męczę się udając kompletnie kogoś innego...

26.03.13, 22:29
....niż jestem. Czy powinnam pokazać swoją prawdziwą twarz? Mąż nie zna mojej przeszłości ,moje małżeństwo tego nie wytrzymałoby.Sobą jestem przy przyjaciołach ich znam 23 lata męża zaledwie 7. Nadto mąż jak się okazało jest mało ciekawym człowiekiem intelektualnie, mówiąc wprost nudziarz pomijając gorsze wady. Ale czy mam odejść z tak banalnych powodów , czy mam prawo pozbawić dziecko pełnej rodziny?
Nasz dom jest bezosobowy, brak w nim atmosfery,klimatu i celebrowania różnych zdarzeń, imienin, urodzin, rocznic. Mąż nigdy do mnie nie dzwoni nawet jeśli nie wracam po pracy do domu przez kilka godzin a w końcu mógłby mnie szlag po drodze trafić. Kompletnie go nie interesuję zresztą z wzajemnością .
Wcale nie tęsknię za miłością ale czuję się samotna i wiem że na niego nie mogę liczyć.
    • jan_stereo Re: męczę się udając kompletnie kogoś innego... 27.03.13, 00:00
      To jak bedac soba sie nie meczysz to w czym problem ?
    • aqua48 Re: męczę się udając kompletnie kogoś innego... 27.03.13, 11:24
      calusek70 napisała:

      >Nadto mąż jak się okazało jest mało ciekawy
      > m człowiekiem intelektualnie, mówiąc wprost nudziarz pomijając gorsze wady.

      Ale jakieś zalety chyba ma skoro za niego wyszłaś i masz z nim dziecko? Skup się na tych jego zaletach, a nie na wadach.

      > Nasz dom jest bezosobowy, brak w nim atmosfery,klimatu i celebrowania różnych z
      > darzeń, imienin, urodzin, rocznic.

      A dlaczego ich nie celebrujesz skoro Ci na tym zależy? Mało który mężczyzna potrafi stworzyć magiczny klimat i zaskakiwać żonę na przykład wykładając płatkami róż drogę z parkingu do mieszkania. Takie rzeczy tylko w filmach...
      Poza tym nad małżeństwem trzeba pracować samemu nie czekając aż z partnera wykluje się książę i zacznie Cię obsypywać brylantami, bo tego się nie doczekasz.
      Zastanów się co by Ci sprawiło przyjemność, odmieniło codzienną nudę i wypisz sobie na kartce te propozycje, a potem zabierz się do organizacji. Załóż sobie, że na przykład co miesiąc przynajmniej jeden weekend spędzacie razem, ale na robieniu czegoś innego niż zazwyczaj. Zaproś męża, powiedz, że Ci zależy na nim i na jego obecności.Zorganizuj coś dla niego. Przyzwyczajaj go do wspólnych wieczorów, wyjazdów, fajnego spędzania czasu. Nawet jeśli za tym specjalnie nie przepada. A może nawet po prostu nie wie jakie to może być przyjemne.
    • shachar Re: męczę się udając kompletnie kogoś innego... 27.03.13, 11:54
      Zacznij udawać siebie.
    • to.niemozliwe Re: męczę się udając kompletnie kogoś innego... 27.03.13, 14:02
      > Czy powinnam pokazać swoją prawdziwą twarz? Mąż nie zna mojej p
      > rzeszłości ,moje małżeństwo tego nie wytrzymałoby.

      Raczej nie będzie z tego żadnej korzyści, dla nikogo. Skoro na skutek tej wiedzy byłby rozpad, to nie warto. Lepiej jeśli pewien Twój idylliczny obraz pozostanie dla niego jedyny jaki zna.
      Co nie oznacza, że Ty sama ten okres zamknęłas - chyba nie, ale wątpię by on to zniósł. Wiec nie bedzie dla Ciebie ulga, tylko dla niego obciążeniem.

      > ich znam 23 lata męża zaledwie 7.

      NIe wiem, czy mozna tak rozgraniczać, ilość lat nie przekłada sie na intensywnosc znajomosci, ani jej wartosc. Role sa inne meza a znajomych.

      > Nadto mąż jak się okazało jest mało ciekawy
      > m człowiekiem intelektualnie, mówiąc wprost nudziarz pomijając gorsze wady. Ale
      > czy mam odejść z tak banalnych powodów , czy mam prawo pozbawić dziecko pełnej
      > rodziny?

      Raczej zachecać go do rozwoju, pokazywac nowości, inspirowac. Może to domator, zamknięty w sobie. Takie osoby zawsze trzeba bedzie wyciągać za uszy z ich "Shire" - małego domku na uboczu w ktorym czuja sie bezpieczne w swoim swiecie.

      > Nasz dom jest bezosobowy, brak w nim atmosfery,klimatu i celebrowania różnych z
      > darzeń, imienin, urodzin, rocznic. Mąż nigdy do mnie nie dzwoni nawet jeśli nie
      > wracam po pracy do domu przez kilka godzin a w końcu mógłby mnie szlag po drod
      > ze trafić. Kompletnie go nie interesuję zresztą z wzajemnością .

      A zatem nie on jest (jedynie) temu winien, w sensie nie tylko on sie przyczynia.
      Poszukaj tu na forum o odzyskiwaniu intymnosci w związku, troche bylo.
      To, czego Ci brakuje, to takze czesciowo umiejetnosci spoelczne (celebracja waznych chwil).
      Mozesz tego nauczyc meza. Ja np. byłem z natury mało celebrujacy, ale z wiekeim rozumiem jak ludzie do tego przywiązują wagę, wiec mam w kalendarzu komorki imieniny i urodziny (z corocznym odswieżaniem) i "pamietam" ;-).
      > Wcale nie tęsknię za miłością ale czuję się samotna i wiem że na niego nie mogę
      > liczyć.

      Poczytaj o odzyskiwaniu intymnosci i wzbogacaniu życia rodzinnego. To są konkretne rzeczy ktore sie robi: rozmawia, razem sie cos robi, pomaga sie partnerowi w jego sprawach, interesuje sie jego sprawami, rytuały - sobotnia poranna kawa, robienie razem waznych zakupów, celebracja seksu. Telewizor z sypialni wywalić...:-)
      Acha - Twoi znajomi i Twoje z nimi szczebiotanie może go zwyczajnie onieśmielać.
      Mnie sie wydaje, ze szukalas spokojnego, zrownowazonego faceta po poprzednich "artystach" i teraz Ci doskwiera, ze nudziarz? Hę?
    • l_witch_l Calusek... 30.03.13, 12:05
      A ile ty masz tych zyc...Masz ich 100, moze 12000, a moze wiecej?

      Masz napewno to jedno zycie...Zyjesz w martwym zwiazku...Wiec w koncu pokaz ta swoja prawdziwa twarz, bo jak ma sie rozwalic- to lepiej z twarza niz bez...twarzy.:=)

      badz soba, moze wlasnie tego wam trzeba? Skad wiesz...
    • paco_lopez Re: męczę się udając kompletnie kogoś innego... 30.03.13, 12:57
      po prostu nigdy nie byliście koleżeństwem, znajomymi. przydarzył wam się romans dziewiętnastowieczny z tego wyszły dzieci i chciałbyś na tym ujechać nie wiem ile. u nas jest już ponad 10 lat i tez specjalnie nie celebrujemy niczego, ale pomimo jakichś czasowo lokalnych kryzysów nie mamy ochoty odpadać od siebie, bo to niczego nie zmieni. nie polepszy na pewno. psycholog zapytałby ; a co tam u Państwa w łóżku słychać ??
    • malwi.2 Re: męczę się udając kompletnie kogoś innego... 30.03.13, 22:32
      calusek70 napisała:

      > ....niż jestem. Czy powinnam pokazać swoją prawdziwą twarz?

      do końca życia udawać kogoś innego, to trochę szkoda tego życia

      Ale
      > czy mam odejść z tak banalnych powodów , czy mam prawo pozbawić dziecko pełnej
      > rodziny?

      ale czy to taka pełna rodzina, gdy rodzice żyją osobno, nie ma pewnie wspólnych wyjść na kolację (czy to we dwójkę, czy rodzinnie) kwiatów pewnie też nie ma itp


      > Naszdom jest bezosobowy, brak w nim atmosfery,

      może zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję o rozstaniu, to spróbuj najpierw stworzyć tę atmosferę, może można


      > wiem że na niego nie mogę
      > liczyć.

      a on pewnie wie, że nie może liczyć na ciebie

      może właśnie ze względu na wasze dziecko spróbuj coś z tym zrobić, może najpierw spróbuj naprawić to co jest, a jeśli się nie uda...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja