Dodaj do ulubionych

Wieczne tlumaczenie i usprawiedliwianie innych.

11.03.13, 13:08
Ostatnio wiele moich koleżanek mi mówi, że jestem zbyt cierpliwa i zbyt wyrozumiała. Często jestem skłonna widzieć okoliczności łagodzące, często tłumaczę różne zachowania ludzi, oczywiście głównie facetów. Każdego jestem skłonna usprawiedliwiać traumami, ciężkimi przeżyciami, uwarunkowaniami rodzinnymi itd. Ale mnie samej nigdy nikt nie tłumaczy, a wszyscy naokoło oczekują i oczekują. A też mam swoje przeżycia za sobą. Zastanawiam się, jak wyrwać się z tego zaklętego kręgu.
Obserwuj wątek
    • kropidlo5 Re: Wieczne tlumaczenie i usprawiedliwianie innyc 11.03.13, 13:28
      Jest taka stara, dosc dobra metoda praktyczna. Mianowicie, wez sytuacje w ktorej jestes i wyobraz sobie, ze sytuacja nie dotyczy ciebie, tylko na Twoim miejscu jest osoba, ktora cenisz i lubisz. Dobra kolezanka albo nawet idol z ekranu.
      Wyobrazenie sobie tego czesto dosc znaczaco zmienia spojrzenie na sytuacje.
    • szaman.ka Re: Wieczne tlumaczenie i usprawiedliwianie innyc 11.03.13, 14:34
      Zostań swoim terapeutą zamiast być terapeutą dla innych.
      Mam na myśli to,że okaż sobie przynajmniej tyle sobie współczucia i zrozumienia co okazujesz innym.Nie bądź dla siebie rodzicem, który tylko Ci mówi:musisz,powinnaś,trzeba,należy, itd.lecz dopuść do głosu swoje wewnętrzne dziecko,które mówi :ja chcę to i to.Mnie się nie podoba to i to.Mam ochotę na to i na to...
    • torado Re: Wieczne tlumaczenie i usprawiedliwianie innyc 11.03.13, 18:14
      jeriomina napisała:

      > Każdego jestem skłonna usprawiedliwiać traumami, ciężkimi przeżyciami, uwarunkowaniami rodzinnymi itd. Ale mnie samej nigdy nikt nie tłumaczy, a wszyscy naokoło oczekują i oczekują. A też mam swoje przeżycia za sobą. Zastanawiam się, jak wyrwać się z tego zaklętego kręgu.

      najlepiej tych, co oczekują wyszarzyć :-D :-D :-D
    • to.niemozliwe Re: Wieczne tlumaczenie i usprawiedliwianie innyc 12.03.13, 08:55
      Może wybierz siedo psychologa, poproś o test np. TCI Cloningera, następnie zwróć się o interpretację testu i stworzenie psychologicznego portretu. Jesli uświadomosz sobie swoje silne "przegiecia", np. niechęć do konfrontacji, lub oczekiwanie oznak akceptacji od zbyt szerokiego grona osób, co może Cię spychać w role zależne, to nauczysz się rozpoznawać u siebie oznaki, kiedy te dominujące reakcje zaczynają "mówić w Twoim imieniu" i zamiast wyrażać jasno swoje potrzeby i interesy, zaczynasz się podporządkowywać lub usilnie dominować (co jest w istocie odwrotną stroną tego samego problemu).
      • jeriomina Re: Wieczne tlumaczenie i usprawiedliwianie innyc 12.03.13, 10:59
        Wolałabym nie iść do psychologa. Mierzi mnie perspektywa nabijania kabzy komuś, kto z dużym prawdopodobieństwem wybrał studia i specjalizację psychologiczną z tego powodu, że sam ma problemy ze sobą i z otoczeniem. Sama znam osobiście takie przypadki.
        Im bardziej ktoś w psychologii "siedzi", tym bardziej "porąbany" jest.
        • to.niemozliwe Re: Wieczne tlumaczenie i usprawiedliwianie innyc 12.03.13, 11:12
          Wiesz, czasem dowiadujemy sie czegoś nowego o sobie od naprawdę "porąbanych" ludzi, co nie umniejsza wartości tego samopoznania. Akurat nie bardzo sie zgodzę z tezą, ze problemy ze sobą i otoczeniem powodują ludzmi, ze siezajmują psychologią. Czasem moze to byc zwykła ciekawość, dociekliwość, bądź chęć bycia pomocnym innym.
          To, że atrybuujesz innym niskie pobudki (merkantylizm lub problemy mentalne) w żaden sposób nie rozwiazuje Twojego problemu.
        • kim-ja-jestem Re: Wieczne tlumaczenie i usprawiedliwianie innyc 12.03.13, 11:51
          Mówisz że tłumaczysz i usprawiedliwiasz innych a siebie nie. Jednak w tym co teraz napisałaś o psychologach (którzy notabene są tylko ludźmi tak jak inni) wykazujesz zupełnie co innego.
          Po części masz rację tłumacząc innych lub ich usprawiedliwiając, bo nic nie dzieje się bez przyczyny - wszystko ma swoją przyczynę. Każdy z nas zachowuje się, myśli tak a nie inaczej, czuje to a nie co innego z jakiegoś powodu. Gdy przyjrzysz się temu dogłębniej stwierdzisz, że podstawą prawie wszystkich niemiłych, złych i niewłaściwych zachowań jest lęk, który często jest prawie niewidoczny. Większość z nas nie zdaje sobie z tego sprawy i często raz wyprawowane zachowanie wywołane lękiem przeradza się w sposób bycia.
          Powracając do tematu w zakresie tłumaczenia i usprawiedliwiania - to tak w ogóle jest co system Twoich indywidualnych ocen czy osądzeń. Czy robisz to by mieć swoje zdanie i chcesz zwrócić tą przekornością na siebie uwagę (tak działa ego) czy przyświeca temu inny cel? Dlaczego oczekujesz od innych by Ciebie również usprawiedliwiali - czy nie traktujesz tego jako handel wymienny - ja daję innym i też chcę to otrzymać? Moim zdaniem, idąc za Anthony de Mello - z czymkolwiek walczysz, z tym wiążesz się na zawsze. Widząc i nieakceptując niesprawiedliwości rozumianej przez Ciebie wytwarzasz wewnętrzny sprzeciw - wyzwala się walka, a gdy się wyzwala walka to wówczas nosisz ją w sobie i stąd to niezadowolenie i pretensja że Ciebie nikt nie usprawiedliwia i nie chce zobaczyć takiej jaką chcesz żeby Cię widzieli. Dlaczego szukasz sprawiedliwości na tym świecie? Według jakich kryteriów należy przyjąć czym jest sprawiedliwość i dla kogo?
          Wykorzystaj swój indywidualny sposób postrzegania innych w taki sposób, by nie wywoływało to wewnętrznej walki. Masz rację że chcesz widzieć w innych coś więcej niż tylko ich zewnętrzne objawy - przyczyny tych zachowań, jednak powinnaś wiedzieć jaki przyświeca temu cel - jakie jest Twoje nastawienie, co chcesz osiągnąć, czym się kierujesz. Gdy wprowadzisz nie osądzające i nie obwiniające obserwowanie samej siebie, wówczas obraz innych i siebie będzie bardziej przejrzyste.
          Pozdrawiam z miłością
          • kropidlo5 Re: Wieczne tlumaczenie i usprawiedliwianie innyc 12.03.13, 12:45
            Kim Ja jestem, wyjasnij raz na zawsze te swoja teorie. Mowisz nie pierwszy raz, ze jesli osoba popelnia blad/grzech, to popelnia go w pewnych okolicznosciach, tak? Okolicznosci powoduja, ze nie mozna tej osoby osadzac, tak? To kto odpowiada za ten czyn???
            Jesli nie jedna strona, to zostaje druga. Ale jak ma sie to do Twoego postulatu, by nie osadzac sprawcy? No bo skoro sprawca stal sie ofiara, to ofiara stala sie teraz sprawca, i od kiedy stala sie sprawca- to przysluguja jej prawa sprawcy- a naczelnym prawem jest usprawiedliwienie okoliczosciami i przerzuczenie odpowiedzialnosci na druga strone.
            To jest wrecz zabawne, taka gra w berka- ofiara zamienia sie w sprawce, a jako sprawca zamienia sie w ofiare, a jako ofiara zamienia sie w sprawce, a jako sprawca zamienia sie w ofiare, a jako ofiara zamienia sie w sprawce, a jako sprawca zamienia sie w ofiare, a jako ofiara zamienia sie w sprawce, a jako sprawca zamienia sie w ofiare, a jako ofiara zamienia sie w sprawce, a jako sprawca zamienia sie w ofiare, a jako ofiara zamienia sie w sprawce, a jako sprawca zamienia sie w ofiare, a jako ofiara zamienia sie w sprawce, a jako sprawca zamienia sie w ofiare, a jako ofiara zamienia sie w sprawce, a jako sprawca zamienia sie w ofiare, a jako ofiara zamienia sie w sprawce, a jako sprawca zamienia sie w ofiare, a jako ofiara zamienia sie w sprawce, a jako sprawca zamienia sie w ofiare, a jako ofiara zamienia sie w sprawce, a jako sprawca zamienia sie w ofiare, a jako ofiara zamienia sie w sprawce, a jako sprawca zamienia sie w ofiare, a jako ofiara zamienia sie w sprawce.

            I co Ty na to?
            • kim-ja-jestem Re: Wieczne tlumaczenie i usprawiedliwianie innyc 12.03.13, 14:00
              Jak dla mnie za dużo tych sprawców i ofiar, zdecydowanie, hahaha. Dlaczego nie bierzesz pod uwagę że każdy sprawca jest ofiarą? Każdy kto nie zna przyczyny swoich zachowań i żyje w nieświadomości jest ofiarą nieświadomości, lęków i pragnień.
              Zadaj sobie pytanie: kto dał mi prawo osądzania i na jakiej podstawie, wg jakich norm, wytycznych, a nawet wg jakiego stanu samopoczucia czy doświadczenia mam osądzać? Skoro ktoś chce się bawić w osądzanie wówczas staje się sędzią, tylko kto dał jemu to uprawnienie? Czyż osądzanie nie jest tylko porównaniem i wyrażeniem swojej niechęci w wyniku porównania danego czynu z tym co my sami rozumiemy za prawidłowe wg aktualnego naszego stanu umysłu (stanu który wciąż się zmienia)? Gdy przyjrzysz się uważnie osądzaniu i obwinianiu zrozumiesz, że przynosi ono tylko zło, niechęć, niezadowolenie, nieszczęście, poczucie bezsensu, ciągłą walkę i niekończący się dołujący nas niedosyt. Cóż za radość i spokój powstaje gdy porzucamy osądzanie i obwinianie! Cóż za wielkie odkrycie, gdy okazuje się, że gdy przestajemy osądzać i obwiniać świat się nie zawalił, a wszystko co robimy zaczyna przynosić nam radość!
              Pozdrawiam z miłością
              • kropidlo5 Re: Wieczne tlumaczenie i usprawiedliwianie innyc 12.03.13, 15:03
                kim-ja-jestem napisał:

                > Jak dla mnie za dużo tych sprawców i ofiar, zdecydowanie, hahaha. Dlaczego nie
                > bierzesz pod uwagę że każdy sprawca jest ofiarą? Każdy kto nie zna przyczyny sw
                > oich zachowań i żyje w nieświadomości jest ofiarą nieświadomości, lęków i pragn
                > ień.

                Tak, ale to nie powinno byc uspawiedliwieniem zachowania. Moze byc usprawiedliwieniem w drobnych sprawach, ale nie w powaznych.


                > Zadaj sobie pytanie: kto dał mi prawo osądzania i na jakiej podstawie, wg jakic
                > h norm, wytycznych, a nawet wg jakiego stanu samopoczucia czy doświadczenia mam
                > osądzać? Skoro ktoś chce się bawić w osądzanie wówczas staje się sędzią, tylko
                > kto dał jemu to uprawnienie?

                Aaaa to tutaj tkwi caly problem. Ty mowisz o problemie ustalenia sprawcy z punktu widzenia moralnego, celem 'osadzenia', a moze jeszcze wiecznego potepienia a na pewno wymierzenia kary.
                Moj punkt widzenia kladzie nacisk na cos zupelnie innego: wymiar praktyczny. Jezeli pojawia sie konflikt miedzy dwiema osobami, ustalenie 'sprawcy' sluzy temu, by okreslic, kto powinien zmodyfikowac swoje zachowanie aby konflikt sie nie powtorzyl. Drugi wymiar to zyskanie spokoju wewnetrznego, poczucia, ze 'bylem w porzadku' albo 'bylem nie w porzadku'- co tez ma wymiar praktyczny i sluzy uczeniu sie. Jak bylem w porzadku- to tak sie zachowam w przyszlosci, a jak nie- to szukam inych rozwiazan.
                Jesli wychodze z zalozenia, ze nie wiadomo kto 'winien', ze nie mozna nic ustalac i osadzac, ze nie ma sprawcy ani ofiary- to jak spowodowac, by konflikt sie nie powtarzal albo nie trwal? Nie da sie.
                tylko problem jest taki, ze wszystko jest w porzadku, nikt nikogo nie osadza, a konflikt jest. I co wtedy? Co zrobic?

                Ustalenie 'winnego' nie sluzy, powtorze, przybijaniu do pala albo zakuwaniu w dyby, ale sluzy jasnemu okresleniu, kto ma jakie wymagania i oczekiwania w danej relacji i co jest akceptowalne a co nie.



                Czyż osądzanie nie jest tylko porównaniem i wyraż
                > eniem swojej niechęci w wyniku porównania danego czynu z tym co my sami rozumie
                > my za prawidłowe wg aktualnego naszego stanu umysłu (stanu który wciąż się zmie
                > nia)? Gdy przyjrzysz się uważnie osądzaniu i obwinianiu zrozumiesz, że przynosi
                > ono tylko zło, niechęć, niezadowolenie, nieszczęście, poczucie bezsensu, ciągł
                > ą walkę i niekończący się dołujący nas niedosyt. Cóż za radość i spokój powstaj
                > e gdy porzucamy osądzanie i obwinianie! Cóż za wielkie odkrycie, gdy okazuje si
                > ę, że gdy przestajemy osądzać i obwiniać świat się nie zawalił, a wszystko co r
                > obimy zaczyna przynosić nam radość!
                > Pozdrawiam z miłością

                Nie sadze. Jezeli zamiote problem pod dywan i bede udawal, ze cos mi sie podoba, gdy mi sie nie podoba- to recepta na to, by za 5 lat wziac karabin i rozstrzelac 15 dzieci w przedszkolu jakims.

                Zgodze sie, ze 'swiete oburzenie', nakrecanie sie, demonizowanie innych, walka- prowadza do oplakanych efektow. Prowadza do eskalacji. Pytanie- co zamiast. Ty mowisz, ze zamiast tego- akceptacja, zrozumienie, pogodzenie sie. A ja mowie- zalezy.
                Jak mowilem wiele razy, nie widze zadnego sensu w osadzaniu czy obwinianiu osob za czyny, ktore nas nie dotycza- to oczywistosc. Ja mowie caly czas tylko i wylacznie o konflikcie, w ktorym jestem strona.
                I w tej sytuacji uwazam, ze nie musze sie na nic godzic, jesli nie chce. Moge- ale nie musze- rozumiec, przymykac oko. Natomiast jesli czyjes zachowanie wobec mnie denerwuje mnie albo czyni mi w moim mniemaniu krzywde, to moge z zimna krwia egzekwowac swoje prawa, a nie bawic sie w glaskanie po glowie.
              • kropidlo5 Re: Wieczne tlumaczenie i usprawiedliwianie innyc 12.03.13, 15:15
                kim-ja-jestem napisał:

                > Zadaj sobie pytanie: kto dał mi prawo osądzania i na jakiej podstawie, wg jakic
                > h norm, wytycznych, a nawet wg jakiego stanu samopoczucia czy doświadczenia mam
                > osądzać?

                A jeszcze odniose sie do tego, bo widze, ze to Twoj konik:)
                Kto mi dal takie prawo? Nikt. Sam sobie dalem. albo- dal mi je Bog. Jezus powiedzial 'kochaj blizniego swego jak siebie samego' a nie 'kochaj blizniego swego bardziej niz siebie samego', czyz nie?
                Zgoda, ze czlowiek ma zmienny nastroj, rozna wiedze, doswiadczenia, ktore moga modyfikowac ocene sytuacji- ale co z tego? Przyjmujac taki ton rozumowania, nigdy nie osiagniemy wystarczajaco 'obiektywnego' stanu ducha ani wystarczajacej wiedzy i doswiadczenia, to nie jest mozliwe w ogole.
                I co wtedy? Klops. Nie ma ruchu, Nic nie moge zrobic, bo moze za malo wiem, a moze jestem za wesoly, a moze za smutny, wiec zapraszam, prosze jezdzic mi po plecach, oszukiwac mnie, zdradzac, okradac- bo nikomu nie zwroce uwagi, bo przeciez nie mam takiego prawa.

                Jest cos takiego jak zdrowy rozsadek. Jesli jestem bardzo zdenerwowany, to powinienem wiedziec, ze to nie jest dobry moment na powazna rozmowe. Lepiej odczekac. Moze lepiej nie wyciagac pochopnych wnioskow, tylko sprawe nieco przemyslec. Nieco- a nie 40 lat.
                Jezeli nie znam motywow, moge zapytac. KOMUNIKACJA.

                Wydaje mi sie Kim, ze Ty sie boisz komunikacji? Jak ktos Cie skrzywdzi, to przeciez lepiej byloby zakomunikowac drugiej osobie, ze to i to Ci sie nie podoba. Przeciez druga strona ma buzie i moze przedstawic swoja wersje i wyjasnienia. I albo je kupisz albo nie, ale wysluchac mozesz.

                A ty wydaje mi sie promujesz postawe 'lepiej siedzic cicho, a po co gadac, zrozumcie ja, ona taka jest, on juz tak ma, lepiej nie zwracac uwagi bo sie jeszcze zdenerwuje'. Nie sadzisz, ze w ten sposob podkladasz sie?
                • kim-ja-jestem Re: Wieczne tlumaczenie i usprawiedliwianie innyc 13.03.13, 08:02
                  kropidło5 - Twój pogląd na wszystko to WALKA (walka ze sobą, walka o swoje, walka o innych, walka z innymi). Cóż zostanie z Twojej walki - przerwa między datą urodzenia i datą śmierci na nagrobku (E. Tolle) - to wszystko.
                  No ale skoro wiesz lepiej to na pewno jesteś bardzo szczęśliwy w życiu, na pewno prowadzisz życie pełne kontaktu z innymi w szczęściu i radości (założyłeś rodzinę, udzielasz się społecznie poza internetem, chodzisz do pracy, czy szkoły i jesteś lubiany, nie boisz się podejmować trudnych tematów z innymi poza netem), na pewno znalazłeś sens w życiu i nigdy nie czujesz się źle - oszukuj siebie tak dalej. Ale masz rację, to Twój wybór, szkoda tylko że żyjesz w nieświadomości, uważając że ta odrobinka wiedzy którą posiadasz daje Tobie pewność że wiesz wszystko. Jesteś jak małe dziecko zamknięte w pokoju z atlasem w ręku i uważające że już zwiedziło i poznało cały świat. Otwórz swój umysł, a zobaczysz jak niewiele wiesz i wówczas dopiero zaczniesz się naprawdę uczyć życia. Walka z czymkolwiek nic Tobie nie da, zamknie Cię tylko przed poznaniem prawdy.
                  Pozdrawiam z miłością
    • obrotowy dziecinnie proste: 12.03.13, 15:59
      jeriomina napisała:
      Zastanawiam się, jak wyrwać się z tego zaklętego kręgu.

      spuszczam takim opie*dol - by nie robili mi durnych uwag
      i albo siedza cicho (ruki po szwam...)

      albo jest awantura i sie rozstajemy :)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka