Są tacy mężczyźni? Jak żyć..?

04.03.13, 23:04
Witam,

po dwóch latach ciężkiego, toksycznego związku rozstaliśmy się. Jednak na zawsze będzie łączyć nas nasza córcia, która ma roczek. Narzeczony wykazywał objawy seksoholizmu, niestabilność emocjonalną, despotyzm przeplatany ze słabością i byciem "małym chłopcem", pochodzi z rodziny alkoholików. Ja jestem kobietą "kochającą za bardzo" (w trakcie terapii indywidualnej), nie ufam, mam ambiwalentny stosunek do siebie, obraz świata, ludzi.. pochodzę z rozbitej rodziny.

Rozstaliśmy się, bo nie mogliśmy ze sobą wytrzymać. On przez tydzień po rozstaniu bawił się, zaliczał panienki, ćpał. Ja byłam silna, chciałam odizolować się od niego, zerwać chorą więź. Nagle on się odezwał, że kocha, że cierpi, że mu źle bez nas, ale nie wróci do nas. I zmiękłam. Znów zaczęłam "kochać za bardzo".. Teraz ON się podniósł. Twierdzi, że nie chce takiego życia, że pójdzie do psychologa i zacznie normalnie żyć, będzie dobrym ojcem dla dziecka, ale my nie będziemy razem. Ja "i chce i nie chce" bo jestem od niego uzależniona.

Naszą przyszłość widzę tak, że obydwoje będziemy pracować nad naszym życiem, aby je sobie poukładać i odnaleźć siebie, każde indywidualnie. Obydwoje będziemy sprawować opiekę nad dzieckiem.

Ale.. ale wizja rozbitej rodziny mnie przeraża. Nie chce do niego wracać po tym, jak prowadził swoje życie po rozstaniu (panienki, alkohol, marihuana, ekstaza) ale boję się samotności. Boję się, że nigdy nikt nie będzie chciał być z dziewczyną, która ma dziecko i obok cały czas ciągnie się za nią jak sznur były partner, ojciec dziecka. Jak myślicie, czy są mężczyźni, którzy mogli by wejść ze mną w związek wiedząc, że ojciec dziecka ma z nami cały czas kontakt?

Wiem, ze łatwiej by mi było znaleźć partnera jako zupełnie samotna matka. Ale nigdy nią nie będę, ojciec chce widywać się z dzieckiem i mieć do niej pełne prawa. Ja jednak bym wolała pozostać z córką sama, ale wiem, ze nie mam takiej możliwości.

Bo przecież nie mogę do Niego wrócić tylko dlatego, żeby skleić coś, co się kupy nie trzyma i dać dziecku pozorną rodzinę. Związek z nim byłby "z rozsądku" a nie dlatego, bo jest wspaniałym człowiekiem z którym chcę być - bo nie jest. Pcha mnie do Niego strach przed dalszym losem.

Co robić? Da się tak żyć?

Dodam, że mam dopiero 23 lata... a czuje, że nic radosnego mnie w życiu nie spotka. MNIE. Bo wiem, że mam córcię, która będzie szczęśliwa i ja będę dla niej wspaniałą mamą. Ale jako kobieta mam jeszcze jakieś szanse na normalny związek?

Proszę o poradę, może kilka słów ciepła..
    • lifeisaparadox Re: Są tacy mężczyźni? Jak żyć..? 05.03.13, 00:35
      Chyba razem powinniście pracować nad swoimi problemami u psychoterapeutów.
      Też nie radzę myśleć tak, że to córka będzie miała dobrze i będzie tą lepszą stroną swojej matki, bo tak powstaje w dziecku "rana narcystyczna", gdy ma ono przed sobą wyidealizowane wyobrażenia rodzica na jego temat, a jednocześnie brak realnych podstaw ku temu.
      Będzie żyła dwoma tożsamościami, tego że nikt jej nie chce i jest w beznadziejnej sytuacji, a tym jaka jest wspaniała i ile ją szczęścia w życiu czeka. To jest takie życie w fantazjach na swój temat. Tak samo jak mama fantazjuje na temat przyszłości swojego dziecka.

