wpojony- ze pewnych rzeczy sie nie robi) to jeszcze nie majac ich 'debatuje' z kims, kto jest nadto ostrozny.

        Wiec, zeby nie komplikowac sobie zycia, powtorze stara mantre- najlepiej takich ludzi po prostu unikac.
          • kropidlo5 Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 29.01.13, 20:04
            kryska-etka napisała:

            > Unikać --jak sie da ..a jak sie nie da?....mowie tu o pracy ...tam obowiązuje .
            > .kultura osobista..jak ktoś trzaska drzwiami ..to przez nie wylatuje...
            >
            w pracy jest trudniej, mozna ograniczac kontakt, eliminowac jakakolwiek zazylosc i byc formalnym do bolu. a jak nie slac skargi albo sie zwolnic.
            mozna probowac sie zaprzyjaznic, ale zakladam, ze jak juz jest zle to znaczy, ze szansy na dobrze nie bylo od poczatku. jakos nie wierze w nagle przemiany ludzi i ich intencji.
    • sasiedka_sowietka Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 07.02.13, 02:00
      kropidlo5 napisał:

      > Chodzi mi to po glowie od dluzszego czasu, a ostatnio coraz bardziej sie do teg
      > o przekonuje. Szafuje sie czesto pojeciem urazy, ktore rozumie sie jako niezala
      > twiony zal, chec zemsty, poczucie krzywdy, nienawisc. Wszystko to prawda, moze
      > tak byc, nic nie zaprzeczam.

      Mam to samo
      > Zastanawia mnie jednak dodatkowy aspekt, a moze w pewnych przypadkach- glowny a
      > spekt (tak mi sie wydaje jest w moim przypadku). Tym dodatkowym aspektem- a rac
      > zej glownym- jest strach. Strach dosc irracjonalny, strach wlasciwie oparty na
      > bardzo watpliwych fundamentach.

      Ja juz jestem na takim etapie, ze niczego sie nie boje. Wycierpialam, cierpienie mnie nie uszlachetnilo. Odkad wycierpialam skupiam sie na tym, jak sie zemscic a nie na tym jak wybaczyc i zapomniec.
      >
      > Strach przed czym? Ze osoba, ktora w naszym przekonaniu nas skrzywdzila, wroci.

      Jak skutecznie uda Ci sie wypie...c, to nie wroci, ale to nie jest az tak proste jak sie wydaje.

      > Jak mowie, ten strach jest irracjonalny i tak naprawde oparty na jeszcze innym
      > strachu- przed wlasna slaboscia, brakiem kompetencji, brakiem umiejetnosci samo
      > obrony, bezradnoscia. Strachem przed tym, ze ktos albo cos ma nad nami wladze i
      > przewage, ma kontrole. To oczywiscie tym bardziej strach nieuzasadniony, bo wy
      > wolany jest tylko zachowaniem z przeszlosci- zanim odebralismy lekcje i nauczyl
      > ismy sie inaczej radzic sobie z sytuacja.

      Jezeli czujesz sie bezradny, poszukaj pomocy, moze ktos Cie zrozumie

      > Mysle ze warto zastanowic sie, czy komus z was tez uraza nie maskje takiego str
      > achu.

      Ja tez sie balam do pewnego momentu, ale chec odwetu przewyzszyla strach
      • kropidlo5 Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 07.02.13, 11:32
        Nie wiem, czy zemsta nie przedluza strachu, bo wiaze sie z zemsta drugiej strony- i taki ciag odwetow w nieskonczonosc? Wydaje mi sie, ze lepszym wyjsciem jest wyrugowanie takich osob z zycia i wyrobienie w sobie pewnosci, ze juz sie nie pojawia, a jesli sie pojawia to ze bedziemy umieli pozbyc sie ponownie i skutecznie.
        W koncu chodzi o to, by zle doswiadczenia nauczylyl czegos, pozostaly w przeszlosci i nie wplywaly na przyszlosc, nie tak? aczkolwiek zgadzam sie, ze wybaczanie na sile tez jest tkwieniem w przeszlosci, moe lepiej ani nie wybaczac ani wybaczac- po prostu uznac, ze tak bylo, ze to bylo zle i ze ma sie nie powtorzyc.
        • sasiedka_sowietka Re: Uraza- to niekoniecznie uraza 07.02.13, 13:42
          kropidlo5 napisał:

          > Nie wiem, czy zemsta nie przedluza strachu, bo wiaze sie z zemsta drugiej stron
          > y- i taki ciag odwetow w nieskonczonosc? Wydaje mi sie, ze lepszym wyjsciem jes
          > t wyrugowanie takich osob z zycia i wyrobienie w sobie pewnosci, ze juz sie nie
          > pojawia, a jesli sie pojawia to ze bedziemy umieli pozbyc sie ponownie i skute
          > cznie.

          Masz racje Kropi, tez to wiem. Wczoraj natomiast pochlalam jak ruska kolchoznica i cale zale i urazy wrocily jak bumerang.

          > W koncu chodzi o to, by zle doswiadczenia nauczylyl czegos, pozostaly w przeszl
          > osci i nie wplywaly na przyszlosc, nie tak? aczkolwiek zgadzam sie, ze wybacza
          > nie na sile tez jest tkwieniem w przeszlosci, moe lepiej ani nie wybaczac ani w
          > ybaczac- po prostu uznac, ze tak bylo, ze to bylo zle i ze ma sie nie powtorzyc

          Jest to najlepsze i najzdrowsze dla psychiki.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka