panienka_makowa
04.03.13, 23:04
Witam,
po dwóch latach ciężkiego, toksycznego związku rozstaliśmy się. Jednak na zawsze będzie łączyć nas nasza córcia, która ma roczek. Narzeczony wykazywał objawy seksoholizmu, niestabilność emocjonalną, despotyzm przeplatany ze słabością i byciem "małym chłopcem", pochodzi z rodziny alkoholików. Ja jestem kobietą "kochającą za bardzo" (w trakcie terapii indywidualnej), nie ufam, mam ambiwalentny stosunek do siebie, obraz świata, ludzi.. pochodzę z rozbitej rodziny.
Rozstaliśmy się, bo nie mogliśmy ze sobą wytrzymać. On przez tydzień po rozstaniu bawił się, zaliczał panienki, ćpał. Ja byłam silna, chciałam odizolować się od niego, zerwać chorą więź. Nagle on się odezwał, że kocha, że cierpi, że mu źle bez nas, ale nie wróci do nas. I zmiękłam. Znów zaczęłam "kochać za bardzo".. Teraz ON się podniósł. Twierdzi, że nie chce takiego życia, że pójdzie do psychologa i zacznie normalnie żyć, będzie dobrym ojcem dla dziecka, ale my nie będziemy razem. Ja "i chce i nie chce" bo jestem od niego uzależniona.
Naszą przyszłość widzę tak, że obydwoje będziemy pracować nad naszym życiem, aby je sobie poukładać i odnaleźć siebie, każde indywidualnie. Obydwoje będziemy sprawować opiekę nad dzieckiem.
Ale.. ale wizja rozbitej rodziny mnie przeraża. Nie chce do niego wracać po tym, jak prowadził swoje życie po rozstaniu (panienki, alkohol, marihuana, ekstaza) ale boję się samotności. Boję się, że nigdy nikt nie będzie chciał być z dziewczyną, która ma dziecko i obok cały czas ciągnie się za nią jak sznur były partner, ojciec dziecka. Jak myślicie, czy są mężczyźni, którzy mogli by wejść ze mną w związek wiedząc, że ojciec dziecka ma z nami cały czas kontakt?
Wiem, ze łatwiej by mi było znaleźć partnera jako zupełnie samotna matka. Ale nigdy nią nie będę, ojciec chce widywać się z dzieckiem i mieć do niej pełne prawa. Ja jednak bym wolała pozostać z córką sama, ale wiem, ze nie mam takiej możliwości.
Bo przecież nie mogę do Niego wrócić tylko dlatego, żeby skleić coś, co się kupy nie trzyma i dać dziecku pozorną rodzinę. Związek z nim byłby "z rozsądku" a nie dlatego, bo jest wspaniałym człowiekiem z którym chcę być - bo nie jest. Pcha mnie do Niego strach przed dalszym losem.
Co robić? Da się tak żyć?
Dodam, że mam dopiero 23 lata... a czuje, że nic radosnego mnie w życiu nie spotka. MNIE. Bo wiem, że mam córcię, która będzie szczęśliwa i ja będę dla niej wspaniałą mamą. Ale jako kobieta mam jeszcze jakieś szanse na normalny związek?
Proszę o poradę, może kilka słów ciepła..