      Dlatego od razu odnoszę się do tego bo to istotne.
      Co do własnych zmian, to wypada życzyć wytrwałości i dużo cierpliwości dla siebie i swojej terapii. Może odnaleźć się w innych wartościach, innym sposobie odbierania siebie i swojej rzeczywistości, ludzi, relacji międzyludzkich, a wtedy pojawią się wnioski co do właściwego mężczyzny a tego niewłaściwego. Ułożyć najpierw siebie samą i swoje wartości. Tak bym radził, znając te tematy.
      Pozdrawiam
      • panienka_makowa Re: Są tacy mężczyźni? Jak żyć..? 09.03.13, 15:29
        Pisząc, że córka będzie miała dobrze miałam na myśli to, że zadbam o nią jak najlepiej. I dołożę wszelkich starań, żeby sytuacja z moim EX nie odbiła się bardzo w jej psychice. Będę wiedzieć jak o to zadbać, ponieważ uczęszczam na terapie i tam właśnie między innymi tego się uczę. Tego, oraz tego jak wzmacniać siebie, swoje "ja", swoją osobowość.. Właśnie teraz jest czas, aby "ułożyć samą siebie"

        Świetnie wychodzi mi również nie interesowanie się jak sobie radzi EX. Nie kontroluje, nie węszę i coraz mniej się martwię o niego.
    • anbale Re: Są tacy mężczyźni? Jak żyć..? 05.03.13, 11:01
      Z takim poczuciem własnej wartości na granicy zera absolutnego i chwytaniem się byle świra, byle tylko nie być samą- masz wszelkie przesłanki, żeby straszliwie zniszczyć całe swoje życie.
      Jesteś bardzo młoda, dopiero wchodzisz w życie. Na jakiej podstawie zakładasz, że nic dobrego Cię nie spotka?? Takie podejście podcina Ci skrzydła, odbiera energię.
      Musisz przede wszystkim zadbać o siebie, o swoją przyszłość. Daj sobie spokój z toksycznym gościem, który Cię niszczy. Nie zastanawiaj się, czy spotkasz kogoś czy nie spotkasz- bo to jest wróżenie z fusów, nie wiadomo, jedni mają to szczęście, inni nie. Żyj, rozwijaj się, korzystaj z życia. Co ma być to będzie.
      Będąc silną, pozytywną, przekonaną o własnej wartości kobietą będziesz przyciągać tych wartościowszych ludzi, a nie jakieś pasożyty emocjonalne szukające ofiar.
      A jak na tej terapii Ci idzie?
    • szaman.ka Re: Są tacy mężczyźni? Jak żyć..? 05.03.13, 11:14
      Co to w ogóle za pytanie ;czy są mężczyźni,którzy chcieliby wejść z Tobą w związek mimo,że ojciec dziecka będzie się z Wami kontaktował?
      Jest to jak najbardziej naturalne i potrzebne dziecku by miała ojca i matkę i świadomość,że oboje ją kochają.To że nie będą razem ma jakby mniejsze znaczenie.Ważne dla dziecka też jest by rodzice po rozstaniu potrafili żyć z sobą w przyjaźni,a nie nienawidzić się do grobowej deski.
      Ja tutaj widzę inny problem.Na jakiej podstawie zakładasz,że córka Twoja będzie szczęśliwa,a sama nie będziesz? Jeśli Ty nie będziesz szczęśliwa to i Twoja córka nie będzie.Słusznie napisał Ci Life,że Twoje plany co do szczęścia córki są oparte na iluzjach.
      Ty musisz starać się zbudować swoją wartość,pokochać siebie,zadbać o swoje potrzeby,a wtedy i ona będzie umiała to robić. Zamiast dręczyć się przyszłością i niepokojem co będzie jak zostaniesz sama staraj się żyć dniem dzisiejszym i budować teraz swoją przyszłość.
      Uczestniczysz w terapii to dobrze
      .Nie wiem jakie kwalifikacje posiadasz? Nie wiem czy nie trzeba ich podnieść? Ważne by Twoja córka miała kogoś na kogo będzie mogła liczyć i kto zapewni jej godziwe wychowanie i wykształcenie.
      Czy będzie to jej ojciec? Nie wiem.Z tego co opisałaś nie można tego być pewnym,jeśli nie postanowi dojrzeć i nie będzie konsekwentny w tym postanowieniu.

      Takie Twoje podejście jak opisałaś świadczy o głębokim poczuciu małej wartości,by nie powiedzieć wręcz nienawiści do siebie samej.Zadręczasz się teraz czy znajdziesz partnera zamiast cieszyć się córeczką i tym,że rozstałaś się i wyszłaś z tego toksycznego związku.Sama sobie to robisz.Musisz starać się zmienić swoje myślenie o sobie.Tylko córka szczęśliwej matki ma szansę na bycie szczęśliwą w życiu.Jeśli teraz nie zbudujesz swojego poczucia wartości i nie nauczysz się dbać o swoje potrzeby sama, to znowu masz szansę wylądować w podobnym związku jak miałaś.
    • paco_lopez Re: Są tacy mężczyźni? Jak żyć..? 05.03.13, 21:34
      był łysy, miał dres i nos jak marchewa. zgadłem ?
      • panienka_makowa Re: Są tacy mężczyźni? Jak żyć..? 09.03.13, 08:27
        Nie, gdy go poznałam nosił styl militarny, interesował się asg i grafiką. Jak się później okazało jego była dziewczyna była graficzką (stąd ta wiedza) a w asg bawił się najlepszy kumpel. Czyli nic z własnej osobowości, tylko "przyklejenie się" do osób z pasjami. Sam nie ma żadnych zainteresować ani pasji.

        Od jakiegoś roku ta sama osoba jest lovelasem w rurkach, nie ubierającym się nigdzie indziej jak tylko w markowych sklepach (mimo, że nas na to nie stać.. oj przepraszam, jego już na to nie stać). Stara się być "na topie".

        I jest przystojnym mężczyzną.

        Na reszte pytań jeszcze odpowiem później.
        • lifeisaparadox Re: Są tacy mężczyźni? Jak żyć..? 09.03.13, 15:05
          Znaczy związała się pani z typem który jest podręcznikowym psychopatą. Radzę zadbać o swój rozsądek i poukładać się samej.
          • panienka_makowa Re: Są tacy mężczyźni? Jak żyć..? 09.03.13, 15:24
            Takie odpowiedzi tez lubię. Dzięki!
    • leda16 Re: Są tacy mężczyźni? Jak żyć..? 05.03.13, 23:09
      panienka_makowa napisał(a):
      Naszą przyszłość widzę tak, że obydwoje będziemy pracować nad naszym życiem,


      Że Ty będziesz pracować nad swoim życiem to rozumiem, ale dlaczego wykazujesz taką chorobliwą troskę o jego życie? Jego życie, jego problem, nie Twój.


      Obydwoje będziemy
      > sprawować opiekę nad dzieckiem.


      Czemu oboje? On już udowodnił, że się na ojca nie nadaje. Dziecko porzucił, półsierotę z niego zrobił, chce je wychowywać z doskoku, okazyjnie, w wolnych chwilach. Nigdy córce nie pokaże jak wygląda normalna rodzina, jak zona kochana być powinna, czego córka w przyszłości ma prawo oczekiwać od swojego męża.



      > Ale.. ale wizja rozbitej rodziny mnie przeraża. Nie chce do niego wracać po tym
      > , jak prowadził swoje życie po rozstaniu (panienki, alkohol, marihuana, ekstaza



      No to czemuż Ci tak zależy, aby on "pracował nad swoim życiem"? Niech lepiej pracuje na godziwe alimenty zamiast forsę na wódę i dziwki trwonić. Wracać też do niego nie masz po co. Przy takim trybie życia wkrótce hifa się "dopracuje" i nawet nieświadomie córci w prezencie przyniesie. Drobny, rozdrapany pryszcz na pysku wystarczy, który "córcia" ucałuje.



      Boję się, że nigdy nikt nie będzie chciał być z dzie
      > wczyną, która ma dziecko i obok cały czas ciągnie się za nią jak sznur były par
      > tner, ojciec dziecka.



      Popełniłaś już jeden błąd fundując dziecku takiego ojca, nie popełniaj następnego, pozwalając, gnojkowi, który ROZBIŁ DZIECKU RODZINĘ udawać dobrego ojca kosztem córki, pętać się przy niej jak zły szeląg uniemożliwiając Ci rekonstrukcję rodziny, którą rozpierdzielił dla swojego seksualnego wyżycia, egoizmu, nieodpowiedzialności. nawet ptak nie porzuci samiczki wysiadującej potomstwo. Ten porzucił Cię bez skrupułów, porzucił swoje pisklę a Ty planujesz jeszcze dać mu okazję, żeby podlatywał i dziobał je w wolnych chwilach od rypania następnych kochanek???




      Jak myślicie, czy są mężczyźni, którzy mogli by wejść ze
      > mną w związek wiedząc, że ojciec dziecka ma z nami cały czas kontakt?



      A po co on miałby mieć u Was jakikolwiek "kontakt"? Kontakt to se w ścianie zamontuj i nie szukaj następnego "związku" w którym dasz się wykorzystać. Szukaj męża i ojca dla swojej córki. Nie "partnera" czyli kochanka, który rozparzy dzieciaka, przywiąże do siebie i znów porzuci gdy Tobą się znudzi. Lepiej być samą niż narazić dziecko na taki stres. Oczywiście, do łóżka znajdziesz codziennie kilkunastu kandydatów, ale od tego nie powinnaś zaczynać. Od przyjaźni i ślubu zacznij.


      Ja jednak bym wolała pozostać z córką sama, ale wiem, ze nie mam takiej moż
      > liwości.


      Mnóstwo kobiet takich jak Ty wychodzi za mąż, mają wspólne dzieci, żyją w rodzinie. Zwykle nie plącze się obok krzywdziciel jednego z dzieci. I źle byłoby, gdyby Twój przyszły mąż krzywdziciela tolerował, nie chciał być dla skrzywdzonego dziecka ojcem, nie zabiegał o jego uczucia. Matka kocha każde jednakowo. A prawdziwym sprawdzianem dla Twojego przyszłego męża będzie chęć adopcji Twojej córki, nie puste słowa i łóżkowe śluby na prześcieradle.


      >

      > Co robić? Da się tak żyć?


      Nic na siłę i bez pośpiechu. Alimenty zwyrodnialec płaci? Ile? Dziecko uznał?



      > Dodam, że mam dopiero 23 lata... a czuje, że nic radosnego mnie w życiu nie spo
      > tka.


      Jesteś w depresji, masz poczucie krzywdy. To normalne w Twojej sytuacji. Ale to można zmienić. Przede wszystkim przestań rozczulać się nad sobą, bo nic dobrego z tego nie wyniknie. Dziecko jeszcze na nóżki nie stanęło, a Ty chcesz szukać następnego palanta? Samotna jesteś? Rodziców nie masz, rodzeństwa, koleżanek, sąsiadek z małymi dziećmi?


      MNIE. Bo wiem, że mam córcię, która będzie szczęśliwa i ja będę dla niej w
      > spaniałą mamą. Ale jako kobieta mam jeszcze jakieś szanse na normalny związek?


      A czemu nie? Możesz być żoną i matką kilkorga dzieci. Ale z "partnerami" i "związkami" daj sobie spokój. To nie są relacje w których kobieta może być szczęśliwa.
    • l_witch_l Panienko makowa...:=) 09.03.13, 14:22
      Rozstaliśmy się, bo nie mogliśmy ze sobą wytrzymać. On przez tydzień po rozstaniu bawił się, zaliczał panienki, ćpał. Ja byłam silna, chciałam odizolować się od niego, zerwać chorą więź. Nagle on się odezwał, że kocha, że cierpi, że mu źle bez nas, ale nie wróci do nas. I zmiękłam. Znów zaczęłam "kochać za bardzo".. Teraz ON się podniósł. Twierdzi, że nie chce takiego życia, że pójdzie do psychologa i zacznie normalnie żyć, będzie dobrym ojcem dla dziecka, ale my nie będziemy razem. Ja "i chce i nie chce" bo jestem od niego uzależniona.

      Droga, twoj post to jest post roku!;=)
      Bardzo ciekawy i zajmujacy, niestety dosc czesty w zyciu na codzien.

      Czy masz szanse na ulozenie sobie zycia bedac mama?
      Oczywiscie ze tak! Jak najbardziej nic nie stoi na przeszkodzie, nawet odwiedziny taty dziecka, wszystko moze sie w twoim zyciu ulozyc bardzo szczesliwie...

      Problem w tego typu zwiazkach, gdzie jak powiadasz- on jest niedojrzaly emocjonalnie a ty uzalezniasz sie od niego, to problem tzw. zwiazkow zbudowanych w oparciu tzw. pierwsze kontakty z naszymi opiekunami, czy rodzicami.
      Kontakty te sa bardzo wazne i nie dajce sie zmienic w latwy sposob, bo osoba nawet obiecujac sobie poprawe, czy zyjac sama- w momencie, gdy zachodzi zakochanie, czy w relacje wchodzi nowa, osoba taka powtarza te wyuczone i zakodowane w pamieci schematy i relacje z pierwszych zwiazkow, zaraz po urodzeniu.

      Czym relacja w rodzinie byly bardziej niestabilne i trudne tym pozniej trudniej jest ulozyc sobie relacje z partnerem. Ba, czlowiek nawet podswiadomie wybiera taka osobe, ktora mu ta problematyczna wiez relacji na nowo zapewni i przypomni.

      Problem jest tak powazny, tym bardziej, ze nie pomagaja zadne terapie i nic nie jest skuteczne jak ciezka praca nad soba i kontrola swoich uczuc, dokladne ich nazwanie, czym one sa, a czym nie sa.

      Mysle ze z twojego meza nic juz nie bedzie, bo jest zbyt mocno zniszczony. Jego zachowanie na to wskazuje.
      Ty natomiast mozesz sobie ulozyc jeszcze zycie poprzez samoswiadoma kontrole tych mechanizmow, ktore budza sie w tobie za kazdym jednym razem, gdy wchodzisz w relacje...z kims kto jak mowisz na ciebie dziala i jest chemia...tam powinienna ci sie wlaczyc czerwona lampka ostrzegawcza...

      Jest kilka rodzajow osobliwych powiazan w relacjach...I w psychologii sa one dokladnie opisane...Zawsze tam gdzie osoba miala niestabilne powiazania z rodzicem, czy opiekunem tam wbrew logice ktos taki jak na zlosc znajdzie kogos, kto mu ta relacje przypomni na zywo i od nowa...
      Jest tez caly szereg cwiczen, aby moc wyjsc na przeciw takim ukladom. Ale w tym moze pomoze jakis dobry terapeuta? Moze ksiazki..

      To co martwi mnie, gdy czytam twoj post, to fakt ze dziecko w jakis tam sposob oslabaia twoje poczucie wartosci. Powinno bylo byc na odwrot. Dziecko nadaje twojemu zyciu glebszy sens. I ona ponosi zadnej winy za to ze ja wydalas na swiat. To byla twoja decyzja.

      Idelanych mezczyzn i tak nie ma, wiec nie masz co sie ludzic ze lekko bedzie w takiej, czy innej sytuacji, jednak aby cokolwiek zmienic musisz zaczac od siebie samej i od poczatku wziac pod lupe te pierwsze relacje z rodzicami, matka, czy ojcem., czasem obojgiem...kto z nich najbardziej narozrabial w twoim zyciorysie.
      Wydaje mi sie, ze wiele z tego co czujesz to sa reakcje wyuczone. I prawdopodobnie relacja z matka byla relacja dosc ambiwalentna i niestabilna...

      Jaka pelnil role w tym ukladzie twoich rodzicow twoj tata? Czy relacja z nim byla 'unikajaca', wymykal sie spod twojej kontroli, byl nieobecny wtedy gdy go potrzebowalas... itp. Naduzywal alkoholu itp.


      Ze exfacet jest seksoholikiem, to moze miec wiele swoistych zrodel. Ale i on przeniosl ten problem ze swojej rodziny, bardzo negatywny system powiazan w relacji. bardzo niestabilny.

      Najczesciej sa to osoby, ktore sa niezauwazane jako dzieci w domu, w rodzinie, ktorym nie wolno okazywac uczuc, nie czuja sie tez bezpieczne- wtedy, gdy wyrazaja swoj gniew i zlosc, byly moze za to cielensie karane?

      Dlatego alkohol, czy inne uzywki wyzwalaja w nich to co bylo im wzbronione, tzw, intensywna emocjonalnosc... Bardzo trudno jest leczyc tych ludzi...I nalezy im wspolczuc, ze takimi ich 'zrobiono'...Ale ty im nie wspolczuj, bo cos mi sie wydaje ze do tego uczucia to dosc czesto masz dostep...:=)))



      • panienka_makowa Re: Panienko makowa...:=) 09.03.13, 15:24
        Bardzo, bardzo, bardzo pomocna odpowiedź i trafna.
        Dziękuję.
      • zentis Re: Panienko makowa...:=) 09.03.13, 16:06
        witch, ale dlaczego ludzie to powtarzaja? no i co z tego, ze to im znane? czemu nie wejda w nieznane, co im sluzy zamiast w znane co ich niszczy?
        • l_witch_l Re: Panienko makowa...:=) 09.03.13, 16:27
          zentis napisała:

          > witch, ale dlaczego ludzie to powtarzaja? no i co z tego, ze to im znane? czemu
          > nie wejda w nieznane, co im sluzy zamiast w znane co ich niszczy?


          Wiele jest powodow. Najczesciej ze takie relacje robia tych ludzi 'calymi'.
          Lacza sie w emocjonalnej symbiozie z kims takim, czuja sie jednym.

          To nie jest dobra cecha. I swiadczy o osobowosci niedojrzalej emocjonalnie, ktora ma problemy z identyfikacja siebie i ogarnieciem/integracja swojej osobowsci w calosc. Wchodzac w bezpieczna relacje potrzeba byc 'calym'. Drugi czlowiek ci nieczego nie uzupelni...

          Metoda terapii polega na zmianie dotychczasowych schematow postepowania...zastapienie emocjonalnosci i uczucia paniki-> porzucenia, racjonalnym mysleniem...

          Gdy osoba jest 'cala' latwiej jej przychodzi to tzw. racjonalne myslenie...

          Mi to trudno troche napisac po polsku poprawnie, niestey, ale pytaj jezeli chcesz wiedziec cos wiecej na temat...:=)

          • zentis Re: Panienko makowa...:=) 09.03.13, 16:35
            napisze do ciebie na maila gazetowego, dil? ,)
        • szaman.ka Re: Panienko makowa...:=) 09.03.13, 20:39
          Paradoksalnie czują się bezpieczniej w takich związkach,bo tylko takie są im znane z domu rodzinnego.Mają takie zachowania oswojone.
          Ponadto jest u nich podświadoma potrzeba powtarzania sytuacji z dzieciństwa,by ją rozwiązać pomyślnie.Mam na myśli to,że jeśli np.dziecko nie miało wystarczającej miłości i akceptacji rodzica,to za partnera wybiera sobie taką osobę,która też mu tego nie zapewnia.Wszystkie jego wysiłki będą zmierzać do pozyskania tej miłości, zasłużenia na nią,a najczęściej taka wybrana osoba nie jest w stanie jej dać, tak samo jak nie był w stanie rodzic.
          • panienka_makowa Re: Panienko makowa...:=) 10.03.13, 00:32
            Pięknie napisane szamank.o.. bardzo jasno.

            Przyszedł wieczór i znów złapało mnie zwątpienie. Jaki facet "weźmie mnie" już w "dwupaku" z dzieckiem i jeszcze GRATIS dostanie mojego EX.

            Musiałabym mieć chyba jakąś nadwartość, np. materialną ;) Czytałam opinie w necie facetów, którzy nie wiedzą czy wiązać się z kobietą z dzieckiem. Każdy chce uciekać...

            Ja wiem, że moje dzieciątko jest moim największym skarbem i nie wiem czy ktoś ją będzie w stanie pokochać tak bardzo jak ja... poznanie takiego faceta chyba graniczy z cudem. I nie ze względu na MOJĄ WARTOŚĆ a ze względu na to jaką wartość prezentują współcześni faceci.....
            • nfrv Re: Panienko makowa...:=) 10.03.13, 07:42
              nie rozumiem. czemu napadasz na wartosc wspolczesnych facetow?
              moga ci tu wbijac gornolotne brednie, ze taki kolejny facet, jesli jest fajny, powinien.......... a twoja wartosc jest wielka........itp.


              fakty sa takie, ze ten dzieciak jest zrobiony przez obcego samca. nad czym tu debatowac.
              jestes samica z produktem obcego samca. otworz oczy.

              i chodzi tu o twoja wartosc, nie ich.
              • panienka_makowa Re: Panienko makowa...:=) 10.03.13, 23:31
                Nie rozumiem już nic. Tak, jestem samicą z produktem innego samca i samcem "weekendowo" się pojawiającym. I czyją tu wartość oceniać? Moją, czy jest na tyle duża aby ktoś mnie zechciał czy czyjąś, że jest na tyle wartościowym człowiekiem aby pokochać mnie, moje dziecko i przyklejonego weekendowego tatusia... ?
                • horpyna4 Re: Panienko makowa...:=) 11.03.13, 09:33
                  Przede wszystkim nie zawracaj sobie na razie głowy facetami i związkami. Masz cholerne parcie na bycie w związku i to wpływa na Twój sposób postrzegania świata. Teraz popracuj nad sobą. Przestań być bluszczem szukającym podpory, naucz się żyć samodzielnie.

                  Dopiero wtedy, jak nie będziesz chciała za wszelką cenę znależć faceta, powstanie szansa na znalezienie kogoś sensownego. Ale znalezienie faceta nie może być celem samym w sobie, jeżeli nie chcesz powtórki z rozrywki. Musisz poznawać różnych ludzi, ale nie miej przy tym na czole napisu "rozpaczliwie szukam męża".
                  • szaman.ka Re:opowiem Wam bajkę ! 11.03.13, 11:54
                    Duży kot ujrzawszy,że mały kotek goni za swym ogonem,zapytał:
                    "Czemu gonisz za swoim ogonem?"
                    Kotek odpowiedział:"Dowiedziałem się,że najlepszą rzeczą dla kota jest szczęście i że szczęście to mój ogon.Dlatego gonię za nim.Kiedy go złapię,zdobędę szczęście".

                    Na to stary kot odpowiedział:
                    "Mój synu.Ja również zajmowałem się problemami filozofii.I też doszedłem do tego,że moje szczęście jest w moim ogonie.Ale zauważyłem,że kiedy go gonię,ucieka on ode mnie,a kiedy zajmuję się swoimi sprawami,to zawsze zdaje się za mną podążać,dokądkolwiek idę".
              • nfrv Re: Panienko makowa...:=) 11.03.13, 09:40
                no to widze, ze sama juz z tymi bredniami zaczelas.
                • panienka_makowa Re: Panienko makowa...:=) 15.03.13, 11:07
                  Mając taki obraz mężczyzny jaki namalowało mi życie ciężko będzie teraz się związać, dlatego nawet o tym nie myślę, nie szukam i nie chce szukać... W nocy mam koszmary, że poznaje kogoś i znów jest to samo.

                  Wiem, że ludzie z problemami się przyciągają i jeżeli ja rozwiąże swoje to będzie większe prawdopodobieństwo ułożyć sobie życie z kimś n o r m a l n y m. Jednak jak pozbyć się tego czarnego obrazu faceta.. nie mam pojęcia.
                  • leda16 Re: Panienko makowa...:=) 15.03.13, 20:54
                    panienka_makowa napisał(a):

                    > Mając taki obraz mężczyzny jaki namalowało mi życie


                    No cóż, zawsze musi być jakiś kozioł ofiarny, na którego zwala się własną bezmyślność, brak umiejętności planowania i przewidywania swoje problemy. Ty obwiniasz "życie", zamiast samą siebie. Nikt Ci tego równie nieodpowiedzialnego smarkacza jak Ty nie namalował. Sama malowałaś wedle swojej ubożuchnej wyobraźni.23 lata i pomysł na to życie jak w IX. w. - zawodowa bezczynność i zabawa w dom. Jednemu zabawa zbrzydła, więc prędziutko następnego do zabawy szukasz. A zawód pozwalający godziwie zarobić masz, mieszkanie masz, kasę? No to co miałaś zamiar tej "córci" ofiarować, jaki wzór rodziny, dostatku, stabilizacji? Swoją "miłość" za którą nawet szklanki mleka nie kupi? Jak ktoś nie ma warunków to się nie rozmnaża. A nie - Ty do roboty, dziecko do żłoba, albo starej matce na kark wsadzić, niech się szarpie.


                    ciężko będzie teraz się zwi
                    > ązać, dlatego nawet o tym nie myślę, nie szukam i nie chce szukać...


                    Jak to nie myślisz, skoro z Twojego wątku aż kipi chęć uwieszenia się na kolejnych męskich portkach.? "Wartościowych" a jakże...Jego wartość będzie się zawierać w umożliwieniu Ci bluszczenia się na kolejnej podporze i pokochaniu cudzego plemnika.


                    W nocy mam
                    > koszmary, że poznaje kogoś i znów jest to samo.



                    I będzie tak samo dopóty, dopóki nie zaczniesz się szanować, zamiast uzależniać swoją wartość od złowienia następnych portek.


                    >
                    > Wiem, że ludzie z problemami się przyciągają i jeżeli ja rozwiąże swoje to będz
                    > ie większe prawdopodobieństwo ułożyć sobie życie z kimś n o r m a l n y m.


                    A ten nie był normalny, za to ty byłaś normalna ze śmiertelną powagą traktując śluby na prześcieradle napalonego seksualnie szczyla? Puste słowa i seks za miłość brałaś czy jak?!


                    Jedn
                    > ak jak pozbyć się tego czarnego obrazu faceta.. nie mam pojęcia.


                    Pozbyć? Nigdy nie powinnaś zapomnieć nauczki, jaką od tego "partnera" dostałaś. Inaczej jeszcze trochę "córć" urodzisz, każdą z innym.
                    • l_witch_l Re: Panienko makowa...:=) 16.03.13, 12:12
                      Gorzkie, ale jakze prawdziwe sa slowa 'ledy16', warto sie nad nimi zastanowic...

                      Z mentalnoscia XIX w- w XXI wiek daleko sie nie zajedzie....
                    • nfrv Re: Panienko makowa...:=) 16.03.13, 13:25
                      oh jakas ty madra ledunia.
                      na dziecko /panienka/ napadasz zamiast na jej starych?



                      jej kosztem sobie samopoczucie areopagu budujesz, i jeszcze cie wstyd nie trafil.
                      zatyka.
                      • leda16 Re: Panienko makowa...:=) 16.03.13, 13:43
                        nfrv napisała:
                        > na dziecko /panienka/ napadasz zamiast na jej starych?


                        Rodziców tej 23-letniej kobiety? A to oni Jej dzieciaka zmachali i kopnęli w zadek?

                        • nfrv Re: Panienko makowa...:=) 16.03.13, 14:20
                          ales mnie rozbawila.

                          Aledopagu...........
                          • panienka_makowa Re: Panienko makowa...:=) 16.03.13, 17:52
                            Coś mi się wydaje, że leda zna sytuację z troszkę innej strony ;)

                            Co ledziu16?
                            • nfrv Re: Panienko makowa...:=) 16.03.13, 17:59
                              i bedac mama takiego synusia sie tu wymadrza?

                              o. to jest cos.
    • jo-an-na-29 Re: Są tacy mężczyźni? Jak żyć..? 18.03.13, 20:11
      Dzewczyno, co Ty wyprawiasz? Sama jesteś dorosła, ale uraczyć dziecko takim ojcem? Szlaeństwo!
      • forum.master Re: Są tacy mężczyźni? Jak żyć..? 14.04.13, 21:19
        tak się kończy, jak niedojrzali psychicznie ludzie mają dzieci...
        • grymasisko Re: Są tacy mężczyźni? Jak żyć..? 20.05.13, 21:26
          jest taka ksiażka, bardzo mądra i warta przeczytania - toksyczni rodzice. myslę, ze kazdy moze z niej wynieść cos dla siebie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja